No.6 #6

Okładka książki No.6 #6
Atsuko AsanoHinoki Kino Wydawnictwo: Studio JG Cykl: No.6 (tom 6) komiksy
170 str. 2 godz. 50 min.
Kategoria:
komiksy
Format:
papier
Cykl:
No.6 (tom 6)
Tytuł oryginału:
ナンバーシックス
Data wydania:
2015-12-08
Data 1. wyd. pol.:
2015-12-08
Liczba stron:
170
Czas czytania
2 godz. 50 min.
Język:
polski
ISBN:
9788380010987
Tłumacz:
Paulina Ślusarczyk-Bryła
Średnia ocen

                8,0 8,0 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup No.6 #6 w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki No.6 #6

Średnia ocen
8,0 / 10
116 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
184
182

Na półkach: ,

W tej części autorzy pozwalają czytelnikom nieco odetchnąć. Czas zwalnia co pozwala skupić się na przekazywanej przez postaci treści merytorycznej. Poznajemy bardzo ważne szczegóły z życia jednego z bohaterów. Przedstawione są też zupełnie nowe postacie reprezentujący nieco inne zasady, zachowania i styl życia.

W tej części autorzy pozwalają czytelnikom nieco odetchnąć. Czas zwalnia co pozwala skupić się na przekazywanej przez postaci treści merytorycznej. Poznajemy bardzo ważne szczegóły z życia jednego z bohaterów. Przedstawione są też zupełnie nowe postacie reprezentujący nieco inne zasady, zachowania i styl życia.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

265 użytkowników ma tytuł No.6 #6 na półkach głównych
  • 223
  • 42
185 użytkowników ma tytuł No.6 #6 na półkach dodatkowych
  • 101
  • 35
  • 18
  • 16
  • 6
  • 3
  • 3
  • 3

Tagi i tematy do książki No.6 #6

Inne książki autora

Okładka książki No.6 #9 Atsuko Asano, Hinoki Kino
Ocena 8,1
No.6 #9 Atsuko Asano, Hinoki Kino
Okładka książki No.6 #8 Atsuko Asano, Hinoki Kino
Ocena 8,0
No.6 #8 Atsuko Asano, Hinoki Kino
Okładka książki No.6 #7 Atsuko Asano, Hinoki Kino
Ocena 8,2
No.6 #7 Atsuko Asano, Hinoki Kino
Okładka książki No.6 #5 Atsuko Asano, Hinoki Kino
Ocena 8,0
No.6 #5 Atsuko Asano, Hinoki Kino
Okładka książki No.6 #4 Atsuko Asano, Hinoki Kino
Ocena 8,1
No.6 #4 Atsuko Asano, Hinoki Kino
Okładka książki No.6 #3 Atsuko Asano, Hinoki Kino
Ocena 7,9
No.6 #3 Atsuko Asano, Hinoki Kino
Okładka książki No.6 #2 Atsuko Asano, Hinoki Kino
Ocena 7,8
No.6 #2 Atsuko Asano, Hinoki Kino

