"Holocaust F" to powieść z nurtu sci-fi/cyberpunk nieco skręcających w stronę fantasy, w której świat stał się miejscem niezwykle brutalnym, zdegradowanym, w którym technologia tak przekonstruowała człowieka, że w zasadzie przestał nim być w dzisiejszym rozumieniu. Proza Zbierzchowskiego przywodzi na myśl "Ślepowidzenie" Wattsa, a pomysł przenoszenia świadomości może kojarzyć się z "Modyfikowanym węglem".
Z jednej strony, autor ma bardzo dobry styl pisania, z drugiej jednak - pod względem fabularnym książka idealna nie jest - akcja, mimo przeskoków i zwrotów, jest w sumie dość prosta i jednak, jak na mój gust, trochę zbyt "strzelankowa". W warstwie rozważań, książka pozostawia czytelnika z istotnymi pytaniami: "czym jest człowiek i czy jest taki moment na drodze transhumanizmu, kiedy istota ludzka przestaje już być człowiekiem?", a ogólniej: "dokąd zmierzamy jako ludzkość?". Pytań nasuwających się po lekturze "Holocaustu F" jest zresztą dużo więcej, przy czym autor nie narzuca swoich odpowiedzi, tylko znalezienie ich pozostawia czytelnikowi, co jest kolejnym atutem powieści.
Książka zdecydowanie nie należy do lekkich i przyjemnych, ale z pewnością jest warta przeczytania.
"Holocaust F" to powieść z nurtu sci-fi/cyberpunk nieco skręcających w stronę fantasy, w której świat stał się miejscem niezwykle brutalnym, zdegradowanym, w którym technologia tak przekonstruowała człowieka, że w zasadzie przestał nim być w dzisiejszym rozumieniu. Proza Zbierzchowskiego przywodzi na myśl "Ślepowidzenie" Wattsa, a pomysł przenoszenia świadomości może...
Meh.
"Distortion" Zbierzchowskiego zrobiło na mnie duże wrażenie, bardzo mi się spodobało. Zachęcona tym uniwersum sięgnęłam z entuzjazmem po "Holocaust F" I zawiodłam się. Styl nadal świetny, ale tym razem autor zdecydowanie przekombinował. Jakby chciał zmieścić w książce za dużo pomysłów na raz, w efekcie opowieść kilka razy jakby przerywa swój bieg i okazuje się być czymś innym, niż zapowiadała.
Rozważania niby około filozoficzne według mnie mają tylko pozór głębi.
Ciekawe natomiast, jak celnie momentami autor oddaje niektóre dzisiejsze nastroje (zarówno społeczne jak i w relacji do SI), mimo że skończył pisać książkę w 2013 roku.
Podsumowując całość - szkoda.
Meh.
"Distortion" Zbierzchowskiego zrobiło na mnie duże wrażenie, bardzo mi się spodobało. Zachęcona tym uniwersum sięgnęłam z entuzjazmem po "Holocaust F" I zawiodłam się. Styl nadal świetny, ale tym razem autor zdecydowanie przekombinował. Jakby chciał zmieścić w książce za dużo pomysłów na raz, w efekcie opowieść kilka razy jakby przerywa swój bieg i okazuje się być...
Wiele celnych pytań. Większość bez odpowiedzi i chyba dobrze. Odbieram tą książkę jako analizę abstrakcyjnych scenariuszy. Kiedy kończy się człowiek a zaczyna android? Jak wiele organów można wymienić? Czy wymazywanie pamięci to lek na całe otaczające zło? Cyberpunk z dużą dozą psychoanalizy. Pozycja, ciekawa, mogę polecić.
Wiele celnych pytań. Większość bez odpowiedzi i chyba dobrze. Odbieram tą książkę jako analizę abstrakcyjnych scenariuszy. Kiedy kończy się człowiek a zaczyna android? Jak wiele organów można wymienić? Czy wymazywanie pamięci to lek na całe otaczające zło? Cyberpunk z dużą dozą psychoanalizy. Pozycja, ciekawa, mogę polecić.
Trans humanistyczne, cyber fantasy, przepełnione akcją, przemyśleniami na temat świadomości, człowieczeństwa i przywiązania do tego co ludzkie i co nie ludzkie. Rollercoaster wydarzeń okraszony cyberpunkowym sosem. Wielu ludzi może odbić się od tej książki ze względu na specyfikę fabuły czy pióro przypominające trochę Wattsa w Ślepowidzeniu. Mi jednak bardzo przypadła do gustu, ponieważ w bardzo dobrych proporcjach łączyła w jeden (może nieco niespójny, ale co najmniej zadowalający) amalgamat wiele interesujących motywów. Pozycja zdecydowanie warta sprawdzenia
Trans humanistyczne, cyber fantasy, przepełnione akcją, przemyśleniami na temat świadomości, człowieczeństwa i przywiązania do tego co ludzkie i co nie ludzkie. Rollercoaster wydarzeń okraszony cyberpunkowym sosem. Wielu ludzi może odbić się od tej książki ze względu na specyfikę fabuły czy pióro przypominające trochę Wattsa w Ślepowidzeniu. Mi jednak bardzo przypadła do...
Polska transhumanistyczna SF. Trafiła w moje ręce przypadkiem, więc nie miałem oczekiwań, które można by zawieść. Autor stworzył bardzo, ale to bardzo rozbudowany świat pełen futurystycznych technologii, post-ludzkich szczepów i jakiś metafizyczny sos, który zupełnie mi do tego nie pasował.
“Holocaust F” jest niby ładnie napisany, ale prawdę powiedziawszy to wpada raczej w poetycką grafomanię. Wspomnianym światem autor chyba jest bardzo zachwycony, bo serwuje go nam w ogromnych ilościach, choć niewiele wnosi do fabuły… której jest niewiele. Dominuje podróż bohatera, jego górnolotne przemyślenia, które mnie nie kupiły.
Prawdę powiedziawszy, choć to krótka książka, choć jest tu kilka fajnych pomysłów to i tak mnie wymęczyła. Bohater był mi obojętny, fabuła nie wciągnęła, samozachwyt autora zbyt wielki.
Polska transhumanistyczna SF. Trafiła w moje ręce przypadkiem, więc nie miałem oczekiwań, które można by zawieść. Autor stworzył bardzo, ale to bardzo rozbudowany świat pełen futurystycznych technologii, post-ludzkich szczepów i jakiś metafizyczny sos, który zupełnie mi do tego nie pasował.
“Holocaust F” jest niby ładnie napisany, ale prawdę powiedziawszy to wpada raczej w...
Założe się, że każdy (w tym i ja) przechodząc obok tej książki myślał sobie: " yhhh kolejna książka o apokalipsie, nuuuda".
Ojj nie, nie tym razem. Ta książka niesie potężny przekaz i dawkę emocjonalną.
Na początku myślisz, że książka jest super bo akcja toczy się od samego początku i nie sposób się od niej oderwać i świetnie się bawisz, a to nie ty się bawisz tylko autor bawi się tobą wciągając Cię w co raz to większą ciemność, by zrobić ci na samym końcu światopoglądowy rachunek sumienia
To wszystko opakowane w czarny depresyjny klimat, poczucie beznadziei, rozpadu... Trochę poczułem się jak przy książkach mojego ukochanego Petera Wattsa, a ale jednak coś ich różni w pewnej ważnej kwestii, ale nie będę spoilerował.
Jedna z najlepszych polskich książek jakie czytałem. Tylko ją trzeba zrozumieć i poczuć, a nie tylko przeczytać. Pamiętajcie.
Po prostu cudowna!
Chce więcej od tego autora !!!
Założe się, że każdy (w tym i ja) przechodząc obok tej książki myślał sobie: " yhhh kolejna książka o apokalipsie, nuuuda".
Ojj nie, nie tym razem. Ta książka niesie potężny przekaz i dawkę emocjonalną.
Na początku myślisz, że książka jest super bo akcja toczy się od samego początku i nie sposób się od niej oderwać i...
Super książka. Jazda bez trzymanki. Ciężko było gdy zaczynałem ją czytać, ale w pewnym momencie wpadłem w trans i stałem się jej wielkim fanem. Raczej nie każdemu siądzie, bo jest bardzo specyficzna.
Super książka. Jazda bez trzymanki. Ciężko było gdy zaczynałem ją czytać, ale w pewnym momencie wpadłem w trans i stałem się jej wielkim fanem. Raczej nie każdemu siądzie, bo jest bardzo specyficzna.
Zacznijmy od tego, że to nie jest książka łatwa w odbiorze, pewnie sporo osób "się odbije" od niej.
Sztafaż cyberpunkowy kojarzy się (wbrew rodowodowi) z prostymi strzelankami w niedalekiej przyszłości.
Mamy tu powrót do korzeni - autor poszedł w podobnym kierunku co Watts w "Ślepowidzeniu", tylko zamiast obracać na wszystkie strony pojęcie świadomości, tu mamy bardzo mocne rozważania nad definicją człowieczeństwa/człowieka.
Definicją dość istotną, bo nie wiem czy w książce znajdzie się chociaż jedna postać będąca w 100% człowiekiem, pod względem fizycznym - pomimo, że na pierwszy rzut oka większości się od "zwykłych" ludzi nie da odróżnić. To właśnie zmiany "w środku" są ważne w książce i to na zasadzie "im głębiej, tym ważniejsze". Kluczowe są rozważania o tym "co właściwie definiuje każdego człowieka". Niby każdy z nas jest inny, ale ile z każdego z nas, jest wynikiem wpływów zewnętrznych? W książce mamy w pewnym sensie bardziej łopatologiczne zauważenie (wykorzystując cyberpunkowe przenośnie) , że na nas jako każdego "pojedynczego człowieka" wpływa środowisko, inne osoby, ich wspomnienia które potrafimy w jakimś stopniu przyswoić, a często nawet zagregować jako swoje. Ale również wpływ na nas mają informacje jakie pozyskujemy z otoczenia, nie wprost od innych ludzi a z "przedmiotów" (fizycznych i wirtualnych, w tym mediów). Patrząc na przebieg całego życia - ile z "mnie" jest od początku, a ile to "wpływy czynników obcych". Kiedy "ja" przestanę już być "sobą", mimo, że w ogóle tego nie zauważę. Na ile te wpływy zewnętrzne mogą na nas wpływać coraz bardziej negatywnie, wbrew temu jacy byliśmy "na początku". I czy da się "przywrócić siebie" w jakiś sposób.
Na to pytanie wydaje się, ze autor próbuje również odpowiedzieć. Każdy człowiek buduje w pewien sposób swój własny świat (w swojej głowie). W pewnym sensie życie każdego z nas to jakbyśmy przerabiali wszechświat, od wielkiego wybuchu, aż do jego końca. Czy jeśli przeżyjemy "koniec świata" budowanego w głowie (w oderwaniu od ciała fizycznie), to pozwoli nam wrócić do "ustawień fabrycznych" i zacząć od nowa? Czy i kto mógłby być "aniołem"/"bogiem" który nas przez taki koniec naszego świata może przeprowadzić i w pewnym sensie "zresetować"?
