Natura leczy, czyli co sprawia, że jesteśmy szczęśliwsi, zdrowsi i bardziej kreatywni

Okładka książki Natura leczy, czyli co sprawia, że jesteśmy szczęśliwsi, zdrowsi i bardziej kreatywni
Florence Williams Wydawnictwo: Seria: Bona Vita [Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego] reportaż
304 str. 5 godz. 4 min.
Kategoria:
reportaż
Format:
papier
Seria:
Bona Vita [Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego]
Data wydania:
2018-04-16
Data 1. wyd. pol.:
2018-04-16
Liczba stron:
304
Czas czytania
5 godz. 4 min.
Język:
polski
ISBN:
9788323344179
Tłumacz:
Andrzej Homańczyk
Średnia ocen

                6,6 6,6 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Natura leczy, czyli co sprawia, że jesteśmy szczęśliwsi, zdrowsi i bardziej kreatywni w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oficjalne recenzje książki Natura leczy, czyli co sprawia, że jesteśmy szczęśliwsi, zdrowsi i bardziej kreatywni i

Uzdrawiająca kąpiel w zieleni



78 21 46

Oceny książki Natura leczy, czyli co sprawia, że jesteśmy szczęśliwsi, zdrowsi i bardziej kreatywni

Średnia ocen
6,6 / 10
32 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
2341
1515

Na półkach: , , ,

Żyjemy na pełnym biegu. W ciągu zaledwie kilkunastu lat zrewolucjonizowaliśmy i zmieniliśmy całkowicie sposób życia. Pośpiech, wszechobecna elektronika, hałas i bodźce dobiegające zewsząd, smog, beton… Czynników zwiększających stres jest wiele, rad na walkę z nim także, ale może najpewniejszym sposobem na odstresowanie się jest natura?

To trochę przerażające, że wciąż muszą powstawać książki przypominające ludziom, że nie należy unikać natury. Coś, co powinno być oczywiste – życie w zgodzie z naturą, przebywanie na świeżym powietrzu i trzymanie zieleni – to wszystko najwyraźniej wciąż musi być powtarzane, przypominane i wykładane czytelnikom jako prawda objawiona.

Jednakowoż Florence Williams robi to poprawnie. Przedstawia kolejne teorie i dowody na swoją tytułową teorię, z którą i bez tego trudno się nie zgodzić – że natura leczy. Nie jest naukowcem, więc i to, co przekażą jej badacze zajmujący się wpływem natury na człowieka (z różnych perspektyw), podaje w formie przystępnej przeciętnemu odbiorcy. Aby jeszcze łatwiej było przyswoić teorie przestawiane przez Williams, autorka podzieliła całą książkę na części w zależności od tego, czy zajmuje się wpływem mózgu, tym, jak działają wędrówki, czy też tym, jak radzić sobie w mieście.

Prócz tego, jest i jeszcze jeden podział, podłóg którego można podzielić książkę „Natura leczy” – według krajów, które Florence Williams odwiedziła, by zebrać materiały do swojej pracy. Japonia, Korea Południowa, Stany Zjednoczone, Szkocja czy Finlandia – każde z innym pomysłem, jak zrównoważyć postęp technologiczny z potrzebą przyrody. Niektóre – jak USA – niekoniecznie mają już gotowe rozwiązania i tu Williams głównie wytyka błędy i wskazuje, co samemu można zrobić dla poprawy. Inne zaś stawiane są wzór – tu głównie podawana jest Finlandia, gdzie jak wiadomo, większa urbanizacja nastąpiła dopiero czterdzieści lat temu, a kraj wygrywa we wszelkich rankingach szczęśliwości i piękności, jakie można byłoby wskazać.

