Nazywa się George Floyd. Życie pewnego człowieka i walka o sprawiedliwość rasową

Okładka książki Nazywa się George Floyd. Życie pewnego człowieka i walka o sprawiedliwość rasową
Robert SamuelsToluse Olorunnipa Wydawnictwo: Marginesy biografia, autobiografia, pamiętnik
496 str. 8 godz. 16 min.
Kategoria:
biografia, autobiografia, pamiętnik
Format:
papier
Tytuł oryginału:
His Name Is George Floyd: One Man's Life and the Struggle for Racial Justice
Data wydania:
2023-10-25
Data 1. wyd. pol.:
2023-10-25
Liczba stron:
496
Czas czytania
8 godz. 16 min.
Język:
polski
ISBN:
9788367790949
Tłumacz:
Maciej Potulny
Średnia ocen

                5,9 5,9 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Nazywa się George Floyd. Życie pewnego człowieka i walka o sprawiedliwość rasową w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Nazywa się George Floyd. Życie pewnego człowieka i walka o sprawiedliwość rasową

Średnia ocen
5,9 / 10
49 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
915
814

Na półkach:

Robert Samuels, Toluse Olorunnipa "Nazywa się George Floyd" Życie pewnego człowieka i walka o sprawiedliwość rasową, przełożył Maciej Potulny,

"– Dziś zaczyna się przełomowy proces, który będzie swoistym referendum w sprawie tego, jak daleko zaszła Ameryka w dążeniu do równości i sprawiedliwości dla wszystkich – powiedział. – Nie miejmy złudzeń; na ławie oskarżonych siedzi Chauvin, ale to cała Ameryka jest sądzona – dodał. – Cała Ameryka stoi przed sądem. Przekonamy się, czy dotarliśmy już do etapu, na którym możemy wyciągnąć konsekwencje wobec policjanta, jeśli łamie on prawo".

25 maja 2020 roku w Minneapolis przed sklepem spożywczym został zamordowany George Floyd. Afroamerykanin przez klika minut obezwładniany w publicznym miejscu przy gromadzących się przechodniach przez białego policjanta Dereka Chauvina w sposób, który przypominał duszenie tętnicze. Chwilę wcześniej zatrzymany przez policję z powodu podejrzenia, że mógł użyć fałszywego banknotu.

To prawda, że przemoc rodzi się również z małych rzeczy. Może mieć na nią wpływ miejsce urodzenia, rodzina, otoczenie czy nawet ludzkie predyspozycje. Jeśli spojrzeć wstecz na historię obu mężczyzn, tak mogło być również w ich przypadku. A jednak "Nazywa się George Floyd" jest nie tylko bardzo szczegółowo opisaną tragiczną ludzką historią. Nie dziwi więc przyznana książce Nagroda Pulitzera i finał Book Award. Nie jest również jedynie opowieścią o segregacji społecznej i instytucjonalnym rasizmie Stanów Zjednoczonych. Jest przede wszystkim obrazem kraju, którego demokratyczne korzenie są dziś niczym kolos na glinianych nogach, konglomeratem instytucji państwowych niedostosowanych do współczesnych wyzwań.

I bardzo dobrze się to czyta.

Robert Samuels, Toluse Olorunnipa "Nazywa się George Floyd" Życie pewnego człowieka i walka o sprawiedliwość rasową, przełożył Maciej Potulny,

"– Dziś zaczyna się przełomowy proces, który będzie swoistym referendum w sprawie tego, jak daleko zaszła Ameryka w dążeniu do równości i sprawiedliwości dla wszystkich – powiedział. – Nie miejmy złudzeń; na ławie oskarżonych siedzi...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

115 użytkowników ma tytuł Nazywa się George Floyd. Życie pewnego człowieka i walka o sprawiedliwość rasową na półkach głównych
  • 58
  • 53
  • 4
22 użytkowników ma tytuł Nazywa się George Floyd. Życie pewnego człowieka i walka o sprawiedliwość rasową na półkach dodatkowych
  • 7
  • 5
  • 3
  • 3
  • 2
  • 1
  • 1

