rozwiń zwiń

Mistrzowie kina japońskiego

Okładka książki Mistrzowie kina japońskiego
Krzysztof Loska Wydawnictwo: Universitas Seria: Horyzonty Kina film, kino, telewizja
300 str. 5 godz. 0 min.
Kategoria:
film, kino, telewizja
Format:
papier
Seria:
Horyzonty Kina
Data wydania:
2015-01-01
Data 1. wyd. pol.:
2015-01-01
Liczba stron:
300
Czas czytania
5 godz. 0 min.
Język:
polski
ISBN:
9788324226801
Średnia ocen

                6,8 6,8 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Mistrzowie kina japońskiego w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Mistrzowie kina japońskiego

Średnia ocen
6,8 / 10
18 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
1279
858

Na półkach: , , ,

Doskonałe źródło dla osób, które nie kojarzą japońskiego kina, a chciałyby się dowiedzieć, co w trawie piszczy. Jako wielki fan i entuzjasta kina z Azji (niekoniecznie kina kopanego z Bruce'm Lee) byłem o tyle zachęcony, że opisuje filmy, jakie nie dostanę w Polsce (mały rynek, wiadoma rzecz), bo są w niskiej dystrybucji, część obrazów została zapomniana lub przepadła na dnie saszetki kinematografii. Loska to doświadczony filmoznawca, dlatego zna się na rzeczy i potrafi wyłowić takie cuda, gdzie weterani robią oczy ze zdumienia i wysuwają poważną minę, bo mało kto pamięta wczesne dzieła Mizoguchiego (u nas niedoceniany i w zasadzie, mało rozpoznawalny). Na początku myślałem, że to błąd, że skupia się na ośmiu reżyserach z kwitnącej wiśni, ale w trakcie lektury wyżyna niuanse japońskiego kina, gdzie dominuje tradycja wymieszana z moralnością dużych miast, gdzie teatr jest ważną częścią społeczeństwa, jak płeć żeńska wpływa na mężczyzn w obrazie. Przekrojowo płynie po niestabilnej ekonomicznie Japonii, o nowej fali, która obok polskiej szkoły filmowej czy francuskiej nowej fali sporo namieszała w latach 60. ubiegłego wieku.

Niczym podręcznik do nauki nauczy widza, jak szeroki zakres możliwości mają reżyserzy ze wschodnich granic. Przerabia moich ulubieńców, jak Akira Kurosawa czy Masaki Kobayashi (którzy słusznie lub nie - są kojarzeni z orężem samurajskim), a przecież ten pierwszy kręcił sztuki na podstawie Szekspira, a drugi krytycznie odnosił się do ideałów wojennych i za murem doceniał indywidualność jednostki, a nie jak dzisiaj, gdzie lewacy próbują ci narzucić, że musisz lubić wszystko i wszystkich (największa bzdura XXI wieku). Wybaczyć muszą mi Ci, którzy oczekiwali, że zacznę się rozwijać, rozpisywać na pięć stron i tworzyć referaty, ale nie zrobię tego, ponieważ opisywanie książki Krzysztofa Loski jest mało produktywne - wystarczy wiedzieć, że zgłębia egzotyczną kinematografię na wskroś dyskursywnie. Od politycznych manifestacji, jak ewoluowało podejście do kina po wojnie, o tym, jak Kurosawa złapał depresję i był bliski samobójstwa, kiedy inni reżyserzy byli w cieniu krytyki okazało się, że tworzyli najbardziej dojrzałe obrazy, gdy Stary Kontynent tonął w eksperymentach i w erotycznych zabawach w rodzaju Rogera Vadima. Jest to bogate źródło wiedzy oraz szlachetnej inscenizacji w wyspiarskim kinie, nawet jako fan czy znawca japońskiego kina - może sporo zaskoczyć, jak wiele filmów jeszcze nie widzieliśmy lub pominęliśmy. Dla osób, które nigdy nie widziały azjatyckiego filmu (nie liczę obrazów z karatekami) będzie to wjazd w oko cyklonu, ale z racji, że Loska opisuje działania pozafilmowe - sprawia, że uczymy się Japonii jako centrum problemów dotykających Europę, bo podobnie jak oni - tonęliśmy w zmianach myślenia, uciekaliśmy we współczesność, byliśmy po licznych wojenkach, a kino sprzed lat nigdy nie będzie usunięte przez wyznawców kina 2000 + (wzwyż).

