rozwiń zwiń

Objazd

Okładka książki Objazd
Błaga Dimitrowa Wydawnictwo: Państwowy Instytut Wydawniczy Seria: Proza Współczesna literatura piękna
216 str. 3 godz. 36 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Seria:
Proza Współczesna
Tytuł oryginału:
Отклонение
Data wydania:
1971-01-01
Data 1. wyd. pol.:
1971-01-01
Liczba stron:
216
Czas czytania
3 godz. 36 min.
Język:
polski
Tłumacz:
Hanna Karpińska
Średnia ocen

                6,8 6,8 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Objazd w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Objazd

Średnia ocen
6,8 / 10
38 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
362
288

Na półkach:

Książka o narwanej miłości dwojga dzieciaków w ponurych, powojennych czasach. Niedojrzałość, pozy, czułość i kolczaste dusze. Spotkanie po latach uświadamia naszym bohaterom bezpowrotność utraty - darów miłości, młodości, naiwnej wiary i zgubnej, szczenięcej brawury. Powieść o tęsknocie za zgubioną częścią samego siebie - w tym kimś jedynym i niespełnionym.

Książka o narwanej miłości dwojga dzieciaków w ponurych, powojennych czasach. Niedojrzałość, pozy, czułość i kolczaste dusze. Spotkanie po latach uświadamia naszym bohaterom bezpowrotność utraty - darów miłości, młodości, naiwnej wiary i zgubnej, szczenięcej brawury. Powieść o tęsknocie za zgubioną częścią samego siebie - w tym kimś jedynym i niespełnionym.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

93 użytkowników ma tytuł Objazd na półkach głównych
  • 47
  • 46
19 użytkowników ma tytuł Objazd na półkach dodatkowych
  • 5
  • 5
  • 3
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Inne książki autora

Błaga Dimitrowa
Błaga Dimitrowa
Bułgarska poetka, tłumaczka i polityk. W latach 1992–1993 wiceprezydent Bułgarii u boku Żelu Żelewa. Urodziła się w rodzinie prawnika i nauczycielki, wczesne lata życia spędziła w Wielkim Tyrnowie. W 1941 ukończyła gimnazjum klasyczne w Sofii, zaś w 1945 została absolwentką filologii słowiańskiej na Uniwersytecie Sofijskim im. św. Klemensa z Ochrydy. W 1951 obroniła w Instytucie Literackim w Moskwie pracę doktorską poświęconą twórczości Władimira Majakowskiego i poezji bułgarskiej. Przez wiele lat pracowała jako redaktorka w różnych gazetach, czasopismach i wydawnictwach. Wydała liczne tomiki poetyckie i kilka publikacji pisanych prozą. Tłumaczyła na język bułgarski literaturę polską (m.in. wiersze Wisławy Szymborskiej i Pana Tadeusza Adama Mickiewicza), skandynawską i rosyjską na język bułgarski. Wyróżniona m.in. nagrodą Polskiego PEN Clubu oraz Nagrodą im. Herdera. W 1970 oficjalnie poparła Aleksandra Sołżenicyna, który został wydalony ze Związku Radzieckiego. Za ten gest została usunięta z bułgarskiego związku pisarzy, a także znalazła się na liście twórców, których utwory nie były publikowane w Bułgarii. Pod koniec lat 80. zaangażowała się w działalność opozycyjną, w 1988 współtworzyła pierwsze w komunistycznej Bułgarii organizacje pozarządowe: „Komitet za zasztita na Ruse” i „Kłub za podkrepa na głasnostta i preustrojstwoto”. Weszła następnie w skład zarządu federacji klubów na rzecz demokracji działającej w ramach Związku Sił Demokratycznych. Z listy tego ugrupowania w 1991 została wybrana w do Zgromadzenia Narodowego 36. kadencji. W 1992 kandydowała w pierwszych bezpośrednich wyborach prezydenckich na urząd wiceprezydenta w parze z Żelu Żelewem. W pierwszej turze uzyskali około 44,7% głosów, zwyciężając w drugiej turze głosowania z poparciem 52,9% głosujących. W 1993 doszło do konfliktu z prezydentem na tle wspierania przez niego rządu Lubena Berowa. W konsekwencji w lipcu tegoż roku ustąpiła ze stanowiska. Była zamężna. W 1967 zaadoptowała wietnamską dziewczynkę.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Marakesz Václav Pankovčín
Marakesz
Václav Pankovčín
