Niezwykłe kobiety w Zakopanem

Okładka książki Niezwykłe kobiety w Zakopanem
Magdalena Jastrzębska Wydawnictwo: LTW biografia, autobiografia, pamiętnik
288 str. 4 godz. 48 min.
Kategoria:
biografia, autobiografia, pamiętnik
Format:
papier
Data wydania:
2022-04-06
Data 1. wyd. pol.:
2022-04-06
Liczba stron:
288
Czas czytania
4 godz. 48 min.
Język:
polski
ISBN:
9788375657753
Średnia ocen

                7,4 7,4 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Niezwykłe kobiety w Zakopanem w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Niezwykłe kobiety w Zakopanem

Średnia ocen
7,4 / 10
17 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
125
49

Na półkach:

Piękna, bardzo ciekawa opowieść (oparta na źródłach, listach, opracowaniach), napisana starannym językiem. Tatry, Zakopane i wybitne kobiety. Te, które jako jedne z pierwszych pojawiły się w góralskiej wsi zanim stała się znanym kurortem, dziś niemiłosiernie obleganym przez turystów. Przeczytamy o Raczyńskiej, Konopnickiej, Deotymie, Witkiewiczowej. Dla mnie bardzo ciekawe rozdziały (a wszystkich jest 13) dotyczyły Natalii Janothy (co za postać! pianistka grająca przed królową Wiktorią, wielka sława w Polsce zapomniana), Marii Zamoyskiej (córki Generałowej) czy Wandy Herse. Bardzo dużo fotografii, starannie dobranych (czarno-białych i w kolorze) znakomicie dopełnia treść i sprawia, że czytelnik może przenieść się w tamte czasy tak malowniczo opisane. Autorka dysponuje świetnym warsztatem, co potwierdzają jej kolejne książki. Polecam!

Piękna, bardzo ciekawa opowieść (oparta na źródłach, listach, opracowaniach), napisana starannym językiem. Tatry, Zakopane i wybitne kobiety. Te, które jako jedne z pierwszych pojawiły się w góralskiej wsi zanim stała się znanym kurortem, dziś niemiłosiernie obleganym przez turystów. Przeczytamy o Raczyńskiej, Konopnickiej, Deotymie, Witkiewiczowej. Dla mnie bardzo ciekawe...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

44 użytkowników ma tytuł Niezwykłe kobiety w Zakopanem na półkach głównych
  • 21
  • 21
  • 2
19 użytkowników ma tytuł Niezwykłe kobiety w Zakopanem na półkach dodatkowych
  • 10
  • 2
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1

Inne książki autora

Magdalena Jastrzębska
Magdalena Jastrzębska
Z wykształcenia jest filologiem polskim, ukończyła Uniwersytet Jagielloński. Jest autorką biografii kobiet żyjących w XVIII i XIX stuleciu. Poza pisaniem opowieści biograficznych, czytaniem i kolekcjonowaniem książek Magdalena Jastrzębska lubi podróżowanie - najchętniej omijając popularne szlaki.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Piękne skandalistki. Przedwojenne Miss Polonia Marek Teler
Piękne skandalistki. Przedwojenne Miss Polonia
Marek Teler
Kiedy byłam dzieckiem wybory Miss Polonia to było prawdziwe wydarzenie w telewizji, zawsze oglądaliśmy je w domu, a ja podziwiałam piękne sukienki uczestniczek. Wiele lat temu, w jednej z gazet, które czytała moja mama, ukazał się artykuł o historii wyborów Miss Polonia z pięknymi zdjęciami ówczesnych laureatek, jakież wielkie było moje zdumienie, gdy okazało się, że pierwsze wybory najpiękniejszej Polki zorganizowano jeszcze przed wybuchem drugiej wojny światowej. Przed lekturą książki Marka Telera znałam tylko dwa nazwiska przedwojennych miss - Władysławy Kostakówny i Zofii Batyckiej, ale nie wiedziałam nic o ich dalszych losach, czy udział w konkursie wpłynął na ich życie, zmienił je i czy udało się im przeżyć wojnę... Piękne skandalistki. Przedwojenne Miss Polonia to fascynująca historia genezy konkursu zorganizowanego w Polsce po raz pierwszy w 1929 roku, o jego nietuzinkowych i pięknych uczestniczkach, których życiorysy ułożyły się bardzo różnie - część z nich zaangażowała się w pomoc polskiemu podziemiu podczas wojny, inne wybrały kolaborację z Niemcami, znalazły się wśród nich przyszłe gwiazdy filmowe przedwojennej kinematografii, jak na przykład Maria Bogda i jedna z najsłynniejszych kobiet - szpiegów - Krystyna Skarbek, której postać zainspirowała samego Iana Fleminga, twórcy Jamesa Bonda, gdy tworzył postać Vesper Lynd w pierwszej odsłonie przygód agenta 007 – Casino Royale. Konkursy piękności cieszyły się przed wojną ogromną popularnością, oprócz wyborów Miss Polonia organizowano również wybory Królowej Pracy, Urody i Cnoty, Najmilszego Podlotka czy też wybory Miss Judea- piękności pochodzenia żydowskiego. Nasze laureatki startowały też z powodzeniem w konkursie Miss Europy, którego finał w pierwszych latach istnienia odbywał się w Paryżu. Świetna, bogato udokumentowana, zawierająca mnóstwo zdjęć i fascynujących życiorysów nietuzinkowych kobiet książka! Polecam!
