rozwiń zwiń

Moje piękno, moja sprawa

Okładka książki Moje piękno, moja sprawa autorstwa Florence Given
Florence Given Wydawnictwo: Znak Koncept biografia, autobiografia, pamiętnik
256 str. 4 godz. 16 min.
Kategoria:
biografia, autobiografia, pamiętnik
Format:
papier
Tytuł oryginału:
Women Don't Owe You Pretty
Data wydania:
2022-05-18
Data 1. wyd. pol.:
2022-05-18
Data 1. wydania:
2020-06-11
Liczba stron:
256
Czas czytania
4 godz. 16 min.
Język:
polski
ISBN:
9788324084562
Tłumacz:
Urszula Ruzik-Kulińska
Nie musisz być dla nich piękna, ale…

…żyjemy w patriarchalnym społeczeństwie, które przedkłada atrakcyjność nad wszystko inne – bez wyjątku.

A to oznacza, że…

…życie jest łatwiejsze, gdy nosimy modne ciuchy,

…życie jest łatwiejsze, gdy się golimy,

…życie jest łatwiejsze, gdy malujemy rzęsy do pracy,

…życie jest łatwiejsze, gdy czynimy widoczne „starania” o swój wygląd,

…życie jest łatwiejsze, gdy odzwierciedlamy społeczną ideę piękna. Kropka.

DOŚĆ!

Florence Given, znana instagramerka, artystka, działaczka i pisarka, radzi, jak przeprowadzić rewolucję we własnym myśleniu, by odnaleźć swoje prawdziwe „ja”, radość, spełnienie i… miłość.

Dzięki tej książce:

uwierzysz, że nie musisz być piękna dla innych,
pokochasz seks, znienawidzisz seksizm i nigdy nie będziesz udawała orgazmu,
ochronisz swoją życiową energię,
nie będziesz wytykała wad innych kobiet tylko po to, by poczuć się lepiej,
przestaniesz o poranku przeglądać media społecznościowe – i wierzyć, że tak wygląda rzeczywistość.
Florence Given – mieszkająca w Londynie artystka, działaczka i pisarka. Udzielała wywiadów dla BBC Breakfast i „The Guardian”. Jej ostatni post promujący kampanię „End Period Poverty” zebrał do tej pory ponad 200 tysięcy polubień. Na Instagramie obserwuje ją ponad 280 tysięcy osób, a co miesiąc liczba ta zwiększa się o około 40 tysięcy kolejnych. W 2019 roku Florence została wybrana influencerką roku według „Cosmopolitan”. Współpracowała m.in. z Tinderem przy kampanii „Single, Not Sorry”.
Średnia ocen
6,6 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Moje piękno, moja sprawa w ulubionej księgarni i Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Moje piękno, moja sprawa



1706 1624

Oceny książki Moje piękno, moja sprawa

Średnia ocen
6,6 / 10
70 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
231
139

Na półkach: ,

Zacznę od tego,, że dawno nie widziałam tak ładnie wydanej książki. "włam się do mózgu" zrobiło na mnie wizualnie podobne wrażenie.
"moje piękno,moja sprawa" jest bardzo potrzebna, uświadamiająca. Zmuszająca do zmiany myślenia, rozszerza perspektywe.
Moje ulubione fragmenty z książki :
Związane z płcią rolę to twór społeczny i jak najbardziej wolno nam sie w nie wpisywać, ale też możemy nie wpisywać się w nie w ogóle. Wolno nam robić co chcemy
Różne rzeczy dają moc różnym ludziom - nie ma jednego słusznego wzorca jak być kobieta. Kobiety są wielobarwnymi i złożonymi bytami
Gdy przypalapujesz się na osadzaniu innych ludzi, spytaj siebie, czy to co robią, ma na ciebie wpływ. Jeżeli nie to naucz się żyć własnym życiem
Polecam bardzo

Zacznę od tego,, że dawno nie widziałam tak ładnie wydanej książki. "włam się do mózgu" zrobiło na mnie wizualnie podobne wrażenie.
"moje piękno,moja sprawa" jest bardzo potrzebna, uświadamiająca. Zmuszająca do zmiany myślenia, rozszerza perspektywe.
Moje ulubione fragmenty z książki :
Związane z płcią rolę to twór społeczny i jak najbardziej wolno nam sie w nie wpisywać,...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

283 użytkowników ma tytuł Moje piękno, moja sprawa na półkach głównych
  • 194
  • 82
  • 7
48 użytkowników ma tytuł Moje piękno, moja sprawa na półkach dodatkowych
  • 30
  • 4
  • 4
  • 4
  • 2
  • 2
  • 2

