To tak jakby efekt motyla, że moje dotychczasowe ruchy, każde relacje, wydarzenia, zespoły danych i licznych powiązań, czyli wszystko to, co od jakichś dwóch lub trzech tygodni Wszechświat planował z najmniejszą, fundamentalną wręcz dokładnością dla egzystencji mojej osoby, sprowadzały się do doświadczenia pewnego Uniwersum w anime, a potem mangi, na podstawie, której ono powstało. Zresztą prawdopodobieństwo w tym Świecie popkultury odgrywa niezwykłą rolę, oj i to nie małą! Mogę to porównać do sytuacji, w której nie mam absolutnie żadnego wpływu na to, że natrafię w tym w tym momencie na ów tytuł i jego piękne Uniwersum, które okaże się absolutną rewelacją, zarówno w medium mangowym oraz jako serial anime. To tak jakby dużo więcej niż przeznaczenie z perspektywy fana i geeka. Wszechświat żyje, jest naszym sprawcą i obserwatorem, a jak widać również słucha naszych podświadomych potrzeb i pasji. Jest niczym wytrawny hazardzista, tak jak pewna produkcja anime i jej komiksowe źródło, o którym to już za chwile, do którego wszystko to co piszę w tym wywodzie się po prostu odnosi, jakby było mu przeznaczone.
Zanim dostałem w swoje ręce tą właśnie dedykowaną mi przez ,, bawiące się w kotka i myszkę z inteligentnym życiem prawdopodobieństwo Wszechświata" książkę, a właściwie graficzną opowieść w konwencji japońskiej stylistyki i techniki, czyli mangi, najpierw wchłonąłem pierwszy sezon jego serialowej adaptacji, którą okazało się anime ,,Kakegurui. Szał hazardu". To tytuł, który - mówiąc dość delikatnie i bardzo, bardzo łopatologicznie - okazał się na tyle dla mnie prosty, ale tak pochłaniający i rewelacyjny, iż obecnie stanowi on jedną z ważniejszych pozycji w Kanonie moich ulubionych niekonwencjonalnych serii animacji, i to w których główną rolę odgrywają oszałamiająco dobrze nakreślone i mega zakręcone żeńskie postaci, co dla takiego wielbiciela typowych ,,akcyjniaków dla samców alfa", jak ja, zetknięcie się z ,,Kakeguri” było czymś niespodziewanym, ot prawie że uderzeniem jakiegoś archanielskiego objawienia. Los bierze moje pasje dalej w swoje ręce, kierując mą uwagę – no, chwała mu za to – do mangi, która dała serialowi jakiekolwiek podstawy by powstał! Tak, to ,,Szału Hazardu”, jednakże zanim przejdę dalej warto o samym anime tego Uniwersum napisać coś jeszcze: wydawać by się mogło z pierwszego punktu widzenia tej miałkiej hazardowej jego tematyki, iż mimo młodego wieku postaci, a także dość ograniczonego miejsca, w którym rozgrywa się akcja w tymże Świecie, po seansach 12 odcinków jego pierwszego sezonu, ,,Kakegurui” można śmiało uznać ze jeden z najbardziej intensywnych, zaskakująco dobrych w kreację napięcia w swojej niszy gatunkowej i tej namacalnej atmosfery potężnych emocji, produkcję w konwencji japońskiej animacji jaką kiedykolwiek widziałem! I tak też się dzieje, tak przedstawia się tu sytuacja, nie inaczej! Nie zdradzając zbyt wiele, w elitarnej szkole, w której ,,Szał Hazardu” faktycznie daje o sobie znać, gdzie blichtr, pozycja społeczna, gra o życie na granicy ryzyka i niszczenia pojęcia tego, iż tabu istnieje zawsze i dalej powino być tym czym jest, gdzie liczą się wpływy i tak zwane ,,plecy” i wysoko uniesiona głowa oraz spoglądanie ,,z wysoka na niżej usytuowanych” jest ważniejsze niż edukacja, króluje nieskrywana lubieżność, podniecenie samym faktem zaryzykowania i oczekiwania na wynik (bo przecież o to w hazardzie chodzi). Tak to bardzo nietypowe podejście do życia nie tylko w szkole gdzie rozgrywa się akcja ,,Kakegurui", ale i poza jej murami - bo przecież hazard uczy umiejętności zachowania ,,pokerowej twarzy", tam gdzie do jest istotne, i to zawsze: w polityce i władzy wszelkiego kalibru. i szkoły.
