rozwiń zwiń

Miecz zabójcy demonów - Kimetsu no Yaiba #15

Okładka książki Miecz zabójcy demonów - Kimetsu no Yaiba #15
Koyoharu Gotouge Wydawnictwo: Waneko Cykl: Miecz zabójcy demonów (tom 15) komiksy
192 str. 3 godz. 12 min.
Kategoria:
komiksy
Format:
papier
Cykl:
Miecz zabójcy demonów (tom 15)
Tytuł oryginału:
Kimetsu no Yaiba
Data wydania:
2022-07-18
Data 1. wyd. pol.:
2022-07-18
Data 1. wydania:
2020-08-04
Liczba stron:
192
Czas czytania
3 godz. 12 min.
Język:
polski
ISBN:
9788380968240
Tłumacz:
Wojciech Gęszczak
Średnia ocen

                8,0 8,0 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Miecz zabójcy demonów - Kimetsu no Yaiba #15 w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Miecz zabójcy demonów - Kimetsu no Yaiba #15

Średnia ocen
8,0 / 10
104 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
947
943

Na półkach:

Świetna Manga, fabuła od początku zaskakuje I wciąga przez co nie mogę oderwać się od czytania. Jestem szczerze ciekaw jak dalej się to potoczy, co autor nam zaprezentuje i jak rozwinie cały świat Przedstawiony. Zapraszam też na swojego bloga https://okonapopkulture.blogspot.com/

Świetna Manga, fabuła od początku zaskakuje I wciąga przez co nie mogę oderwać się od czytania. Jestem szczerze ciekaw jak dalej się to potoczy, co autor nam zaprezentuje i jak rozwinie cały świat Przedstawiony. Zapraszam też na swojego bloga https://okonapopkulture.blogspot.com/

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

208 użytkowników ma tytuł Miecz zabójcy demonów - Kimetsu no Yaiba #15 na półkach głównych
  • 157
  • 51
117 użytkowników ma tytuł Miecz zabójcy demonów - Kimetsu no Yaiba #15 na półkach dodatkowych
  • 51
  • 29
  • 14
  • 9
  • 4
  • 4
  • 3
  • 3

