rozwiń zwiń

Niemcy w Krakowie. Dziennik 1 IX - 18 I 1945

Okładka książki Niemcy w Krakowie. Dziennik 1 IX - 18 I 1945
Edward Kubalski Wydawnictwo: Austeria reportaż
375 str. 6 godz. 15 min.
Kategoria:
reportaż
Format:
papier
Data wydania:
2010-01-01
Data 1. wyd. pol.:
2010-01-01
Liczba stron:
375
Czas czytania
6 godz. 15 min.
Język:
polski
ISBN:
978-83-61978-36-7
Średnia ocen

                7,8 7,8 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Niemcy w Krakowie. Dziennik 1 IX - 18 I 1945 w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Niemcy w Krakowie. Dziennik 1 IX - 18 I 1945

Średnia ocen
7,8 / 10
18 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
190
162

Na półkach:

W kontekście obecnej (2025-12-24) sytuacji międzynarodowej, ciekawiła mnie historia wojennego Krakowa i "na raz", czyli równolegle, (prze)czytałem 3 różne książki, można powiedzieć, komplementarne. Wszystkie 3 oceniam tutaj (na 7), i wszystkie są niezwykle bogate, szczegółowe, choć na różny sposób. Wszystkim autorom, żyjącym i nie, chcę oddać hołd, podziękować. ZADZIWIAJĄCE jak mało -- na lubimy czytać -- opinii i ocen. Czytajcie tutaj:
Edwarda Kubalskiego – Niemcy w Krakowie - https://lubimyczytac.pl/ksiazka/85333/niemcy-w-krakowie-dziennik-1-ix-18-i-... (na okładce nazista w futrze stoi dumnie na tle Wawelu) – to dziennik, dzień po dniu, z informacjami zarówno z Krakowa, jak i ze świata (co na frontach). Uderza opis załamania solidarności społecznej, plaga donosów i denuncjacji. Kubalski, nazwijmy to wprost, nie jest filosemitą, lub zwolennikiem wolnej Ukrainy np. strona 280: „Na Wołyniu bandy ukraińskie mordują i rabują dwory polskie”, -- co uderza.
Kubalskiego czyta się łatwo, opisy są interesujące, powiedziałbym niekiedy wręcz lekkie. Sporo cytatów z gazety Krakauerki, do których Kubalski rzecz jasna, odnosi się z rezerwą a niekiedy z ironią. Sporo informacji o cenach, zwłaszcza żywności, o kartkach na żywność, o cenach „na pasku” czyli powiedzielibyśmy dzisiaj, wolnorynkowych. O tym, co warszawiacy myśleli o życiu w Krakowie, a krakowiacy o Ślązakach, o kolaboracji Węgier, Jugosławii, Bułgarii, a także Litwinów, Flamandów z nazistami (o tym się u nas współcześnie zupełnie nie mówi !!!). Prawie każdy podrozdział (dzień) kończy się informacjami: co i gdzie można zobaczyć w teatrze, na rewii, w kinie, np. „Przed kilku dniami koncertował w sali St. Teatru piosenkarz Fogg”. I dalej, „Aby przetrwać ten czas ciężkiej próby wiele osób uczy się obcych języków – a więc – jak powiadają: pesymiści niemieckiego – optymiści angielskiego, strachajły rosyjskiego a durnie francuskiego” (mój nauczyciel na białej chirurgii na Kopernika mawiał, że „rosyjskiego uczymy się z za karę, angielskiego z konieczności a francuskiego dla przyjemności”, ale to inna sprawa, choć wskazuje, że musiał czytać Kubalskiego). Im późniejsza data w dzienniku tym ceny żywności wyższe, niemieckie represje silniejsze, a uwagi mające wzbudzić nadzieję na rychły koniec wojny: częstsze. Jednakże i ta książka nie napawa nadzieją, że w sytuacji zagrożenia lub okupacji, będziemy w stanie się zorganizować, przeciwstawić. Ot, jak pisze ktoś z lubiących czytać, okupacja niemiecka w Krakowie okiem inteligenta, ale też, narodowca i społecznika.
