Oblicza strachu

Okładka książki Oblicza strachu
Jacek Pałkiewicz Wydawnictwo: Czerwone i Czarne literatura podróżnicza
272 str. 4 godz. 32 min.
Kategoria:
literatura podróżnicza
Format:
papier
Data wydania:
2015-10-01
Data 1. wyd. pol.:
2015-10-01
Liczba stron:
272
Czas czytania
4 godz. 32 min.
Język:
polski
ISBN:
9788377002032
Średnia ocen

                6,3 6,3 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Oblicza strachu w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Oblicza strachu



książek na półce przeczytane 578 napisanych opinii 578

Oceny książki Oblicza strachu

Średnia ocen
6,3 / 10
79 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
578
578

Na półkach: , , ,

OCENA – 7/10 BARDZO DOBRA

„OBLICZA STRACHU” Jacka Pałkiewicza to kolejna lektura, po którą warto sięgnąć dla rozrywki. Z pewnością po przeczytaniu, niektórzy czytelnicy powiedzą, co za bufon, chwalipięta, macho, ksenofob, który bez pardonu piszę o islamie oraz uważa, że Europa poszła za daleko w ustępstwach wobec imigrantów. No cóż może będzie to niepopularne i niepoprawne politycznie, ale trudno nie przyznać racji autorowi .

Podzielam pogląd Pałkiewicza, że Muzułmanom nie w głowie asymilacja, czy integracja z Europejczykami, fakty mówią same za siebie. Nie ma w tym miejscu sensu przytaczać przykładów, na poparcie tej tezy, ponieważ rządzący najpotężniejszych mocarstw w Europie i tak wmawiają nam zupełnie coś odwrotnego. Myślę że mamy obowiązek bronić naszych wartości europejskich, naszej tożsamości, kultury, obyczajów, mamy prawo się tym obnosić, nawet jeżeli narażamy się synom Allaha, ponieważ jesteśmy u siebie w Europie.

Strach ma wielkie oczy i o tym właśnie pisze Pałkiewicz w swoich krótkich tekstach, to wycinek z jego życia, mini powieści o jego podróżach, zestaw wspomnień porozrzucanych w czasie i przestrzeni. Pan Jacek Pałkiewicz na łamach tej książki wyjaśnia, co skłania go do ryzykowania życia. Ogólnie rzecz ujmując to wieczna pogoń za przygodą, sięganie po coraz nowe wyzwania czy wreszcie potrzeba mocnych wrażeń. Przygodą jest samo życie, pod warunkiem, że żyje się mocno, bo tylko wtedy można odkryć rozmiar własnego strachu, mierzyć się ze słabościami.

Za pomocy tej książki, będziemy się przenosić w różne odległe zakątki świata, w jednej chwili będziemy w Jakucji zmagać się z mrozem, by za chwilę znaleźć się na Saharze, Gobi czy Takla Makan i mierzyć się z żarem z nieba. Te krótkie opowiadania napisane są prostym językiem, czyta się to bardzo szybko i przyjemnie. Nieraz spotkamy się z anegdotami wplątanymi w tekst, spostrzeżeniami autora, zabawnymi sytuacjami, ale również z tymi, które mrożą krew w żyłach, więc czeka nas podczas czytania spora huśtawka emocji.

Lubię Pałkiewicza, choć wielu mu zarzuca, że popada zbyt często w samo zachwyt, mnie to osobiście nie przeszkadza, ponieważ ma pełne prawo to okazywać ze względu na doświadczenie i osiągnięcia, których dokonał a ma ich na koncie całkiem sporo. Reasumując pozycja warta przeczytania i poświęconego czasu, nie jest to z pewnością najlepsza książka tego autora, ale w kontekście przygody czy rozrywki warta, aby po nią sięgnąć. Pozdrawiam. Jack_

OCENA – 7/10 BARDZO DOBRA

„OBLICZA STRACHU” Jacka Pałkiewicza to kolejna lektura, po którą warto sięgnąć dla rozrywki. Z pewnością po przeczytaniu, niektórzy czytelnicy powiedzą, co za bufon, chwalipięta, macho, ksenofob, który bez pardonu piszę o islamie oraz uważa, że Europa poszła za daleko w ustępstwach wobec imigrantów. No cóż może będzie to niepopularne i niepoprawne...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

153 użytkowników ma tytuł Oblicza strachu na półkach głównych
  • 103
  • 50
32 użytkowników ma tytuł Oblicza strachu na półkach dodatkowych
  • 18
  • 3
  • 3
  • 3
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1