Tagi i tematy do książki Moje piękno, moja sprawa

Inne książki autora

Florence Given
Florence Given
Brytyjska ilustratorka, aktywistka społeczna i feministka. Pochodzi z Plymouth, lecz obecnie mieszka w Londynie. Jej znakiem rozpoznawczym są grafiki ze sloganami społecznymi dotyczącymi seksualności. Jej pierwszą książką jest "Women Don't Owe You Pretty", którą nazywa "przystępnym wprowadzeniem do feminizmu". Udziela się na Instagramie i Twitterze, gdzie wypowiada się w kwestiach m.in. seksualności, rasy oraz płci.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Antropocen. Twój i mój świat John Green
Antropocen. Twój i mój świat
John Green
Antropocen. Twój i mój świat autorstwa John Green to zbiór krótkich esejów, które w bardzo osobisty sposób próbują odpowiedzieć na pytanie, czym właściwie jest życie w epoce zdominowanej przez człowieka. Autor ocenia różne elementy współczesnego świata w pięciogwiazdkowej skali – od rzeczy błahych, jak napoje czy miejsca, po tematy znacznie cięższe, jak choroby, samotność czy przemijanie. To książka, która wyróżnia się formą i tonem. Green pisze lekko, często z humorem, ale pod tą pozorną prostotą kryje się sporo refleksji. Każdy esej jest jak osobna migawka – czasem zabawna, czasem nostalgiczna, a czasem naprawdę poruszająca. Autor świetnie balansuje między tym, co prywatne, a tym, co uniwersalne, dzięki czemu łatwo się w jego przemyśleniach odnaleźć. Dużym atutem jest autentyczność. Green nie próbuje moralizować ani udawać, że ma odpowiedzi na wszystko – raczej dzieli się swoimi wątpliwościami i obserwacjami, co sprawia, że książka wydaje się bardzo „ludzka”. Momentami bywa melancholijnie, ale nie przytłaczająco – raczej skłaniająco do zatrzymania się i przemyślenia własnej codzienności. Jeśli miałabym wskazać minus, to dla niektórych czytelników forma może okazać się zbyt fragmentaryczna. To nie jest spójna historia, tylko zbiór luźno powiązanych refleksji, przez co nie każdy esej zapada w pamięć równie mocno. Podsumowując, „Antropocen. Twój i mój świat” to książka, którą najlepiej czytać powoli, delektując się kolejnymi tekstami. To nie tylko zbiór ocen rzeczywistości, ale przede wszystkim próba zrozumienia świata i miejsca człowieka w nim. Idealna dla osób, które lubią literaturę skłaniającą do refleksji, ale podaną w przystępnej formie.
aduś98 - awatar aduś98
ocenił na 8 1 dzień temu
Pokolenie Przyjaciół. Zakulisowy obraz kultowego serialu Saul Austerlitz
Pokolenie Przyjaciół. Zakulisowy obraz kultowego serialu
Saul Austerlitz
''Gdy młodzi zaczynają wchodzić w dorosłość, potrzebują ''Przyjaciół'', bezpiecznego i pełnego ciepła miejsca, gdzie nawet najpoważniejsze problemy będzie się dało ująć w dowcipny nawias, gdzie ktoś będzie czekał, nawet nie po to, aby wysłuchać, wystarczy, że po prostu będzie'' Wydaje mi się, że nie ma osoby, która nie zna ''Przyjaciół''. Nawet jeśli go nie obejrzałeś na pewno kojarzysz jedną rzecz z tego serialu. Od emisji serialu minęło już 30 lat a serial nadal nie traci popularności, ba przybiera mu widzów. Saul Austerlitz w tej książce przybliża nam kulisy serialu. Dla mnie ''Przyjaciele'' to mój ulubiony serial. Obejrzałam go po raz pierwszy około 2 lata temu. W tamtym okresie nie miałam zbyt wielu znajomych, a dzięki obejrzeniu poczułam się jakbym zyskała 6. Ten serial bił ciepłem dzięki, któremu chciało się oglądać dalej i można było poczuć się komfortowo. Tak jak tytułowa piosenka ten serial jest po to aby być dla nas w trudnych chwilach. Dla mnie książka jest bardzo przyjemnie napisana. Autor przeprowadza nas przez cały cykl powstawania serialu- od pomysłu po lata kiedy serial jest już zakończony. Dostajemy tu mnóstwo ciekawostek dotyczących serialu, producentów, osób pracujących przy serialu i aktorów. Dla mnie minusem jest to, że książka jest trochę chaotyczna i miesza między sobą wydarzenia, które i tak potem pojawiają się w kolejnym rozdziale. Podsumowując ta książka jest dobra dla fanów ''Przyjaciół'' którzy chcą dowiedzieć się trochę więcej o swojej ulubionej produkcji. Daje 8/10
multivers_lover_ - awatar multivers_lover_
ocenił na 8 11 miesięcy temu
Mam nadzieję Katarzyna Czajka-Kominiarczuk
Mam nadzieję
Katarzyna Czajka-Kominiarczuk
W świecie zdominowanym przez nagłówki wieszczące nieuchronną katastrofę, Katarzyna Czajka-Kominiarczuk decyduje się na gest niemal wywrotowy – publikuje manifest na rzecz optymizmu. „Mam nadzieję” to książka, która świadomie rezygnuje z bezpiecznego dystansu, do którego autorka przyzwyczaiła nas na swoim blogu. Tym razem Zwierz Popkulturalny nie analizuje najnowszego serialu HBO, lecz zaprasza nas do intymnej rozmowy o tym, jak nie oszaleć w rzeczywistości pełnej lęku. Choć intencje są szlachetne, a pióro sprawne, całości wystawiam ocenę 6/10. To lektura potrzebna jako doraźny plaster, ale zbyt mało odkrywcza, by stać się fundamentem nowej filozofii życiowej. Głównym założeniem publikacji jest próba odnalezienia motywacji w świecie, który zdaje się rozpadać na