Nie ukrywam, doświadczyłem tu swego rodzaju sodomicznej i celowo hiperbolizowanej niekiedy w przekraczające górne granice intensywności emocje opowieści: historii o pędzeniu przez życie na granicy zalewania organizmu masą adrenaliny i kortyzolu, także dopaminy, gdzie ryzyko stoczenia się na dno jest tak samo wysokie jak zyskanie absolutnie wszystkiego: od bogactwa i powodzenia aż po stabilność u szczytu hierarchii żyjących hazardem uczniów. To bardzo odważnie opowiadana produkcja (zarówno anime oraz manga, tom 1), w której to określić ich bohaterów jako tych, którzy wyznają zasadę ,,bez ryzyka nie ma zabawy”, to zdecydowanie za mało. We wszystko to, w tę specyficzną opowieść wkrada się ta iskra nieprzewidywalności tego, co się za chwilę wydarzy i jak zareagują ,,pokerowe twarze” naszych postaci. Podsumowuje to nie lada dopracowana i w punkt dobrana do wszelakich aspektów budujących wyjątkowość ,,Kakegurui” w wersji anime szata graficzna, która jest tak wylewna, tak nadinterpretowywana, tak przesadzona i potężna w emocje, że ciśnienie skacze u oglądającego za każdym razem, gdy się ma styczność z takimi właśnie scenami. Oszałamiająca seria, której kolejne odcinki jeszcze przede mną, która przesadnie dobrze uwydatnia oszałamiające podejście twórców do tego czym jest hazard, co robi z umysłami osób i w jakich grupach społecznych zbiera największe żniwo. A co w takim razie z mangą? Tylko jedna w tej kwestii zostaje odpowiedź: już wiem z jakiego powodu samo anime okazało się tak pysznie dobre!
Homura Kawamoto, Toru Naomura – zapamiętajmy te nazwiska. Dwójka ta to w Polsce nie aż tak jak w kraju kwitnącej wiśni czy ogólnie w kulturze azjatyckiej znani mangacy, autorzy mangowej i pierwotnej wersji Uniwersum ,,Szału Hazardu”; rzecz jasna twórcy zarówno omawianego tomu 1, jak i kolejnych z całego cyklu. Prosto i krótko: wykonali oni – choć to dopiero pilotowy tom serii – kapitalną robotę. Najciekawsze jest to, że oprócz równie kapitalnego wydania mangi, czyli budowy zewnętrznej i jakości druku oraz kartek wewnątrz tomu 1, gdzie okładki i grzbiet są wykonane i namalowane w seksowny i intensywny sposób (tak, rysunek Yumeko na przedzie, z podkreśleniem jej cudownych szkarłatnych oczu, naprawdę robi niezapomniane wrażenie!), mocno na plus zaznacza się ta fizyczna objętość komiksu: to nie 180 czy 200 stron, a prawie 240, a to przy tego rodzaju nieskomplikowanej, ale za to napakowanej w odpowiednie emocje, suspens i dynamikę fabule, ma spore znaczenie – im więcej, tym dla intensywności ,,hazardowego szału” lepiej; w ten sposób manga ma szansę rozkręcić się w odpowiedni sposób i zaspokoić pragnącego górno-granicznych emocji mangowego geeka tak, aby by można było odczuć satysfakcję z lektury z jednoczesnym ,,uzależnieniem się od chęci sięgnięcia po kolejny tom, i to jak najszybciej!”, jak to zresztą w hazardzie, tym razem czytelniczym bywa. Sam początek mangowego rozdania ,,Kakegurui” z początku wydaje się być leciutko ospały, wita nas za to wrażeniem obcowania z Światem tego tytułu jako czymś bardzo