Inne książki autora

Jacek Pałkiewicz
Jacek Pałkiewicz
Reporter, podróżnik, odkrywca, członek rzeczywisty Królewskiego Towarzystwa Geograficznego w Londynie. Urodzony w niemieckim obozie pracy. Karierę podróżniczą rozpoczynał jako oficer na statkach taniej bandery panamskiej (1971-72). W 1973 roku pracował jako inspektor kopalni diamentów w Sierra Leone i kopalni złota w Ghanie. W 1975 ukończył Szkołę Dziennikarską w Mediolanie i od tego czasu pracował jako dziennikarz między innymi przez wiele lat w dodatku ilustrowanym "Sette" do "Corriere della Sera". Jest autorem kilkunastu książek oraz filmów dokumentalnych, publikuje reportaże w licznych magazynach europejskich
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Czekając na Duida. Śladem szeptu amazońskiego potoku Stefan Czerniecki
Czekając na Duida. Śladem szeptu amazońskiego potoku
Stefan Czerniecki
Sięgając po książkę Stefana Czernieckiego miałam dość mieszane uczucia. Z jednej strony ciekawość, gdyż opowieść o wyprawie w zakazane rejony Wenezueli, w celu zdobycia jednej z tamtejszych gór stołowych wydała mi się bardzo interesująca. Z drugiej strony, szybki przegląd patronów medialnych książki oraz wgląd w notkę dotyczącą autora a w końcu gorąca rekomendacja Wojciecha Cejrowskiego wzbudziły moje pewne obawy. W związku z tym, do „Czekając na Duida” podeszłam ze sporą rezerwą, by po lekturze być z niej całkiem zadowoloną. Amazonas ziemia zakazana na terytorium Wenezueli, fragment bezkresnej selwy, do której dostać się można płynąc wzdłuż Orinoko, bądź którejś z jej dopływów. Kraina, na którą z góry spoglądają pojedyncze góry stołowe – tepui, budzące ogromne emocje, odkąd po raz pierwszy wpadły w oko białego człowieka. Pionowe ściany i płaskowyż na górze, cóż tam może się kryć? Czy niczym w „Zaginionym świecie” Artura Conana Doyle tam znalazły schronienie dinozaury? Jednak przyrodnicza i geograficzna niedostępność jest praktycznie bez znaczenia, gdy wziąć pod uwagę sytuację polityczną w Wenezueli. Komunistyczne rządy Chaveza wiązały się między innymi z zamknięciem Amazonas dla ruchu turystycznego. Wniknięcie w zamkniętą strefę wymagało niezwykłej determinacji i odpowiednich znajomości. Autorowi po bardzo wielu próbach, w końcu się to udało, jednak liczne wojskowe kontrole i rewizje, na każdym kroku przypominały podróżnikom, gdzie są i kto tu rządzi. W książce dość sporo miejsca poświęcono sytuacji politycznej Wenezueli, zarówno w kontekście jej mieszkańców, jak i indiańskich plemion i turystów. Bez ogródek przeczytamy o tym, dlaczego Caracas jest jednym z najniebezpieczniejszych miejsc na Ziemi, czy o propagandzie Chaveza, kupującego lojalność obywateli na wielkich loteriach organizowanych w odciętych od cywilizacji wioskach. Wenezuela jawi się jako kraj, w którym dla własnego bezpieczeństwa o polityce lepiej nie rozmawiać. Zdominowany przez żołnierzy i przestępców świat wielkich miast oraz wioski, w których żyje się bezpiecznie i nieśpiesznie. Tym, co podobało mi się w książce Stefana Czernieckiego jest lekkie pióro, dzięki któremu książkę czyta się bardzo przyjemnie. Są w niej fragmenty budzące grozę, są i takie mocno rozleniwiające czytelnika. Autorowi idealnie udało się oddać nastroje w jakich byli bohaterowie trzyosobowej podróży w głąb Amazonas. Książka podzielona jest na kilkanaście chronologicznie ułożonych rozdziałów, w których autor opisuje kolejne etapy podróży. To prawie pamiętnikarska narracja, która jest najmocniejszą stroną książki. Każdy z rozdziałów kończy się serią pięknych fotografii przedstawiających miejsca i ludzi. Gdzieniegdzie w środku relacji z wyprawy znajdziemy krótkie wstawki i z nimi miałam największy problem w trakcie lektury. Są one bardzo różne, często mało obiektywne, pełne reprezentacji poglądów autora. Niektóre z nich były mocno osadzone w wierze, będącej czymś bardzo ważnym dla autora. „Czekając na Duida” to ciekawa pozycja wśród książek podróżniczych. Z jednej strony niezmienna egzotyka Ameryki Południowej, podkręcona jeszcze przez niebezpieczeństwa towarzyszące wyprawie do Wenezueli. Z drugiej dobrze napisany dziennik, relacja z jedynej w swoim rodzaju przygody, ze spełnienia marzenia, jakim było odwiedzenie miejsca niedostępnego dla innych. Osobom mocno sceptycznym względem jakiegokolwiek wyznania miejscami może wydać się nieco zbyt mocno osadzona w wartościach ważnych dla autora. Może to nieco przeszkadzać i zaburzać odbiór całości, choć, co bardzo ważne, nie znajdziemy tu otwartej, czy nawet skrytej, pogardy dla osób myślących inaczej. Dzięki temu książka, poza kilkoma krótkimi fragmentami, nie jest irytująca, a wręcz przeciwnie – jest pasjonująca i czyta się ją całkiem przyjemnie.
Bacha85 - awatar Bacha85
ocenił na 6 5 lat temu
Życie i śmierć na Drodze Umarłych Tomasz Grzywaczewski
Życie i śmierć na Drodze Umarłych
Tomasz Grzywaczewski
