rozwiń zwiń

Miecz zabójcy demonów - Kimetsu no Yaiba #9

Okładka książki Miecz zabójcy demonów - Kimetsu no Yaiba #9
Koyoharu Gotouge Wydawnictwo: Waneko Cykl: Miecz zabójcy demonów (tom 9) komiksy
192 str. 3 godz. 12 min.
Kategoria:
komiksy
Format:
papier
Cykl:
Miecz zabójcy demonów (tom 9)
Tytuł oryginału:
Kimetsu no Yaiba
Data wydania:
2021-07-19
Data 1. wyd. pol.:
2021-07-19
Data 1. wydania:
2019-11-05
Liczba stron:
192
Czas czytania
3 godz. 12 min.
Język:
polski
ISBN:
9788380968189
Tłumacz:
Wojciech Gęszczak
Średnia ocen

                8,0 8,0 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Miecz zabójcy demonów - Kimetsu no Yaiba #9 w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Miecz zabójcy demonów - Kimetsu no Yaiba #9



książek na półce przeczytane 8813 napisanych opinii 7046

Oceny książki Miecz zabójcy demonów - Kimetsu no Yaiba #9

Średnia ocen
8,0 / 10
122 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
480
480

Na półkach:

Po tragicznych wydarzeniach, Tanjirō, Zenitsu i Inosuke trafiają pod dowództwo Tengena Uzuiego, ekscentrycznego i charyzmatycznego Filara Dźwięku! Ich misja jest wyjątkowo nietypowa: muszą zinfiltrować Dzielnicę, gdzie zaginęły trzy żony Tengena. Przebrani za kobiety, Zabójcy Demonów usiłują wytropić ukrywającego się w półświatku demona. Gdy poszukiwania stają się śmiertelnie niebezpieczne, wychodzi na jaw przerażająca prawda.

Po tragicznych wydarzeniach, Tanjirō, Zenitsu i Inosuke trafiają pod dowództwo Tengena Uzuiego, ekscentrycznego i charyzmatycznego Filara Dźwięku! Ich misja jest wyjątkowo nietypowa: muszą zinfiltrować Dzielnicę, gdzie zaginęły trzy żony Tengena. Przebrani za kobiety, Zabójcy Demonów usiłują wytropić ukrywającego się w półświatku demona. Gdy poszukiwania stają się...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

268 użytkowników ma tytuł Miecz zabójcy demonów - Kimetsu no Yaiba #9 na półkach głównych
  • 200
  • 68
135 użytkowników ma tytuł Miecz zabójcy demonów - Kimetsu no Yaiba #9 na półkach dodatkowych
  • 64
  • 36
  • 17
  • 6
  • 4
  • 4
  • 2
  • 2