naszych oczach. Autorka prowadzi nas przez labirynt kryzysów i społecznych niepokojów, starając się udowodnić, że nadzieja nie jest jedynie naiwnym życzeniem, lecz aktywną postawą intelektualną. Największym atutem książki jest bez wątpienia styl – lekki, gawędziarski, a jednocześnie erudycyjny. Czajka-Kominiarczuk potrafi wpleść w rozważania o emocjach trafne nawiązania do kultury, co sprawia, że przez kolejne rozdziały płynie się z dużą przyjemnością. Książka ma charakter eseistycznego poradnika, który nie narzuca jedynej słusznej drogi, lecz raczej zaprasza do wspólnej refleksji. Autorka celnie punktuje nasze współczesne obsesje na punkcie nieustannej produktywności, oferując w zamian rodzaj literackiego ukojenia. Dla wielu czytelników będzie to przedłużenie dobrze znanych i lubianych treści, podanych w bardzo estetycznej formie. Głównym zarzutem wobec „Mam nadzieję” jest jej pewna powierzchowność. Choć poszczególne fragmenty są napisane z wielką empatią, wiele z zawartych w nich tez brzmi jak zbiór oczywistości, które słyszeliśmy już wielokrotnie w podcastach czy mediach społecznościowych. Momentami ma się wrażenie, że autorka krąży wokół tematu, unikając głębszej, bardziej bolesnej analizy, przez co konkluzje bywają nieco zbyt „bezpieczne” i przewidywalne. Brakuje tu autentycznego momentu przełomowego, który faktycznie rzuciłby nowe światło na nasze lęki. Podsumowując, „Mam nadzieję” to pozycja idealna na gorszy wieczór, gdy potrzebujemy przypomnienia, że nasze obawy są współdzielone przez innych. To rzetelna, ciepła publikacja, która spełnia swoją doraźną funkcję wspierającą, ale nie rewolucjonizuje gatunku literatury faktu czy eseistyki. Dla wiernych fanów autorki będzie to wartościowe dopełnienie jej dotychczasowej twórczości, dla pozostałych – miły, choć nieco ulotny przerywnik w codziennym pędzie. To dobra, solidna szóstka – książka z sercem, której zabrakło nieco więcej analitycznej odwagi.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na 6 28 dni temu
Moje ciało Emily Ratajkowski
Moje ciało
Emily Ratajkowski
Czytając książkę nie wiedziałam dokładnie kim jest Emily Ratajkowski. Słyszałam jedynie, że jest modelką i aktorką, że jest atrakcyjna nie tylko w oczach mężczyzn, ale i... w oczach kobiet. To mnie zaintrygowało, stąd zdecydowałam się sięgnąć po "Moje ciało". Nie spodziewałam się jednak, że będzie to trudna lektura... ...a tytuł książki powinien brzmieć: "Umowa albo kara. Anatomia artystycznego wyzysku". Poznałam historię młodej, atrakcyjnej i ambitnej dziewczyny, którą branża modowa potraktowała jak towar. Brak zabezpieczeń prawnych i nierówność społeczna sprawiły, że jej wizerunek (jej ciało) stały się źródłem zysku dla innych. Zamiast ochrony – wyzysk (a nawet wykorzystanie seksualne). Zamiast wsparcia – hejt i blokowanie w mediach społecznościowych. To refleksja o brutalnej logice branży artystycznej: jeśli nie potrafisz wycenić siebie i zabezpieczyć kontraktem, szybko stajesz się ofiarą. A jeśli pochodzisz z klasy niższej – zamiast szacunku czeka cię kara. To gorzka diagnoza środowiska, które chętnie mówi o wolności, równości, feminizmie i sztuce, lecz w praktyce opiera się na nierównych relacjach władzy. To także kolejna odsłona problemu, że wciąż istnieją ludzie przekonani, iż mają prawo do naszego ciała, wizerunku i godności tylko dlatego, że „mają na nas pomysł”. Rozważania o tzw. pretty privilege („przywileju z bycia piękną”) są tu raczej mało istotne. Emily skupia się przede wszystkim na krytyce systemu. „Zabezpiecz się umową i pieniędzmi, albo spadaj” – to najprostsze i najbardziej bezlitosne przesłanie, jakie płynie z tej książki. Niby oczywiste, a jednak w praktyce zawiodło Emily na wielu poziomach. Życia i ludzi nie da się przewidzieć. Są w tej książce fragmenty, do których wracałam wielokrotnie. Są też takie, które świadomie omijałam. Na przykład ten, w którym Emily opowiada o wykorzystaniu seksualnym przez znanego fotografa. Myśląc o tym, zastanawiałam się nad jej ojcem. Co czuł, kiedy to czytał? Bezsilność? Rozpacz? Poczucie winy, że nie mógł obronić swojej ukochanej córki ani spojrzeć w oczy jej oprawcy? Ostatnie zdania "Mojego ciała" dotyczą porodu Emily. Miałam wrażenie, że odczuła ulgę, wydając na świat chłopca. Ulgę, że on nigdy nie doświadczy tego, co spotkało ją – najpierw jako nastolatkę, a później jako dorosłą kobietę. Czy światu jest potrzebna taka książka? Zdecydowanie tak.
Paulina Adamkiewicz - awatar Paulina Adamkiewicz
ocenił na 10 7 miesięcy temu
Samiec alfa musi odejść. Dlaczego patriarchat szkodzi wszystkim Liz Plank
Samiec alfa musi odejść. Dlaczego patriarchat szkodzi wszystkim
Liz Plank