Czytelnicy tej książki przeczytali również

5 cm na sekundę #2 Makoto Shinkai
5 cm na sekundę #2
Makoto Shinkai Yukiko Seike
Drugi tom zaczyna się od Kanae , która surfuję i postanawia wyznać miłość Takaki , ale gdy ma już to zrobić dociera do niej , że to na nic , bo wie , że bohater kieruję swój wzrok gdzie indziej. A następnie dziewczyna siedzi w domu i myśli o tym , że mimo że nie wyzna swoich uczuć to zawsze będzie kochać Takaki. Następnie mija wiele lat i Takaki jest już dorosły i pracuję , a także ma dziewczynę. Jednak w związku się nie układa , bo bohater wciąż myśli o Akari i okazuję się , że przez te wszystkie lata skrzywdził wiele kobiet i była wśród nich Kanae , która w końcu wyznała mu miłość. I w końcu związek z dziewczyną się rozpada. A potem widzimy dorosłą Akari , która niedługo bierze ślub i jadąc pociągiem przez chwilę myśli o bohaterze. I znów wracamy do Takaki i mężczyzna żyję sam i nie ma pracy , bo rzucił poprzednią. I w pewnej chwili On i Akari mijają się koło torów i po chwili do nich dociera , że się minęli , ale nie rozmawiają tylko patrzą na siebie chwilę i uśmiechają się. A potem widzimy Kanae i jakiś chłopak pyta ją o chodzenie , ale ta nie odpowiada , bo akurat dzwoni siostra , a potem Kanae znów spotyka się z tym chłopakiem i opowiada mu o swojej miłości do Takaki i niby prosi by poczekał na jej odpowiedź , ale widać , że go odrzuci , a później Kanae mówi siostrze , że nie wie co ma robić , a ta proponuję by pojechała do Tokio odnaleźć Takaki i dziewczyna jedzie i szuka go. A siostra do niej dzwoni i okazuję się , że znalazła numer do rodziców Takaki i Kanae go zapisuję , ale nie dzwoni. Zamiast tego dzwoni do chłopaka , który wciąż czeka na odpowiedź i mówi , że już jej nie zależy na odnalezieniu Takaki i ostatecznie odrzuca zakochanego chłopaka. A na sam koniec , gdy siedzi na ławce nagle ktoś przechodzi obok i dziewczyna patrzy na niego i jest naprawdę zaskoczona. I niby nie widzimy twarzy , ale możliwe , że to właśnie Takaki. I tak się kończy 2 tom , który jest też ostatnim. I szczerze sam nie wiem co powiedzieć o tej mandze. Tak jak pisałem przy poprzedniej części cała historia jest bardzo smutna. Był tam może minimalny kawałek szczęścia , gdy pokazano zaręczoną Akari. I muszę przyznać , że w tej części bohater strasznie mnie wkurzał. Ja rozumiem , że kochał Akari , ale On całkowicie utknął w przeszłości i ranił kobiety , które były w nim zakochane. Już Akari choć też o nim czasem myślała ułożyła sobie życie i była szczęśliwa choć dużo jej nie widzimy , ale skoro się żeniła to znaczy , że kochała przyszłego męża. A co do zakończenia to trudno mi sobie wyobrazić co będzie dalej. Albo Takaki po spotkaniu z Akari koło torów w końcu się ogarnął i On i Kanae będą razem i tym razem wszystko się ułoży. Albo tylko porozmawiają i każde pójdzie w swoją stronę. Jednak jakoś tak wolę myśleć , że Kanae i Takaki ostatecznie będą razem , bo Takaki zrozumiał , że musi żyć teraźniejszością , a nie przeszłością.
Marcin92 - awatar Marcin92
ocenił na 8 4 lata temu
Servamp #1 Strike Tanaka
Servamp #1
Strike Tanaka
Servamp opowiada o nastolatku, który nienawidzi się z niczym użerać. Gdy widzi czarnego, zaniedbanego kotka na ulicy, postanawia go przygarnąć, aby nie męczyły go wyrzuty sumienia. Nadaje mu egzotyczne imię "Kuro". Jak później się okazuje, nowy towarzysz tak naprawdę jest jednym z legendarnych wampirów, które zawiązują pakt z ludźmi. "Jestem Mahiru Shirota. Mam 15 lat. Lubię prostotę i nie cierpię się z niczym użerać. I właśnie dlatego przygarnąłem kota. Bo gdybym nic nie zrobił, użerałbym się z poczuciem winy." Najpierw zabrałam się za anime, ale to był