Ten drugi Piłsudski. Biografia Bronisława Piłsudskiego - zesłańca, podróżnika i etnografa
(2022)
Od połowy książki, od opuszczenia Dalekiego Wschodu, ilość dygresji które wypełniają rozdziały staje się zupełnie nieproporcjonalna względem losów Bronisława (1866-1918). Zamiast o bracie Marszałka, czytamy o osobach luźno związanych z głównym bohaterem, o historii odwiedzanych miast lub kurortów, kwestiach kultury i kuchni. Nakreślenie tła wydarzeń jest ważne i potrzebne, tak samo jak opowiedzenie o ludziach i instytucjach z którymi się stykał, ale przy takich proporcjach przestaje to być książką o Piłsudskim. Potem mamy Piłsudskiego więcej, ale nadal jest to tekst pełen dygresji (z silnym wątkiem niepodległościowo-patriotycznym). Informacje otwierające biografię, dotyczące statków i warunków transportu, to świetne wprowadzenie, która daje wgląd w dramat zesłańca i realia epoki, natomiast pisanie o historii Tokio, Chicago czy Nowego Jorku, zamiast o przebiegu pobytu – jest odejściem od tematu.
W kilku miejscach, jesteśmy raczeni fabularyzowanymi scenkami okraszonymi krótszymi i dłuższymi dialogami – z uwagi na charakter tekstu, serwowanego jako biografia, byłoby lepiej gdyby odbiorca wiedział, co jest fikcją a co rekonstrukcją.
Całość czyta się przyjemnie, autor (1959) ładuje do tekstu dużo informacji, podaje je w sposób jasny i przystępny, a jednocześnie mówi o prostych sprawach w sposób nieoczywistych i z kunsztem sprawnego gawędziarza. Na końcu umieszcza przydatne kalendarium.
6/10 – tekst wymaga szeregu poprawek, głównie technicznych, ale trafiają się też potknięcia merytoryczne.
•
Po raz pierwszy dowiedziałem się o BP z National Geographic* mając 16 lat. Teraz po dwudziestu latach (2023), nadarzyła się okazja by dowiedzieć się czegoś więcej.
Historia żywota brata Marszałka, wiecznego tułacza, który zmagał się z wieloma niepowiedzeniami i nigdzie nie zagrzał miejsca na dłużej, pobudza wyobraźnię. Gdyby był Amerykaninem, Hollywood upomniałoby się o niego już w latach 80. lub 90., i wyszedł by z tego wygładzony, wymuskany romans, zrealizowany tak jak „Siedem lat w Tybecie” (1997) z Bradem Pittem lub podobny obraz.
__________________
* Nr 12 (51), grudzień 2003, Piekielna wyspa Piłsudskiego, tekst: Andrzej Meller. To był jeszcze ten czas, kiedy papierowy magazyn był równie atrakcyjny co cały internet, który był bardziej do czytania niż oglądania (czy słuchania).
•
BONUS:
Orzeł i Chryzantema (Ostatni z rodu) [2010]
https://www.youtube.com/watch?v=XSU_BIausec
Pomnik PIŁSUDSKIEGO w Japonii![2017]
https://www.youtube.com/watch?v=CBKA1gR_zgQ
Kim był Bronisław Piłsudski? - Projekt Bronek - Podcast Po Japonii 31 [2020]
https://www.youtube.com/watch?v=kTYnGzzmT7U
https://bronislawpilsudski.pl/
•
UWAGI RÓŻNE (wyd. z 2022):
Str. 21 – dając „postępowych” w cudzysłów, autor zdradza się ze swoimi poglądami nt. wiary. Jakby na to nie patrzeć, wszelki sceptycyzm wobec zorganizowanych kultów, wobec wierzeń ludowych i twierdzeń mistyków, jest zdrowy i jak najbardziej postępowy, potrzebny i wart rozpowszechniania. Jeśli ktoś deklaruje się jako katolik czy chrześcijanin, to jest to świadectwo ignorancji: nieznajomości historii i pism własnej religii. Każdy, kto czyta o starożytnym Rzymie, kogo interesują kulty Bliskiego Wschodu, mimowolnie trafi na wątki chrześcijańskie lub treści dotyczące ich pierwowzorów, a to czego się dowie nie skłania do klepania pacierzy.