Inne książki autora

Robert Samuels
Robert Samuels
Dziennikarz „The Washington Post”, wcześniej związany z „The Miami Herald”. Przedmiotami jego zainteresowania są polityka, polityka społeczna i to, jak dyskusje toczące się w Waszyngtonie, wpływają na życie zwykłych Amerykanów.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Kasta. Korzenie naszej goryczy Isabel Wilkerson
Kasta. Korzenie naszej goryczy
Isabel Wilkerson
Czy zastanawialiscie sie kiedys, na czym zbudowane sa systemy spoleczne? Od wiekow opieraja sie na warstwach uprzywilejowanych i podleglych. Laureatka Nagrody Pulizera Isabel Wilkerson nazywa to kastowoscia. Pojecie kasty wywodzi sie z systemu warn w hinduizmie. Urodzenie sie w okreslonej kascie warunkowalo cale zycie. Kazda z nich powstala z innej czesci ciala kosmicznego bytu. Czlowiek nie mial mocy tego zmienic. Powinien z pokora przyjmować swoj los. Wilkerson porównała ten system do nazistowskich Niemiec i do niewolnictwa w Stanach Zjednoczonych. Jej ksiazka nie mowi o rasizmie. Chodzi o ponadrasowe kasty: dominujaca i podlegla. O tym, jak nadal pokutuja w swiadomosci i podswiadomosci spolecznej. Maja wplyw na absolutnie kazdy aspekt zycia. Ksiazke czyta sie swietnie. Wywody autorki sa logiczne i poparte wieloma badaniami i dowodami. Ktos, kto pochodzi z kasty dominujacej nie moze dyskutowac z odczuciami dyskryminowanych i ponizanych ludzi. To uczucia i emocje, ktorych nie da sie zrozumiec, dopoki nas nie dotycza. Te podzialy dotycza wszystkich - i osob uprzywilejowanych i zdominowanych, ktore probuja dorownac do kasty wyższej. Dzieki przekazywanym przez pokolenia uprzedzeniom, caly system ma sie swietnie. I osobista refleksja. Kiedy mieszkalam w Polsce nie rozumialam, co czuje osoba dyskryminowana. Zrozumialam to dopiero po przeprowadzce do Holandii. To przede wszystkim bezsilnosc. Pewien pan powiedzial do mnie, ze jest lepszy ode mnie, bo jest Holendrem. Jedno jest pewne - miejsce, czy kasta, w ktorej sie urodzilismy nie jest nasza zasluga. Nie mamy w tym zadnego udzialu.
mamalgosia - awatar mamalgosia
oceniła na 8 10 miesięcy temu
Vivian Maier. Niania, która zmieniła historię fotografii Ann Marks
Vivian Maier. Niania, która zmieniła historię fotografii
Ann Marks
Od jakiegoś czasu odkrywam biografię. Nie czytam ich dużo, ale te na które trafiam robią na mnie ogromne wrażenie. Tak jak na przykład ta. Wcześniej nie miałam pojęcia o takie Vivian Maier, nie miałam pojęcia, że taka osoba istniała. Tutaj dostałam bardzo wnikliwą biografię, z ogromem wiedzy na jej temat. Autorka nie tylko pokazuje suche fakty z jej życia, ale też analizuje jej fotografię i cierpliwie tłumaczy czytelnikowi krok po kroku złożone aspekty twórczości. Po przeczytaniu tej książki zaczęłam całkiem inaczej patrzeć na zdjęcia, bo jak się okazuje ja naprawdę na niewiele rzeczy zwracałam przy nich uwagę. Ot zdjęcie i tyle. A tu okazuje się, że zdjęciami można tak wiele pokazać. Vivian chociażby pokazywała różnice rasowe, niesprawiedliwość z tego płynącą, była ogromną zwolenniczką praw obywatelskich. Pokazywała różnice pomiędzy bogatymi a biednymi. Fotografie były odzwierciedleniem jej poglądów społecznych. Uwielbiała fotografię uliczną. Lubiła wątki kryminalne, chodziła za policjantami, dowiadywała się od nich co się stało w danym zajściu, w