Nie da się nie lubić, a przede wszystkim nie szanować świata popkultury, wtedy gdy jego twory łamią wszelakie schematy: w scenariuszu, kreowanej konsekwentnie lub nie fabule, w wątkach, graficznych bądź ogólnie wizualnych, w zależności od rodzaju medium: czy jest to książka, film, komiks etc., elementach kadrów, obrazu i rysunku. Gdy coś wychodzi poza przyjęte ramy stereotypu i tej aż zbyt typowej normalności, czegoś nam znanego, i ,,z buta” kupuje sobie w oczach odbiorców uznanie, bądź przynajmniej uchodzi w ich perspektywie za coś tak specyficznego, wybitnie innego i indywidualnego, że nie da się wokół takiego dzieła przejść obojętnie i wyrażać choćby ku niemu minimalne uznanie, dopiero wtedy można mówić, że różnorodna popkultura, w której nie brak tej odważnej nieszablonowej inności, pierwiastka świeżości tudzież odwagi twórczej w wyrażaniu swoich poglądów na świat ,,oczami warstwy fabularnej i graficznej swojego komiksu, noweli, filmu, serialu animowanego”, to jej najlepsza ,,odmiana”, ba!, to kultura masowa najlepsza pod słońcem, która staje się nie tylko ,,zapchajdziurą czasu wolnego” rozrywką, ale i czymś dużo, dużo głębszym i ważniejszym.
Aspekt odrębności i szeroko rozumianej wyjątkowości w popkulturze jest obecny w każdej jej warstwie, formie, rodzaju treści. Dzięki globalnemu ,,wolnemu słowu”, idei wyrażania własnych myśli, pragnień, celów etc. poprzez różnego rodzaju ,,ekspresje twórcze”, np. jak te, które tak dobrze znamy w popkulturze, można zrozumieć, że bodaj tylko w taki sposób nasza ,,masówka” potrafi być dla odbiorcy obfita w różnorodność (ilość, jakość, styl, rodzaj medium) oraz element łamania schematów, oryginalności. A co za tym idzie: w ogóle w taki – i to chyba jedyny konkretny - sposób nasze cywilizacyjne popkulturowe dziedzictwo jest w stanie ewoluować, rozwijać swój ekspresyjny cykl życia. I dzięki temu to, czego możemy doświadczyć, obejrzeć, przeczytać, zasmakować najgłębiej swymi popkulturowymi zmysłami tak jak się da, jest obszerniejsze, sprawiające wrażenia bardziej przystępnego, łatwiejszego w odbiorze i indywidualnej, intymnej akceptacji, analizie. Gdyby Świat ciągle krył się w mrokach wojennej zawieruchy, dyktatur, średniowiecznej apoptozie dla rozwoju ludzkiego umysłu i pragnień odkrywania, rozrywka może i ,,jakaś tam” sobie by dzisiaj była, ale ,,raczyła" by nas sobą jako ta wyjałowiona, schematyczna, powtarzająca się rozrywka, jak z kontrolowanego antyutopijnego snu. I w końcu powiedzmy to szczerze, co jest podsumowaniem niniejszych akapitów, jako wstęp do recenzji pewnego to ,,o co w tym wszystkim w kulturze masowej chodzi”, łamiącego cholernie odważnie schematy twórczo-koncepcyjne dzieła z materii japońskiego komiksu: cieszmy się z tego, jak popkultura wygląda obecnie, mimo jej wiadomych… bo przecież nic nie jest idealne i wieczne niekiedy słabszych jak i lepszych momentów – wyrażanie siebie, dawanie coś od siebie dla innych, jeśli to co się tworzy jest częścią szerszego, bardziej różnorodnego, obfitszego w inności zbioru, to podstawowa cecha ludzka współczesnego, sądzę, trzeźwo myślącego człowieka, tym bardziej odważnego twórcy.
