Wspaniała elegia na cześć jednego z największych rosyjskich poetów 20. wieku, napisana przez wdowę, wierną strażniczkę jego twórczości w potwornym czasie. Nieocenione świadectwo najgorszego etapu w dziejach Rosji - jedno z najlepszych, jakie czytałem.
Jakimś dziwnym trafem ta wybitna książka ominęła mnie w latach 80., gdy była wydana w podziemiu….
To także wielka ponadczasowa rozprawa na temat: władza a twórca w totalitarnym państwie. Sporo również tu o trudach tworzenia, zwłaszcza w tak przeraźliwie nieludzkim czasie, jak stalinizm.
Zgodnie z logiką systemu, Osip Mandelsztam musiał paść ofiarą Ludojada, choć w początkach lat 30. Stalin napisał na jego aktach słynne “izolować , ale chronić”. Zmarł w 1938 r. w obozie pod Władywostokiem, co było m.in. konsekwencją tego wiersza z 1933 r.
“Żyjemy tu, nie czując pod stopami ziemi,
Nie słychać i na dziesięć kroków, co szepczemy,
A w półsłówkach, półrozmówkach naszych
Cień górala kremlowskiego straszy.
Palce tłuste jak czerwie, w grubą pięść układa,
Słowo mu z ust pudowym ciężarem upada.
Śmieją się karalusze wąsiska
I cholewa jak słońce rozbłyska.
Wokół niego hałastra cienkoszyich wodzów:
Bawi go tych usłużnych półludzików mozół.
Jeden łka, drugi czka, trzeci skrzeczy,
A on sam szturcha ich i złorzeczy.
I ukaz za ukazem kuje jak podkowę –
Temu w pysk, temu w kark, temu w brzuch, temu w głowę.
Miodem kapie każda nowa śmierć
Na szeroką osetyńską pierś”.
“Jagodzie [szefowi NKWD] tak spodobał się wiersz O. M., że był łaskaw nauczyć się go na pamięć. Śledczy pytał, jak każdy ze słuchaczy reagował na wiersz. O. M. twierdził, że wszyscy błagali go, żeby zapomniał go i nie narażał na zgubę siebie i innych".
W innym wierszu Poeta sam wieszczył swój los:
“Więc za chwałę tych dni, co nadejdą w przyszłości,
I za ludzkiej godności sprawę
Pozbawiłem się miejsca przy stole mych ojców
I radości, i czci mojej nawet.
Wiek, jak brytan wilkowi, do gardła mi skacze,
Lecz ja wilkiem nie jestem, nie jestem.
Jak się czapkę pcha w rękaw, tak pchnij mnie już raczej
W duszny kożuch Syberii leśnej.
Byle tchórza nie widzieć i brudu nie widzieć
Ani kołem łamanych kości.
Niechaj z nocy polarnej błękitny lis wyjdzie,
Niech mi zalśni w swej mroźnej piękności.
Prowadź w noc, gdzie Jenisej przetacza się milcząc,
Tam gdzie sosna do gwiazdy się wspina,
Bo nie jestem ja wilkiem i krew mam niewilczą,
A więc z ręki równego niech zginę”.
Według reguł systemu powinna być “zniknięta” także i jego żona, tak wydawałoby się, krucha, a przecież tak heroiczna Nadieżda Mandelsztam. Ocalił ją (jak w “Biegunach”) ciągły ruch, zmiana miejsca, aby nie dopadło jej Zło.
Wszystkie wiersze z męża z a p a m i ę t a ł a, bojąc się je trzymać w domu, choć część ukryła u zaufanych przyjaciół, co wszak nie dawało żadnej gwarancji. Jak pisała, “mnie zaś uratowała przed aresztowaniem własna bezdomność.(...) Zabrakło dla mnie pułapki; jako bezdomna zostałem zapomniana - dlatego przeżyłam i przechowałam wiersze O.M”.
“Nikt, oprócz zaangażowanych do pracy, nie może się zameldować w żadnym w mieście; w dodatku dla zameldowania potrzebny jest dowód osobisty, a wielu ludzi, pozbawionych tego dokumentu, w ogóle nie może się ruszyć z miejsca. Wielu z nas nie rozumie jeszcze, że dowód tożsamości też jest u nas przywilejem”.