Jest w tej książce pewna nostalgia i smutek za minioną epoką, za tyglem, za karuzelą różnobarwnych postaci wiejskich kobiet i mężczyzn. Prostych ludzi – Słowaków, Żydów i Polaków – którzy żyją tak, jak żyli ich przodkowie; którzy może pragną innego, lepszego „życia wielkiego miasta”, ale boją się nieznanego, brakuje im odwagi lub po prostu pogodzili się ze swoim losem. To książka o prostym i ciężkim życiu gdzieś na dalekiej Słowacji, ale taki „Marrakesz” znajdzie się wszędzie. Te same problemy, te same oczekiwania i nadzieje. Marrakesz Vaclava Pankovica to piękna, liryczna historia, w której realizm magiczny przeplata się z poetycką prozą, humor z groteską, a czas płynie leniwie. Prócz pięknej historii nie sposób nie docenić polskiej okładki książki projektu Kamila Targosza z wykorzystaniem obrazu Andrzeja Kozyry. W tym wypadku stwierdzenie „nie oceniaj książki po okładce” zupełnie się nie sprawdza. There is a certain nostalgia and sadness in this book for a bygone era, for that melting pot, for the carousel of colorful characters—village women and men. Simple people: Slovaks, Jews, and Poles who live as their ancestors once lived; who perhaps long for a different, better “big city life,” yet fear the unknown, lack the courage, or have simply come to terms with their fate. It is a book about a simple and difficult life somewhere in distant Slovakia, but such a “Marrakesh” can be found anywhere. The same problems, the same expectations and hopes. Marrakesh by Vaclav Pankovic is a beautiful, lyrical story in which magical realism intertwines with poetic prose, humor with grotesque elements, and time flows lazily. Apart from the beautiful story, it is impossible not to appreciate the Polish book cover designed by Kamil Targosz, featuring a painting by Andrzej Kozyra. In this case, the saying “don’t judge a book by its cover” definitely does not apply.
RobertTomasz - awatar RobertTomasz
ocenił na 8 1 miesiąc temu
Pod jarzmem Iwan Wazow
Pod jarzmem
Iwan Wazow
(www.bibliotekaswiata.blogspot.com) Omawiania literatury bułgarskiej nie można zacząć od innej książki – „Pod jarzmem” to narodowa epopeja i pierwsza wielka „nowoczesna” powieść bułgarska. Żeby lepiej wyobrazić sobie, co napisał Wazow, połączmy naszego „Pana Tadeusza” z konceptem „krzepienia serc” z Sienkiewiczowskiej „Trylogii” i dodajmy do tego jeszcze coś z Orzeszkowej i Żeromskiego. A gdy uwzględnić, że akcja powieści rozgrywa się DOKŁADNIE w tym samym czasie, co „Lalka” Prusa (są wspominane nawet te same wydarzenia historyczne), a jeden z bohaterów czyta i „Cierpienia młodego Wertera” i „Zbrodnie i karę”, to dostajemy jakąś namiastkę tego, czym jest ta książka. Oczywiście – współczesny czytelnik może zżymać się na jej propagandowy wymiar, czarno-białe postacie (szlachetni bojownicy o wolność Bułgarii kontra okrutni Turcy i parszywi zdrajcy sprawy wśród samych Bułgarów) oraz ckliwy wątek romansowy, ale jest to lektura z jednej strony fundamentalna dla całej literatury bułgarskiej, z drugiej zaś to po prostu niesamowicie wciągająca i pełna uroku i wielkich emocji powieść. Główny bohater, Bojczo Ognianow, który wraca do swej rodzinnej miejscowości by krzewić powstańcze idee, to bułgarski Monte Christo – z miejsca rozkochuje w sobie nauczycielkę Radę (w kapitalnym epizodzie pokazowego egzaminu), potrafi zmieniać wygląd i tożsamość, wymyka się tureckim pościgom, jest szlachetny i od razu zjednuje sobie przyjaciół, a w najlepszej sekwencji z całej powieści wystawia dla całej wsi przedstawienie na podstawie niemieckiego romansidła, w którym obsadza miejscowych chłopów – zaręczam, efekt jest niesamowity! „Pod jarzmem” ma wiele bolączek, także konstrukcyjnych, ale to książka, obok której nie sposób przejść obojętnie – nawet, jeśli czujemy, że autor gra na naszych emocjach, to finał niczym z „Pana Wołodyjowskiego” jest naprawdę dramaturgiczną perełką (żadnym spojlerem dla czytelnika nie będzie chyba fakt, że powstanie kończy się katastrofą – stanie się jednak, podobnie jak sama książka, zarzewiem czegoś znacznie większego). No i ta Bułgaria – Wazowowi udaje się odmalować jej piękno, kulturę i tradycje w każdym zdaniu powieści!
