“Zły samarytanin” Jarosław Dobrowolski
“Ludzie są dla siebie straszni.(…) Im bardziej ich znam, tym coraz mocniej mam ich dość. Są głupi, ograniczeni, okrutni i bezduszni”
Powieść “Zły samarytanin” to pierwsza historia od Jarosława Dobrowolskiego po którą sięgnęłam i wiecie co? To był strzał w dziesiątkę. Zupełnie nie wiem, czemu ta książka tak długo czekała na swoją kolej u mnie na półce? Coś tak podskórnie czułam, że to będzie dobre, ale nie sądziłam, że aż tak. Historia opisana przez autora okazała się tą od której trudno było mi się oderwać. Pochłonęła mnie całkowicie. Właściwie to jest taka książka, którą jednocześnie się chce i nie chce kończyć. Ja jestem tą powieścią oczarowana - jeśli tak można w ogóle napisać o
naprawdę mrocznym i brutalnym retro kryminale 🙂
Akcja książki toczy się w Warszawie z okresu międzywojennego. W domu dziecka św. Agaty, dochodzi do wyjątkowo brutalnej zbrodni - zamordowane zostają trzy zakonnice. Choć władzom udało się natychmiast ująć domniemanego sprawcę morderstwa, to całe śledztwo okazuje się być dużo bardziej tajemnicze. Do rozwiązania sprawy z sierocińca przydzielony zostaje przodownik z Komendy Głównej Policji Państwowej - Roman Bury.
Główny bohater na samym początku powieści jest świadkiem przerażającego wypadku. Pod kołami tramwaju ginie chłopiec roznoszący w mieście gazety. Dla Burego to nie był jednak zwykły wypadek, a raczej samobójstwo. Poruszony policjant próbuje zrozumieć czemu bezbronne dziecko targnęło się na własne życie?
“Przerażony i wściekły krzyk motorniczego o ułamek sekundy wyprzedził nieuniknione, głuche łupnięcie. Nie brzmiało ono jak coś strasznego. Ot, takie ciche bym. Wystarczyło jednak, by zmrozić krew w żyłach i sprawić, by człowiek zacisnął kurczowo zęby. Roman wiedział, że było już za późno. Niemal czuł kruche ciało dziecka kotłujące się tuż pod cienką blachą podłogi. Miażdżone i cięte przez koła bezdusznej bestii”.
“ Każdy chciał zobaczyć trupa, zupełnie jakby to miał być słoń srający na samym środku wybiegu w ogrodzie zoologicznym. Niby ciekawe, można o tym opowiadać , lecz nieprzyjemnie wraca, kiedy tylko zamknie się oczy i wtedy człowiek zadaje sobie pytanie, czy było warto. Równie obrzydliwe, co fascynujące, i tak samo ulotne”.
Szybko okazuje się, że obydwie sprawy są ze sobą związane. Chłopiec, który zginął pod kołami tramwaju był wychowankiem wspomnianego sierocińca.
Dla Romana Burego każdy kolejny krok w drodze do odkrycia prawdy będzie jednocześnie haczykiem, który stopniowo wciągnie go w mroczne i niebezpieczne przygody,
Spotkanie z głównym podejrzanym - Igorem Kasztańcem przyniesie jeszcze więcej pytań bez odpowiedzi. Kim jest człowiek z potwornie zdeformowanym i pokrytym tatuażami ciałem, które odstrasza już po pierwszym spojrzeniu? Co oznacza zapisana niezrozumiałym pismem Biblia? Jakie mroczne sekrety skrywają ściany sierocińca?
Ja wam nie odpowiem na te pytania. Odpowiedzi musicie poszukać w książce Jarosława Dobrowolskiego sami. A warto ich poszukać, oj warto!