Doskonałe źródło dla osób, które nie kojarzą japońskiego kina, a chciałyby się dowiedzieć, co w trawie piszczy. Jako wielki fan i entuzjasta kina z Azji (niekoniecznie kina kopanego z Bruce'm Lee) byłem o tyle zachęcony, że opisuje filmy, jakie nie dostanę w Polsce (mały rynek, wiadoma rzecz), bo są w niskiej dystrybucji, część obrazów została zapomniana lub przepadła na...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

77 użytkowników ma tytuł Mistrzowie kina japońskiego na półkach głównych
  • 56
  • 21
24 użytkowników ma tytuł Mistrzowie kina japońskiego na półkach dodatkowych
  • 10
  • 4
  • 4
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Inne książki autora

Okładka książki Przygoda kina. Prace dedykowane Profesorowi Tadeuszowi Lubelskiemu Paul Coates, Mariola Dopartowa, Waldemar Frąc, Andrzej Gwóźdź, Marek Hendrykowski, Agnieszka Holland, Jadwiga Hučková, Sebastian Jagielski, Bożena Janicka, Przemysław Kaniecki, Leszek Kolankiewicz, Iwona Kolasińska-Pasterczyk, Krzysztof Kornacki, Iwona Kurz, Krzysztof Loska, Piotr Marecki, Jerzy Pilch, Łukasz Plesnar, Magdalena Podsiadło, Piotr Śmiałowski, Tadeusz Sobolewski, Grażyna Stachówna, Tadeusz Szczepański, Andrzej Werner, Joanna Wojnicka, Krzysztof Zanussi, Piotr Zwierzchowski
Ocena 6,0
Przygoda kina. Prace dedykowane Profesorowi Tadeuszowi Lubelskiemu Paul Coates, Mariola Dopartowa, Waldemar Frąc, Andrzej Gwóźdź, Marek Hendrykowski, Agnieszka Holland, Jadwiga Hučková, Sebastian Jagielski, Bożena Janicka, Przemysław Kaniecki, Leszek Kolankiewicz, Iwona Kolasińska-Pasterczyk, Krzysztof Kornacki, Iwona Kurz, Krzysztof Loska, Piotr Marecki, Jerzy Pilch, Łukasz Plesnar, Magdalena Podsiadło, Piotr Śmiałowski, Tadeusz Sobolewski, Grażyna Stachówna, Tadeusz Szczepański, Andrzej Werner, Joanna Wojnicka, Krzysztof Zanussi, Piotr Zwierzchowski
Okładka książki Słownik Filmu Alicja Helman, Iwona Kolasińska, Barbara Kosecka, Piotr Litka, Krzysztof Loska, Tadeusz Lubelski, Jacek Ostaszewski, Andrzej Pitrus, Łukasz Plesnar, Małgorzata Radkiewicz, Iwona Sowińska, Rafał Syska, Tadeusz Szczepański, Elżbieta Wiącek
Ocena 7,5
Słownik Filmu Alicja Helman, Iwona Kolasińska, Barbara Kosecka, Piotr Litka, Krzysztof Loska, Tadeusz Lubelski, Jacek Ostaszewski, Andrzej Pitrus, Łukasz Plesnar, Małgorzata Radkiewicz, Iwona Sowińska, Rafał Syska, Tadeusz Szczepański, Elżbieta Wiącek
Krzysztof Loska
Krzysztof Loska
Profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego, dyrektor Instytutu Sztuk Audiowizualnych; zajmuje się filmem japońskim i kulturą współczesną. Autor ponad stu publikacji naukowych, w tym jedenastu książek, m.in.: "Dziedzictwo McLuhana. Między nowoczesnością a ponowoczesnością" (2001), "Hitchcock – autor wśród gatunków" (2002), "David Cronenberg: rozpad ciała, rozpad gatunku" (2003, wspólnie z Andrzejem Pitrusem), "Encyklopedia filmu science fiction" (2004), "Tożsamość i media. O filmach Atoma Egoyana" (2006), "Poetyka filmu japońskiego" (2009), "Kenji Mizoguchi i wyobraźnia melodramatyczna" (2012), "Nowy film japoński" (2013).