Tagi i tematy do książki Miecz zabójcy demonów - Kimetsu no Yaiba #9

Inne książki autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Chainsaw Man tom 9 Tatsuki Fujimoto
Chainsaw Man tom 9
Tatsuki Fujimoto
Jedna z moich ulubionych jak zarazem najsmutniejszych ze wszystkich Zrobiłem głębszą analizę tomu 9 jedną z najbardziej poruszających tomów które zapoczątkowuje prawdziwe piekło denijego Aki nie zasłużył na taką śmierć twórca csm odebrał mu wszystko co mógł mieć co tak naprawdę marzył. Ta śmierć wynikająca z okrutnego świata, w którym postaci są pionkami w rękach potężniejszych istot. Takich jak Makima która go śmiała do paktu z nią tym samym jej plan złapania palnika który był tak naprawdę przynętą Żeby wykorzystać USA do mordobicia przestawiony w groteskowy sposób powrót gun devil pojawia się żeby unicestwić makime ale ona wykorzystuje moce paktów demonów które oddały jej się całym sobą aki aniołek i drugo planowi próchniejąc i osłabiając palnika wykorzystuje kontrolę nad nim przemijając akiego magusa broni palnej z którym miał się zmierzyć Denij a Tragedia Akiego polega na utracie człowieczeństwa, wykorzystaniu jego marzeń i ostatecznym, bezsensownym końcu, który łamie serce Denjiego. Denji został zraniony bo makima chcę tylko pragnie serca pochity chcę je zdobyć w najgorszy brutalny sposób odebrać dniejmu wszystko co kochał najbardziej Szczerze najsmutniejsza scena dla mnie to "gry" w bitwę na śnieżki co jest symbolicznym przedstawieniem akiego ostatnich, spokojnych wspomnień ostatecznie zostaję zabity przez Denij po tym zobaczył jak pierwszy raz płacze, przed śmiercią mógł w końcu się pobawić z bratem który tak naprawdę w tej wizji wszedł z żywo bo tak naprawdę to paniak zabił jego rodzinę kiedy brat poszedł po rękawice z pierwszego sezonu to w sumie zatacza się koło. Narysuje ten rysunek na pamiątkę... Podsumowując Aki zaczął traktować ich jak młodsze rodzeństwo (Power jako siostrę, Denjiego jako brata). Troszczył się o ich bezpieczeństwo, chronił ich podczas misji. Aki kochał się w Makime czyli w niewłaściwej osobie która wykorzystała go tylko żeby zranić Denijego...
szymon oziębło - awatar szymon oziębło
ocenił na 8 3 miesiące temu
Dorohedoro #2  Q-Hayashida
Dorohedoro #2
Q-Hayashida
Nie da się nie lubić, a przede wszystkim nie szanować świata popkultury, wtedy gdy jego twory łamią wszelakie schematy: w scenariuszu, kreowanej konsekwentnie lub nie fabule, w wątkach, graficznych bądź ogólnie wizualnych, w zależności od rodzaju medium: czy jest to książka, film, komiks etc., elementach kadrów, obrazu i rysunku. Gdy coś wychodzi poza przyjęte ramy stereotypu i tej aż zbyt typowej normalności, czegoś nam znanego, i ,,z buta” kupuje sobie w oczach odbiorców uznanie, bądź przynajmniej uchodzi w ich perspektywie za coś tak specyficznego, wybitnie innego i indywidualnego, że nie da się wokół takiego dzieła przejść obojętnie i wyrażać choćby ku niemu minimalne uznanie, dopiero wtedy można mówić, że różnorodna popkultura, w której nie brak tej odważnej nieszablonowej inności, pierwiastka świeżości tudzież odwagi twórczej w wyrażaniu swoich poglądów na świat ,,oczami warstwy fabularnej i graficznej swojego komiksu, noweli, filmu, serialu animowanego”, to jej najlepsza ,,odmiana”, ba!, to kultura masowa najlepsza pod słońcem, która staje się nie tylko ,,zapchajdziurą czasu wolnego” rozrywką, ale i czymś dużo, dużo głębszym i ważniejszym. Aspekt odrębności i szeroko rozumianej wyjątkowości w popkulturze jest obecny w każdej jej warstwie, formie, rodzaju treści. Dzięki globalnemu ,,wolnemu słowu”, idei wyrażania własnych myśli, pragnień, celów etc. poprzez różnego rodzaju ,,ekspresje twórcze”, np. jak te, które tak dobrze znamy w popkulturze, można zrozumieć, że bodaj tylko w taki sposób nasza ,,masówka” potrafi być dla odbiorcy obfita w różnorodność (ilość, jakość, styl, rodzaj medium) oraz element łamania schematów, oryginalności. A co za tym idzie: w ogóle w taki – i to chyba jedyny konkretny - sposób nasze cywilizacyjne popkulturowe dziedzictwo jest w stanie ewoluować, rozwijać swój ekspresyjny cykl życia. I dzięki temu to, czego możemy doświadczyć, obejrzeć, przeczytać, zasmakować najgłębiej swymi popkulturowymi zmysłami tak jak się da, jest obszerniejsze, sprawiające