kunieczko - awatar kunieczko
ocenił na 9 11 miesięcy temu
Niekochana Arnošt Lustig
Niekochana
Arnošt Lustig
"Mam do pewnych ludzi szczęście. Powiedziałbym, że to coś, co w nich jest dobrego, nigdy nie zniknie, nawet w tych najokropniejszych warunkach. Wręcz odwrotnie w takich warunkach uwypukla się." (s.101) W "Niekochanej" Arnošt Lustig eksploruje podobny temat jak w "Pięknych zielonych oczach". Gwałt na ciele staje się tym razem udziałem siedemnastoletniej Perły Sch.- prostytutki w obozie w Terezinie. Kolejny raz okazuje się, że wszelkie wartości i poczucie moralność zostały poza murami obozu, że wojna wyzwala wiele granicznych zachowań. Książka przybiera formę dziennikowych zapisków Perły. To opowieść o codziennej walce, o strachu, śmierci i o okrutnej samotności. Perła opisuje to, co jej się przytrafia, skrupulatnie wylicza przedmioty, które dostaje w zamian za seks. Uderzająca jest zwyczajność z jaką patrzy na otoczenie. Nie ma nic nadzywczajnego w tym, że rano na wozie przewozi się zmarłych, by za chwilę transportować nim chleb. Tak samo jak nie dziwi, że w ramach zapłaty otrzymuje wałek do ciasta, kolekcję widokówek czy podróżny zestaw do manicure. Dni upływają jej na obserwacji i oczekiwaniu. Perła tak jak inni czeka na transport na wschód...to kwestia czasu...tylko szczęśliwy traf sprawił, że nieuniknione może być na jakiś czas odroczone.  Lustig jako były więzień obozów w Terezinie i w Auschwitz doświadczył grozy Holocaustu, którą próbuje przepracować w swoich książkach.  W "Niekochanej" otrzymujemy przenikliwy obraz obozowego życia, ale również studium człowieczeństwa. Lustig zadaje pytanie o to, czy w tym świecie możliwe jest bycie człowiekiem przyzwoitym, czy walka o przetrwanie nie przesuwa granic naszej moralności i czy takie pytania są w ogóle zasadne. 
Agnieszka - awatar Agnieszka
oceniła na 7 3 lata temu
Tysiącletnia pszczoła Peter Jaroš
Tysiącletnia pszczoła
Peter Jaroš
Bardzo ciekawa saga chłopskiej, czy raczej chłopsko-rzemieślniczej rodziny z regionu Liptów (miejscowość Hybe i nie tylko), rozgrywająca się w latach 1891 - 1918. Obejmuje trzy pokolenia małorolnych podtatrzańskich Słowaków, dorabiających - przede wszystkim jako murarze - po całym dawnym Królestwie Węgier. Mocną stronę powieści stanowią opisy realiów liptowskiej wsi z przełomu wieków, obejmujących życie codzienne, w tym np. przedstawienie codziennych zajęć czy potraw, obyczajów, wzajemnych relacji i problemów, w tym także osobistych a nawet intymnych. Bohaterowie są wyraziści, może nawet za bardzo, ale inne postacie również. Minusem są natomiast czarne charaktery powieści, ukazane całkowicie i jednostronnie negatywnie, czyli duchowni katolicki i ewangelicki oraz "madziaron", czyli słowacki renegat, chcący być Węgrem. Można odnieść wrażenie, że są szwarccharakterami z racji swoich "funkcji". Zaletę stanowi natomiast zarysowanie sytuacji ekonomicznej i kulturowej Słowaków pod panowaniem węgierskim. Nasi południowi sąsiedzi poddani byli bowiem silnej madziaryzacji, tak jak Polacy rusyfikacji w Kongresówce, a może nawet bardziej dotkliwej w sferze kulturowej. Kolejny plus to zmienne koleje losu bohaterów i brak bajkowych rozstrzygnięć, czyli realizm. Powieść posiada jednak i minusy. Przede wszystkim dość nachalne skrzywienie ideologiczne - powieść opublikowano w 1979 roku, więc wiadomo jakie. Po drugie błędne założenia tłumaczy (dwóch). Nie wiadomo dlaczego imiona słowackie są spolonizowane (np. Marcin, Andrzej, Józef), ale ich zdrobnienia (Janko, Samko, Ondro) - nie. Dawne polskie nazwy Słowackich miejscowości (Święty Mikołaj czyli Liptovski Mikulasz) zamiast ułatwiać - utrudniają orientację w geografii powieści. No i krwawa niedziela miała miejsce w Petersburgu, a nie w Piotrogrodzie, bowiem tą nazwę ówczesna stolica Rosji nosiła dopiero od 1914 roku. Dobra powieść, warta przeczytania. Byłaby jeszcze lepsza, gdyby autor opublikował ją 11 lat później a Polski przekład został uwspółcześniony.