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Retromania: Jak popkultura żywi się własną przeszłością Simon Reynolds
Retromania: Jak popkultura żywi się własną przeszłością
Simon Reynolds
Czy odnieśliście kiedyś wrażenie, że jeśli chodzi o muzykę i modę, to wszystko, co było do wymyślenia, już wymyślono? Jeśli tak, to intuicja Was nie zawiodła. Na ponad pięciuset stronach Retromanii Simon Reynolds udowadnia, że popkultura weszła w stan stagnacji i przy okazji zastanawia się nad istotą kolekcjonerstwa, snuje rozważania nad znaczeniem nostalgii oraz wyjaśnia, dlaczego samplowanie jest aktem zniewolenia. SPIS TREŚCI 1. Informacje podstawowe 2. Zawartość - erudycja autora, historia popkultury i filozofia 3. Plusy, czyli jak się powinno tłumaczyć książki, i minusy, których nie ma zbyt wiele 4. Wnioski i ocena INFORMACJE PODSTAWOWE Simon Reynolds, Retromania. Jak popkultura żywi się własną przeszłością, tłum. Łukasz Łobodziński, Warszawa 2018. Jak już wspomniałam, Retromania. Jak popkultura żywi się własną przeszłością to zdecydowanie nie lektura na jeden wieczór. Książka liczy 576 stron, z czego 536 to sam tekst. Tomik składa się ze wstępu, prologu oraz trzech wielkich działów (Teraz, Wtedy, Jutro) podzielonych na mniejsze podrozdziały. Na końcu książki znajdziemy bibliografię oraz indeks. Rozważania Reynoldsa ogłosiło drukiem wydawnictwo Kosmos Kosmos, specjalizujące się w tematyce muzycznej. Na użytek polskiego czytelnika przetłumaczył je Filip Łobodziński. ZAWARTOŚĆ - ERUDYCJA AUTORA, HISTORIA POPKUTURY I FILOZOFIA Autorem Retromanii jest Simon Reynolds, dziennikarz muzyczny z niemal czterdziestoletnim stażem, piszący dla największych tuzów z branży (,,Rolling Stone", ,,The New York Times", ,,Pitchfork", ,,Wire"...). Te cztery dekady uważnego słuchania muzyki i studiowania kultury masowej doskonale widać w omawianej książce - i z tego powodu nie jest to lektura najłatwiejsza. Czytelnik zapoznaje się z krajobrazem historycznym kultury popularnej chyba całego XX wieku i pierwszej dekady XXI, ale jednocześnie nie uświadczy on tutaj chronologicznej opowieści o tym, jak powstawała muzyka rozrywkowa. Jeśli Reynolds opowiada, przykładowo, o początkach jakiegoś gatunku muzycznego, to robi to jedynie po to, żeby mieć podstawę dla dalszych rozważań, bo to zresztą na nich opiera się ta książka. Dużo tu filozofii, zwłaszcza postmodernistycznej, z Jacquesem Derridą i Jeanem Baudrillardem na czele. Próbując odpowiedzieć na pytanie: Czy retromania zagnieździła się już na dobre, czy okaże się, że stanowiła jedynie jakiś etap historyczny?, autor zahacza o najróżniejsze tematy i teorie. I tak, stawia on na przykład tezy: - historyczna kultura masowa stała się główną tkanką pamięci pokoleniowej, wypierając stopniowo wydarzenia polityczne, jak wojny czy wybory; - t-shirty z tras koncertowych [...] swój późniejszy polor zawdzięczają temu, że przywołują czas, gdy nie miały żadnego specjalnego znaczenia poza użytkowym; - kiedyś nuda brała się z braku możliwości spędzania wolnego czasu i oczekiwania - dziś wynika z przesytu; - iPod to największa przemiana, jaka wydarzyła się muzyce w pierwszej dekadzie XXI wieku; - późny kapitalizm i kultura splatają się ze sobą dzięki ogniwu, którym jest moda. Muzyka popularna stopniowo przejęła ze świata mody przyśpieszony metabolizm i błyskawiczny cykl, w jakim kolejne zjawiska się przedawniają. Jak to wszystko, o czym pisał Reynolds, ma się do roku 2021 czytelnik musi odpowiedzieć sobie sam. Książkę w Polsce wydano w 2018 roku, ale anglojęzyczny oryginał pochodzi z 2011. Ciekawe, jak autor skomentowałby ostatnią