Tagi i tematy do książki Miecz zabójcy demonów - Kimetsu no Yaiba #15

Inne książki autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Miecz zabójcy demonów - Kimetsu no Yaiba #16 Koyoharu Gotouge
Miecz zabójcy demonów - Kimetsu no Yaiba #16
Koyoharu Gotouge Ryoji Hirano
Czy gdy spojrzymy na człowieka, to jesteśmy w stanie stwierdzić, kim on jest? Niektórzy na pewno próbują i na pewno oceniają. Lecz w rzeczywistości ta ocena jest nic nie warta i nieprawomocna. W końcu nie jesteśmy w stanie poznać od początku do końca czyjeś historii. Owszem, możemy uczestniczyć w życiu człowieka, być stałym elementem tej opowieści, ale tak naprawdę do końca nigdy nie wiemy wszystkiego. Każdy ma swoje własne przeżycia, swoje własne myśli, postanowienia i przede wszystkim swoje własne sumienie. Dlaczego więc ciągle oceniamy innych? Po raz pierwszy w swojej historii piszę tego typu recenzję – mam tu na myśli pełnowymiarową recenzję mangi. Zaczęłam czytać ten rodzaj komiksu na początku studiów. To właśnie wtedy odkryłam, jak bardzo odnajduję się w tej kulturze i przede wszystkim w takiej formie. Jednak dotychczas pisałam tylko krótkie opinie. Przyszedł czas, by zadebiutować! Dlatego dzisiaj przedstawiam Wam szesnasty tom cyklu "Miecz zabójców demonów". Jak mi się spodobał? Może trzeba zacząć od tego, że nie znam wcześniejszych tomów, ale przecież mnie znacie i doskonale wiecie, że nie jest to dla mnie przeszkodą. Powiedziałabym, że wręcz zachętą. Jest coś kuszącego w czytaniu historii od środka. Między innymi może dlatego od razu przypadł mi do gustu sam pomysł na całą serię. Uważam go za naprawdę fascynujący i mocno pobudzający wyobraźnię, a przynajmniej moją wyobraźnię. Ma w sobie coś z powtarzalności, co akurat tym razem mi nie przeszkadzało, ale trzeba pamiętać, że to też nie jest historia z dzisiaj. Ma już za sobą trochę, więc ciężko mi określić ten rodzaj powtarzalności w momencie, gdy seria zaczynała być wydawana. Być może wtedy była całkowicie inaczej postrzegana. Styl, czyli w tym przypadku dialogi w dymkach, okazały się być dla mnie trudne. Nie mogłam się w nich odnaleźć, choć zrzuciłam to na moją nieznajomość poprzednich tomów. Gdy czytałam, miałam poczucie, że dominuje tu klimat czegoś starego, czegoś nieznanego. I właśnie to tak mocno uderzyło w mój gust. Uwielbiam takie zabiegi i zawsze dodatkowo mnie to zachęca do dalszego czytania. Natomiast sama fabuła okazała się dla mnie jedną wielką niewiadomą. Strasznie ciężko było mi się odnaleźć na początku, lecz po chwili przemyślenia, ułożenia sobie w głowie pewnych sprawa, raz dwa zaczęłam wsiąkać w historię. Stałam się jej częścią i już w tej chwili mogę Wam powiedzieć, że przy pierwszej możliwości nadrobię poprzednie tomy i ruszę dalej. Tym bardziej że ten szesnasty tom okazał się nieprzewidywalny. Już dawno wiele elementów i ścieżek opowieści nie zaskoczyło mnie tak jak właśnie ta manga. A co najlepsze było to połączone z wieloma uroczymi momentami, co też sprawiło, że moje serduszko wielokrotnie stopniało. Kreska w tej mandze jest dla mnie symbolem "starego" japońskiego rysownictwa. Choć podkreślę, że nie znam się na tym i tu nie podaję konkretnych informacji, ale moje własne skojarzenia, a one właśnie były takie. Pamiętam czasy, gdy gdzieś tam pojawiały się mangi i co jakiś czas wpadały mi w ręce. "Miecz zabójców demonów" przypomina mi poprzez kreskę właśnie tamte czasy. Podoba mi się to, jednak mocno mi brakuje w całym tomie przejrzystości. Pomijając moją nieznajomość całej historii, to wielokrotnie nie mogłam się odnaleźć na obrazkach, dopasować dymki. To mocno utrudniało mi czytanie. Ostatecznie manga spodobała mi się i tak jak zapowiedziałam – planuję czytać pozostałe tomy. Czy polecam? Myślę, że miłośnikom mangi jak najbardziej, choć oczywiście przede wszystkim osobom, które znają cykl. Jeśli zastanawiacie się, czy warto dalej w niego brnąć, to jak najbardziej! Tutaj nie ma, co się zastanawiać, a przynajmniej w to wierzę.