To także książka o sile poezji. Autorka opisuje relacje ludzi, którzy byli wraz z Mandelsztamem w obozie i po uwolnieniu po 1956 r. nie bali się złożyć jej relacji. Wynika z niej że opowiadał on wiersze... żądającym tego kryminalistom, w zamian za jedzenie.
Takie było pierwsze aresztowanie poety w (drugie w 1937 r. było już ostateczne) : “Wtem, koło pierwszej w nocy, rozległ się wyraźny, nieznośnie ostry stuk. +To po Osię+ – powiedziałam i poszłam otworzyć drzwi. Za drzwiami stali mężczyźni w cywilu; odniosłam wrażenie, że jest ich wielu. Na ułamek sekundy pojawiła się nadzieja że to jeszcze nie to; sukienne płaszcze przysłaniały mundury (...). Nadzieja znikła gdy nieproszeni goście przestąpili próg”.
“Zaraz zaczęto sprawdzać dokumenty i, z nawyku, automatycznie gładzić nas po biodrach sprawdzając, czy w kieszeniach nie ma broni.(...) Wierzyli święcie i bez wyjątku, że w każdym domu i każdej nocy mogą napotkać na opór”.
“Czekista był wstrząśnięty nieobecnością marksizmu na naszej półce. +Gdzie trzymacie swoich klasyków+ – zapytał, a O.M. usłyszawszy pytanie, szepnął do mnie: +Po raz pierwszy aresztuje człowieka, u którego nie ma Marksa....+”.
“Patrząc jak szykuję rzeczy, żartobliwie - zgodnie z instrukcją! – mówili: +Tyle rzeczy! Po co? Czy on się do nas wybiera na tak długo? Porozmawiają z nim i wypuszczą+”.
“Bez względu na bieg nadany takiej sprawie, groziła ona tylko zesłaniem, a tego się nie baliśmy. Deportacje i zesłania stały się u nas sprawą powszechną.(...) Wiersz o Stalinie to co innego (...) nie było wątpliwości, że za ten wiersz zapłaci życiem”.
O pierwszym zesłaniu w początku lat 30. do Czerdynia Autorka pisze, że "wspaniała organizacja tego wyjazdu była straszniejsza, wstrętniejsza i bardziej zwiastowała koniec świata niż prycze, więzienia, kajdany i chamskie wrzaski żandarmów i dręczycieli. Wszystko odbyło się w największym stopniu elegancko i gładko, bez jednego niegrzecznego słowa”. A konwojent odstąpił od wielu rygorów.
Po kolejnym zatrzymaniu O.M. miał już naruszoną psychikę, a gdy żona zażądała od lekarki ekspertyzy medycznej.... “Nie wytrzymawszy, powiedziała mi: +Czego pani ode mnie chce? Przecież 'stamtąd' wszyscy przyjeżdżają w takim stanie+.
“Przypadkowo kupiliśmy gazetę i przeczytaliśmy o zniesieniu kary śmierci i podwyższeniu wyroków więzienia do lat 20. O.M. początkowo się ucieszył, a potem zorientował o co chodzi: +Jak oni tam zabijają, skoro trzeba było znosić karę śmierci!+ – powiedział mi”.
“Gdybyśmy potrafili przewidzieć wszystkie możliwe warianty losu, to nie zaprzepaścilibyśmy ostatniej szansy normalnej śmierci – otwartego okna w naszym pokoju na czwartym piętrze domu pisarzy w zaułku Furmanowa, w mieście Moskwie”.
Wiele tu gorzkich słów Autorki pod adresem sowieckich elit kulturalnych. Gdy mąż jest już źle widziani, pozostaje przy nich zaledwie kilka osób: wielka poetka Anna Achmatowa (jakimś kaprysem satrapy pozostawiona przy życiu), pisarz i literaturoznawca Wiktor Szkłowski (“dom Szkłowskich był jedynym miejscem, gdzie czuliśmy się jak ludzie. W tej rodzinie wiedziano jak postępować ze skazańcami”) i wielka pianistka Maria Judina (“specjalnie wywalczyła sobie koncerty w Woroneżu, żeby się zobaczyć z O.M.“).
