rozwiń zwiń
Wróć na stronę książki

Oceny książki Sztyletem w serce

Średnia ocen
5,8 / 10
30 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE


Sortuj:
avatar
176
66

Na półkach:

en kryminał Kazimierza Koźniewskiego z 1968 roku wydany w serii „Ewa wzywa 07” opatrzony został numerem 2. Jest więc to pozycja otwierająca tę najpopularniejszą w PRL serię kryminalną. Skoro autora zaproszono do napisania książki na samym początku to znaczy, że był człowiekiem godnym zaufania a książka spełniła pokładane w niej nadzieje. Ale zanim przejdziemy do kwestii politycznych najpierw zajmijmy się na kryminałem.
W pewnym hotelu, w portowym mieście pokojówka natrafia na zwłoki mężczyzny. Gość został zabity ciosem w serce a narzędziem zbrodni jest sztylet a dokładniej poniemiecki kordzik SS, o czym świadczy ślad po nazistowskim orle wydłubanym niegdyś z rękojeści. W pokoju hotelowym popielniczka pełna niedopałków i Gazeta Poznańska na blacie stolika. Czyli facet musi być z Poznania domyśla się szybko porucznik Lewandowski, a pety świadczą o tym że ktoś go odwiedzał. I rzeczywiście, okazuje się że miewał gości a każdy z nich może być podejrzanym. Kto i dlaczego zamordował Andrzeja Koszucha zaopatrzeniowca z Zakładów Cegielskiego? – na to pytanie muszą odpowiedzieć milicjanci, ale szybko okazuje się że to nie będzie takie proste, bo sprawa jest dość skomplikowana. To nie jest zwykłe przestępstwo spowodowane machlojkami w sektorze państwowym, ale grubsza sprawa sięgająca swoimi korzeniami czasów wojennych.
Mam wrażenie, że w części narracyjnej opowieść jest nieco przegadana. Za dużo dialogów a za mało akcji. No ale przecież nie o to chodziło autorom milicyjnych kryminałów, by karmić czytelników czystą rozrywką, ale by pokazać jak żmudna i czasami nawet mało ciekawa jest praca milicjantów śledczych. Za to zawsze monotonię śledztwa i samej opowieści rekompensuje śledczym i oczywiście czytelnikom rozwiązanie zagadki kryminalnej. Wszak sprawiedliwość socjalistyczna zawsze powinna zatryumfować, choć w tym wypadku ten tryumf nie jest taki jak byśmy mogli sobie życzyć, bo zbrodnia choć ukarana, to jednak ta kara nie taka jak by się chciało a i morderca wcale nie taki zły jak powinien.
Autorem tego kryminału jest Kazimierz Koźniewski, prozaik i publicysta, żołnierz podziemia i członek Szarych Szeregów a po wojnie przez wiele lat tajny współpracownik UB, donoszący na swoich kolegów literatów. Nic więc dziwnego, że mając takie zasługi dla tajnej służby został wytypowany do grona najbardziej zaufanych autorów, którym dano szansę wykazania się w kreowaniu pozytywnego wizerunku milicjanta w serii kryminalnej „Ewa wzywa 07” wymyślonej przez dwóch funkcjonariuszy Komendy Głównej Milicji Obywatelskiej. Ale to już zupełnie inna historia.

en kryminał Kazimierza Koźniewskiego z 1968 roku wydany w serii „Ewa wzywa 07” opatrzony został numerem 2. Jest więc to pozycja otwierająca tę najpopularniejszą w PRL serię kryminalną. Skoro autora zaproszono do napisania książki na samym początku to znaczy, że był człowiekiem godnym zaufania a książka spełniła pokładane w niej nadzieje. Ale zanim przejdziemy do kwestii...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
3796
1148

Na półkach: , ,

[...]
Człowiek nigdy nie wie, kiedy najbliższego widzi po raz ostatni. Może to dobrze. A jednak potem jest tak bardzo żal, bo zdaje się, że te ostatnie minuty i godziny, gdyby wiedział, że są ostatnie, wypełniłby jakoś najpiękniej, przeżył najsilniej, dałby z siebie drugiemu wszystko, by tamten wziąć to mógł w świat duchów i niepamięci...