Jednocześnie mamy dość mocne ostrzeżenie/rozważania: jak bardzo ludzkość stanowi zagrożenie dla samej siebie i swojego świata przy okazji. Czy dążąc cały czas do rozwoju, nie idziemy jednocześnie ku samozagładzie (niszcząc jednocześnie swój świat, a właściwie nie tylko swój).
Zapewne, podobnie jak ze "Ślepowidzeniem", książkę musiałbym przeczytać kilka razy, żeby więcej zrozumieć i wyłapać, bo podejrzewam, że sporo rzeczy zauważymy dopiero przy kolejnych czytaniach. Książka wszakże również jest czynnikiem zewnętrznym wpływającym na nas, który nas w jakimś stopniu zmieni i możliwe, że "bardziej do siebie dostroi" przed kolejnym podejściem. ;-)
Na pewno ląduje w książkach które mogę polecić, mimo że również na pewno - niektóre osoby się od niej odbiją, lub uznają "taka sobie strzelanka, wojna, jakieś androidy, nie wiadomo skąd się biorą i w ogóle o co chodzi". ;-) To nie jest książka którą można czytać "po łebkach" i "na wyścigi". Zalecałbym nawet po przeczytaniu, poświęcić trochę (więcej) czasu i się nad nią zastanowić, a na pewno spróbować zajrzeć "pod" tego cyberpunka i strzelanki.
Zacznijmy od tego, że to nie jest książka łatwa w odbiorze, pewnie sporo osób "się odbije" od niej.
Sztafaż cyberpunkowy kojarzy się (wbrew rodowodowi) z prostymi strzelankami w niedalekiej przyszłości.
Mamy tu powrót do korzeni - autor poszedł w podobnym kierunku co Watts w "Ślepowidzeniu", tylko zamiast obracać na wszystkie strony pojęcie świadomości, tu mamy bardzo mocne...
Niewciągająca fabuła, chociaż to już trzecia książka cyberpunkowa, po Trylogii Ciągu i Czarnych Oceanach, do której nie moge sie przekonać. Historia opiera się głównie na ciągłej walce. Jak dla mnie jest to nudne i nawet świat hi-tech nie jest w stanie zmienić tego obrazu. Chyba po prostu ze świata SF musze wyrzucić cyberpunk.
Niewciągająca fabuła, chociaż to już trzecia książka cyberpunkowa, po Trylogii Ciągu i Czarnych Oceanach, do której nie moge sie przekonać. Historia opiera się głównie na ciągłej walce. Jak dla mnie jest to nudne i nawet świat hi-tech nie jest w stanie zmienić tego obrazu. Chyba po prostu ze świata SF musze wyrzucić cyberpunk.
Po pierwsze to żadne sci-fi. Jeśli miałbym jakoś ją określić, to fantasy w cyberpunkowym świcie. Autor wymyślił kilka nazw substancji i urządzeń na potrzeby swojej książki, ale próżno szukać jakiegoś, choćby delikatnego, luźnego, naukowego podparcia jego pomysłów. Mamy więc telepatię, czarodziejskie substancje, cyber-ludzi wysysających krew. I niby nie byłoby w tym nic złego, bo w sumie czemu nie, ale wszystko wydaje się jakieś takie niespójne i rozlazłe. Pomysły które mi się spodobały i miały szansę dźwignąć intrygę wyjaśniły się w trywialny sposób, bez większego związku z fabułą. Wszystko okraszone odrobiną brutalności, takiej statystycznej, nie namacalnej. Do tego mamy złe korporacje, zmanierowanych bogaczy, a jako głównego bohatera inwalidę umysłowego z rozterkami. Słabe, naprawdę słabe.
Po pierwsze to żadne sci-fi. Jeśli miałbym jakoś ją określić, to fantasy w cyberpunkowym świcie. Autor wymyślił kilka nazw substancji i urządzeń na potrzeby swojej książki, ale próżno szukać jakiegoś, choćby delikatnego, luźnego, naukowego podparcia jego pomysłów. Mamy więc telepatię, czarodziejskie substancje, cyber-ludzi wysysających krew. I niby nie byłoby w tym nic...
W swoim gatunku - cyberpunk, transhumanistycznym scifi, jak zwał tak zwał - technicznie bezbłędna. Ale subiektywnie mnie dość wymęczyła, choć nie przez ciężar, bo poprzez strumien świadomości autor świetnie nadał rytmikę, ale ogólnie. Na pewno sięgnę po inne powieści Pana Zbierzchowskiego, bo warsztat ma fenomenalny.
W swoim gatunku - cyberpunk, transhumanistycznym scifi, jak zwał tak zwał - technicznie bezbłędna. Ale subiektywnie mnie dość wymęczyła, choć nie przez ciężar, bo poprzez strumien świadomości autor świetnie nadał rytmikę, ale ogólnie. Na pewno sięgnę po inne powieści Pana Zbierzchowskiego, bo warsztat ma fenomenalny.
Książka jest szalona! Oj tak. Jeśli ktoś nie daje rady z twórczością mocno oderwaną od rzeczywistości (i nie mówię tutaj o zwykłym fantasy), to niech omija tę pozycję z daleka.
Ciężko mi znaleźć inną powieść na tyle podobną, żeby mieć jakieś oparcie. Trochę "Inne pieśni" Dukaja, trochę "Mad Max", trochę "Limes inferior" Zajdla. Książka łączy tyle różnych gatunków literackich, że nawet nie zacznę ich wymieniać.
Ogólnie próg wejścia jest piekielnie ciężki. Mniej więcej jak u Dukaja. Masa specyficznego słownictwa, całkiem wykreowany świat (niby Ziemia, niby nie) i dość oryginalne postacie, przedmioty i działania sprawiają, że dopiero w połowie książki zaczynamy coś kumać. Powoli każde nieznane słowo zyskuje kształt. Każde miejsce czy osoba zostają dokładniej opisane.
Akcja tutaj pędzi. Nie zagrzejemy miejsca w jednej lokacji. Oprócz tego retrospekcje, historie personalne i inne opowieści poboczne sprawiają, że będziemy mieć niezły mętlik w głowie, który strona po stronie zacznie się powoli układać w jedną całość.
No i ten szalony finisz. Jeden z najbardziej hardcorowych jakie czytałem. Gwarantuję wam, że się po nim nie pozbieracie. Ja się nie pozbierałem i dość długo go powtórnie kartkowałem, żeby wyłuskać choćby ideę przewodnią. Polecam.
Ta książka nadawałaby się na scenariusz niezłego filmu.
Książka jest szalona! Oj tak. Jeśli ktoś nie daje rady z twórczością mocno oderwaną od rzeczywistości (i nie mówię tutaj o zwykłym fantasy), to niech omija tę pozycję z daleka.
Ciężko mi znaleźć inną powieść na tyle podobną, żeby mieć jakieś oparcie. Trochę "Inne pieśni" Dukaja, trochę "Mad Max", trochę "Limes inferior" Zajdla. Książka łączy tyle różnych gatunków...
Połączenie "Rzeźni nr 5" z "Robocopem" i z "Drogą" ? Początkowo wydawało mi się, że nie dam rady się skoncentrować i zrozumieć dość specyficznego i trudnego świata wykreowanego przez autora. To co mnie urzekło w tej książce to właśnie umiejętność autora wpływania na moją wyobraźnię. Mój umysł ogarnął ten świat i bohaterów. Zdarzało mi się zamykać oczy i wizualizować przebieg zdarzeń, budowę świata, wygląd bohaterów itp. Nie było to przyjemne obrazy. Upadek świata, śmierć, wstręt, bagno, trupy, brak szans na ratunek z Holocaustu... Tymczasem na końcu happy end. Czy to jednak na pewno był happy end ?? Porozmyślam sobie jeszcze o tym...
Połączenie "Rzeźni nr 5" z "Robocopem" i z "Drogą" ? Początkowo wydawało mi się, że nie dam rady się skoncentrować i zrozumieć dość specyficznego i trudnego świata wykreowanego przez autora. To co mnie urzekło w tej książce to właśnie umiejętność autora wpływania na moją wyobraźnię. Mój umysł ogarnął ten świat i bohaterów. Zdarzało mi się zamykać oczy i wizualizować...
Niesamowity pokaz daleko idącej wyobraźni z poważną dozą filozofii. Nie spodziewałam się aż tyle.
Historia końca świata opowiadana z punktu widzenia "ghost in the shell", członka rodziny potentatów finansowych, korzystających z najnowszych możliwości przenoszenia świadomości do kolejnych ciał. Cyberpunkowe walki, intrygi, przeplatające się z wątkiem wspomnień historii miłosnej, a wszystko to w doskonale zbilansowanych dawkach.
O tym nazwisko powinno być głośno!
Niesamowity pokaz daleko idącej wyobraźni z poważną dozą filozofii. Nie spodziewałam się aż tyle.
Historia końca świata opowiadana z punktu widzenia "ghost in the shell", członka rodziny potentatów finansowych, korzystających z najnowszych możliwości przenoszenia świadomości do kolejnych ciał. Cyberpunkowe walki, intrygi, przeplatające się z wątkiem wspomnień historii...
Nie uważam się za znawcę polskiej s-f, znam jedynie klasykę, czyli Lema, Zajdla, Dukaja, ale mimo to pozwole sobie stwierdzić, że debiutancka powieść Zbierzchowskiego to jedna z najlepszych polskich książek z tego gatunku ever. Być może nie tylko polskich, bo gdybym układał swój osobisty ranking, z pewnością otarałby się o TOP 10.
Niesamowicie sugestywna i mocno dołująca wizja rozpadającego się, popierdolonego świata, stojącego na krawędzi zagłady (a w zasadzie już lecącego w przepaść), osadzona w bliskiej nam, nie aż tak odległej przyszłości, okraszona solidną dawką metafizyki, technologicznego żargonu i rozważaniami na temat postępującej dehumanizacji i pochłaniajacej ludzkość cyfryzacji (ale nie tylko, bo to wciąż jedynie wierzchołek góry poruszanych tutaj zagadnień).
Nie brakuje również tego, co tygryski lubią najbardziej - czyli opisanej z wielkim rozmachem krwawej, cyberpunkowej akcji. Wszystko wymieszane w zdrowych proporcjach i podane w bardzo dobrym stylu. Zbierzchowski nie popisuje się formą, nie odkrywa gatunku na nowo, ale w umiejętny sposób żonlguje znanymi motywami, jednocześnie dostarczając rozrywki i zmuszając do przemyśleń. Od początku rzuca na głęboką wodę, by potem stopniowo wyjaśniać i poszerzać konteksty i poszczególne koncepty. Nie leje wody; jego wizja jest niesamowicie zwarta i konkretna, a obserwacja rzeczywistości i wysnuwane wnioski niepokojaco celne. I co najważniejsze, pomimo zawartej tutaj głębi i snucia rozważań na naprawdę ciężkie tematy, akcja jest znakomicie skondensowana i nie pozwala się oderwać. Nieraz powrócę, bo to wysokokalibrowa literatura, której obecnie ze świeczką szukać, zasługująca na wszystkie Locusy i Nebule tego świata.
