To 2nie jest arcydzieło literatury. Powieść lekka, lekko obyczajowa, lekko rozliczeniowa, lekko humorystyczna, lekko melancholijna. Z ukrytym ciężarem, który pojawia się gdy zaczyna się myśleć o wyborach i decyzjach glownego bohatera. Dla czterdziestolatkow.
To 2nie jest arcydzieło literatury. Powieść lekka, lekko obyczajowa, lekko rozliczeniowa, lekko humorystyczna, lekko melancholijna. Z ukrytym ciężarem, który pojawia się gdy zaczyna się myśleć o wyborach i decyzjach glownego bohatera. Dla czterdziestolatkow.
Główny bohater wkurza i jest wyraźnie przedstawiony jako egocentryczny dupek. Nie uczy się na swoich błędach, wciąż roztrząsa dawne sprawy, jest uparty, skupiony na sobie, robi z siebie wiecznie ofiarę, a także zawsze jest przekonany o swojej racji. Jednak mimo tych wszystkich złych cech można znaleźć powody dla których zachowuje się tak a nie inaczej. Jest on więźniem własnego autosabotażu, nieustannie szuka samego siebie bo nie wie czego tak naprawdę chce co powoduje że stałe tkwi w tym samym miejscu. Jest też ofiarą obrazu romantycznej miłości z popkultury. Widać u niego także dużo lęku i strachu co niszczy jego związki przez jego strach przed zranieniem i opuszczeniem. Bohater jasno podkreśla że boi się decyzji, które są nieodwracalne, bo boi się popełniać błędy i boi się zobowiązań.
Rob tak naprawdę przez całą książkę dokonał może tylko minimalnej przemiany.
W książce fajne jest to dzielenie się miłością do muzyki, filmów i ogólnie kultury.
Jestem fanką takiej tematyki opisującej zmagania bohatera z samym sobą jednakże znam lepsze pozycje.
Główny bohater wkurza i jest wyraźnie przedstawiony jako egocentryczny dupek. Nie uczy się na swoich błędach, wciąż roztrząsa dawne sprawy, jest uparty, skupiony na sobie, robi z siebie wiecznie ofiarę, a także zawsze jest przekonany o swojej racji. Jednak mimo tych wszystkich złych cech można znaleźć powody dla których zachowuje się tak a nie inaczej. Jest on więźniem...
Książka zasługuje na nowy przekład z konsekwentną strategią tłumaczeniową dot. tytułów piosenek, miejsc itp.! Dosłowne tłumaczenie idiomów ("dostać swędzących stóp") i twory językowe w stylu "widzimy się o ósmawej" przyprawiają o dreszcze. Są też akty kapitulacji w postaci pozostawienia angielskiego zwrotu bez jakiegokolwiek przypisu ("zaliczyć nul points"). Gdybym nie mogła czytać między "polskimi" wierszami, oceniłabym książkę dużo niżej - tłumaczenie J. Polaka nie daje "Wierności..." równych szans w walce o przychylność czytelnika.
Książka zasługuje na nowy przekład z konsekwentną strategią tłumaczeniową dot. tytułów piosenek, miejsc itp.! Dosłowne tłumaczenie idiomów ("dostać swędzących stóp") i twory językowe w stylu "widzimy się o ósmawej" przyprawiają o dreszcze. Są też akty kapitulacji w postaci pozostawienia angielskiego zwrotu bez jakiegokolwiek przypisu ("zaliczyć nul points"). Gdybym nie...
Autor kreśli bohatera (niepoprawnego marzyciela) zawieszonego między pasją do muzyki a poważnym życiem w związku z wszystkimi jego konsekwencjami. Jak na razie siedzi on jednak, delikatnie mówiąc, w niezbyt dobrze prosperującym sklepie muzycznym w otoczeniu dwóch kumpli i na nic konkretnego nie może się zdecydować. Charakter, jakim jest obdarzony, z pewnością nie ułatwia mu zadania...
Autor kreśli bohatera (niepoprawnego marzyciela) zawieszonego między pasją do muzyki a poważnym życiem w związku z wszystkimi jego konsekwencjami. Jak na razie siedzi on jednak, delikatnie mówiąc, w niezbyt dobrze prosperującym sklepie muzycznym w otoczeniu dwóch kumpli i na nic konkretnego nie może się zdecydować. Charakter, jakim jest obdarzony, z pewnością nie ułatwia mu...
Zdeaktualizowana biblia. I to nie dlatego, że bohaterowie dzwonią do siebie z aparatów stacjonarnych albo ze śmierdzących budek telefonicznych, namiętnie palą w lokalach gastronomicznych, a podstawowym nośnikiem muzyki jest kaseta magnetofonowa. Nie. To są tylko ostatnie gwoździe do trumny; drobiazgi, które dodatkowo sprawiają, że czytana dziś „Wierność w stereo” trąci naftaliną i budzi niesmak. Budzi ten niesmak z co najmniej dwóch powodów: 1) jak, tak słaba książka, mogła stać się aż takim wydarzeniem; 2) w jaki sposób aż tak wielu coraz mniej młodych mężczyzn identyfikowało się z jej głównym bohaterem.
Pierwszy egzemplarz „Wierności w stereo” dostałem tuż przed premierą pierwszego polskiego wydania. To była późna wiosna 1997 roku. Wręczając mi ją koledzy, dziennikarze poczytnego wówczas magazynu muzycznego, powiedzieli: - Koniecznie to przeczytaj, to o tobie. Faktycznie. Po nocnej lekturze byłem oniemiały. Nie było wcześniej dla mnie tak trafiającego w punkt bohatera i jego historii. Zresztą nie tylko dla mnie. „Wierność…” miała potężny wpływ na całe pokolenie zagrzebanych w muzyce kolesi w skórzanych kurtkach. Nawet chyba więcej niż pokolenie. Książka Nicka Hornby’ego zrobiła wielkie wrażenie m.in. na – o kilka lat ode mnie młodszym – Arturze Rojku. Do tego stopnia, że jednej ze swoich piosenek nadał, wyciągnięty z „Wierności…”, tytuł „Długość dźwięku samotności”. Utwór okazał się największym przebojem w całej – łącznie z dokonaniami Myslovitz – karierze tego wykonawcy.
Książka Hornby’ego wciąż rezonuje. Pojawił się inspirowany nią serial i – wystawiany z powodzeniem na Broadway’u – musical. Rojkowi też cały czas jest do niej blisko. Ostatnio wspomniał o niej w tekście na okładce bestsellerowej książki Jarka Szubrychta „Skóra i ćwieki…”. Wciąż jarają się nią starzy kolekcjonerzy płyt, zaś jej, skądinąd bardzo dobra, ekranizacja – „Przebobje i podboje” (2000) z Johnem Cusackiem w roli głównej – cieszy się estymą wśród entuzjastów tzw. kina kultowego. Bardzo często jej oglądanie jest stałym elementem postchłopackich wieczorów przy joincie i bro.
Sięgnąłem ponownie po „Wierność…” pod wpływem notki na książce Szubrychta, rozmowy z pewnym kolekcjonerem płyt i producentem muzycznym, który opowiadał z przejęciem o jednej z wyciętych z filmu scen (obecnej w książce) oraz sytuacjom zawodowym, które skierowały moją uwagę na lata dziewięćdziesiąte. Za pierwszym razem nie dałem rady. Wysiadłem po pierwszym rozdziale. Musiałem przeczytać coś innego. W końcu zebrałem się i przebrnąłem przez egzystencjalno-sercowe perypetie właściciela podupadającego londyńskiego sklepu płytowego.
Przebrnąłem z wielkim trudem i chyba tylko dlatego, że nie lubię/potrafię odkładać na półkę nieprzeczytanych książek. Teraz zastanawiam się, dlaczego tak mi było z „Wiernością…” ciężko.
W zasadzie niewiele się u mnie zmieniło. Wciąż wydaję większość pieniędzy na płyty, wciąż tak naprawdę interesuję się tylko popkulturą, a ludzie, którzy nie czytają, nie słuchają i nie oglądają śmiertelnie mnie nudzą. No i mam nieuregulowane sytuacje osobiste. Czyli w zasadzie nadal „kumam czaczę”. A jednak „Wierność…” śmiertelnie mnie nudziła, zaś momentami potwornie irytowała. Myślę, że główna w tym zasługa nieprawdopodobieństwa psychologicznego książki Hornby’ego.