błąd. Manga zdecydowanie więcej wyjaśnia - w zgrabny sposób, żeby czytelnik nie poczuł się jak idiota, któremu autor rzuca gotowe odpowiedzi. Do tego na każdą jedną odpowiedź przypada kilka nowych pytań. Ogólnie tła tutaj jest mało. Rozumiem, że w scenach walki nadaje to dynamiki, ale w codziennych sprawunkach? Przez to ciężko ogarnąć, gdzie bohaterowie aktualnie się znajdują. "- Wywalę przez okno na zbity pysk! - Czekaj! Jestem wampirem! Tylko nie na słońce! Umrę! Jestem nieśmiertelny, ale i tak umrę! Ludzie to naprawdę okrutne stworzenia. - Zamknij się, potworze!" Kuro jest bardzo ciekawą postacią, z którą łatwo się utożsamić. Leniwy do bólu, wszystko mógłby odłożyć na później, a w zasadzie nigdy. Do tego jest wampirem, który brzydzi się przemocą? Toż to jakiś żart, a jednak doskonale się sprawdza! Natomiast Mahiru... Jak dla mnie jest kartonem bez wyrazu. Działa jednotorowo, nie podejmuje właściwie żadnych decyzji, gdyż jego towarzysze muszą nim kierować. Nie nadaje się na Eve. Jednak relacja tych dwóch panów jest po prostu świetna. Niemal płaczę ze śmiechu, gdy jeden dogryza drugiemu. "- Pożałowałeś ulicznego kota i zabrałeś go do siebie. Ale z ciebie debil. I teraz ja muszę się z tym użerać. - Przestaniesz mnie wkurzać?!" Oprócz nich poznajemy też trójkę egzotycznych bohaterów. Grzechy Servampów są idealnie oddane na kartkach papieru. Dodatkowo ich Eve bądź poddani są naprawdę specyficzni. Niby połączenie dość marne, zwłaszcza, jak różnią się od siebie, ale to się sprawdza. Poza Kuro, moje serduszko podbił również Servamp Melancholii oraz Nieczystości. Mają charakter, swoje własne dziwoty, ale też wspólny cel. "Chcę ochronić każdego, kogo zdołam. To wszystko, czego pragnę." Sama historia jest w porządku, lubię wampiry, a połączenie ich z tematyką grzechów było dość ryzykownym zabiegiem, lecz się opłacił. Tanakastrike z konsekwencją podchodzi do swojego tworu, stara się nie popełniać głupich błędów i podaje szczątkowe wskazówki do pytań mnożących się w głowach czytelników. "Spróbuj opisać to, co czujesz. To jedyny sposób, by ukoić swoje serce. Jeśli ci się uda, już zawsze będziesz wiedział jak radzić sobie z ogarniającymi cię emocjami. Jeżeli ty sam nie stawisz im czoła, nikt inny tego nie zrobi." Kreska jest naprawdę cukierkowa, choć przyjemna. Skupia się głównie na eksponowaniu słodkich bohaterów zamiast walk, co jest sporym minusem. Niestety pojedynki wyglądają tutaj następująco "jeden ruch, paplanie, koniec walki", ale przy tym masa przemyśleń i ślicznych kadrów z twarzami panów. Tutaj coś mocniejszego by się przydało. Niewiele jeszcze wiem o tej historii. Tomik zdradza jedynie podstawy - wampirzą hierarchię, ich rodzaje itd. A kończy się on niby w sposób przewidywalny, lecz niektórzy mogą się zaskoczyć. Ogólnie polecam tę historię głównie dziewczętom, które lubią nacieszyć oczy pięknymi panami. Fani brutalnych walk nie mają tutaj czego szukać. Dlatego można powiedzieć, że w połowie jestem zawiedziona, w połowie usatysfakcjonowana. Mimo wszystko polecam! Humor naprawdę robi tutaj dużą robotę i dla niego warto zapoznać się z Servampem.
Lexy - awatar Lexy
ocenił na 7 5 lat temu
5 cm na sekundę #1 Makoto Shinkai
5 cm na sekundę #1
Makoto Shinkai Yukiko Seike