Nie uważam się za znawcę polskiej s-f, znam jedynie klasykę, czyli Lema, Zajdla, Dukaja, ale mimo to pozwole sobie stwierdzić, że debiutancka powieść Zbierzchowskiego to jedna z najlepszych polskich książek z tego gatunku ever. Być może nie tylko polskich, bo gdybym układał swój osobisty ranking, z pewnością otarałby się o TOP 10.
Pierwsze moje książkowe spotkanie z Cezarym Zbierzchowskim odbyło się przy okazji premiery rewelacyjnego „Distortion”. Gdy usłyszałem o ponownym wydaniu jego zbioru opowiadań „Requiem dla Lalek” od razu zgłosiłem się do napisania recenzji. Niestety różnica w klasie między dwoma wspomnianymi tytułami jest znacząca, ale jest to skutek tego, że zbiór opowiadań gromadzi twórczość autora sprzed 10 lat. Mimo wszystko, że z „Requiem dla Lalek” było mi nie po drodze, bardzo ciekawiło mnie czy Cezary Zbierzchowski „kupi” mnie ponownie swoją inną, pełnoprawną powieścią. Otrzymałem możliwość przeczytania „Holocaust F” z czego od razu skorzystałem. Tak wiem, zabieram się za twórczość Zbierzchowskiego TROCHĘ nie po kolei, aczkolwiek mimo że wszystkie jego teksty związane są z jednym uniwersum, nie wymuszają one na czytelniku konieczności czytania według chronologii powstania.
W świecie „Holocaust F” technologia jest codziennością. Próżno szukać to człowieka, który pozostał czysty od jakichkolwiek wspomagaczy. Androidy wtopiły się w społeczeństwo tak mocno, że obecnie problemem staje się rozróżnienie ich od ludzi. Rodzą się więc pytania natury egzystencjonalnej. Kiedy zaczyna się człowiek, a kiedy maszyna? Ile dodatkowych implantów w ludzkim ciele sprawi, że będziemy mieli do czynienia z maszyną? Gdzie jest granica, która odróżnia nas od sztucznej inteligencji? I w końcu jedno z coraz częściej pojawiających się pytań w literaturze SF (np. „Modyfikowany Węgiel”, „Świat Stali”): czy skopiowany umysł to wciąż ta sama osoba?
„Holocaust F” to bardzo ambitne, tzw. „twarde” science-fiction z dużą dozą cyberpunkowych naleciałości. Ambitne, ale całe szczęście nieprzekombinowane. Znając wcześniejsze teksty autora wydaje się, że „Holocaust F” było tą powieścią, w której znalazł złoty środek między historią mającą wciągnąć czytelnika, a tym co poprzez nią chciał przekazać. Nie bez przyczyny w końcu recenzowana książka została nominowana do nagrody Zajdla.
Na pewno nie jest to łatwa lektura, ale zdecydowanie jest jedną z tych, którą każdy fan fantastyki naukowej powinien w swoim życiu przeczytać. „Holocaust F” wymaga od czytelnika uwagi i skłania do refleksji zadając pytania, które są aktualne dzisiaj i na pewno będą wciąż aktualne za kilka, czy kilkanaście lat. Jestem pewien, że to książka, która nie przeminie. Może nie pobije nigdy żadnych rekordów sprzedaży, ale jestem przekonany, że czytelnicy będą po nią sięgać mimo wciąż i wciąż, mimo upływających lat. „Holocaust F” nie zestarzeje się, może tylko dojrzeć.
Pierwsze moje książkowe spotkanie z Cezarym Zbierzchowskim odbyło się przy okazji premiery rewelacyjnego „Distortion”. Gdy usłyszałem o ponownym wydaniu jego zbioru opowiadań „Requiem dla Lalek” od razu zgłosiłem się do napisania recenzji. Niestety różnica w klasie między dwoma wspomnianymi tytułami jest znacząca, ale...
Doskonale pamiętam swój pierwszy kontakt z "Holocaustem F". Było to w okolicach dnia premiery. Wtedy stwierdziłem, że nie jest to książka dla mnie. Zbyt dużo SF. Dziś już tak nie uważam. Prawdopodobnie wynika to z tego, że od tamtej pory przeczytałem kilkanaście stosików książek. Tak więc zaryzykuję tezą, iż rozwinąłem się jako czytelnik. Co bardzo mnie cieszy, bo "Holocaust F" to prawdziwa perełka na naszym rynku wydawniczym. Książka nie jest tak trudna, jak "Amnezjak" Nowaka czy cokolwiek Dukaja, ale to ogromny plus. Dzięki temu jest łatwiejsza w przyswojeniu. Co nie znaczy, że nie ma tam cudów techniki, od których nie zakręci się Czytelnikowi w głowie. Wizja przyszłości u Zbierzchowskiego jest przerażająca. I w sumie zmusza nas do zastanowienia, co to znaczy być człowiekiem.
Gibson jest ojcem cyberpunku, ale gdyby pisał tak jak Zbierzchowski, to wszyscy by go czytali. Tak więc brawa i proszę o więcej.
Nie wiem, kiedy sięgnę po "Distortion", ale postaram się szybko (czyli pewnie w przeciągu dwóch najbliższych lat). Świetna książka.
Doskonale pamiętam swój pierwszy kontakt z "Holocaustem F". Było to w okolicach dnia premiery. Wtedy stwierdziłem, że nie jest to książka dla mnie. Zbyt dużo SF. Dziś już tak nie uważam. Prawdopodobnie wynika to z tego, że od tamtej pory przeczytałem kilkanaście stosików książek. Tak więc zaryzykuję tezą, iż rozwinąłem się jako czytelnik. Co bardzo mnie cieszy, bo...
W czasach, gdy standardem stały się sześćset-stronicowe cegły, a niejeden czytelnik podejmując decyzję o zakupie książki bierze mocno pod uwagę jej wagę fizyczną, powieść Cezarego Zbierzchowskiego można by, nieomalże, określić mianem felietonu. Dobrze to, czy źle? Gdybyśmy rozmawiali o lekkiej, letniej przygodówce, w takiej lakoniczności większość z nas dopatrywała by się wady, jednak Holocaust F należy do zdecydowanie innego rodzaju literatury. Autor posłużył się formą powieści, by ukazać nurtujące go problemy i zadać czytelnikowi pytania, a właściwie skłonić go do tego, by sam je zadał. Ta powieść to rozważania, wyzbyte pustosłowia dociekania, ascetyczna, ogołocona ze zbędnej ornamentyki myśl; wysokiej próby filozoficzna obserwacja rzeczywistości.
Świat, w którym rozgrywają się opisywane wydarzenia, to zmierzch ludzkości. Stopień rozwoju cywilizacyjnego osiągnął granice naszego pojmowania, ludzie w zasadzie nie są ludźmi, a kondycja, w jakiej ów świat się znajduje, to kompletna degeneracja, degrengolada. Z naszego punktu widzenia to niemal piekło. Rzeczywistość uległa przemianom, które dzisiejszemu człowiekowi uniemożliwiłyby funkcjonowanie, nie mówiąc już o zdrowiu psychicznym. Chcąc nie chcąc zastanawiamy się, czy taka droga jest naszym świadomym wyborem i czy jesteśmy władni z niej zejść, gdyby się okazało, że jednak niekoniecznie.
Na tym tle mamy fabułę sprawiającą początkowo wrażenie zupełnie standardowego produktu. Bitwy, zasadzki, masa strzelania, gadżetów i nawet chyba jakiś seks jest. Sensacyjna intryga z elementami twardego science-fiction pomieszanego z ekstremalnym cyberpunkiem jak malowanie. Jednak wraz z przewracanymi stronami uzmysławiamy sobie, że to bożonarodzeniowa choinka postawiona, w lutym, w rogu śmietnika. To w zasadzie schemat drzewa, pretekst. Prosto zarysowana, jest nośnikiem i niczym więcej, osnową dla nici wątku ontologicznych i aksjologicznych rozważań. Jej formalną konstrukcję, zmierzającą w stronę roztrzaskanej nieokreśloności, znajduję jako symbol ostatecznego kresu ludzkości, postępującego rozpadu wszystkiego.
Podobnie wygląda sprawa z bohaterami. Chociaż mówimy o cywilizacji ludzi, to na kartach powieści w istocie nie znajdziemy ani jednego stuprocentowego człowieka w naszym sensie pojmowania. O nikim nie da się tego powiedzieć, nawet o najbardziej ludzkim z całego zestawu, narratorze. Na dodatek, formalnie porządnie skonstruowany jest tylko on. Reszta to tło, część świata przedstawionego, narzędzia w ręku autora.
W powieści Zbierzchowskiego można zidentyfikować szereg nawiązań formą, narracją, pomysłami, popkulturą. Można wymieniać Dicka, Wattsa, Strossa czy Stephensona, by ograniczyć się tylko do nazwisk z czwartej strony okładki. Tylko po co? Szczerze mówiąc, nie widzę sensu. Te wszystkie zapożyczenia i nawiązania to tylko kolejne narzędzia. To składniki rzemiosła, tak samo ważne jak płótno, pędzel i farby dla malarza. Naprawdę istotny jest obraz, a nim jest myśl autora. Czy oryginalna? I tak i nie. Nowy jest kontekst, zasięg i forma, same pytania zdają się być stare jak człowiek. Kim (czym) jesteśmy? Co nas definiuje? Dokąd zmierzamy? Co jesteśmy w stanie zaakceptować i na jakich warunkach? Czy swobodna możliwość korzystania z dowolnej ludzkiej myśli, bezwysiłkowe posiłkowanie się czym tylko chcemy, nieograniczona możliwość przeprowadzania 'operacji plastycznych' na jaźni jest tym, do czego tak naprawdę dążymy? Czy fakt, że człowiek staje się zlepkiem fragmentów cudzych jestestw pozostawia miejsce na jakiekolwiek 'ja'? Czy cokolwiek ma jakikolwiek sens? Tych pytań pewnie można by postawić więcej, każdy czytelnik pewnie zada je trochę inaczej. Holocaust F to hiperbola zjawisk, problemów i wyzwań znanych nam nie od dziś. W tym wymiarze, najbardziej istotnym moim zdaniem, prezentuje bezsprzecznie ponadczasowy format.
Osobiście mam zastrzeżenia tylko w jednym przypadku. Misterną konstrukcję narusza pewien rodzaj metafizyki – koncepcja plazmatu. Moim zdaniem zupełnie zbędna, psująca obraz całości i osłabiająca przekaz. Jednak potrafię zrozumieć, że dla ludzi o światopoglądzie nieracjonalistycznym może mieć ona swoje uzasadnienie. Jakieś tam.