Aguirre - awatar Aguirre
ocenił na 6 5 lat temu
Pływak Zsuzsa Bánk
Pływak
Zsuzsa Bánk
„Dziwne było tylko to, że nasze życie toczyło się dalej, chociaż moja matka nas opuściła”. Subtelna książka o stracie - i to niejednej - której kanwę stanowią losy węgierskiego rodzeństwa i ich ojca po ucieczce matki jesienią 1956 r. za granicę w związku z upadłym powstaniem. Dzieci z ojcem (duchem nieobecnym, jakby w istocie i jego nie było) zaczynają wędrówkę, pomieszkując to tu, to tam, u bliższych lub dalszych krewnych, na zawsze beznadziejnej prowincji. I zawsze doświadczają tam ciężaru monotonnej codzienności, która nieodłącznie towarzyszy nieprzemijającemu poczuciu tymczasowości. U obojga – starszej dziewczyny i młodszego chłopaka - syndrom sieroctwa przejawia się na różnorakie sposoby, jaskrawiej u Istiego niż u jego siostry, która całą narrację prowadzi (ze świadomością dziecka, choć już wie, co się stanie). I właśnie ta lekko naiwna, nie wszechwiedząca perspektywa wydaje mi się największą wartością tej niełatwej – pora uprzedzić - książki. Gęsta, mocno psychologiczna to proza, jakichkolwiek ozdobników pozbawiona, a chłód emocjonalny otaczający dzieci wydaje się lekko mrozić i czytelnika. Pełna nostalgii i nieokreślonej tęsknoty, pozbawiona zbyt wielu wydarzeń narracja, gdzie dominują odczucia i wrażenia, może odstraszać osoby ceniące konkretne wydarzenia, choć nieco ich jest, zawsze dramatycznych. Język odpowiednio oszczędnie minimalistyczny. Z jednej strony dzieci nie zdają sobie w pełni sprawy z sytuacji, a z drugiej w większym stopniu niż domyślają się tego dorośli, wyczuwają one fałsz ich zachowań. Ich obroną jest, jak zazwyczaj w takich przypadkach, ucieczka w fantazje…. „Wymyślaliśmy sobie z Istim wiele historii o naszej matce, za każdym razem opowiadaliśmy je inaczej. Zapamiętywaliśmy, co komu powiedzieliśmy i nigdy nie pomyliliśmy żadnego zwrotu, żadnego szczegółu. Ciągnęliśmy te historie, upiększaliśmy je, dodawaliśmy coś, czasem ujmowaliśmy. Wykluczaliśmy myśl, że ktoś mógłby je wziąć za kłamstwo, może zresztą sami po jakimś czasie zaczęliśmy w nie wierzyć”. Zakorzenienie nie jest czymś, na co może, na co powinno liczyć dwoje dzieci… „Bywały lata, że pakowaliśmy nasze rzeczy co tydzień, bo już nas dłużej nie chcieli, bo byliśmy uciążliwi, za głośni, za cisi, za mało nas było, za dużo, a my z Isti nie żałowaliśmy, nie przeszkadzało nam, że odjeżdżamy, być może mieliśmy nadzieję, że w nowym miejscu będzie lepiej”. „Kiedy ruszaliśmy, ruszał świat wokół nas, zaczynał się kręcić, sądziliśmy, że w każdej chwili może się zatrzymać, dokładnie wtedy, gdy tego chcieliśmy”. „Nigdy nie pojęłam, dlaczego nie zostaliśmy w jakimś miejscu na stałe, dlaczego ojciec nie wprowadził się do jakiegoś domu, nie założył ogrodu, dlaczego nie zatrzymał się po prostu w jakimś miejscu jak wszyscy inni, jak każdy, kogo spotykaliśmy, i nie powiedział, tutaj zamieszkamy”. Relatywnie najlepszy czas bohaterów to pobyt nad Balatonem, ale i on ma swój kres. Najgorzej na tym wyjdzie brat narratorki Isti (książka swój tytuł zawdzięcza właśnie jemu), „dla którego nie istniał żaden powód, żadna wymówka, żeby nie pływać, nie troszczył się ani o pogodę, ani o upomnienia, ani o zakazy. Jednym skokiem lądował w wodzie, wszędzie i o każdej porze, dorośli zaczęli mówić, że trzeba go wiązać na smyczy.