Rozumiem, że tzw. luzactwo czasem – sądzą zresztą, że najczęściej – skrywa kompleksy oraz lęki nastolatków i chłopców w bardziej podeszłym wieku. Rozumiem też, że faceci w relacjach z kobietami, wykonują naprawdę zaskakujące fikołki. Jednak ilość neuroz zrodzonych w głowie głównego bohatera „Wierności…” sprawia, że nie tyle nie można go lubić, co trudno w niego uwierzyć. A przecież na wyświetleniu tych neuroz tak książka polega.
Zastanawiająca jest też jego odchodząca dziewczyna. Jasne, że każdy chłopiec w każdym wieku chciałby mieć mądrą, dobrą, czułą, opiekuńczą, anielsko cierpliwą i piękną partnerkę, ale w kobietę bez skazy trudno uwierzyć chyba każdemu, kto ukończył liceum/technikum. Mamy tu więc bardzo wydumaną sytuację wyjściową, nieprawdopodobną bardziej od tych z polskich komedii romantycznych. Na dodatek pisaną gorzej niż owe produkty naszej kinematografii.
No i „Wierność w stereo” uchodziła za dzieło ousiderskie – rzecz o środowisku fików pisana dla frików. Temu służy cała zbudowana przez Hornby’ego scenografia – zagracony płytami sklep głównego bohatera oraz śmierdzące alkiem i dymem tytoniowym pomieszczenia, w których się pija i bywa na koncertach. Jednak ta scenografia to jedna wielka ściema. W gruncie rzeczy „Wierność…” nie jest książką o ludziach konsekwentnie uciekających od życia w kanonach klasy średniej, a tej klasy średniej jedną wielką pochwałą.
A więc muzyczno/ousiderska biblia to wielopoziomowa ściema. Ściema, której nie ratuje kilka muzycznych smaczków oraz zdań, które weszły na stałe do slangu ludzi odwiedzających małe, wiecznie na skaju upadku, sklepy ze starymi winylami.
Hornby napisał po latach prawdziwszą (i dużo lepszą literacko) książkę o kolesiach z gitarami i ich fanach. Jednak „Juliet, naga” przeszła bez większego echa. No, ale prawda najczęściej nie jest fajna – jest niewygodna.
Zdeaktualizowana biblia. I to nie dlatego, że bohaterowie dzwonią do siebie z aparatów stacjonarnych albo ze śmierdzących budek telefonicznych, namiętnie palą w lokalach gastronomicznych, a podstawowym nośnikiem muzyki jest kaseta magnetofonowa. Nie. To są tylko ostatnie gwoździe do trumny; drobiazgi, które dodatkowo sprawiają, że czytana dziś „Wierność w stereo” trąci...
Historia o człowieku, który nie do końca sam wie, czego chce od swojego życia, a nawet jeśli wie, to nie potrafi o to odpowiednio zawalczyć. Jest tu wiele dylematów, problem z egzystencją i trochę smutnej i gorzkiej prawdy o tym jak życie potrafi zweryfikować marzenia i plany. Szybko się czyta, autor nadał całości dobre tempo jednak czegoś mi jeszcze w tej książce brakuje. Z ciekawości chciałabym natomiast obejrzeć film, który powstał na jej podstawie.
Historia o człowieku, który nie do końca sam wie, czego chce od swojego życia, a nawet jeśli wie, to nie potrafi o to odpowiednio zawalczyć. Jest tu wiele dylematów, problem z egzystencją i trochę smutnej i gorzkiej prawdy o tym jak życie potrafi zweryfikować marzenia i plany. Szybko się czyta, autor nadał całości dobre tempo jednak czegoś mi jeszcze w tej książce brakuje....
Główny bohater wprawdzie antypatyczny, ale jego pasje i wrażliwość jakoś tam można zaakceptować/zrozumieć; choć jego niedojrzałości i natręctw już niekoniecznie. Rozpamiętuje byłe związki, jest dziecinny i małostkowy. Ma kumpli debili. Jedynie co w tej książce może się dziś podobać to klimat. Mocno analogowy, najntisowy, pełen kaset i sklepów z płytami (ech, kiedyś to było;) Zresztą kończy się w sumie spoko. No i kilka scenek faktycznie zabawnych i dobrze napisanych. Niestety, jako całość mocno przeciętne to jest. Do zapomnienia następnego dnia. Spodoba się koneserom lat 90 i wielbicielom starych winyli;)
Główny bohater wprawdzie antypatyczny, ale jego pasje i wrażliwość jakoś tam można zaakceptować/zrozumieć; choć jego niedojrzałości i natręctw już niekoniecznie. Rozpamiętuje byłe związki, jest dziecinny i małostkowy. Ma kumpli debili. Jedynie co w tej książce może się dziś podobać to klimat. Mocno analogowy, najntisowy, pełen kaset i sklepów z płytami (ech, kiedyś to...
Rob Fleming to postać której nie polubiłem od pierwszej do ostatniej stronnicy. Mimo jego uwielbienia dla muzyki, jego oczekiwania wobec do świata, stosunek do najbliższych jest nieakceptowalne. Co najbardziej smutne, nie jest literacką kreacją, tacy ludzie egzystują wśród nas.
Rob Fleming to postać której nie polubiłem od pierwszej do ostatniej stronnicy. Mimo jego uwielbienia dla muzyki, jego oczekiwania wobec do świata, stosunek do najbliższych jest nieakceptowalne. Co najbardziej smutne, nie jest literacką kreacją, tacy ludzie egzystują wśród nas.
Główny bohater Rob Fleming to trzydziestopięciolatek, który ma własny sklep z płytami i niedawno rzuciła go dziewczyna. Chłopak stara się pozbierać po rozstaniu jednak cały czas rozpamiętuje swoje byłe związki (nawet te z czasów szkolnych). Chce wiedzieć, co było nie tak, czy ten drugi jest lepszy od niego. Biznes również mu się nie układa. Przyjaciół zbytnio nie ma, jedynie dwóch kumpli, których zatrudnia w sklepie i z którymi od czasu do czasu uda się wyjść do baru. Zaczyna doskwierać mu samotność a co za tym idzie jego kompleksy się pogłębiają.
Czy główny bohater dowie się, czemu został sam? Czy jego biznes ma jeszcze jakieś szanse żeby przetrwać? Czy Rob odnajdzie swoją miłość?
Książka stoi na moim regale już od dobrych kilku lat (chyba z sześć już będzie). Z tej serii mam prawie wszystkie, jednak gdyby nie to, że wylosowałam ją w tamtym roku w kalendarzu adwentowym do przeczytania na ten rok to by pewnie kolejne lata stała i czekała na swoją kolej.
Już wiem, czemu nie sięgam po książki z tej serii. Bo zupełnie nie ma w nich (przynajmniej w tych, które do tej pory przeczytałam) nic ciekawego.
Rob, który jest zdołowany i rozpamiętuje każdy swój związek to nie jest postać, o którą chciałoby się poznać.
Cała ta historia jest dosyć dołująca. Zachowanie głównego bohatera nie raz sprawiało, że aż wywracałam oczami przy czytaniu. Chłop ma trzydzieści pięć lat a
zachowuje się gorzej niż nie jeden dziesięciolatek. Ciągle narzeka, jego sposób na podryw to branie na litość bądź po prostu ucieczka.
W książce znajduje się wiele jego przemyśleń rozumiem, że niektóre z nich miały być pewnie zabawne jednak według mnie to zupełnie nie wypaliło.
Jak dla mnie za dużo było też tytułów filmów, czy piosenek, domyślam się, że chodziło o pasje głównego bohatera, aczkolwiek tego było moim zdaniem zdecydowanie za dużo.
Zupełnie nie wiem, co kobiety widzą w tego typu facetach. W tej historii mam wrażenie, że ta, która się zwiąże z głównym bohaterem chce udowodnić wszystkim, że potrafi wychować sobie chłopa, chce mu po prostu matkować, bo ja innego powodu nie widzę, ani on zaradny ani zabawny. Nic go nie obchodzi tylko on i jego pasja, osoby, które słuchają piosenek, czy też mają płyty zespołu, których on nie lubi, na starcie uważa za gorsze i zupełnie nie wie jak można tego słuchać. Kompletnie nie rozumie, że każdy może lubić coś innego oraz, że inni mogą mieć inny gust.
Książka jest dosyć krótka i czyta się ją nawet szybko, jednak nie sprawiła, że nie mogłam się od niej oderwać, a wręcz przeciwnie chciałam ją jak najszybciej skończyć.
Główny bohater Rob Fleming to trzydziestopięciolatek, który ma własny sklep z płytami i niedawno rzuciła go dziewczyna. Chłopak stara się pozbierać po rozstaniu jednak cały czas rozpamiętuje swoje byłe związki (nawet te z czasów szkolnych). Chce wiedzieć, co było nie tak, czy ten drugi jest lepszy od niego. Biznes również mu się nie układa. Przyjaciół zbytnio nie ma,...