Holocaust F nie jest lekką, rozrywkową literaturą. Wymaga zaangażowania, skłania do refleksji. Nie poddaje się łatwemu bilansowi zalet i wad. Warto ją przeczytać w wieku lat dwudziestu, a potem regularnie co dekadę odświeżać, z pewnością każda kolejna lektura tej powieści przyniesie nam nowe odkrycia, pomoże w rozumieniu świata i siebie. Mimo wszystko, jak sądzę, nie będzie to powieść z pierwszych miejsc księgarnianej listy przebojów, ale z pewnością, za kilkadziesiąt lat wciąż będzie kupowana i czytana.
9/10
W czasach, gdy standardem stały się sześćset-stronicowe cegły, a niejeden czytelnik podejmując decyzję o zakupie książki bierze mocno pod uwagę jej wagę fizyczną, powieść Cezarego Zbierzchowskiego można by, nieomalże, określić mianem felietonu. Dobrze to, czy źle? Gdybyśmy rozmawiali o lekkiej, letniej przygodówce, w takiej lakoniczności większość z nas dopatrywała by się...
Polski „Modifikowany węgiel”?Pomysł wyjściowy ma wiele wspólnego, ale „Holocaust F” ma charakter bardziej egzystencjalny. Autor dwoi się przy tym i troi, żeby nas otumanić natłokiem słów i skomplikowanych opisów wykreowanego przez siebie świata. Trudno mu odmówić talentu, ale zagubiłem się w tej książce mocno. Akcji tu tak naprawdę nie wiele, ale jest bardzo szczegółowa, a ja jak główny bohater, który powoli się zatraca, gubię się w tym labiryncie. Możliwe, że właśnie taki był zamysł. Dobrze, że w Polsce powstaje taka bezkompleksowa literatura.
Polski „Modifikowany węgiel”?Pomysł wyjściowy ma wiele wspólnego, ale „Holocaust F” ma charakter bardziej egzystencjalny. Autor dwoi się przy tym i troi, żeby nas otumanić natłokiem słów i skomplikowanych opisów wykreowanego przez siebie świata. Trudno mu odmówić talentu, ale zagubiłem się w tej książce mocno. Akcji tu tak naprawdę nie wiele, ale jest bardzo szczegółowa, a...
Genialne hard sci-fi, dynamiczne, kameralne - wspaniałe. Trochę przypomina prozę Petera Wattsa. Moje polskie odkrycie roku (jeśli nie dekady) w tej kategorii.
Pierwsza połowa zachwycająca, potem akcja trochę zwalnia. Ale jakościowo - bez zarzutów.
Genialne hard sci-fi, dynamiczne, kameralne - wspaniałe. Trochę przypomina prozę Petera Wattsa. Moje polskie odkrycie roku (jeśli nie dekady) w tej kategorii.
Pierwsza połowa zachwycająca, potem akcja trochę zwalnia. Ale jakościowo - bez zarzutów.
Minęło znacznie więcej czasu niż planowałem zanim sięgnąłem po Holocaust F Cezarego Zbierzchowskiego. Wcześniej miałem okazję czytać jego zbiór opowiadań Requiem dla lalek, które można traktować jako takie wprowadzenie do świata Rammy, na którym oparto fabułę Holocaustu F.
Książka opowiada o Franciszku Eliasie, który jest członkiem pewnej potężnej i wpływowej rodziny. Ma w życiu wszystko, co jest w stanie zaoferować mu nowoczesna technologia. Jest tzw. cradlerem, czyli człowiekiem, którego mózg jest umieszczony w specjalnej kołysce, wraz ze wszystkimi wspomnieniami i tożsamością, dzięki czemu może przenieść swoją osobowość do innego ciała w przypadku poważnych ran lub chorób. Będzie to dla niego bardzo przydatne, ponieważ niedługo czekają go duże kłopoty - do siedziby jego rodu zbliża się bowiem Szarańcza - horda zmutowanych ludzi, których jedynym celem jest zagłada ludzi...
Podobnie jak w przypadku opowiadań, także i w powieści, autor rzuca czytelnika od razu na głęboką wodę. Nie mamy żadnego wprowadzenia, ani wyjaśnienia tego, co widzimy i w jakiej sytuacji znaleźli się bohaterowie. Tego wszystkiego musimy się sami dowiedzieć z rozmów bohaterów, które wcale nie ułatwiają tego zadania. Ma to jednak swój niebywały urok - dzięki temu możemy poczuć się jakbyśmy autentycznie znajdowali się w opisywanym świecie, byli jego częścią, a nie tylko o nim czytali. Pewnym ułatwieniem była dla mnie na pewno lektura zbioru opowiadań, ponieważ część z tych tekstów jest mocno powiązana z Holocaustem F i wprowadza w realia opisywanego świata.
Świat, jaki wyłania się z kart opowieści jest nie do pozazdroszczenia. Otóż po Roku Zero, plazmat, czyli taki element duchowy opuścił ziemię, a miliardy podłączonych do Synergii zginęło, bądź zmutowało, a sama sieć stała się niebezpieczna i każde połączenie z nią może być śmiertelne. Mniej więcej wtedy też narodziła się też Szarańcza, czyli organizacja terrorystyczna nowej generacji. Jej członków nazywano zbrodniarzami, anarchistami, szaleńcami, ale z czasem po prostu wampirami, ze względu na to, że chętnie piją krew wzbogaconą o katalizatory i w tym celu atakują ocalałych ludzi. Pojawia się również nowa śmiercionośna broń oparta na frenach, która sieje prawdziwe spustoszenie, zmienia rozkład prawdopodobieństwa, zakrzywia czas i ma bardzo silny związek z plazmatem. Nie jest to świat łatwy do opisania a jego realia poznajemy stopniowo, dlatego pozostaje mi mieć nadzieję, że nic nie przekręciłem i nie zmieniło to sensu całej historii. Nie da się jednak ukryć, że jest to wizja świata bardzo przemyślana i dopracowana do najmniejszego szczegółu. Mnie osobiście ogromnie zaintrygowała i odczuwam nawet pewien niedosyt, ponieważ chciałbym świat Rammy móc jeszcze lepiej poznać.
Warto wspomnieć jeszcze kilka słów o głównym bohaterze, ponieważ wiąże się z nim ciekawy motyw. Jak wspomniano wcześniej, jego mózg jest umieszczony w kołysce, dzięki czemu możliwy jest migracja osobowości z jednego ciała do drugiego. Tym samym Franciszek może żyć bardzo długo. Przypomina to koncepcję Richarda Morgana, którą zaprezentował w Modyfikowanym węglu, ale w swojej książce Zbierzchowski dotyka nieco innych problemów. Mózg, jako rodzaj komputera, można zainfekować, jak również zatracić się w wymianie informacji w Synergii, ponieważ podłączamy się bezpośrednio za pomocą mózgu i tym samym można zupełnie stracić kontakt z rzeczywistością. Dochodzi do tego kwestia zmieniania wspomnień, usuwania ich i autor stawia pytanie, czy istnieje granica, gdzie dana osoba przestaje być sobą w wyniku takich ingerencji? Co jest wyznacznikiem, że wciąż jest to ta sama osoba? Oprócz tego mamy również w książce androidy, które przyjmują różne kształty i niekiedy trudno je odróżnić od człowieka - nie tylko z samego wyglądu, ale przede wszystkim z zachowania i myśli. Zbierzchowski stawia w swojej książce trudne pytania o tożsamość, o to co definiuje człowieka, a jednocześnie snuje wizje świata pogrążonego w pewnego rodzaju apokalipsie z intrygującym wątkiem plazmatu i frenów. Trudno przejść obojętnie obok takiej wizji.
Holocaust F jest powieścią trudną, którą trudno jednoznacznie ocenić i opisać. Jest to pesymistyczna wizja ludzkości, w której najważniejsza jest przyjemność i dążenie do technologicznych nowości, a jednocześnie rozgrywająca się w umierającym świecie. Trudna w odbiorze, ale warta przeczytania. Polecam!
Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Powergraph!
Minęło znacznie więcej czasu niż planowałem zanim sięgnąłem po Holocaust F Cezarego Zbierzchowskiego. Wcześniej miałem okazję czytać jego zbiór opowiadań Requiem dla lalek, które można traktować jako takie wprowadzenie do świata Rammy, na którym oparto fabułę Holocaustu F.
Książka opowiada o Franciszku Eliasie, który jest członkiem pewnej potężnej i wpływowej rodziny. Ma...
Powieść ta drąży dwa bardzo charakterystyczne dla fantastyki naukowej tematy, czyli czym jest rzeczywistość oraz jaka jest ludzka natura. Jak wielu podobnych przed autorem wnioski jakie szkicuje on do interpretacji dla odbiorcy nie są jakoś szczególnie odkrywcze i bardzo szybko można z nich ułożyć mozaikę odniesień oraz inspiracji do starszych jak również nowszych klasyków.
Mówiąc inaczej technologia rozwijająca się w postępie geometrycznym jest zasadniczo z założenia zła, a jeśli nawet nie to człowiek w zły sposób z niej korzysta. Prowadzi to w efekcie do „rozmydlenia” się człowieczeństwa lub jego przedefiniowania co tylko i wyłącznie może prowadzić do negatywnych efektów, gdyż destrukcję mamy zapisaną krwią we krwi. Natomiast zaglądanie w coraz to głębsze odmęty rzeczywistości poprzez inne wymiary czy przestrzeń kosmiczną może przynieść tylko jedną możliwość, a mianowicie odpieczętowanie wrót piekielnych. Można się z tym zgadzać lub nie, ale na pewno dość celnie ilustruje w jaki sposób jednostka postrzega aspekty istnienia za których rozwój oraz formę odpowiada cywilizacja z dynamiką i interakcjami zachodzącymi pomiędzy poszczególnymi jej elementami na coraz większą oraz bardziej złożona skalę.
Powieść ta drąży dwa bardzo charakterystyczne dla fantastyki naukowej tematy, czyli czym jest rzeczywistość oraz jaka jest ludzka natura. Jak wielu podobnych przed autorem wnioski jakie szkicuje on do interpretacji dla odbiorcy nie są jakoś szczególnie odkrywcze i bardzo szybko można z nich ułożyć mozaikę odniesień oraz inspiracji do starszych jak również nowszych klasyków....
"Holocaust F" to powieść z nurtu sci-fi/cyberpunk nieco skręcających w stronę fantasy, w której świat stał się miejscem niezwykle brutalnym, zdegradowanym, w którym technologia tak przekonstruowała człowieka, że w zasadzie przestał nim być w dzisiejszym rozumieniu. Proza Zbierzchowskiego przywodzi na myśl "Ślepowidzenie" Wattsa, a pomysł przenoszenia świadomości może kojarzyć się z "Modyfikowanym węglem".
