Michał Waleczny

Okładka książki Michał Waleczny
Danuta Bieńkowska Wydawnictwo: Wydawnictwo "Śląsk" Seria: Z medalionem historia
190 str. 3 godz. 10 min.
Kategoria:
historia
Format:
papier
Seria:
Z medalionem
Data wydania:
1975-01-01
Data 1. wyd. pol.:
1975-01-01
Liczba stron:
190
Czas czytania
3 godz. 10 min.
Język:
polski
Średnia ocen

                6,2 6,2 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Michał Waleczny w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Michał Waleczny

Średnia ocen
6,2 / 10
18 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
6019
835

Na półkach:

Myśl przybliżenia polskiemu czytelnikowi kompletnie u nas zapomnianej postaci Michała Walecznego, żyjącego na przełomie XVI/XVII w. hospodara wołoskiego, a przez kilka miesięcy również księcia Siedmiogrodu i hospodara Mołdawii, jest jak najbardziej słuszna. To bohater legend ludowych, a od XIX w. również oficjalny bohater narodowy Rumunii, traktowany jako prekursor zjednoczenia tego państwa w obecnych granicach (z wielką szkodą i krzywdą dla Węgier dodajmy, o czym Autorce nie wypadało w czasach socjalistycznych wspominać). Dzieje Michała Walecznego, marzącego o zwycięskiej wojnie z Turcją (stoczył i wygrał z wojskami tureckimi niejedną bitwę) oraz wyzwoleniu swego narodu są niezwykle barwne, dramatyczne i na koniec tragiczne. Zmuszony lawirować pomiędzy ościennymi potęgami, Turcją, cesarstwem Habsburgów oraz Polską, częściej niż z wojskami islamu walczył przeciwko chrześcijanom. Odegrał również sporą rolę w południowo-wschodniej polityce Rzeczpospolitej, a Polska w decydującym stopniu przyczyniła się zbrojnie do jego upadku. Śmierć dosięgła natomiast Michała wskutek podstępnych knowań Habsburgów oraz pozostających w ich służbie urzędników i generałów. Pomimo tego, w naszym kraju mało kto obecnie o Michale Walecznym słyszał, stąd słuszny zamysł D. Bieńkowskiej.
Gorzej wypadło wykonanie. Autorka skorzystała ze stosunkowo nielicznego zestawu literatury, głównie rumuńskojęzycznej oraz polskiej (tutaj opracowania ogólne), za pośrednictwem której cytuje również teksty źródłowe. W przypadku pracy popularyzatorskiej można to uznać za dobrą monetę. Poważniejszy zarzut polega na powierzchownym i chaotycznym przedstawieniu tematu. W niezbyt obszernej publikacji (ok. 160 stron druku) poświęconej w założeniu postaci Michała Walecznego, samego Michała jest bardzo niewiele. D. Bieńkowska pisze raczej o ogólnej sytuacji na południowo-wschodnich kresach Europy na przełomie XVI/XVII w. Michał pojawia się często w tle, niemalże jako dodatek. A przecież źródła przydatne dla oświetlenia jego postaci istnieją: korespondencja dyplomatyczna, memoriały, kroniki, nawet coś w rodzaju autobiografii bohatera. Kompozycja książki jest przy tym bardzo chaotyczna. Autorka nie utrzymuje porządku chronologicznego, przeskakuje z tematu na temat, często wikła się w niepotrzebne, pozbawione związku z zasadniczym tokiem wykładu dygresje (np. opis traumatycznego dzieciństwa przyszłego króla Zygmunta III Wazy, urodzonego i wychowanego w więzieniu). Czyżby chodziło o nabijanie objętości? Z drugiej strony kwestie bezpośrednio odnoszące się do Michała Walecznego przedstawione zostały niejednokrotnie powierzchownie i skrótowo. Walorem pracy jest przybliżenie tragicznej istotnie sytuacji politycznej i społecznej księstw naddunajskich, w których narzucani przez Turcję hospodarowie zmieniali się co kilka lat, myśląc głównie o zebraniu środków na opłacenie się tureckim dostojnikom oraz konstantynopolitańskim kupcom, którzy pożyczyli uprzednio pieniędzy na wręczone przed nominacją łapówki. Żaden z tych tzw. „władców” nie mógł spodziewać się dłuższego panowania, większość liczyła tylko na to, że zdążą wycisnąć z poddanych i umieścić za granicą tyle środków, by zapewnić sobie następnie zamożne życie. Na tym tle postać Michała Walecznego przybiera kontury rzeczywiście bohaterskie. Szkoda, iż D. Bieńkowska zarysowała je cokolwiek niewyraźnie.