Nie za bardzo rozumiem fenomen nazwanej kultową powieści. Dla mnie dołująca i momentami przygnębiająca. Przez to,ze jestem w podobnym wieku do bohatera książki, Roba nie zawsze nadążałam za jego tokiem rozumowania, a jego rozterki czasem były dla mnie po prostu infantylne.
Książka z serii przeczytaj bo Tobie akurat może się spodoba.
Nie za bardzo rozumiem fenomen nazwanej kultową powieści. Dla mnie dołująca i momentami przygnębiająca. Przez to,ze jestem w podobnym wieku do bohatera książki, Roba nie zawsze nadążałam za jego tokiem rozumowania, a jego rozterki czasem były dla mnie po prostu infantylne.
Książka z serii przeczytaj bo Tobie akurat może się spodoba.
Lekka i bardzo przyjemna książka, ale w niektórych momentach potrafi zniechęcić z powodu zbędnych rozciągnięć dotyczących różnych piosenek, seriali lub piosenek. Jednak fabuła i humor autora sprawia, że chce się poznać dalsze losy bohatera książki, które chce odkryć co naprawdę liczy się w życiu. Jeśli ktoś rozgląda się za czymś prostym i szybkim w czytaniu to gorąco polecam tą lekturę.
Lekka i bardzo przyjemna książka, ale w niektórych momentach potrafi zniechęcić z powodu zbędnych rozciągnięć dotyczących różnych piosenek, seriali lub piosenek. Jednak fabuła i humor autora sprawia, że chce się poznać dalsze losy bohatera książki, które chce odkryć co naprawdę liczy się w życiu. Jeśli ktoś rozgląda się za czymś prostym i szybkim w czytaniu to gorąco...
Stereotyp ~30 letniego faceta - wiecznego chłopca. Kto lubi takich bohaterów jak Will Freeman z "Był sobie chłopiec" czy Charles z "Cztery wesela i pogrzeb", ten polubi głównego bohatera, Roba Fleminga, płytkiego zakompleksionego faceta, który gra nie fair z kobietami, gada, co mu ślina na język przyniesie i wszystkich do siebie zraża, bo "nie może się powstrzymać". Porzucony przez dziewczynę, miota się pomiędzy zranioną miłością, samotnością, marazmem, wściekłością, urażoną dumą i radością korzystania z wolności wiecznego kawalera. Dla mnie, niestety, identyfikowanie się czy choćby zrozumienie dla tej postaci było równie łatwe, co sympatyzowanie z seryjnym mordercą.
Ale przecież nie musimy lubić bohaterów, by docenić książkę. Więc jeśli jesteście w stanie znieść wnerwiające monologi wewnętrzne obrażonego dziesięciolatka w skórze dorosłego, prostackie teksty jego wkurzających kumpli - przygłupów z natręctwami, niezliczone cytaty z pop kultury, dziesiątki tytułów piosenek i kibicować ciężkiej pracy dziewczyn, które pod tą grubiańską powłoką widzą diament do oszlifowania i nie poddadzą się, póki nie zalśni pełnym blaskiem - to pewnie zabawi Was humor, ciekawe męsko-damskie spostrzeżenia i parę naprawdę kapitalnych scenek, gotowych na scenariusz kolejnej brytyjskiej komedii
Stereotyp ~30 letniego faceta - wiecznego chłopca. Kto lubi takich bohaterów jak Will Freeman z "Był sobie chłopiec" czy Charles z "Cztery wesela i pogrzeb", ten polubi głównego bohatera, Roba Fleminga, płytkiego zakompleksionego faceta, który gra nie fair z kobietami, gada, co mu ślina na język przyniesie i wszystkich do siebie zraża, bo "nie może się powstrzymać"....
Pierwsza książka Nicka Hornby którą przeczytałem. Pokochałem jego styl pisania, i samą historię. Książka kultowa dla pokolenia moich rodziców. No i gdzie te sklepy z płytami i ci zakreceni pasjonaci muzyki. Bo przecież nie można związać się z kimś, kto słucha złej muzy :D :D
Pierwsza książka Nicka Hornby którą przeczytałem. Pokochałem jego styl pisania, i samą historię. Książka kultowa dla pokolenia moich rodziców. No i gdzie te sklepy z płytami i ci zakreceni pasjonaci muzyki. Bo przecież nie można związać się z kimś, kto słucha złej muzy :D :D
Nick Hornby napisał wspaniałą „Funny Girl”, więc spodziewałam się, że kolejne spotkanie z jego książką, będzie podobnie miłe. 😍
Sądziłam też, że to będzie szybka przygoda, bo to taka cieńka książeczka. Jak się okazało, na jednej stronie znajduje się mnóstwo tekstu napisanego niewielką czcionką, rzadko pojawiają akapity, dialogów jest jeszcze mniej, a w zdaniach wtrącane są kolejne zdania w nawiasach. Rozdziały nie zaczynają się od nowych stron, a same wydarzenia w żaden sposób nie porywają. 😭
Pewnie wiele z Was, kobiet, (nie wiem jak to wygląda w przypadku mężczyzn), ma swoich książkowych crushy. To teraz wyobraźcie sobie, że poznajecie totalnego antycrusha i musicie czytać jego durne myśli. Ten chłop to taka tragedia. Kocha wszystkich i nikogo, najważniejsze są tylko piosenki, ale tylko te dobre, bo jak ktoś słucha muzyki, która mu się nie podoba, to nie może być fajnym człowiekiem. No i seks. Seks jest najważniejszy. Chłop ten zakochuje się w każdej spotkanej kobiecie i z każdą chce uprawiać seks, a jednocześnie chce być ze swoją byłą. On ma trzydzieści sześć lat! Nie szesnaście...
Słownictwo jest słabe, ale książka ma 26 lat, więc trochę przymykam oko. I okej, można mieć wątpliwości, które miał bohater, można popełniać błędy, ale być tak nudnym, niezdecydowanym, szowinistycznym, wrednym, chamskim, nieudolnym... Ja nie wiem, czy istnieją tacy ludzie, jak ten chłop. On jest okropny. 🤢
Cieszę się, że ta książka już za mną, bo w pewnym momencie myślałam, że nie dam rady dalej, ponieważ zachowanie bohatera było tak skrajnie głupie. 😩
Nick Hornby napisał wspaniałą „Funny Girl”, więc spodziewałam się, że kolejne spotkanie z jego książką, będzie podobnie miłe. 😍
Sądziłam też, że to będzie szybka przygoda, bo to taka cieńka książeczka. Jak się okazało, na jednej stronie znajduje się mnóstwo tekstu napisanego niewielką czcionką, rzadko pojawiają akapity, dialogów jest jeszcze mniej, a w zdaniach wtrącane są...
Taką literaturę popularną to ja mogę czytać. Hornby jest autentycznie zabawny, bywa błyskotliwy, przechodzi się przez tę książkę szybko, łatwo i przyjemnie. Film Frearsa na jej podstawie też sympatyczny.
Taką literaturę popularną to ja mogę czytać. Hornby jest autentycznie zabawny, bywa błyskotliwy, przechodzi się przez tę książkę szybko, łatwo i przyjemnie. Film Frearsa na jej podstawie też sympatyczny.
Na pewno łatwo się czyta. Na pewno GB jest dupkiem i przegrywem... ale w jakiś sposób go rozumiem. Nie daje mu to racji, ale nie mogę powiedzieć, że nie wiem, dlaczego dzieje się to co się dzieje. Dlatego że w jakiś sposób utknęliśmy na tej samej płaszczyźnie.
No i szanuję końcówkę. Za gorycz i za radość. Za poczucie przegrywu, z którego, kto wie, może wyrośnie coś ładnego.
Na pewno łatwo się czyta. Na pewno GB jest dupkiem i przegrywem... ale w jakiś sposób go rozumiem. Nie daje mu to racji, ale nie mogę powiedzieć, że nie wiem, dlaczego dzieje się to co się dzieje. Dlatego że w jakiś sposób utknęliśmy na tej samej płaszczyźnie.
No i szanuję końcówkę. Za gorycz i za radość. Za poczucie przegrywu, z którego, kto wie, może wyrośnie coś ładnego.
Wynurzenia zgorzkniałego faceta - o tym, wydawałoby się, jest ta powieść. Mamy jednak przed sobą szczerą wizję świata faceta takiego jak Ty czy On. Opowieść prawdziwą, pełną i niebanalną.
To moja trzecia powieść Nicka Hornby - z każdą kolejną rośnie moja sympatia do autora. Polecam!