Do czasu bronił go także wysoko postawiony bolszewik Nikołaj Bucharin, z którym Mandelsztamowie utrzymywali dobre stosunki. Jego zasługą było przeniesienie z pierwszego ich zesłania w Czerdyniu do Woroneża, gdzie przeżyli kilka normalnych lat. Ale skoro ten dawny “ulubieniec partii” sam poszedł pod nóż…..
“Bucharin nie był odszczepieńcem, ale musiał już czuć chłód mogilnego dołu, do którego prowadziły go wątpliwości i gorzka potrzeba nazwania czegoś, przynajmniej od czasu do czasu, własnym imieniem”.
Dla związku literatów Mandelsztam był niczym zadżumiony. “Dał nawet O.M. związkową delegację twórczą i wysłał go na budowę kanału [Białomorskiego], błagając o napisanie jakiegoś produkcyjnego wierszyka. Ten właśnie wierszyk, z poparciem Achmatowej, wrzuciłam do pieca”.
Wiele dobrego Autorka mówi zaś o klasach uchodzących za gorsze, zwłaszcza na prowincji, gdzie pomieszkiwała w wynajmowanych klitkach z najbardziej prymitywami warunki, pracując fizycznie, (“Nocami biegałam po ogromnej hali fabrycznej i puszczając w ruch maszyny mamrotałam pod nosem wiersze. Musiałam znać wszystko na pamięć, przecież papiery mogli mi zabrać, a ci, którzy przechowywali kopie, mogli, przestraszywszy się, wrzucić je do pieca”).
To było życie w pozornym spokoju, bo tam wprawdzie nadzór NKWD był nieco słabszy niż w Moskwie, ale i z takiego miejsca musiała nagle uciekać jak stała, gdy się nią zainteresowano.
“W rodzinach robotniczych rozmawiano o wiele bardziej swobodnie i otwarcie niż w inteligenckich”.
Wstrząsająco wzruszająca jest opowieść, jak biedna chłopka wrzuciła na peronie do wagonu zesłańców czekoladkę niesioną dla dziecka.
“Nigdy nie ukrywałam, że jestem Żydówką, ale we wszystkich tych rodzinach – u robotników, kołchoźników, biuralistów – traktowano mnie jak bliskiego człowieka.(..) Najstraszniejsze zjawisko to pół inteligencja; w takim środowisku zawsze znajdzie się grunt dla faszyzacji, dla nacjonalizmu i w ogóle dla nienawiści ku wszelkiej inteligencji”.
“W ciągu 32 lat nie wydrukowano ani jednej linijki jego wierszy; minęło ćwierć wieku od jego śmierci i 30 lat od pierwszego aresztowania”.
Wspaniały jest język Autorki, klasycznie inteligencki, właściwy dla starej, “innej Rosji” Czechowa czy Tołstoja, która na jej oczach odchodziła w niebyt.
Jedynym, za to znaczącym błędem edycji, jest brak przypisów. Mimo że nieco znam stalinowskie realia, to co rusz musiałem sprawdzać różne osoby w Internecie, nb. niektóre nawet bez imienia, a nazwiska czasem kompletnie już nic niemówiące. Irytują też rusycyzmy, jak Feodozja czy Jerewań.
Inne cytaty:
“W latach terroru nie było w moim kraju domu, którego mieszkańcy nie dygotaliby nocami ze strachu na odgłos auta czy windy. (...) Musieliśmy ustawicznie walczyć z atakami strachu, kiedy każde z nas mimo woli rejestrowało – czasami realne, czasami rzekome - oznaki nadchodzącej katastrofy. Już sama ta rejestracja doprowadzała człowieka na krawędź choroby psychicznej”.
“Ten, kto oddychał powietrzem terroru, jest zgubiony, nawet jeśli przypadkiem pozostał przy życiu. Wszyscy – oprawcy, ideologowie, pomocnicy, ci, co układali pochwalne hymny, co zamykali oczy i umywali ręce, i nawet ci, co po nocach zgrzytali zębami – wszyscy oni są również ofiarami terroru”.