Z jednej strony, autor ma bardzo dobry styl pisania, z drugiej jednak - pod względem fabularnym książka idealna nie jest - akcja, mimo przeskoków i zwrotów, jest w sumie dość prosta i jednak, jak na mój gust, trochę zbyt "strzelankowa". W warstwie rozważań, książka pozostawia czytelnika z istotnymi pytaniami: "czym jest człowiek i czy jest taki moment na drodze transhumanizmu, kiedy istota ludzka przestaje już być człowiekiem?", a ogólniej: "dokąd zmierzamy jako ludzkość?". Pytań nasuwających się po lekturze "Holocaustu F" jest zresztą dużo więcej, przy czym autor nie narzuca swoich odpowiedzi, tylko znalezienie ich pozostawia czytelnikowi, co jest kolejnym atutem powieści.
Książka zdecydowanie nie należy do lekkich i przyjemnych, ale z pewnością jest warta przeczytania.
"Holocaust F" to powieść z nurtu sci-fi/cyberpunk nieco skręcających w stronę fantasy, w której świat stał się miejscem niezwykle brutalnym, zdegradowanym, w którym technologia tak przekonstruowała człowieka, że w zasadzie przestał nim być w dzisiejszym rozumieniu. Proza Zbierzchowskiego przywodzi na myśl "Ślepowidzenie" Wattsa, a pomysł przenoszenia świadomości może...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMeh.
"Distortion" Zbierzchowskiego zrobiło na mnie duże wrażenie, bardzo mi się spodobało. Zachęcona tym uniwersum sięgnęłam z entuzjazmem po "Holocaust F" I zawiodłam się. Styl nadal świetny, ale tym razem autor zdecydowanie przekombinował. Jakby chciał zmieścić w książce za dużo pomysłów na raz, w efekcie opowieść kilka razy jakby przerywa swój bieg i okazuje się być czymś innym, niż zapowiadała.
Rozważania niby około filozoficzne według mnie mają tylko pozór głębi.
Ciekawe natomiast, jak celnie momentami autor oddaje niektóre dzisiejsze nastroje (zarówno społeczne jak i w relacji do SI), mimo że skończył pisać książkę w 2013 roku.
Podsumowując całość - szkoda.
Meh.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to"Distortion" Zbierzchowskiego zrobiło na mnie duże wrażenie, bardzo mi się spodobało. Zachęcona tym uniwersum sięgnęłam z entuzjazmem po "Holocaust F" I zawiodłam się. Styl nadal świetny, ale tym razem autor zdecydowanie przekombinował. Jakby chciał zmieścić w książce za dużo pomysłów na raz, w efekcie opowieść kilka razy jakby przerywa swój bieg i okazuje się być...
Wiele celnych pytań. Większość bez odpowiedzi i chyba dobrze. Odbieram tą książkę jako analizę abstrakcyjnych scenariuszy. Kiedy kończy się człowiek a zaczyna android? Jak wiele organów można wymienić? Czy wymazywanie pamięci to lek na całe otaczające zło? Cyberpunk z dużą dozą psychoanalizy. Pozycja, ciekawa, mogę polecić.
Wiele celnych pytań. Większość bez odpowiedzi i chyba dobrze. Odbieram tą książkę jako analizę abstrakcyjnych scenariuszy. Kiedy kończy się człowiek a zaczyna android? Jak wiele organów można wymienić? Czy wymazywanie pamięci to lek na całe otaczające zło? Cyberpunk z dużą dozą psychoanalizy. Pozycja, ciekawa, mogę polecić.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTrans humanistyczne, cyber fantasy, przepełnione akcją, przemyśleniami na temat świadomości, człowieczeństwa i przywiązania do tego co ludzkie i co nie ludzkie. Rollercoaster wydarzeń okraszony cyberpunkowym sosem. Wielu ludzi może odbić się od tej książki ze względu na specyfikę fabuły czy pióro przypominające trochę Wattsa w Ślepowidzeniu. Mi jednak bardzo przypadła do gustu, ponieważ w bardzo dobrych proporcjach łączyła w jeden (może nieco niespójny, ale co najmniej zadowalający) amalgamat wiele interesujących motywów. Pozycja zdecydowanie warta sprawdzenia
Trans humanistyczne, cyber fantasy, przepełnione akcją, przemyśleniami na temat świadomości, człowieczeństwa i przywiązania do tego co ludzkie i co nie ludzkie. Rollercoaster wydarzeń okraszony cyberpunkowym sosem. Wielu ludzi może odbić się od tej książki ze względu na specyfikę fabuły czy pióro przypominające trochę Wattsa w Ślepowidzeniu. Mi jednak bardzo przypadła do...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPolska transhumanistyczna SF. Trafiła w moje ręce przypadkiem, więc nie miałem oczekiwań, które można by zawieść. Autor stworzył bardzo, ale to bardzo rozbudowany świat pełen futurystycznych technologii, post-ludzkich szczepów i jakiś metafizyczny sos, który zupełnie mi do tego nie pasował.
“Holocaust F” jest niby ładnie napisany, ale prawdę powiedziawszy to wpada raczej w poetycką grafomanię. Wspomnianym światem autor chyba jest bardzo zachwycony, bo serwuje go nam w ogromnych ilościach, choć niewiele wnosi do fabuły… której jest niewiele. Dominuje podróż bohatera, jego górnolotne przemyślenia, które mnie nie kupiły.
Prawdę powiedziawszy, choć to krótka książka, choć jest tu kilka fajnych pomysłów to i tak mnie wymęczyła. Bohater był mi obojętny, fabuła nie wciągnęła, samozachwyt autora zbyt wielki.
Polska transhumanistyczna SF. Trafiła w moje ręce przypadkiem, więc nie miałem oczekiwań, które można by zawieść. Autor stworzył bardzo, ale to bardzo rozbudowany świat pełen futurystycznych technologii, post-ludzkich szczepów i jakiś metafizyczny sos, który zupełnie mi do tego nie pasował.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to“Holocaust F” jest niby ładnie napisany, ale prawdę powiedziawszy to wpada raczej w...
Po prostu cudowna!
Chce więcej od tego autora !!!
Założe się, że każdy (w tym i ja) przechodząc obok tej książki myślał sobie: " yhhh kolejna książka o apokalipsie, nuuuda".
Ojj nie, nie tym razem. Ta książka niesie potężny przekaz i dawkę emocjonalną.
Na początku myślisz, że książka jest super bo akcja toczy się od samego początku i nie sposób się od niej oderwać i świetnie się bawisz, a to nie ty się bawisz tylko autor bawi się tobą wciągając Cię w co raz to większą ciemność, by zrobić ci na samym końcu światopoglądowy rachunek sumienia
To wszystko opakowane w czarny depresyjny klimat, poczucie beznadziei, rozpadu... Trochę poczułem się jak przy książkach mojego ukochanego Petera Wattsa, a ale jednak coś ich różni w pewnej ważnej kwestii, ale nie będę spoilerował.
Jedna z najlepszych polskich książek jakie czytałem. Tylko ją trzeba zrozumieć i poczuć, a nie tylko przeczytać. Pamiętajcie.
Po prostu cudowna!
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toChce więcej od tego autora !!!
Założe się, że każdy (w tym i ja) przechodząc obok tej książki myślał sobie: " yhhh kolejna książka o apokalipsie, nuuuda".
Ojj nie, nie tym razem. Ta książka niesie potężny przekaz i dawkę emocjonalną.
Na początku myślisz, że książka jest super bo akcja toczy się od samego początku i nie sposób się od niej oderwać i...
Dobrze się czyta. Ciekawy pomysł, który został dobrze wykorzystany.
Dobrze się czyta. Ciekawy pomysł, który został dobrze wykorzystany.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toSuper książka. Jazda bez trzymanki. Ciężko było gdy zaczynałem ją czytać, ale w pewnym momencie wpadłem w trans i stałem się jej wielkim fanem. Raczej nie każdemu siądzie, bo jest bardzo specyficzna.
Super książka. Jazda bez trzymanki. Ciężko było gdy zaczynałem ją czytać, ale w pewnym momencie wpadłem w trans i stałem się jej wielkim fanem. Raczej nie każdemu siądzie, bo jest bardzo specyficzna.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZacznijmy od tego, że to nie jest książka łatwa w odbiorze, pewnie sporo osób "się odbije" od niej.
Sztafaż cyberpunkowy kojarzy się (wbrew rodowodowi) z prostymi strzelankami w niedalekiej przyszłości.
Mamy tu powrót do korzeni - autor poszedł w podobnym kierunku co Watts w "Ślepowidzeniu", tylko zamiast obracać na wszystkie strony pojęcie świadomości, tu mamy bardzo mocne rozważania nad definicją człowieczeństwa/człowieka.
Definicją dość istotną, bo nie wiem czy w książce znajdzie się chociaż jedna postać będąca w 100% człowiekiem, pod względem fizycznym - pomimo, że na pierwszy rzut oka większości się od "zwykłych" ludzi nie da odróżnić. To właśnie zmiany "w środku" są ważne w książce i to na zasadzie "im głębiej, tym ważniejsze". Kluczowe są rozważania o tym "co właściwie definiuje każdego człowieka". Niby każdy z nas jest inny, ale ile z każdego z nas, jest wynikiem wpływów zewnętrznych? W książce mamy w pewnym sensie bardziej łopatologiczne zauważenie (wykorzystując cyberpunkowe przenośnie) , że na nas jako każdego "pojedynczego człowieka" wpływa środowisko, inne osoby, ich wspomnienia które potrafimy w jakimś stopniu przyswoić, a często nawet zagregować jako swoje. Ale również wpływ na nas mają informacje jakie pozyskujemy z otoczenia, nie wprost od innych ludzi a z "przedmiotów" (fizycznych i wirtualnych, w tym mediów). Patrząc na przebieg całego życia - ile z "mnie" jest od początku, a ile to "wpływy czynników obcych". Kiedy "ja" przestanę już być "sobą", mimo, że w ogóle tego nie zauważę. Na ile te wpływy zewnętrzne mogą na nas wpływać coraz bardziej negatywnie, wbrew temu jacy byliśmy "na początku". I czy da się "przywrócić siebie" w jakiś sposób.
Na to pytanie wydaje się, ze autor próbuje również odpowiedzieć. Każdy człowiek buduje w pewien sposób swój własny świat (w swojej głowie). W pewnym sensie życie każdego z nas to jakbyśmy przerabiali wszechświat, od wielkiego wybuchu, aż do jego końca. Czy jeśli przeżyjemy "koniec świata" budowanego w głowie (w oderwaniu od ciała fizycznie), to pozwoli nam wrócić do "ustawień fabrycznych" i zacząć od nowa? Czy i kto mógłby być "aniołem"/"bogiem" który nas przez taki koniec naszego świata może przeprowadzić i w pewnym sensie "zresetować"?
Jednocześnie mamy dość mocne ostrzeżenie/rozważania: jak bardzo ludzkość stanowi zagrożenie dla samej siebie i swojego świata przy okazji. Czy dążąc cały czas do rozwoju, nie idziemy jednocześnie ku samozagładzie (niszcząc jednocześnie swój świat, a właściwie nie tylko swój).