,,Dorohedoro”, bo o to Uniwersum zarówno w mandze jak i anime się niniejszym rozchodzi, to bardzo indywidualne zbiorowisko narracji i fabuły, zamknięte w specyficznej, mocno nietuzinkowej grafice – mowa tu zarówno o anime jak i o archetypie komiksu, na podstawie którego ta słynna seria odcinków o kochającym pierożki Gyoza Kaimanie powstała. I owy indywidualizm, opisywana inności, to w przypadku tego Świata ,,ekspresyjna odmienność, nieprzewidywalność, ba!, bogata fantasmagoryczność – wszystko to wyraża się w co najmniej, że tak to po geekowsku ujmę: mega-ultra-wyjątkowej konstrukcji świata przedstawionego ,,Dorohedoro", gdzie widz czy czytelnik Uniwersum obcuje z czymś jakby nie do zapomnienia: z bardzo, bardzo wyjątkowymi tak zwanymi ,,innawymi” wymiarami (bo ,,Dziurę” przykładowo trudno jest nazwać po prostu zwykłym obszarem, ot miejscem akcji) przestrzeniami, płaszczyznami, kieszeniami w zagłębieniach rzeczywistości, gdzie opisuje się całe sedno fabuły, kreują się wątki i wydarzenia, i to wyrażone w postaci inteligentnie dobranej, celowo chaotycznej, bo brzydota potrafi tu kontrastować z pięknem, szacie graficznej, która wbija się w umysł odbiorcy, tak że zostaje tam na zawsze; zdecydowanie stylistyka mangaki Kyu Hayashidy, która tworzy w każdej warstwie mangę ,,Dorohedoro” jest szalenie imponująca i powalająca w oryginalności, ekspresyjności kreślonej każdej kreseczki, cienia, konturu jak i wyrażanego w dymkach na kadrach koło postaci słowa. Mimo ambitnej, solidnie warsztatowo zrealizowanej, także merytorycznie pod względem podejścia do adaptowania mangi Kyu, przeniesionej na mały ekran, animacji, która w pierwszym sezonie liczy sobie niespełna 12 odcinków, to ,,Dziura" oraz wszystkie inne przestrzenie, w której toczy się akcja ,,Dorohedoro”, ba!, całe to kuriozum, które pod tą nazwą, w tym Świecie się kryje, najlepiej smakuje w medium mangowym. I sam na własnej skórze się o tym przekonałem, nie tak dawno zresztą dzięki lekturze pierwszego tomu mangi omawianego ,,Dorohedoro”, co dobitnie to przedłużył i podsumował moje zdanie o tym dziwnym, ale i tak atrakcyjnym Uniwersum drugi tom, ot przeczytany zaledwie wczoraj. Bo Hayashida jest niezwykle odważną mangaką: zdaje się być pełna idei, pomysłów, myśli, które chce ponad wszystko wyrazić, przy czym nie boi się tego robić; Kyu się do tego aż rwie, to artystka mająca w tym Uniwersum tyle do pokazania i opowiedzenia, że… kruca fuks, to aż w głowie się nie mieści. Mówi sporo o bohaterach, wątkach, nieprzewidywalności samego funkcjonowania ,,Dziury” i innych nazwijmy to ,,okolic” przestrzennych w ,,Dorohedoro”, robiąc to konsekwentnie, ekwilibrystycznie z łagodną przesadnością, jako część indywidualności, w tle. I sporo tego było w tomie 2 mangi, któremu się niniejszym poświęcam: bardziej tajemnicza, surowsza, cięższa w odbiorze część tej mangowej opowieści w stosunku do pilota komiksowego cyklu. Dostaliśmy sporo sprytu i kombinowania; przywitała nas także kolejna dawka łamania schematów opowiadania fabuły danego tworu i jego graficznego wykończenia – czyli jednym słowem ,,czysta oryginalność vol.2"!
,,Q” Hayashida wita nas w rozdziałach, a raczej (tak, i jak tu nie kochać tego nietuzinkowego spojrzenia nawet na pomysł na nazwę rozdziałów!) ,,Klątwach”, od #7 do #11 w obdartym z bogactwa materialnego, wiecznej idylli, prostoty szczęścia, brudnym i zniekształconym obszarze ,,Dziury”. Otwiera tom podobnie tempem kreacji wydarzeń jak w pilocie, z tym że do pieca dokładają w ,,dwójce” w odróżnieniu od ,,jedynki” mangi lepiej nakreślone kolorowe strony, ot kadry informacyjne, które zdaje się celowo mają narzucić czytelnikowi ,,sposób widzenia Świata” Dorohedoro przez autorkę. Gdy ,,kreska” wbija swój typowo ,,czarno-szaro-biały” mangowy graficzny bieg, całość opowieści tomu drugiego wcale nie traci na jakości. Płodny umysł ,,Q” daje nam konsekwentnie, ze strony na stronę, rozwijaną każdą minutę, każdą godzinę wizji działalności tego Świata, na papierze. Zresztą to Uniwersum w formie mangi, rzecz jasna w przeciwieństwie do ,,kolorowego anime”, które pokochali chyba wszyscy, może być odbierany w sposób ,,trudny” i mało akceptowalny przez typowego niedzielnego czytelnika mang. To nie Świat, nie ,,kreska” dla każdego. A jeśli kochasz odmienność i ,,łamanie schematu w popkulturze”, o którym tu mowa, to tylko w tym przypadku kuriozum Dorohedoro może być dla Ciebie. Kochasz atypowość, bazgroły tej szalonej mangaki na kadrach niczym kładzionych jakimś rysikiem, czy kreślonym przez uczące się rysować dziecko, tym bardziej zabieraj się za ten tytuł. Dla niepewnych… niestety, to nie jest ten gatunek, ta rzeczywistość, ten styl od wyjątkowo odważnej i oryginalnie traktującą swoją pracę i powinność Hyashidy.