Książka Liz Plank „Samiec alfa musi odejść. Dlaczego patriarchat szkodzi wszystkim” to jedna z tych pozycji, które wybijają czytelnika z bezpiecznej strefy komfortu, niezależnie od jego płci czy poglądów. Kanadyjska dziennikarka podjęła się karkołomnego zadania: napisania o feminizmie w sposób, który nie tylko nie wyklucza mężczyzn, ale stawia ich w samym centrum debaty jako ofiary systemu, który rzekomo został stworzony, by im służyć. Moja ocena tej publikacji to solidne 7/10 – doceniam świeżość spojrzenia i ogrom zebranych danych, choć momentami razi mnie publicystyczny, nieco zbyt amerykański optymizm autorki. Bohaterem tej książki nie jest konkretna osoba, lecz konstrukt „idealnego mężczyzny”, czyli tytułowego samca alfa. Plank analizuje, jak współczesne wzorce męskości – nakazujące siłę, dominację, tłumienie emocji i nieustanną rywalizację – stają się dla mężczyzn emocjonalną klatką. Autorka posługuje się terminem „świadoma męskość”, proponując odejście od sztywnych ram na rzecz większej empatii i wrażliwości. Fabuła tej reporterskiej opowieści prowadzi nas przez statystyki dotyczące samobójstw, uzależnień, przemocy oraz problemów z nawiązywaniem głębokich relacji wśród mężczyzn. Plank argumentuje, że patriarchat, narzucając mężczyznom rolę nieustraszonych zdobywców, odbiera im prawo do bycia ludźmi w pełnym tego słowa znaczeniu. To nie jest atak na męskość jako taką, ale na jej toksyczną, ograniczającą wersję. Największą siłą publikacji jest empatyczne podejście. Liz Plank nie oskarża mężczyzn o całe zło świata; ona zaprasza ich do rozmowy. Jej teza jest prosta: wyzwolenie kobiet nie jest możliwe bez wyzwolenia mężczyzn z okopów tradycyjnej roli społecznej. Autorka przytacza dziesiątki badań socjologicznych i psychologicznych, które udowadniają, że kraje o wyższym poziomie równouprawnienia to miejsca, w których mężczyźni żyją dłużej, są zdrowsi i rzadziej ulegają wypadkom. Z drugiej strony, jako czytelnik ceniący konkret, muszę odnotować pewne mankamenty. Styl Plank jest typowo anglosaski i dynamiczny, co momentami sprawia, że skomplikowane problemy społeczne są kwitowane błyskotliwymi, ale uproszczonymi puentami. Książka ma strukturę długiego artykułu prasowego, co po dwustu stronach bywa nużące. Czasami brakuje tu głębszej analizy systemów ekonomicznych, które podtrzymują patriarchat – autorka skupia się głównie na psychologii i kulturze, co jest ważne, ale nie wyczerpuje tematu. „Samiec alfa musi odejść” to lektura obowiązkowa dla każdego, kto chce zrozumieć, dlaczego współczesny świat wydaje się tak bardzo skonfliktowany. To manifest nadziei, który mówi: „Mężczyzno, nie musisz być twardy jak głaz, by być wartościowy”. Choć momentami książka wydaje się zbyt idealistyczna, jej podstawowe przesłanie jest niezwykle cenne. Liz Plank napisała książkę, która może być trudna do przełknięcia dla tradycjonalistów, ale jest niezwykle potrzebna w czasach kryzysu tożsamości. To zachęta do porzucenia zbroi, która dawno przestała chronić, a zaczęła ciążyć. Jeśli szukasz rzetelnego, choć nieco lekkiego wprowadzenia do współczesnych studiów nad męskością, jest to pozycja dla Ciebie.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na 7 2 miesiące temu
Patriarchat rzeczy. Świat stworzony przez mężczyzn dla mężczyzn Rebekka Endler
Patriarchat rzeczy. Świat stworzony przez mężczyzn dla mężczyzn
Rebekka Endler
Świat jest skrojony na męską miarę! Choć miałam tego świadomość, ta książka tylko mnie w tym utwierdziła. Przygląda się rzeczywistości i na pewno daje do myślenia. Rodzi też bunt i otwiera oczy wiele aspektów, z których nie zdajemy sobie sprawy. Mamy Cis mężczyzn i cis kobiet. One statystycznie niższe od mężczyzn o 13 centymetrów i lżejsze o 20 kilogramów nie mogą po prostu wykonywać większości prac w rolnictwie, czy na budowie. Nie dzieje się to z powodu tego, że nie chcą, po prostu worki z cementem są za duże i za ciężkie. Zaprojektowane raz i po co to zmieniać! Mężczyźni, to oni właśnie tworzą znaczną większość projektów w otaczającej nas rzeczywistości. Kobiety za to oceniane. To one naruszają moralność w reklamach z seksem. Punktowane są za wszystko i choć mistrzyniami zmian są małe dziewczynki. To już nieco starsze muszą dużo więcej energii włożyć w procesy powstania nowych, przydatnych rzeczy. Dobrym przykładem jest sportowy stanik, wynaleziony w 1971 roku okazał się krokiem milowym dla sprawności fizycznej u kobiet. Natomiast idealną metaforą społecznych przywilejów są przywołane przez autorkę kieszenie, wszak niewiele damskich ubrań je posiada, a jak już są to nie są tak głębokie. Ta nierówności sprawiła, że ogromne znaczeni sprawiło wynalezienie torebki. Autorka skrupulatnie wypunktowuje zakamuflowane nierówności społecznie, podaje wiele przykładów i ciekawostek, dzięki którym można zabłysnąć w towarzystwie. Przedstawia świat, w którym naprawdę brakuje równości. Warto się więc zastanowić i zacząć to zmieniać. Polecam każdemu.
Agnieszka - awatar Agnieszka
oceniła na 7 7 dni temu
Szwedzka sztuka kochania. O miłości i seksie na Północy Katarzyna Tubylewicz
Szwedzka sztuka kochania. O miłości i seksie na Północy
Katarzyna Tubylewicz