Wynurzenia zgorzkniałego faceta - o tym, wydawałoby się, jest ta powieść. Mamy jednak przed sobą szczerą wizję świata faceta takiego jak Ty czy On. Opowieść prawdziwą, pełną i niebanalną.
To moja trzecia powieść Nicka Hornby - z każdą kolejną rośnie moja sympatia do autora. Polecam!
Analiza związków damsko-męskich z punktu widzenia faceta.
Wydaje się, że Nick Hornby lubi taką tematykę, bo inna jego książka "Był sobie chłopiec" oscyluje w podobnych klimatach.
Nawet ciekawa, bo warto poznać męski punkt widzenia. Oczekiwania i wyobrażenia mężczyzn o kobietach i związkach z nimi.
Co prawda to ten 36-latek wydawał mi się mocno niedojrzały. Właściwie przypominał mi dziecko, któremu zabrano zabawkę i dopiero w rękach innego dziecka wydała mu się ona niezmiernie interesująca.
Również pogląd, by na podstawie posiadanej kolekcji płyt oceniać człowieka, nie grzeszy dojrzałością.
Na plus fragmenty o ulubionych płytach czy piosenkach, aż mam ochotę przesłuchać po kolei te kawałki, by sprawdzić jaka muzyka może z niewiedzy mnie ominęła. Dla niektórych może się to okazać nużące. Mnie jednak zainteresowało.
Plusem jest też warstwa psychologiczna. Główny bohater naprawdę szczegółowo analizuje swoje uczucia. Czasem irytuje swoją niedojrzałością, czasem potrafi rozbawić swoimi poglądami.
Podsumowując raczej warta poznania, choć spodziewałam się czegoś nieco innego.
Analiza związków damsko-męskich z punktu widzenia faceta.
Wydaje się, że Nick Hornby lubi taką tematykę, bo inna jego książka "Był sobie chłopiec" oscyluje w podobnych klimatach.
Nawet ciekawa, bo warto poznać męski punkt widzenia. Oczekiwania i wyobrażenia mężczyzn o kobietach i związkach z nimi.
Co prawda to ten 36-latek wydawał mi się mocno niedojrzały. Właściwie...
Ta lektura wywoływała we mnie naprawdę różne odczucia. Pierwsze wrażenie - zachwyt! Początek wyśmienity. Rzadko zdarza mi się czytać coś, co wciąga od pierwszego zdania. A pan Hornby swoją opowieść zaczyna genialnie - bo tak:
"Na mojej liście pięciu najbardziej godnych zapamiętania rozstań wszech czasów (z dziewczynami, które chętnie zabrałbym na bezludną wyspę) znajdują się w porządku chronologicznym:
1) Alison Ashworth
2) Penny Hardwick
3) Jackie Allen
4) Charlie Nicholson
5) Sarah Kendrew.
Rozstania z nimi naprawdę bolały. Lauro, czy widzisz wśród nich swoje imię?"
No i jeśli przeczytamy coś takiego - czy nie chce się od razu poznać całej historii związku i rozstania głównego bohatera z ową Laurą?
Kolejne strony pochłaniałam z zapałem, który jednak dość szybko gasł. Głównie za sprawą bohatera i jego otoczenia. Bohaterem jest trzydziestokilkuletni Rob Fleming, niespełniony DJ, właściciel upadającego sklepiku z płytami, w którym pracują także dwaj jego najbliżsi kumple. Cała trójka zakochana w muzyce, żyjąca muzyką na co dzień, wspominająca przeszłość w powiązaniu z towarzyszącą jej muzyką, oceniająca innych na podstawie tego jakiej muzyki słuchają...
Czytając to, po tylu latach od powstania powieści, miałam wrażenie jakby opisywany przez autora świat się zestarzał. Sklepy z płytami pewnie nie są już typowym elementem krajobrazu, raczej enklawą dla audiofilów. Osobiście nie widziałam na ulicy żadnego (myślę tu o prawdziwych płytach, nie o CD). Wrażenie to potęgowała ilość piosenek/autorów/wykonawców które narrator wspomina i opisuje, a które mnie - czytelnikowi z innego kraju trzymającemu tę książkę w ręku ponad 20 lat po jej napisaniu - w sporej części kompletnie nic nie mówią i nie wnoszą żadnej dodatkowej treści.
Niesamowicie denerwował mnie też główny bohater, w którym szybko odkryłam niedojrzałego Piotrusia Pana. I choć niektóre jego obserwacje okazały się ciekawe (na zasadzie: "o! to faceci też tak mają?"), to jednak przez większość lektury towarzyszyło mi poczucie irytacji naprzemiennie ze znudzeniem. Choć przyznaję że powieść napisana jest całkiem nieźle, autor nie szczędzi czasu na ciekawe opisy i budowanie wielowymiarowych postaci pobocznych, wplata interesujące wątki, które urozmaicają fabułę przy okazji rysując bardziej szczegółowy obraz Roba, kim jest, czym się kieruje w życiu. Moim ulubionym "dodatkiem" tego typu jest historia zbioru płyt pewnego niewiernego męża - cudowny wątek.
Jeśli oceniam tę powieść pozytywnie, to tylko dlatego, że dotrwałam do jej końca - mimo tego jak bardzo miałam czasami dość głównego bohatera. Dopiero zamykając okładkę po skończonej lekturze można stwierdzić, że ta powieść nie jest dziełem przypadku, że wszystko co się w niej dzieje i przydarza bohaterowi jest starannie przemyślane. Że jest w niej jakiś sens. Że dzięki niej możemy zobaczyć coś ważnego - że dorastanie jest możliwe, podejmowanie decyzji jest możliwe. Zmiany są możliwe.
Dobra książka.
http://wlasnieczytam.blogspot.com/
Ta lektura wywoływała we mnie naprawdę różne odczucia. Pierwsze wrażenie - zachwyt! Początek wyśmienity. Rzadko zdarza mi się czytać coś, co wciąga od pierwszego zdania. A pan Hornby swoją opowieść zaczyna genialnie - bo tak:
"Na mojej liście pięciu najbardziej godnych zapamiętania rozstań wszech czasów (z dziewczynami, które chętnie zabrałbym na bezludną wyspę) znajdują...
Opowieść, która nie wnosi niczego istotnego. Liczyłem na dobrą weekendową rozrywkę i przeliczyłem się. Ma swoje momenty, ale całość się nie broni. Jest dużo o muzyce (co dla mnie ważne), ale bardzo pobieżnie i średnio ciekawie. Dodatkowo, irytujące tłumaczenie nazw zespołów i tytułów piosenek. Przykład? Katrina i Fale – Chodzę w Słońcu (Katrina and the Waves – Walking on Sunshine, prawda, że brzmi lepiej?). To tak jak bym poszedł do sklepu i poprosił płytę zespołu Żuki, pod tytułem Z Żukami. Szkoda gadać.
Opowieść, która nie wnosi niczego istotnego. Liczyłem na dobrą weekendową rozrywkę i przeliczyłem się. Ma swoje momenty, ale całość się nie broni. Jest dużo o muzyce (co dla mnie ważne), ale bardzo pobieżnie i średnio ciekawie. Dodatkowo, irytujące tłumaczenie nazw zespołów i tytułów piosenek. Przykład? Katrina i Fale – Chodzę w Słońcu (Katrina and the Waves – Walking on...
Lekko, łatwo i przyjemnie. Jak dla mnie całkiem miły przerwynik w czytaniu kryminałów.
Lekko, łatwo i przyjemnie. Jak dla mnie całkiem miły przerwynik w czytaniu kryminałów.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTo 2nie jest arcydzieło literatury. Powieść lekka, lekko obyczajowa, lekko rozliczeniowa, lekko humorystyczna, lekko melancholijna. Z ukrytym ciężarem, który pojawia się gdy zaczyna się myśleć o wyborach i decyzjach glownego bohatera. Dla czterdziestolatkow.
To 2nie jest arcydzieło literatury. Powieść lekka, lekko obyczajowa, lekko rozliczeniowa, lekko humorystyczna, lekko melancholijna. Z ukrytym ciężarem, który pojawia się gdy zaczyna się myśleć o wyborach i decyzjach glownego bohatera. Dla czterdziestolatkow.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toGłówny bohater wkurza i jest wyraźnie przedstawiony jako egocentryczny dupek. Nie uczy się na swoich błędach, wciąż roztrząsa dawne sprawy, jest uparty, skupiony na sobie, robi z siebie wiecznie ofiarę, a także zawsze jest przekonany o swojej racji. Jednak mimo tych wszystkich złych cech można znaleźć powody dla których zachowuje się tak a nie inaczej. Jest on więźniem własnego autosabotażu, nieustannie szuka samego siebie bo nie wie czego tak naprawdę chce co powoduje że stałe tkwi w tym samym miejscu. Jest też ofiarą obrazu romantycznej miłości z popkultury. Widać u niego także dużo lęku i strachu co niszczy jego związki przez jego strach przed zranieniem i opuszczeniem. Bohater jasno podkreśla że boi się decyzji, które są nieodwracalne, bo boi się popełniać błędy i boi się zobowiązań.