Tyle że trochę taki kontrast nie ma sensu. Oczywiście, oba kraje się różnią, czasem można byłoby je postawić na przeciwnych krańcach wykresu, ale nie można przenosić wszystkiego, co zrobili dobrze Finowie na ziemię amerykańską, co czasem zdaje się sugerować Williams. Nie tylko dlatego, że oba kraje mają zupełnie inne ukształtowanie geograficzne, inny współczynnik urbanizacji i obecności natury w miastach, ale także z powodów kulturowych, z powodów istniejących tradycji. Trzeba poszukać dla każdego kraju własnego rozwiązania, w zależności od ich możliwości, warunków geograficznych czy klimatycznych.

Jednakże warto pochylić się nad radami zamieszczonymi przez Williams. 5 godzin w miesiącu spędzonych na spacerze na łonie natury – to rada fińska, kąpiele w zieleni – to praktykują Japończycy, czy piesze wędrówki do serca lasu, gór – to z kolei zalecają Szkoci. Czy to rzeczywiście wystarczy, by poczuć się lepiej? Z pewnością przyrody należy się trzymać, należy mieć ją w pobliżu, zwłaszcza, że to ona najlepiej poprawia ludziom samopoczucie, zieleń odstresowuje, a dźwięki natury wyciszają i zmniejszają ciśnienie. Pytanie pozostaje tylko, jak skutecznie wprowadzić przyrodę do swojego obecnego trybu życia? Odpowiedź Florence Williams pozostawia czytelnikowi.

Opinia także na: http://recenzjeksiazek.natemat.pl/242021,natura-leczy-czyli-co-sprawia-ze-jestesmy-szczesliwsi-zdrowsi-i-bardziej-kreatywni

Żyjemy na pełnym biegu. W ciągu zaledwie kilkunastu lat zrewolucjonizowaliśmy i zmieniliśmy całkowicie sposób życia. Pośpiech, wszechobecna elektronika, hałas i bodźce dobiegające zewsząd, smog, beton… Czynników zwiększających stres jest wiele, rad na walkę z nim także, ale może najpewniejszym sposobem na odstresowanie się jest natura?

To trochę przerażające, że wciąż...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

266 użytkowników ma tytuł Natura leczy, czyli co sprawia, że jesteśmy szczęśliwsi, zdrowsi i bardziej kreatywni na półkach głównych
  • 226
  • 37
  • 3
25 użytkowników ma tytuł Natura leczy, czyli co sprawia, że jesteśmy szczęśliwsi, zdrowsi i bardziej kreatywni na półkach dodatkowych
  • 9
  • 4
  • 3
  • 3
  • 2
  • 2
  • 2

Tagi i tematy do książki Natura leczy, czyli co sprawia, że jesteśmy szczęśliwsi, zdrowsi i bardziej kreatywni