Zapewne, podobnie jak ze "Ślepowidzeniem", książkę musiałbym przeczytać kilka razy, żeby więcej zrozumieć i wyłapać, bo podejrzewam, że sporo rzeczy zauważymy dopiero przy kolejnych czytaniach. Książka wszakże również jest czynnikiem zewnętrznym wpływającym na nas, który nas w jakimś stopniu zmieni i możliwe, że "bardziej do siebie dostroi" przed kolejnym podejściem. ;-)
Na pewno ląduje w książkach które mogę polecić, mimo że również na pewno - niektóre osoby się od niej odbiją, lub uznają "taka sobie strzelanka, wojna, jakieś androidy, nie wiadomo skąd się biorą i w ogóle o co chodzi". ;-) To nie jest książka którą można czytać "po łebkach" i "na wyścigi". Zalecałbym nawet po przeczytaniu, poświęcić trochę (więcej) czasu i się nad nią zastanowić, a na pewno spróbować zajrzeć "pod" tego cyberpunka i strzelanki.
Zacznijmy od tego, że to nie jest książka łatwa w odbiorze, pewnie sporo osób "się odbije" od niej.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toSztafaż cyberpunkowy kojarzy się (wbrew rodowodowi) z prostymi strzelankami w niedalekiej przyszłości.
Mamy tu powrót do korzeni - autor poszedł w podobnym kierunku co Watts w "Ślepowidzeniu", tylko zamiast obracać na wszystkie strony pojęcie świadomości, tu mamy bardzo mocne...
Niewciągająca fabuła, chociaż to już trzecia książka cyberpunkowa, po Trylogii Ciągu i Czarnych Oceanach, do której nie moge sie przekonać. Historia opiera się głównie na ciągłej walce. Jak dla mnie jest to nudne i nawet świat hi-tech nie jest w stanie zmienić tego obrazu. Chyba po prostu ze świata SF musze wyrzucić cyberpunk.
Niewciągająca fabuła, chociaż to już trzecia książka cyberpunkowa, po Trylogii Ciągu i Czarnych Oceanach, do której nie moge sie przekonać. Historia opiera się głównie na ciągłej walce. Jak dla mnie jest to nudne i nawet świat hi-tech nie jest w stanie zmienić tego obrazu. Chyba po prostu ze świata SF musze wyrzucić cyberpunk.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPo pierwsze to żadne sci-fi. Jeśli miałbym jakoś ją określić, to fantasy w cyberpunkowym świcie. Autor wymyślił kilka nazw substancji i urządzeń na potrzeby swojej książki, ale próżno szukać jakiegoś, choćby delikatnego, luźnego, naukowego podparcia jego pomysłów. Mamy więc telepatię, czarodziejskie substancje, cyber-ludzi wysysających krew. I niby nie byłoby w tym nic złego, bo w sumie czemu nie, ale wszystko wydaje się jakieś takie niespójne i rozlazłe. Pomysły które mi się spodobały i miały szansę dźwignąć intrygę wyjaśniły się w trywialny sposób, bez większego związku z fabułą. Wszystko okraszone odrobiną brutalności, takiej statystycznej, nie namacalnej. Do tego mamy złe korporacje, zmanierowanych bogaczy, a jako głównego bohatera inwalidę umysłowego z rozterkami. Słabe, naprawdę słabe.
Po pierwsze to żadne sci-fi. Jeśli miałbym jakoś ją określić, to fantasy w cyberpunkowym świcie. Autor wymyślił kilka nazw substancji i urządzeń na potrzeby swojej książki, ale próżno szukać jakiegoś, choćby delikatnego, luźnego, naukowego podparcia jego pomysłów. Mamy więc telepatię, czarodziejskie substancje, cyber-ludzi wysysających krew. I niby nie byłoby w tym nic...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toW swoim gatunku - cyberpunk, transhumanistycznym scifi, jak zwał tak zwał - technicznie bezbłędna. Ale subiektywnie mnie dość wymęczyła, choć nie przez ciężar, bo poprzez strumien świadomości autor świetnie nadał rytmikę, ale ogólnie. Na pewno sięgnę po inne powieści Pana Zbierzchowskiego, bo warsztat ma fenomenalny.
W swoim gatunku - cyberpunk, transhumanistycznym scifi, jak zwał tak zwał - technicznie bezbłędna. Ale subiektywnie mnie dość wymęczyła, choć nie przez ciężar, bo poprzez strumien świadomości autor świetnie nadał rytmikę, ale ogólnie. Na pewno sięgnę po inne powieści Pana Zbierzchowskiego, bo warsztat ma fenomenalny.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZmarnowany pomysł. W książce panuje totalny chaos.
Zmarnowany pomysł. W książce panuje totalny chaos.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążka jest szalona! Oj tak. Jeśli ktoś nie daje rady z twórczością mocno oderwaną od rzeczywistości (i nie mówię tutaj o zwykłym fantasy), to niech omija tę pozycję z daleka.
Ciężko mi znaleźć inną powieść na tyle podobną, żeby mieć jakieś oparcie. Trochę "Inne pieśni" Dukaja, trochę "Mad Max", trochę "Limes inferior" Zajdla. Książka łączy tyle różnych gatunków literackich, że nawet nie zacznę ich wymieniać.
Ogólnie próg wejścia jest piekielnie ciężki. Mniej więcej jak u Dukaja. Masa specyficznego słownictwa, całkiem wykreowany świat (niby Ziemia, niby nie) i dość oryginalne postacie, przedmioty i działania sprawiają, że dopiero w połowie książki zaczynamy coś kumać. Powoli każde nieznane słowo zyskuje kształt. Każde miejsce czy osoba zostają dokładniej opisane.
Akcja tutaj pędzi. Nie zagrzejemy miejsca w jednej lokacji. Oprócz tego retrospekcje, historie personalne i inne opowieści poboczne sprawiają, że będziemy mieć niezły mętlik w głowie, który strona po stronie zacznie się powoli układać w jedną całość.
No i ten szalony finisz. Jeden z najbardziej hardcorowych jakie czytałem. Gwarantuję wam, że się po nim nie pozbieracie. Ja się nie pozbierałem i dość długo go powtórnie kartkowałem, żeby wyłuskać choćby ideę przewodnią. Polecam.
Ta książka nadawałaby się na scenariusz niezłego filmu.
Książka jest szalona! Oj tak. Jeśli ktoś nie daje rady z twórczością mocno oderwaną od rzeczywistości (i nie mówię tutaj o zwykłym fantasy), to niech omija tę pozycję z daleka.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCiężko mi znaleźć inną powieść na tyle podobną, żeby mieć jakieś oparcie. Trochę "Inne pieśni" Dukaja, trochę "Mad Max", trochę "Limes inferior" Zajdla. Książka łączy tyle różnych gatunków...
Nie ogarniam tego typu SF.
Nie ogarniam tego typu SF.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPołączenie "Rzeźni nr 5" z "Robocopem" i z "Drogą" ? Początkowo wydawało mi się, że nie dam rady się skoncentrować i zrozumieć dość specyficznego i trudnego świata wykreowanego przez autora. To co mnie urzekło w tej książce to właśnie umiejętność autora wpływania na moją wyobraźnię. Mój umysł ogarnął ten świat i bohaterów. Zdarzało mi się zamykać oczy i wizualizować przebieg zdarzeń, budowę świata, wygląd bohaterów itp. Nie było to przyjemne obrazy. Upadek świata, śmierć, wstręt, bagno, trupy, brak szans na ratunek z Holocaustu... Tymczasem na końcu happy end. Czy to jednak na pewno był happy end ?? Porozmyślam sobie jeszcze o tym...
Połączenie "Rzeźni nr 5" z "Robocopem" i z "Drogą" ? Początkowo wydawało mi się, że nie dam rady się skoncentrować i zrozumieć dość specyficznego i trudnego świata wykreowanego przez autora. To co mnie urzekło w tej książce to właśnie umiejętność autora wpływania na moją wyobraźnię. Mój umysł ogarnął ten świat i bohaterów. Zdarzało mi się zamykać oczy i wizualizować...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toDobre, mocne SF z ciekawym światem i świetną postacią główną.
Dobre, mocne SF z ciekawym światem i świetną postacią główną.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toBardzo dobre hard SF!
Bardzo dobre hard SF!
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNiesamowity pokaz daleko idącej wyobraźni z poważną dozą filozofii. Nie spodziewałam się aż tyle.
Historia końca świata opowiadana z punktu widzenia "ghost in the shell", członka rodziny potentatów finansowych, korzystających z najnowszych możliwości przenoszenia świadomości do kolejnych ciał. Cyberpunkowe walki, intrygi, przeplatające się z wątkiem wspomnień historii miłosnej, a wszystko to w doskonale zbilansowanych dawkach.
O tym nazwisko powinno być głośno!
Niesamowity pokaz daleko idącej wyobraźni z poważną dozą filozofii. Nie spodziewałam się aż tyle.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toHistoria końca świata opowiadana z punktu widzenia "ghost in the shell", członka rodziny potentatów finansowych, korzystających z najnowszych możliwości przenoszenia świadomości do kolejnych ciał. Cyberpunkowe walki, intrygi, przeplatające się z wątkiem wspomnień historii...
Konkretne, mocne sci-fi - takie jak lubię
Konkretne, mocne sci-fi - takie jak lubię
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNie uważam się za znawcę polskiej s-f, znam jedynie klasykę, czyli Lema, Zajdla, Dukaja, ale mimo to pozwole sobie stwierdzić, że debiutancka powieść Zbierzchowskiego to jedna z najlepszych polskich książek z tego gatunku ever. Być może nie tylko polskich, bo gdybym układał swój osobisty ranking, z pewnością otarałby się o TOP 10.
Niesamowicie sugestywna i mocno dołująca wizja rozpadającego się, popierdolonego świata, stojącego na krawędzi zagłady (a w zasadzie już lecącego w przepaść), osadzona w bliskiej nam, nie aż tak odległej przyszłości, okraszona solidną dawką metafizyki, technologicznego żargonu i rozważaniami na temat postępującej dehumanizacji i pochłaniajacej ludzkość cyfryzacji (ale nie tylko, bo to wciąż jedynie wierzchołek góry poruszanych tutaj zagadnień).
Nie brakuje również tego, co tygryski lubią najbardziej - czyli opisanej z wielkim rozmachem krwawej, cyberpunkowej akcji. Wszystko wymieszane w zdrowych proporcjach i podane w bardzo dobrym stylu. Zbierzchowski nie popisuje się formą, nie odkrywa gatunku na nowo, ale w umiejętny sposób żonlguje znanymi motywami, jednocześnie dostarczając rozrywki i zmuszając do przemyśleń. Od początku rzuca na głęboką wodę, by potem stopniowo wyjaśniać i poszerzać konteksty i poszczególne koncepty. Nie leje wody; jego wizja jest niesamowicie zwarta i konkretna, a obserwacja rzeczywistości i wysnuwane wnioski niepokojaco celne. I co najważniejsze, pomimo zawartej tutaj głębi i snucia rozważań na naprawdę ciężkie tematy, akcja jest znakomicie skondensowana i nie pozwala się oderwać. Nieraz powrócę, bo to wysokokalibrowa literatura, której obecnie ze świeczką szukać, zasługująca na wszystkie Locusy i Nebule tego świata.