dystyngowanym, pompatycznym, wytwornym i ultra-klasowym. Nie ukrywam, że do takiej estetyki samego miejsca i ukształtowania się hierarchii, która w niej panuje, a chodzi o eksplodujący zewsząd prestiż Prywatnej Akademii Hyakkao, w której wszystko to ma miejsce, intensywna akcja, ot tak z buta, od pierwszej do ostatniej kartki nie do końca pasuje. Autorzy mangi wprowadzili nas do tego młodzieżowego, skrytego przed rzeczywistością wymiaru hazardowej sodomy i gomory poprawnie: jest tu coś z Hitchcocka – tempo narracji, całej wylewności świata przedstawionego wzrasta odpowiednio i nie traci tempa tam, gdzie nie powinno. Stabilizatorem całości jest postać zakłócającej ,,święty” porządek hazardowej religii Akademii, Yumeko Jabami, która w placówce tej pojawia się po prostu nagle. Bez Yumeko nie było by niczego, co widzieliśmy w mandze, także w anime: wyzwala w ustawionym świecie hazardu potrzebny mu niepotrzebnie skrywany w gąszczu ,,akademickiej hierarchii” i pozornego porządku szał, tą dzikość i bestialskie wręcz pożądanie; jest osią fabuły i emocji – to od niej zależy tu cała historia, co w niniejszej mandze zostało podkreślone naprawdę dość wyraziście.
O pannie Jabami można by rzec ,,jaka ona jest tajemnicza?! Jak trudno jest się przebić do jej wnętrza przez tą zewnętrzną słodką nastoletnią urodę i łagodne z pozoru oblicze i zrozumieć, co kryje się w jej prywatnym Ja, i co nią w ten sposób kieruje!”. Jednak tego samego nie można powiedzieć o fabule tomu: fakt, same rozgrywki, których zasady obrazowane są wizualnie na kadrach i tłumaczone w czytelny i klarowny na tyle, aby odpowiadało to tempie prezentowanej historii sposób, są intensywne, jednakże fabuła jest szybka, ale raczej jedynie jako lekko przewidywalna - to wtedy uwydatniają się same jej plusy. W większości jest ,,hazardowo", dziarsko, ale uważam że dość stabilnie: ta historia nie chce i nie musi za bardzo wyrywać się do przodu, nie zbaczać z kursu tej intensywnej na swój sposób hazardowej przygody i linii poznawania rzeczywistości tajemniczej Akademii z perspektywy Yumeko, której powód ,,zawitania” do jednej z ważniejszych placówek szkolnych w Japonii do końca nie jest znany. Nie dziwmy się temu, skoro prawie cała treść (jak na razie tomu 1) rozgrywa się wokół osoby Yumeko i wszystkiego tego, co po prostu sobą i swoją schematycznym ujęciem idei hazardu i nieszablonowym ukazywaniem w związku z tym emocji ,,rozsiewa” dookoła. I tak, najważniejsze dla czytelnika w Uniwersum Kakegurui, co tyczyć się powinno podobnego podejścia do treści tego Świata, które mamy w anime, powinno być nastawienie się nie na schematyczną, ale konkretną i stabilną oraz szybką fabułę, ale na nieprzewidywalne i nagłe hazardowe emocje, które dodatkowo o kilka stopni może zwiększyć nieprzewidywalna, niekiedy piekielnie agresywna, wręcz diabelska a innym razem potulna i zaskakująco cicha wspomniana już niniejszym postać Yumeko oraz towarzyszący jej Ryota, którego powinno się uznać za narratora w cyklu mang, co nie jest aż tak stricte oczywiste jak w przypadku serialu.