swojej kolekcji miała nawet zdjęcie zwłok, niczego się nie bała. Gdy dowiedziała się że córka Charlesa Percy'ego została zamordowana w sypialni, Vivian wkradła się do posiadłości, żeby zrobić zdjęcia, została zatrzymana przez policję, ale nic sobie z tego nie robiła... Lubiła odwiedzać cmentarze... Miała trudne dzieciństwo, rodzinę naznaczoną naprawdę wieloma ciężkimi problemami: narcystyczną matkę, ojca alkoholika czy brata ze schizofrenią i uzależnionego od narkotyków. Dlatego często nie podawała swojego prawdziwego pochodzenia. Była skryta, a nawet potrafiła powiedzieć wprost: nie twój interes. Miała ogromny talent, miała zwyczaj robienia tylko jednego ujęcia. Nie tylko dla oszczędności. Ale dlatego, że była pewna tego co robi, że uchwyci ten jeden, unikalny moment, tą daną chwilę. Zdjęcia robiła szybko i celnie. W książce jest mnóstwo fotografii, do których Autorka dodaje swoje komentarze: o czym mówi dane zdjęcie, co chciała przekazać tym obrazem Vivian i z czego to wynikało. Dlatego tą książkę czyta się płynnie i z wielkim zaciekawieniem. Wszystko jest logiczne i coś wypływa z czegoś. Vivian była fascynująca osobą. Uchodziła za kobietę beznamiętną, oschłą, ale potrafiła uchwycić ogrom emocji na zdjęciu. Z czasem stała się kobietą, którą zapamiętali wszyscy, z którymi miała do czynienia. Zauważano ją, ale nie rozumiano, robiła wrażenie swoim wyglądem, zachowaniem, czasem wcale nie musiała się odzywać. Wchodziła i wychodziła kiedy chciała, nikt nie widział gdzie jadła i gdzie spała. Miała bardzo charakterystyczny żołnierski chód, ogromny rozmiar buta, bo aż 46! Aby robić zdjęcia przemierzała kilometry, była pełna energii, raz nawet wybrała się w podróż dookoła świata! W pewnym momencie gromadziła chorobliwie gazety... Sama nie chciała być fotografowana przez innych i bardzo się bulwersowała jak ktoś to zrobił. Robiła za to autoportrety, które Autorka biografii skrupulatnie analizuje. Ja jestem oczarowana, to była naprawdę bardzo inspirująca podróż! Teraz kolejnym krokiem jest koniecznie obejrzenie filmu: "Szukając Vivian Maier"!
Księgozbiór_Kasiny - awatar Księgozbiór_Kasiny
ocenił na 10 1 rok temu
Panowie nas tu przesiedlili. O przymusowych przesiedleniach w Szwecji Elin Anna Labba
Panowie nas tu przesiedlili. O przymusowych przesiedleniach w Szwecji
Elin Anna Labba
Wyrzut sumienia Skandynawii: przymusowe przesiedlenia Saamów, jakie miały miejsce na początku XX wieku, gdyż Szwecja i Norwegia doszły do wniosku, że przydałoby się ograniczyć pogłowie reniferów i przeznaczyć tereny na północy dla rolnictwa (serio, tundra to dobre tereny uprawne?). Temat jest chyba mało znany. Skutkiem było rozdzielanie rodzin, a także całych zżytych ze sobą społeczności, utrata tożsamości narodowej, pognębienie tych ludzi, traktowanych jako "gorsza rasa", która nie wie co dla niej dobre, więc trzeba im pomóc i ją ucywilizować, tj. zmusić, żeby żyli jak wszyscy inni. Dla mnie to też jest opowieść o tym, jak współczesny człowiek traktuje naturę: sztuczne wytyczanie granic, których przecież nie znają zwierzęta (ani ludzie swobodnie żyjący na tych terenach), przemieszczanie zwierząt zgodnie z kaprysem człowieka, a bez uznania ich naturalnych habitatów, zabieranie terenu przyrodzie. Autorka tego reportażu bazuje na opowieściach nielicznych już świadków, starając się "ocalić je od zapomnienia". Niestety średnio się udaje zebrać to w spójną opowieść - dla czytelnika nie pochodzącego ze Skandynawii będzie tu zbyt wiele zupełnie nic nie mówiących mu nazw geograficznych i nazwisk nie do zapamiętania, wskutek czego trudno wyobrazić sobie te wydarzenia. Mało tu było dla mnie takiej treści natury "ogólnej", objaśniających cytowane wspomnienia. Natomiast wartości dodają liczne fotografie i ilustracje.