Inne książki autora

Florence Williams
Florence Williams
Florence Williams jest dziennikarką, pisarką, podcasterką i mówczynią publiczną. Współpracuje z Outside Magazine, i jako freelander z New York Times, New York Times Magazine, National Geographic, The New York Review of Books, Slate, Mother Jones.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Shinrin Yoku. Japońska sztuka czerpania mocy z przyrody Francesc Miralles
Shinrin Yoku. Japońska sztuka czerpania mocy z przyrody
Francesc Miralles Hector Garcia
„Legenda głosi, że cesarz Shennong odkrył dobrodziejstwa herbaty w 2737 roku przed naszą erą. Cesarz drzemał pod krzakiem, podczas gdy w czarce u jego boku wrzała woda, którą zwykł popijać, by oczyścić ciało i umysł. Zawiał wiatr, zerwał z krzewu kilka liści, które błądziły aż wpadły do naczynia. I tak narodziła się pierwsza w historii filiżanka herbaty.” (s. 192.) (…) Najbardziej cenione czarki do ceremonii picia herbaty mają nieregularne kształty, na niektórych tu i tam widnieją złote kreski, które znaczą drobne usterki na ceramice. Tym samym zamiast ukrywać, podkreślają szkody, które naczynie ucierpiało, przekazywane z rąk do rąk, od starodawnych właścicieli do dziś. Asymetria i nieprawidłowości otwierają możliwości rozwoju. Perfekcja dławi wyobraźnię”. Donald Keene Profesor literatury japońskiej Uniwersytetu Columbia (s.193.) Hector Garcia, Francesc Miralles, Shinrin Yoku. Japońska sztuka czerpania mocy z przyrody, przekł. Monika Skowron, Znak litera nova, Kraków 2018. Po tak sformułowanym opisie, sięgającym aż do 2737 roku, Czytelnikowi nie pozostaje nic innego, jak zaopatrzyć się w najlepszą możliwą herbatę, czarkę z uszczerbkiem, by niespiesznie odkrywać tekst zrodzony w lasach Hakone, miejscowości w prefekturze Kanagawa. Przewodnikami prowadzącymi Czytelnika w głąb lasu będą: psycholog, doktor biologii i filozof (niezłe połączenie profesji), i żadnego myśliwego!!! Dodatkowe atrakcje to: • spanie na podłodze • i poranek z widokiem na górę Fudżi. Wtedy cały ciężar stresu, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki znika, przestają działać telefony komórkowe i ogarnia nas błogi, niczym nie zakłócony, spokój ducha. W takiej tonacji napisana jest Shinrin Yoku. Warto mieć ją pod ręką, a jeszcze lepiej przyswoić zasady obcowania z naturą jako rzeczą podstawową i niezbędną do życia w XXI w. 10/10
zoe - awatar zoe
ocenił na 10 1 rok temu
Człowiek, który wspina się na drzewa James Aldred
Człowiek, który wspina się na drzewa
James Aldred
„Ulga, jaką odczułem, znalazłszy się wśród gałęzi tego drzewa była natychmiastowa. Od razu wiedziałem, że nie zagraża mi dziki chaos w dole, a widok przechodzących spokojnie danieli wzmocnił jeszcze owo wrażenie azylu i oddalenia. Oprócz tego jednak czułem również pradawną więź z tym, kto wbił te żelazne kołki i siedział na tych samych gałęziach, co ja teraz, jak gdyby dzielący nas czas skurczył się do zera.” ( s.10) James Aldred, Człowiek, który wspina się na drzewa. Wspomnienia. Przekł. Norbert Radomski,Dom Wydawniczy REBIS, Poznań 2018.Wyd.I. James Aldred – to reportażysta i dokumentalista BBC, siedzący na drzewie, a właściwie (w zgodzie z tytułem)„wspinający się na drzewa”. Tu: musi paść pytanie: po co, w jakim celu? Zanim Czytelnik znajdzie odpowiedź, musi zmierzyć się z tekstem „Człowieka, który…” (pierwszą książką autora). Od pierwszych stron przykuwa uwagę opis, (nie najłatwiejsza forma wypowiedzi). Opis