Kniaź Jarema Wiśniowiecki to jedna z najbardziej osławionych i zarazem kontrowersyjnych postaci w dziejach Rzeczpospolitej Szlacheckiej. Dla współczesnej mu szlachty bohater i zbawca ojczyzny, dla dworu i „umiarkowanych” mężów stanu niebezpieczny awanturnik, krzyżujący dalekosiężne plany polityczne. Dla potomnych i historyków znakomity wojownik, obrońca kresów, posągowa postać z „Ogniem i mieczem” Henryka Sienkiewicza, dla innych warchoł, sobiepan, tchórz, zdrajca, okrutny sadysta, „rzeźnik ludu ukraińskiego” (chociaż Rusin z urodzenia).
Jan Widacki nie jest zawodowym historykiem, napisał jednak bardzo dobrą, popularnonaukową biografię księcia. Wykazuje znakomitą orientację w ówczesnych stosunkach politycznych, zarówno wewnętrznych jak i międzypaństwowych, naświetla obyczajowość i mentalność siedemnastowiecznej szlachty Rzeczpospolitej. Na tym tle kreśli szeroki, obiektywny wizerunek księcia i jego działalności. Nie pomija stron ujemnych (warcholstwo, przechodząca wręcz w butę duma), podkreśla też jednak niedostrzegane zazwyczaj zalety (talenty organizacyjne i gospodarcze wykazane przy zasiedlaniu Zadnieprza, wewnętrzna, pozytywna przemiana charakteru księcia w ostatnich latach życia). Uwypukla wynoszone tradycyjnie pod niebiosa odwagę na polu bitwy, charyzmę i talenty militarne kniazia Jaremy (zaznacza tu jednak, iż nigdy nie potwierdził ich w skali strategicznej czy nawet operacyjnej – Wiśniowiecki nie miał bowiem okazji, by kiedykolwiek samodzielnie dowodzić większymi zgrupowaniami wojska), stara się wytłumaczyć przejawy okrucieństwa (osławiony kat Ukrainy stosował się do ówczesnych obyczajów, także prawnych; o dziwo, znacznie większym okrucieństwem wykazał się na kresach bohater narodowy wojny szwedzkiej Stefan Czarniecki, o czym często wolą zapominać jego admiratorzy). W sumie wyłania się obraz Jaremy Wiśniowieckiego jako postaci skomplikowanej, przechodzącej nadto w ostatnich, dramatycznych latach życia proces przemiany wewnętrznej. Autor zdaje się przy tym podzielać poglądy polityczne księcia na sposób rozwiązania problemu kozacko-ukraińskiego w połowie XVII w. Oczywiście, rozmowy i ustępstwa byłyby korzystne dla wszystkich (i zapewne ocaliłyby Rzeczpospolitą przed upadkiem), ale na to był czas przed 1648 r. Niestety, szlachta z różnych powodów nie potrafiła się na takie ustępstwa zdobyć, co doprowadziło do katastrofy. Natomiast po wybuchu powstania Chmielnickiego, kolejnych klęskach, zagładzie armii oraz niewyobrażalnej rzezi szlachty, katolickiego i unickiego duchowieństwa, Żydów, do której doszło na Ukrainie, jakiekolwiek rozmowy nie miały sensu i pogłębiały tylko paraliż oraz słabość państwa. Wiśniowiecki uważał, iż należy najpierw pokazać siłę, rozmawiać ewentualnie później. Ukazania siły Rzeczpospolitej w bitwie pod Beresteczkiem w 1651 r. wreszcie się doczekał (odegrał w niej istotną rolę), a że zwycięstwo to zmarnowano i nie przyniosło ono trwalszych efektów nie było już jego winą, bo w kilka tygodni później zmarł nagle w trakcie kampanii. Ze stanowiskiem księcia, aprobowanym przez Autora biografii, trudno się nie zgodzić.
Jan Widacki oprócz dobrej znajomości tematu dysponuje ważnym dla popularyzatora nauki lekkim piórem. Pisze w sposób płynny, żywy, wciągający. W sposób jasny i konkretny ukazuje istotę omawianych kwestii, w razie kontrowersji historiograficznych przedstawia sporne stanowiska i przytaczane argumenty, zwykle zajmuje własne stanowisko. Z powodzeniem stara się utrzymać chronologiczny porządek wykładu. Nie wikła się w tematy poboczne, unika rozwlekłości, jałowych rozważań, popisów eseistycznych (stanowią one minus innej, niezłej skądinąd popularnonaukowej biografii czy raczej eseju poświęconego postaci księcia Jeremiego autorstwa Romualda Romańskiego, którą niedawno czytałem). Sam temat jest zresztą tak pełny dramatyzmu, że dodatkowych zabiegów literackich właściwie nie wymaga.