basia_k_14 - awatar basia_k_14
ocenił na 7 1 rok temu
Ten drugi Piłsudski. Biografia Bronisława Piłsudskiego - zesłańca, podróżnika i etnografa Przemysław Słowiński
Ten drugi Piłsudski. Biografia Bronisława Piłsudskiego - zesłańca, podróżnika i etnografa
Przemysław Słowiński
(2022) Od połowy książki, od opuszczenia Dalekiego Wschodu, ilość dygresji które wypełniają rozdziały staje się zupełnie nieproporcjonalna względem losów Bronisława (1866-1918). Zamiast o bracie Marszałka, czytamy o osobach luźno związanych z głównym bohaterem, o historii odwiedzanych miast lub kurortów, kwestiach kultury i kuchni. Nakreślenie tła wydarzeń jest ważne i potrzebne, tak samo jak opowiedzenie o ludziach i instytucjach z którymi się stykał, ale przy takich proporcjach przestaje to być książką o Piłsudskim. Potem mamy Piłsudskiego więcej, ale nadal jest to tekst pełen dygresji (z silnym wątkiem niepodległościowo-patriotycznym). Informacje otwierające biografię, dotyczące statków i warunków transportu, to świetne wprowadzenie, która daje wgląd w dramat zesłańca i realia epoki, natomiast pisanie o historii Tokio, Chicago czy Nowego Jorku, zamiast o przebiegu pobytu – jest odejściem od tematu. W kilku miejscach, jesteśmy raczeni fabularyzowanymi scenkami okraszonymi krótszymi i dłuższymi dialogami – z uwagi na charakter tekstu, serwowanego jako biografia, byłoby lepiej gdyby odbiorca wiedział, co jest fikcją a co rekonstrukcją. Całość czyta się przyjemnie, autor (1959) ładuje do tekstu dużo informacji, podaje je w sposób jasny i przystępny, a jednocześnie mówi o prostych sprawach w sposób nieoczywistych i z kunsztem sprawnego gawędziarza. Na końcu umieszcza przydatne kalendarium. 6/10 – tekst wymaga szeregu poprawek, głównie technicznych, ale trafiają się też potknięcia merytoryczne. • Po raz pierwszy dowiedziałem się o BP z National Geographic* mając 16 lat. Teraz po dwudziestu latach (2023), nadarzyła się okazja by dowiedzieć się czegoś więcej. Historia żywota brata Marszałka, wiecznego tułacza, który zmagał się z wieloma niepowiedzeniami i nigdzie nie zagrzał miejsca na dłużej, pobudza wyobraźnię. Gdyby był Amerykaninem, Hollywood upomniałoby się o niego już w latach 80. lub 90., i wyszedł by z tego wygładzony, wymuskany romans, zrealizowany tak jak „Siedem lat w Tybecie” (1997) z Bradem Pittem lub podobny obraz. __________________ * Nr 12 (51), grudzień 2003, Piekielna wyspa Piłsudskiego, tekst: Andrzej Meller. To był jeszcze ten czas, kiedy papierowy magazyn był równie atrakcyjny co cały internet, który był bardziej do czytania niż oglądania (czy słuchania). • BONUS: Orzeł i Chryzantema (Ostatni z rodu) [2010] https://www.youtube.com/watch?v=XSU_BIausec Pomnik PIŁSUDSKIEGO w Japonii![2017] https://www.youtube.com/watch?v=CBKA1gR_zgQ Kim był Bronisław Piłsudski? - Projekt Bronek - Podcast Po Japonii 31 [2020] https://www.youtube.com/watch?v=kTYnGzzmT7U https://bronislawpilsudski.pl/ • UWAGI RÓŻNE (wyd. z 2022): Str. 21 – dając „postępowych” w cudzysłów, autor zdradza się ze swoimi poglądami nt. wiary. Jakby na to nie patrzeć, wszelki sceptycyzm wobec zorganizowanych kultów, wobec wierzeń ludowych i twierdzeń mistyków, jest zdrowy i jak najbardziej postępowy, potrzebny i wart rozpowszechniania. Jeśli ktoś deklaruje się jako katolik czy chrześcijanin, to jest to świadectwo ignorancji: nieznajomości historii i pism własnej religii. Każdy, kto czyta o starożytnym Rzymie, kogo interesują kulty Bliskiego Wschodu, mimowolnie trafi na wątki chrześcijańskie lub treści dotyczące ich pierwowzorów, a to czego się dowie nie skłania do klepania pacierzy. Str. 23-34 – tzw. kresowiacy, nadal zamieszkują na terenach dawnej Rzeczypospolitej, na Litwie są sporą mniejszością (6,52% ludności, wg danych z 2021 – pod Wilnem stanowią większość), zamieszkują zachodnią Białoruś i Ukrainę. Także potomkowie kolonistów przetrwali, nie wszyscy stali się repatriantami. Polski żywioł na wschodzie istnieje. Str. 26 – „Zbrodniarz ów [Michaił Murawjow] uważał, że dawne Wielkie Księstwo Litewskie było państwem rusko-litewskim” – tak, Wielkie Księstwo Litewskie było de facto państwem rusko-litewskim, z ruskim jako językiem urzędowym, z ludnością ruską jako dominującą. Pierwszym językiem Władysława Jagiełły był ruski. Dopiero kiedy doszło do unii personalnej (1385–1569, z przerwą w latach 1401–1447 i 1492–1501), a potem Unii Lubelskiej (1569), tamtejsze elity zaczęły się polonizować: „Wielkie Księstwo Litewskie zamieszkiwały przede wszystkim narody słowiańskie (przodkowie dzisiejszych Białorusinów i Ukraińców), zaś plemiona bałtyckie (przodkowie dzisiejszych Litwinów) zasiedlały głównie tereny dzisiejszej Litwy. Językiem urzędowym był słowiański język ruski (w tym języku spisano m.in. Statuty Wielkiego Księstwa Litewskiego i prowadzono Metrykę Litewską) do 1696 r. Następnie na terenie Wielkiego Księstwa Litewskiego urzędowym był polski, posługiwano się również łaciną i litewskim” (https://pl.wikipedia.org/wiki/Wielkie_Ksi%C4%99stwo_Litewskie). Str. 48 – „Wkrótce małżonkowie wyjechali do Samarkandy na wschodnim brzegu Morza Kaspijskiego, gdzie stacjonował oddział ochrony granicy, w którym służył Bejnar, i taki był koniec niespełnionej miłości Bronisława” – 1) czytelnik słabo zorientowany w geografii, mógłby dojść do wniosku, że Samarkanda to miasto portowe (a leży ona w głębi lądu, w ówczesnym Rosyjskim Turkiestanie); 2) jeśli babka związała się z innym i wyjechała w siną dal, to można przyjąć, że miłość pozostała niespełniona (chyba że mu przeszło). Str. 79 – „Grupę konwojował pluton żołnierzy z miejscowej jednostki, nadzorowany przez urzędnika z więziennictwa. Osobą nadzorująca był młody urzędnik z urzędu więziennictwa, który jechał z tyłu na koniu” – do przeredagowania. Str. 113 – na pewno praca Charlesa Hawesa – Amerykanina – miała tytuł rosyjski (Na wostocznoj okrainie, Jużno-Sachalinsk)? Str. 138 – wówczas nie było Indonezji, chodzi o ludy austronezyjskie (tj. malajopolinezyjskie). Str. 164 – „Potomkowie Bronisława żyją obecnie w Kraju Kwitnącej Wiśni”*, ale nie tylko: „Piłsudski był ljubolubitiel – uśmiecha się pani