Elfik Book - awatar Elfik Book
ocenił na 7 2 lata temu
Dorohedoro #2  Q-Hayashida
Dorohedoro #2
Q-Hayashida
Nie da się nie lubić, a przede wszystkim nie szanować świata popkultury, wtedy gdy jego twory łamią wszelakie schematy: w scenariuszu, kreowanej konsekwentnie lub nie fabule, w wątkach, graficznych bądź ogólnie wizualnych, w zależności od rodzaju medium: czy jest to książka, film, komiks etc., elementach kadrów, obrazu i rysunku. Gdy coś wychodzi poza przyjęte ramy stereotypu i tej aż zbyt typowej normalności, czegoś nam znanego, i ,,z buta” kupuje sobie w oczach odbiorców uznanie, bądź przynajmniej uchodzi w ich perspektywie za coś tak specyficznego, wybitnie innego i indywidualnego, że nie da się wokół takiego dzieła przejść obojętnie i wyrażać choćby ku niemu minimalne uznanie, dopiero wtedy można mówić, że różnorodna popkultura, w której nie brak tej odważnej nieszablonowej inności, pierwiastka świeżości tudzież odwagi twórczej w wyrażaniu swoich poglądów na świat ,,oczami warstwy fabularnej i graficznej swojego komiksu, noweli, filmu, serialu animowanego”, to jej najlepsza ,,odmiana”, ba!, to kultura masowa najlepsza pod słońcem, która staje się nie tylko ,,zapchajdziurą czasu wolnego” rozrywką, ale i czymś dużo, dużo głębszym i ważniejszym. Aspekt odrębności i szeroko rozumianej wyjątkowości w popkulturze jest obecny w każdej jej warstwie, formie, rodzaju treści. Dzięki globalnemu ,,wolnemu słowu”, idei wyrażania własnych myśli, pragnień, celów etc. poprzez różnego rodzaju ,,ekspresje twórcze”, np. jak te, które tak dobrze znamy w popkulturze, można zrozumieć, że bodaj tylko w taki sposób nasza ,,masówka” potrafi być dla odbiorcy obfita w różnorodność (ilość, jakość, styl, rodzaj medium) oraz element łamania schematów, oryginalności. A co za tym idzie: w ogóle w taki – i to chyba jedyny konkretny - sposób nasze cywilizacyjne popkulturowe dziedzictwo jest w stanie ewoluować, rozwijać swój ekspresyjny cykl życia. I dzięki temu to, czego możemy doświadczyć, obejrzeć, przeczytać, zasmakować najgłębiej swymi popkulturowymi zmysłami tak jak się da, jest obszerniejsze, sprawiające wrażenia bardziej przystępnego, łatwiejszego w odbiorze i indywidualnej, intymnej akceptacji, analizie. Gdyby Świat ciągle krył się w mrokach wojennej zawieruchy, dyktatur, średniowiecznej apoptozie dla rozwoju ludzkiego umysłu i pragnień odkrywania, rozrywka może i ,,jakaś tam” sobie by dzisiaj była, ale ,,raczyła" by nas sobą jako ta wyjałowiona, schematyczna, powtarzająca się rozrywka, jak z kontrolowanego antyutopijnego snu. I w końcu powiedzmy to szczerze, co jest podsumowaniem niniejszych akapitów, jako wstęp do recenzji pewnego to ,,o co w tym wszystkim w kulturze masowej chodzi”, łamiącego cholernie odważnie schematy twórczo-koncepcyjne dzieła z materii japońskiego komiksu: cieszmy się z tego, jak popkultura wygląda obecnie, mimo jej wiadomych… bo przecież nic nie jest idealne i wieczne niekiedy słabszych jak i lepszych momentów – wyrażanie siebie, dawanie coś od siebie dla innych, jeśli to co się tworzy jest częścią szerszego, bardziej różnorodnego, obfitszego w inności zbioru, to podstawowa cecha ludzka współczesnego, sądzę, trzeźwo myślącego człowieka, tym bardziej odważnego twórcy. ,,Dorohedoro”, bo o to Uniwersum zarówno w mandze jak i anime się niniejszym rozchodzi, to bardzo indywidualne zbiorowisko narracji i fabuły, zamknięte w specyficznej, mocno nietuzinkowej grafice – mowa tu zarówno o anime jak i o archetypie komiksu, na podstawie którego ta słynna seria odcinków o kochającym pierożki Gyoza Kaimanie powstała. I owy