dekadę, a zwłaszcza album Duy Lipy, zatytułowany, nomen omen, Future Nostalgia. PLUSY, CZYLI JAK SIĘ POWINNO TŁUMACZYĆ KSIĄŻKI, I MINUSY, KTÓRYCH NIE MA ZBYT WIELE Trzeba oddać sprawiedliwość panu Łobodzińskiemu - odwalił kawał dobrej roboty, jeśli chodzi o tłumaczenie, a było to, moim zdaniem, zadanie bardzo trudne. Specyfiką Retromanii jest przeogromna ilość nazwisk, dat i nazw wydarzeń, w których orientować dobrze będą się chyba jedynie najwięksi muzyczni zapaleńcy. Na szczęście dla polskiego czytelnika, tłumacz zdecydował się objaśniać je w przypisach (a niekiedy i polemizować lub wręcz poprawiać niedopatrzenia autora) - dzięki temu znacznie łatwiej jest przyswoić tekst główny, a książkę czyta się po prostu łatwiej i ciekawiej. Jak już wspomniałam, nie jest to tekst łatwy, ale niesamowicie intrygujący. Spodoba się zwłaszcza osobom, które interesują się filozofią, kulturą popularną i muzyką, i chciałyby zagłębić się w teorie ich dotyczące - zrozumieć nie ,,kto, jak, kiedy", ale ,,po co" i ,,dlaczego". Muszę jednak podkreślić, że momentami Retromania bywa naprawdę trudna w odbiorze. Bywa, że autor rozpisuje się o jakimś jednostkowym, niepopularnym i mało znanym wydarzeniu, wymienia szereg nazwisk i idzie w taki detal, że nawet jako tako obeznany ogólnie z tematem książki odbiorca poczuje się po prostu znużony. Tomik Reynoldsa wyróżnia jeszcze jedna osobliwość, a mianowicie układ tekstu. Bywa, że nagle w środku rozdziału na stronie pojawia się odcięty grubą krechą tekst (zob. zdjęcia), gdzie dziennikarz dzieli się z czytelnikiem swoimi luźniejszymi myślami, związanymi z danym zagadnieniem. Początkowo takie rozwiązanie bardzo mnie irytowało (jak to czytać? Najpierw tekst główny, czy ten pod kreską?), ale z czasem przywykłam. I dla zasady powiem jeszcze, że zdarzają się literówki, ale są one nieliczne. WNIOSKI I OCENA Chyba po prostu powtórzę opinię pana Rafała Księżyca z tylnej okładki Retromanii: Tak właśnie powinno się pisać o muzyce: szerzej, głębiej, zaskakująco. OCENA: 9/10 Więcej fajnych rzeczy i zdjęcia książki -->" okfonia.blogspot.com
Okejfonia - awatar Okejfonia
oceniła na 9 4 lata temu
Filmowy neomodernizm Rafał Syska
Filmowy neomodernizm
Rafał Syska
Rafał Syska to niewątpliwie jeden z najwybitniejszych krytyków filmowych w Polsce - obok Tadeusza Sobolewskiego, Magdaleny Bartczak czy Krzysztofa Loski najbliższy w formułowaniu, jak oddziałuje kino na widza. Niełatwy temat, bo jak opowiadać o twórcach filmowych, którzy kino postrzegają, jak codzienną modlitwę, nie przyspieszają narracji, jak w mainstreamie. Są outsiderami rzeczywistości, w której szukają schronienia dla pamięci, dla introspektywnej działalności czy dokumentalnej harmonii ujęć. Próba rozłożenia na czynniki pierwsze to, co w filmach Sarunasa Bartas, Bela Tarr, Aleksadra Sokurow jest nieskazitelnie płynne, trudne do opisania na język literacki. Kino to nie tylko fajerwerki i zamknięta forma, lecz trwałe poszukiwanie nowych bodźców, wykraczanie poza ustalany limit metrażu, znajdowanie nowej wrażliwości dla publiczności, która porzuciła wielomiliardowe widowiska na poczet osobistych projektów. Porzucając kino masowe na rzecz ludzi skrajnie nieprzystających do dzisiejszej konkurencji filmowej. Którzy nigdy nie pogodzili się, aby traktować kino jako rozrywkę i lans na dywanach na Zachodzie. Napisana wybitnym piórem, ale Rafał przyzwyczaił do interesujących rejestrów z kamery wideo. Temat potraktowany ze smakiem i z wiarą, że kino jeszcze nie powiedziało ostatniego słowa. Obowiązkowa pozycja, dla każdego, kto szuka czegoś więcej niż płytkich emocji przy ekranie.