wielokrotnie pomijany lub lekceważony przez Czytelników jako nieistotny bądź opóźniający akcję opowiadanych historii (z pewnością) nie należy do ulubionych form wypowiedzi. W przypadku Aldreda ma znaczenie na równi z opowiadanymi historiami. W autorskim spojrzeniu na dziką naturę Czytelnik dostrzeże pokłady niezgłębionej miłości do niej, bez której nie istnieją opowieści reportera – dokumentalisty. Jak napisze o drzewach: „ucieleśniają one dla mnie samą istotę natury. Zapewniając nam żywą więź z naszą planetą, w pewnym sensie przerzucając pomost między naszym własnym ulotnym życiem a światem wokół nas”.(s. 16-17) W opowieściach najważniejsze są przestrzenie (najczęściej egzotyczne), a w nich mieszkańcy - przedstawiciele flory i fauny. Pierwsze miejsce: • Borneo i spotkanie z dzioborożcem żałobnym (zagrożonym wyginięciem) przeczesującym dziobem pióra; • las deszczowy na stromym zboczu. Drugie miejsce • New Forest (Anglia) sadzenie młodych dębów. Inne miejsce: • Australia (południowo – wschodnia) Płaskowyż Hume`a - eukaliptus królewski, zwany przez miejscowych górskim jesionem (jeden z najwyższych mierzy 99, 82 m ) i znajduje się na… Chcesz na chwilę znaleźć się w kręgu wszechpotężnej Matki – Natury, by poczuć jej siłę i bezmiar, zacznij czytać Aldreda. Spojrzenie odważne, ale też inne, nietypowe jak nietypowa profesja autora. 9/10
zoe - awatar zoe
ocenił na 9 2 miesiące temu
Tokio. Biografia Stephen Mansfield
Tokio. Biografia
Stephen Mansfield
Reportaże z serii Mundus się kilkukrotnie sprawdziły. "Tokio. Biografia" też nie rozczarowała, choć spodziewałem się chyba czegoś troszkę innego - więcej współczesności, ludzi, problemów społecznych, wyjątkowych rozwiązań. Tymczasem najwięcej jest tu historii, a w gęstej sieci wydarzeń trochę gubi się samo miasto z jego tkanką, granicami, zmianami. Topografia, geologia, różne kataklizmy pojawiają się, znikają, władze raz stawiają na reformy, to znów od nich odchodzą, a to wszystko wpływa w ogromny sposób na to jak wygląda życie w mieście. Mansfield zebrał ogromną ilość danych, więc wyróżnić w tym tekście jakieś charakterystyczne punkty odniesienia wcale nie jest łatwo, a całości się nie zapamięta. Nie wiem czy komuś znającemu miasto byłoby łatwiej. Zabytki, jakieś charakterystyczne cechy Tokio, ważne dla kraju postacie, przelatują niczym w kalejdoskopie. I to chyba mój jedyny problem z tym reportażem - to nie jest lekka gawęda, z której wiele informacji byś zapamiętał, cieszył się, że klocki jakie układasz są znajome i łatwo ci z nimi idzie. W momencie gdy przestałem próbować zapamiętywać wszystko, sprawdzać czy zdjęcia jakoś odnoszą się do budynków wspominanych w tekście, wreszcie zacząłem mieć frajdę z lektury. Od początków czegoś co było zabudową dla możnych wokół pałacu, przez kolejnych szogunów, do współczesności droga daleka. Edo przez długi czas tkwiło w dużej izolacji, jego rozwój był związany z wpływami zewnętrznymi, ale czy ktoś mógłby spodziewać się że to miasto stanie się największą metropolią świata? Niewiele jest chyba miejsc, które by się podnosiły tyle razy z różnych klęsk, by szybko znowu się rozwijać i to z jeszcze większym rozmachem. Szeroki kontekst historyczny pokazuje jak odgórne plany i wizje, konfrontowały się z napływem ludzi, ich potrzebami i możliwościami oraz czynnikami naturalnymi wynikającymi ze specyficznego położenia. Mamy więc sporą dawkę historii, odrobinę polityki, różne