Są książki, które czyta się dla historii. I są takie, które zostają w głowie, bo zmuszają do myślenia o własnym życiu. Szwedzka sztuka kochania należy właśnie do tej drugiej kategorii. To książka o miłości, relacjach i samotności, ale pokazana z trochę innej perspektywy niż ta, do której jesteśmy przyzwyczajeni. Jeśli ciekawi Was, jak wygląda podejście do związków w Szwecji i co z tego może wynikać dla nas, naprawdę warto sięgnąć po tę pozycję. Autorka przygląda się relacjom w szwedzkim społeczeństwie i zestawia je z tym, jak myślimy o miłości w Polsce. Rozmawia z ludźmi, analizuje zwyczaje i pokazuje, jak różne mogą być definicje bliskości, małżeństwa czy partnerstwa. W książce pojawia się temat niezależności, potrzeby wolności, ale też samotności, która w nowoczesnym świecie dotyka coraz więcej osób. To nie jest sucha analiza ani poradnik o tym, jak budować związek. Raczej zbiór obserwacji, które momentami potrafią zaskoczyć, a czasem skłonić do zastanowienia się nad własnymi przekonaniami. Dla mnie to była bardzo ciekawa lektura właśnie przez te różnice kulturowe i odwagę w zadawaniu pytań o to, czym dziś właściwie jest miłość. W czasach, które coraz częściej nazywa się epoką samotności, taka refleksja wydaje się szczególnie potrzebna. Może warto na chwilę zatrzymać się przy tym temacie i sprawdzić, czy nasze wyobrażenia o związku, małżeństwie i partnerstwie nadal są aktualne.
LilkaBegilka - awatar LilkaBegilka
oceniła na 7 1 miesiąc temu
Mów o mnie ono. Dlaczego współczesne dzieci szukają swojej płci Katarzyna Skrzydłowska-Kalukin
Mów o mnie ono. Dlaczego współczesne dzieci szukają swojej płci
Katarzyna Skrzydłowska-Kalukin Joanna Sokolińska
Mimo oceny 6,6 na tym portalu w tej chwili, moim zdaniem książka jest rewelacyjna! Bo nawet mnie wytłumaczyła, i to całkiem sprawnie, dlaczego tak jest, że współczesne dzieci/młodzież szukają swojej płci. Albo raczej: dlaczego to NIE JEST żaden problem, a może wręcz jest to pozytywne zjawisko. Bo tak naprawdę książka nie tłumaczy skąd tyle osób niebinarnych czy trans dziś, czy w ogóle te osoby są rzeczywiście niebinarne/trans. Książka próbuje jedynie odpowiedzieć dlaczego tak wiele osób tak się określa. Nie daje żadnych gotowych odpowiedzi ale przygląda się zjawisku dość wnikliwie i z różnych perspektyw - są różne wypowiedzi. Tak naprawdę książka nie odpowiada na pytanie z tytułu w sposób, którego się spodziewałem - czyli... może nie tyle wprost ale jednak jakoś dobitniej. Prezentuje za to spektrum przyczyn i możliwych wyjaśnień/interpretacji. Ale nie rozczarowało mnie to, a wręcz przeciwnie. Nikt nie kreuje się tu na wszystkowiedzącego i nikt nie wyrokuje. Czy książka zasłużyła na moją ocenę 10/10? Trudno obiektywnie powiedzieć ;) literacko pewnie nie, ale na mnie osobiście aż takie wywarła wrażenie dlatego, że nawet mnie przekonała :D Piszę "nawet" bo tak naprawdę, paradoksalnie, do kwestii niebinarności podchodziłem przez długi czas z pewnym dystansem (żeby nie powiedzieć sceptycznie). Już się chyba całkowicie tego sceptycyzmu wyzbyłem ;) Przytoczę tu cytat z innego komentarza o tej książce, bo fajnie coś pokazuje: "Wedle dzisiejszych standardów może być nawet prawie 60 płci. Co mnie osobiście przeraża, bo można się czuć raz mężczyzną, drugiego dnia trochę mniej, a trzeciego kobietą. Przecież większość z nas ma tak przez całe życie, w zależności, co danego dnia robimy i z kim rozmawiamy." - NO WŁAŚNIE! Dokładnie o tym jest ta książka! Że to nie jest nic nowego, że tak ma może nawet większość :) Tylko dzisiaj młodzież może to powiedzieć głośno. I czyż to nie wspaniale, że żyjemy w takim świecie? O tym też jest ta książka, że wcale być może aż tak wiele się nie zmieniło w naszym "poczuciu płci", to my zmieniamy świat, w którym żyjemy, byśmy mogli żyć w nim co raz swobodniej :) I JAK to może być coś negatywnego? Na plus jest również słowniczek na samym początku, a nie na końcu! (po co komu słowniczek na końcu audiobooka? :D ) Natomiast ogólnie co do negatywnych opinii o książce... Są one po obu stronach. O tych w narracji: "w d... się ludziom poprzewracało", nie będę za dużo pisać, bo po nich bym się przychylnej opinii nie spodziewał i tak. Ale jedno skomentuję, takie zdanie w stylu: "Nie można dzieciom na wszystko pozwolić" - noo, można im np. nie pozwolić i odwiedzać je potem na cmentarzu, ale jakoś nawet to do niektórych osób nie trafiło. Nie wiem, może ktoś woli "wychowane" dziecko odwiedzać na cmentarzu niż mieć nie wychowane i/lub niebinarne ale żywe, nie wnikam. Całkiem z resztą myślę, że dla niektórych rodziców to rzeczywiście jest atrakcyjniejsza wizja. Z kolei z drugiej strony widziałem zarzuty, że książki nie można dać "rodzicom by nas zrozumieli" - może i nie, ale moim zdaniem nie po to powstała by pomagać rodzicom transpłciowych dzieci je rozumieć. Ona nie o tym jest. Teraz już będę komentować naprzemiennie z cytatami z książki: "Oliver, dwudziestoletni transpłciowym mężczyzna: 'Denerwuje mnie, jak ludzie mówią, że nagle wszyscy stali się LGBT. Nie, ty dopiero teraz pierwszy raz ich widzisz, bo dopiero teraz zaczęli mówić na ten temat i stają się widoczni. Przestali się bać.' Jadwiga, sojuszniczka osób