W całym tym wielkim tyglu fabularnej (no a jakże by inaczej: graficznej również!) kalejdoskopowo kreślonej różności i inności tomu 2 pracy ,,Q” ważną rolę odkrywa poczucie humoru – gdyby nie wdarło się ono w tą narrację, jak tu, w ten polot ogólnej ,,kreski”, jak tu, całość tomu nie miałaby takiego sensu, tego wybrzmienia i wyjątkowego smaku, który przecież mamy, i tak cenimy! Począwszy od wspomnianej modyfikacji nazwy ,,rozdziałów” oraz postaci Kaimana przez cudaczne i ,,heheszkowe” onomatopeje w dymkach, które naprawdę są humorkową wisienką na torcie w tych około 160 stronach treści, oraz chociażby to pierońsko dziwaczne wypunktowanie na zasadzie podsumowania tego, co ,,najważniejszego wiemy!” o wydarzeniach tomu, co z perspektywy mangaki powinniśmy uznać za najistotniejsze, tak aby było totalnie nietuzinkowo, zabawnie i merytorycznie w kwestii informacji, które ,,na wczoraj!” powinniśmy wiedzieć ultra-koniecznie z wydarzeń ,,Klątw” od 7 do 11, a skończywszy na fabularnych pomysłach, jak te z magicznie ożywianymi Zombiakami czy wątkiem nieporadnej Ebisu i rozkojarzonego Fujity oraz spotkaniem ekipy Ena z Kaimanem i Nikaido - tak, to tylko najważniejsze elementy ukazujące, że groteska, śmieszna obsceniczność, ironia i ogólny humor są integralną częścią całości tomu. W ogóle to jest tak rozdarty innościami, tak rozciągnięty, bo ambiwalentny z lekka fabularnie, cykl z serii, że w większości doświadcza się go z szeroko rozdziawioną szczęką i rogalem tej chorej satysfakcji na twarzy, z tego co ma się przed sobą, zwłaszcza jeśli jest się miłośnikiem tego gatunku, tego stylu opowiadania i rysowania i całej, całej reszty, którą reprezentuje manga ,,Dorohedoro”.
Eklektyczne, totalnie zbzikowane, również nie patyczkujące się w odwadze kreowania graficznego stylu nadającego ton opowieści tej mangi, przygody wszystkiego tego, co może wydarzyć się w nazwijmy to ,,MetaVersum Dziury” to ten sam wysoki poziom wykładania kawa na ławę przez naszą mangabę form świata przedstawionego, losów bohaterów i ich emocji etc., co w pilocie mangowego Świata ,,Dorohedoro". Tak samo jak w tomie 1 i tu historia kończy się co najmniej zagadkowo, nastrajając nas na kolejną konfrontację Ena z Teamem Kaimana oraz kolejne poszukiwania Czarodzieja przez Kaimana właśnie, który zamienił go w znanego nam humanoidalnego gada. Niepotrzebne jedynie okazały się te dziwaczne krótkie ,,komiksowe dodatki" na samym końcu, lekko wytracające tempo narracji tomu.
Opinia
Świetna Manga, fabuła od początku zaskakuje I wciąga przez co nie mogę oderwać się od czytania. Jestem szczerze ciekaw jak dalej się to potoczy, co autor nam zaprezentuje i jak rozwinie cały świat Przedstawiony. Zapraszam też na swojego bloga https://okonapopkulture.blogspot.com/
Świetna Manga, fabuła od początku zaskakuje I wciąga przez co nie mogę oderwać się od czytania. Jestem szczerze ciekaw jak dalej się to potoczy, co autor nam zaprezentuje i jak rozwinie cały świat Przedstawiony. Zapraszam też na swojego bloga https://okonapopkulture.blogspot.com/
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to