(…) Pływał niezmordowanie”. Kilka razy akcja przenosi się do obozu uchodźców w Austrii, a potem do Niemiec, gdzie matka dzieci znalazła jakąś mechaniczną pracę. Na nic innego nie może liczyć, zwłaszcza gdy życzliwe zainteresowanie losem wygnańców szybko się wyczerpuje… („Inge nie mówiła do nich Vali i Kati, tylko Valerie i Katharina, co jakiś czas pytała je w żartach, dlaczego kobiety o takich imionach pracują jako pomywaczki i szorują brudne podłogi, a Vali i moja matka odpowiadały, że one także nie wiedzą”). Interesującym, przedstawionym tu wątkiem węgierskiego roku 1956, były swoiste „pushbacki wewnętrzne”. Osoby złapane na granicy z Austrią początkowo wywozi się w głąb Węgier, gdzie są, o dziwo, wypuszczane, z kopniakiem na drogę… Dopiero potem następni trafiają za kraty, jak jeden z drugorzędowych bohaterów. „Zamknęli go w szkole, bo zabrakło więzień, które mogłyby kogokolwiek jeszcze przyjąć”. „Wypatrywał każdego pociągu, odkąd dowiedział się, że w Budapeszcie stało się coś, co czuło się aż tu, odkąd usłyszał, że rozbili głowy z kamienia, rozgnietli butami skorupy, że padły strzały, za wiele, że ktoś zawołał do świata przez radio po pomoc, ale świat odmówił, jakby nie słyszał, jakby radio zostało wynalezione nie dla nas”. Dalekim i pobocznym echem odbijają się w narracji i inne ważne, nie tylko dla Węgier, wydarzenia historyczne: „Chodzili po mieście i w pewnej chwili stanęli, bo wszystko i wszyscy stanęli: tramwaje, autobusy, ludzie, pieszo, na rowerach, bo tak kazali przez megafony. Każdy stał i milczał, nie tylko tutaj, w całym kraju, nawet w krajach sąsiednich. (…) Coś się skończyło, skończyło się czyjeś życie, a z nim jakiś czas, jakaś era”. „Na przystani opowiadają, że w Pradze ktoś się podpalił, teraz kiedy wszystko już się skończyło, pół roku za późno, a my nie wiemy, czy w to wierzyć”. Szczególnie podoba mi się to, że nie ma tu nic z kombatanctwa; to opowieść o więcej niż zwykłych ludziach; nie ma tu żadnych herosów ‘walki z komuną’ ani z niczym innym – samo ciśnienie codzienności to wystarczająca opresja…. Ciekaw jestem w tym kontekście recepcji tej powieści w dzisiejszych Węgrzech, gdzie wiadome ‘wzmożenie’ trwa, bo trwa mać, i chyba jeszcze długo się nie skończy… Inne cytaty „Moja matka się z nami nie pożegnała. Poszła na dworzec jak każdego innego dnia”. „Miałam niewiele wspomnień o mojej matce. W zasadzie znałam ją tylko ze zdjęć”. „Udawałam, że nie myślę o mojej matce”. „Wiadomości nigdy nie mówiły nic nowego”. „Wtedy nie wiedziałam, czy to życie przepływa obok niego, czy to on prześlizguje się przez nie bez wysiłku”. „Zapomnieliśmy nawet, że był taki czas, kiedy czytaliśmy na dworcach rzędy cyfr i zapamiętywaliśmy je, wierząc że to może nas uratować przed czymkolwiek”. „Mihaly obejmował jej dłonie swoimi wystarczająco długo, by dać jej coś do zrozumienia, i wystarczająco krótko, żeby nie zauważyli tego inni”. „Wszystkie dziewczyny go lubiły, właśnie dlatego że nie zwracał na nie w ogóle uwagi”. „Szczęście należało do nich, tylko do nich, jakby całe szczęście tego świata zebrało się w jednym miejscu, jakby odjęto je innym, żeby dać je tylko im”. „Uspokaja mnie myśl, że Isti był i coś zabrał. Jest jedną z niewielu myśli, które mnie uspokajają”.