LGBTQ+: 'Bo wreszcie powstało określenie opisujące coś, co zawsze było: niebinarność. I ludzie mogą nazwać to, z czym się utożsamiają. (...)' Mama Marceli: 'Dawniej ludzie nie wiedzieli, że mogą wybrać jaką mają płeć, więc to, że wiedzą jest rewolucyjne. To jest nowy punk to forma i wyraz buntu, szukają własnego środka ekspresji i to jest charakterystyczne dla ich pokolenia.' (...) Nina K., redatkorka strony tranzycja.pl: (…) Osób transpłciowych powinno być tyle, ile osób czuje się dobrze z taką tożsamością.'" - to cztery różne wypowiedzi, przedostatnia jest nawet jakby opozycyjna, ale kurcze, ja myślę że wszystkie cztery są prawdziwe! I to mi się właśnie tak spodobało w tej książce: aż tak szeroka perspektywa. Co by to znaczyło, nawet gdyby to był wyraz buntu i ekspresji? Czy to źle? Nie sądzę. I w tym sensie książka otworzyła mi oczy, i dlatego dostaje 10/10, całkowicie subiektywnie. A prawda pewnie balansuje gdzieś po środku. Ostatnia natomiast wypowiedź jest dobrym podsumowaniem. "W tym samym czasie w samochodzie płakało moje dziecko, to które chciałam zabić. Drugie krzyczało empatując z pierwszym, domagając się od mojego próbującego mediować męża, żeby potępił moją transfobiczną postawę. A zaczęło się od tego, że użyłam sformułowania "zmiana płci". W dwudziestym, a nawet na samym początku dwudziestego pierwszego wieku, tak właśnie mówiliśmy o osobach dokonujących tranzycji. Nie tylko licealiści, ale też życzliwi dziennikarze opisujący w reportażach problemy, z jakimi borykają się osoby, które urodziły się w niewłaściwym ciele, a nawet seksuolodzy, psycholodzy, psychiatrzy i chirurdzy wspierający zawodowo osoby transpłciowe. Wszyscy mówiliśmy o zmianie płci. Albo o tym, że ktoś przedtem był mężczyzną, a teraz jest kobietą." - noo nie bardzo, początek XXI wieku to już raczej nie było to na miejscu ;) Ale cytat leci dalej i dalej już ma rację: "Było to tak samo naturalne jak recytowanie wiersza o murzynku Bambo, czy po prostu mówienie, że koleżanka poznała na wakacjach we Francji murzyna i właśnie, ku radości najbliższych i naszej zazdrości biorą ślub. Ale język się zmienia. Zmienia się, bo zmienia się nasza wrażliwość, bo słowa o neutralnym zabarwieniu nabierają nowego kontekstu i stają się obelgą. Najlepszym przykładem jest historia słowa "debil", które pierwotnie było określeniem naukowym używanym przez specjalistów do opisania osoby z niepełnosprawnością intelektualną w stopniu lekkim. W ciągu kilkudziesięciu lat musiało zostać usunięte ze słownictwa pedagogów i psychologów, bo zaczęło żyć własnym życiem i jest używane jako obelga, chyba nawet przez przedszkolaki. Podobną przemianę przeszedł kutasik. Cóż z tego, że słowniki wciąż podsuwają synonimy takie jak frędzelek, chwost, skoro nikt z nas nie powiedziałby w Ikei, że szuka poszewki z kutasikami. Za duże ryzyko." - haha, to jest świetne! :D Jak mi jeszcze ktoś powie, że "przecież 'murzyn' to neutralne słowo!!!!1!!1!" to go wyślę do Ikei po poszewkę z kutasikami XD Btw. cytuję tego audiobooka z funkcją transkrypcji głosu w Windowsie i słowo "debil" w ogóle pominął, prawdopodobnie interpretując jako obelgę, a kutasików nie rozpoznał. No. To tylko dodatkowe potwierdzenie ;) I jak mógłbym dać tej książce niższą ocenę niż 10/10? :D "Bo nie ubędzie nam niczego, jeśli inni dostaną tyle, ile my mamy. Bo tego wymaga przyzwoitość. Bo w gruncie rzeczy to nie dużo kosztuje. W maju 2020 roku minister edukacji Przemysław Czarnek wypowiedział się wobec oburzającej go sytuacji w siedemdziesiątym piątym liceum ogólnokształcącym imienia Jana Trzeciego Sobieskiego na warszawskim Mokotowie, gdzie na prośbę samorządu szkolnego powstała toaleta dla transpłciowych i niebinarnych uczniów. "Szaleństwo postmodernizmu i neomarksizmu. Tego już za wiele, stop deprawacji młodzieży" -zatweetował Piotr Wojciechowski, prawicowy publicysta. W jaki sposób toaleta deprawuje licealistów? Tego ani publicysta, ani minister edukacji nie powiedzieli. Być może nie wiedzieli też, ile znaczy powstanie takiej toalety dla osób queer. Ewelina Negowetti: Transpłciowe dziecko potrafi cały dzień w szkole nie pić, tylko dlatego, żeby nie musieć skorzystać z toalety. Jeśli pozwolimy, żeby w szkole była ogólna dostępna toaleta, będzie mogło jak cis człowiek napić się wody z bidonu, herbaty lub energetyka. I nikogo to nie powinno zdeprawować." - … Ale jest jeden plus: jak xxlat przez pół dnia nie pijesz, to masz trening na cała resztę życia :D Zapomniałeś napoju na jakiś wypad czy do pracy? - nie ma problemu, dasz radę :D Jest tez minus - ciężko potem w ciągu dnia wypić tyle, ile człowiek powinien ;) Tu miałem zaznaczony fragment odnośnie edukacji seksualnej w przedszkolu, ale nie wiem czy to trzeba komuś tłumaczyć. Myślę, że każdy myślący człowiek rozumie, że dzieciom te sprawy trzeba tłumaczyć normalnie i też edukować by dbały o nieprzekraczanie swoich granic. A kto nie rozumie, to i tak nie zrozumie. Z resztą ogólnie cytatów też miałem zaznaczonych kilka więcej ale ten opis