joly_fh - awatar joly_fh
ocenił na 6 2 miesiące temu
Żal po napletku Shalom Auslander
Żal po napletku
Shalom Auslander
Prowokacja, bluźnierstwo, autoironia, sacrum i profanum, wyzwiska, dążenie do wolności i tęsknota za tradycją, symboliką żydowską… Shalom Auslander opowiada o swoim życiu w dwóch płaszczyznach: jako dziecko wychowane w ortodoksyjnym środowisku, choć zachowanie jego ojca, eufemistycznie mówiąc, pozostawia wiele do życzenia. Druga płaszczyzna to dorosłe życie, wraz ze zbliżającymi się narodzinami potomka. Dochodzi do konkluzji, iż wyrwanie się z tradycji, odcięcie od korzeni, kontekstu, oderwanie od przeszłości i niepewność przyszłości przestała przynosić mu radość. Staje się obawą, lękiem, który wiąże się z jego nadchodzącym potomkiem, którego dzieciństwo i dorosłość pozbawiona kontekstu wynikającego z pochodzenia i wielowiekowej tradycji stanie się cierpieniem. To zerwanie więzi przestało być tylko rozliczeniem jego i jego żony z przeszłością, staje się dziedzictwem, co do którego nie jest pewny, czy chce je przekazać. Nie brak tu symboliki w nawiązaniach do Tory (cytaty i konstrukcja tekstu). Przenosi te motywy do współczesności, polemizuje z nimi, parafrazuje. Więcej o tym jest w posłowiu do książki, w którym tłumacz zwraca uwagę choćby znaczenie nazwiska autora: Auslander czyli obcy. Nie brak humoru, swady, dowcipu, absurdu, groteski, gorzkich refleksji i nawet jeśli miejscami możemy oburzać się na język, jakim posługuje się autor, inwektywy jakie formułuje, a może bardziej wobec kogo, to ostatecznie nie jest to wygłup, ucieczka przed plemiennością, ciasnotą umysłu, ale ksiażką uniwersalna, dotyczącą wszelkiego rodzaju pobożności, tradycji. Jacy jesteśmy wobec tego w czym wyrośliśmy - tradycji, kultury, religii. Jak bardzo pełna jest ona hipokryzji, dwuznaczność, jak nasza relacja przypomina dwójmyślenie. A z drugiej strony pozbawienie jej jest poczuciem dotkliwej straty. Zżymamy się, złościmy, by po chwili tęsknić.
mariuszowelektury - awatar mariuszowelektury
ocenił na 7 2 lata temu
Złe kobiety María Hesse
Złe kobiety
María Hesse
„Wariatki, dziwki, wiedźmy, intrygantki, manipulantki.. po prostu ZŁE KOBIETY”. Zachwycona pięknym wydaniem i co najmniej intrygującym opisem, bardziej chcąc niż nie chcąc, przywiozłam sobie z Targów Książki w Białymstoku – „Złe kobiety”. I tak sobie leżały („one”) na półce, aż się doczekały.. No i popłynęłam. Z lampką wina w jednej dłoni i książką w drugiej, w wygodnym fotelu prywatnej biblioteczki – trafiłam na zacny „zlot czarownic”. I bawiłam się bodaj przednio. „Złe kobiety” to fascynująca, pełna sarkazmu i ironii, mądrości i głupot, naszpikowana ciekawymi spostrzeżeniami i obnażająca kilka kłamstw – pouczająca rozprawa kobiety o kobietach. Tych: 💃oznaczonych „szkarłatną literą”, 💃wskazywanych palcem, 💃uznanych za winne, 💃napiętnowanych