Myśl przybliżenia polskiemu czytelnikowi kompletnie u nas zapomnianej postaci Michała Walecznego, żyjącego na przełomie XVI/XVII w. hospodara wołoskiego, a przez kilka miesięcy również księcia Siedmiogrodu i hospodara Mołdawii, jest jak najbardziej słuszna. To bohater legend ludowych, a od XIX w. również oficjalny bohater narodowy Rumunii, traktowany jako prekursor...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

41 użytkowników ma tytuł Michał Waleczny na półkach głównych
  • 22
  • 19
26 użytkowników ma tytuł Michał Waleczny na półkach dodatkowych
  • 11
  • 4
  • 4
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Michał Waleczny

Inne książki autora

Danuta Bieńkowska
Danuta Bieńkowska
Danuta Bieńkowska (1920-1992) - polska pisarka, autorka utworów dla młodzieży, eseistka, tłumaczka literatury rumuńskiej. Ukończyła Wydział Medyczny Uniwersytetu w Bukareszcie ze stopniem doktora. W latach 1946-53 mieszkała we Wrocławiu. Debiutowała w 1946 jako autorka sztuki "Krzysztof". Od 1954 mieszkała w Warszawie.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Henryk Walezy Stanisław Grzybowski
Henryk Walezy
Stanisław Grzybowski
Co jakiś czas biorę "na tapetę" biografię polskiego władcy, więc teraz padło na pierwszego króla elekcyjnego. I tutaj, muszę przyznać, nawet mnie zaskoczyła, ponieważ obraz tej postaci jaki wyłania się po jej przeczytaniu znacznie odbiega od tego, co zapamiętałem ze szkoły. Ugruntowała się bardzo negatywna ocena Henryka Walezego w polskiej pamięci przez dość uproszczony przekaz zawarty w podręcznikach szkolnych: porzucenie tronu przez zniewieściałego sodomitę, ignoranta, który gorszył Polaków swoim zachowaniem. O ile ucieczki z Polski autor jakoś zaciekle nie broni (sama w sobie naruszała ona majestat Rzeczypospolitej), to analiza polityki jego matki Katarzyny Medycejskiej, porównanie panowania w Polsce i we Francji są zaskakujące. Faktem jest, że nie chciał polskiego tronu, ale zgodził się ze względu na matkę i brak perspektywy ma tron francuski; Polska z jej ustrojem nie była mu obca, ponieważ francuski wywiad zgromadził sporo wiadomości, z którymi się zapoznał; był obeznany z pracą biurowo-administracyjną; radził sobie przez krótki czas pobytu w Polsce z parlamentaryzmem, ponieważ we Francji również miał z tym do czynienia (absolutyzm to dopiero wiek następny). Autor, po porównaniu obu krajów, stawia ciekawą tezę, że ówczesna Polska była krajem potężniejszym przez stabilność państwa, pokój wewnętrzny i lepszą świadomość ówczesnych polskich elit, niż targana wojnami religijnymi, rozdarta na prawie niezależne prowincje, rządzone przez udzielnych magnatów, ze słabą (nawet wtedy słabszą niż w Polsce) władzą króla Francją (taki może mały przytyk do Walezego, że Polski jednak nie docenił). Nie można mieć do niego pretensji, że po śmierci brata, jako Francuz wolał tron w swoim rodzinnym kraju. Jeżeli ktoś popełnił błąd, to Polacy, którzy nie mieli tak dobrze rozpracowanej analizy sytuacji we Francji, jaką miała, w przeciwieństwie do nich na temat Polski Katarzyna Medycejska, główna sprawczyni tej całej awantury. Jest jedna rzecz, którą w Polsce docenił Henryk Walezy w ciekawym fragmencie na temat pokoju religijnego.