byłby za długi ;) Ale książka dobra, naprawdę. Jest też odniesienie do pewnych głośnych detranzycji i potem procesów jakie te osoby wytaczały lekarzom czy klinikom... Wybaczcie ale przypomina mi to wytaczanie procesów kawiarniom, że kawa była za gorąca. Bo jak idę do lekarza i mówię, że mnie pęcherz boli i sikam po kropelce (taki przykład z ostatnich dni :D), to on zakłada że mam zapalenie pęcherza i od ręki dostaję leki właśnie na to, a nie sprawdza on najpierw czy aby na pewno to nie zapalenie płuc, choroba wieńcowa albo rak mózgu - bo przecież może mi się tylko wydaje, że mnie boli pęcherz? No sorry, jeśli się pomyliłeś/-aś w kwestii swojej identyfikacji, to po prostu weź to na klatę, a nie obwiniaj lekarzy, oni zrobili tylko co mogli by Ci pomóc. Mylić się też jest rzeczą ludzką, nawet w takiej kwestii ale obwiniać o swoje pomyłki i niepewności innych, nawet lekarzy, a tym samym utrudniać w przyszłości znalezienie szybkiej pomocy innym (tym, którzy się akurat nie pomylili) jest moim zdaniem mocno nie na miejscu. Ludzie bez przerwy robią sobie krzywdę podejmując mniej lub bardziej świadomie takie czy inne błędne decyzje, to bywa przykre, miewa dramatyczne konsekwencje na resztę życia ale takie właśnie to życie jest. Jest jeszcze jeden ciekawy fragment... i nawet zabawny ;) Przytoczę bez komentarza: "Interpretacja. Kiedy Emilia Wiśniewska i inni pisali list otwarty do Gazety Wyborczej, ja Joanna, kupowałam i ebooka "Irreversible damage" - "Nieodwracalne szkody" Abigail Shrier. Posiłkując się dipol.com, do tej pory nie ma polskiego wydania książki, przeczytałam go w jedną noc i przypomniałam sobie anegdotę, którą opowiadała nam na socjologii wykładowczyni psychologii społecznej i która w 2015 roku pojawiła się na maturze z języka polskiego. Oto do domu wraca z podróży do Europy, wódz afrykańskiego plemienia. Wszyscy są ciekawi, jak było na innym kontynencie. Wódz mówi, że zasadniczo cała ta Europa niespecjalnie różni się od Afryki, ale jedna rzecz zrobiła na nim wrażenie. Był świadkiem wspaniałego pokazu. Na wielką łąkę zaproszono 11 czarowników z jednego plemienia i 11 z drugiego. Potem pojawił się ubrany na czarno największej czarownik. On trzymał w rękach totem. Gwizdnął. Rzucił totem. Czarownicy ruszyli. I wtedy spadł deszcz. Dla wodza opad deszczu był dowodem niezwykłej skuteczności 23 czarowników, w tym tego najważniejszego z okrągłym skórzanym totemem w ręku. Podobnie jest z Abigail Shrier. Widzi fakty, ale interpretuje je po swojemu. Zgodnie z tym, co zna i w co wierzy. I myli się. Jak wódz, który interpretował mecz piłkarski jako piękny i skuteczny seans przywoływania deszczu. Dlaczego Abigail Shrier się myli? Przede wszystkim dlatego, że popełniła ten sam błąd co dr Lisa Littman - źle dobrała rozmówców. Rozmawiała wyłącznie z rodzicami, którzy nie akceptowali transpłciowości swoich córek i z "nawróconymi" na cispłciowość dziećmi. To właśnie mylenie skutku z przyczyną sprawiło, że przypomniałam sobie afrykańskiego wodza na meczu piłki nożnej. (…)" "Wiem, że bardzo mu zależy, żeby żyć w zgodzie ze sobą, że to jest dla niego mega ważne. Uznałem, że skoro tak jest, to nie ma znaczenia, że ja teraz tego nie rozumiem. Po prostu się z tym zgodzę." - wypowiedź chłopaka, który ma transpłciowego brata. Super wypowiedź. Nic dodać, nic ująć. "Zbyszek: '(…) Mówi się o nadużyciach, ale one przecież istnieją w każdej dziedzinie życia. Nie trzeba ich szukać, szczególnie tu.' Robert: 'To, że ktoś wejdzie nie do tej szatni, do której powinien, to idiotycznie mały problem w porównaniu z ilością samobójstw osób trans.'" "Zbyszek: 'Oliver też zawsze był walczący, ale teraz, gdy już jest w procesie, nie musi. Za jakiś czas zdecyduje, albo będzie niebinarny, albo przejdzie tranzycję. Gdy byliśmy młodzi, było się albo punkiem, albo popersem. Określanie się jako punk było nośne, demonstrowało się w ten sposób bunt. Teraz narzędziem do wyrażenia buntu jest niebinarność. Dla mnie to jest ok.' Robert: 'Ważne, żeby nie lekceważyć, gdy nastolatek mówi, że jest niebinarny. Żeby nie przekonywać, że jeszcze zmieni zdanie, to jest krzywdzące. Trzeba pozwolić, by sam zdecydował. Koleżanka z innej szkoły mówiła, że jakiś czas temu wszystkie dziewczyny z jej klasy deklarowały się jako lesbijki. Później moda się zmieniła i okazało się, że zostały tylko 2, które naprawdę nimi były i że była para, w której tylko jedna dziewczyna była lesbijką. Czy w tym jest coś złego? Przecież człowiek może jednego roku być bi, a drugiego nie, może zmienić zdanie i wcale nie musi chodzić o modę.' Ania: 'Jedne dzieci się okaleczają inne przestają jeść, jeszcze inne wybierają czy będą lesbijką, gejem, osobą niebinarną. To ostatnie wydaje się najmniej ryzykowne, a budzi najwięcej emocji." - tego typu wypowiedzi wiele osób trans czy nb triggeruje, że to nie wybór albo bunt. Rozumiem ten punkt widzenia, ale nawet gdyby to był wybór czy bunt, czy sposób prezentacji siebie... to co z tego właściwie? Natomiast co do ostatniej