etykietami, 💃mściwych i szalonych, 💃kłamliwych i ambitnych, 💃rozpustnych i morderczych, 💃pełnych wad.. i zalet, 💃kapryśnych i histerycznych, 💃zdradzających własną naturę, 💃emocjonalnych, 💃nieracjonalnych, 💃pozbawionych rozsądku, 💃łamiących konwenanse, 💃o „konfliktowym” charakterze, 💃o destrukcyjnej naturze, 💃które przekraczają granice, 💃którym odebrano wolność i nie pozwolono czuć się dobrze we własnej skórze, 💃które zeszły na manowce. Bo świat jest pełen takich kobiet. I nie można ich ignorować. Bo my mamy prawo do różnorodności fizycznej, intelektualnej, charakteru, wieku, rasy, orientacji, marzeń i ambicji. I chyba dziś warto ze wszech miar podkreślić, że każdy szept może zmienić się w krzyk.. Polecam💃.
aniabex - awatar aniabex
ocenił na 7 1 rok temu
Przybyszewska/Pająkówna. Głuchy krzyk Anna Kaszuba-Dębska
Przybyszewska/Pająkówna. Głuchy krzyk
Anna Kaszuba-Dębska
Anna Kaszuba–Dębska "Przybyszewska/Pająkówna" "Głuchy krzyk", Jakże bolesnym uczuciem dla artysty musi być niemożność całkowitego rozpostarcia twórczych skrzydeł, pozostawanie latami nieodkrytym i niedocenionym, nieustanne dokonywanie wyborów pomiędzy tworzeniem a zabezpieczenaniem rodzinnego bytu, wreszcie poczucie bycia niezrozumianym i ukrywanie się w cieniu, w otoczeniu własnych, krążących bez ustanku demonów. A jeśli twórczynią jest kobieta żyjąca na przełomie XIX i XX wieku albo też trochę później ? Ma jeszcze trudniej, bo w jej wypadku nie liczą się jedynie pieniądze ułatwiające wyjazd za granicę w celu dalszego kształcenia. Tutaj poprzeczka zawieszona jest jeszcze wyżej. Musi znaleźć zrozumienie w rodzinie, która pozwoli na opuszczenie domu oraz w społeczeństwie nie nawykłym jeszcze do tego, by postrzegać kobietę jako osobę niezależną, powstrzymując się od jakichkolwiek ocen. Musi wreszcie mieć również mnóstwo siły i szczęścia, by rozwijać swój talent, nie wpadając przy tym w przeróżne, czyhające po drodze zasadzki. Można by stwierdzić, że pochodząca z chłopskiego domu, ale wychowywana prawie jak córka przez Helenę z Dzieduszyckich Pawlikowską Aniela Pająkówna, będzie miała wszystko, aby późniejsza jej kariera malarska rozwijała się coraz intensywniej. Wykształcenie, odrobina talentu i mnóstwo włożonej w to ciężkiej pracy, bez jakichkolwiek czyhających z zewnątrz pokus. Do czasu aż na jej drodze pojawi się Stanisław Przybyszewski, w niedalekiej przyszłości ojciec jej córki – Stanisławy. Niespełniona miłość jest jak fatum, które najpierw pogrąży Anielę – pannę z dzieckiem, a za kilkanaście lat w swoją sieć złapie młodziutką Stasię. "Przybyszewska/Pająkówna" oparta w dużej mierze na licznie zachowanych, pisanych do Anieli przez Przybyszewskiego listach, a następnie bogatej korespondencji wysyłanej przez Stasię do przybranej siostry Iwi Bennet, córki Przybyszewskiego z małżeństwa z Dagny, stanowi niezwykle intensywny zapis rodzinnego dramatu, jaki rozgrywał się latami. Najpierw z udziałem zakochanej w Stanisławie i swojej córce Anieli, a następnie żyjącej w ubóstwie Stachny, która obsesyjnie zawładnięta myślami o doskonaleniu swojej twórczości, całkowicie zamknie się przed światem zewnętrznym. W liście do ówczesnego przyjaciela Wacława Dziabaszewskiego, z którym z resztą zerwie później wszelkie kontakty Stanisława pisze: "Doprawdy, nikt chyba na ziemi nie posiada w tak doskonałym stopniu co ja przywileju wiekuistego czekania na odpowiedzi, które, gdy nareszcie przyjdą, nie są odpowiedziami". Umierając dość młodo ani Aniela, ani Stanisława jako twórczynie nie doczekały niestety szczęśliwego artystycznego spełnienia.