Chris3z8 - awatar Chris3z8
ocenił na 8 3 lata temu
Studio Ghibli. Miejsce filmu animowanego w japońskiej kulturze Marcin Lisiecki
Studio Ghibli. Miejsce filmu animowanego w japońskiej kulturze
Marcin Lisiecki Joanna Zaremba-Penk
Przeszukując arkana przepastnych w treści ,,internetów" w kierunku odnalezienia książki o charakterze encyklopedyczno-biograficznym, dotyczącej medium jakim jest animacja, inspirując się w tym względzie mangą i dokonaniami wielu tytułów myśli technicznej japońskiej animacji, a co za tym idzie sądzę: ,,popkulturowym spojrzeniem Japończyków na świat”, można by rzec iż nagle i niespodziewanie natknąłem się na wyjątkową pozycję z gałęzi literatury popularnonaukowej i reportażu z dziedziny filmu i sztuki animacji. Tą perełką książkową, tą cenną dla fanów animacji i mangi z kraju kwitnącej wiśni, w tym najważniejsze: dla geeków okazałego dorobku Studia Ghibli, okazała się pozycja: "Studio Ghibli. Miejsce filmu animowanego w japońskiej kulturze", od polskiego wydawnictwa Kirin. Na samym początku zetknięcia się z tym tytułem, rzekłbym nawet: na etapie ,,przed-zakupowym”, gdy książce przyglądałem się nieco uważniej, byłem dziwnie przeświadczony, że być może nie będzie to coś, co ,,dopełni” mnie jako miłośnika popkulturowych mediów z Japonii. Jednak zakazany owoc smakuje najlepiej – tak, coś w tym jest; tak z moim podejściem do rodzimej publikacji było do czasu. Po prostu, pozycja od wydawnictwa Kirin, w moim odczuciu (a miałem do tego jakąś dziwną tendencję) jawiła się jako: z jednej strony coś teoretycznie zwykłego, ale z drugiej zaś mającego w sobie coś z pierwiastka tajemniczości i pewnego rodzaju ,,cegiełek informacji:, które aż kuszą, aby tam do nich zajrzeć i się im przyjrzeć. No bo przecież, kto nie chciałby dogłębniej poznać – jak mówi tytuł publikacji - ,,miejsca filmu animowanego w japońskiej kulturze”? Ta bardzo konserwatywnie i prosto wyglądająca książka z logiem konturów sympatycznie prezentującego się stworzonka z filmu "Mój sąsiad Totoro" od Ghibli właśnie, umieszczonego centralnie na jej intensywnie niebieskiej miękkiej okładce, jest przykładem dobrze zorganizowanej pracy zbiorowej. To w niej swoje spojrzenie na tak specyficzne aspekty japońskiej kultury, jak anime i manga, miało wielu znawców, recenzentów, publicystów; nie jest to książka łatwa w odbiorze, ,,na połknięcie w jedno popołudnie”... Oj, nie. Gdy już ogarnąłem z czym całościowo będę miał do czynienia, gdy tą książkę kupię i poddam się pasji jaką jest jej lektura, wiedziałem, że oprócz samego jej przeczytania – nawet gdyby to była długa i bardzo uważna lektura - na pewno będę musiał zaangażować się w całościowe jej poznanie nieco szerzej: wyjść poza to, co książka ma w swej zawartości. Tak, wydawnictwo Kirin dało nam twór nie mający fizycznych rozmiarów, jak jakaś tubalna, opasła księga lub 1000-stronicowy traktat; dostaliśmy coś, co w swym znaczeniu jest w pewnym stopniu podobne do tego czym jest Biblia dla chrześcijan. Dla nerdów i entuzjastów wyrazistości technicznej i tematycznej strony animacji od tego Studia, będzie to książka o ,,epokowo-biblijnym znaczeniu i wpływie” właśnie. Sęk w tym, że trzeba chcieć się w nią wczytać, a potem dopiero koniecznie się w nią zaopatrywać, aby w ten sposób móc jeszcze bardziej swymi czytelniczymi i fanowskimi zmysłami ogarnąć to, co Ghibli przez ponad 30 lat dawało światu poprzez swoje animacje. Po fakcie mogę krótko dodać: żałuję, że ta swego rodzaju biografia tak znanego nam Studia tworzącego kultowe i uznane animacje, bazującego na kulturze i obyczajach kraju, w którym ono powstało, nie wpadła mi w oko dużo, dużo wcześniej. Istniała by duża szansa na to, że wiele filmów od Ghibli zrozumiałbym inaczej: szerzej, głębiej, bardziej