Str. 23-34 – tzw. kresowiacy, nadal zamieszkują na terenach dawnej Rzeczypospolitej, na Litwie są sporą mniejszością (6,52% ludności, wg danych z 2021 – pod Wilnem stanowią większość), zamieszkują zachodnią Białoruś i Ukrainę. Także potomkowie kolonistów przetrwali, nie wszyscy stali się repatriantami. Polski żywioł na wschodzie istnieje.
Str. 26 – „Zbrodniarz ów [Michaił Murawjow] uważał, że dawne Wielkie Księstwo Litewskie było państwem rusko-litewskim” – tak, Wielkie Księstwo Litewskie było de facto państwem rusko-litewskim, z ruskim jako językiem urzędowym, z ludnością ruską jako dominującą. Pierwszym językiem Władysława Jagiełły był ruski. Dopiero kiedy doszło do unii personalnej (1385–1569, z przerwą w latach 1401–1447 i 1492–1501), a potem Unii Lubelskiej (1569), tamtejsze elity zaczęły się polonizować: „Wielkie Księstwo Litewskie zamieszkiwały przede wszystkim narody słowiańskie (przodkowie dzisiejszych Białorusinów i Ukraińców), zaś plemiona bałtyckie (przodkowie dzisiejszych Litwinów) zasiedlały głównie tereny dzisiejszej Litwy. Językiem urzędowym był słowiański język ruski (w tym języku spisano m.in. Statuty Wielkiego Księstwa Litewskiego i prowadzono Metrykę Litewską) do 1696 r.
Następnie na terenie Wielkiego Księstwa Litewskiego urzędowym był polski, posługiwano się również łaciną i litewskim” (https://pl.wikipedia.org/wiki/Wielkie_Ksi%C4%99stwo_Litewskie).
Str. 48 – „Wkrótce małżonkowie wyjechali do Samarkandy na wschodnim brzegu Morza Kaspijskiego, gdzie stacjonował oddział ochrony granicy, w którym służył Bejnar, i taki był koniec niespełnionej miłości Bronisława” – 1) czytelnik słabo zorientowany w geografii, mógłby dojść do wniosku, że Samarkanda to miasto portowe (a leży ona w głębi lądu, w ówczesnym Rosyjskim Turkiestanie); 2) jeśli babka związała się z innym i wyjechała w siną dal, to można przyjąć, że miłość pozostała niespełniona (chyba że mu przeszło).
Str. 79 – „Grupę konwojował pluton żołnierzy z miejscowej jednostki, nadzorowany przez urzędnika z więziennictwa. Osobą nadzorująca był młody urzędnik z urzędu więziennictwa, który jechał z tyłu na koniu” – do przeredagowania.
Str. 113 – na pewno praca Charlesa Hawesa – Amerykanina – miała tytuł rosyjski (Na wostocznoj okrainie, Jużno-Sachalinsk)?
Str. 138 – wówczas nie było Indonezji, chodzi o ludy austronezyjskie (tj. malajopolinezyjskie).
Str. 164 – „Potomkowie Bronisława żyją obecnie w Kraju Kwitnącej Wiśni”*, ale nie tylko: „Piłsudski był ljubolubitiel – uśmiecha się pani Galina [Pietrowna Lok, etnografka i Niwchijka]. Pozostawił po sobie kilkoro dzieci […]” – przeczytamy w nr 12 NG z 2003 w krótkim reportażu Piekielna wyspa Piłsudskiego; na tej samej stronie: „Zoja Kun Tajgan dziwiła się, że jest ruda. Po latach okazało się że ten nietypowy dla Azjatów kolor włosów odziedziczyła po polskim zesłańcu i naukowcu Bronisławie Piłsudskim […]”, dalej: „Moja babcia była ajneńską szamanką – rozpoczyna opowieść wnuczka polskiego etnografa. Piłsudskiemu urodziła bliźniaki, ale jedno dziecko umarło. […] Została tylko moja mama, Waj. Umarła, gdy miałam 12 lat. […]
Pani Zoja wie o dziadku niewiele. O tym, że był znanym Polakiem, dowiedziała się jako dorosła kobieta”.