“Rozpleniły się dwie choroby; jedni podejrzewali w każdym konfidenta, inni bali się, że ich za konfidentów wezmą”.
“Wszyscy bali się siebie nawzajem; przecież najbliższej nocy mógł zostać aresztowany najbardziej pewny człowiek, który właśnie opublikował w +Prawdzie+ artykuł wymierzony przeciwko wrogom ludu”.
“Jedno aresztowanie pociągało za sobą łańcuszek następnych – krewnych, znajomych, posiadaczy telefonów zapisanych w notesie aresztowanego, tych, z którymi przed rokiem spędzał Sylwestra, i tego, kto miał przyjść na zabawę, ale przestraszył się i nie przyszedł”.
“Usłyszawszy o kolejnym aresztowaniu nie pytaliśmy nigdy: +Za co go wzięli?+. Ale takich jak my bywało niewielu. Nieprzytomnie zastraszeni ludzie zadawali sobie nawzajem takie pytania dla samouspokojenia: ludzi biorą za coś, ergo mnie nie wezmą, bo nie ma za co! +Czas zrozumieć, że ludzi biorą za nic+”.
“Wszyscy byli potencjalnymi kandydatami do awansu społecznego, bo codziennie ktoś znikał i ktoś inny awansował na jego miejsce”.
“Wszyscy byliśmy owcami, które pomagają się zarzynać lub też – nie chcąc trafić do stada owiec – zmiennymi pomocnikami oprawców – i w obu rolach, niszcząc w sobie wszystkie ludzkie instynkty, przejawialiśmy zadziwiającą pokorę. Zmiażdżeni przez system, w którego tworzeniu tak czy owak współuczestniczyliśmy wszyscy – okazaliśmy się niezdolni nawet do biernego oporu”.
“Kiedyś lud rosyjski współczuł nieszczęsnym katorżnikom, a inteligencja uważała za swój obowiązek wspieranie politycznych zesłańców, ale wszystko to zniknęło”.
“Żonie powiedziano, że dostał 10 lat bez prawa korespondowania. Dopiero po pewnym czasie dowiedzieliśmy się, że oznaczało to rozstrzelanie”.
“Wdowieństwo czy sieroctwo zaczynało się z chwilą aresztowania i nikt nie informował bliskich o śmierci więźnia. Czasami w prokuraturze, poinformowawszy żonę o 10-letnim zesłaniu męża, dodawano: możecie wyjść za mąż”.
“Okazuje się, że nie było u nas ani jednego stalinisty i wszyscy walczyli ze stalinizmem. Co do mnie, mogę zaświadczyć, że spośród moich znajomych nie walczył nikt. Ci, którzy nie stracili sumienia, starali się po prostu siedzieć cicho. To również wymagało prawdziwego męstwa”.
“Ci, co zginęli powinni się cieszyć z tego, że ich pośmiertnie zrehabilitowano albo, przynajmniej, umorzono ich sprawy z powodu braku dowodów winy”.
Opinia
Biografię Niny Pietrowskiej, która bez wykształcenia sama się wszystkiego uczyła szczególności jeśli chodzi o literaturę. Miała bardzo duże wsparcie co dla takiej osoby musiało być bardzo ważne, po drodze zaliczyła parę romansów. Pomimo wzlotów i upadków jakie Nina miała w swoim życiu w końcu popełnia samobójstwo.
Kiedy kupiłam tą książkę nic o niej za bardzo nie wiedziałam tylko tyle, że jest to historia która dzieje się w przełomie 1890r. - 1928r. i opowiada historię jakieś kobiety "grzesznej muzy pokolenia poetów" jak jest opisane w książce. Bardzo ciekawa książka są nawet mogę powiedzieć powiązania z dzisiejszymi czasami jeśli chodzi o temat alkoholu i narkotyków.
Biografię Niny Pietrowskiej, która bez wykształcenia sama się wszystkiego uczyła szczególności jeśli chodzi o literaturę. Miała bardzo duże wsparcie co dla takiej osoby musiało być bardzo ważne, po drodze zaliczyła parę romansów. Pomimo wzlotów i upadków jakie Nina miała w swoim życiu w końcu popełnia samobójstwo.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKiedy kupiłam tą książkę nic o niej za bardzo nie...