indywidualizm, opisywana inności, to w przypadku tego Świata ,,ekspresyjna odmienność, nieprzewidywalność, ba!, bogata fantasmagoryczność – wszystko to wyraża się w co najmniej, że tak to po geekowsku ujmę: mega-ultra-wyjątkowej konstrukcji świata przedstawionego ,,Dorohedoro", gdzie widz czy czytelnik Uniwersum obcuje z czymś jakby nie do zapomnienia: z bardzo, bardzo wyjątkowymi tak zwanymi ,,innawymi” wymiarami (bo ,,Dziurę” przykładowo trudno jest nazwać po prostu zwykłym obszarem, ot miejscem akcji) przestrzeniami, płaszczyznami, kieszeniami w zagłębieniach rzeczywistości, gdzie opisuje się całe sedno fabuły, kreują się wątki i wydarzenia, i to wyrażone w postaci inteligentnie dobranej, celowo chaotycznej, bo brzydota potrafi tu kontrastować z pięknem, szacie graficznej, która wbija się w umysł odbiorcy, tak że zostaje tam na zawsze; zdecydowanie stylistyka mangaki Kyu Hayashidy, która tworzy w każdej warstwie mangę ,,Dorohedoro” jest szalenie imponująca i powalająca w oryginalności, ekspresyjności kreślonej każdej kreseczki, cienia, konturu jak i wyrażanego w dymkach na kadrach koło postaci słowa. Mimo ambitnej, solidnie warsztatowo zrealizowanej, także merytorycznie pod względem podejścia do adaptowania mangi Kyu, przeniesionej na mały ekran, animacji, która w pierwszym sezonie liczy sobie niespełna 12 odcinków, to ,,Dziura" oraz wszystkie inne przestrzenie, w której toczy się akcja ,,Dorohedoro”, ba!, całe to kuriozum, które pod tą nazwą, w tym Świecie się kryje, najlepiej smakuje w medium mangowym. I sam na własnej skórze się o tym przekonałem, nie tak dawno zresztą dzięki lekturze pierwszego tomu mangi omawianego ,,Dorohedoro”, co dobitnie to przedłużył i podsumował moje zdanie o tym dziwnym, ale i tak atrakcyjnym Uniwersum drugi tom, ot przeczytany zaledwie wczoraj. Bo Hayashida jest niezwykle odważną mangaką: zdaje się być pełna idei, pomysłów, myśli, które chce ponad wszystko wyrazić, przy czym nie boi się tego robić; Kyu się do tego aż rwie, to artystka mająca w tym Uniwersum tyle do pokazania i opowiedzenia, że… kruca fuks, to aż w głowie się nie mieści. Mówi sporo o bohaterach, wątkach, nieprzewidywalności samego funkcjonowania ,,Dziury” i innych nazwijmy to ,,okolic” przestrzennych w ,,Dorohedoro”, robiąc to konsekwentnie, ekwilibrystycznie z łagodną przesadnością, jako część indywidualności, w tle. I sporo tego było w tomie 2 mangi, któremu się niniejszym poświęcam: bardziej tajemnicza, surowsza, cięższa w odbiorze część tej mangowej opowieści w stosunku do pilota komiksowego cyklu. Dostaliśmy sporo sprytu i kombinowania; przywitała nas także kolejna dawka łamania schematów opowiadania fabuły danego tworu i jego graficznego wykończenia – czyli jednym słowem ,,czysta oryginalność vol.2"! ,,Q” Hayashida wita nas w rozdziałach, a raczej (tak, i jak tu nie kochać tego nietuzinkowego spojrzenia nawet na pomysł na nazwę rozdziałów!) ,,Klątwach”, od #7 do #11 w obdartym z bogactwa materialnego, wiecznej idylli, prostoty szczęścia, brudnym i zniekształconym obszarze ,,Dziury”. Otwiera tom podobnie tempem kreacji wydarzeń jak w pilocie, z tym że do pieca dokładają w ,,dwójce” w odróżnieniu od ,,jedynki” mangi lepiej nakreślone kolorowe strony, ot kadry informacyjne, które zdaje się celowo mają narzucić czytelnikowi ,,sposób widzenia Świata” Dorohedoro przez autorkę. Gdy ,,kreska” wbija swój typowo ,,czarno-szaro-biały” mangowy graficzny bieg, całość opowieści tomu drugiego wcale nie traci na jakości. Płodny umysł ,,Q” daje nam konsekwentnie, ze strony na stronę, rozwijaną każdą minutę, każdą godzinę wizji działalności tego Świata, na papierze. Zresztą to Uniwersum w formie mangi, rzecz jasna w przeciwieństwie do ,,kolorowego anime”, które pokochali chyba wszyscy, może być odbierany w sposób ,,trudny” i