“Zły Samarytanin” to opowieść która przede wszystkim oddaje niezwykły klimat dawnej Warszawy. To co zwraca uwagę już od pierwszych stron to niezwykła narracja i język. Jarek używa pięknego plastycznego języka, mimo brutalności treści, co sprawia że powieść czyta się z dużą przyjemnością (choć niektóre sceny bywają przerażające). Autor nie szczędzi warszawskiej gwary, niezwykle realnie oddaje charakter brudnych dzielnic, wszechobecnej przemocy, układów, porachunków w półświatku, podwórkowego życia, niebezpiecznych zaułków, brutalnych pojedynków i krwawych zbrodni. To miasto tętni życiem. Autor w każdym zdaniu przenosi dosłownie cząstkę atmosfery tego miejsca. Doskonałe opisy świata przedstawionego naprawdę pobudziły moją wyobraźnię i zrobiły na mnie bardzo duże wrażenie. Czytając tę powieść czułam się jakbym teleportowała się na chwilę w przeszłość. Chyba nie miałam okazji wcześniej czytać jeszcze książki, w której ktoś tak wyjątkowo pisze o Warszawie. Miasto według Jarosława Dobrowolskiego jest jednocześnie piękne i niebezpieczne, jest pełne kontrastów, a to już mieszanka, która może uzależnić.
“Po ulicach krążyli handlarze zdążający ze swoimi wózkami na Różyc lub wracający z niego, a od czasu do czasu przez tłum odzianych w płaszcze jegomościów przemknął jakiś dzieciak biegający dla któregoś z gangów. Opatuleni w brudne koce żebracy siedzieli pod jeszcze trudniejszymi ścianami i wsłuchiwali się w przyśpiewki kapeli grającej na rogu.”
Nie wiem jak wy, ale ja uwielbiam czytać powieści w których akcja osadzona jest w miejscu, które jest mi bliskie. W Warszawie zamieszkuję od połowy swojego życia i nadal mam wrażenie, że zbyt mało o niej wiem. Dzięki Jarku za małą lekcję i wprowadzenie w ten duszny klimat praskich ulic. To była niezapomniana przygoda.
Bardzo przypadło mi do gustu dodanie do głównych wątków kryminalnych również tych mistycznych i religijnych. One ubarwiają całą historię, wzbudzają zainteresowanie, sprawiają że całość przyciąga niczym magnes. Szczególnie zaciekawiła mnie sprawa Biblii. Żałuję, że ten wątek nie został tak do końca wyjaśniony w powieści.
Chyba największym pozytywnym zaskoczeniem był dla mnie sposób wykreowania tak wielu ciekawych i charakterystycznych postaci.
Roman Bury to człowiek, który przeżył własną śmierć. To twardy policjant z trudną, wojskową przeszłością. W trakcie lektury jednak stopniowo spod tej maski niebezpiecznego, szorstkiego brutala, który większość spraw rozwiązuje za pomocą pięści i jest specem od wymagających przesłuchań, wyłania się jego drugie oblicze - łagodnego i kochającego ojca, który gotów jest poświęcić własne życie dla swojego dziecka. I mam wrażenie że nie tylko dla swojego bowiem los dzieci z sierocińca też nie jest mu obojętny. Jako czytelniczka z biegiem stron coraz bardziej wkręcam się w historię głównego bohatera i muszę przyznać, że ta postać mnie zafascynowała. Być może to właśnie dla tego, że jest pełna sprzeczności, niejednoznaczna, a jej wewnętrzne rozterki dodają całej historii głębi. Postać Romana Burego wywołuje skrajne emocje. Czasem wzbudza strach, a czasem porusza i wywołuje coś na kształt litości. Koniec końców pozostaje bohaterem, któremu mimo wszystko się kibicuję. Bury zyskał moją sympatię i niesamowicie ucieszyłam się na wieść o kontynuacji jego przygód.
Igor Kasztaniec - człowiek pokiereszowany przez życie (dosłownie) właściwie od samego początku wiemy, że to on jest winny śmierci trzech zakonnic z sierocińca. Jednak kiedy zagłębiamy się w jego pobudki i motywy działania, okazuje się, że ciężko jest jednoznacznie osądzić czy ta postać jest na wskroś przesiąknięta złem, czy raczej próbuje ze złem tylko walczyć, na swój własny, przerażający sposób. Kasztańcowi w areszcie przyklejono od razu łatkę winnego, sugerując się jego wyglądem zewnętrznym.
“- Sam widzisz, co to za typ. Bez dwóch zdań jest winny, ale by sprawiedliwości stało się zadość, trzeba wycisnąć z niego jeszcze zeznania.”