edan - awatar edan
ocenił na 8 1 rok temu
Kniaź Jarema Jan Widacki
Kniaź Jarema
Jan Widacki
Kniaź Jarema Wiśniowiecki to jedna z najbardziej osławionych i zarazem kontrowersyjnych postaci w dziejach Rzeczpospolitej Szlacheckiej. Dla współczesnej mu szlachty bohater i zbawca ojczyzny, dla dworu i „umiarkowanych” mężów stanu niebezpieczny awanturnik, krzyżujący dalekosiężne plany polityczne. Dla potomnych i historyków znakomity wojownik, obrońca kresów, posągowa postać z „Ogniem i mieczem” Henryka Sienkiewicza, dla innych warchoł, sobiepan, tchórz, zdrajca, okrutny sadysta, „rzeźnik ludu ukraińskiego” (chociaż Rusin z urodzenia). Jan Widacki nie jest zawodowym historykiem, napisał jednak bardzo dobrą, popularnonaukową biografię księcia. Wykazuje znakomitą orientację w ówczesnych stosunkach politycznych, zarówno wewnętrznych jak i międzypaństwowych, naświetla obyczajowość i mentalność siedemnastowiecznej szlachty Rzeczpospolitej. Na tym tle kreśli szeroki, obiektywny wizerunek księcia i jego działalności. Nie pomija stron ujemnych (warcholstwo, przechodząca wręcz w butę duma), podkreśla też jednak niedostrzegane zazwyczaj zalety (talenty organizacyjne i gospodarcze wykazane przy zasiedlaniu Zadnieprza, wewnętrzna, pozytywna przemiana charakteru księcia w ostatnich latach życia). Uwypukla wynoszone tradycyjnie pod niebiosa odwagę na polu bitwy, charyzmę i talenty militarne kniazia Jaremy (zaznacza tu jednak, iż nigdy nie potwierdził ich w skali strategicznej czy nawet operacyjnej – Wiśniowiecki nie miał bowiem okazji, by kiedykolwiek samodzielnie dowodzić większymi zgrupowaniami wojska), stara się wytłumaczyć przejawy okrucieństwa (osławiony kat Ukrainy stosował się do ówczesnych obyczajów, także prawnych; o dziwo, znacznie większym okrucieństwem wykazał się na kresach bohater narodowy wojny szwedzkiej Stefan Czarniecki, o czym często wolą zapominać jego admiratorzy). W sumie wyłania się obraz Jaremy Wiśniowieckiego jako postaci skomplikowanej, przechodzącej nadto w ostatnich, dramatycznych latach życia proces przemiany wewnętrznej. Autor zdaje się przy tym podzielać poglądy polityczne księcia na sposób rozwiązania problemu kozacko-ukraińskiego w połowie XVII w. Oczywiście, rozmowy i ustępstwa byłyby korzystne dla wszystkich (i zapewne ocaliłyby Rzeczpospolitą przed upadkiem), ale na to był czas przed 1648 r. Niestety, szlachta z różnych powodów nie potrafiła się na takie ustępstwa zdobyć, co doprowadziło do katastrofy. Natomiast po wybuchu powstania Chmielnickiego, kolejnych klęskach, zagładzie armii oraz niewyobrażalnej rzezi szlachty, katolickiego i unickiego duchowieństwa, Żydów, do której doszło na Ukrainie, jakiekolwiek rozmowy nie miały sensu i pogłębiały tylko paraliż oraz słabość państwa. Wiśniowiecki uważał, iż należy najpierw pokazać siłę, rozmawiać ewentualnie później. Ukazania siły Rzeczpospolitej w bitwie pod Beresteczkiem w 1651 r. wreszcie się doczekał (odegrał w niej istotną rolę), a że zwycięstwo to zmarnowano i nie przyniosło ono trwalszych efektów nie było już jego winą, bo w kilka tygodni później zmarł nagle w trakcie kampanii. Ze stanowiskiem księcia, aprobowanym przez Autora biografii, trudno się nie zgodzić. Jan Widacki oprócz dobrej znajomości tematu dysponuje ważnym dla popularyzatora nauki lekkim piórem. Pisze w sposób płynny, żywy, wciągający. W sposób jasny i konkretny ukazuje istotę omawianych kwestii, w razie kontrowersji historiograficznych przedstawia sporne stanowiska i przytaczane argumenty, zwykle zajmuje własne stanowisko. Z powodzeniem stara się utrzymać chronologiczny porządek wykładu. Nie wikła się w tematy poboczne, unika rozwlekłości, jałowych rozważań, popisów eseistycznych (stanowią one minus innej, niezłej skądinąd popularnonaukowej biografii czy raczej eseju poświęconego postaci księcia Jeremiego autorstwa Romualda Romańskiego, którą niedawno