Warto podkreślić, iż książkę napisano i wydano w początkach lat 80-ych XX w. Wyrażane bez ogródek opinie Autora zadziwiają w tym trudnym okresie śmiałością i nonkonformizmem. Już samo podejście do problemu ukraińskiego szło pod prąd ówczesnej, oficjalnej linii politycznej (popieranie idei zbrojnej pacyfikacji „powstania ludu ukraińskiego” w duchu księcia Jeremiego). Jeszcze odważniej wybrzmiewają opinie na temat Rosji oraz metod prowadzenia przez to państwo polityki zagranicznej, czy choćby dyplomacji. Autor porusza tę kwestię przy okazji pobytu w Polsce poselstwa rosyjskiego w 1650 r., przedstawiając i oceniając politykę oraz dyplomację rosyjską jako barbarzyńskie i prymitywne, prowadzone bezpardonowo z pozycji siły, szokujące dla narodów bardziej cywilizowanych. Związek księcia Wiśniowieckiego z pobytem poselstwa był tylko pośredni, jako jeden z senatorów listownie doradzał królowi oraz kanclerzowi sposób postępowania i temat można było w zasadzie pominąć. Jan Widacki omawia go jednak szeroko, wskazując na trafność rad udzielonych przez księcia – na siłę odpowiadać siłą, bo tylko to Rosja rozumie i szanuje. Autor dodaje od siebie, iż kraje „zachodu” (w ówczesnych realiach Europy Zachodniej) nie mają o tym pojęcia i ulegają różnym złudzeniom. Wydarzenia późniejszych stuleci, i niestety również obecne, wręcz z ostatnich dni (sierpień 2025 r.), w sposób jednoznaczny potwierdzają, iż w Rosji niewiele się zmieniło, a rady Jeremiego Wiśniowieckiego zachowały słuszność i aktualność.
Na koniec kwestia przyczyn niespodziewanej śmierci Jeremiego Wiśniowieckiego. Książę zmarł w stosunkowo młodym wieku 39 lat, będąc w pełni sił, w trakcie kampanii wojennej. Choroba pojawiła się nagle i trwała tydzień. Podejrzewano otrucie z inspiracji hetmana Mikołaja Potockiego, osobistego wroga księcia (zresztą jednego z bardzo wielu). Aby położyć kres grożącym buntem wojska plotkom przeprowadzono sekcję zwłok, która niczego podejrzanego nie wykazała. Tajemnica pozostała do dziś niewyjaśniona, choroba mogła przecież pojawić się z przyczyn naturalnych, w obozach ówczesnych armii nigdy nie brakowało różnego rodzaju niebezpiecznych infekcji. Jan Widacki, naukowiec i prawnik-praktyk zajmujący się kryminologią sądową, był osobą kompetentną, by zmierzyć się z tą zagadką. Opisane objawy choroby księcia odpowiadają symptomom zatrucia związkiem arsenu. Były to „popularne” wówczas rodzaje trucizn, siedemnastowieczni lekarze nie potrafili bowiem wykryć ich śladów w ciele zmarłego. Ślady te mogą natomiast ujawnić współczesne metody medycyny sądowej, pozostają przy tym obecne przez stulecia np. w tkance kostnej. Spróbowano więc przeprowadzić w 1980 r. badania domniemanych szczątków księcia, spoczywających w klasztorze świętokrzyskim. Nie przyniosły one jednoznacznego rozstrzygnięcia, przede wszystkim jednak dlatego, że nie ma pewności, czy są to rzeczywiście doczesne pozostałości Jeremiego Wiśniowieckiego. Został on wprawdzie istotnie pochowany (po kilkuletnich „wędrówkach”) na Świętym Krzyżu, ale w XVIII w. klasztor poważnie ucierpiał w wyniku pożaru, który objął również miejsce pochowku księcia. Istnieją poważne obawy, czy szczątki księcia Jeremiego nie uległy wówczas zniszczeniu, a ze względu na popularność tej postaci nie podłożono innych. W 1980 r. nie było możliwości, by odpowiedzieć na to pytanie. Trzeba jednak zauważyć, iż możliwości takie istnieją obecnie, w postaci badań genetycznych. Doskonałego materiału porównawczego mogłyby dostarczyć szczątki syna księcia Jeremiego, króla Michała Korybuta Wiśniowieckiego, spoczywające w katedrze wawelskiej. Przeprowadzenie takich badań wymagałoby jednak pokonania różnego rodzaju przeszkód natury prawnej, religijnej, obyczajowej i nie zostały dotąd podjęte.