mało akceptowalny przez typowego niedzielnego czytelnika mang. To nie Świat, nie ,,kreska” dla każdego. A jeśli kochasz odmienność i ,,łamanie schematu w popkulturze”, o którym tu mowa, to tylko w tym przypadku kuriozum Dorohedoro może być dla Ciebie. Kochasz atypowość, bazgroły tej szalonej mangaki na kadrach niczym kładzionych jakimś rysikiem, czy kreślonym przez uczące się rysować dziecko, tym bardziej zabieraj się za ten tytuł. Dla niepewnych… niestety, to nie jest ten gatunek, ta rzeczywistość, ten styl od wyjątkowo odważnej i oryginalnie traktującą swoją pracę i powinność Hyashidy. W całym tym wielkim tyglu fabularnej (no a jakże by inaczej: graficznej również!) kalejdoskopowo kreślonej różności i inności tomu 2 pracy ,,Q” ważną rolę odkrywa poczucie humoru – gdyby nie wdarło się ono w tą narrację, jak tu, w ten polot ogólnej ,,kreski”, jak tu, całość tomu nie miałaby takiego sensu, tego wybrzmienia i wyjątkowego smaku, który przecież mamy, i tak cenimy! Począwszy od wspomnianej modyfikacji nazwy ,,rozdziałów” oraz postaci Kaimana przez cudaczne i ,,heheszkowe” onomatopeje w dymkach, które naprawdę są humorkową wisienką na torcie w tych około 160 stronach treści, oraz chociażby to pierońsko dziwaczne wypunktowanie na zasadzie podsumowania tego, co ,,najważniejszego wiemy!” o wydarzeniach tomu, co z perspektywy mangaki powinniśmy uznać za najistotniejsze, tak aby było totalnie nietuzinkowo, zabawnie i merytorycznie w kwestii informacji, które ,,na wczoraj!” powinniśmy wiedzieć ultra-koniecznie z wydarzeń ,,Klątw” od 7 do 11, a skończywszy na fabularnych pomysłach, jak te z magicznie ożywianymi Zombiakami czy wątkiem nieporadnej Ebisu i rozkojarzonego Fujity oraz spotkaniem ekipy Ena z Kaimanem i Nikaido - tak, to tylko najważniejsze elementy ukazujące, że groteska, śmieszna obsceniczność, ironia i ogólny humor są integralną częścią całości tomu. W ogóle to jest tak rozdarty innościami, tak rozciągnięty, bo ambiwalentny z lekka fabularnie, cykl z serii, że w większości doświadcza się go z szeroko rozdziawioną szczęką i rogalem tej chorej satysfakcji na twarzy, z tego co ma się przed sobą, zwłaszcza jeśli jest się miłośnikiem tego gatunku, tego stylu opowiadania i rysowania i całej, całej reszty, którą reprezentuje manga ,,Dorohedoro”. Eklektyczne, totalnie zbzikowane, również nie patyczkujące się w odwadze kreowania graficznego stylu nadającego ton opowieści tej mangi, przygody wszystkiego tego, co może wydarzyć się w nazwijmy to ,,MetaVersum Dziury” to ten sam wysoki poziom wykładania kawa na ławę przez naszą mangabę form świata przedstawionego, losów bohaterów i ich emocji etc., co w pilocie mangowego Świata ,,Dorohedoro". Tak samo jak w tomie 1 i tu historia kończy się co najmniej zagadkowo, nastrajając nas na kolejną konfrontację Ena z Teamem Kaimana oraz kolejne poszukiwania Czarodzieja przez Kaimana właśnie, który zamienił go w znanego nam humanoidalnego gada. Niepotrzebne jedynie okazały się te dziwaczne krótkie ,,komiksowe dodatki" na samym końcu, lekko wytracające tempo narracji tomu.
karpatkadobra - awatar karpatkadobra
oceniła na 8 1 rok temu
Chainsaw Man tom 9 Tatsuki Fujimoto
Chainsaw Man tom 9
Tatsuki Fujimoto
Jedna z moich ulubionych jak zarazem najsmutniejszych ze wszystkich Zrobiłem głębszą analizę tomu 9 jedną z najbardziej poruszających tomów które zapoczątkowuje prawdziwe piekło denijego Aki nie zasłużył na taką śmierć twórca csm odebrał mu wszystko co mógł mieć co tak naprawdę marzył. Ta śmierć wynikająca z okrutnego świata, w którym postaci są pionkami w rękach potężniejszych istot. Takich jak Makima która go śmiała do paktu z nią tym samym jej plan złapania palnika który był tak naprawdę przynętą Żeby wykorzystać USA do mordobicia przestawiony w groteskowy sposób powrót gun