wypowiedzi, to jakkolwiek dziwnie to może brzmi, kobieta ma rację - przecież to nie jest żaden problem... Ten fragment fajnie pokazuje ten kontrast - ludzie ekscytują się taką (dla postronnych) w sumie najbłahszą sprawą jak czyjaś identyfikacja niebinarna, podczas gdy te poważnie zagrażające życiu czy zdrowiu (jak okaleczanie się) nie budzi aż tylu emocji. "Zaakceptuj to, kim jest twoje dziecko teraz. Jeśli zmieni zdanie, to zmieni. Będzie kimś innym. Może za rok, za dwa. Szuka siebie, myślę że nie ma w tym nic złego." "Wszystko, co przynosi człowiekowi ulgę, i nie krzywdzi ani jego, ani innego człowieka, jest na wagę złota. Jeśli umoszczenie się w którejś z szuflad komody słownika płci przynosi ukojenie, czemu z tego nie skorzystać?" "(…) zgoda na małżeństwo osób tej samej płci niczego nikomu nie odbiera, tylko sprawia, że suma szczęścia na świecie się powiększa." "Im częściej prezydent Andrzej Duda i minister Przemysław Czarnek mówili, że LGBT to ideologia, a nie ludzie, im częściej proboszczowie przekonywali, że nad Polskę nadciąga tęczowa zaraza, tym chętniej dzieciaki szły do Tigera i za 6 zł z tygodniówki kupowały bawełnianą tęczową torbę na zakupy. Torbę symbol oporu wobec władzy, torbę będącą odpowiednikiem opornika, czyli rezystora - elementu obwodu elektrycznego, malutkiego metalowego walca na druciku, który był noszony jako broszka i ze względu na swoją nazwę był w latach osiemdziesiątych symbolem opozycji politycznej. Dokładnie tak jak tęczowa torba, którą Katarzyna Augustynek, aktywistka polityczna, znana jako babcia Kasia okładała policjantów podczas protestów. Nie wszystkie dzieci, które noszą tęczowe torby, a noszą je tysiące, są osobami LGBTQ+. Ale nikt w Polsce Dudy i Czarnka nie nosi takiej torby bez powodu. Oczywiście, część dzieciaków wybiera tęczę, bo wybrali ją inni. Bo jest popularna. Modna, przynajmniej w dużych miastach. Ale znaczna część traktuje ją jak opornik, grzeczny sposób na pokazanie „fuck off” władzy odczłowieczającej ich przyjaciół i znajomych. To sygnał tak jasny, jak tęczowe flagi wywieszane w oknach mieszkań, jak nakładki na zdjęcia profilowe na Facebooku. To prosty przekaz: nie słuchaj ich, bądź sobą. Przy mnie możesz." - bardzo ciekawa kwestia z tą opozycją/buntem i może coś w tym jest. "(...) no i w tamtych czasach nie było Netflixa, który moim zdaniem zrobił robotę, jeśli chodzi o świadomość młodych ludzi, znam się na tym, bo zawodowo obserwuję branżę. Netflix ma bogatą ofertę dla młodzieży queerowej, co tydzień nowy sezon serialu albo film. Ale zmiana nie wynika z tego, że młodzi oglądają Netflixa tylko na odwrót. On reaguje na potrzeby. Seriale zawsze były świadectwem czasów. Wręcz je wyprzedzały jeśli idzie o zmiany obyczajowe. Weźmy na przykład postać Stevena z "Dynastii", ikonę kultury gejowskiej. Wtedy, oglądając "Dynastię", nie dyskutowaliśmy na ten temat. Dziś taka rozmowa jest możliwa również dzięki internetowi." "A teraz nastolatki nie muszą szukać tematu, bo on dla nich istnieje w przestrzeni publicznej, więc mają świadomość, że jest coś takiego jak transpłciowość. Kiedy zaczynają się zastanawiać nad własną tożsamością, nie muszą czekać, aż ktoś im podsunie trop. To trochę jak z różnymi zaburzeniami. Nie jest tak, że jesteś leniwa, tylko masz przewlekłe zmęczenie. Nie jesteś nie inteligentna, tylko masz ADHD i trudności z koncentracją. Ludzie już nie muszą myśleć, że są sami, że są jacyś dziwni, coś z nimi jest nie tak, tylko że są różne kierunki, w których można pójść szukając informacji. A dzięki internetowi są one na wyciągnięcie ręki." "Bo przecież spektrum jest szerokie. Można być osobą trans, ale nie potrzebować tranzycji. Można być osobą niebinarną. Można nie wiedzieć, kim się jest, i szukać. Można być chłopakiem, ale sięgać po atrybuty kobiecości, na przykład makijaż i malowanie paznokci – dość popularne u nastolatków. Można nie wiedzieć, kim się jest, i czerpać z atrybutów obu płci. Można jednego dnia mówić o sobie ona, a drugiego ono, a jeszcze innego dnia - on. Można używać wszystkich zaimków naraz. Można mieć różne orientacje seksualne, być gejem, lesbijką, demi, bi itd. Sam fakt, że tyle osób otwarcie poszukuje, oznacza, że coś się musiało zmienić." Jedna tylko ogromna uwaga co do książki: jaaaaaaki przeszczep skóry na klatkę piersiową po mastektomii?! (o czymś takim wspomina jeden z ojców) akurat skóry to jest tam wtedy za dużo :D i ja rozumiem, że można się pomylić ale to jest akurat taka dość dziwna pomyłka (myli mastektomię z operacją genitalną). A jeszcze gorzej, że nie zostało to przez autorki sprostowane. Natomiast już tak całkiem chcę zakończyć cytatem, który jak dla mnie podsumowuje świetnie wszystko: "Nie uważam, że ze światem stanie się coś złego, jeśli uszanuję prośbę nastolatka, by mówić do niego 'ono'". (słuchana: 12-13.11.2025) 5/5 [10/10]
lex - awatar lex
ocenił na 10 4 miesiące temu

Cytaty z książki Moje piękno, moja sprawa

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Moje piękno, moja sprawa