Tadeusza Wrońskiego – Kronika okupowanego Krakowa - https://lubimyczytac.pl/ksiazka/96058/kronika-okupowanego-krakowa (okładka płócienna) - to, cytując lubiącego czytać, „opracowanie okupacyjnych dziejów miasta polskiego. W formie kronikarskiego, suchego zapisu, pozbawionego autorskiego komentarza, przedstawił Tadeusz Wroński życie Krakowa we wszystkich jego aspektach, w sprawach zarówno drobnych, jak i największych, w bohaterstwie niezwykłym i tragediach takich, jakie niosła ze sobą tylko okupacja hitlerowska”. Opracowanie niezwykle oszczędne, rzeczowe, bez interpretacji, uwag, niezwykle detaliczne, co do dziesiątego miejsca po przecinku wykazujące liczbę i nazwiska ofiar niemieckiego terroru, łącznie ze wskazaniem adresu, gdzie zostali zamordowani, w jaki sposób, przez kogo, ile mieli lat, i tak dalej. Weźmy stronę 54, z dnia 24 listopada 1936: „Jako język urzędowy wprowadzony został język niemiecki, a 1 stycznia 1940r. również język ukraiński. Język hebrajski został zakazany”. Suche i treściwe, myśl sam, czytelniku, co to musiało oznaczać dla mieszkańców Krakowa… Chyba nie ma książki bardziej najeżonej (sorry) suchymi faktami, typu kto i kiedy został dyrektorem szpitala w Kobierzynie 19 stycznia 1940 (dr. Aleksander Kroll) lub, że 14/15 grudnia 1943 roku „Z getta wywieziono do obozu w Płaszowie ostatnich członków służby porządkowej (Ordnungs-dienstu, OD) tj. policjantów żydowskich, gdzie ich rozstrzelano (strona 309). Mimo niesłychanej szczegółowości i powoływania się na niezliczone źródła (a może, właśnie dlatego?) nie znajdziemy tutaj żadnej pociechy, przesłania, że jakoś damy radę w podobnej sytuacji, że lud krakowski miał znaczący epizod buntu, powstania, protestu, a zatem, że istniała jakaś inna forma przetrwania niż „zobaczymy co dalej”, „jakoś to będzie”, „jest ciężko i strasznie, ale może się uda przeżyć”.
Andrzeja Chwalby - Okupacyjny Kraków - https://lubimyczytac.pl/ksiazka/103812/okupacyjny-krakow - (na okładce nazista w dorożce na tle sukiennic) to historia miasta pisana dużymi rozdziałami: jak wyglądała powiedzmy, organizacja miasta, służb, sądownictwa, mieszkańcy, dlaczego Niemcy wybrali właśnie Kraków na stolicę Generalnej Guberni (a nie Warszawę), o życiu kulturalnym Krakowa, i co Niemcy z nim zrobili, jaka była rola Ukraińców w funkcjonowaniu miasta (super ciekawe choć dziś politycznie niepoprawne), jak Niemcy pozamieniali nazwy ulic i placów… Kraków polski, niemiecki, żydowski i ukraiński. Jaki był stosunek ludności polskiej do Niemców i Żydów (tutaj wskazówka naszego zdziwienio-mierza zmierza ku 100 jednostkom, polecam). O szmuglerach, szmalcownikach, przewoźnikach, zwykłych kapusiach, konfidentach (każdej narodowości!). Głodzie, ludożerstwie, o zmieniających (czyli kurczących) się, historycznie, granicach Getta. Niemieckich kradzieżach sprzętu naukowego, zagładzie profesorów Uniwersytetu (i innych uczelni), grabieży dzieł sztuki i kultury, niemieckiej pogardzie dla dokonań naukowych i artystycznych Polaków, Krakusów. O zagładzie i zamordowaniu pacjentów szpitala psychiatrycznego w Kobierzynie. Znalazłem szokujące fotografie egzekucji przez powieszenie. O niemieckiej propagandzie – w tym, wydawaniu krakowskiego pisma pornograficznego (!) Ale też, o tym jak chętnie krakowianie uczęszczali na występy, spektakle, seanse kinowe, – i tutaj, też znajdziecie coś niesamowitego. Wreszcie, o liczbie donosów, jakie naziści otrzymywali od naszych rodaków i co nazistów, poruszało, by tak rzec. Opisałem 2/3 książki i podsumowując, można odnieść wrażenie, że w strachu, nędzy, głodzie, poniżeniu, jednak dało się przetrwać o ile nie było się akurat Żydem lub profesorem Uniwersytetu. Chwalba, też trzeba powiedzieć, w naukowy sposób przedstawia relacje między różnymi mieszkańcami, nie zawsze wzbudzające optymizm.