Galina [Pietrowna Lok, etnografka i Niwchijka]. Pozostawił po sobie kilkoro dzieci […]” – przeczytamy w nr 12 NG z 2003 w krótkim reportażu Piekielna wyspa Piłsudskiego; na tej samej stronie: „Zoja Kun Tajgan dziwiła się, że jest ruda. Po latach okazało się że ten nietypowy dla Azjatów kolor włosów odziedziczyła po polskim zesłańcu i naukowcu Bronisławie Piłsudskim […]”, dalej: „Moja babcia była ajneńską szamanką – rozpoczyna opowieść wnuczka polskiego etnografa. Piłsudskiemu urodziła bliźniaki, ale jedno dziecko umarło. […] Została tylko moja mama, Waj. Umarła, gdy miałam 12 lat. […] Pani Zoja wie o dziadku niewiele. O tym, że był znanym Polakiem, dowiedziała się jako dorosła kobieta”. * Patrz: dokument Jacka Wana Orzeł i chryzantema (2010); dostępny na YouTube. Str. 170-171 (i dalej) – zbędna dygresja nt. Japońskiej kuchni i etykiety. Autor, borykający się z pewnymi brakami informacji, stara się w ten sposób poszerzyć tekst, od połowy książki jest tego zdecydowanie za dużo. Str. 174 – „Piątą Avenue” – albo 5th Avenue, albo Piąta Aleja. Str. 176 – autor pisze, że nowojorscy Żydzi gadali ze sobą „po hebrajsku bądź w jidysz”… Już za czasów Jezusa hebrajski wyszedł z użycia i był jedynie językiem liturgicznym. (Pierwowzór nowotestamentowego Jezusa mówił po aramejsku). Tamtejsi Żydzi rozmawiali w jidysz, po rosyjsku, po niemiecku i w innych językach krajów pochodzenia, a także po angielsku. Hebrajski słyszeli jedynie w synagodze lub jesziwie. (No chyba, że jacyś syjoniści starali się go ożywić, myśląc jednocześnie o migracji do Palestyny). Str. 179 – „Ukończył medycynę i nauki przyrodnicze na szwedzkim Uniwersytecie w Dorpacie […]” – niemieckim? „W roku 1625 Tartu [wówczas Dorpat, stolica województwa na terenie Inflant] ponownie zostało opanowane przez Szwedów i do Rzeczypospolitej już nie powróciło. W 1632 roku szwedzki król Gustaw II Adolf ufundował Academia Dorpatensis, czyli uniwersytet. […] W 1656 roku wojska rosyjskie zdobyły Dorpat, by utracić go w 1661. Jednak po traktacie w Nystad w 1721 miasto (znane od tej pory jako Derpt [Дерпт]) zostało wcielone do Imperium Rosyjskiego. […] Aż do I wojny światowej językiem wykładowym na słynnej dorpackiej uczelni był niemiecki. W roku 1893 zmieniono nazwę miasta na Jurjew i zaczęto je konsekwentnie rusyfikować, m.in. w 1895 język rosyjski stał się, obok niemieckiego, językiem wykładowym na uniwersytecie, wcześniej językiem wykładowym był na tym uniwersytecie tylko język niemiecki. Podczas zaborów w Polsce, szczególnie zaś po zamknięciu przez władze carskie Uniwersytetu Warszawskiego, kształcili się tu Polacy, nie chcący zdobywać wiedzy na uczelniach rosyjskojęzycznych w Królestwie Polskim oraz w innych częściach Imperium Rosyjskiego. W 1828 powstała tu najstarsza polska korporacja akademicka Konwent Polonia. Mimo oficjalnego panowania rosyjskiego miasto wciąż miało niemiecki charakter. Jeden z polskich studentów, Bolesław Limanowski, w swych Pamiętnikach 1835–1870 pisze, że ówczesne Tartu miało: »charakter zupełnie niemieckiego miasta. Język niemiecki panował wszędzie: w urzędach, na katedrach uniwersyteckich, w sklepach, na ulicy. Właściwe miasto było z prawej strony Embachu. Miało ono piękny staroniemiecki wygląd, zwłaszcza główna ulica Ritterstrasse (Rycerska) przedstawiała się wspaniale. Lecz największą ozdobą było wzgórze piętrzące się nad miastem i porosłe bujnym lasem, tak zwane Domberg, od dawnej katedry katolickiej, w której ongiś kazał Piotr Skarga.«” (https://pl.wikipedia.org/wiki/Tartu). Str. 250 – „Szacuje się, że I wojna śwatowa kosztowała życie łącznie 6 milionów ludzi. […] Zginęło 9 milionów żołnierzy i 3 miliony osób cywilnych”; 9 + 3 ≠ 6 (!). Str. 255 – autor cytuje Jadwigę Rodowicz-Czechowicką, polską japonistkę ur. w ‘54, która wypowiada się o Piłsudskim tak, jakby znała go osobiście, potem przytacza słowa które brzmią jak wyrwane z kontekstu, lub należące do kogoś innego: „A przecież był człowiekiem śmiałym, doświadczyłam tego nieraz w naszych wspólnych przygodach […]” – autorka przyszła na świat 36 lat po śmierci Bronisława (!). Str. 269 – „Celem nadrzędnym tego eksperymentu [tj. rewolucji komunistycznej] było totalne zniszczenie państw narodowych i religii, czyli taki sam plan, jaki mają i realizują obecni włodarze Unii Europejskiej” – o, autor jest tzw. eurosceptykiem. Str. 328 – na pewno cytowany tytuł pracy BP był w oryginale po angielsku? Str. 333 – „uzyskał on możliwość osiedlenia się w dowolnym miejscu terytorium Imperium Rosyjskiego, z wyłączeniem stolicy. Tym samym niemożliwy staje się powrót do rodzinnych stron w okręgu wileńskim” – Wilno nie jest stolicą carskiej Rosji, zatem dlaczego? BŁĘDY TECHNICZNE: str. 13 (przypis) – rosyjsko żydowskiego (rosyjsko-żydowskiego); str. 19/34 – czy oznaczenie luki, tj.: (…), było tu potrzebne?; str. 112 – oznaczenie luki (tj. nawias kwadratowy z wielokropkiem) poza cytatem (co istotne, wszędzie indziej autor korzysta ze zwykłych nawiasów); str. 121 – po „pisał.” powinien być myślnik oznaczający domknięcie wtrącenia w ramach cytatu; str. 149 – zjedzone „to” w cytacie; str. 159 – zabrakło kropki na końcu zdania (przed „P.”); str. 185 – zpiosenką (z piosenką); str. 212/216 – brak otwarcia cytatu; str. 225 – jeśli podanie o subsydium jest z 1912, podziękowanie za nie może być z 1903 (1902?); str. 228 – zbędne oznaczenie luki ([…]) na początku; str. 242 – „W 1993 [1893?] roku [Michał Wojnicz] ożenił się z Lilian Ethel Voynich […]” – pomyłka w zapisie roku, oraz nieścisłość odnośnie nazwiska, bo biorąc ślub, panna młoda nie była jeszcze Voynich (podobnie jest na początku książki, kiedy autor pisze że Piłsudska wyszła za Piłsudskiego); str. 245 – „Prawdopodobnie odwiedził też właściwie Královské Vinohrady […]” (właściwie?); str. 270 ludzie-ludzi (stylistyka); str. 286 – niekonsekwencja w zapisie luki (wcześniej, kiedy autor pomijał coś we wcześniejszym akapicie, decydował się na postawienie kropki po nawiasie z wielokropkiem) + która (którą); str. 327 – Saint Petersburg (Sankt Petersburg). Indeks nie zawiera numerów stron – jako taki, jest całkiem bezużyteczny.