Łukasz Starzewski - awatar Łukasz Starzewski
ocenił na 8 1 rok temu
Anika Ivo Andrić
Anika
Ivo Andrić
O mistrzostwie sztuki opowiadania Ivo Andricia świadczą nie tylko wspaniale opasłe księgi „Mostu na Drinie” czy „Konsulów ich cesarskich mości”, ale także i to niewielkie opowiadanie o bośniackiej „femme fatale” z 19 wieku. Takie piękne zdanie na samym początku: „W zapadłych mieścinach, gdzie ludzie są do siebie na ogół podobni jak owce z jednego stada, niczym przyniesione przez wiatr osobliwe nasionko pojawi się czasem istota, która odbija od otoczenia, nie mieści się w nim, ściąga na wszystkich rozmaite biedy i tak długo powoduje zamieszanie, aż jej ludzie przytrą rogów i przywrócą w ten sposób ustalony porządek”. I tylko wydaje mi się, że ta opowieść o potępieniu nierządnicy więcej ma wspólnego z mizoginią niż dbaniem o moralność publiczną. Jesteśmy jednak w tradycyjnej, przednowoczesnej społeczności, która nienawidzi kobiet - gdy się zbyt mocno wychylą poza ówczesną i tamtejszą normę społeczną. ”Gotowa nas wszystkich do piekła wyprawić” - głosi głos ludu. Sytuacja staje się naprawdę poważna, gdy urokom Aniki ulega nawet najwyższy przedstawiciel lokalnej władzy. ”Tego nauczyło go doświadczenie, tak podpowiadał mu instynkt: mieszać się do sporu, w który wplątana jest kobieta, to to samo, co wtykać palec między drzwi”. Nastroje się zaostrzają. „Trzeba by nas podpalić z czterech bożych stron i puścić z dymem, skoro między nami nie ma nikogo, kto by rozpustnice zaszlachtował” – mówią ludzie... Fraza Autora jak zwykle zachwycająca. Nawet (umowne) pożytki z palenia Andrić tak opisuje, że choć wrogi tej czynności, nigdy nie kopciłem, sam mam ochotę na „dymka”: „Dopiero wtedy zrozumiał, jakim dobrodziejstwem jest ten ogienek przed źrenicami i ten niebieskawy dym, który łaskocze człowieka po oczach i krtani, pozwala uronić łzę i nie zapłakać przy tym, zrobić wdech i wydech i nie zdradzić się, że to westchnienie”. Albo takie zdanie…. „W zapadającym zmierzchu każda rzecz zdradzała wzmożoną chęć trwania i zachowania dotychczasowego kształtu”. Na koniec, opisując dramatyczny finał historii Aniki, pisarz kilka razy powtarza: ”Wszystko to jest życie”, zwłaszcza ze „nic jakoś nie zdradzało ochoty do odejścia, do rozstania”. A kiedy już się stało, co miało stać, to „kobiety poweselały a mężczyźni stali się spokojniejsi”. Pomyślałem sobie nieco ryzykownie, że naszym Andriciem - takim właśnie „mistrzem opowiadania” - jest Wiesław Myśliwski. Szkoda jedynie, że Nobla raczej już nie dostanie, a należałby się i za ”Kamień na kamieniu”, i za „Widnokrąg”…..