W 1 tomie poznajemy bohaterkę(Akari) , która przenosi się do nowej szkoły podstawowej i poznaję chłopca(Takaki) , który też nie dawno się przeniósł i zaczynają spędzać razem czas , a koledzy z klasy się śmieją , że są parą. I tak mija czas i w pewnym momencie bohaterka znów się przenosi i oboje płaczą , a potem na zakończenie klasy dziewczyna wyjeżdża. Następnie wymieniają listy i czas ciągle mija i okazuję się , że bohater też się przenosi o wiele dalej. I postanawiają się spotkać. Akari ma czekać na peronie , ale gdy Takaki do niej jedzie co chwilę są jakieś postoje z powodu pogody i dociera strasznie późno , ale dziewczyna wciąż czeka i rozmawiają , jedzą , spacerują i w końcu się całują. I podczas pocałunku bohater myśli , że nie uda im się przetrwać i wie , że Akari też o tym wie. A potem zasypiają razem pod kocem i rano bohater odjeżdża. I obiecują sobie , że będą pisać. Następnie mija trochę czasu i poznajemy nastolatkę(Kanae) , która chodzi do szkoły z Takaki i jest w nim zakochana , ale nie potrafi mu tego powiedzieć. Wychodzi też na jaw , że wiadomości między Takaki ,a Akari ustały i na koniec widzimy jak Akari w swojej szkolę ma powodzenie i prosi jednego chłopaka by dał jej chwilę na odpowiedź na jego wyznanie , a potem myśli o Takaki i zastanawia się czy się w kimś zakochał. I myśli też o tym , że to co ich łączyło będzie już tylko pięknym wspomnieniem. I tak kończy się 1 tom. Historia jest w sumie bardzo dobra , ale anime było lepsze. Tutaj miałem wrażenie , że wszystko jest zbyt rozciągnięte i przede wszystkim z mangi płynie taki smutek. Miałem wrażenie , że nie ma tam żadnej radości. Nawet , gdy bohaterowie spotykają się na peronie i niby są szczęśliwi to Ja tam czułem tylko smutek. Co do bohaterów to niby fajni , ale najbardziej polubiłem Kanae i jej było mi najbardziej szkoda. Jest jeszcze jeden tom , który też przeczytam , ale manga nie trafi do moich ulubionych
Marcin92 - awatar Marcin92
ocenił na 8 4 lata temu
Kuroko's Basket 1 Tadatoshi Fujimaki
Kuroko's Basket 1
Tadatoshi Fujimaki
Mogę zawsze zaczynać swoje deliberacje, ot ,,recenzowskie wypociny” odnośnie mang (częściowo również produkcji anime, które na ich podstawie powstają) zwanych popularnie ,,sportówkami” od następującego zdania: ,,Nie da się nie podziwiać zyskujących coraz większą popularność, nawet i wśród zatwardziałych popkulturowych nerdów japońskich komiksów i anime o sporcie i zmaganiach atletycznych, kreowanych w oparciu o ich specyficzną narrację, szczególnie jeśli robią one na odbiorcy, i to nie na jednostce, a wręcz rzeszy fanów potężne wrażenie”. Tak, będąc geekiem od tego typu sportowych treści, nie ma szans, aby nie rozkochać się w oryginalnych, zakręconych na punkcie kreowania u swoich postaci absolutu dążenia do perfekcji w sporcie i spełnienia marzenia o byciu najlepszym, treściach japońskiej popkultury, które tak fantastycznie opowiadają o sporcie. A jeśli czyta się sporo mang z tego tytułu, szczególnie jeśli najpierw oglądało się wielosezonową ich adaptację w postaci danego ,,animu”, a potem dopiero zaczęło czytać się ,,pierwowzorowe” komiksy, i potem takowe mangi się recenzuje, tym bardziej ma się ochotę na wyrażanie szacunku do ,,sportówek” np. na każdym kroku swojego tekstu recenzenckiego czy podcastu video. Jak każda rzecz, którą zrodziła popkultura, tak i sportówki mają swoje plusy oraz wady. W większości orbitują wokół bardzo dużej ilości plusów, choć trzeba zaznaczyć, że są to raczej tytuły dla określonej niszy fanów, którzy nie wymagają, cholibka!, nie wiadomo jak głębokiego, jak bardzo wielowymiarowego dzieła do doświadczania. Z perspektywy dość osobniczej, powiedziałbym mocno indywidualnej, jako część własnego, prywatnego podejścia do tego niepotrzebnie ukrywanego pod warstwą zawodowych rozgrywek atletycznych dających multum zawodnikom miliony dolarów, błysk sławy, nieustające zainteresowanie z perspektywy sponsorów a samym sponsorom właśnie jeszcze więcej nabitych do swojej zbyt dużej ,,sakiewki” sporą ilość ,,sporto-dolarów”, czystego odcienia, jakby nieskalanego złem konsumpcjonizmu