Można by dywagować o wpływie podgatunku czy też nurtu ,,łotrzykowskiej przygody” na sam rdzeń fantastyki i szerokiego rodzaju motywu baśniowo-mitycznych poszukiwań przygód w anime i mandze, ale koniec końców to dość specyficzne dla ich stylu odkrywanie niesamowitych krain przez określony tyb bohatera lub grupę postaci, również podbijanie pradawnych lądów, niesłychanych, niespotykanych dotąd enklaw, gdzie wszystko to okraszone jest polowaniem na liczne artefakty i tajemnicze, zaklęte przedmioty, a pojedynkowanie się z różnymi siłami zła/wrogami z rozmaitych Królestw i lądów jest zwieńczeniem ,,łotrzykowskiej natury poszukiwacza przygód”, jest konieczna do doświadczenia dla uważnego geeka, aby zrozumieć to jak dość obszerne, nazwijmy to krótko ,,fantasy” w japońskim komiksie i animacji potrafi być różnorodne, i dzięki owym poszukiwaniom przygody dość bogate w multum wymiarów, Światów do eksploracji, czy terytoriów do podbicia.
Nie inaczej, to właśnie ,,łotrzykowski” dryg potrafi dać samą swoją specyfiką tak szerokiemu nurtowi fantasy, o którym mowa, dużo swobodnego, niewymuszonego humoru, związanego przeważnie z doświadczaniem przez główną grupę ,,przygodowych wykolejeńców losu” licznych ciekawych zdarzeń i momentów. A bez takiego ,,humorkowego” podejścia, cóż, fantasy w anime (czy w ,,masówce" w ogóle) skazało by się samo z siebie na popkulturową anty-dobroć twórczą, na samozagładę i możliwe… ostracyzm ze strony fanów pragnących od tego gatunku dużo, dużo więcej niż tylko barwnej, baśniowo-magicznej opowieści. To, co warto wiedzieć, to w tej ,,fantasy” kwestii jedno, choć jest to bardziej subiektywne spostrzeżenie i fanowska, polegająca na doświadczeniu z samą mangą i anime, rada: w rdzeniu japońskiej kultury popularnej istnieje sporo Uniwersów tematycznych, które niebezpośrednio, ale w sposób nieco głębszy i ukryty, jakby zadedykowany specjalnie dla uważnego, skoncentrowanego na jak najszerszym poznawaniu fantastyki czytelnika czy widza, który sam musi do tego dotrzeć: ukazują niesłychany dobrostan potencjału, który kryje się w omawianym gatunkowo ,,łotrzykowskim duchu przygody” zajmującym w fantasy miejsce o dość obszernym i istotnym znaczeniu. Jednym z takowych Światów jest Wymiar niedającego się nie kochać za ten styl, za tą luźną, lekką, ale nie odtrącającą powagi i dramatyzmu opowieść, za ,,kreskę” zarówno w komiksie z serii i animacji, słynnego na cały świat, obleganego przez fanów na ,,Zachodzie”: ,,Seven Deadly Sins”, Uniwersum znanego w Polsce pod nazwą ,,Siedem Grzechów Głównych”.
Wiele, wiele miesięcy temu, nawet po doświadczeniu pierwszego tomu mangi ,,Hunter x Hunter”, który to Świat wprowadził mnie w wir eksploracyjnej przygody w klimacie uwzględnianego w tym opracowaniu tudzież recenzji pewnej mangi, której dedykowana jest w tej konwencji gatunku i tematu niniejsza deliberacja, fantasty, stety bądź nie i tak nie byłem do końca przekonany (dość często, tak samo mam w tychże swych ,,obawach” fana, gdy sięgam po rzadko ogarniany przeze mnie gatunek/nurt w treściach ,,anime-mangakowych”), czy sięganie po przygody urwipołciów i panów własnego Losu, członków ekipy ,,Siedmiu Grzechów Głównych” w pierwszym tomie mangi będzie dla mnie najlepszym rozwiązaniem, mimo iż samo anime tego Świata kapitalnie podeszło mi pod mój wąski i ścisły ,,gustomierz”. Obawy okazały się, cóż, kompletnie w tym przypadku niepotrzebne: ,,SDS”, w swym pilotowym rozdaniu linii komiksu, przed którym strasznie, jak w końcu się dowiadujecie, się wzbraniałem, by tego doświadczyć, wypadło naprawdę dużo, dużo więcej powyżej moich bardzo dobrych oczekiwań (tak, jestem wybredny): dostałem dość specyficznie, jak na mangę ogólnie przystało: wizualnie i fabularnie opowiadaną treść związaną ze specyfiką szerokiej eksploracyjnej mitologiczno-baśniowej, z ,,odciskiem” wpływu łotrzykowskiej werwy przygody... fantasy! Tak, i takie właśnie fantasy koniec końców okazało się dla mnie ,,kinderniespodziankowo” mega przystępne! A czy tak po raz drugi przystępna okazała się kontynuacja mangowego pilota ,,Siedmiu Grzechów…”? ,,Przystępne" to mało powiedziane. Dzięki tego rodzaju serii w tym gatunku mam coraz większą chęć na rozleglejszą ,,geekowską penetrację” już i tak szerokiej m.in. swymi Światami, mitologią, rodzajem budowanego Uniwersum fantastyki z motywami baśni, własnej skrzętnie tworzonej mitologii, magii i licznych tajemniczych elementów ocierających się o mrok, okultyzm.