devil pojawia się żeby unicestwić makime ale ona wykorzystuje moce paktów demonów które oddały jej się całym sobą aki aniołek i drugo planowi próchniejąc i osłabiając palnika wykorzystuje kontrolę nad nim przemijając akiego magusa broni palnej z którym miał się zmierzyć Denij a Tragedia Akiego polega na utracie człowieczeństwa, wykorzystaniu jego marzeń i ostatecznym, bezsensownym końcu, który łamie serce Denjiego. Denji został zraniony bo makima chcę tylko pragnie serca pochity chcę je zdobyć w najgorszy brutalny sposób odebrać dniejmu wszystko co kochał najbardziej Szczerze najsmutniejsza scena dla mnie to "gry" w bitwę na śnieżki co jest symbolicznym przedstawieniem akiego ostatnich, spokojnych wspomnień ostatecznie zostaję zabity przez Denij po tym zobaczył jak pierwszy raz płacze, przed śmiercią mógł w końcu się pobawić z bratem który tak naprawdę w tej wizji wszedł z żywo bo tak naprawdę to paniak zabił jego rodzinę kiedy brat poszedł po rękawice z pierwszego sezonu to w sumie zatacza się koło. Narysuje ten rysunek na pamiątkę... Podsumowując Aki zaczął traktować ich jak młodsze rodzeństwo (Power jako siostrę, Denjiego jako brata). Troszczył się o ich bezpieczeństwo, chronił ich podczas misji. Aki kochał się w Makime czyli w niewłaściwej osobie która wykorzystała go tylko żeby zranić Denijego...
szymon oziębło - awatar szymon oziębło
ocenił na 8 3 miesiące temu
Miecz zabójcy demonów - Kimetsu no Yaiba #18 Koyoharu Gotouge
Miecz zabójcy demonów - Kimetsu no Yaiba #18
Koyoharu Gotouge
POPKulturowy Kociołek: Tanjirou i Tomioka stają naprzeciwko naprawdę groźnego przeciwnika, którym jest Akaza. Demon o randze Większego Księżyca Trzeciego już udowodnił swoją potęgę, pokonując wcześniej jednego z filarów. Nic więc dziwnego, że obaj bohaterowie w początkowej fazie bitwy zmuszeni są do defensywy. Napędza ich jednak przemożna chęć zemsty, która znacząco dodaje siły. Nie jest jednak pewne czy odniosą oni ostateczny sukces. Jedną nadzieją na zwycięstwo jest bowiem przekraczanie własnych ograniczeń i wkroczenie na zupełnie nową ścieżkę siły. Nie jest to jedyna walka zaprezentowana w mandze Miecz zabójcy demonów tom 18. Autor poświęca tu również trochę uwagi walce Kanao i Doumy, w której również nie brakuje widowiskowości i emocjonalności. Osiemnasta odsłona serii wypełniona jest więc po brzegi mocną akcją, która powinna mocno zachwycić fanów serii. Zaprezentowane tu potyczki są jednymi z najbardziej intensywnych, jakie do tej pory pojawiały się na łamach komiksu. Podkręcona do granic możliwości widowiskowość to jednak niejedyne zalety tytułu. Autor kolejny bowiem raz sięga po wyraziście emocjonalne elementy scenariusza, które spowalniają trochę tempo wydarzeń, nadając im tym samym jeszcze większej intensywności. Ważną rolę w tomiku odgrywa eksploracja historii z punktu widzenia demonów, nadająca warstwy złożoności antagonistom, a tym samym całej opowieści. W rozbudowanych retrospekcjach poznajemy tu przeszłość Akazy i powody, dla których stał się on demonem. Dzięki nowym faktom zaciera się jasno nakreślona granica dobra i zła i postać ta staje się mniej jednoznaczna.... https://popkulturowykociolek.pl/miecz-zabojcy-demonow-tom-18-recenzja-mangi/
PopKulturowy - awatar PopKulturowy
ocenił na 8 2 lata temu
One-Punch Man tom 6 - Przepowiednia Yusuke Murata
One-Punch Man tom 6 - Przepowiednia
Yusuke Murata ONE