warstwy społeczne i uwarunkowania, które do dziś wpływają na miasto (czyli np. wielkość mieszkań), klęski i próby wyciągania z nich wniosków, a do tego np. domy uciech, nacjonalizm, miejsca handlu, czy problemy z wodą pitną. Masa detali, ciekawostek i dopiero gdy dojdziemy do XX wieku łapiemy się na refleksji, że autor jednak nie pokazuje nam całej mapy czynników, próbuje je wybierać, bo inaczej książka miałaby nie 250, a z 1000 stron. Dla tych, których mało jest oczywiście spora bibliografia. Nie czułem wielkiego niedosytu, ale przyznam że chciałbym więcej - zdjęć, współczesności, wytłumaczenia różnych zmian bardziej szczegółowo (np. różnic między dzielnicami). Przeczytałem z ciekawością, teraz chętnie bym porównał to z jakąś inną pozycją na temat Tokio i Japonii.
Robert Frączek - awatar Robert Frączek
ocenił na 6 6 lat temu
Dzikie życie. Przygody biologa ewolucyjnego Robert Trivers
Dzikie życie. Przygody biologa ewolucyjnego
Robert Trivers
Ostatnio odnoszę wrażenie, że biologia ewolucyjna i antropologia, to spoko dziedziny do trzaskania doktoratów. Autor tej książki najwyraźniej też tak pomyślał, kiedy sprzedawał czytelnikom patent na podkręcenie danych naukowych w przeprowadzanych badaniach terenowych. Jednak najwyraźniej nawet nie podejrzewał, do czego zdolna jest nasza polska kadra (Doktorat Copy Paste). Mógłby się od nas tylko uczyć. Amerykański badacz i biolog ewolucyjny o niepokornym usposobieniu, w iście szpanerskim stylu (co mi się akurat szalenie podoba!), chwali się własnym gabinetem na Harvardzie, trudzi przy łapaniu jaszczurek, przy okazji przedstawiając własne poglądy na życie. Czytając jego przygody na Jamajce można się uśmiać, ale na pewno nie zanudzić. Na uwagę zasługuje fakt, że pisze o polityce Black Live Matters, jeszcze przed powstaniem tego ruchu, czyżby pionier? Ale niektóre jego manifestacje polityczne mógł sobie darować, szczególnie tę głupkowatą o Czarnych Panterach, Bushu czy inne o policji. Koktajl z nauki i współczesnej amerykańskiej polityki nie jest niestety lekkostrawny. Trzeba jednak przyznać, że wpisuje się w szerszy konspekt fabuły, ukazując ogólny stan mentalny pracowników naukowych o lewicowych poglądach, z amerykańskich wyższych uczelni. Najciekawsze fragmenty skupiają się na opisie życia na Jamajce i noszą znamiona ciekawego reportażu, niektóre przygody ocierają się o brawurę i zakrawają na sensację. Dowiedziałam się na przykład, że jeżeli nie chcę dostać po gębie albo zostać okradziona i zamordowana, to lepiej się na Jamajkę nie wybierać, gdyż jest to miejsce tylko dla prawdziwych twardzieli. Więcej na stronie Kujonka.pl https://kujonka.pl/przeglad-ksiazek-popularnonaukowych-wydawnictwa-copernicus-center-press/
Barbara Seeman-Włodarczak - awatar Barbara Seeman-Włodarczak
ocenił na 9 3 lata temu
Bóg nie jest automatem do kawy. Rozmowa z księdzem Zbigniewem Czendlikiem Markéta Zahradníková
Bóg nie jest automatem do kawy. Rozmowa z księdzem Zbigniewem Czendlikiem
Markéta Zahradníková