sportu, będącego w pierwotnym ujęciu instynktownym, związanym z przesuwającego grancie psycho-fizyczne danej osoby, jednym z najlepszych anime a zarazem mangą, bo to nad jej recenzjo-opinią niniejszym się pochylam, które taki rzekłbym to stanowczo ,,szacunek do archetypowej idei sportu” wyraża, oprócz pierwszego tomu ,,Kapitana Tsubasy”, którego nie tak dawno zresztą skończyłem czytać i omawiać, okazuje się być, nie inaczej!, Uniwersum Kuroko’s Basket. Tak, w końcu to tym koszykarskim tytule mowa, tytule, które w Polsce jest jednym z najbardziej poczytnych i oglądanych tworów tego nurtu, po który zaczynają sięgać osoby całkowicie nie podejrzewane o jakiekolwiek zainteresowanie anime czy mangą. I przyznam się szczerze: początkowo – co często zdarza mi się przy doświadczaniu ,,sportówek” właśnie – miałem lekkawe opory, co do tego, czy opowieść o zmaganiach koszykarzy na poziomie gimnazjalno-licealnych rozgrywek w Japonii, będzie tym kolejnym ,,sportowo-mangowo-anime” swego rodzaju strzałem w dziesiątkę, który po raz kolejny da mi motywację zarówno do pracy nad sobą, jak i do sięgania, co zabrzmi paradoksalnie, po… jeszcze większe ilości tego gatunku/nurtu wśród japońskich animacji i komiksów. Dobra moja, a może i Wy też tak macie, więc ,,dobra nasza”, że moje ,,anty-motywacje” i ,,niepotrzebne bolączki dnia zwykłego”, co do tego, czy czytanie pierwszego tomu ,,Kuroko’s Basket” będzie dobrym rozwiązaniem, mimo iż jak na razie 16 obejrzanych odcinków anime z tego Uniwersum za mną, okazały się totalnie bezpodstawne i wyczarowywane przez własną głupotę. Zresztą doświadczanie samego serialu z tego Świata, już na wstępie, okazuje się swego rodzaju nagrodą dla mnie, jako dla osoby będącej zarówno sportowcem wyczynowcem, amatorem, człowiekiem idącym przez życie m.in. przez proces sportowej (fizycznej i psychicznej sfery) samorealizacji, a także jako dla kogoś kto jest olbrzymim fanem koszykówki, szczególnie tej spod znaku najlepszej ligi Świata, NBA! A co tu dopiero pomyśleć o samej mandze z japońską koszykówką w tle. I za to kocham tego rodzaju rzeczywistości, ot wymiary sportowej rozrywki i pasji do samodoskonalenia się, bo tkwi w takich treściach, jak w mandze i anime ,,Kuroko's Basket" właśnie, tak potężna iskra. I jak to w życiu bywa skończyło się na tym, że w moim specyficznym przypadku pilot omawianego japońskiego komiksu siadł mi na gusta i guściki dość solidnie, powiedziałbym nawet iż o wiele lepiej gdybym to pierwsze z tego ,,contentu” zaczął czytać mangę właśnie, a dopiero po którymś tomie mangi zaczął oglądać anime. Co do samej opowieści Tadatoshiego Fujimakiego, dość dobrego i mającego dla konwencji ,,sportówek” dość wydatny i urokliwy w dynamice przekazywania sportowych treści sposób ich przedstawiania, mangaki, nie da się jej nie podziwiać za pomysł odpowiedniego ujęcia bezpośredniej sportowej rozrywki i tej pośredniej: ,,zakulisowości”, którą stanowią relacje tworzone przez zawodników jednej drużyny i pomiędzy przeciwnymi stronami nawzajem, a także polityczne i prywatne wątki odnoszące się do świata który sport tworzy: historia zawodników, kluby, sponsorzy, intrygi czy nawet korupcja. To, na co zwraca się w pilocie ,,Kuroko’s Basket” to szeroka dynamika ,,kreski" – z całej szaty graficznej to ona, sądzę, jest tu najrozsądniej realizowana, a nie samo ,,montowanie”, dobór kadrów, perspektywy, rodzaju ujęć. Można otworzyć tom na dowolnej stronie i nie będąc fanem tego konkretnego Uniwersum, a raczej miłośnikiem wyszukanego rysunku etc., stwierdzić: ,,O ja cię! To wygląda kapitalnie: jakby każdy rzut, każda zasłona, każda wskazówka trenera, czy dialogi na różnych polach i