Lektura kolejnego, tym razem drugiego (a za niedługo, nie ma opcji, na warsztat zapewne wleci tom trzeci z serii – to jest tak intensywne, tak dynamiczne, tak pełne odpowiedniego tonowania emocji, że nie da się nie chcieć sięgać po kolejne i kolejne kontynuacje cyklu!) wydania medium komiksowego z kraju kwitnącej wiśni, z wymiaru żywych i barwnych kreacji ,,SDSa”, okazała się, o czym wspomniałem w akapicie lekko powyżej, na tyle przyjemnym i uspokajającym moje pragnienie połykania ,,przygodowo-akcji-fantasy” treści w popkulturze aktem geekowskiej przygody, że nie da się nie doceniać tego, jak samo sedno ,,łotrzykowości” potrafi być w sposób przyciągający czytelnika do siebie uwydatniane w tego rodzaju mandze – w komiksie teoretycznie ograniczonym przez swoje ,,wizualne czarno-biało-szare tony” oraz specyfikę pracy samych mangaków. To dzięki tomom 1 i 2, a w szczególności no. 2, doszedłem do wniosku, że każde godziny spędzone z tak przedstawianą fantasy w ,,SDS” są na tyle efektywnie spędzonymi chwilami, że nie mogę wyjść ze sporego podziwu wobec tego, jak sam komiks tego typu jak omawiana seria właśnie, może być oryginalna, twórcza, jak intensywnie może być rozwijany i nienachlanie przedstawiający nam dość szerokie objętościowo pole krain, enklaw, pole ich eksploracji w tej ,,typowej łotrzykowsko-zbójnickiej fantasy". I co ciekawe, w stosunku do swojej genialnej adaptacji, którą jest wielosezonowy serial ,,The Seven Deadly Sins”, obecnie dostępny na platformie streamingowej Netflixa, również i część 2 w komiksie broni się znakomicie, nie odstając w tyle z przedstawieniem analogicznie wszystkiego tego, co ogólnie przedstawia w tym Świecie zaadaptowana animacja, z którą cykl mang idzie w tango i zaczyna powoli dorównywać jej geniuszowi, a którego jakość w całym procesie produkcyjnym animacji. pracowało m.in. Stduio A-1 Pictures.
Czyli co, poprzez wczytanie się w tom 2 ,,SDS” można dojść do lekkiego fan-wniosku: dostajemy w tych około 195 stronach solidny dowód na to, że da się opowiedzieć pięknie narysowaną graficznie, z tak samo pełnym klimatem w gatunku lekkiego i obszernego w przygodę ,,fantasy łotrzykowskiego” opowieść , tak jak robi to, jak wywiązuje się z tego zadania dla tego nurtu perfekcyjnie sama animacja, która, o czym wyżej napomknąłem, źródłem dla Uniwersum SDS nie jest. Czyż tak? Tak, jak najbardziej, bowiem w cz.2 tejże narracji graficznej… dorzucono do pieca wiele, oj dorzucono”. Fakt, dostaliśmy na talerzu, niczym podanie najlepszego z możliwych dla każdego z nas deseru po i tak pysznym obiedzie, specyficzny posiłek w postaci przedłużenia sytej, prawdziwej, niezbyt ciężkiej, zrównoważonej awanturniczej ,,hejże ho!" przygody, w którym duch prawdziwego ,,łotrzyka” zyskuje coś dużo, dużo większego niż wskazywałaby na to sama specyfika podgatunku Uniwersum SDS: owa akcja i łotrzykowość w stylu Świata Grzechów nabywa nieco głębszych emocji, scalających się jednak w dość sprytny sposób, za bardzo niewybiegających poza rdzeń przygody, z tempem akcji. Tak, konsekwencją tego jest jedna z istotnych cech ,,Seven Deadly Sins" w mandze właśnie: powoli ten Świat z komiksu na komiks, sądzę, będzie nabierał formy symbiozy: postaci wyglądają i tak działają jako na bardziej wyraziste, emocjonalnie ciekawsze, ich przygody są i zapewne takie będą dalej: bardziej wymiarowe, coś dla nich oznaczające, a odkrywanym krainom, pokonywanym wrogom, poznawanym istotom/postaciom nie brak jest (i nie brak będzie) w kolejnych tomach dodatkowej głębi. Tu wszystko idzie ze sobą w mającym swój intymny, prywatny styl, hipnotycznym tańcu współpracy; nie każdemu może spodobać się sposób opowiadania tego rodzaju gatunku, którym całym sobą jest ,,SDS”, ale jest to o tyle oryginalny koncept i odmiana fantasy, że mimo, mimo wszystko warto się nad nią pochylić, przynajmniej dla tej lekkiej, niezobowiązującej ,,łotrzykowości”, którą po całości w tak kreowanej linii mangi dostajemy.