W kontekście obecnej (2025-12-24) sytuacji międzynarodowej, ciekawiła mnie historia wojennego Krakowa i "na raz", czyli równolegle, (prze)czytałem 3 różne książki, można powiedzieć, komplementarne. Wszystkie 3 oceniam tutaj (na 7), i wszystkie są niezwykle bogate, szczegółowe, choć na różny sposób. Wszystkim autorom, żyjącym i nie, chcę oddać hołd, podziękować. ZADZIWIAJĄCE...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

62 użytkowników ma tytuł Niemcy w Krakowie. Dziennik 1 IX - 18 I 1945 na półkach głównych
  • 42
  • 20
12 użytkowników ma tytuł Niemcy w Krakowie. Dziennik 1 IX - 18 I 1945 na półkach dodatkowych
  • 3
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Niemcy w Krakowie. Dziennik 1 IX - 18 I 1945

Inne książki autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Bracia Bielscy Peter Duffy
Bracia Bielscy
Peter Duffy
Książka opowiada o losach żydowskiego "oddziału partyzanckiego" założonego przez braci Bielskich i działającego w Puszczy Nalibockiej. Nazwę "oddział partyzancki" celowo wziąłem w nawias, ponieważ definicje działań partyzanckich opisują je jako nagłe nękające ataki, prowadzane z ukrycia, z przygotowaniem zasadzek, czasami we współpracy z armią własną bądź sprzymierzoną, które podporządkowane są ogólnym celom strategicznym. W tym przypadku, mamy do czynienia raczej z bojową wspólnotą Żydów (do 1939 roku obywateli II RP), której jedynym celem było przeżycie, a działania przeciwko Niemcom podejmującą tylko w ostateczności. Niewątpliwie zasługą przywódców nalibockiej Jerozolimy, czyli braci Tewje, Zusa i Azaela Bielskich było zapewnienie jej członkom bezpieczeństwa. Podjęcie współpracy z radziecką partyzantką prawdopodobnie uchroniło wspólnotę od jej rozwiązania i całkowitego wcielenia członków do sowieckich oddziałów partyzanckich (do częściowego wcielenia doszło w 1943r., w tym miejscu należy dodać, że partyzanci z grupy Zusa Bielskiego brali udział w zbrodni na Polakach w Nalibokach) lub nawet do jej zagłady np. uniemożliwienie grabieży chłopów, celem zapewnienia wspólnocie warunków bytowania. Władzę we wspólnocie Bielscy sprawowali despotycznie, wobec opozycji stosowali więzienie, a czasami mordując swych wewnętrznych przeciwników. Tewje Bielski siłę swojej perswazji podkreślał także w inny sposób mówiąc członkom wspólnoty, że "działaniami braci kieruje ręka Boga". Utrzymanie tak dużej grupy nie byłoby możliwe bez zapewnienia wyżywienia, odzieży, zwierząt (np. koni i krów), urządzeń i narzędzi, czy transportu (np. wozów umożliwiających szybką ewakuację), te wszystkie dobra zabierali okolicznym chłopom, których w przypadku próby odmowy zabijali.
Gary - awatar Gary
ocenił na 6 1 rok temu
Buntownicy. Polskie lata 70. i 80. Joanna Wawrzyniak
Buntownicy. Polskie lata 70. i 80.
Joanna Wawrzyniak Hanka Grupińska
Zamknęłam ostatnią stronę "Buntowników" i westchnęłam. PRL to były ciężkie czasy - pamiętam je, bo na czasy PRLu przypadło moje dzieciństwo. Ale, jak to zwykle bywa, i tak myślę o swoim dzieciństwie jak o raju utraconym. Dobrym czasie. Ale czy tak myślą o tym czasie również bohaterowie tej książki? Czy mogliby? Czy mają za czym tęsknić? Okazuje się, że... tak. Paradoksalnie, bo przecież to nie były dobre czasy. To były czasy prześladowań, ubeków, brutalności, świństw i podłości. Był stan wojenny, pustki w sklepach, była cenzura i PRLowska szarzyzna. Ale były też takie aspekty tego życia, za którymi można zatęsknić. wartości same w sobie - nonkonformizm, opozycja wobec zła, duch walki, bohaterstwo, przyjaźń, bezinteresowność... wódki łyk i dyskusje po świt. PRLowskie życie społeczne, życie sąsiedzkie, podwórkowe, które ja jeszcze pamiętam, a które później zaczęło zanikać, a teraz już jest bladym wspomnieniem tylko. Za tym można zatęsknić... w tym naszym wolnym kraju. Jest to książka