Maria Awaria: Bezwstydnik

Okładka książki Maria Awaria: Bezwstydnik autorstwa Maria Peszek
Maria Peszek Wydawnictwo: Kayax biografia, autobiografia, pamiętnik
80 str. 1 godz. 20 min.
Kategoria:
biografia, autobiografia, pamiętnik
Format:
papier
Data wydania:
2008-09-22
Data 1. wyd. pol.:
2008-09-22
Liczba stron:
80
Czas czytania
1 godz. 20 min.
Język:
polski
ISBN:
9788392781103
„Bezwstydnik” - forma literacka cechująca się wartością dokumentalną i liryką wyznania, kojarzona z zapiskami w intymnym dzienniku, odrzucająca pojęcie wstydu i postulująca radykalność wywodu, charakterystyczna dla hedonizmu mistycznego.

Pierwsza w dorobku wypowiedź literacka Marii Peszek - jednej z najważniejszych postaci polskiej sceny muzycznej. Ukazuje się tego samego dnia co jej nowa płyta „Maria Awaria”.

„Bezwstydnik” to rodzaj intymnego dziennika pełen charakterystycznego dla autorki poczucia humoru i pieprznej liryki. To także swoisty manifest niepodległości sumienia - podszyty potrzebą wolności i niezgodą na ramy, smycze i kagańce wszelkich trendów kulturowych. Zawiera m.in.felietony, teksty piosenek z najnowszej płyty oraz unikatowe zdjęcia artystki.
Średnia ocen
6,6 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Maria Awaria: Bezwstydnik w ulubionej księgarni i Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Maria Awaria: Bezwstydnik

Średnia ocen
6,6 / 10
39 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
1453
1403

Na półkach: , , ,

Uwielbiam takich porąbanych kosmitów jak Maria Peszek! Płyta "Miasto Mania" mnie absolutnie zachwyciła; kolejna, "Maria Awaria", dopełniła całości i utwierdziła moje uwielbienie do tej artystki. A ta książka jest uzupełnieniem owej drugiej płyty. Poza tekstami, które można na niej usłyszeć, Peszek dokłada co najmniej drugie tyle: poezji, prozy poetyckiej, a niekiedy tylko dwa wersy na całą stronę. Całość zdobią świetne fotografie. W ogóle książka jest bardzo ładnie, nowocześnie i estetycznie wydana. Wszystko jest w niej udane: treść, forma, proporcje, układ tekstu, czcionka, kolorystyka.
A na zachętę fragmenty książki - czyż nie jest to nowoczesna poezja w najdzikszej postaci?
"tako rzecze we mnie frustrat"
"to nie mama i nie tata a szampańska marynata mnie zrobiła pępkiem świata"
"pójdę po rozum do krowy"
"jestem rtęć płynna chęć
dotykam się bo nie ma cię
tsunami między udami"
"lubię twoje to
i lubię też tamto
kiedy tamto wstaje
ja się staję
nimfo_mańką"
"moje ciało zapomniało że jest go trochę za mało by tak chlało
upadło ale już wstało"
"uprawiam wiele ogrodów jestem kolekcjonerką wzwodów"
"retusze niszczą duszę więc nie nie nie
nie retuszuj mnie"
"nie bój się i nie odko_chuj"
"wkraczasz w moje krocze które stale moczę myślami o niepodległości
flaga na maszt majtki w dół na baczność mały stój"
"miasto upada
nogi rozkłada
poci się sucho
boleśnie"

Uwielbiam takich porąbanych kosmitów jak Maria Peszek! Płyta "Miasto Mania" mnie absolutnie zachwyciła; kolejna, "Maria Awaria", dopełniła całości i utwierdziła moje uwielbienie do tej artystki. A ta książka jest uzupełnieniem owej drugiej płyty. Poza tekstami, które można na niej usłyszeć, Peszek dokłada co najmniej drugie tyle: poezji, prozy poetyckiej, a niekiedy tylko...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