Gracjan - awatar Gracjan
ocenił na 6 2 lata temu
Tango Milonga, czyli co nam zostało z tamtych lat Ryszard Wolański
Tango Milonga, czyli co nam zostało z tamtych lat
Ryszard Wolański
Nie jest tajemnicą, że uwielbiam XXlecie Międzywojenne i praktycznie połykam każdą książką o tym okresie. Ta epoka ma niepowtarzalny klimat, czas, nastrój. To okres gdy stare miesza się z nowym. W tym tkwi bogactwo kultury, niespożyty entuzjazm i pęd ku nowoczesności. Chyba jednym z elementów kultury, który najbardziej oddaje koloryt i energię tego okresu jest kabaret. A jeśli już wspominamy o kabarecie to chyba samo nasuwa się nazwisko Włast, Andrzej Włast - jeden z najpopularniejszych, najpłodniejszych i najbardziej znanych twórców piosenek tego okresu. Jego utwory znali i nucili wszyscy, a nawet współcześnie nie odeszły one w totalne zapomnienie, żeby tylko wspomnieć o tytułowym ,,Tangu Milonga" Ryszard Woliński zabiera czytelnika w pasjonująca podróż po warszawskich kabaretach. Poznajemy je przez pryzmat biografii jednego z najważniejszych twórców Andrzeja Własta. To on pisał dla Eugeniusza Bodo, Zuli Pogorzelskiej, Aleksandra Żabczyńskiego. To w jego przedstawieniach tańczyły siostry Halama, z Lodą na czele. To on założył kabarety Perskie Oko, Morskie Oko, których legenda przetrwała do dzisiaj. To on rywalizował o widza z nie mniej sławnym kabaretem Qui Pro Quo, gdzie królowali Marian Hemar i Julian Tuwim. I to on, co chyba jest najbardziej zaskakujące, spopularyzował i wymyślił słowo ,,przebój" jako polskie odpowiednik niemieckiego ,,szlagieru". Włast - człowiek orkiestra, szalony kreator w szalonych i barwnych czasach, fabryka przebojów, odkrywca talentów i twórca legend. Świat na który patrzymy zza kulis teatrów i kabaretów jest barwny, szalony, rozśpiewany i roztańczony. To świat gdzie króluje słowo - czasem bardziej precyzyjne, dosadne, lepiej opisujące otoczenie a czasem sprowadzone do prostej funkcji rozrywkowej. Jednak nawet ten świat nie jest wolny od problemów. Konflikty personalne, rywalizacja, problemy finansowe, lokalowe - wszystko to tutaj znajdziemy. ,,Tango Milonga" to opowieść nie tylko o Właście, jego kabaretach, gwiazdach i piosenkach. To także opowieść o rodzącym się świecie kina i zmianach społecznych jakie ono wywołało. To opowieść przesycona piosenkami, muzyką, szczególnie, że do książki dołączona jest płyta, która wręcz zachęca by zamknąć oczy i przenieść się w świat, którego już niestety nie ma. Autor zebrał potężny materiał źródłowy i wyciągnął z niego to co najlepsze i najcenniejsze. Sprawił, że utwory rozbrzmiały na nowo, nadał im kontekst, głębie, pokazał ich pierwotny odbiór. Ale równocześnie na kartach jego książki ożyły na nowo wielkie postaci polskiej kultury, zapaliły się światła ramp, ożył na kilka chwil teatr i znowu można poczuć niezwykłego, barwnego, żywiołowego ducha Dwudziestolecia. Polecam!
deana - awatar deana
oceniła na 7 3 lata temu
Witkiewicz. Ojciec Witkacego Natalia Budzyńska
Witkiewicz. Ojciec Witkacego
Natalia Budzyńska
N atalia Budzyńska, podejmując się opisania życia Stanisława Witkiewicza, stanęła przed zadaniem karkołomnym. Jak bowiem wyjść z cienia genialnego, a zarazem skandalizującego syna, Witkacego, by ukazać postać, która nie tylko go ukształtowała, ale sama w sobie stanowiła jeden z najsilniejszych fundamentów polskiej kultury przełomu wieków? Biografia „Witkiewicz. Ojciec Witkacego” to książka, która tę hierarchię odwraca, przywracając należne miejsce człowiekowi, bez którego nie byłoby ani stylu zakopiańskiego, ani nowoczesnego polskiego krytycyzmu artystycznego. Rewizja legendy Autorka odchodzi od suchego kalendarium, serwując nam rzetelne, a jednocześnie niezwykle intymne studium człowieka rozdartego między misją narodową a osobistymi słabościami. Budzyńska z ogromną czujnością śledzi losy Stanisława – od trudnego dzieciństwa na Żmudzi, przez studia w Petersburgu i Monachium, aż po lata spędzone w Zakopanem i finał życia w Lovranie. Kluczem do tej biografii jest jednak nie tyle przebieg kariery, co charakter Witkiewicza seniora: jego niezłomność, niemal fanatyczne oddanie sztuce i specyficzny rodzaj moralnego rygoryzmu, który narzucał nie tylko sobie, ale i swojemu jedynakowi. Relacja ojciec–syn: Eksperyment na żywym organizmie Najbardziej fascynującym, a zarazem bolesnym wątkiem książki jest opis autorskiego systemu wychowawczego, jaki Stanisław zastosował wobec syna, Stanisława Ignacego. Budzyńska pokazuje ojca, który z lęku przed systemową edukacją („szkoła niszczy indywidualność”), postanawia sam ukształtować genialny umysł swojego dziecka. Czytelnik obserwuje ten proces z mieszaniną podziwu i zgrozy. To relacja pełna miłości, ale i gigantycznej presji. Listy ojca do syna, które autorka cytuje z dużym wyczuciem, objawiają obraz człowieka, który próbuje przeżyć swoje życie (i swoje niezrealizowane ambicje) raz jeszcze, rękami syna. Budzyńska stawia pytania o granice ojcowskiej miłości i cenę, jaką „Witkacy” musiał zapłacić za bycie projektem swojego ojca. Styl zakopiański i walka o duszę narodu Dla miłośników historii sztuki biografia ta jest bezcennym