Nie uważam się za znawcę polskiej s-f, znam jedynie klasykę, czyli Lema, Zajdla, Dukaja, ale mimo to pozwole sobie stwierdzić, że debiutancka powieść Zbierzchowskiego to jedna z najlepszych polskich książek z tego gatunku ever. Być może nie tylko polskich, bo gdybym układał swój osobisty ranking, z pewnością otarałby się o TOP 10.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNiesamowicie sugestywna i mocno dołująca...
https://www.sajfaj.pl/holocaust-f/holocaust-f-recenzja/
Pierwsze moje książkowe spotkanie z Cezarym Zbierzchowskim odbyło się przy okazji premiery rewelacyjnego „Distortion”. Gdy usłyszałem o ponownym wydaniu jego zbioru opowiadań „Requiem dla Lalek” od razu zgłosiłem się do napisania recenzji. Niestety różnica w klasie między dwoma wspomnianymi tytułami jest znacząca, ale jest to skutek tego, że zbiór opowiadań gromadzi twórczość autora sprzed 10 lat. Mimo wszystko, że z „Requiem dla Lalek” było mi nie po drodze, bardzo ciekawiło mnie czy Cezary Zbierzchowski „kupi” mnie ponownie swoją inną, pełnoprawną powieścią. Otrzymałem możliwość przeczytania „Holocaust F” z czego od razu skorzystałem. Tak wiem, zabieram się za twórczość Zbierzchowskiego TROCHĘ nie po kolei, aczkolwiek mimo że wszystkie jego teksty związane są z jednym uniwersum, nie wymuszają one na czytelniku konieczności czytania według chronologii powstania.
W świecie „Holocaust F” technologia jest codziennością. Próżno szukać to człowieka, który pozostał czysty od jakichkolwiek wspomagaczy. Androidy wtopiły się w społeczeństwo tak mocno, że obecnie problemem staje się rozróżnienie ich od ludzi. Rodzą się więc pytania natury egzystencjonalnej. Kiedy zaczyna się człowiek, a kiedy maszyna? Ile dodatkowych implantów w ludzkim ciele sprawi, że będziemy mieli do czynienia z maszyną? Gdzie jest granica, która odróżnia nas od sztucznej inteligencji? I w końcu jedno z coraz częściej pojawiających się pytań w literaturze SF (np. „Modyfikowany Węgiel”, „Świat Stali”): czy skopiowany umysł to wciąż ta sama osoba?
„Holocaust F” to bardzo ambitne, tzw. „twarde” science-fiction z dużą dozą cyberpunkowych naleciałości. Ambitne, ale całe szczęście nieprzekombinowane. Znając wcześniejsze teksty autora wydaje się, że „Holocaust F” było tą powieścią, w której znalazł złoty środek między historią mającą wciągnąć czytelnika, a tym co poprzez nią chciał przekazać. Nie bez przyczyny w końcu recenzowana książka została nominowana do nagrody Zajdla.
Na pewno nie jest to łatwa lektura, ale zdecydowanie jest jedną z tych, którą każdy fan fantastyki naukowej powinien w swoim życiu przeczytać. „Holocaust F” wymaga od czytelnika uwagi i skłania do refleksji zadając pytania, które są aktualne dzisiaj i na pewno będą wciąż aktualne za kilka, czy kilkanaście lat. Jestem pewien, że to książka, która nie przeminie. Może nie pobije nigdy żadnych rekordów sprzedaży, ale jestem przekonany, że czytelnicy będą po nią sięgać mimo wciąż i wciąż, mimo upływających lat. „Holocaust F” nie zestarzeje się, może tylko dojrzeć.
https://www.sajfaj.pl/holocaust-f/holocaust-f-recenzja/
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPierwsze moje książkowe spotkanie z Cezarym Zbierzchowskim odbyło się przy okazji premiery rewelacyjnego „Distortion”. Gdy usłyszałem o ponownym wydaniu jego zbioru opowiadań „Requiem dla Lalek” od razu zgłosiłem się do napisania recenzji. Niestety różnica w klasie między dwoma wspomnianymi tytułami jest znacząca, ale...
Doskonale pamiętam swój pierwszy kontakt z "Holocaustem F". Było to w okolicach dnia premiery. Wtedy stwierdziłem, że nie jest to książka dla mnie. Zbyt dużo SF. Dziś już tak nie uważam. Prawdopodobnie wynika to z tego, że od tamtej pory przeczytałem kilkanaście stosików książek. Tak więc zaryzykuję tezą, iż rozwinąłem się jako czytelnik. Co bardzo mnie cieszy, bo "Holocaust F" to prawdziwa perełka na naszym rynku wydawniczym. Książka nie jest tak trudna, jak "Amnezjak" Nowaka czy cokolwiek Dukaja, ale to ogromny plus. Dzięki temu jest łatwiejsza w przyswojeniu. Co nie znaczy, że nie ma tam cudów techniki, od których nie zakręci się Czytelnikowi w głowie. Wizja przyszłości u Zbierzchowskiego jest przerażająca. I w sumie zmusza nas do zastanowienia, co to znaczy być człowiekiem.
Gibson jest ojcem cyberpunku, ale gdyby pisał tak jak Zbierzchowski, to wszyscy by go czytali. Tak więc brawa i proszę o więcej.
Nie wiem, kiedy sięgnę po "Distortion", ale postaram się szybko (czyli pewnie w przeciągu dwóch najbliższych lat). Świetna książka.
Doskonale pamiętam swój pierwszy kontakt z "Holocaustem F". Było to w okolicach dnia premiery. Wtedy stwierdziłem, że nie jest to książka dla mnie. Zbyt dużo SF. Dziś już tak nie uważam. Prawdopodobnie wynika to z tego, że od tamtej pory przeczytałem kilkanaście stosików książek. Tak więc zaryzykuję tezą, iż rozwinąłem się jako czytelnik. Co bardzo mnie cieszy, bo...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to8/10
8/10
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJedna z najlepszych książek SF
Jedna z najlepszych książek SF
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toW czasach, gdy standardem stały się sześćset-stronicowe cegły, a niejeden czytelnik podejmując decyzję o zakupie książki bierze mocno pod uwagę jej wagę fizyczną, powieść Cezarego Zbierzchowskiego można by, nieomalże, określić mianem felietonu. Dobrze to, czy źle? Gdybyśmy rozmawiali o lekkiej, letniej przygodówce, w takiej lakoniczności większość z nas dopatrywała by się wady, jednak Holocaust F należy do zdecydowanie innego rodzaju literatury. Autor posłużył się formą powieści, by ukazać nurtujące go problemy i zadać czytelnikowi pytania, a właściwie skłonić go do tego, by sam je zadał. Ta powieść to rozważania, wyzbyte pustosłowia dociekania, ascetyczna, ogołocona ze zbędnej ornamentyki myśl; wysokiej próby filozoficzna obserwacja rzeczywistości.
Świat, w którym rozgrywają się opisywane wydarzenia, to zmierzch ludzkości. Stopień rozwoju cywilizacyjnego osiągnął granice naszego pojmowania, ludzie w zasadzie nie są ludźmi, a kondycja, w jakiej ów świat się znajduje, to kompletna degeneracja, degrengolada. Z naszego punktu widzenia to niemal piekło. Rzeczywistość uległa przemianom, które dzisiejszemu człowiekowi uniemożliwiłyby funkcjonowanie, nie mówiąc już o zdrowiu psychicznym. Chcąc nie chcąc zastanawiamy się, czy taka droga jest naszym świadomym wyborem i czy jesteśmy władni z niej zejść, gdyby się okazało, że jednak niekoniecznie.
Na tym tle mamy fabułę sprawiającą początkowo wrażenie zupełnie standardowego produktu. Bitwy, zasadzki, masa strzelania, gadżetów i nawet chyba jakiś seks jest. Sensacyjna intryga z elementami twardego science-fiction pomieszanego z ekstremalnym cyberpunkiem jak malowanie. Jednak wraz z przewracanymi stronami uzmysławiamy sobie, że to bożonarodzeniowa choinka postawiona, w lutym, w rogu śmietnika. To w zasadzie schemat drzewa, pretekst. Prosto zarysowana, jest nośnikiem i niczym więcej, osnową dla nici wątku ontologicznych i aksjologicznych rozważań. Jej formalną konstrukcję, zmierzającą w stronę roztrzaskanej nieokreśloności, znajduję jako symbol ostatecznego kresu ludzkości, postępującego rozpadu wszystkiego.
Podobnie wygląda sprawa z bohaterami. Chociaż mówimy o cywilizacji ludzi, to na kartach powieści w istocie nie znajdziemy ani jednego stuprocentowego człowieka w naszym sensie pojmowania. O nikim nie da się tego powiedzieć, nawet o najbardziej ludzkim z całego zestawu, narratorze. Na dodatek, formalnie porządnie skonstruowany jest tylko on. Reszta to tło, część świata przedstawionego, narzędzia w ręku autora.
W powieści Zbierzchowskiego można zidentyfikować szereg nawiązań formą, narracją, pomysłami, popkulturą. Można wymieniać Dicka, Wattsa, Strossa czy Stephensona, by ograniczyć się tylko do nazwisk z czwartej strony okładki. Tylko po co? Szczerze mówiąc, nie widzę sensu. Te wszystkie zapożyczenia i nawiązania to tylko kolejne narzędzia. To składniki rzemiosła, tak samo ważne jak płótno, pędzel i farby dla malarza. Naprawdę istotny jest obraz, a nim jest myśl autora. Czy oryginalna? I tak i nie. Nowy jest kontekst, zasięg i forma, same pytania zdają się być stare jak człowiek. Kim (czym) jesteśmy? Co nas definiuje? Dokąd zmierzamy? Co jesteśmy w stanie zaakceptować i na jakich warunkach? Czy swobodna możliwość korzystania z dowolnej ludzkiej myśli, bezwysiłkowe posiłkowanie się czym tylko chcemy, nieograniczona możliwość przeprowadzania 'operacji plastycznych' na jaźni jest tym, do czego tak naprawdę dążymy? Czy fakt, że człowiek staje się zlepkiem fragmentów cudzych jestestw pozostawia miejsce na jakiekolwiek 'ja'? Czy cokolwiek ma jakikolwiek sens? Tych pytań pewnie można by postawić więcej, każdy czytelnik pewnie zada je trochę inaczej. Holocaust F to hiperbola zjawisk, problemów i wyzwań znanych nam nie od dziś. W tym wymiarze, najbardziej istotnym moim zdaniem, prezentuje bezsprzecznie ponadczasowy format.