115 użytkowników ma tytuł Maria Awaria: Bezwstydnik na półkach głównych
  • 58
  • 57
39 użytkowników ma tytuł Maria Awaria: Bezwstydnik na półkach dodatkowych
  • 27
  • 3
  • 2
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Maria Awaria: Bezwstydnik

Inne książki autora

Maria Peszek
Maria Peszek
Wokalistka, aktorka, autorka tekstów, performerka. Przez dziesięć lat aktywności aktorskiej grała u najważniejszych reżyserów teatralnych i filmowych, tworząc wiele nagradzanych ról. Współpracowała między innymi z Jerzym Grzegorzewskim, Piotrem Łazarkiewiczem, Agnieszką Holland, Piotrem Szulkinem, Kazimierzem Kutzem, Krystianem Lupą. Od 2005 roku koncentruje się głównie na twórczości muzycznej, która okazała się jej prawdziwą pasją. Wydała pięć albumów solowych – miasto mania (2005), maria Awaria (2008), Jezus Maria Peszek (2012), Karabin (2016), Ave Maria (2021). Laureatka prestiżowych nagród: Paszportu „Polityki", Fryderyków, „Człowieka Roku" w plebiscycie Wdechy „Gazety Wyborczej" i Fenomenu „Przekroju". Wywołuje skrajne emocje, jasno i otwarcie wyraża swoje poglądy i jest jedną z najbardziej wyrazistych postaci w przestrzeni publicznej. W 2022 roku zagrała główną rolę kobiecą w miniserialu Netflixa Królowa.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Wyjście z cienia Jacek Poniedziałek
Wyjście z cienia
Jacek Poniedziałek Renata Kim
Do czasu przeczytania tego wywiadu odnosiłem wrażenie, że bohater jest rozsądniejszym, dojrzalszym człowiekiem, a tu wychodzi na osobę popędliwą, niestabilną, nie do końca "usystematyzowaną". Sam się nazywa "kurwą, która nie potrafi dochować wierności", człowiekiem bez kręgosłupa. Już nie mówiąc o tym, że nie czytałem, by ktoś tak ochoczo nazywał się "pedałem". Nie wyczuwam tu dystansu do własnych skłonności tylko raczej brak szacunku wobec siebie. Na mój gust zbyt wiele własnych wad postrzega zerojedynkowo jako efekt homoseksualizmu, co wydaje się tyleż wygodnym, co nieprawdziwym wytłumaczeniem. Nie rozumiem też z lekka lekceważącego tonu, gdy mówi o związkach dwóch mężczyzn jak o z definicji z czymś mniej poważnym od heteryckiego małżeństwa. Tak jakby sam uprawiał autosabotaż; jakby osobiście pragnął się pozbawić szczęścia. Dlaczego? Na to pytanie raczej nie uzyskamy odpowiedzi. Przynajmniej nie wprost. Zastanawia też fragment, gdy mówił o przelotnej fascynacji kobietą w dorosłym życiu, już po licznych "homodoświadczeniach", że gdyby sobie wtedy rzeczy w głowie inaczej poukładał, to pewnie wiązałby później z kobietami... Czyli prowadziłby podwójne życie jak jego liczni znajomi w tym tajemniczy Mężczyzna Jego Życia (którym - notabene - musiał dzielić się z jego żoną przez 18 lat), tak należy to rozumieć? Jak to zatem jest z tym Jackiem Poniedziałkiem? Niby cała książka miała dotyczyć rzekomego pogodzenia się z homoseksualizmem, a niemal na każdym kroku wyziera żal, że bohater nie jest heterykiem, "ale jakoś z tym żyje". Książka nie ukazuje zbyt dobrego portretu społeczności gejowskiej, więc ta raczej nie widziałaby w nim swego rzecznika (czy to obraz prawdziwy - nie mnie oceniać). Aczkolwiek to dobrze, że wypowiada we własnym imieniu rzeczy nie zawsze popularne. Z w/w względów to trochę przykra lektura, gdyż nieco współczuje się bohaterowi.