źródłem wiedzy o narodzinach stylu zakopiańskiego. Budzyńska odczarowuje proces tworzenia „polskiej architektury narodowej”, pokazując, że dla Witkiewicza nie była to jedynie estetyka, ale walka polityczna i etyczna. Autorka świetnie oddaje atmosferę tamtego Zakopanego – zapylonego, błotnistego, a jednak będącego centrum intelektualnym podzielonej Polski. Witkiewicz senior jawi się tu jako postać niemal prorocza, charyzmatyczny lider, który potrafił rzucić wyzwanie konserwatywnym elitom Krakowa czy Warszawy. Choroba i samotność w Lovranie Ostatnie rozdziały książki, poświęcone wyjazdowi Witkiewicza do chorwackiej Lovrany w nadziei na wyleczenie gruźlicy, należą do najbardziej wzruszających. Budzyńska kreśli tu portret człowieka odizolowanego, który z dala od ukochanych Tatr, powoli gaśnie, nie przestając jednak pisać i instruować syna. To studium samotności artysty, który czuje, że czas mu ucieka, a dzieło jego życia wciąż wydaje się niedokończone. Autorka z dużą delikatnością opisuje powolny rozkład ciała i niezłomną siłę ducha, unikając przy tym taniego sentymentalizmu. Podsumowanie Natalia Budzyńska napisała biografię totalną, w której rygor naukowy spotyka się z literacką swadą. To książka gęsta od emocji, faktów i zapachu terpentyny wymieszanego z górskim powietrzem. Dzięki niej Stanisław Witkiewicz przestaje być tylko „ojcem swojego syna”, a staje się autonomicznym, tragicznie fascynującym bohaterem, którego wpływ na polską duszę jest trudny do przecenienia. To lektura obowiązkowa dla każdego, kto chce zrozumieć fenomen polskiej nowoczesności i skomplikowane sploty rodzinnych więzi, które tworzą wielką sztukę.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na 8 2 miesiące temu
Rodziewicz–ówna. Gorąca dusza Emilia Padoł
Rodziewicz–ówna. Gorąca dusza
Emilia Padoł
Rozczarowała mnie ta książka. Autorka, Emilia Padoł, podeszła do tematu bardzo rzetelnie, dotarła do mnóstwa materiałów pisanych i innych relacji, wywiadów, listów, wypowiedzi samej Rodziewiczówny i osób, które miały z nią jakąkolwiek styczność, wreszcie do obfitej działalności literackiej pisarki. W książce zamieszczone są wszystkie dostępne fotografie Marii Rodziewicz, która nie lubiła się fotografować i unikała styczności z kamerą i aparatem dosyć skutecznie. I tu uwaga: stare fotografie czarno-białe naprawdę wymagają retuszu, by można było na nich coś zobaczyć; w wielu wypadkach jedynie opis autorki tekstu pozwalał dojrzeć szczegóły, na oko niewidoczne. A jednak – rozczarowanie. Rodziewiczówna była autorką niezwykle płodną, pisała łatwo i wydawała swoje książki jedna za drugą. Cieszyły się one dużym zainteresowaniem, miały liczne wznowienia i bez wątpienia dochód z tych publikacji stanowił znaczny udział w budżecie pisarki. Moim zdaniem, ich poczytność brała się nie tyle z wnikliwości i odkrywczego oglądu rzeczywistości, ale – wprost przeciwnie – z niemal baśniowej aury, ckliwie romansowego charakteru, mało pogłębionej psychologii postaci bohaterów, wyraźnie podzielonych na stuprocentowo pozytywne i całkowicie negatywne, ogólnej poczciwości opisanego świata. Najcenniejszym wkładem pisarki jest zanurzenie świata przedstawionego w opisach przyrody na polskich kresach, lasów, zwierząt, ptaków, mokradeł, błot… W tej dziedzinie Rodziewiczówna spokojnie może konkurować ze swą wielka poprzedniczka Elizą Orzeszkową. Świat przedstawiony w książkach Rodziewiczówny jest jednak niesłychanie anachroniczny, jak z czytanek dla dzieci. Reprezentuje ona poglądy bardzo tradycjonalistyczne, uparcie broniąc sprawy z góry przegranej, czyli utrzymania polskości i katolickości Kresów i panującego tam porządku. Niechętnie i bez zrozumienia odnosi się do aspiracji emancypacyjnych chłopów poleskich, do wyznania prawosławnego, nie mówiąc już o Żydach czy innych nacjach. Ignoruje przy tym fakt, że Polacy i katolicy są tam grupą mało liczną (25% Polaków wobec 42% Białorusinów, 18% Ukraińców, 10% Żydów, zgodnie ze spisem powszechnym z roku 2021). 79% mieszkańców Polesia wyznawało prawosławie, 12% - judaizm, ledwo 8% katolicyzm. Ale to Polacy byli głównymi właścicielami ziemi, to Polacy pełnili urzędy w odrodzonej Rzeczpospolitej. Autorka biografii do tej anachroniczności nie przywiązuje zbyt wielkiej wagi. Rodziewiczówna jako urodzona społecznica buduje kościoły katolickie, sprowadza relikwie, pomaga klasztorom, zakłada szkółki wiejskie z językiem polskim. Słowem – po wiekach rusyfikacji tych ziem zabiera się ochoczo za ich polonizację. To się musiało skończyć tragedią. I skończyło się, kiedy to biedni, ciemni, ograniczeni i upośledzeni społecznie chłopi masowo przestąpili do rzezi i rabunku z chwilą, kiedy polskie Kresy zajęła Armia Czerwona. Maria Rodziewiczówna aż do ostatnich chwil życia nie zdobyła się na refleksję; przeciwnie, w wielu wypowiedziach podkreśla narodowo-katolickie prawa do Kresów, do posiadania tam ziemi i rzędu dusz. Krytykuje nawet zabiegi rządów II RP w kierunku parcelacji dużych dóbr ziemskich, uważając to za rabunek i złodziejstwo, ewentualnie godząc się na to, by w parcelacji wzięli udział wyłącznie Polacy. Potępia wojewodę wołyńskiego