Rob tak naprawdę przez całą książkę dokonał może tylko minimalnej przemiany.
W książce fajne jest to dzielenie się miłością do muzyki, filmów i ogólnie kultury.
Jestem fanką takiej tematyki opisującej zmagania bohatera z samym sobą jednakże znam lepsze pozycje.
Główny bohater wkurza i jest wyraźnie przedstawiony jako egocentryczny dupek. Nie uczy się na swoich błędach, wciąż roztrząsa dawne sprawy, jest uparty, skupiony na sobie, robi z siebie wiecznie ofiarę, a także zawsze jest przekonany o swojej racji. Jednak mimo tych wszystkich złych cech można znaleźć powody dla których zachowuje się tak a nie inaczej. Jest on więźniem...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążka zasługuje na nowy przekład z konsekwentną strategią tłumaczeniową dot. tytułów piosenek, miejsc itp.! Dosłowne tłumaczenie idiomów ("dostać swędzących stóp") i twory językowe w stylu "widzimy się o ósmawej" przyprawiają o dreszcze. Są też akty kapitulacji w postaci pozostawienia angielskiego zwrotu bez jakiegokolwiek przypisu ("zaliczyć nul points"). Gdybym nie mogła czytać między "polskimi" wierszami, oceniłabym książkę dużo niżej - tłumaczenie J. Polaka nie daje "Wierności..." równych szans w walce o przychylność czytelnika.
Książka zasługuje na nowy przekład z konsekwentną strategią tłumaczeniową dot. tytułów piosenek, miejsc itp.! Dosłowne tłumaczenie idiomów ("dostać swędzących stóp") i twory językowe w stylu "widzimy się o ósmawej" przyprawiają o dreszcze. Są też akty kapitulacji w postaci pozostawienia angielskiego zwrotu bez jakiegokolwiek przypisu ("zaliczyć nul points"). Gdybym nie...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toAutor kreśli bohatera (niepoprawnego marzyciela) zawieszonego między pasją do muzyki a poważnym życiem w związku z wszystkimi jego konsekwencjami. Jak na razie siedzi on jednak, delikatnie mówiąc, w niezbyt dobrze prosperującym sklepie muzycznym w otoczeniu dwóch kumpli i na nic konkretnego nie może się zdecydować. Charakter, jakim jest obdarzony, z pewnością nie ułatwia mu zadania...
Autor kreśli bohatera (niepoprawnego marzyciela) zawieszonego między pasją do muzyki a poważnym życiem w związku z wszystkimi jego konsekwencjami. Jak na razie siedzi on jednak, delikatnie mówiąc, w niezbyt dobrze prosperującym sklepie muzycznym w otoczeniu dwóch kumpli i na nic konkretnego nie może się zdecydować. Charakter, jakim jest obdarzony, z pewnością nie ułatwia mu...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZdeaktualizowana biblia. I to nie dlatego, że bohaterowie dzwonią do siebie z aparatów stacjonarnych albo ze śmierdzących budek telefonicznych, namiętnie palą w lokalach gastronomicznych, a podstawowym nośnikiem muzyki jest kaseta magnetofonowa. Nie. To są tylko ostatnie gwoździe do trumny; drobiazgi, które dodatkowo sprawiają, że czytana dziś „Wierność w stereo” trąci naftaliną i budzi niesmak. Budzi ten niesmak z co najmniej dwóch powodów: 1) jak, tak słaba książka, mogła stać się aż takim wydarzeniem; 2) w jaki sposób aż tak wielu coraz mniej młodych mężczyzn identyfikowało się z jej głównym bohaterem.
Pierwszy egzemplarz „Wierności w stereo” dostałem tuż przed premierą pierwszego polskiego wydania. To była późna wiosna 1997 roku. Wręczając mi ją koledzy, dziennikarze poczytnego wówczas magazynu muzycznego, powiedzieli: - Koniecznie to przeczytaj, to o tobie. Faktycznie. Po nocnej lekturze byłem oniemiały. Nie było wcześniej dla mnie tak trafiającego w punkt bohatera i jego historii. Zresztą nie tylko dla mnie. „Wierność…” miała potężny wpływ na całe pokolenie zagrzebanych w muzyce kolesi w skórzanych kurtkach. Nawet chyba więcej niż pokolenie. Książka Nicka Hornby’ego zrobiła wielkie wrażenie m.in. na – o kilka lat ode mnie młodszym – Arturze Rojku. Do tego stopnia, że jednej ze swoich piosenek nadał, wyciągnięty z „Wierności…”, tytuł „Długość dźwięku samotności”. Utwór okazał się największym przebojem w całej – łącznie z dokonaniami Myslovitz – karierze tego wykonawcy.
Książka Hornby’ego wciąż rezonuje. Pojawił się inspirowany nią serial i – wystawiany z powodzeniem na Broadway’u – musical. Rojkowi też cały czas jest do niej blisko. Ostatnio wspomniał o niej w tekście na okładce bestsellerowej książki Jarka Szubrychta „Skóra i ćwieki…”. Wciąż jarają się nią starzy kolekcjonerzy płyt, zaś jej, skądinąd bardzo dobra, ekranizacja – „Przebobje i podboje” (2000) z Johnem Cusackiem w roli głównej – cieszy się estymą wśród entuzjastów tzw. kina kultowego. Bardzo często jej oglądanie jest stałym elementem postchłopackich wieczorów przy joincie i bro.
Sięgnąłem ponownie po „Wierność…” pod wpływem notki na książce Szubrychta, rozmowy z pewnym kolekcjonerem płyt i producentem muzycznym, który opowiadał z przejęciem o jednej z wyciętych z filmu scen (obecnej w książce) oraz sytuacjom zawodowym, które skierowały moją uwagę na lata dziewięćdziesiąte. Za pierwszym razem nie dałem rady. Wysiadłem po pierwszym rozdziale. Musiałem przeczytać coś innego. W końcu zebrałem się i przebrnąłem przez egzystencjalno-sercowe perypetie właściciela podupadającego londyńskiego sklepu płytowego.
Przebrnąłem z wielkim trudem i chyba tylko dlatego, że nie lubię/potrafię odkładać na półkę nieprzeczytanych książek. Teraz zastanawiam się, dlaczego tak mi było z „Wiernością…” ciężko.
W zasadzie niewiele się u mnie zmieniło. Wciąż wydaję większość pieniędzy na płyty, wciąż tak naprawdę interesuję się tylko popkulturą, a ludzie, którzy nie czytają, nie słuchają i nie oglądają śmiertelnie mnie nudzą. No i mam nieuregulowane sytuacje osobiste. Czyli w zasadzie nadal „kumam czaczę”. A jednak „Wierność…” śmiertelnie mnie nudziła, zaś momentami potwornie irytowała. Myślę, że główna w tym zasługa nieprawdopodobieństwa psychologicznego książki Hornby’ego.
Rozumiem, że tzw. luzactwo czasem – sądzą zresztą, że najczęściej – skrywa kompleksy oraz lęki nastolatków i chłopców w bardziej podeszłym wieku. Rozumiem też, że faceci w relacjach z kobietami, wykonują naprawdę zaskakujące fikołki. Jednak ilość neuroz zrodzonych w głowie głównego bohatera „Wierności…” sprawia, że nie tyle nie można go lubić, co trudno w niego uwierzyć. A przecież na wyświetleniu tych neuroz tak książka polega.
Zastanawiająca jest też jego odchodząca dziewczyna. Jasne, że każdy chłopiec w każdym wieku chciałby mieć mądrą, dobrą, czułą, opiekuńczą, anielsko cierpliwą i piękną partnerkę, ale w kobietę bez skazy trudno uwierzyć chyba każdemu, kto ukończył liceum/technikum. Mamy tu więc bardzo wydumaną sytuację wyjściową, nieprawdopodobną bardziej od tych z polskich komedii romantycznych. Na dodatek pisaną gorzej niż owe produkty naszej kinematografii.
No i „Wierność w stereo” uchodziła za dzieło ousiderskie – rzecz o środowisku fików pisana dla frików. Temu służy cała zbudowana przez Hornby’ego scenografia – zagracony płytami sklep głównego bohatera oraz śmierdzące alkiem i dymem tytoniowym pomieszczenia, w których się pija i bywa na koncertach. Jednak ta scenografia to jedna wielka ściema. W gruncie rzeczy „Wierność…” nie jest książką o ludziach konsekwentnie uciekających od życia w kanonach klasy średniej, a tej klasy średniej jedną wielką pochwałą.