fascynująca, bo fascynujące są losy jej bohaterów. I szczególnie interesująca dla mnie jako poznanianki - bo przecież ja tych ludzi znam, choćby z widzenia, choćby z teatru. I te miejsca przecież znam. słynne poznańskie "Ósemki" i Lech Raczak, Stanisław Barańczak przechadzający się po "moich" korytarzach w Collegium Novum, Maciej Frankiewicz i jego późniejsze działania w magistracie... Moje miasto i jego mieszkańcy. Ta książka jest ważna, bo przypomina o nich - o tych wszystkich ludziach, bohaterach wielkiego formatu - ale i mikro-bohaterach; o ludziach z czołówki KORowskiej i solidarnościowej opozycji, obecnych politykach, ale też zwykłych-niezwykłych obywatelach, nikomu nie znanych z nazwiska - osobach, które użyczały swoje mieszkania, zamieniały łazienki w drukarnie, żyły dosłownie na bibule... O tych wiecznie opozycyjnych studentach - ach, jakże to słowo się zdewaluowało od tego czasu... O różnych formach kontrkultury i kontestacji ówczesnej rzeczywistości. Książka została przez autorki bardzo dobrze przemyślana pod względem struktury. Dobrym pomysłem było wprowadzenie podziału na KORowskie lata 70-te i solidarnościowo/stano-wojenne lata 80-te. Wspomnienia bohaterów zostały chronologicznie pogrupowane, więc w kolejnych fragmentach na ten sam temat (np. jak rozpoczął się dla mnie stan wojenny?) wypowiada się kilka(naście) osób. Daje to szerszą perspektywę - bo przecież nie da się wszystkich wspomnień i emocji wrzucić do jednego garnka i wyciągnąć średniej. Dodatkowym atutem jest przedstawienie dalszych losów bohaterów tej książki oraz ich poglądów na kwestię lustracji. Ciekawe jest to, jakie internowani i represjonowani działacze opozycji mają na ten temat opinie, a także - w jaki sposób te lata wpłynęły na ich późniejsze życie. To był bardzo udany zabieg ze strony autorek. Kolejną zaletą jest dodanie kilku "okołoPRLowych" esejów na samym końcu - jest tu i alfabet PRLu, i życie codzienne, socjalistyczna architektura, życie artysty plastyka, a także rozważania o życiu społecznym, a nawet o roli... alkoholu. Bardzo dobrze się to czyta. I ogląda - bo tych czarno-białych fotografii z prywatnych albumów, czasem bardzo intymnych, czasem poruszających, czasem niezwykle zwykłych - jest w książce sporo. "Born in the PRL... I was born in the PRL", chciałoby się zaśpiewać niczym Bruce. Urodziłam się w PRLu, w latach 70-tych, w czasach już dawno słusznie minionych, ale nadal żyjących w mojej świadomości, w świadomości moich rodziców, w naszej świadomości zbiorowej. Ta książka była dla mnie dość emocjonalnym przeżyciem. Moim zdaniem to pozycja warta przeczytania i zadumania się nad losami ludzi, którzy pragnęli wolności - dobra, które później jakoś przestaliśmy doceniać... ba, chyba nawet zauważać. I jednocześnie, automatycznie, rodzi się w czytelniku pytanie - czy naprawdę teraz jesteśmy wolni? I czy o taką Polskę oni walczyli? ...ale to już zupełnie inna historia. Polecam!
monah - awatar monah
ocenił na 8 13 lat temu
Strach. Antysemityzm w Polsce tuż po wojnie. Historia moralnej zapaści Jan Tomasz Gross
Strach. Antysemityzm w Polsce tuż po wojnie. Historia moralnej zapaści
Jan Tomasz Gross
Gdyby nie to, że przeczytałem na podobne tematy już kilka innych książek, na pewno uznałbym tą za ciekawą. Ale ponieważ przeczytałem... to już ani na mnie nie robi takiego wrażenia ani też nie jest ona chyba aż tak "emocjonalnie" napisana, jak np. "Miasta śmierci", choć temat nie jest ten sam ("Miasta śmierci" są o pogromach w czasie okupacji), to jednak jakoś to się przecież wiąże, stąd moje wrażenie że czytam po raz kolejny właściwie to samo. Dla mnie książka nie była też szczególnie kontrowersyjna, chyba że w sposób inny niż by się mogło wydawać... "Kiedy w 1993 roku ogólnopolskiej próbce tysiąca osób zadano pytanie: „Czy sądzi Pan(i), że w czasie wojny naród