Osobiście mam zastrzeżenia tylko w jednym przypadku. Misterną konstrukcję narusza pewien rodzaj metafizyki – koncepcja plazmatu. Moim zdaniem zupełnie zbędna, psująca obraz całości i osłabiająca przekaz. Jednak potrafię zrozumieć, że dla ludzi o światopoglądzie nieracjonalistycznym może mieć ona swoje uzasadnienie. Jakieś tam.
Holocaust F nie jest lekką, rozrywkową literaturą. Wymaga zaangażowania, skłania do refleksji. Nie poddaje się łatwemu bilansowi zalet i wad. Warto ją przeczytać w wieku lat dwudziestu, a potem regularnie co dekadę odświeżać, z pewnością każda kolejna lektura tej powieści przyniesie nam nowe odkrycia, pomoże w rozumieniu świata i siebie. Mimo wszystko, jak sądzę, nie będzie to powieść z pierwszych miejsc księgarnianej listy przebojów, ale z pewnością, za kilkadziesiąt lat wciąż będzie kupowana i czytana.
9/10
W czasach, gdy standardem stały się sześćset-stronicowe cegły, a niejeden czytelnik podejmując decyzję o zakupie książki bierze mocno pod uwagę jej wagę fizyczną, powieść Cezarego Zbierzchowskiego można by, nieomalże, określić mianem felietonu. Dobrze to, czy źle? Gdybyśmy rozmawiali o lekkiej, letniej przygodówce, w takiej lakoniczności większość z nas dopatrywała by się...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPolski „Modifikowany węgiel”?Pomysł wyjściowy ma wiele wspólnego, ale „Holocaust F” ma charakter bardziej egzystencjalny. Autor dwoi się przy tym i troi, żeby nas otumanić natłokiem słów i skomplikowanych opisów wykreowanego przez siebie świata. Trudno mu odmówić talentu, ale zagubiłem się w tej książce mocno. Akcji tu tak naprawdę nie wiele, ale jest bardzo szczegółowa, a ja jak główny bohater, który powoli się zatraca, gubię się w tym labiryncie. Możliwe, że właśnie taki był zamysł. Dobrze, że w Polsce powstaje taka bezkompleksowa literatura.
Polski „Modifikowany węgiel”?Pomysł wyjściowy ma wiele wspólnego, ale „Holocaust F” ma charakter bardziej egzystencjalny. Autor dwoi się przy tym i troi, żeby nas otumanić natłokiem słów i skomplikowanych opisów wykreowanego przez siebie świata. Trudno mu odmówić talentu, ale zagubiłem się w tej książce mocno. Akcji tu tak naprawdę nie wiele, ale jest bardzo szczegółowa, a...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toGenialne hard sci-fi, dynamiczne, kameralne - wspaniałe. Trochę przypomina prozę Petera Wattsa. Moje polskie odkrycie roku (jeśli nie dekady) w tej kategorii.
Pierwsza połowa zachwycająca, potem akcja trochę zwalnia. Ale jakościowo - bez zarzutów.
Genialne hard sci-fi, dynamiczne, kameralne - wspaniałe. Trochę przypomina prozę Petera Wattsa. Moje polskie odkrycie roku (jeśli nie dekady) w tej kategorii.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPierwsza połowa zachwycająca, potem akcja trochę zwalnia. Ale jakościowo - bez zarzutów.
Minęło znacznie więcej czasu niż planowałem zanim sięgnąłem po Holocaust F Cezarego Zbierzchowskiego. Wcześniej miałem okazję czytać jego zbiór opowiadań Requiem dla lalek, które można traktować jako takie wprowadzenie do świata Rammy, na którym oparto fabułę Holocaustu F.
Książka opowiada o Franciszku Eliasie, który jest członkiem pewnej potężnej i wpływowej rodziny. Ma w życiu wszystko, co jest w stanie zaoferować mu nowoczesna technologia. Jest tzw. cradlerem, czyli człowiekiem, którego mózg jest umieszczony w specjalnej kołysce, wraz ze wszystkimi wspomnieniami i tożsamością, dzięki czemu może przenieść swoją osobowość do innego ciała w przypadku poważnych ran lub chorób. Będzie to dla niego bardzo przydatne, ponieważ niedługo czekają go duże kłopoty - do siedziby jego rodu zbliża się bowiem Szarańcza - horda zmutowanych ludzi, których jedynym celem jest zagłada ludzi...
Podobnie jak w przypadku opowiadań, także i w powieści, autor rzuca czytelnika od razu na głęboką wodę. Nie mamy żadnego wprowadzenia, ani wyjaśnienia tego, co widzimy i w jakiej sytuacji znaleźli się bohaterowie. Tego wszystkiego musimy się sami dowiedzieć z rozmów bohaterów, które wcale nie ułatwiają tego zadania. Ma to jednak swój niebywały urok - dzięki temu możemy poczuć się jakbyśmy autentycznie znajdowali się w opisywanym świecie, byli jego częścią, a nie tylko o nim czytali. Pewnym ułatwieniem była dla mnie na pewno lektura zbioru opowiadań, ponieważ część z tych tekstów jest mocno powiązana z Holocaustem F i wprowadza w realia opisywanego świata.
Świat, jaki wyłania się z kart opowieści jest nie do pozazdroszczenia. Otóż po Roku Zero, plazmat, czyli taki element duchowy opuścił ziemię, a miliardy podłączonych do Synergii zginęło, bądź zmutowało, a sama sieć stała się niebezpieczna i każde połączenie z nią może być śmiertelne. Mniej więcej wtedy też narodziła się też Szarańcza, czyli organizacja terrorystyczna nowej generacji. Jej członków nazywano zbrodniarzami, anarchistami, szaleńcami, ale z czasem po prostu wampirami, ze względu na to, że chętnie piją krew wzbogaconą o katalizatory i w tym celu atakują ocalałych ludzi. Pojawia się również nowa śmiercionośna broń oparta na frenach, która sieje prawdziwe spustoszenie, zmienia rozkład prawdopodobieństwa, zakrzywia czas i ma bardzo silny związek z plazmatem. Nie jest to świat łatwy do opisania a jego realia poznajemy stopniowo, dlatego pozostaje mi mieć nadzieję, że nic nie przekręciłem i nie zmieniło to sensu całej historii. Nie da się jednak ukryć, że jest to wizja świata bardzo przemyślana i dopracowana do najmniejszego szczegółu. Mnie osobiście ogromnie zaintrygowała i odczuwam nawet pewien niedosyt, ponieważ chciałbym świat Rammy móc jeszcze lepiej poznać.
Warto wspomnieć jeszcze kilka słów o głównym bohaterze, ponieważ wiąże się z nim ciekawy motyw. Jak wspomniano wcześniej, jego mózg jest umieszczony w kołysce, dzięki czemu możliwy jest migracja osobowości z jednego ciała do drugiego. Tym samym Franciszek może żyć bardzo długo. Przypomina to koncepcję Richarda Morgana, którą zaprezentował w Modyfikowanym węglu, ale w swojej książce Zbierzchowski dotyka nieco innych problemów. Mózg, jako rodzaj komputera, można zainfekować, jak również zatracić się w wymianie informacji w Synergii, ponieważ podłączamy się bezpośrednio za pomocą mózgu i tym samym można zupełnie stracić kontakt z rzeczywistością. Dochodzi do tego kwestia zmieniania wspomnień, usuwania ich i autor stawia pytanie, czy istnieje granica, gdzie dana osoba przestaje być sobą w wyniku takich ingerencji? Co jest wyznacznikiem, że wciąż jest to ta sama osoba? Oprócz tego mamy również w książce androidy, które przyjmują różne kształty i niekiedy trudno je odróżnić od człowieka - nie tylko z samego wyglądu, ale przede wszystkim z zachowania i myśli. Zbierzchowski stawia w swojej książce trudne pytania o tożsamość, o to co definiuje człowieka, a jednocześnie snuje wizje świata pogrążonego w pewnego rodzaju apokalipsie z intrygującym wątkiem plazmatu i frenów. Trudno przejść obojętnie obok takiej wizji.
Holocaust F jest powieścią trudną, którą trudno jednoznacznie ocenić i opisać. Jest to pesymistyczna wizja ludzkości, w której najważniejsza jest przyjemność i dążenie do technologicznych nowości, a jednocześnie rozgrywająca się w umierającym świecie. Trudna w odbiorze, ale warta przeczytania. Polecam!
Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Powergraph!
https://hrosskar.blogspot.com/2018/11/holocaust-f-cezary-zbierzchowski.html
Minęło znacznie więcej czasu niż planowałem zanim sięgnąłem po Holocaust F Cezarego Zbierzchowskiego. Wcześniej miałem okazję czytać jego zbiór opowiadań Requiem dla lalek, które można traktować jako takie wprowadzenie do świata Rammy, na którym oparto fabułę Holocaustu F.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążka opowiada o Franciszku Eliasie, który jest członkiem pewnej potężnej i wpływowej rodziny. Ma...
Powieść ta drąży dwa bardzo charakterystyczne dla fantastyki naukowej tematy, czyli czym jest rzeczywistość oraz jaka jest ludzka natura. Jak wielu podobnych przed autorem wnioski jakie szkicuje on do interpretacji dla odbiorcy nie są jakoś szczególnie odkrywcze i bardzo szybko można z nich ułożyć mozaikę odniesień oraz inspiracji do starszych jak również nowszych klasyków.
Mówiąc inaczej technologia rozwijająca się w postępie geometrycznym jest zasadniczo z założenia zła, a jeśli nawet nie to człowiek w zły sposób z niej korzysta. Prowadzi to w efekcie do „rozmydlenia” się człowieczeństwa lub jego przedefiniowania co tylko i wyłącznie może prowadzić do negatywnych efektów, gdyż destrukcję mamy zapisaną krwią we krwi. Natomiast zaglądanie w coraz to głębsze odmęty rzeczywistości poprzez inne wymiary czy przestrzeń kosmiczną może przynieść tylko jedną możliwość, a mianowicie odpieczętowanie wrót piekielnych. Można się z tym zgadzać lub nie, ale na pewno dość celnie ilustruje w jaki sposób jednostka postrzega aspekty istnienia za których rozwój oraz formę odpowiada cywilizacja z dynamiką i interakcjami zachodzącymi pomiędzy poszczególnymi jej elementami na coraz większą oraz bardziej złożona skalę.
Powieść ta drąży dwa bardzo charakterystyczne dla fantastyki naukowej tematy, czyli czym jest rzeczywistość oraz jaka jest ludzka natura. Jak wielu podobnych przed autorem wnioski jakie szkicuje on do interpretacji dla odbiorcy nie są jakoś szczególnie odkrywcze i bardzo szybko można z nich ułożyć mozaikę odniesień oraz inspiracji do starszych jak również nowszych klasyków....
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to