czytałem). Sam temat jest zresztą tak pełny dramatyzmu, że dodatkowych zabiegów literackich właściwie nie wymaga. Warto podkreślić, iż książkę napisano i wydano w początkach lat 80-ych XX w. Wyrażane bez ogródek opinie Autora zadziwiają w tym trudnym okresie śmiałością i nonkonformizmem. Już samo podejście do problemu ukraińskiego szło pod prąd ówczesnej, oficjalnej linii politycznej (popieranie idei zbrojnej pacyfikacji „powstania ludu ukraińskiego” w duchu księcia Jeremiego). Jeszcze odważniej wybrzmiewają opinie na temat Rosji oraz metod prowadzenia przez to państwo polityki zagranicznej, czy choćby dyplomacji. Autor porusza tę kwestię przy okazji pobytu w Polsce poselstwa rosyjskiego w 1650 r., przedstawiając i oceniając politykę oraz dyplomację rosyjską jako barbarzyńskie i prymitywne, prowadzone bezpardonowo z pozycji siły, szokujące dla narodów bardziej cywilizowanych. Związek księcia Wiśniowieckiego z pobytem poselstwa był tylko pośredni, jako jeden z senatorów listownie doradzał królowi oraz kanclerzowi sposób postępowania i temat można było w zasadzie pominąć. Jan Widacki omawia go jednak szeroko, wskazując na trafność rad udzielonych przez księcia – na siłę odpowiadać siłą, bo tylko to Rosja rozumie i szanuje. Autor dodaje od siebie, iż kraje „zachodu” (w ówczesnych realiach Europy Zachodniej) nie mają o tym pojęcia i ulegają różnym złudzeniom. Wydarzenia późniejszych stuleci, i niestety również obecne, wręcz z ostatnich dni (sierpień 2025 r.), w sposób jednoznaczny potwierdzają, iż w Rosji niewiele się zmieniło, a rady Jeremiego Wiśniowieckiego zachowały słuszność i aktualność. Na koniec kwestia przyczyn niespodziewanej śmierci Jeremiego Wiśniowieckiego. Książę zmarł w stosunkowo młodym wieku 39 lat, będąc w pełni sił, w trakcie kampanii wojennej. Choroba pojawiła się nagle i trwała tydzień. Podejrzewano otrucie z inspiracji hetmana Mikołaja Potockiego, osobistego wroga księcia (zresztą jednego z bardzo wielu). Aby położyć kres grożącym buntem wojska plotkom przeprowadzono sekcję zwłok, która niczego podejrzanego nie wykazała. Tajemnica pozostała do dziś niewyjaśniona, choroba mogła przecież pojawić się z przyczyn naturalnych, w obozach ówczesnych armii nigdy nie brakowało różnego rodzaju niebezpiecznych infekcji. Jan Widacki, naukowiec i prawnik-praktyk zajmujący się kryminologią sądową, był osobą kompetentną, by zmierzyć się z tą zagadką. Opisane objawy choroby księcia odpowiadają symptomom zatrucia związkiem arsenu. Były to „popularne” wówczas rodzaje trucizn, siedemnastowieczni lekarze nie potrafili bowiem wykryć ich śladów w ciele zmarłego. Ślady te mogą natomiast ujawnić współczesne metody medycyny sądowej, pozostają przy tym obecne przez stulecia np. w tkance kostnej. Spróbowano więc przeprowadzić w 1980 r. badania domniemanych szczątków księcia, spoczywających w klasztorze świętokrzyskim. Nie przyniosły one jednoznacznego rozstrzygnięcia, przede wszystkim jednak dlatego, że nie ma pewności, czy są to rzeczywiście doczesne pozostałości Jeremiego Wiśniowieckiego. Został on wprawdzie istotnie pochowany (po kilkuletnich „wędrówkach”) na Świętym Krzyżu, ale w XVIII w. klasztor poważnie ucierpiał w wyniku pożaru, który objął również miejsce pochowku księcia. Istnieją poważne obawy, czy szczątki księcia Jeremiego nie uległy wówczas zniszczeniu, a ze względu na popularność tej postaci nie podłożono innych. W 1980 r. nie było możliwości, by odpowiedzieć na to pytanie. Trzeba jednak zauważyć, iż możliwości takie istnieją obecnie, w postaci badań genetycznych. Doskonałego materiału porównawczego mogłyby dostarczyć szczątki syna księcia Jeremiego, króla Michała Korybuta Wiśniowieckiego, spoczywające w katedrze wawelskiej. Przeprowadzenie takich badań wymagałoby jednak pokonania różnego rodzaju przeszkód natury prawnej, religijnej, obyczajowej i nie zostały dotąd podjęte.