wieloaspektowo i wymiarowo, czerpiąc z nich jeszcze więcej, jeszcze pełniej. Co istotne, Ghibli, czyli, jak wiemy, japońskie studio animacyjne, założono w czerwcu 1985 roku z siedzibą w dzielnicy Koganei w Tokio. Twórcą marki byli uznani w środowisku filmowców/animatorów: Hayao Miyazaki, Isao Takahata i producent Toshio Suzuki; Studio to założono po sukcesie pełnometrażowego filmu "Nausicaä z Doliny Wiatru", powstałego w 1984. Jak mówi filmografia Ghibli, ich pierwszym filmem zrealizowanym w ramach studia był ciepły, pełen nostalgii i marzeń twór: "Laputa – podniebny zamek" z 1986 roku. Na pewno nie była to pierwsza pełna produkcja z dorobku firmy, którą osobiście obejrzałem. Tym ,,przetarciem” na start, tym czymś, co wywarło na mnie nieopisane wręcz wrażenie, po czym za wszelką cenę chciałem doświadczać większej ilości ,,ghiblijskich” animacji zaczynając chronologicznie: od najwcześniejszej, był film pt. "Opowieści z Ziemiomorza (2006)" – zachwycające w wielu aspektach, pełnometrażowe anime, którego to doświadczenie (a był to ponad wszystko cudowny obraz) okazało się piękną, nadnaturalnie potężną, niezapomnianą duchową podróżą. Nie wnikając w fabułę i szersze reperkusje tego, co film miał do przekazania, (jak na tak wątłą objętość publikacji) anime to dało się poznać jako opowieść, która toczyła się swoim własnym naturalnym rytmem. Ukazała ogromną powierzchniowo, jak i pod względem możliwości przyszłych adaptacji krainę "Uniwersum Zemiomorza" Ursuli K. Le Guin - ,,krainę”, bo mam na myśli ten bezmiar lądów, mórz, dolin, widocznych w animacji, a także wpisanej w to pięknej harmonii. W "Opowieściach z Ziemiomorza” znalazły się elementy przekonujące mnie do pewnej opinii, że mamy tu do czynienia z tego rodzaju fantastyką, gdzie pierwiastek baśni i mitu styka się z ,,elementem drogi": postacie tyczą ścieżki własnego losu, i jest w tym trochę samotności, prywatności, rozłąki. Tak poznałem Studio Ghibli; przeczucie mnie nie zgubiło, wiedziałem, że kolejne animacje (które rzecz jasna doświadczę osobiście) od tak renomowanej marki będą tak samo dobre, ba!, że będą pisane bardzo podobnym tonem, z podobną wymową i celem. Twórcy Studia Ghibli i cały sztab profesjonalistów z branży, których ci ludzie zatrudnili, mieli jeden cel zakładając firmę: ponad wszystko chcieli wprowadzić zmiany w filmie animowanym – i byłyby to zmiany w takim stopniu, że na pewno odczuł by je cały świat medium animowanego. I to im się udało; czy to wyżej wymienione anime, czy "Grobowiec Świetlików", czy "Szkarłatny pilot", nieważne, każde z tych tworów od Ghibli, jak i jeszcze więcej i więcej ich tytułów, przewodzą i zachwycają elementem wizualnym, wymową i emocjami, które przekazują. Sam obraz, a przede wszystkim jego uzupełniające się baśniowymi kolorami, ich ciepłem, temperaturą barw, rodzajem tła i planami animacji oraz perspektywą, rysunki, czy ogólnie pojedyncze kadry, które w tysiącach sumarycznie wprawia się w ruch: to wszystko jest tak wyjątkowe i zapadające w pamięć, że chyba w kodzie źródłowym Wszechświata musiało zostać zapisane, tuż przed jego powstaniem, że to Studio na pewno powstanie, i że da nam pełne stylu, niezależności i pasji dzieła, które zapamięta świat. Niniejszym omawiana i recenzowana publikacja biograficzno-informacyjna od wydawnictwa Kirin – czego złożoności i aż takiego wieloaspektowego omówienia filmów Studia, co samo w sobie pozytywnie szokuje i daje dość dosadnie do myślenia, jak głęboko ambitne i przemawiające do widza mogą być dzieła Ghibli - to wartościowa i cenna dla geeków wykładnia o złożoności całego Studia Ghibli, jak i o głębi tego, co w większości z tytułów, które wyszły spod jego ram (a przede wszystkim te najważniejsze produkcje) się