Życie i śmierć na Drodze Umarłych" to reportaż Tomka Grzywaczewskiego z jego wyprawy podróżniczo- badawczej na daleką Syberię. Auror, razem z czterema towarzyszami oraz nieprzecenionym lokalnym przewodnikiem, dociera do jednego z pomników szalonej epoki stalinizmu: Transpolarnej Magistrali Kolejowej. Jej pomysłodawca Stalin zamierzał wybudować ok 1300 km linii kolejowej biegnącej przez nieprzebyte bagniste tereny syberyjskiej tajgi i tundry, na wysokości koła podbiegunowego. Pomysł o tyle szalony, że w terenie tym więcej niedźwiedzi niż ludzi...Martwa droga pochłonęla życie tysięcy więźniów łagrów, może kilkanaście, może kilkadziesiąt tysięcy... Nikt nie wie. Mówi się, że ich ciała były rzucane bezpośrednio pod nasyp kolejowy, stąd nazwa Martwa Droga lub Droga Umarłych. Poza tym tą matrwą drogą nie przejechał nigdy żaden pociąg. Przy ówczesnym poziomie technologicznym projekt był całkowicie niewykonalny. W latach 1949-53 wybudowano ok.700 km trasy. Po śmierci Stalina Beria nakazał przerwanie budowy. Nawet dla krwawego bezwzględnego Berii pomysł był zbyt szalony... Ekipa Dead Road 1953-2013 Expedition dotarła do resztek śladów po dawnych łagrach. Znależli tory, szyny, podkłady...Czas i bezwzględna natura zrobiły swoje. Tylko my musimy pamiętac... Ciekawa lektura nie tylko o pełnej cierpienia przeszłosci ale też o nieraz smutnej, ponurej teraźniejszości żyjących tam ludzi. I o pięknej acz trudnej naturze Syberii.
Magda Juraszewska - awatar Magda Juraszewska
oceniła na 8 5 lat temu
Nie każdy Brazylijczyk tańczy sambę Tony Kososki
Nie każdy Brazylijczyk tańczy sambę
Tony Kososki
Przed pandemią, w czasach gdy jeszcze wszyscy normalnie chodzili do biura i jeszcze nikt nie wpadł na to, że możliwy jest home office właściwie na nieograniczoną skalę, częstym zjawiskiem była ,,korpogłupota", czyli pewne odrealnienie i przesadne koncentrowanie się na zadaniach w biurze, używanie ponglisha (czyli szalonej mieszaniny polskiego i angielskiego) oraz zapominanie, że istnieje jeszcze jakieś życie poza korpo. Wtedy to jeden z moich kolegów wymyślił hasło, które do dziś wisi przy moim kompie i przypomina mi co jest ważne. A brzmi ono ,,Gdy poczujesz zew korpogłupoty to wyjedź w Andy". I w pewien sposób ma to sens. Nie raz czuję chęć by rzucić wszystko i zaszyć się gdzieś na Altiplano, gdzie nie znajdą mnie wszechobecne macki korpo. Cóż, życie w pewnym wieku narzuca pewne ramy i ograniczenia i nie każdy szalony plan można zrealizować ... ale można czytać o tych, którzy takie mieli odwagę takie szalone plany realizować. Tony Kososki (albo właściwie Przemek Śleziak) w 2010 roku zdecydował się spełnić jedno ze swoich marzeń. Najpierw jako wolontariusz wyjechał do Brazylii by pracować przy organizacji finałów Mistrzostw Świata w Piłce Nożnej. Była to jedna, wyjątkowa okazja, która otworzyła mu drogę do wędrówki po Ameryce Południowej. Zaczął od Rio de Janeiro, gdzie nie tylko pracował jako wolontariusz na stadionie ale także przeżywał wraz z kibicami emocje. Wędrował po teoretycznie niebezpiecznych dzielnicach, wszędzie spotykając się z ludzką życzliwością i niesamowitą uprzejmością. Z Brazylii, praktycznie bez pieniędzy ruszył do Boliwii by potem udać się do Peru i zobaczyć Machu Picchu. Chyba najlepsze z tym zapisie z podróży jest ogromny optymizm i wiara w to, że wszystko jest możliwe. Kososki nie ma wielkich funduszy ale ma plan i pomysł. I właściwie to mu wystarcza. Pełen optymizmu i radości z podróżowania przemierza kolejne kilometry łapiąc pojawiające się okazje i przy okazji głęboko wnikając w społeczności. Na swojej drodze poznaje kulturę, tradycje. Rozmawia z ludźmi i zagląda tam gdzie komercyjny turysta nie trafi. Cały czas szuka także możliwości jak to wszystko zrobić praktycznie nie naruszając skromnych zapasów. Można się pukać w głowę czytając o jego przygodach i pomysłach ale tak właściwie to mu się zazdrości. Zazdrości odwagi, optymizmu, szaleństwa i upartego dążenia do celu. Tam gdzie wielu by się poddało (bo wyobraża sobie ktoś obecnie pisanie pracy inżynierskiej bez komputera, materiałów czy stałego dostępu do internetu) on jednak daje radę. Im bardziej coś nieprawdopodobne, to z pewnością znajdzie na to radę. ,,Nie każdy Brazylijczyk tańczy sambę" to nie tylko kawał niezłej literatury podróżniczej, to przede wszystkim skryte marzenia o szalonej, nieszablonowej przygodzie. Choć przez chwilę można się poczuć jakby samemu się podróżowało i nie ważne, że tak naprawdę siedzę w wygodnym, klimatyzowanym tramwaju w Krakowie. Polecam!
deana - awatar deana
oceniła na 7 3 lata temu
Archipelag znikających wysp Sergiusz Prokurat
Archipelag znikających wysp
Sergiusz Prokurat Piotr Śmieszek
Autorzy wiedzą o Indonezji dużo, dużo więcej niż Ja. Ale ksiązka wyszła im niestety w porywach przeciętna a niestety często kiepska. Chyba zabrakło nie kompetencji, a pomysłu i redakcji. W efekcie dostajemy trochę marnie napisanych części podróżniczych które w większości nic nie wnosiły (jakieś zupełnie bezsensu relacje rozmów z westernersami), a trochę jednak momentami zbyt płytkich mikroeseików. Część tych eseików była bardzo ciekawa, ale część dotycząca spraw o których mam jakieś pojęcie (a więc głównie tych z pogranicza historii i polityki) była pełna tak dużych uproszczeń, że trudno mi zaufać tym które dotyczyły tematów dla mnie nowych.