Józewskiego, który starał się o porozumienie z Ukraińcami; pochwala wojewodę poleskiego Kostka-Biernackiego, który ostro i stanowczo rozprawiał się z białoruskimi „komunistami”. Zbyt napięta struna pęka! – tego pisarka nie dostrzegła. Autorka biografii Rodziewiczówny niewspółmiernie większą wagę przywiązuje do niebinarności pisarki. Rodziewiczówna wglądała jak mężczyzna, krótko ścinała włosy, nosiła ubrania o wyraźnie męskim charakterze, koszule, marynarki, krawaty, buty (zresztą oksfordy dobrej jakości). Nigdy nie wyszła za mąż, mieszkała przez lata z przyjaciółkami, Jadwigą Skirmuntt i Heleną Weychert. Sama, przy pomocy przyjaciółek i służby, prowadziła duże gospodarstwo rolne, hodowała warzywa, owoce, krowy, owce, pszczoły. Narzekała na to, że podatki od gospodarstwa są za wysokie, ale nie sprzedała ani nie chciała oddać ani jednego ara ziemi. Miała ożywione kontakty z różnymi organizacjami powstałymi podczas tworzenia się zrębów odrodzonego państwa polskiego. Na dłużej związana była jednak głównie z organizacjami katolickimi, chrześcijańską demokracją, zakonem urszulanek itp. Emilia Padoł nie znalazła ani jednego świadectwa pisanego, które świadczyłoby o seksualności, feminizmie czy w ogóle bardziej wywrotowych poglądach pisarki na tzw. kwestię kobiecą. Owszem, przytacza rozmaite plotki, anegdoty, a nawet fragment szopki politycznej z 1937 roku. Wydaje się jednak, że sprawę nieheteronormatywności Rodziewiczówny usiłuje koniecznie umieścić w jakimś kontekście, szuka potencjalnych kontaktów z pierwszymi polskimi feministkami, i to jej nie bardzo wychodzi. Podobnie wygląda sprawa przypisywania Rodziewiczównie na siłę jakichś pozytywnych poglądów. Szczególnie rażące były próby powiązania jej z organizacjami pomagającymi Żydom. Ponieważ pisarka kontaktowała się z Zofia Kossak-Szczucką, a więc „na pewno” miała udział w akcji pomocy uciekinierom z getta, mimo że nie ma na ten temat żadnych dowodów. Niestety, jest wręcz przeciwnie: Rodziewiczówna w czasach okupacji mieszkała na rogu Marszałkowskiej i Królewskiej, tuż przy granicy getta, i to nawet podczas tragicznego powstania w kwietniu 1943 roku. I na ten temat ani razu się nie wypowiedziała. Pomagała, owszem, ale Polakom. Nie sposób wytłumaczyć tego inaczej, jak uprzedzeniami narodowościowymi. Dobrze, ze Emilia Padoł o tym napisała; szkoda, że nie skomentowała. Książkę czyta się dość mozolnie. Męczące są przeskoki czasowe, wtręty objaśniające kontekst historyczny w szerokim aspekcie, czasem zdecydowanie na wyrost. Mimo wszystko przeczytać warto. Polecam.
Ewa Szulc - awatar Ewa Szulc
ocenił na 6 9 miesięcy temu
Książę przygody. Biografia Antoniego Ferdynanda Ossendowskiego Przemysław Słowiński
Książę przygody. Biografia Antoniego Ferdynanda Ossendowskiego
Przemysław Słowiński
Ta obszerna i naszpikowana faktami biografia odkurza mężczyznę o wielu talentach i możliwościach, niestety skutecznie przez ludzi i historię zapomnianego. To opowieść o nieprzeciętnym człowieku, który żył życiem kilku osób, wykształcony, znający kilka języków, z ciekawszych mongolski i chiński, wykładowca, doktor chemii, pisarz, podróżnik, odkrywca, eksplorator, pasjonat życia i zdeklarowany antykomunista - Antoni Ferdynand Ossendowski. Autor wpisał życie swojego bohatera w bardzo szerokie tło historyczne, pokazał świat, którego raczej nie zgłębiamy z podręczników do historii, o którym nie pamiętamy, a echa którego ciągle pobrzmiewają. Autorowi udało się oddać klimat czasów, nastroje społeczne i zależności polityczne, znane z ówczesnych czasów głośne nazwiska często kontrowersyjne i brutalne. W książce znajdziemy też fragmenty z książek Ossendowskiego, które dają próbkę jego pióra. Generalnie jest ona gęsta od miejsc, wydarzeń, ludzi, dat i faktów, trzeba być cierpliwym i nie poddawać się, bo liczy się bohater jego barwność i nietuzinkowość. Autor dodał lekkości książce wprowadzając dialogi. Dzięki autorowi biografii wędrujemy w różne zakątki świata, przyglądamy się obyczajom, zależnościom, złożonościom i uwikłaniom. Przemierzamy stepy, pustynie, góry, dzikie odmęty, nieznane krainy, w których nasz bohater dziarsko dawał sobie radę, niczym nie zrażony odkrywał, sprawdzał i opisywał dzieląc się tym z innymi. Autor przypomniał historię miejsca, w którym Ossendowski przyszedł na świat, prowadził czytelnika przez Syberię, Bajkał, Mandżurię, Europę, Rosję, Mongolię, Chiny, Gwineę, Palestynę, Syrię i Mezopotamię. Życie tego człowieka nie było oczywistością, często sam tworzył swoją historię, daty, miejsca, sytuacje. Był tajemniczy i niejednoznaczny, zwłaszcza w obszarze działalności szpiegowskiej. Nie stronił od doświadczeń z pogranicza religii, kultur, wierzeń i przeżyć około duchowych. Prowokował, rozpalał ciekawość niedopowiedzeniami lub opisując swoje przygody w zbyt dosadny sposób, jednocześnie pobudzając innych do naśladownictwa. Książka może nie jest doskonała, chociaż materiał do niej przeogromny, ale rozpala ciekawość do poznania zarówno postaci Antoniego F. Ossendowskiego jak i jego twórczości. Czytając książkę miałam wrażenia powrotu do filmów Indiany Jones'a. Jest potencjał.