Nefer - awatar Nefer
ocenił na 10 7 miesięcy temu
Michał Korybut Wiśniowiecki 1640-1673 Adam Przyboś
Michał Korybut Wiśniowiecki 1640-1673
Adam Przyboś
Dzieje rządów nieszczęsnego Króla Piasta można by sprowadzić do tekstu żartobliwej piosnki T-Raperów znad Wisły: „Mimo że był poliglotą, był niestety też idiotą - Król Korybut Wiśniowiecki, imię Michał. Koniec lekcji.” I chyba tak jest nadal postrzegany w potocznej świadomości historycznej. Stworzenie rzetelnej i ciekawej biografii tego władcy może jawić się w kategoriach rzeczy niemożliwych. Ale napisaną u schyłku życia książkę profesora Przybosia czyta się zaskakująco dobrze. Z okruchów wydarzeń powstało bardzo zgrabna i uporządkowana praca historyczna, w której za najciekawszą część uznaję fragmenty dotyczące niezwykle ostrego konfliktu między frakcjami malkontentów i regalistów. Z perspektywy czasu działalność stronnictwa magnackiego, do którego należał w tamtym czasie Jan Sobieski, jawi się cokolwiek dwuznacznie. Patrząc od strony li tylko politycznej trudno mówić o realnym utrzymaniu i sprawowanie władzy, pytanie czy po rokoszu hetmana Lubomirskiego i abdykacji Jana Kazimierza można byłoby wskazać osobę będącą w stanie unieść ciężar władzy w warunkach corocznie zrywanych sejmów. Obranie Michała Korybuta na króla wypadło w niezwykle trudnym momencie, gdy dominowały partykularne interesy rodowe, co zupełnie przerosło tego młodego wówczas człowieka. Reasumując bardzo ciekawa publikacja historyczna, wydana w bardzo zacnej serii wydawnictwa Universitas.
Kedar - awatar Kedar
ocenił na 8 2 lata temu
Cesarstwo rzymskie Colin M. Wells
Cesarstwo rzymskie
Colin M. Wells
Ramy chronologiczne niniejszej książki to lata 44 p.n.e. – 235 n.e. Blisko trzy wieki dziejów rzymskich musiał Autor zmieścić na nieco ponad trzystu stronach. Już sama niewielka objętość sprawia, że nie można „Cesarstwa rzymskiego” uważać za podręcznik historii starożytnego Rzymu. Stosunkowo najbardziej przypomina mi „Europę rzymską” (red. Edward Bispham) z serii „Zarys historii Europy”: nieduża publikacja, która ukazuje podstawy faktografii i ilustruje pewne istotne – acz niekoniecznie najistotniejsze – problemy epoki. Książka Colina Wellsa w moim odczuciu jest bardziej udana niż „Europa rzymska”. Bardzo klarowny podział rozdziałów: jeden poświęcony dziejom politycznym i militarnym, drugi gospodarce, społeczeństwu i życiu codziennemu, sprawdza się dobrze. Polityka dobrze tłumaczy sytuację mieszkańców Imperium i vice versa. Jak każdy badacz ma Wells swoje ulubione zagadnienia: sam przyznaje się do tego, że poświęcił rzymskiej prowincji Afryce więcej miejsca, niż to się zwykle czyni. Myślę jednak, że właśnie takie pogłębione spojrzenie skierowane na prowincje, na limes dunajski czy Wał Hadriana, pozwala lepiej zrozumieć fenomen Cesarstwa, niż ciągłe opisywanie samych tylko kampanii wojennych Trajana czy Septymiusza Sewera. Odnoszę wrażenie, że właśnie Autor chciał mocniej zaakcentować wyjątkowość Rzymu, pokazując zarazem, jak ułatwiał (i jak utrudniał) on życie swoim poddanym. Dużo miejsca poświęcił on również różnicom między okresem republikańskim a cesarskim. To niezwykle ważne kwestie, gdyż umożliwiają zrozumienie kluczowych procesów zachodzących w państwie cezarów: upadkowi dawnej arystokracji, czy wzrostowi znaczenia prowincji. W każdej publikacji poświęconej tak obszernemu zagadnieniu, historyk musi ująć pewne zagadnienia w sposób specyficzny, nieraz nowatorski. Musi uwypuklić pewne fakty kosztem innych. Wellsowi udało się to zrobić, a w jego subiektywnej narracji nie pominięto żadnych spraw