A więc muzyczno/ousiderska biblia to wielopoziomowa ściema. Ściema, której nie ratuje kilka muzycznych smaczków oraz zdań, które weszły na stałe do slangu ludzi odwiedzających małe, wiecznie na skaju upadku, sklepy ze starymi winylami.
Hornby napisał po latach prawdziwszą (i dużo lepszą literacko) książkę o kolesiach z gitarami i ich fanach. Jednak „Juliet, naga” przeszła bez większego echa. No, ale prawda najczęściej nie jest fajna – jest niewygodna.
Zdeaktualizowana biblia. I to nie dlatego, że bohaterowie dzwonią do siebie z aparatów stacjonarnych albo ze śmierdzących budek telefonicznych, namiętnie palą w lokalach gastronomicznych, a podstawowym nośnikiem muzyki jest kaseta magnetofonowa. Nie. To są tylko ostatnie gwoździe do trumny; drobiazgi, które dodatkowo sprawiają, że czytana dziś „Wierność w stereo” trąci...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toHistoria o człowieku, który nie do końca sam wie, czego chce od swojego życia, a nawet jeśli wie, to nie potrafi o to odpowiednio zawalczyć. Jest tu wiele dylematów, problem z egzystencją i trochę smutnej i gorzkiej prawdy o tym jak życie potrafi zweryfikować marzenia i plany. Szybko się czyta, autor nadał całości dobre tempo jednak czegoś mi jeszcze w tej książce brakuje. Z ciekawości chciałabym natomiast obejrzeć film, który powstał na jej podstawie.
Historia o człowieku, który nie do końca sam wie, czego chce od swojego życia, a nawet jeśli wie, to nie potrafi o to odpowiednio zawalczyć. Jest tu wiele dylematów, problem z egzystencją i trochę smutnej i gorzkiej prawdy o tym jak życie potrafi zweryfikować marzenia i plany. Szybko się czyta, autor nadał całości dobre tempo jednak czegoś mi jeszcze w tej książce brakuje....
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo tonie dam rady dokończyć tej książki. Główny bohater jest na tyle infantylny, że na samą myśl o samym przebrnięciu robi się niedobrze.
nie dam rady dokończyć tej książki. Główny bohater jest na tyle infantylny, że na samą myśl o samym przebrnięciu robi się niedobrze.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toGłówny bohater wprawdzie antypatyczny, ale jego pasje i wrażliwość jakoś tam można zaakceptować/zrozumieć; choć jego niedojrzałości i natręctw już niekoniecznie. Rozpamiętuje byłe związki, jest dziecinny i małostkowy. Ma kumpli debili. Jedynie co w tej książce może się dziś podobać to klimat. Mocno analogowy, najntisowy, pełen kaset i sklepów z płytami (ech, kiedyś to było;) Zresztą kończy się w sumie spoko. No i kilka scenek faktycznie zabawnych i dobrze napisanych. Niestety, jako całość mocno przeciętne to jest. Do zapomnienia następnego dnia. Spodoba się koneserom lat 90 i wielbicielom starych winyli;)
Główny bohater wprawdzie antypatyczny, ale jego pasje i wrażliwość jakoś tam można zaakceptować/zrozumieć; choć jego niedojrzałości i natręctw już niekoniecznie. Rozpamiętuje byłe związki, jest dziecinny i małostkowy. Ma kumpli debili. Jedynie co w tej książce może się dziś podobać to klimat. Mocno analogowy, najntisowy, pełen kaset i sklepów z płytami (ech, kiedyś to...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toRob Fleming to postać której nie polubiłem od pierwszej do ostatniej stronnicy. Mimo jego uwielbienia dla muzyki, jego oczekiwania wobec do świata, stosunek do najbliższych jest nieakceptowalne. Co najbardziej smutne, nie jest literacką kreacją, tacy ludzie egzystują wśród nas.
Rob Fleming to postać której nie polubiłem od pierwszej do ostatniej stronnicy. Mimo jego uwielbienia dla muzyki, jego oczekiwania wobec do świata, stosunek do najbliższych jest nieakceptowalne. Co najbardziej smutne, nie jest literacką kreacją, tacy ludzie egzystują wśród nas.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toboże, jak ja męczyłam tę książkę
boże, jak ja męczyłam tę książkę
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toGłówny bohater Rob Fleming to trzydziestopięciolatek, który ma własny sklep z płytami i niedawno rzuciła go dziewczyna. Chłopak stara się pozbierać po rozstaniu jednak cały czas rozpamiętuje swoje byłe związki (nawet te z czasów szkolnych). Chce wiedzieć, co było nie tak, czy ten drugi jest lepszy od niego. Biznes również mu się nie układa. Przyjaciół zbytnio nie ma, jedynie dwóch kumpli, których zatrudnia w sklepie i z którymi od czasu do czasu uda się wyjść do baru. Zaczyna doskwierać mu samotność a co za tym idzie jego kompleksy się pogłębiają.
Czy główny bohater dowie się, czemu został sam? Czy jego biznes ma jeszcze jakieś szanse żeby przetrwać? Czy Rob odnajdzie swoją miłość?
Książka stoi na moim regale już od dobrych kilku lat (chyba z sześć już będzie). Z tej serii mam prawie wszystkie, jednak gdyby nie to, że wylosowałam ją w tamtym roku w kalendarzu adwentowym do przeczytania na ten rok to by pewnie kolejne lata stała i czekała na swoją kolej.
Już wiem, czemu nie sięgam po książki z tej serii. Bo zupełnie nie ma w nich (przynajmniej w tych, które do tej pory przeczytałam) nic ciekawego.
Rob, który jest zdołowany i rozpamiętuje każdy swój związek to nie jest postać, o którą chciałoby się poznać.
Cała ta historia jest dosyć dołująca. Zachowanie głównego bohatera nie raz sprawiało, że aż wywracałam oczami przy czytaniu. Chłop ma trzydzieści pięć lat a
zachowuje się gorzej niż nie jeden dziesięciolatek. Ciągle narzeka, jego sposób na podryw to branie na litość bądź po prostu ucieczka.
W książce znajduje się wiele jego przemyśleń rozumiem, że niektóre z nich miały być pewnie zabawne jednak według mnie to zupełnie nie wypaliło.
Jak dla mnie za dużo było też tytułów filmów, czy piosenek, domyślam się, że chodziło o pasje głównego bohatera, aczkolwiek tego było moim zdaniem zdecydowanie za dużo.
Zupełnie nie wiem, co kobiety widzą w tego typu facetach. W tej historii mam wrażenie, że ta, która się zwiąże z głównym bohaterem chce udowodnić wszystkim, że potrafi wychować sobie chłopa, chce mu po prostu matkować, bo ja innego powodu nie widzę, ani on zaradny ani zabawny. Nic go nie obchodzi tylko on i jego pasja, osoby, które słuchają piosenek, czy też mają płyty zespołu, których on nie lubi, na starcie uważa za gorsze i zupełnie nie wie jak można tego słuchać. Kompletnie nie rozumie, że każdy może lubić coś innego oraz, że inni mogą mieć inny gust.
Książka jest dosyć krótka i czyta się ją nawet szybko, jednak nie sprawiła, że nie mogłam się od niej oderwać, a wręcz przeciwnie chciałam ją jak najszybciej skończyć.
Główny bohater Rob Fleming to trzydziestopięciolatek, który ma własny sklep z płytami i niedawno rzuciła go dziewczyna. Chłopak stara się pozbierać po rozstaniu jednak cały czas rozpamiętuje swoje byłe związki (nawet te z czasów szkolnych). Chce wiedzieć, co było nie tak, czy ten drugi jest lepszy od niego. Biznes również mu się nie układa. Przyjaciół zbytnio nie ma,...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTo był hit mojego liceum w latach 90tych. Gdzie teraz takie sklepy z płytami :(
To był hit mojego liceum w latach 90tych. Gdzie teraz takie sklepy z płytami :(
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNie za bardzo rozumiem fenomen nazwanej kultową powieści. Dla mnie dołująca i momentami przygnębiająca. Przez to,ze jestem w podobnym wieku do bohatera książki, Roba nie zawsze nadążałam za jego tokiem rozumowania, a jego rozterki czasem były dla mnie po prostu infantylne.
Książka z serii przeczytaj bo Tobie akurat może się spodoba.