Postać Igora Kasztańca pokazuje, że w tej książce nic nie jest tak do końca oczywiste. Bohaterowie, których na pierwszy rzut oka określilibyśmy jako “złych” okazują się tymi dobrymi. Ci “dobrzy” natomiast często są pozbawieni moralności. Jak łatwo ocenić kogoś zbyt powierzchownie. Jak bardzo pozory mogą mylić…
Co ciekawe bardzo zapadły mi w pamięci również postacie drugoplanowe. Były na tyle wyraziste, że chętnie zobaczyłabym je w kontynuacji. Do takich zalicza się z pewnością szefowa lokalnego burdelu z którą głównego bohatera połączył dość oryginalny wątek miłosny, Komisarz Styczeń (o, ten to kilkakrotnie sprawił że krew mi się zagotowała), albo niema wychowanka sierocińca - na samą myśl o tej dziewczynce wprost ściska mi się serce.
Nie da się zaprzeczyć, że Jarek ma talent do kreacji wyrazistych osobowości, dlatego też “Zły samarytanin” tak przyciąga czytelnika. Tu każda postać jest po prostu bardzo realna i każda prowokuje do silnych emocji.
Co do samego śledztwa kryminalnego to tutaj muszę dać mały minus, bowiem bardzo szybko udało mi się wytypować co tak naprawdę działo się za drzwiami sierocińca i o co w tej całej sprawie chodziło. Zabrakło mi jednego, konkretnego plot twista, który zmylił by tropy. Mimo wszystko jednak bawiłam się przy tej lekturze bardzo dobrze. Gdyby tak spojrzeć na to śledztwo, tylko jak na tło służące do ukazania uniwersalnych kwestii i ciekawych prawd o życiu, o walce dobra i zła, o winie, karze i ludzkiej moralności, o odpowiedzialności i konsekwencjach swoich wyborów to cała historia nabiera zupełnie innego znaczenia. Patrząc z tej perspektywy to “Zły samarytanin” staje się powieścią uniwersalną i ponadczasową. I to chyba jest najlepsze polecenie dla was - warto po nią sięgnąć!
Jeśli lubicie mocne, wciągające pozycję, jeśli jesteście wielbicielami mrocznych kryminałów z historycznym vibem i ciekawym przesłaniem, to ta książka was z pewnością wciągnie.
Opinia
143/2025 (audiobook 103/2025)
Cudze chwalicie – swego nie znacie ;)
My też mamy swojego Johna McClane`a, a ten ma swoją iście bojową sukę, której za to nie posiadał słynny policjant z USA.
Maks Achtelik spóźnia się do opery, gdzie jest zaproszony na pewną ważną galę z udziałem premiera i prezydenta. W trakcie tych uroczystości – niczym w Teatrze na Dubrowce – terroryści przejmują obiekt i zaczyna się krwawa rozprawa. Przebiegu dalszych wypadków możecie się domyślać.
Mimo konwencjonalności gatunkowej – bawiłem się podczas lektury całkiem nieźle, zwłaszcza w momentach, kiedy Maks współpracuje z Suką. Autor sporo miejsca poświęca tutaj zwierzęciu – Suka jest równorzędnym bohaterem tej powieści.
A już serdecznie się ubawiłem w momentach, kiedy Autor dworuje sobie z pewnej żałosnej postaci polskiej polityki, która uważa się za wybitnego męża stanu. Powieściowy prezydent obdarzony jest tu kilkoma dobrze znanymi cechami a wypowiedź: "Jak masz być prezydentem, musisz być twardy. Nie możesz sobie pozwolić na to, że cię coś rozbije, jakaś sytuacja, zwłaszcza taka, która cię dotyczy osobiście. No nie, tu są naprawdę poważne sprawy, tu nie ma żartów. Tu może przyjdzie dzień, że trzeba będzie podjąć takie decyzje, że człowiek sobie nie wyobraża, że musiałby takie decyzje podjąć„ – nie pozostawia wątpliwości ;)
Trzymam Autora za słowu i czekam na kolejne powieści z Maksem i Suką w roli głównej.
Lektor: Eryk Lubos
143/2025 (audiobook 103/2025)
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCudze chwalicie – swego nie znacie ;)
My też mamy swojego Johna McClane`a, a ten ma swoją iście bojową sukę, której za to nie posiadał słynny policjant z USA.
Maks Achtelik spóźnia się do opery, gdzie jest zaproszony na pewną ważną galę z udziałem premiera i prezydenta. W trakcie tych uroczystości – niczym w Teatrze na Dubrowce – terroryści...