Agnieszka - awatar Agnieszka
oceniła na 6 10 miesięcy temu
Politycy PRL prywatnie Sławomir Koper
Politycy PRL prywatnie
Sławomir Koper
Specyficzne, częściowe biografie sześciu osób z drugiego rzędu. Nie byli to ludzie z pierwszych stron gazet, ale raczej z drugich lub trzecich. Jakieś tam znaczenie mieli w powojennej Polsce, ale raczej środowiskowe niż państwowe. - Maciej Szczepański – propagandysta czasów Gierka, szef telewizji czyli Radiokomitetu. Pijak, dziwkarz, autorytarny, arogancki przełożony. Miał wiele naprawdę ciekawych pomysłów na programy telewizyjne, które robiły furorę w latach siedemdziesiątych. - Jarosław Iwaszkiewicz – latami prezes Związku Literatów Polskich, co oznaczało automatycznie wysoką ocenę jego twórczości, która, delikatnie mówiąc, była nierówna; tytuł jednej z bardziej znanych książek Iwaszkiewicza pogardliwie zmieniano na „Słaba i chała”. Żonaty, dwie córki, pederasta. „Przed wojną mawiano w Warszawie, że młody mężczyzna ma do wyboru dwie drogi kariery literackiej. Pierwsza z nich prowadziła przez łóżko Nałkowskiej, a druga – Iwaszkiewicza. /…/ Nałkowskiej dużo zawdzięczali Michał Choromański, Bruno Schulz i Bogusław Kuczyński, natomiast Iwaszkiewicz nawiązał romans z malarzem Józefem Rajnfeldem oraz Czesławem Miłoszem”. Koper cytuje Jarosława Iwaszkiewicza, który jednoznacznie i nostalgicznie wspomina w swoich „Dziennikach 1911-1955” (s. 450), jak to „chędożył Czesia Miłosza” w Wilnie. Natomiast nie każdemu pewnie znany Bogusław Kuczyński był redaktorem czasopisma „Studio” oraz sekretarzem Zofii Nałkowskiej; także pisarzem, ale niezbyt wysokiego lotu. Kiedy czytałem o tym łóżku Nałkowskiej i Iwaszkiewicza skojarzyłem, że ja to znam, gdzieś już te zdania czytałem. Poszperałem w swoich notatkach i okazało się, że mam rację – te same słowa znaleźć można w książce „Kobiety władzy PRL”. No i dobrze, po co się wysilać i w różnych książkach wymyślać inne sformułowania, argumenty, ploteczki. - Włodzimierz Sokorski – generał brygady Wojska Polskiego, pisarz, dziennikarz, publicysta, i polityk. Minister kultury i sztuki, przewodniczący Komitetu ds. Radia i Telewizji. Komunista od 1924 roku. W książce rozdział mu poświęcony traktuje głównie o kilku żonach i dziesiątkach albo i setkach kochanek (np. Krwawa Luna). - Bolesław Piasecki – polityk nacjonalistyczny, prawnik i publicysta. Wściekły antysemita, próbował kolaborować z Niemcami. Założyciel i wieloletni prezes Stowarzyszenia „Pax”. Znany chyba głównie z tego, że porwano i zamordowano jego syna, prawdopodobnie w odwecie za akcje mordowania Żydów, w których uczestniczył, ale sprawców nigdy nie odnaleziono. - Adam Ważyk – poeta, prozaik, eseista, tłumacz. Autor piosenki marszowej „Marsz 1 Korpusu” (znanej także jako „Spoza gór i rzek”). W 1939 roku podpisał oświadczenie pisarzy polskich akceptujące przyłączenie Zachodniej Ukrainy do Ukrainy Radzieckiej. Publikował m.in. w gazecie „Czerwony Sztandar”. Będąc sekretarzem Związku Zawodowego Literatów Polskich był jednym z głównych propagatorów socrealizmu. Po śmierci Stalina złagodził postawę, a nawet pozwolił sobie na krytykę Nowej Huty. W 1964 Ważyk podpisał się pod protestacyjnym Listem 34, a gdyby żył dłużej, zapewne całkowicie przeszedłby na stronę przeciwników komunizmu. - Jerzy Putrament – pisarz, poeta, publicysta, komunista, (członek PPR i PZPR) prawdopodobnie zwerbowany przez NKWD. Autor powieści „Odyniec”, „Bołdyn”, „Piaski” i mnóstwa innych. Oportunista – jak zresztą wielu z nich. „Politycy PRL prywatnie” czyta się lekko i łatwo. Może dlatego, że nie jest to opracowanie historyczne – nawet temat czyjegoś prywatnego życia można opracować rzetelnie – ale składanka plotek i sensacji albo raczej sensacyjek. Do tego garść informacji o przedwojennej i powojennej historii Polski, jednak jest to głównie pozycja rozrywkowa, taka mniej więcej, jak znakomity i ambitny periodyk „Fakt”.
Meszuge - awatar Meszuge
ocenił na 6 2 lata temu
Burzliwa młodość. Elżbieta żona Jagiełły Alina Zerling-Konopka
Burzliwa młodość. Elżbieta żona Jagiełły
Alina Zerling-Konopka
Elżbieta Granowska z Pileckich była trzecią żoną Władysława Jagiełły, który poślubił ją po śmierci Anny Cylejskiej, i to z własnego wyboru, wbrew woli szlachty. Ponieważ Elżbieta była już dość dojrzałą kobietą, wdową z kilkorgiem dzieci, zwykłą szlachcianką, która nie mogła w żaden sposób przysłużyć się polityce królestwa, małżeństwo spotkało się z wielkim oburzeniem, a Elżbietę oskarżano o zdobycie względów króla czarami. Pikanterii dodawała burzliwa młodość nowej królowej (w młodości miała zostać porwana i zmuszona do ślubu) oraz fakt, że jej matka była chrzestną Jagiełły, więc związek uchodził za kazirodczy. Alina Zerling-Konopka w swojej powieści cofa się jednak nieco wcześniej, do tytułowej młodości Elżbiety i jej pierwszego związku. Powieść rozpoczyna się, gdy Elżbieta ma zaledwie trzynaście lat, a Jagiełło przybywa do Polski, by poślubić Jadwigę. Na uroczystościach związanych z zaślubinami i koronacją Elżbieta poznaje Morawianina Wiseła, w którym zakochuje się od pierwszego wejrzenia, wie jednak, że jej matka nigdy nie wyrazi zgody na ich małżeństwo. Niewinna panna próbuje zapomnieć o uczuciu i pozostać posłuszną córką, jednak Wiseł nie ma zamiaru rezygnować z namiętności i namawia dziewczynę do ucieczki, która ostatecznie zamienia się w porwanie i przetrzymywanie Elżbiety i jej matki. Na ratunek Pileckiej wyrusza zakochany w niej przybrany brat Jaśko. Alina Zerling-Konopka jest chyba moją ulubioną autorką, jeśli chodzi o powieści historyczne. Autorka