* Patrz: dokument Jacka Wana Orzeł i chryzantema (2010); dostępny na YouTube.
Str. 170-171 (i dalej) – zbędna dygresja nt. Japońskiej kuchni i etykiety. Autor, borykający się z pewnymi brakami informacji, stara się w ten sposób poszerzyć tekst, od połowy książki jest tego zdecydowanie za dużo.
Str. 174 – „Piątą Avenue” – albo 5th Avenue, albo Piąta Aleja.
Str. 176 – autor pisze, że nowojorscy Żydzi gadali ze sobą „po hebrajsku bądź w jidysz”… Już za czasów Jezusa hebrajski wyszedł z użycia i był jedynie językiem liturgicznym. (Pierwowzór nowotestamentowego Jezusa mówił po aramejsku). Tamtejsi Żydzi rozmawiali w jidysz, po rosyjsku, po niemiecku i w innych językach krajów pochodzenia, a także po angielsku. Hebrajski słyszeli jedynie w synagodze lub jesziwie. (No chyba, że jacyś syjoniści starali się go ożywić, myśląc jednocześnie o migracji do Palestyny).
Str. 179 – „Ukończył medycynę i nauki przyrodnicze na szwedzkim Uniwersytecie w Dorpacie […]” – niemieckim?
„W roku 1625 Tartu [wówczas Dorpat, stolica województwa na terenie Inflant] ponownie zostało opanowane przez Szwedów i do Rzeczypospolitej już nie powróciło. W 1632 roku szwedzki król Gustaw II Adolf ufundował Academia Dorpatensis, czyli uniwersytet.
[…]
W 1656 roku wojska rosyjskie zdobyły Dorpat, by utracić go w 1661. Jednak po traktacie w Nystad w 1721 miasto (znane od tej pory jako Derpt [Дерпт]) zostało wcielone do Imperium Rosyjskiego. […]
Aż do I wojny światowej językiem wykładowym na słynnej dorpackiej uczelni był niemiecki. W roku 1893 zmieniono nazwę miasta na Jurjew i zaczęto je konsekwentnie rusyfikować, m.in. w 1895 język rosyjski stał się, obok niemieckiego, językiem wykładowym na uniwersytecie, wcześniej językiem wykładowym był na tym uniwersytecie tylko język niemiecki. Podczas zaborów w Polsce, szczególnie zaś po zamknięciu przez władze carskie Uniwersytetu Warszawskiego, kształcili się tu Polacy, nie chcący zdobywać wiedzy na uczelniach rosyjskojęzycznych w Królestwie Polskim oraz w innych częściach Imperium Rosyjskiego. W 1828 powstała tu najstarsza polska korporacja akademicka Konwent Polonia. Mimo oficjalnego panowania rosyjskiego miasto wciąż miało niemiecki charakter. Jeden z polskich studentów, Bolesław Limanowski, w swych Pamiętnikach 1835–1870 pisze, że ówczesne Tartu miało: »charakter zupełnie niemieckiego miasta. Język niemiecki panował wszędzie: w urzędach, na katedrach uniwersyteckich, w sklepach, na ulicy. Właściwe miasto było z prawej strony Embachu. Miało ono piękny staroniemiecki wygląd, zwłaszcza główna ulica Ritterstrasse (Rycerska) przedstawiała się wspaniale. Lecz największą ozdobą było wzgórze piętrzące się nad miastem i porosłe bujnym lasem, tak zwane Domberg, od dawnej katedry katolickiej, w której ongiś kazał Piotr Skarga.«” (https://pl.wikipedia.org/wiki/Tartu).
Str. 250 – „Szacuje się, że I wojna śwatowa kosztowała życie łącznie 6 milionów ludzi. […] Zginęło 9 milionów żołnierzy i 3 miliony osób cywilnych”; 9 + 3 ≠ 6 (!).
Str. 255 – autor cytuje Jadwigę Rodowicz-Czechowicką, polską japonistkę ur. w ‘54, która wypowiada się o Piłsudskim tak, jakby znała go osobiście, potem przytacza słowa które brzmią jak wyrwane z kontekstu, lub należące do kogoś innego: „A przecież był człowiekiem śmiałym, doświadczyłam tego nieraz w naszych wspólnych przygodach […]” – autorka przyszła na świat 36 lat po śmierci Bronisława (!).