𝐏𝐎𝐌𝐈𝐌𝐎 𝐓𝐄𝐆𝐎, Ż𝐄 𝐓𝐑Ą𝐂𝐈 𝐏𝐄𝐄𝐑𝐄𝐋𝐎𝐖𝐒𝐊Ą 𝐌𝐘𝐒𝐙𝐊Ą, 𝐓𝐎 𝐍𝐀𝐖𝐄𝐓 𝐃𝐎𝐁𝐑𝐀 𝐓𝐀 𝐒𝐄𝐑𝐈𝐀 !
Może przeczytam całość, może część, jeszcze tego nie wiem, bo części jest od groma, bo aż 146, więc na razie będę podczytywać 👩👍

𝗖𝗼ś 𝗗𝗼 𝗣𝗼𝘀ł𝘂𝗰𝗵𝗮𝗻𝗶𝗮 𝗣𝗼𝗱𝗰𝘇𝗮𝘀 𝗖𝘇𝘆𝘁𝗮𝗻𝗶𝗮 : 🎶🎧👩📚📖💗
https://youtu.be/QzOJmggQYLg?si=PBTVy1SU2ydljPXE

[...]
Człowiek nigdy nie wie, kiedy najbliższego widzi po raz ostatni. Może to dobrze. A jednak potem jest tak bardzo żal, bo zdaje się, że te ostatnie minuty i godziny, gdyby wiedział, że są ostatnie, wypełniłby jakoś najpiękniej, przeżył najsilniej, dałby z siebie drugiemu wszystko, by tamten wziąć to mógł w świat duchów i niepamięci...

𝐏𝐎𝐌𝐈𝐌𝐎 𝐓𝐄𝐆𝐎, Ż𝐄 𝐓𝐑Ą𝐂𝐈 𝐏𝐄𝐄𝐑𝐄𝐋𝐎𝐖𝐒𝐊Ą...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
3073
758

Na półkach: , , , ,

Początek, można powiedzieć, sztampowy: hotelowa pokojówka chce posprzątać, otwiera drzwi i znajduje zwłoki. To pan Koszuch z Poznania, stały gość, od lat przyjeżdżał służbowo do stoczni. Tym razem jednak miał ciężki wypadek samochodowy, wiele tygodni spędził w szpitalu, dopiero niedawno wyszedł. Dochodził do zdrowia w hotelowym pokoju; odwiedziła go żona, wpadali znajomi. Wydawał się być zwykłym, sympatycznym człowiekiem, ugrzecznionym, miękkim, niekonfliktowym. Jednak ktoś wbił mu w serce sztylet ze swastyką... Kim naprawdę był pochodzący spod Lwowa Koszuch?

Druga chronologicznie "Ewa", wydana pod koniec lat 60. i nierzadki w literaturze z tamtych czasów motyw rozliczeń z wojenną przeszłością. Poruszająca, dobrze opowiedziana historia.

Autor (napisał m. in. "Piątkę z ulicy Barskiej" i "Sto koni do stu brzegów") był harcerzem z pokolenia Kolumbów, kurierem z Londynu, po wojnie zaś dziennikarzem i niestety również wieloletnim konfidentem SB.

Początek, można powiedzieć, sztampowy: hotelowa pokojówka chce posprzątać, otwiera drzwi i znajduje zwłoki. To pan Koszuch z Poznania, stały gość, od lat przyjeżdżał służbowo do stoczni. Tym razem jednak miał ciężki wypadek samochodowy, wiele tygodni spędził w szpitalu, dopiero niedawno wyszedł. Dochodził do zdrowia w hotelowym pokoju; odwiedziła go żona, wpadali znajomi....

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to