przekazuje; to uwydatnienie, o czym warto wspomnieć, jednej kwestii: nie traktujmy Ghibli ogólnikowo, w obrębie Studia pracują bardzo ambitni i dumni ludzie, zakorzenieni w kulturze i obyczajach własnego narodu, a to jest bardzo, bardzo ważne. Odnosząc się do niektórych (bo o wszystkich na pewno nie będę w stanie napisać) zalet książki, warto podkreślić te: wielowymiarowość to atut publikacj; nie ma tu klasycznego podziału na części czy rozdziały. Autorów dla swego rodzaju felietonów i traktatów o każdym z danych filmów z osobna, jest mnóstwo, dlatego też spojrzeń i interpretacji animacji również jest mnóstwo; i w tym ,,mnóstwie" kryje się bardzo profesjonalne podejście do świata animowanego w ogóle, który to według autorów, z czym się zgadzam osobiście, nie jest ,,zwykłą kreskówką do zajęcia czasu na leniwe dni wolne od pracy”. W książce Kirin nie będzie więc płynności i równowagi, jak w klasycznej biografii czy pracy o danej firmie, osobie etc. Bo Ghibli nie jest łatwym do analizy filmograficznej, czy ogólnej strukturalnej (jeśli chodzi o sposób działalności) producentem tudzież wytwórnią. Tworzy tak specyficznie, niekiedy potrafi zaskoczyć spolaryzowanymi dziełami w kierunku konkretnego odbiorcy, że dla niektórych doświadczających animacji Studia widzów, jego twory stają się niczym sztuka dla sztuki, czy jak sztuka, którą należy pielęgnować, podziwiać, o niej debatować i pisać traktaty. Po prostu, każdy w tym ,,wymiarze” Studia znajdzie coś dla siebie: jedni będą zadowoleni samą feerią kolorów, barw tła, rodzaju konturu i sposobu kreślenia detali w animacji, drudzy zaś ze swego rodzaju wykwintnym pietyzmem będą się odnosić do filmów takich jak: "Księżniczka Mononoke", "Spirited Away: W krainie bogów", czy wrażliwego "Grobowiec Świetlików" lub "Szept Serca". Lektura tak niezwykłej zbiorczej pracy od wydawnictwa Kirin, to nie tylko wnikliwa i wielowymiarowa, oparta o profesjonalne podejście tematyczne i kulturowe do danych zagadnień danego filmu animowanego praca, ale i swego rodzaju ,,książkowa sztuka" uwydatniająca dość jedną charakterystyczną rzecz płynącą z wszystkich produkcji omawianego Studia: wszyscy jego pracownicy, począwszy od zwykłych animatorów i pracowników szeregowych a skończywszy na legendach rysunku, scenariusza i reżyserii, Hayao Miyazakim czy Isao Takahacie, to ludzie tworzący jedno z największych, najbardziej wyspecjalizowanych Studiów i Wytwórni tworzących nie tylko same anime, ale w ogólnym rozrachunku: medium animacji, na świecie. Ich wychodzącą ponad inne Studia tworzące animacje cechą, która bardzo dobrze o nich świadczy, jest to, że po mistrzowsku potrafią świadomie kreować tajemnicę, dając widzom możliwość doznania porównywalnego z intensywnym zanurzeniem się w obrazy mistrzów malarstwa: wizjonerskie pejzaże i magiczno-baśniowe miejsca w filmach Ghibli w połączeniu z bardzo drobiazgowo rozpisaną i wielowymiarową budową fabularną... budzi zachwyt i prawdziwy dreszcz emocji. W pracy naszego polskiego grona specjalistów znalazło się również podejście do strony technicznej pracy w branży serialu czy filmu animowanego (czyli jak to wszystko jest organizowane i realizowane, rzecz jasna na przykładzie Studia Ghibli), dzięki temu sama publikacja ,,nie trąci” schematycznością i sztampowością: panuje tu bardzo dobry kontrast między interpretacjami i dogłębnym spojrzeniem na popkulturę japońską i miejsca animacji japońskiej w całej globalnej kulturze a licznymi suchymi faktami, informacjami związanymi z środowiskiem filmu animowanego. Coś naprawdę bardzo dobrego, ale dla wtajemniczonych lub pragnących dowiedzieć się o tej japońskiej pracowni mistrzów animacji i ich obrazach, i przeznaczyć na to trochę więcej niż normalnie czasu, geeków.