Str. 269 – „Celem nadrzędnym tego eksperymentu [tj. rewolucji komunistycznej] było totalne zniszczenie państw narodowych i religii, czyli taki sam plan, jaki mają i realizują obecni włodarze Unii Europejskiej” – o, autor jest tzw. eurosceptykiem.
Str. 328 – na pewno cytowany tytuł pracy BP był w oryginale po angielsku?
Str. 333 – „uzyskał on możliwość osiedlenia się w dowolnym miejscu terytorium Imperium Rosyjskiego, z wyłączeniem stolicy. Tym samym niemożliwy staje się powrót do rodzinnych stron w okręgu wileńskim” – Wilno nie jest stolicą carskiej Rosji, zatem dlaczego?
BŁĘDY TECHNICZNE: str. 13 (przypis) – rosyjsko żydowskiego (rosyjsko-żydowskiego); str. 19/34 – czy oznaczenie luki, tj.: (…), było tu potrzebne?; str. 112 – oznaczenie luki (tj. nawias kwadratowy z wielokropkiem) poza cytatem (co istotne, wszędzie indziej autor korzysta ze zwykłych nawiasów); str. 121 – po „pisał.” powinien być myślnik oznaczający domknięcie wtrącenia w ramach cytatu; str. 149 – zjedzone „to” w cytacie; str. 159 – zabrakło kropki na końcu zdania (przed „P.”); str. 185 – zpiosenką (z piosenką); str. 212/216 – brak otwarcia cytatu; str. 225 – jeśli podanie o subsydium jest z 1912, podziękowanie za nie może być z 1903 (1902?); str. 228 – zbędne oznaczenie luki ([…]) na początku; str. 242 – „W 1993 [1893?] roku [Michał Wojnicz] ożenił się z Lilian Ethel Voynich […]” – pomyłka w zapisie roku, oraz nieścisłość odnośnie nazwiska, bo biorąc ślub, panna młoda nie była jeszcze Voynich (podobnie jest na początku książki, kiedy autor pisze że Piłsudska wyszła za Piłsudskiego); str. 245 – „Prawdopodobnie odwiedził też właściwie Královské Vinohrady […]” (właściwie?); str. 270 ludzie-ludzi (stylistyka); str. 286 – niekonsekwencja w zapisie luki (wcześniej, kiedy autor pomijał coś we wcześniejszym akapicie, decydował się na postawienie kropki po nawiasie z wielokropkiem) + która (którą); str. 327 – Saint Petersburg (Sankt Petersburg). Indeks nie zawiera numerów stron – jako taki, jest całkiem bezużyteczny.
Opinia
Piękna, bardzo ciekawa opowieść (oparta na źródłach, listach, opracowaniach), napisana starannym językiem. Tatry, Zakopane i wybitne kobiety. Te, które jako jedne z pierwszych pojawiły się w góralskiej wsi zanim stała się znanym kurortem, dziś niemiłosiernie obleganym przez turystów. Przeczytamy o Raczyńskiej, Konopnickiej, Deotymie, Witkiewiczowej. Dla mnie bardzo ciekawe rozdziały (a wszystkich jest 13) dotyczyły Natalii Janothy (co za postać! pianistka grająca przed królową Wiktorią, wielka sława w Polsce zapomniana), Marii Zamoyskiej (córki Generałowej) czy Wandy Herse. Bardzo dużo fotografii, starannie dobranych (czarno-białych i w kolorze) znakomicie dopełnia treść i sprawia, że czytelnik może przenieść się w tamte czasy tak malowniczo opisane. Autorka dysponuje świetnym warsztatem, co potwierdzają jej kolejne książki. Polecam!
Piękna, bardzo ciekawa opowieść (oparta na źródłach, listach, opracowaniach), napisana starannym językiem. Tatry, Zakopane i wybitne kobiety. Te, które jako jedne z pierwszych pojawiły się w góralskiej wsi zanim stała się znanym kurortem, dziś niemiłosiernie obleganym przez turystów. Przeczytamy o Raczyńskiej, Konopnickiej, Deotymie, Witkiewiczowej. Dla mnie bardzo ciekawe...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to