Bądźmy szczerzy i otwarcie na wymianę zdań: po przyjemnym czasie lektury z owym tomem komiksu ,,Grzechów", owe arracje obrazkowe ,,Seven Deadly Sins”, po ogarnięciu dwóch jej z naprawdę multum w cyklu części, stają się dla mnie jedną wielką ,,nietuzinkowością”. To coś chyba nawet… dużo lepszego niż manga i anime razem wzięte z cyklu ,,Hunter x Hunter” – drugi tom ,,SDS”, przykładowo, nie rozmywa swojej historii, jak robiło to odpowiednio ,,HxH” również w kontynuacja swojego pilota w mandze. Postaci wyglądają na bardziej skoncentrowane i scentralizowane na danym celu, przy czym zachowują naturalną pogodną aparycję, ale i uwagę zarazem. No bo jak tu jej ,,nie tracić!”, gdy na ogonie siedzi ci drużyna Świętych Rycerzy (,,Świętych”? Dobre sobie! To grupa tylko z nazwy), którzy zrobili w Królestwie Britannii swego rodzaju ,,zamach stanu”, oskarżając ,,Grzechy” o… zdradę stanu i zamach na życie Króla. Jako nie łotrzyki a grupa solidnych ,,Łotrów”, za co ich wprowadzenie twórcom w niniejszym tomie serdeczne Bóg zapłać, bo gdyby ich wątku tu nie zawarto… byłaby fabularnie straszna bida, a paliwa do ukazania swojej ,,łotrzykowości” i zewu przygoda samo ,,SDS” by niestety nie miało, ci tak zwani ,,Rycerze” dali się mocno we znaki w tym przyjaznym i wartkim w akcję tomiku. Paradoksalnie to ów Zakon sądzę stanowił solidną oś/rdzeń, wokół którego wyrastają solidne gałęzie i wici powiązań tworzące tło ,,co, gdzie, jak i dlaczego” w szerokim i jakże urozmaiconym Wymiarze Britannii się dzieje. Uwagę cały czas w mandze przykuwa Elizabeth i śmiechołkowy, jak zawsze zabawny i totalnie skradający serducha, prosiałek ,,Hawk”, kompan-dusza. Pierwsza z duetu postaci dalej wykonuje swoje prywatne zobowiązania i cele: towarzyszenie Grzechom w zebraniu się w całości i uratowanie Królestwa z rąk zdrajców, a Hawk jak to Hawk jest sobą, tworząc w ten sposób kontrapunkt do poważnej i tej stricte ,,fantasy-przygodowej” części rdzenia gatunkowej odsłony Uniwersum, czy w ogóle całej estetyki ,,SDS”.
Tom 2 staje się kluczowy z jeszcze jednego względu. Poznajemy swego rodzaju zmodyfikowany, bo trochę krótki i nie aż tak obszerny charakterologicznie dla tejże postaci ,,Origin” jednego z Grzechów, Bana. To istotne około 190 stron treści: na scenach ,,powstania” i zemsty ,,Bana” sam tom się kończy: na tak wczesnym etapie mangi, gdzie multum tomów jeszcze przed nami, powracający do żywych ów Grzech to ważna wskazówka. Przed czytelnikami kolejne powroty ekipy ,,SDS”, kolejne poszukiwania i łotrzykowskie niespodzianki, które w ilościach na pewno ,,astronomicznych!", czekające wytrwale na naszą coraz prężniej się rozbudowującą ekipę.
Opinia
Tak samo jak tom pierwszy - bardzo dobrze czytało mi się tom drugi. Osobiście wolę czytać główną fabułę i "Dziennik z obserwacji galarety pióra Veldory" na przemian. Mocno byłam ciekawa jakiej płci będzie główny bohater, ale taka decyzja jaka ostatecznie padła jest do zaakceptowania. Nie mogę skojarzyć skąd on wziął tą moc duplikowania siebie, ale pewnie w przyszłości do tego dojdę jeśli będę robić reread. Fajnym było też to, że mógł on lekko modulować wygląd swojego klona - super rzecz.
Czytam dalej tą serię. Mam nadzieję, że będzie coraz lepiej.
Tak samo jak tom pierwszy - bardzo dobrze czytało mi się tom drugi. Osobiście wolę czytać główną fabułę i "Dziennik z obserwacji galarety pióra Veldory" na przemian. Mocno byłam ciekawa jakiej płci będzie główny bohater, ale taka decyzja jaka ostatecznie padła jest do zaakceptowania. Nie mogę skojarzyć skąd on wziął tą moc duplikowania siebie, ale pewnie w przyszłości do...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to