Dużym problem było dla mnie wyjątkowo drażniące skrzywienie ideologiczne. Jasne, jestem lewakiem, więc łatwo mnie striggerować. Ale autorzy momentami sączą jakiś zupełnie szaloną ideologię libertariańską, a wszystko na lewo od niej nazywają komunizmem. Fragmenty książki w których piszą o Sukarno, na poważnie, jako o komuniście bardziej już były nawet zabawne niż żenujące. Rozdział o indonezyjskich kobietach, chociaż pełen banalnych ale często trafnych obserwacji jako całość jest głęboko i niesmacznie seksistowski. Zarazem plus za fajny rozdział o odpowiedzialnej turystyce - zupełnie niewspółgra z siermiężnym konserwatyzmem innych części. Podobnie fajne i empatyczne, to tak rzadkie w dzisiejszych czasach, pisanie o Islamie.

Z drugiej strony nie jestem docelowym odbiorcą tej książki. Indonezję trochę znam. Jak się indonezji nie zna, nie zauważy się wpadek merytorycznych, a zafascynuje się tym krajem. Ale lepiej w tej roli spełnia się "indonezja etc." E.Pisani.

Tomek Kobyliński - awatar Tomek Kobyliński
ocenił na 6 1 miesiąc temu

Cytaty z książki Oblicza strachu

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Oblicza strachu