żydowski ucierpiał tyle samo co naród polski, bardziej czy też mniej?", to 6 procent* respondentów odpowiedziało, że naród polski ucierpiał bardziej, 33 procent było zdania, że oba narody ucierpiały tyle samo, 12 procent przyznało, że trudno jest im porównywać, a 3 procent, że trudno powiedzieć. Tak więc przeszło połowa polskiego społeczeństwa najwyraźniej nie wiedziała, że podczas niemieckiej okupacji w Polsce doszczętnie wymordowano Żydów. Wątpię, żeby stan wiedzy na ten temat istotnie się zmienił do dnia dzisiejszego(2)." a przypis (2.) brzmi tak: "Dziesięć lat później Krzemiński powtórzył badania i ich wyniki świadczyły o jeszcze większej ignorancji w społeczeństwie - w 2002 roku 10,2 procent respondentów uważało, że naród polski ucierpiał bardziej niż żydowski, 46,9 procent było zdania, że oba narody ucierpiały tak samo, 3,3 procentom trudno było porównywać, a 1,3 procenta trudno powiedzieć (Antysemityzm w Polsce i na Ukrainie. Raport z badań, red. Ireneusz Krzemiński, Scholar, Warszawa 2004, tab. 9, s. 120)." (pdf. str. 13) - ale z drugiej strony skąd ludzie mają to wiedzieć, jeśli w ogóle się nie interesują tematem... Eee.. wróć, nie, to jednak nie na miejscu nie mieć takiej świadomości. Wyżej napisałem, że ta książka nie jest tak "emocjonalnie napisana", ale są jednak pewnie mocne fragmenty. Np.: "'Ale i to nie pomagało. Ludność nasza wiedziała, że ukrywam dzieci żydowskie, i rozpoczęły się szykany i groźby ze wszystkich stron, żeby dzieci wydać gestapo, bo przecież to grozi spaleniem całej wsi, wymordowaniem itd. (…) postanowiłam, że dzieci nie wydam za żadną cenę. Wpadła mi zbawienna myśl. Wsadziłam dzieci na wóz i powiedziałam wszystkim, że wywiozę je poza wieś, by je utopić. Przejechałam całą wieś i wszyscy widzieli i uwierzyli, i gdy nadeszła noc, przyjechałam z dziećmi z powrotem [...].' Wszystko się dobrze kończy, dzieci przeżyły, Sapetowa mówi z czułością, że pojedzie z nimi choćby na koniec świata, bo je kocha ponad wszystko. A nam pozostaje w pamięci ponura świadomość, że podwadowicka wieś uspokoiła się i odetchnęła z ulgą dopiero wtedy, kiedy uznała, że jedna z jej mieszkanek zamordowała dwoje małych żydowskich dzieci." (pdf.str. 44) - to jest trochę nawet w taki ponury sposób śmieszne - kobieta musiała zrobić cyrk, żeby ludzie się uspokoili... Ale z drugiej strony może tego właśnie potrzebowali (tego cyrku), może uwierzyli, bo chcieli uwierzyć... Na koniec jeszcze dwa cytaty: "Moja odpowiedź na te pytania czerpie z intuicji, którą już Tacyt podawał jako starożytną mądrość, a mianowicie że „w naturze człowieka leży nienawiść do tych, którym się wyrządziło krzywdę"." (pdf.str. 299) - dobre! Nie znałem. "Ale wszyscy widzą to samo - przejęcie własności i ról społecznych trzyipółmilionowej ludności żydowskiej przez Polaków - i mają świadomość, że to jest ważne i trwałe doświadczenie okupacji. A jak bardzo trwale, niechaj nam uświadomi panika, jaką wywołał niechcący w 2001 roku burmistrz Jedwabnego Stanisław Godlewski, mówiąc komuś na odczepnego, że Żydzi wymyślili instrument pozwalający na odległość znajdować kamienie cmentarne w fundamentach i podmurówkach chłopskich obejść. Tak się tym ludzie w miasteczku przerazili, iż musiał czym prędzej ogłosić, że tylko żartował. Ale przecież burmistrz Godlewski miał rację. Taki instrument istnieje. Ma go w swoim inwentarzu każdy z mieszkańców Jedwabnego. W naszym obszarze kulturowym wymyślili go Żydzi. Nazywa się s u m i e n ie ." (pdf. str. 312) Podsumowując: jeśli to dla kogoś nowy temat (zupełnie nowy), to przeczytać warto. (czytana/słuchana: 15-17.04.2025) 4/5 [7/10]
lex - awatar lex
ocenił na 7 11 miesięcy temu

Cytaty z książki Niemcy w Krakowie. Dziennik 1 IX - 18 I 1945

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Niemcy w Krakowie. Dziennik 1 IX - 18 I 1945