wrażenia bardziej przystępnego, łatwiejszego w odbiorze i indywidualnej, intymnej akceptacji, analizie. Gdyby Świat ciągle krył się w mrokach wojennej zawieruchy, dyktatur, średniowiecznej apoptozie dla rozwoju ludzkiego umysłu i pragnień odkrywania, rozrywka może i ,,jakaś tam” sobie by dzisiaj była, ale ,,raczyła" by nas sobą jako ta wyjałowiona, schematyczna, powtarzająca się rozrywka, jak z kontrolowanego antyutopijnego snu. I w końcu powiedzmy to szczerze, co jest podsumowaniem niniejszych akapitów, jako wstęp do recenzji pewnego to ,,o co w tym wszystkim w kulturze masowej chodzi”, łamiącego cholernie odważnie schematy twórczo-koncepcyjne dzieła z materii japońskiego komiksu: cieszmy się z tego, jak popkultura wygląda obecnie, mimo jej wiadomych… bo przecież nic nie jest idealne i wieczne niekiedy słabszych jak i lepszych momentów – wyrażanie siebie, dawanie coś od siebie dla innych, jeśli to co się tworzy jest częścią szerszego, bardziej różnorodnego, obfitszego w inności zbioru, to podstawowa cecha ludzka współczesnego, sądzę, trzeźwo myślącego człowieka, tym bardziej odważnego twórcy. ,,Dorohedoro”, bo o to Uniwersum zarówno w mandze jak i anime się niniejszym rozchodzi, to bardzo indywidualne zbiorowisko narracji i fabuły, zamknięte w specyficznej, mocno nietuzinkowej grafice – mowa tu zarówno o anime jak i o archetypie komiksu, na podstawie którego ta słynna seria odcinków o kochającym pierożki Gyoza Kaimanie powstała. I owy indywidualizm, opisywana inności, to w przypadku tego Świata ,,ekspresyjna odmienność, nieprzewidywalność, ba!, bogata fantasmagoryczność – wszystko to wyraża się w co najmniej, że tak to po geekowsku ujmę: mega-ultra-wyjątkowej konstrukcji świata przedstawionego ,,Dorohedoro", gdzie widz czy czytelnik Uniwersum obcuje z czymś jakby nie do zapomnienia: z bardzo, bardzo wyjątkowymi tak zwanymi ,,innawymi” wymiarami (bo ,,Dziurę” przykładowo trudno jest nazwać po prostu zwykłym obszarem, ot miejscem akcji) przestrzeniami, płaszczyznami, kieszeniami w zagłębieniach rzeczywistości, gdzie opisuje się całe sedno fabuły, kreują się wątki i wydarzenia, i to wyrażone w postaci inteligentnie dobranej, celowo chaotycznej, bo brzydota potrafi tu kontrastować z pięknem, szacie graficznej, która wbija się w umysł odbiorcy, tak że zostaje tam na zawsze; zdecydowanie stylistyka mangaki Kyu Hayashidy, która tworzy w każdej warstwie mangę ,,Dorohedoro” jest szalenie imponująca i powalająca w oryginalności, ekspresyjności kreślonej każdej kreseczki, cienia, konturu jak i wyrażanego w dymkach na kadrach koło postaci słowa. Mimo ambitnej, solidnie warsztatowo zrealizowanej, także merytorycznie pod względem podejścia do adaptowania mangi Kyu, przeniesionej na mały ekran, animacji, która w pierwszym sezonie liczy sobie niespełna 12 odcinków, to ,,Dziura" oraz wszystkie inne przestrzenie, w której toczy się akcja ,,Dorohedoro”, ba!, całe to kuriozum, które pod tą nazwą, w tym Świecie się kryje, najlepiej smakuje w medium mangowym. I sam na własnej skórze się o tym przekonałem, nie tak dawno zresztą dzięki lekturze pierwszego tomu mangi omawianego ,,Dorohedoro”, co dobitnie to przedłużył i podsumował moje zdanie o tym dziwnym, ale i tak atrakcyjnym Uniwersum drugi tom, ot przeczytany zaledwie wczoraj. Bo Hayashida jest niezwykle odważną mangaką: zdaje się być pełna idei, pomysłów, myśli, które chce ponad wszystko wyrazić, przy czym nie boi się tego robić; Kyu się do tego aż rwie, to artystka mająca w tym Uniwersum tyle do pokazania i opowiedzenia, że… kruca fuks, to aż w głowie się nie mieści. Mówi sporo o bohaterach, wątkach, nieprzewidywalności samego funkcjonowania ,,Dziury” i innych nazwijmy to ,,okolic” przestrzennych w ,,Dorohedoro”, robiąc to konsekwentnie, ekwilibrystycznie z łagodną przesadnością, jako część indywidualności, w tle. I sporo tego było w tomie 2 mangi, któremu się niniejszym poświęcam: bardziej tajemnicza, surowsza, cięższa w odbiorze część tej mangowej opowieści w stosunku do pilota komiksowego cyklu. Dostaliśmy sporo sprytu i kombinowania; przywitała nas także kolejna dawka łamania schematów opowiadania fabuły danego tworu i jego graficznego wykończenia – czyli jednym słowem ,,czysta oryginalność vol.2"! ,,Q” Hayashida wita nas w rozdziałach, a