pierwszorzędnych. Wiele jest natomiast uwag niezwykle trafnych, których brak w klasycznych podręcznikach. W książce znaleźć można dużą liczbę cytatów ze źródeł. Warto podkreślić, że ich proweniencja nie jest jedynie rzymska: Autor często korzysta choćby z tekstów Nowego Testamentu czy piśmiennictwa żydowskiego. Dla zrozumienia tego, czym było Imperium Romanum trzeba się też posiłkować taką bazą źródłową, wszak żyli w tym państwie nie tylko łacińskojęzyczni Italowie. Współczesnemu czytelnikowi mogą się też przydać liczne odwołania do kultury – zwłaszcza literatury – nowożytnej. Tego typu zabiegi w książkach historycznych często sprowadzają się do prób zestawiania starożytności z dzisiejszą popkulturą. U Wellsa jest inaczej, oczywiście in plus. Według mnie Autor trochę zbyt mało poświęcił wiekowi II (zwłaszcza w porównaniu z I stuleciem), przez co przyczyny kryzysu III w. nie zostały należycie wyeksponowane. Pewien niedosyt odczują też z pewnością miłośnicy rzymskiej wojskowości – o tej jest w książce niewiele. Mimo tych drobnych niedostatków z pewnością trzeba uznać „Cesarstwo rzymskie” Colina Wellsa za pozycję bardzo wartościową i stanowiącą dobre uzupełnienie podręczników historii Rzymu. Tomasz Babnis
Elevander - awatar Elevander
ocenił na 8 11 lat temu
Gustaw Waza. Ojciec państwa szwedzkiego czy tyran? Lars Olof Larsson
Gustaw Waza. Ojciec państwa szwedzkiego czy tyran?
Lars Olof Larsson
Historia Szwecji jest z punktu widzenia dziejów nowożytnych bardzo istotna, mimo iż traktowano ją wtedy jako kraj dosyć egzotyczny. Gustawa Wazę uznaje się prekursorem jej późniejszej potęgi. Wybrany na króla w 1523 r. w państwie, gdzie 2/3 chłopów posiadało ziemię na własność, kościół należał do największych obszarników, a „siła oręża oraz beczki z dobrym piwem stanowiła główny i przekonywający element ówczesnej kultury politycznej”, dokonał rzeczy wielkich i stawia się go w rzędzie z innymi najważniejszymi władcami tamtego okresu. Przyjmując luteranizm jako religię państwową, tak jak władcy reszty krajów reformowanych zsekularyzował majątek duchowieństwa, który stał się podstawą materialnej potęgi władzy świeckiej. Łatwego zadania Gustaw nie miał. W administracji musiał się opierać na ludziach dosyć miernych, „skarżył się, że Kościół przyciąga do siebie najzdolniejszych absolwentów seminariów, zostawiając mu nędzne resztki pijaków i piwożłopów, rozpustnych i nieokrzesanych prostaków, którzy bardziej nadają się do chodzenia za pługiem niż do zajmowania ważnymi i pilnymi sprawami państwa”. Jako głowa kraju nie znosił żartów ze swojej osoby. Potrafił być srogi i np. za wniesienie toastu przez jednego z żołnierzy za „Gustawa krowi zadek”, pozbawić nieszczęśnika życia. Rządy jego naznaczyły się typową dla epoki nowożytnej konsolidacją i wzmocnieniem władzy. Najważniejszą w ich trakcie sprawę, czyli zmarginalizowanie roli kościoła dla wywyższenia państwa, udało mu się przeprowadzić kapitalnie. Jednak jak zauważa autor, Gustaw „nie zawsze kruszył kopię w dobrej i słusznej sprawie, przeciwko szatanowi i jego wielkiej, różnobarwnej sforze i biskupom i innym tłustym katabasom, którzy tylko sami się bogacili, uciskali lud i otwierali bramy królestwa dla obcych władców – tyranów”. Książka napisana ładnym i przystępnym stylem. Mało jest u nas dobrych prac o historii Szwecji pióra szwedzkich historyków. Już sam ten fakt powoduje, że osoby zainteresowane Skandynawią oraz historią nowożytną i kluczowym dla niej problemem Reformacji, powinny sięgnąć po biografię króla, który jako dziadek naszego Zygmunta III Wazy, odegrał niebagatelną rolę w tejże epoce.