Łukasz Starzewski - awatar Łukasz Starzewski
ocenił na 7 2 lata temu
Czasy kóz Luan Starova
Czasy kóz
Luan Starova
Za przyczyną tej książki udałam się do Macedonii czasów komunizmu. Nie była to łatwa podróż, bo czas komunizmu i jego różnych odmian w krajach Europy wschodniej i środkowej jest dla mnie okresem wielkiej niesprawiedliwości, zmarnowanych szans i upodlenia ludzi. Luan Starova opisał czasy bezpośrednio po II Wojnie Światowej i fali ideologii faszystowskiej, która pozostawiła swoje piętno na Europie i jej mieszkańcach, a następnie komunizmu stalinowskiego, który rozlewał się na "bratnie narody", aby zjednoczyć ich w "jedynej, słusznej idei", równości klas robotniczych. I tu zaczyna się opowieść o Macedonii, w której postawiono sobie za cel, iść za "wielkim bratem" i stać się wzorcowym państwem robotników. Na drodze do celu stanęli jednak pasterze i ich kozy, którzy na wezwanie partii zeszli z gór i przybyli do miasta, dosłownie zalewając je białymi kozami. Władze nie wiedziały co robić z tym fantem, jak z pasterzy zrobić robotników, którzy na dodatek mają zbudować nowoczesną i prężną gospodarkę kraju. Problem stał się wielki, ale władze lokalne czekały na jedyne słuszne decyzje z "góry", a na te wiadomo czekało się długo. Zatem w obliczu braku jasnych wytycznych kozy mogły zostać. Ta decyzja dała nieocenione korzyści dla wszystkich mieszkańców miasta, bo kozy to mleko i jego produkty, które pozwały przeżyć, albo odbić się mieszkańcom ze skrajnej biedy i ostrego niedożywienia. Kozy stały się bogactwem tych, którzy je mieli i dobrem dla tych, którzy z nich korzystali, stały się wręcz symbolem życia i przetrwania. "Czasy kóz były burzliwe nie tylko w mieście, ale w całej południowej republice. Kraj stanął w obliczu dramatycznych wyzwań. Przeciągało się "polowanie na czarownice", wytyczano kolejne fingowane procesy, dokonywano brutalnych grabieży pod przykrywką "walki klasowej", trwały niekończące się pogromy religijne i ideologiczne, polała się krew na skutek kolejnych podziałów, kolejnych cichych i głośnych likwidacji." (str. 25) Jedno co działo się na przekór temu złu to był dobroczynny strumień koziego mleka, który płynął, zbliżając ludzi do siebie, niezależnie od wyzwania, klas i narodowości. W książce mamy też wątek dwóch mężczyzn - ojca rodziny, emigranta z Albanii, intelektualisty, myśliciela, filozofa, dla którego sfera intelektualna jest najważniejsza, zaś o podstawowe potrzeby codzienne troszczy się żona. Dzieci głodują, poczęte często umierają, bo ojciec długo podejmuje decyzje. I drugi Czanga, wódz pasterzy, kóz i wszystkiego co tradycyjne i rozsądne. To silny, prawy, mądry i twardo stąpający po ziemi człowiek. Te dwie osobowości zaprzyjaźniają się i dają sobie tak wiele, że żaden by się tego nie spodziewał. "Czasy kóz" to książka zawierająca wiele mądrości, pokazująca losy kraju i jednostki. Filozoficzne rozważania przeplatają się z codziennością, paradoksy uginają od ciężaru głupoty, historia jest opluwana, zaś bieżąca sytuacja jest pełna niedomówień i niepewności. To nie była łatwa lektura, ale po przeczytaniu doceniam jej wartość.
Agnieszka - awatar Agnieszka
oceniła na 7 1 rok temu
Likwidacja Imre Kertész
Likwidacja
Imre Kertész
Likwidacja” to przede wszystkim utwór rozliczeniowy wobec traum pozostawionych w ludzkich umysłach przez totalitaryzmy hitlerowski i komunistyczny.W narracji niemało jest także rozważań filozoficznych o charakterze egzystencjalnym. Jednak jego fabuła ma charakter powieści quasi- detektywistycznej o skomplikowanej intrydze, tak skonstruowanej, że nie powstydziłby się jej twórca bestsellerowych kryminałów. Najważniejszy bohater “Likwidacji” B. urodził się i przeżył w Oświęcimiu dzięki polskiej kapo nadzorującej kobiecy oddział szpitalny. Po wojnie B. został pisarzem. Czytelnik jednak nie ma okazji go poznać, ponieważ gdy zaczyna się fabuła B. już nie żyje.2. Na pierwszym planie powieści pojawia się krytyk literacki i lektor wydawniczy Keseru. Po samobójczej śmierci pisarza B., Keseru ogarnięty jest obsesją odnalezienia - pisanej do szuflady powieści B. Odpowiedź na pytanie, co się stało z rękopisem powieści zaszyfrowany jest w dramacie zatytułowanym “Likwidacja”. Keseru odnajduje go w mieszkaniu