karpatkadobra - awatar karpatkadobra
oceniła na 7 3 lata temu
Historia kina. Tom 2. Kino klasyczne Tadeusz Lubelski
Historia kina. Tom 2. Kino klasyczne
Tadeusz Lubelski Iwona Sowińska Rafał Syska
Przeczytanie drugiego tomu monumentalnej "Historii kina", skupionego na kinie klasycznym, obejmującego okres od pojawienia się pierwszych filmów dźwiękowych do końca lat 50-tych XX. wieku, zajęło mi trochę czasu. Prawie trzy miesiące, ale czytałem tę książkę z przerwami, pomiędzy innymi lekturami, bo mimo tego, iż znacząca jej część była interesująca, to jednak w przypadku kilku rozdziałów zdarzyło się autorom popaść w typowo podręcznikowy sposób przekazywania wiedzy, albo bywało po prostu, że mniej mnie interesował okres i przestrzeń, jakim poświęcona była ta czy owa część publikacji... ...a jest w niej prawie wszystko. Oczywiście, prym wiedzie kino amerykańskie - jako najbardziej wpływowe w tym okresie - jakkolwiek sporo miejsca poświęcono tu kinu europejskiemu, naznaczonemu wpływami prądów historycznych przetaczających się przez ówczesny świat - niezwykle ciekawe rozdziały o kinie niemieckim w okresie Trzeciej Rzeszy, ogólnie filmowi w krajach pod wpływem lub okupacją Niemiec, czy kinematografii rosyjskiej czasu stalinizmu - i filmowi azjatyckiemu, choć głównie dziełom i twórcom z Japonii. Kompletnym odkrywaniem ziemi nieznanej były dla mnie rozdziały poświęcone kinu Indii, czy kinematografii bałkańskiej. Zaskoczeniem natomiast było stosunkowo niewielka ilość materiału dotycząca kina polskiego epoki, ale Tadeusz Lubelski - jeden z redaktorów tej książki - poświęcił równie obszerną monografię skoncentrowaną na rodzimej kinematografii, więc może to jeden z powodów jej "niedostatków" na kartach "...Kina klasycznego". Nie każdy z autorów umie tu zainteresować czytelnika w równym stopniu i nie każda dziedzina kina jest tak samo interesująca, więc trudno tę książkę polecić każdemu pasjonatowi dziesiątej muzy. Dobrze jednak mieć ją po ręką. Dzięki dodanym indeksom tytułów i nazwisk, szybko dotrzecie do zagadnienia, które w danym momencie Was interesuje a w przypadku, gdy któryś z tematów okaże się potraktowany zbyt pobieżnie i skrótowo, ciekawym dodatkiem jest spis lektur rekomendowanych dla tych, pragnących zgłębić jakieś zagadnienie... ...przede mną jeszcze dwa - a w zasadzie trzy tomy, bo przeskoczyłem kino nieme, które mnie obecnie mniej interesuje - jakkolwiek po tych 1200 stronach muszę lekko od czytania o filmie odpocząć a skupić się na obejrzeniu tych filmów, które w trakcie lektury wynotowałem... P.S. Szkoda tylko, że w formie elektronicznej dostępne są jedynie wydania w formacie PDF...
Rafał Jasiński - awatar Rafał Jasiński
ocenił na 7 3 lata temu
Historia kina. Tom 3. Kino epoki nowofalowej Tadeusz Lubelski
Historia kina. Tom 3. Kino epoki nowofalowej
Tadeusz Lubelski Iwona Sowińska Rafał Syska
Lata sześćdziesiąte i siedemdziesiąte to moim zdaniem zdecydowanie najlepszy okres w historii kina, stąd trzeci tom czytało mi się jeszcze nieco lepiej niż poprzednie, jakkolwiek twórcy zachowali całkowitą spójność i jest on napisany identycznie. Po prostu gigantyczna (przytłaczająco gigantyczna), skrajnie rzetelna baza danych, odrobinę zbyt obiektywna i naukowa, żeby mówić o jakiejś boskiej przyjemności z lektury, ale myślę że obowiązkowa i podstawowa dla każdego polskiego pasjonata kina. Gdybym oceniał samą wartość merytoryczną książki, chyba nie mogłoby się obyć bez maksymalnej oceny. Modlę się teraz o dwie rzeczy: żeby Autorom udało się spłodzić czwarty tom jeszcze w tej dekadzie i żeby, jeśli będzie równie długi lub dłuższy niż trzeci, a chyba musi być, opamiętali się i wydali go w dwóch "podtomach" - albo nawet trzech. Generalnie nie odnoszę się w recenzjach do fizycznych właściwości książek, bo trochę śmiesznie, ale tutaj nie da się inaczej. Ta książka to monstrum, nie czytałem w życiu nic równie tłustego i mam nadzieję, że już nie będę musiał, bo czysto cielesne zmagania z takim potworem nie są przyjemne, zwłaszcza gdy ktoś stara się wykorzystać każdą wolną chwilę poza domem na lekturę i prawie zawsze nosi przy sobie książkę. Nie wykluczałbym jakichś delikatnych skłonności sadystycznych u wydawców, bo marginesy są podejrzanie szerokie, a w dodatku pozostawia się wolne miejsce obok wszystkich ilustracji (których mamy wszak kilkaset), a które zajmują tylko pół szerokości strony. Myślę, że dałoby się zminimalizować to bydlę nawet o 1/4 czy 1/3, co przyniosłoby może nieznaczną szkodę walorom wizualnym, ale jaką ulgę kręgosłupom i rękom czytelników... 7.5/10
Piktor - awatar Piktor
ocenił na 7 9 lat temu

Cytaty z książki Mistrzowie kina japońskiego

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Mistrzowie kina japońskiego