Nie za bardzo rozumiem fenomen nazwanej kultową powieści. Dla mnie dołująca i momentami przygnębiająca. Przez to,ze jestem w podobnym wieku do bohatera książki, Roba nie zawsze nadążałam za jego tokiem rozumowania, a jego rozterki czasem były dla mnie po prostu infantylne.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążka z serii przeczytaj bo Tobie akurat może się spodoba.
Lekka i bardzo przyjemna książka, ale w niektórych momentach potrafi zniechęcić z powodu zbędnych rozciągnięć dotyczących różnych piosenek, seriali lub piosenek. Jednak fabuła i humor autora sprawia, że chce się poznać dalsze losy bohatera książki, które chce odkryć co naprawdę liczy się w życiu. Jeśli ktoś rozgląda się za czymś prostym i szybkim w czytaniu to gorąco polecam tą lekturę.
Lekka i bardzo przyjemna książka, ale w niektórych momentach potrafi zniechęcić z powodu zbędnych rozciągnięć dotyczących różnych piosenek, seriali lub piosenek. Jednak fabuła i humor autora sprawia, że chce się poznać dalsze losy bohatera książki, które chce odkryć co naprawdę liczy się w życiu. Jeśli ktoś rozgląda się za czymś prostym i szybkim w czytaniu to gorąco...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toStereotyp ~30 letniego faceta - wiecznego chłopca. Kto lubi takich bohaterów jak Will Freeman z "Był sobie chłopiec" czy Charles z "Cztery wesela i pogrzeb", ten polubi głównego bohatera, Roba Fleminga, płytkiego zakompleksionego faceta, który gra nie fair z kobietami, gada, co mu ślina na język przyniesie i wszystkich do siebie zraża, bo "nie może się powstrzymać". Porzucony przez dziewczynę, miota się pomiędzy zranioną miłością, samotnością, marazmem, wściekłością, urażoną dumą i radością korzystania z wolności wiecznego kawalera. Dla mnie, niestety, identyfikowanie się czy choćby zrozumienie dla tej postaci było równie łatwe, co sympatyzowanie z seryjnym mordercą.
Ale przecież nie musimy lubić bohaterów, by docenić książkę. Więc jeśli jesteście w stanie znieść wnerwiające monologi wewnętrzne obrażonego dziesięciolatka w skórze dorosłego, prostackie teksty jego wkurzających kumpli - przygłupów z natręctwami, niezliczone cytaty z pop kultury, dziesiątki tytułów piosenek i kibicować ciężkiej pracy dziewczyn, które pod tą grubiańską powłoką widzą diament do oszlifowania i nie poddadzą się, póki nie zalśni pełnym blaskiem - to pewnie zabawi Was humor, ciekawe męsko-damskie spostrzeżenia i parę naprawdę kapitalnych scenek, gotowych na scenariusz kolejnej brytyjskiej komedii
Stereotyp ~30 letniego faceta - wiecznego chłopca. Kto lubi takich bohaterów jak Will Freeman z "Był sobie chłopiec" czy Charles z "Cztery wesela i pogrzeb", ten polubi głównego bohatera, Roba Fleminga, płytkiego zakompleksionego faceta, który gra nie fair z kobietami, gada, co mu ślina na język przyniesie i wszystkich do siebie zraża, bo "nie może się powstrzymać"....
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPierwsza książka Nicka Hornby którą przeczytałem. Pokochałem jego styl pisania, i samą historię. Książka kultowa dla pokolenia moich rodziców. No i gdzie te sklepy z płytami i ci zakreceni pasjonaci muzyki. Bo przecież nie można związać się z kimś, kto słucha złej muzy :D :D
Pierwsza książka Nicka Hornby którą przeczytałem. Pokochałem jego styl pisania, i samą historię. Książka kultowa dla pokolenia moich rodziców. No i gdzie te sklepy z płytami i ci zakreceni pasjonaci muzyki. Bo przecież nie można związać się z kimś, kto słucha złej muzy :D :D
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNick Hornby napisał wspaniałą „Funny Girl”, więc spodziewałam się, że kolejne spotkanie z jego książką, będzie podobnie miłe. 😍
Sądziłam też, że to będzie szybka przygoda, bo to taka cieńka książeczka. Jak się okazało, na jednej stronie znajduje się mnóstwo tekstu napisanego niewielką czcionką, rzadko pojawiają akapity, dialogów jest jeszcze mniej, a w zdaniach wtrącane są kolejne zdania w nawiasach. Rozdziały nie zaczynają się od nowych stron, a same wydarzenia w żaden sposób nie porywają. 😭
Pewnie wiele z Was, kobiet, (nie wiem jak to wygląda w przypadku mężczyzn), ma swoich książkowych crushy. To teraz wyobraźcie sobie, że poznajecie totalnego antycrusha i musicie czytać jego durne myśli. Ten chłop to taka tragedia. Kocha wszystkich i nikogo, najważniejsze są tylko piosenki, ale tylko te dobre, bo jak ktoś słucha muzyki, która mu się nie podoba, to nie może być fajnym człowiekiem. No i seks. Seks jest najważniejszy. Chłop ten zakochuje się w każdej spotkanej kobiecie i z każdą chce uprawiać seks, a jednocześnie chce być ze swoją byłą. On ma trzydzieści sześć lat! Nie szesnaście...
Słownictwo jest słabe, ale książka ma 26 lat, więc trochę przymykam oko. I okej, można mieć wątpliwości, które miał bohater, można popełniać błędy, ale być tak nudnym, niezdecydowanym, szowinistycznym, wrednym, chamskim, nieudolnym... Ja nie wiem, czy istnieją tacy ludzie, jak ten chłop. On jest okropny. 🤢
Cieszę się, że ta książka już za mną, bo w pewnym momencie myślałam, że nie dam rady dalej, ponieważ zachowanie bohatera było tak skrajnie głupie. 😩
Nick Hornby napisał wspaniałą „Funny Girl”, więc spodziewałam się, że kolejne spotkanie z jego książką, będzie podobnie miłe. 😍
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toSądziłam też, że to będzie szybka przygoda, bo to taka cieńka książeczka. Jak się okazało, na jednej stronie znajduje się mnóstwo tekstu napisanego niewielką czcionką, rzadko pojawiają akapity, dialogów jest jeszcze mniej, a w zdaniach wtrącane są...
Kultowa, zabawna. Po lekturze tej powieści zapożyczyłam od bohatera nawyk robienia listy "top 5"
Kultowa, zabawna. Po lekturze tej powieści zapożyczyłam od bohatera nawyk robienia listy "top 5"
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toW końcu ją zmęczyłam. Ta monotonia po prostu odpycha. Koleś z problemami psychicznym,i rozczulający się nad sobą...straszne
W końcu ją zmęczyłam. Ta monotonia po prostu odpycha. Koleś z problemami psychicznym,i rozczulający się nad sobą...straszne
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toStrata czasu.
Nie rozumiem, dlaczego ktoś chce czytać tego strasznego grafomana...
Przeczytane (niestety), w roku 2002.
Strata czasu.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNie rozumiem, dlaczego ktoś chce czytać tego strasznego grafomana...
Przeczytane (niestety), w roku 2002.
Taką literaturę popularną to ja mogę czytać. Hornby jest autentycznie zabawny, bywa błyskotliwy, przechodzi się przez tę książkę szybko, łatwo i przyjemnie. Film Frearsa na jej podstawie też sympatyczny.
Taką literaturę popularną to ja mogę czytać. Hornby jest autentycznie zabawny, bywa błyskotliwy, przechodzi się przez tę książkę szybko, łatwo i przyjemnie. Film Frearsa na jej podstawie też sympatyczny.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toFajna książka pisana z punkty widzenia faceta na sprawy miłosne.
Fajna książka pisana z punkty widzenia faceta na sprawy miłosne.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNa pewno łatwo się czyta. Na pewno GB jest dupkiem i przegrywem... ale w jakiś sposób go rozumiem. Nie daje mu to racji, ale nie mogę powiedzieć, że nie wiem, dlaczego dzieje się to co się dzieje. Dlatego że w jakiś sposób utknęliśmy na tej samej płaszczyźnie.
No i szanuję końcówkę. Za gorycz i za radość. Za poczucie przegrywu, z którego, kto wie, może wyrośnie coś ładnego.
Na pewno łatwo się czyta. Na pewno GB jest dupkiem i przegrywem... ale w jakiś sposób go rozumiem. Nie daje mu to racji, ale nie mogę powiedzieć, że nie wiem, dlaczego dzieje się to co się dzieje. Dlatego że w jakiś sposób utknęliśmy na tej samej płaszczyźnie.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNo i szanuję końcówkę. Za gorycz i za radość. Za poczucie przegrywu, z którego, kto wie, może wyrośnie coś ładnego.