Nie bawmy się w dziennikarzy, krytyków kultury masowej, bądźmy po prostu fanami – istotne jest to z perspektywy tomu 1 mangi ,,Szału Hazardu”, iż wydarzenia w nim prezentowane są proste, bez żadnej wyszukanej głębi i dramaturgii, i odpowiednio dynamiczne. Teoretycznie mamy do czynienia z szybką lekturą, w której większość zdarzeń, mniejszych i większych scen, zawsze owinięte jest wokół jakiejś gry. O dziwo nie możemy narzekać na nudę, gdyż przy rozgrywkach a’la ,,rasowe kasyna w Las Vegas" naszym głównym postaciom udziela się najwięcej emocji, ukazuje się przy tym ta ważna części ich osobowości – to jak postaci wypadną w ,,konflikcie przy stole" rzutuje na ich zachowanie w dalszej części historii, co udowadnia z kolei to, jak konsekwentnie w odpowiednim miejscu na osi fabuły nasi mangacy ustawili całą strukturę tudzież wątek gier hazardowych, jak i to czym niepisanym tak naprawdę hazard jest w rzeczywistości Akademii Hyakkaou. Grafika wszystko to, a także wiele innych aspektów, które przy omówieniu tej mangi także anime nakreśiłem, sądzę odpowiednio wydajnie tylko potwierdza: potrafi być ona ostra jak żyleta, niekiedy jednak przepełniona szarymi barwami, np. w kadrach z retrospekcjami, także nie sposób jej odmówić umiejętnego dostosowania się do szarpanych i bardzo energicznych, asymetrycznych kadrów na przestrzeni całego tomu, gdzie potrafi zalać czytelnika kreacjami bardzo ekspresyjnych sylwetek graczy podczas rozgrywek, w której aktywne są potężne, mięsiste kontury, z akcentami na oczy lub twarz.
Yumeko Jabami to ,,szał hazardu”; to ta bezapelacyjnie bardzo indywidualna, znająca swoją wartość nastolatka ustawia całą rzeczywistość fabularną, jak i rzeczywistość hazardowej aktywności w Akademii do odpowiedniego pionu. Z ,,niby" potężnych członków Akademii robi zwykłe wycieruchy, ot pionki: to, jak ,,skończyła" z Meari i Yuriko zakrawa właśnie... na oryginalne tylko dla jej osobowości szaleństwo i potężną osobowość. Tak, szał równa się tu nie tylko emocje, ale i… skupienie! Musi on iść w parze z odpowiednym zimnem i wyrachowaniem, aby zawsze wyjść na swoje i być sobą tak jak się tego chce, tak jak to prezentuje Yumeko Jabami.
Opinia
Poprzednie dwa tomy w dużej mierze skupiały się na Eijiro. Okładka tomu 17 sugeruje, że tym razem istotną rolę odegra Mirio Togata. Czy rzeczywiście tak jest?
Bohaterowie sukcesywnie przedzierają się przez kolejnych superłotrów w podziemnym labiryncie. Mirio Tagata dociera do samego przywódcy Ośmiu Przykazań. Czy uda mu się go pokonać?
Dosyć rozczarował mnie wątek Mirio Tagaty. Podkreślona tu zostaje jego determinacja w dążeniu do celu, a niektóre jego pompatyczne teksty mogą nawet poruszyć. Jednakże sama postać jest dosyć miałka, a nawet retrospekcje z jego udziałem nie wnoszą wiele do tego bohatera.
O wiele lepiej wypadają inne postacie. Nareszcie zostaje wyjaśniona prawdziwa natura mocy uwięzionej dziewczynki, co wyjaśnia jej wcześniejsze zachowanie. Poza tym czytelnicy mogą dowiedzieć się trochę więcej o jednym ze złoczyńców. Bardzo emocjonującą scenę dostaje również Sir Nighteye.
Niestety tym razem nie udaje się unikać pewnego chaosu w rysunkach. Ciężko śledzić poszczególne walki, które w zamyśle miały być bardzo pomysłowe.
Ten tom zostawił mnie z mieszanymi uczuciami. Moim zdaniem za dużo miejsca poświęcono tu Mirio, a za mało innym ciekawszym wątkom.
Poprzednie dwa tomy w dużej mierze skupiały się na Eijiro. Okładka tomu 17 sugeruje, że tym razem istotną rolę odegra Mirio Togata. Czy rzeczywiście tak jest?
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toBohaterowie sukcesywnie przedzierają się przez kolejnych superłotrów w podziemnym labiryncie. Mirio Tagata dociera do samego przywódcy Ośmiu Przykazań. Czy uda mu się go pokonać?
Dosyć rozczarował mnie wątek Mirio...