urszula_gala - awatar urszula_gala
oceniła na 9 2 lata temu
Afryka to nie państwo Dipo Faloyin
Afryka to nie państwo
Dipo Faloyin
Dobra książka. W lekkiej formie przekazuje solidną dawkę wiedzy o Afryce, pozwalając lepiej zrozumieć jej historię a przez to i współczesność. Niektóre sprawy są szeroko znane, jak np. to, że nie tylko "Afryka to nie państwo", ale też wiele afrykańskich państw to nie państwa, w sensie, jaki przywykliśmy nadawać temu pojęciu w Europie (i świecie Zachodu w ogólności), czyli względnie jednolite etnicznie państwa narodowe ukształtowane przez nacjonalizm rodem z XIX wieku. To zlepki plemion, które znalazły się na jednym terytorium w konsekwencji kolonialnych podziałów, co doskonale pokazują dzisiejsze granice, wiele jak spod linijki. Nic dziwnego, że obywatele tych państw nie uznają ich za swoje, bo identyfikują się z plemieniem i klanem, a nie abstrakcyjnym dla siebie tworem, na którym im nie zależy i traktują go jak łup do wyciśnięcia jak cytryna, kiedy na chwilę im, a nie "onym" wpadnie w ręce. Niestety, mają konkurencję zewnętrzną, bo Afryka znów jest kolonizowana, po cichu, ale z tego samego powodu, co w XIX w., dla jej bogactw naturalnych. Są też oczywiście w książce smaczki, czyli wiedza mało znana, a fascynująca, jak np. o nigeryjskim przemyśle filmowym, albo świetne kawałki satyryczne, jak np. szydercza dekonstrukcja wizerunku Afrykanina utrwalanego w kinie zachodnim (postaci "dyktatora" albo "afrykańskiego studenta"). Przyjemnie się czyta, a i w głowie coś po tej lekturze zostaje.
q-anons - awatar q-anons
ocenił na 7 2 miesiące temu
Babel. Człowiek bez losu Aleksander Kaczorowski
Babel. Człowiek bez losu
Aleksander Kaczorowski
Tak właśnie powinno się pisać biografie. Jest rzeczą oczywistą, że gdy pisarz napisze „dzienniki”, „moje życie”, „pamiętnik czasu dowolnego” – to bez wątpienia jest to kreacja literacka. Oparta w znacznym procencie na wydarzeniach prawdziwych, ale z domieszką fikcji, własnego zdania na ten czy ów temat, bez wątpienia z większą lub mniejsza dozą przemilczeń. Człowiek, gdy pisze o sobie, to swój auto przekaz kreuje i jest to całkowicie zgodne z wiedzą o psychologii człowieka. Dopiero biograf ma przed sobą trudne zadanie weryfikacji tego przekazu poprzez dokumenty, relacje innych osób, zdjęcia, wreszcie wiedzeę historyczną. Są to dość podstawowe mechanizmy krytycznego podejścia do źródeł. I tak właśnie napisał Kaczorowski. A przy tym było mu dużo trudniej niż w wypadku innych biografii. Izaak Babel żył i zginał w czasach zamętu, wojny, rewolucji, terroru stalinowskiego, kiedy trudno było o weryfikację faktów. W dodatku aparat Rosji radzieckiej szeroko posługiwał się dezinformacją, zacierał informacje o faktach, wymuszał od uwięzionych przyznania się do win absurdalnych, niszczył dokumenty, wymazywał postacie z powszechnie znanych fotografii. A do tego sam bohater biografii, Izaak Babel, robił co mógł, by pozacierać za sobą ślady, kluczył i kłamał, trochę z oportunizmu, ale przede wszystkim w dobrze pojętym własnym interesie. Na