Wynurzenia zgorzkniałego faceta - o tym, wydawałoby się, jest ta powieść. Mamy jednak przed sobą szczerą wizję świata faceta takiego jak Ty czy On. Opowieść prawdziwą, pełną i niebanalną.
To moja trzecia powieść Nicka Hornby - z każdą kolejną rośnie moja sympatia do autora. Polecam!
Wynurzenia zgorzkniałego faceta - o tym, wydawałoby się, jest ta powieść. Mamy jednak przed sobą szczerą wizję świata faceta takiego jak Ty czy On. Opowieść prawdziwą, pełną i niebanalną.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTo moja trzecia powieść Nicka Hornby - z każdą kolejną rośnie moja sympatia do autora. Polecam!
Analiza związków damsko-męskich z punktu widzenia faceta.
Wydaje się, że Nick Hornby lubi taką tematykę, bo inna jego książka "Był sobie chłopiec" oscyluje w podobnych klimatach.
Nawet ciekawa, bo warto poznać męski punkt widzenia. Oczekiwania i wyobrażenia mężczyzn o kobietach i związkach z nimi.
Co prawda to ten 36-latek wydawał mi się mocno niedojrzały. Właściwie przypominał mi dziecko, któremu zabrano zabawkę i dopiero w rękach innego dziecka wydała mu się ona niezmiernie interesująca.
Również pogląd, by na podstawie posiadanej kolekcji płyt oceniać człowieka, nie grzeszy dojrzałością.
Na plus fragmenty o ulubionych płytach czy piosenkach, aż mam ochotę przesłuchać po kolei te kawałki, by sprawdzić jaka muzyka może z niewiedzy mnie ominęła. Dla niektórych może się to okazać nużące. Mnie jednak zainteresowało.
Plusem jest też warstwa psychologiczna. Główny bohater naprawdę szczegółowo analizuje swoje uczucia. Czasem irytuje swoją niedojrzałością, czasem potrafi rozbawić swoimi poglądami.
Podsumowując raczej warta poznania, choć spodziewałam się czegoś nieco innego.
Analiza związków damsko-męskich z punktu widzenia faceta.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toWydaje się, że Nick Hornby lubi taką tematykę, bo inna jego książka "Był sobie chłopiec" oscyluje w podobnych klimatach.
Nawet ciekawa, bo warto poznać męski punkt widzenia. Oczekiwania i wyobrażenia mężczyzn o kobietach i związkach z nimi.
Co prawda to ten 36-latek wydawał mi się mocno niedojrzały. Właściwie...
Zabawna książka, pełna ciekawych spostrzeżeń - niby truizmów, ale opowiedzianych na nowo. Poznałem sporo ciekawych wykonawców muzycznych, ale momentami książka (choć krótka) drażniła lekkim infantylizmem i irytującymi zachowaniami głównego bohatera.
Zabawna książka, pełna ciekawych spostrzeżeń - niby truizmów, ale opowiedzianych na nowo. Poznałem sporo ciekawych wykonawców muzycznych, ale momentami książka (choć krótka) drażniła lekkim infantylizmem i irytującymi zachowaniami głównego bohatera.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toŚwietna książka, fajnie oddaje rozterki faceta po 30ce. Napisana dowcipnym i lekkim stylem. Połknąłem w 2 dni.
Świetna książka, fajnie oddaje rozterki faceta po 30ce. Napisana dowcipnym i lekkim stylem. Połknąłem w 2 dni.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTa lektura wywoływała we mnie naprawdę różne odczucia. Pierwsze wrażenie - zachwyt! Początek wyśmienity. Rzadko zdarza mi się czytać coś, co wciąga od pierwszego zdania. A pan Hornby swoją opowieść zaczyna genialnie - bo tak:
"Na mojej liście pięciu najbardziej godnych zapamiętania rozstań wszech czasów (z dziewczynami, które chętnie zabrałbym na bezludną wyspę) znajdują się w porządku chronologicznym:
1) Alison Ashworth
2) Penny Hardwick
3) Jackie Allen
4) Charlie Nicholson
5) Sarah Kendrew.
Rozstania z nimi naprawdę bolały. Lauro, czy widzisz wśród nich swoje imię?"
No i jeśli przeczytamy coś takiego - czy nie chce się od razu poznać całej historii związku i rozstania głównego bohatera z ową Laurą?
Kolejne strony pochłaniałam z zapałem, który jednak dość szybko gasł. Głównie za sprawą bohatera i jego otoczenia. Bohaterem jest trzydziestokilkuletni Rob Fleming, niespełniony DJ, właściciel upadającego sklepiku z płytami, w którym pracują także dwaj jego najbliżsi kumple. Cała trójka zakochana w muzyce, żyjąca muzyką na co dzień, wspominająca przeszłość w powiązaniu z towarzyszącą jej muzyką, oceniająca innych na podstawie tego jakiej muzyki słuchają...
Czytając to, po tylu latach od powstania powieści, miałam wrażenie jakby opisywany przez autora świat się zestarzał. Sklepy z płytami pewnie nie są już typowym elementem krajobrazu, raczej enklawą dla audiofilów. Osobiście nie widziałam na ulicy żadnego (myślę tu o prawdziwych płytach, nie o CD). Wrażenie to potęgowała ilość piosenek/autorów/wykonawców które narrator wspomina i opisuje, a które mnie - czytelnikowi z innego kraju trzymającemu tę książkę w ręku ponad 20 lat po jej napisaniu - w sporej części kompletnie nic nie mówią i nie wnoszą żadnej dodatkowej treści.
Niesamowicie denerwował mnie też główny bohater, w którym szybko odkryłam niedojrzałego Piotrusia Pana. I choć niektóre jego obserwacje okazały się ciekawe (na zasadzie: "o! to faceci też tak mają?"), to jednak przez większość lektury towarzyszyło mi poczucie irytacji naprzemiennie ze znudzeniem. Choć przyznaję że powieść napisana jest całkiem nieźle, autor nie szczędzi czasu na ciekawe opisy i budowanie wielowymiarowych postaci pobocznych, wplata interesujące wątki, które urozmaicają fabułę przy okazji rysując bardziej szczegółowy obraz Roba, kim jest, czym się kieruje w życiu. Moim ulubionym "dodatkiem" tego typu jest historia zbioru płyt pewnego niewiernego męża - cudowny wątek.
Jeśli oceniam tę powieść pozytywnie, to tylko dlatego, że dotrwałam do jej końca - mimo tego jak bardzo miałam czasami dość głównego bohatera. Dopiero zamykając okładkę po skończonej lekturze można stwierdzić, że ta powieść nie jest dziełem przypadku, że wszystko co się w niej dzieje i przydarza bohaterowi jest starannie przemyślane. Że jest w niej jakiś sens. Że dzięki niej możemy zobaczyć coś ważnego - że dorastanie jest możliwe, podejmowanie decyzji jest możliwe. Zmiany są możliwe.
Dobra książka.
http://wlasnieczytam.blogspot.com/
Ta lektura wywoływała we mnie naprawdę różne odczucia. Pierwsze wrażenie - zachwyt! Początek wyśmienity. Rzadko zdarza mi się czytać coś, co wciąga od pierwszego zdania. A pan Hornby swoją opowieść zaczyna genialnie - bo tak:
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to"Na mojej liście pięciu najbardziej godnych zapamiętania rozstań wszech czasów (z dziewczynami, które chętnie zabrałbym na bezludną wyspę) znajdują...
Opowieść, która nie wnosi niczego istotnego. Liczyłem na dobrą weekendową rozrywkę i przeliczyłem się. Ma swoje momenty, ale całość się nie broni. Jest dużo o muzyce (co dla mnie ważne), ale bardzo pobieżnie i średnio ciekawie. Dodatkowo, irytujące tłumaczenie nazw zespołów i tytułów piosenek. Przykład? Katrina i Fale – Chodzę w Słońcu (Katrina and the Waves – Walking on Sunshine, prawda, że brzmi lepiej?). To tak jak bym poszedł do sklepu i poprosił płytę zespołu Żuki, pod tytułem Z Żukami. Szkoda gadać.
Opowieść, która nie wnosi niczego istotnego. Liczyłem na dobrą weekendową rozrywkę i przeliczyłem się. Ma swoje momenty, ale całość się nie broni. Jest dużo o muzyce (co dla mnie ważne), ale bardzo pobieżnie i średnio ciekawie. Dodatkowo, irytujące tłumaczenie nazw zespołów i tytułów piosenek. Przykład? Katrina i Fale – Chodzę w Słońcu (Katrina and the Waves – Walking on...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to