Opinia
Myśl przybliżenia polskiemu czytelnikowi kompletnie u nas zapomnianej postaci Michała Walecznego, żyjącego na przełomie XVI/XVII w. hospodara wołoskiego, a przez kilka miesięcy również księcia Siedmiogrodu i hospodara Mołdawii, jest jak najbardziej słuszna. To bohater legend ludowych, a od XIX w. również oficjalny bohater narodowy Rumunii, traktowany jako prekursor zjednoczenia tego państwa w obecnych granicach (z wielką szkodą i krzywdą dla Węgier dodajmy, o czym Autorce nie wypadało w czasach socjalistycznych wspominać). Dzieje Michała Walecznego, marzącego o zwycięskiej wojnie z Turcją (stoczył i wygrał z wojskami tureckimi niejedną bitwę) oraz wyzwoleniu swego narodu są niezwykle barwne, dramatyczne i na koniec tragiczne. Zmuszony lawirować pomiędzy ościennymi potęgami, Turcją, cesarstwem Habsburgów oraz Polską, częściej niż z wojskami islamu walczył przeciwko chrześcijanom. Odegrał również sporą rolę w południowo-wschodniej polityce Rzeczpospolitej, a Polska w decydującym stopniu przyczyniła się zbrojnie do jego upadku. Śmierć dosięgła natomiast Michała wskutek podstępnych knowań Habsburgów oraz pozostających w ich służbie urzędników i generałów. Pomimo tego, w naszym kraju mało kto obecnie o Michale Walecznym słyszał, stąd słuszny zamysł D. Bieńkowskiej.
Gorzej wypadło wykonanie. Autorka skorzystała ze stosunkowo nielicznego zestawu literatury, głównie rumuńskojęzycznej oraz polskiej (tutaj opracowania ogólne), za pośrednictwem której cytuje również teksty źródłowe. W przypadku pracy popularyzatorskiej można to uznać za dobrą monetę. Poważniejszy zarzut polega na powierzchownym i chaotycznym przedstawieniu tematu. W niezbyt obszernej publikacji (ok. 160 stron druku) poświęconej w założeniu postaci Michała Walecznego, samego Michała jest bardzo niewiele. D. Bieńkowska pisze raczej o ogólnej sytuacji na południowo-wschodnich kresach Europy na przełomie XVI/XVII w. Michał pojawia się często w tle, niemalże jako dodatek. A przecież źródła przydatne dla oświetlenia jego postaci istnieją: korespondencja dyplomatyczna, memoriały, kroniki, nawet coś w rodzaju autobiografii bohatera. Kompozycja książki jest przy tym bardzo chaotyczna. Autorka nie utrzymuje porządku chronologicznego, przeskakuje z tematu na temat, często wikła się w niepotrzebne, pozbawione związku z zasadniczym tokiem wykładu dygresje (np. opis traumatycznego dzieciństwa przyszłego króla Zygmunta III Wazy, urodzonego i wychowanego w więzieniu). Czyżby chodziło o nabijanie objętości? Z drugiej strony kwestie bezpośrednio odnoszące się do Michała Walecznego przedstawione zostały niejednokrotnie powierzchownie i skrótowo. Walorem pracy jest przybliżenie tragicznej istotnie sytuacji politycznej i społecznej księstw naddunajskich, w których narzucani przez Turcję hospodarowie zmieniali się co kilka lat, myśląc głównie o zebraniu środków na opłacenie się tureckim dostojnikom oraz konstantynopolitańskim kupcom, którzy pożyczyli uprzednio pieniędzy na wręczone przed nominacją łapówki. Żaden z tych tzw. „władców” nie mógł spodziewać się dłuższego panowania, większość liczyła tylko na to, że zdążą wycisnąć z poddanych i umieścić za granicą tyle środków, by zapewnić sobie następnie zamożne życie. Na tym tle postać Michała Walecznego przybiera kontury rzeczywiście bohaterskie. Szkoda, iż D. Bieńkowska zarysowała je cokolwiek niewyraźnie.
Myśl przybliżenia polskiemu czytelnikowi kompletnie u nas zapomnianej postaci Michała Walecznego, żyjącego na przełomie XVI/XVII w. hospodara wołoskiego, a przez kilka miesięcy również księcia Siedmiogrodu i hospodara Mołdawii, jest jak najbardziej słuszna. To bohater legend ludowych, a od XIX w. również oficjalny bohater narodowy Rumunii, traktowany jako prekursor...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to