Munk - awatar Munk
ocenił na 8 3 lata temu
Jan Kazimierz Waza Zbigniew Wójcik
Jan Kazimierz Waza
Zbigniew Wójcik
Wciągnąłem się. To chyba najważniejsza rzecz, jaką nie-historyk, jedynie miłośnik historii, może napisać o tego typu pozycji. Autentycznie ciekaw byłem, jak się historia nieszczęśliwego króla będzie rozwijać, nawet mimo że w jakimś stopniu znałem ją przecież już wcześniej. Tym istotniejsze to, że autor nie uatrakcyjniał stylu jakim została napisana ta książka, nie było tu kart ala np. prof. Baszkiewicz, który pisane przez siebie biografie tworzył często tak, że właściwie mogły pełnić funkcje „czytadeł” :) Nie, żeby całkiem szedł w żargon naukowy, np. urocze było to, jak często kończył zdania wykrzyknikami :) ale też nie odszedł od niego całkiem. Może chciał a nie umiał, jakieś tam poszlaki by tak sądzić są (jak wyżej wzmiankowana kwestia wykrzykników) nie wnikam. Choć, co charakterystyczne, to moje wciągnięcie nieco podupadło w końcowych partiach książki. Chyba po prostu byłem wtedy zmęczony liczbą nieszczęść, które spadały na pechowego monarchę, dodajmy nieszczęść, które autor wymieniał tu jedno po drugim, poświęcając im od pewnego momentu po prostu kolejne rozdziały swojego dziełka. W jakimś stopniu wyglądało to, jakby odhaczał kolejne punkty z listy z długiej listy złych wypadków. Gorzej, że prof. Wójcik trochę nie umiał się zdecydować jeszcze co do innej sprawy: na ile chce pisać o Janie Kazimierzu, na ile zaś o jego epoce. Tak, postać ostatniego Wazy na polskim tronie zdaje się tu nader często ginąć w powodzi wydarzeń, niby mamy ciągle wzmianki o jego charakterze, neurotyzmie, niezdecydowaniu, ale i o jego licznych zdolnościach i skłonności do poświęcenia dla państwa, ale pojawiają się one tak punktowo, że tylko podkreśla to to, jak mało jest tu czasem Kazimierza w Kazimierzu. Taki najbardziej charakterystyczny może przykład: gdy w pewnym momencie po raz pierwszy w książce pada wzmianka o planach abdykacyjnych króla, uwarunkowanych przecież mocno przez jego charakter, to jest to tak nagłe, tak niespodziewane dla czytelnika, że bardziej już chyba nie mogło. Najwięcej – gdy idzie o charakter samego bohatera książki - dowiadujemy się na temat jego kochliwości i słabości do kobiet i jest to w miarę ciekawie opisane. Nie można przez to do końca powiedzieć, że w rezultacie nie dostajemy ani opowieści o życiu monarchy, ani o jego epoce, ale czasem się do takiej sytuacji zbliżamy, tym bardziej, że autor miejscami sam podkreśla, że pewnymi sprawami dokładnie się zajmować, z braku miejsca, nie będzie. Popatrzcie np. na to, jak mało w gruncie rzeczy dowiadujemy się o motywacji Jerzego Lubomirskiego w momencie, gdy wszczynał on swój słynny rokosz. Dlaczego to właśnie człowiek, który przez lata był pupilkiem dworu w tym momencie stał się jego czołowym przeciwnikiem? Można to jakoś wywnioskować z tej książki? Okej, chciał władzy, chciał być „polskim Richelieu” (to określenie pada w tekście), ale chyba łatwiej byłoby mu to robić w sojuszu z dworem, do którego miał przecież lepsze „dojścia” niż inni. I od razu jedna uwaga w kontrze do tego, co napisałem powyżej :) Co mnie mocno zaskoczyło, gdy idzie o stan Rzeczpospolitej