martwego B., wśród masy notatek i innych próbek pisarskich B., a następnie ukrywa przed nadejściem policji, która może wszystko zarekwirować ze względu na antykomunistyczną postawę B. W trakcie lektury napisanego przed dekadą dramatu “Likwidacja”, Keseru odkrywa, że B. przewidział w nim dokładnie wszystko, co nastąpi po jego śmierci: że Keseru odnajduje w mieszkaniu martwego B., dramat zatytułowany “Likwidacja”, ukryje wszystkie papiery pisarza przed nadejściem policji itd. ... B. przewidział wszystko z dokładnością, która staje się lustrzanym odbiciem rzeczywistych wydarzeń. Takie zapętlenie się fabuły powieści jest jednocześnie jej zawiązaniem, a bohaterom utworu coraz trudniej zorientować się, co jest ich autonomiczną decyzją, co wynikiem manipulacji pisarza “zza grobu”, a wreszcie co samospełniającą się przepowiednią czy skutkiem autosugestii Keseru i tych, którzy przeczytali dramat zmarłego B. Kertész prawie do końca będzie nas trzymał w niepewności, czy wysiłki podejmowane przez Keseru, bardziej oddalą go niż przybliżą do odnalezienia rękopisów pisarza B. i prawdy o motywach jego samobójstwa. Ale jak to bywa w każdej szanującej się powieści, wartość ma nie ta czekająca na ustalenie odpowiedź, lecz to, co przeżyje i jaką lekcję wyniesie z tego dla siebie poszukujący rozwiązania. Mottem książki jest cytat z powieści Samuela Becketta „Mollowy”: "Jest północ. Deszcz smaga szyby. Nie była północ. Nie padało." W ten sposób autor wprowadza do powieści wątek filozoficzny. Motto bowiem skłania do postawienia pytania: czy to, co nas otacza jest prawdziwe? A może człowiek żyje tylko w przestrzeni własnej wyobraźni. Buduje wokół siebie osobisty, subiektywny świat, tak jak B., który nie mógł się wyzwolić z pamięci o traumatycznej przeszłości.
Iwona ISD - awatar Iwona ISD
ocenił na 7 8 miesięcy temu
Stefcia Ćwiek w szponach życia Dubravka Ugrešić
Stefcia Ćwiek w szponach życia
Dubravka Ugrešić
Wszystko zaczyna się od głosu i temperamentu Krystyny Jandy. To właśnie jej genialny monodram na podstawie tekstu Dubravki Ugrešić sprawił, że polski czytelnik pokochał Stefcię Ćwiek miłością bezgraniczną. Janda wydobyła z tej postaci wszystko to, co w prozie chorwackiej autorki najlepsze: tragikomiczne rozedrganie, rozpaczliwe poszukiwanie bliskości i ten specyficzny rodzaj neurozy, który jest udziałem każdej kobiety próbującej dopasować swoje życie do nierealnych wzorców z kolorowych pism. Teatralna interpretacja stała się idealnym przedłużeniem literackiego pierwowzoru, nadając literom ciało, pot i łzy śmiechu. Największym plusem „Stefci Ćwiek” jest jej bezlitosny, a jednocześnie oczyszczający humor. Ugrešić bawi się formą romansu i poradnika, tworząc parodię gatunku, która wciąż pozostaje boleśnie aktualna. Stefcia, pracująca jako maszynistka i żyjąca pod okiem wszystkowiedzącej ciotki, to Everywoman epoki transformacji (i nie tylko). Jej sercowe perypetie, porażki dietetyczne i nieudolne próby bycia „kobietą światową” są opisane z taką lekkością, że trudno nie wybuchnąć śmiechem, nawet gdy bohaterka ociera się o dno rozpaczy. Autorka punktuje absurdy patriarchatu i popkultury, ale robi to z ogromną empatią, nie pozwalając nam drwić ze Stefci, lecz śmiać się razem z nią. Ocena osiem odzwierciedla literacką maestrię Ugrešić w dekonstrukcji kiczu. To książka inteligentna, krótka i niesłychanie gęsta od trafnych obserwacji socjologicznych. Brakujące dwa punkty to jedynie kwestia specyficznej, nieco szarpanej konstrukcji (stylizowanej na wykroje krawieckie), która choć genialna w teorii, w lekturze bywa momentami nużąca. Niemniej jednak, to klasyka literatury feministycznej, która zamiast pouczać, po prostu przytula naszą niedoskonałość. „Stefcia Ćwiek w szponach życia” to literacka bomba witaminowa. Dubravka Ugrešić stworzyła postać nieśmiertelną, która przypomina nam, że życie rzadko przypomina idealny wykrój z „Burdy”, a szpony losu najłatwiej poluzować szczerym, głośnym śmiechem. To lektura obowiązkowa dla każdego, kto choć raz poczuł się nieadekwatny wobec świata
Muminka - awatar Muminka
oceniła na 8 1 miesiąc temu

Cytaty z książki Objazd

Więcej
Błaga Dimitrowa Objazd Zobacz więcej
Błaga Dimitrowa Objazd Zobacz więcej
Błaga Dimitrowa Objazd Zobacz więcej
Więcej