relacjach, tworzyły jeden iście perfekcyjny byt". Jedynie można przyczepić się to szerszych planów i rysunku/szkicu teł oraz niekiedy konturówek budujących zawodników z dość dalekiego planu. Nasz mangaka najbardziej zabrylował w owym wydaniu w samym fizycznym dynamizmie koszykówki: jego kreacje i dobór odpowiedniego nasycenia czerni, odcieni szarości i ustawienia bieli, tak aby ,,kolorystycznie” i rysunkowo na przestrzeni całości mangi okazały się one żywe, immersyjnie, dokładne, ale i pompatyczne - pobudzały ducha czytelnika do jeszcze większego, bardziej optymistycznego doświadczania tej lektury. To miała być opowieść w stylu obrazu będącego czymś nadrzędnym wobec fabuły ujętej w dymki czy kwestie narratorów. Taka też się okazała. Ów tom mogę zaliczyć do tych stricte ,,surowych” mang - ,,surowych”, czyli tego rodzaju treści, które w przypadku braku jakiegokolwiek tekstu opowiedzą się samą tylko warstwą graficzną. Mogę to podsumować następująco: ,,No Panie Fujimaki, no bracie Tadatoshi.. no nieźle!”. W całości debiutu mangi w tymże recenzowanym wydaniu ,,Kuroko’s Basket”, w jej dość awangardowo, ale i oryginalnie (także z szacunkiem do samej dyscypliny, jaką jest koszykówka: jej zasad, taktyki, dynamiki akcji etc.) kwestie fabularno-scenariuszowe, sądzę okazały się jedynie drobną niedogodnością. Nie ukrywam: apetyt na ,,więcej i lepiej” w danym tomie treści z ,,Kuroko’s…” posiadłem z powodu serialu, który jako adaptacja tejże mangi oglądam. To kwestia przyzwyczajenia, a może i odejścia od schematu najpierw oglądania ,,sportówkowego anime”, a potem czytania komiksu. Ostatecznie dostaliśmy podobnie życiową ,,sportówkę”, co do pilota mangi ,,Kapitan Tsubasa” - ,,życiową”, bo w obu przypadkach działającą jak naprawdę budzący z egzystencjalnego samorealizacyjnego letargu świetny motywator i wsparcie. I co istotne samo tło sportowo-motywacyjne nie tyczy się tu, jak w sytuacji z ,,Initial-D” czy przygód piłkarskiego geniusza Tsubasy jednej postaci, a jedynie drużyny, a najbardziej Kagamiego oraz Kuroko – dwójki niesamowitych talentów, którzy owijają sobie wokół paluszka sądzę główny trzon fabuły, który instynktownie będzie rozprowadzał ją w odpowiednich kierunkach. Sama ich obecność, kontrast, który ta dwójka tworzy nadaje, już w pierwszym jej tomie!, owej mandzie… intensywności, mimo iż można by troszku ironicznie, troszku ,,od niechcenia” rzec: przecież to tylko dwoje z kilkunastu graczy liceum Seirin, wliczając w to nietuzinkową młodą trenerkę. Drugą istotną kwestią, która ,,atakuje” w tomie dość specyficznie jest, choć to może być nieco bardziej subiektywne odczucie, to iż występuje tu całkiem spora jak na treści koszykarskie ilość wątków pobocznych, które nie dźgają fabuły, którą centralizują Kagami i Kuroko. Nie ma w tym nachalności i celowości twórcy, jakby chciał on wszystko rozciągać w tej fabule… jakby do porzygu. Fakt faktem, nie samym ,,Kuroko’s Basket” w mangach człowiek żyje. To tylko (i aż) opowieść (fikcyjna!), jednakże z prawdziwym ujęciem panujących tu, jak zresztą w naszym sportowym światku, zasad, przepisów etc… dotyczących wielu dyscyplin sportowych, w tym co logiczne jak ,,czarny chleb i czarna kawa” naszej ukochanej koszykówki. Ale, jaka to się okazała opowieść, a można to ująć prosto i następująco: przykryła swą jakością i pomysłem na oddanie realiów własnego Uniwersum, dość trudnego do przekazania ze względu na odniesienie do tego co jest sporą częścią prawdziwego życia naszej Cywilizacji, czyli sportu: wiele klasyków sci-fi, horroru, thrillera, które w mandze doświadczałem. Jest dynamicznie, konkretnie, z odpowiednią dla postaci i samej specyfiki narracji i tym