ma dar do plastycznych opisów epoki, jej stylizacja i sposób opisywania naprawdę oddają dawne czasy, a w tej części widać to chyba najlepiej ze względu na narrację trzecioosobową (w jej poprzednich powieściach mieliśmy pierwszoosobówkę). Akcja jest naprawdę wartka i wciągająca, a zarazem niepozbawiona emocji i chwil na zatrzymanie się i poznanie bohaterów. Co więcej, mimo że książka jest dość krótka, ma niecałe trzysta stron, to nie czuje się, żeby coś zostało niedopowiedziane, każdy wątek jest bardzo klarowny, treściwy i wyczerpujący zarazem. Na pewno plusem jest też nieco inne podejście do postaci historycznych, opisanie wydarzeń z czasów Jagiellonów nie z perspektywy królowej Jadwigi, ale Elżbiety Granowskiej, która obecnie jest nieco zapomniana, a jeśli ktoś o niej wie, to mam wrażenie, że postrzega ją niewiele lepiej niż w dawnych czasach (nie oglądam serialu ,,Korona Królów", ale z opinii wiem, że podobno przedstawili tam Elżbietę jako złą, intrygancką rywalkę Jadwigi). Elżbieta w wykonaniu Zerling-Konopki jest postacią bardzo prawdziwą. Poznajemy ją jako nastolatkę, która jest dumna ze swojej urody, chce się bawić i poznawać świat, bywa naiwna i głupiutka, a także porywcza. Mimo straty ojca została wychowana w niemalże cieplarnianych warunkach, toteż nagłe porwanie, skandal z jej udziałem i rozdarcie między kochającymi osobami (rodziną a Wisełem) jest dla niej wstrząsem. Przyznam jednak, że nie do końca sympatyzowałam z tą postacią, irytowała mnie jej naiwność, próżność i chwilami egoizm, ale z drugiej strony to przecież tylko nastolatka i trudno od niej oczekiwać dojrzałego podejścia do życia. Moim zdaniem przedstawianie młodych postaci historycznych jako wciąż dzieci rozbudza wrażliwość współczesnego czytelnika na wybory, które musieli podejmować. Nie wszystko jednak mi się podobało. O ile nie mam nic przeciwko dobrym wątkom miłosnym i lubię wszelkie opisy uczuć i emocjonalności, tak tutaj nie do końca przekonałam się do romansów w tej książce. Według mnie było ich trochę za dużo i za bardzo przysłaniały tło historyczne - pierwsze zakazane uczucie Elżbiety, jej drugie, zaaranżowane małżeństwo, nieszczęśliwa miłość Jaśka i jego późniejsze perypetie, które w drugiej połowie wręcz przeważały nad historią tytułowej bohaterki, opisany w kilku akapitach wcześniejszy ,,romans" Wiseła, a także rysująca się relacja między Elżbietą a Jagiełłą, która w moim odczuciu była lekko kiczowata. Przyszli małżonkowie poznają się, gdy on jest już dojrzałym mężczyzną i mężem Jadwigi, a Elżbieta przeżywa pierwsze uczucie do Wiseła. Mimo to autorka nie daje nam zapomnieć, że ta dwójka ma w przyszłości się połączyć i to nachalne podkreślanie, że są sobie przeznaczeni było dla mnie męczące, wolałabym, żeby ta miłość pojawiła się już po śmierci ich małżonków. Do tego obraz surowego, opanowanego króla Jagiełły, który zawsze miałam w głowie, kłóci mi się z jego wyraźnym nadskakiwaniem Elżbiecie od pierwszego spotkania. Mimo lekkich wad ,,Burzliwa młodość" naprawdę bardzo przypadła mi do gustu i niedługo mam zamiar sięgnąć po kolejny tom. ,,Koło fortuny toczy się bez końca i bez początku."
FannyBrawne - awatar FannyBrawne
ocenił na 8 5 lat temu
Łagierniczka. Relacja z Workuty 1945-1956 Anna Szyszko-Grzywacz
Łagierniczka. Relacja z Workuty 1945-1956
Anna Szyszko-Grzywacz
Zazwyczaj w kontekście końca wojny mówimy o obozach koncentracyjnych, a mam wrażenie, że temat łagrów jest nieco mniej rozpropagowany, a te działały jeszcze wiele lat po wojnie. „Łagierniczka” to zapis z zesłania, zapis z zesłania do łagru. Bohaterka, Anna Szyszko-Grzywacz, aresztowana za działalność konspiracyjną zostaje skazana na odbycie kary w Workucie. Mieście oddalonym o 160 km od koła podbiegunowego, a obecnie uznawanym za jedno z najzimniejszych miejsc w Europie. Tam przechodzi przez wiele etapów obozowych prac karnych, od tych najcięższych w kopalni, przez szwaczkę czy pomoc w szpitalu. W przejmujący sposób przedstawia walkę o swoją tożsamość, o przetrwanie. Walkę aby pozostać człowiekiem w miejscu gdzie nawet moment zwątpienia może prowadzić do śmierci. Na tej kanwie prezentuje też codzienne życie w obozie. Przedstawia pełny portret łagrowej hierarchii, tworzących się tam „warstw społecznych”, opisuje mechanizmy jakimi rządzi się obóz. Jednak przede wszystkim to relacja pełna ludzkiego cierpienia, katorżniczej pracy, śmierci, ale jednocześnie poszukująca też pozytywnych stron, mówiąca o przyjaźni, wzajemnej pomocy. I choć niektóre aspekty zdają się nieco poprawiać obraz całości, to myślę, że trzeba mieć na uwadze iż to relacja spisana po latach, gdzie to co najgorsze mogło zostać przez pamięć wyparte. Do czego Karta przyzwyczaiła w swoich publikacjach, tak i tutaj, głos oddany jest bezpośrednio bohaterom wydarzeń. Książka to swego rodzaju wywiad rzeka, spisany na podstawie rozmowy, przeprowadzonej z bohaterką przez jej córkę. Dla mnie ta forma to dobro samo w sobie, czytelnik ma przestrzeń do własnych spostrzeżeń. Całość uzupełnia seria zdjęć z prywatnego archiwum bohaterki. Jedna rzecz, która mnie osobiście irytowała to wtrącenia z rosyjskiego, oczywiście są one wyjaśnione, dodają klimatu, jednak mnie wybijały z rytmu, a ich dość częste powtarzanie powodowało wertowanie wstecz aby znaczenie sobie przypomnieć. Jednak z perspektywy całości to tylko detal. Ja jestem na tak.
maciej__jedynak - awatar maciej__jedynak
ocenił na 7 10 miesięcy temu

Cytaty z książki Niezwykłe kobiety w Zakopanem

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Niezwykłe kobiety w Zakopanem