w opisywanych czasach, to to, jak bardzo ów kraj był wtedy wciąż jeszcze podmiotowy. Jak bardzo wciąż był graczem na arenie międzynarodowej. Kojarzyłem, że w końcówce epoki Wazowskiej RON była już raczej przedmiotem polityk europejskich potęg. Nie. Tu staraliśmy się o sojusz z kimś, tu ktoś starał się o przymierze z nami, tu coś negocjowaliśmy, państwo kierowane przez Jana Kazimierza Wazę było (wciąż) czymś, co non stop działało i prowadziło politykę. Miało, właśnie wynikające ze swojej ciągle bardzo mocnej podmiotowości sukcesy, miało i mnóstwo klęsk, tych drugich było co prawda zapewne więcej, ale jak na okoliczności, w których się wtedy znajdowaliśmy, nie pogrywaliśmy źle. I główny sternik naszej polityki w tym czasie jak najbardziej też był megaważnym, świadomym i prowadzącym swoją grę, uczestnikiem tych rozgrywek. Grę przez cały czas służącą w jego mniemaniu najlepszym interesom rządzonego przezeń kraju, dodajmy. I to jedna z zalet tej biografii. Podobnie na plus cytaty z europejskiej prasy z epoki (i znów zaskoczenie, jak żywy był już wtedy dyskurs publiczny na naszym kontynencie), na minus zaś bardzo mocne oparcie się autora na innych znawcach epoki (choć te dość liczne cytaty może nie były same w sobie złe) i zwłaszcza totalny brak przypisów (kolejna poszlaka, że to dziełko miało w zamyśle prof. Wójcika nieco bardziej przystępne dla laików, niż ostatecznie jest?), ale o tych trzech rzeczach pisało już wcześniej sporo osób na lc.
Bartlox - awatar Bartlox
ocenił na 6 1 rok temu
Kronika Słowian.Wielkie Morawy , Kraj Wiślan i Czechy 805 - 955 Witold Chrzanowski
Kronika Słowian.Wielkie Morawy , Kraj Wiślan i Czechy 805 - 955
Witold Chrzanowski
Konkretne wydanie książki W. Chrzanowskiego pt. „Kronika Słowian. Wielkie Morawy, Kraj Wiślan i Czechy 805-955” jest o tyle cenne, iż w porównaniu z późniejszymi edycjami jest wzbogacone o interesujący rozdział opisujący wczesnośredniowieczne dzieje dynastii Przemyślidów. Autor zawarł w nim opis próżni politycznej powstałej po upadku Moraw w konsekwencji najazdu Węgrów-Madziarów, a następnie przedstawił losy poszczególnych praskich książąt jednoczycieli Czech, począwszy od Borzywoja przez Spitygniewa, Wratysława, Ludmiłę, Drahomirę, Wacława, po Bolesława I Srogiego – dziadka Bolesława I Chrobrego, za sprawą jego matki Dobrawy. Jest to nieformalny wstęp do kolejnej książki W. Chrzanowskiego pt. „Polanie”, którego brakuje mi w kolejnych wydaniach. Rozdział ten dość oględnie, ale zarazem wyczerpująco prezentuje znaczną część powolnego procesu jednoczenia Czech, który zdaniem autora ostatecznie zakończył się dopiero w 996 r. podbojem Libic – gniazda rodu Sławnikowiców. Swego czasu ród, z którego wywodzili się znani w dziejach Polski św. Wojciech, Radzim Gaudenty i Sobiesław, rywalizował z Przemyślidami o władzę nad Czechami. Po lekturze wskazanego tekstu łatwiej nam zrozumieć późniejsze poczynania Bolesława Chrobrego i słuszną decyzję Mieszka I w sprawie zawarcia sojuszu z naszymi południowymi sąsiadami.
donekT - awatar donekT
ocenił na 7 2 miesiące temu

Cytaty z książki Michał Waleczny

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Michał Waleczny


Ciekawostki historyczne