Zbigniew Czendlik to wzorcowy przykład tak zwanego „fajnego księdza”. Wiecie, tego, z którym można pożartować, do którego najchętniej pójdzie się na mszę, bo wiadomo, że nie będzie przeciągał kazania, i który jest animatorem jakiejś udanej prospołecznej lokalnej inicjatywy (i żeby nie było, chwała mu za to!). A gdy przypadkiem z różnych powodów zwątpisz czasem w instytucję Kościoła Katolickiego, to zapewne szybko usłyszysz od kogoś, że „przecież w Kościele są i dobrzy księża”, i osoba ta szybko podeprze to zdanie nazwiskiem takiego księdza Czendlika. Powiem szczerze, jestem trochę rozczarowana tą książką. Nie jest to bynajmniej pogłębiona rozmowa. Ksiądz Czendlik doskonale czuje się w centrum zainteresowania i to widać, stąd wiele ciekawych anegdot i uniwersalnych prawd i przemyśleń, o których warto od czasu do czasu sobie przypomnieć, więc miejscami czyta się to naprawdę przyjemnie, ale jest też dużo uciekania od trudnych dla Kościoła Katolickiego tematów oraz protekcjonalnego traktowania pewnych grup społecznych, głównie kobiet. Posłużę się paroma przykładami: Spowiadanej parafiance utyskującej na relacje z mężem zaleca „wizytę u fryzjera i kosmetyczki”, a kobiece łzy uważa za środek manipulacji oraz radzi żeby jednak nie płakać, bo „uśmiechnięte jesteśmy piękniejsze”. Ksiądz również wielokrotnie sam sobie zaprzecza, nawet w kwestiach fundamentalnych: w jednej chwili deklaruje, że to dobrze, gdy rodzice chrzczą swoje nieświadome tego dzieci, bo dają im w ten sposób to co najlepsze, by zaledwie dwie strony dalej stwierdzić, że kiedy w sprawie chrztu przychodzi do niego dorosły człowiek, raczej najpierw odprawia go z kwitkiem, zachęcając by dobrze przemyślał sobie tę , nieodwracalną przecież, decyzję. Niektóre poglądy uważam z kolei za wręcz skandaliczne, na przykład gdy potwierdza że jest zwolennikiem "wychowawczego klapsa" (oczywiście stanowisko poparte koronnym argumentem, że przecież on sam też nieraz oberwał i jakoś wyszedł na ludzi), czy o tym, że męskie łzy to przejaw słabości. Notabene, co moim zdaniem wyjątkowo obrzydliwe, stwierdził to wspominając jednego z prezydentów Słowacji, płaczącego na wizji ponieważ uprowadzono wówczas jego syna, a o którym to ojcu Czendlik pomyślał, że chociaż mu współczuł to jednak "nie chciałby, żeby jego prezydent płakał [okazując tym samym słabość]"). Rozumiem, że każdy ksiądz to po prostu człowiek. W przypadku księdza Czendlika – na pewno dobry i przesympatyczny. Nie oczekiwałam zresztą od tej książki spotkania ze sztucznie wykreowaną Figurą i cieszę się, że w tym co mówił, jej bohater był autentyczny, zapewne licząc się z tym, że nie każdemu przypadnie to do gustu. Nie mogłam jednak przejść obojętnie obok bulwersujących mnie fragmentów zwłaszcza, że znaczna większość opinii innych czytelników tutaj chwali postawę Księdza za jego, nazwijmy to, antysystemowość - podczas gdy moim zdaniem ta książka wręcz powiela, a tym samym umacnia, wiele szkodliwych poglądów i stereotypów, które znakomicie się mają również w katolickim „mainstreamie”, a na który to mainstream ksiądz Czendlik miałby być remedium.
Ispirazione - awatar Ispirazione
ocenił na 6 8 miesięcy temu
Ukryte życie lasu. Rok podglądania natury David George Haskell
Ukryte życie lasu. Rok podglądania natury
David George Haskell
„Nie było nas, był las, nie będzie nas, będzie las”. Tym starym powiedzeniem (przysłowiem?) napocznę swoją opinię odnośnie do książki „Ukryte życie lasu” Davida Georgea Haskella amerykańskiego biologa, profesora biologii i badań środowiskowych w Sewanee: The University of the South w Sewanee w stanie Tennessee (USA). Lasy od lat niemowlęcych towarzyszyły mi w mojej wędrówce przez życie, w zasadzie to urodziłem się niemalże w lesie, w domu, a nie w szpitalu, przy dźwiękach śpiewu ptaków. Pierwsze kroki stawiałem w lesie, zabawy z rówieśnikami w lesie, pierwsze wspinaczki na