podstawie własnych doświadczeń sam najlepiej wiedział, że prawda może zabijać lepiej niż granat. Kaczorowski zdołał odkłamać wiele faktów z życia Babla. Niektóre dały się ustalić dopiero kilkadziesiąt lat od śmierci pisarza. Wiele listów, notatek, rozpoczętych utworów, które mogłyby rzucić trochę światła na wydarzenia, bezpowrotnie przepadło po aresztowaniu Babla. Wielu faktów można się było tylko domyślić na podstawie innych przekazów (na przykład tego, co robiono z nim po aresztowaniu i jakimi metodami zmuszono go do przyznania się do szpiegostwa). Nie czytałam za dużo Babla, bowiem jego proza bywa tak wstrząsająca, że nie do przebrnięcia nawet przez niezbyt wrażliwego czytelnika. Podobnie jak z Cormakiem McCarthy: fizycznie nie dałam rady. Naturalizm jego prozy, krótkie, skondensowane frazy, ozdobny język, nie mówiąc już o samej treści, tym bardziej rażą jak obuchem. A przecież Babel przeżył wojnę światową, rewolucję, wojnę 1920 roku, wojnę domową w Rosji, czystki stalinowskie, aresztowania, represje, więc widział wiele i jeszcze więcej wiedział. Tego, co widział, na ogół nie mógł przelać na papier, bo jego kariera literata mogłaby się skończyć dużo wcześniej. Jednak dokumenty mówią, że ze swoją wiedzą na temat systemu stalinowskiego nie zawsze się krył, że z jego ust informacje przedostały się na Zachód. Nawet anonimowe relacje, przekazane zaufanym osobom, narażały go na represje i w końcu doprowadziły do więzienia i na śmierć. Czytając te części biografii Babla z przerażeniem uzmysłowiłam sobie, że ten system przecież wciąż trwa; że nadal za nic nie znaczącą, prywatną wypowiedź na temat posunięć władzy można w Rosji trafić do łagru. Jakiż ten kraj musi być zastraszony! I jakże skuteczna jest to metoda podporządkowania ludzi i całych narodów. Tym bardziej nie jestem w stanie zrozumieć, dlaczego Babel, tyle razy wyjeżdżając za granicę, zawsze jednak wracał do ZSRR. Po co? Czy naprawdę nie bał się, że i jego dopadną represje? Czy nie miał pokusy, by ratować życie? Jedno go tylko może tłumaczyć: do końca chciał wiedzieć, co się dzieje w jego kraju i móc weryfikować tę wiedzę. Wiarygodność stanowiła o sile jego twórczości. Zapłacił za to życiem. Aleksander Kaczorowski napisał biografię Babla uczciwie, więc nie pominął i tych fragmentów jego prozy, w których pokazywał on okrucieństwo wojny z obu stron, nie pomijając opisów barbarzyństwa rosyjskiego, kozackiego, polskiego, represji wobec miejscowej ludności, gwałtów, prześladowania Żydów, niszczenia dóbr materialnych, przyrody, zwierząt. Sam fakt pokazania wojny polsko-bolszewickiej, która z naszej strony zakończyła się „cudem nad Wisłą” przy ingerencji sił nadprzyrodzonych, taką, jaka była naprawdę, wymagał odwagi i narażenia się na krytykę. Biograf okazał się godny swojego bohatera. Polecam!
Ewa Szulc - awatar Ewa Szulc
ocenił na 10 1 rok temu

Cytaty z książki Nazywa się George Floyd. Życie pewnego człowieka i walka o sprawiedliwość rasową

Więcej
Robert Samuels Nazywa się George Floyd. Życie pewnego człowieka i walka o sprawiedliwość rasową Zobacz więcej
Robert Samuels Nazywa się George Floyd. Życie pewnego człowieka i walka o sprawiedliwość rasową Zobacz więcej
Robert Samuels Nazywa się George Floyd. Życie pewnego człowieka i walka o sprawiedliwość rasową Zobacz więcej
Więcej