raczej (tak, i jak tu nie kochać tego nietuzinkowego spojrzenia nawet na pomysł na nazwę rozdziałów!) ,,Klątwach”, od #7 do #11 w obdartym z bogactwa materialnego, wiecznej idylli, prostoty szczęścia, brudnym i zniekształconym obszarze ,,Dziury”. Otwiera tom podobnie tempem kreacji wydarzeń jak w pilocie, z tym że do pieca dokładają w ,,dwójce” w odróżnieniu od ,,jedynki” mangi lepiej nakreślone kolorowe strony, ot kadry informacyjne, które zdaje się celowo mają narzucić czytelnikowi ,,sposób widzenia Świata” Dorohedoro przez autorkę. Gdy ,,kreska” wbija swój typowo ,,czarno-szaro-biały” mangowy graficzny bieg, całość opowieści tomu drugiego wcale nie traci na jakości. Płodny umysł ,,Q” daje nam konsekwentnie, ze strony na stronę, rozwijaną każdą minutę, każdą godzinę wizji działalności tego Świata, na papierze. Zresztą to Uniwersum w formie mangi, rzecz jasna w przeciwieństwie do ,,kolorowego anime”, które pokochali chyba wszyscy, może być odbierany w sposób ,,trudny” i mało akceptowalny przez typowego niedzielnego czytelnika mang. To nie Świat, nie ,,kreska” dla każdego. A jeśli kochasz odmienność i ,,łamanie schematu w popkulturze”, o którym tu mowa, to tylko w tym przypadku kuriozum Dorohedoro może być dla Ciebie. Kochasz atypowość, bazgroły tej szalonej mangaki na kadrach niczym kładzionych jakimś rysikiem, czy kreślonym przez uczące się rysować dziecko, tym bardziej zabieraj się za ten tytuł. Dla niepewnych… niestety, to nie jest ten gatunek, ta rzeczywistość, ten styl od wyjątkowo odważnej i oryginalnie traktującą swoją pracę i powinność Hyashidy. W całym tym wielkim tyglu fabularnej (no a jakże by inaczej: graficznej również!) kalejdoskopowo kreślonej różności i inności tomu 2 pracy ,,Q” ważną rolę odkrywa poczucie humoru – gdyby nie wdarło się ono w tą narrację, jak tu, w ten polot ogólnej ,,kreski”, jak tu, całość tomu nie miałaby takiego sensu, tego wybrzmienia i wyjątkowego smaku, który przecież mamy, i tak cenimy! Począwszy od wspomnianej modyfikacji nazwy ,,rozdziałów” oraz postaci Kaimana przez cudaczne i ,,heheszkowe” onomatopeje w dymkach, które naprawdę są humorkową wisienką na torcie w tych około 160 stronach treści, oraz chociażby to pierońsko dziwaczne wypunktowanie na zasadzie podsumowania tego, co ,,najważniejszego wiemy!” o wydarzeniach tomu, co z perspektywy mangaki powinniśmy uznać za najistotniejsze, tak aby było totalnie nietuzinkowo, zabawnie i merytorycznie w kwestii informacji, które ,,na wczoraj!” powinniśmy wiedzieć ultra-koniecznie z wydarzeń ,,Klątw” od 7 do 11, a skończywszy na fabularnych pomysłach, jak te z magicznie ożywianymi Zombiakami czy wątkiem nieporadnej Ebisu i rozkojarzonego Fujity oraz spotkaniem ekipy Ena z Kaimanem i Nikaido - tak, to tylko najważniejsze elementy ukazujące, że groteska, śmieszna obsceniczność, ironia i ogólny humor są integralną częścią całości tomu. W ogóle to jest tak rozdarty innościami, tak rozciągnięty, bo ambiwalentny z lekka fabularnie, cykl z serii, że w większości doświadcza się go z szeroko rozdziawioną szczęką i rogalem tej chorej satysfakcji na twarzy, z tego co ma się przed sobą, zwłaszcza jeśli jest się miłośnikiem tego gatunku, tego stylu opowiadania i rysowania i całej, całej reszty, którą reprezentuje manga ,,Dorohedoro”. Eklektyczne, totalnie zbzikowane, również nie patyczkujące się w odwadze kreowania graficznego stylu nadającego ton opowieści tej mangi, przygody wszystkiego tego, co może wydarzyć się w nazwijmy to ,,MetaVersum Dziury” to ten sam wysoki poziom wykładania kawa na ławę przez naszą mangabę form świata przedstawionego, losów bohaterów i ich emocji etc., co w pilocie mangowego Świata ,,Dorohedoro". Tak samo jak w tomie 1 i tu historia kończy się co najmniej zagadkowo, nastrajając nas na kolejną konfrontację Ena z Teamem Kaimana oraz kolejne poszukiwania Czarodzieja przez Kaimana właśnie, który zamienił go w znanego nam humanoidalnego gada. Niepotrzebne jedynie okazały się te dziwaczne krótkie ,,komiksowe dodatki" na samym końcu, lekko wytracające tempo narracji tomu.
karpatkadobra - awatar karpatkadobra
oceniła na 8 1 rok temu

Cytaty z książki Miecz zabójcy demonów - Kimetsu no Yaiba #9

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Miecz zabójcy demonów - Kimetsu no Yaiba #9