drzewa i upadki z tychże drzew również w lesie, tym samym ciągnie mnie do lasu i wszystkiego, co traktuje o lesie, czy to w formie pisanej, czy jakiejkolwiek innej niczym przysłowiowego wilka do lasu. Nie jest to pierwsza moja książka poruszająca temat lasu, ale z pewnością jest to pierwsza książka, która ukazała mi to środowisko w taki sposób. Autor skupia się bowiem na wycinku lasu-uwaga!... wielkości jednego metra kwadratowego i przez cały rok prowadzi swoje obserwacje- badając formy życia i zmiany zachodzące w ciągu roku na tym jednym metrze kwadratowym. Wydawać by się mogło, że napisać ponad trzysta stron i to drobnym drukiem na temat jednego metra kwadratowego lasu to coś a wykonalnego, a już o zainteresowaniu i przykuciu uwagi czytelnika (nie biologa) mowy być nie może...o dziwo nic bardziej mylnego!. W ściółce leśnej na jej powierzchni, a zwłaszcza pod jej powierzchnią dzieje się tak dużo i tak wielu aktorów odgrywa swoje role, że sam Quentin Tarantino mógłby pozazdrościć: tempa akcji, rozgrywających się dramatów osobistych oraz mnogości występujących w przedstawieniu postaci. Są ich miliony, jeśli nie miliardy, bohaterów ukrytych przed oczyma przeciętnego człowieka nieświadomego, że podczas spaceru po lesie porusza się w otoczeniu miliardów istot żywych i ten właśnie fakt mnie osobiście najbardziej porusza; fakt, że nie jesteśmy sami i powinniśmy mieć więcej szacunku a przede wszystkim miłości do życia w każdej formie i pod każdą postacią. Nie ma złych niepotrzebnych stworzeń w świecie przyrody, są jedynie odmienne priorytety, z którymi my jako ludzie powinniśmy się pogodzić i do nich dostosować, bo las i tak przetrwa, wcześniej czy później, jeśli się nie opamiętamy i nie zrozumiemy- będzie uwolniony od swojego oprawcy i największego zagrożenia, czyli człowieka pędzącego świadomie (o dziwo) ku samozagładzie. David G. Haskell to nie tylko doskonały biolog i naukowiec jest to również świetny pisarz, filozof, myśliciel, oraz zagorzały zwolennik i popularyzator idei ekologicznych. Potwierdzeniem ponadprzeciętności autora może być fakt dotarcia jego dzieła aż do finału nagrody Pulitzera. W odróżnieniu od wielu dzisiejszych ekologów przykuwających się do drzew, ogrodzeń, samochodów, ekologów leżących na jezdni, robiących show wokół siebie i szukających dość często poklasku i sławy (np. Greta) - w odróżnieniu od nich David G. Haskell ukazuje nam las, życie lasu i potrzeby lasu w sposób bardziej stonowany, a jednocześnie bardziej przekonujący. Autor nie krzyczy, nie biega, nie histeryzuje, nie fika koziołków- ukazuje życie lasu, to widoczne na pierwszy rzut oka i to w przeważającej mierze ukryte życie lasu -czyni to w taki sposób, że czytelnik wybierający się na spacer po lesie dziesięć razy się zastanowi, nim postawi krok i zada sobie pytanie: czy aby moja obecność tu i teraz w tym miejscu nie narusza harmonii tego miejsca i co powinienem zrobić i jak się zachować, aby nie zburzyć spokoju tego świętego przybytku. Dzieło Davida G. Haskella do najlżejszych książek nie należy, jednak dla czytelnika dysponującego wiedzą w zakresie biologi, geografii i chemii na poziomie szkoły średniej nie powinno stanowić większego wyzwania. Książka wyjątkowa, autor przekonujący i kompetentny. POLECAM!!!
Bolesław Rychlik - awatar Bolesław Rychlik
ocenił na 9 3 lata temu

Cytaty z książki Natura leczy, czyli co sprawia, że jesteśmy szczęśliwsi, zdrowsi i bardziej kreatywni