Bohaterowie klasy S oraz Saitama zostają pilnie wezwani do głównej siedziby Stowarzyszenia. Tam dowiadują się o tajemniczej przepowiedni, którą przed śmiercią pozostawiła wielka prorokini Siwababa. Wygląda na to, że Ziemi zagraża kolejne niebezpieczeństwo! Co to takiego!? Czy elitarni bohaterowie połączą siły, by ocalić świat!? Kolejny tom, który tak naprawdę jest dopiero preludium do ciekawszych rzeczy. No i bohaterowie klasy S mogą pokazać się w pełnej krasie - czyli jako nadęte dupki z wybujałym ego! Nie wszyscy oczywiście, jednak bardzo szybko da się wyłapać, że klasa S to nie tylko pewien poziom siły, ale również stan umysłu. Chociaż czy choć trochę nie można im wybaczyć odrobiny arogancji? Są wysyłani do najgorszych, najniebezpieczniejszych misji - do takich, przy których niektórzy srają po gaciach na samą myśl. Chyba dobrym stwierdzeniem będzie, że to są ,,potwory” służące do radzenia sobie z jeszcze większymi potworami. Dobra - klasa S klasą S, ale co tam u Saitamy? Po staremu! Wbija na statek kosmitów i idzie przez niego jak wichura, niszcząc i mordując co mu w drogę wlezie. Aż w końcu natrafia na głównego bossa - Borosa. Kosmiczni piraci i galaktyczny przerażający imperator… okey, ale dizajn Borosa jest ZA-JE-BI-STY. Don’t change my mind. W każdym kadrze wyglądał przekozacko, nawet gdy dostał ,,plaskacza” od Saitamy. Większość potworów - nie wyłączając Króla Głębin - była przedstawiana dość… frywolnie, że tak powiem. Nawet sam Król miał niezupełnie poważny projekt wyglądu (co i tak nie przeszkadzało mu w byciu groźnym przeciwnikiem). Jednak wystarczy jedno spojrzenie na Borosa i wiadomo, że tym razem ma się do czynienia z czymś zupełnie innym. Czy będzie to godny przeciwnik dla Saitamy? Kto wie, ale dla czytelnika pojedynek zapowiada się naprawdę ciekawie! Tylko ta okładka…
TerraEpsilon - awatar TerraEpsilon
ocenił na 8 2 lata temu
Moja gwiazda #1 Aka Akasaka
Moja gwiazda #1
Aka Akasaka Mengo Yokoyari
Opinia całej serii: Bardzo mi się podobała. Kreska przecudowna, fajne prowadzenie fabuły. Kiedy zaczynałam czytać nie mogłam się oderwać, a kiedy musiałam bardzo tego nie chciałam. Fajny character development, szkoda tylko, że zabrakło czasu (?) na rozwinięcie pozostałych bohaterów, bo uważam że ich arc byłby naprawdę ciekawy, ponieważ każda postać wydaje się skrywać ciekawą historię za fasadami publicznego wizerunku. SPOILER (?) Zastanawia mnie tzn crow girl, była ona bóstwem (raczej), które miało z mojej perspektywy za akumulator pewnych działań i niejakiego narratora, dzięki któremu fabuła miejscami miała nabierać sensu i klarowności. W sumie całkiem spoko zabieg, ale jednak nie jestem w 100% co do niej przekonana, ponieważ nie spodziewałam się nadprzyrodzonych postaci i wydarzeń w tej opowieści (oczywiście poza samą reinkarnacją yk). Ostatecznie na nią nie narzekam, bo sama nie mam pojęcia jak poprowadzić fabułę bez niej. KONIEC SPOILERA Kontynuując (moje fascynujące rozważania) Myślę że mam do wypowiedzenia się jeszcze tylko o zakończeniu, które moim zdaniem było bardzo fajnie przemyślane, i mimo tego , że preferuję te wesołe. Podobał mi się pomysł na nie, co muszę przyznać z bólem, bo mnie zabolało. Jedyne co mam do zarzucenia w jego kwestii, to fakt, że było ono bardzo pośpieszone. Myślę, że lepszym pomysłem byłoby rozbicie i tak już grubszego tomiku 16 na dwie części i głębsze rozwinięcie zakończenia w tomie 17, lub może nawet 18. Nie wiem ile takie rozwinięcie mogłoby potrwać, żeby było odpowiednio rozwinięte i równocześnie nie zbytnio przeciągnięte. Ostatnie akty były przedstawione w formie opowieści z punktu widzenia narratora z towarzyszącymi temu ilustracjami. W sumie spoko zabieg, ale (powtórzę) sprawiło to, że zakończenie było króciutkie. Chociaż w sumie może o to chodziło? Niezależnie od wszystkich wad uważam, że jest to manga warta poświęceniu czasu. Anime, mimo, ze obejrzałam tylko pierwszy sezon też polecam. (Za długo czekałam na kolejne, więc kupiłam i przeczytałam mangę)
Waleria - awatar Waleria
oceniła na 8 8 dni temu

Cytaty z książki Miecz zabójcy demonów - Kimetsu no Yaiba #15

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Miecz zabójcy demonów - Kimetsu no Yaiba #15