japońskim ujęciu światka ,,koszykarskiego licealnego sportu", akcją, ot jej wprawnym tempem realizacji. Tak powinna wyglądać, tak być narysowana i napisana lekka, przyjemna i pasjonująca sportówka zarówno dla geeków od basketu jak i mangowych nerdów, którzy lubią sport, ale jeszcze ,,sportówek” w mandze nie czytali. Taka jak mega-dobre ,,Kuroko's Basket" no.1. Taka jest właśnie pilotowe rozdanie ,,Kuroko’s Basket”. I co istotne Tak samo jak w anime, w tej komiksowej pierwotnej wersji na starcie cyklu postaci są zabawne jak i poważne i naturalne: ich charaktery są indywidualne, dobrze przemyślane i napisane przez Fujimakiego. Wszyscy uzupełniają się wzajemnie: jeśli chodzi o swoje role w koszykarskiej rywalizacji a także współpracy w teamie, co mam na myśli w szczególności więź tworzoną w całym zespole Seirin. Nasi sportowcy nie są nudni, są sobą, kreowani są bardziej naturalnie niż ma to miejsce w lekko infantylnej mandze w porównaniu do ,,Kuroko’s Basket”: opowieści o piłkarskich przygodach Tsubasy. Trzon fabuły, o czym napomknąłem nieco wyżej ciągną na swoich barkach Kuroko i Kagami oraz trenerka Riko – podobnie jak w anime, najbardziej rzucają się oni w oczy i robią to z klasą. Mimo iż manga mija szybko, podczas lektury nie odczujemy tego, gdyż zwycięża tu specyfika oddania świata licealnej koszykówki z elementami szkolnych i prywatnych historii bohaterów. Nie odczujemy nawet jej końca – ta opowieść kończy się płynnie z zaskakującym urwaniem na pewnym pojedynku Seirin z drużyną Kise Ryoty. Jeśli tak klasowo i ze stylem ,,miód luksja" to finiszuje, to ja szukam tomu 2, i śmigiem-migiem zabieram się za jego lekturę.
karpatkadobra - awatar karpatkadobra
oceniła na 9 7 miesięcy temu
Tokyo Ghoul tom 5 Sui Ishida
Tokyo Ghoul tom 5
Sui Ishida
W końcu sięgnąłem po 5 tom i po słabszym poprzedniku ten jest o wiele lepszy. Historia dalej skupia się na Smakoszu , który obserwuję Kanekiego i w pewnym momencie porywa dziewczynę innego Ghoula , która jest człowiekiem i grozi , że ją zje jeśli Kaneki do niego nie przyjdzie. I bohater tam idzie , a towarzyszy mu chłopak dziewczyny , który jest osłabiony , bo dawno nie jadł. I na miejscu walczą ze Smakoszem , ale zostają pokonani i nagle zjawia się Touka , która śledziła Kanekiego i Ona również zaczyna walczyć ze Smakoszem razem z Kanekim , ale oboje zostają ciężko ranni , a Smakosz mówi Touce , że złagodniała i coś sprawiło , że ma ciepły blask w oku i dziewczyna jest w szoku. A , gdy bohaterowie leżą ranni Smakosz zaczyna podchodzić do dziewczyny Ghoula by ją zjeść , a Kaneki pyta Toukę czy jak zje mięso będzie silniejsza i ta potwierdza i Kaneki ofiaruję jej kawałek siebie i dziewczyna zjada kawałek jego ciała i staję się potężna i zabija Smakosza. A na koniec chcę również pozbyć się dziewczyny Ghoula , bo ta o wszystkim wie , ale dziewczyna niespodziewanie mówi Touce , że jest śliczna mimo przemiany i Touka nie rozumie jej zachowania , ale nic jej nie robi. I na koniec widzimy jeszcze Amona , który ciągle myśli o Touce i Kanekim , których widział razem z Modo i chcę ich za wszelką cenę dopaść. Poznajemy też nowych inspektorów : Yukinori(były nauczyciel inspektorów) i Suzuya(ostro walnięty inspektor , który lubi zabijać) Tak jak pisałem na początku ten tom jest lepszy od poprzednika. Świetna była walka ze Smakoszem i to jak Touka go zabiła. Intryguję też scena , gdy Smakosz zauważył , że Touka złagodniała i ma ciepły blask w oku. Czyżby ta zmiana nastąpiła dzięki Kanekiemu? 6 tom z pewnością też przeczytam
Marcin92 - awatar Marcin92
ocenił na 9 3 lata temu

Cytaty z książki No.6 #6

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki No.6 #6