gumby - awatar gumby
ocenił na 6 2 lata temu
Robert Smith. The Cure Richard Carman
Robert Smith. The Cure
Richard Carman
Pamiętam jak przed wielu laty na spotkaniu z czytelnikami redaktor Piotr Kaczkowski zapytał, czy ktoś pamięta który artysta pochodzi z miasteczka Crawley? Na chwilę zapadła cisza, a ja z dumą mogłem głośno powiedzieć: Robert Smith :-) Interesując się od lat 80-tych XX wieku muzyką The Cure nie mogłem tego nie wiedzieć. Zespół niezwykły, poruszający najgłębsze pokłady smutku i melancholii, grający muzykę dla introwertyków, który do dziś zaliczam do grona ulubionych. I nie zmieni tego bardzo długie oczekiwanie na kolejną płytę; od albumu „4:13 Dream” upłynęło, bagatela, 13 lat. Co ciekawe, pomimo sporej popularności w Polsce, nie doczekał się wielu książek w naszym kraju. Poza mocno archiwalnymi „Poletkiem Pana Boba” Jerzego Rzewuskiego oraz „Nigdy dość” Jeffa Aptera nie znajdziemy właściwie niczego innego. Książka wydana przez oficynę Anakonda jest spośród nich najmłodsza i wyróżnia się wyjątkowo dobrym papierem, wyraźną czcionką, twardą okładką. Pamiętam, że zabrałem ją na wycieczkę po Kotlinie Jeleniogórskiej i bardzo przyjemnie mi się czytało. Nie jest to jednak pozycja idealna, zbyt wiele w niej ogólników i błędów literowych. Tytuł wprowadza nieco w błąd, bo czytelnik licząc na biografię muzyka, a właściwie otrzymuje skróconą monografię zespołu. Trochę za mało miejsca poświęcono osobie Pana Roberta, a szkoda… Potwierdza się również reguła, że osoba zafascynowana artystą, pisarzem, zespołem – nie powinna pisać o nich książki, ponieważ nie będzie obiektywny. Jako osoba zafascynowana The Cure miałbym podobny problem i dylemat. Doceniam jednak trud autora w chronologicznym omówieniu dyskografii grupy oraz utworów – dla osób wchodzących w ten obszar muzyczny może jednak sprawić radość. Subiektywna siódemka.
Kedar - awatar Kedar
ocenił na 7 5 lat temu
Dziwny, dziwny, dziwny Piotr Bratkowski
Dziwny, dziwny, dziwny
Piotr Bratkowski Tomek Lipiński
Odcinek zaległy w ramach remanentów za rok 2023. Jedną z książek, które w zeszłym roku przykuły moją uwagę był wywiad-rzeka z Panem Tomaszem Lipińskim. To rzeczywiście dziwne, ale dopiero po wielu latach należycie doceniłem muzykę grupy Tilt. Właściwie wtedy, kiedy w latach 90-tych XX wieku jej lider zniknął praktycznie ze sceny. Chociaż był wyjątek: uwielbiałem płytę „Czad Kommando Tilt” oraz epizodyczne wcielenie jako Fotoness – „When I Die”. Przyjęta formuła wywiadu w sumie się sprawdziła. Panowie Piotr Bratkowski i Tomasz Lipiński prowadzą swobodną, przyjacielską rozmowę, zaś na kanwie życiorysu muzycznego odżywa tamten czas, tamci ludzie. Chyba po raz pierwszy padają szczere słowa o ojcu muzyka – Eryku Lipińskim, niełatwym okresie dzieciństwa, wychowaniu w czasach PRL. A nade wszystko zamiłowanie do muzyki. Do dziś zadziwia mnie, jak pomimo braku łatwego dostępu do kaset, płyt, studia nagraniowego, nie wspominając już o sprzęcie – powstawała tak fantastyczna muzyka. Opowieść została doprowadzona do roku 2015; znalazło się miejsce na wspomnienie o transformacji, nie tyle nawet politycznej, co muzycznej. A także kilka szczerych słów na temat depresji oraz nieubłaganego procesu starzenia. Średnia ocen (6,0) wydaje się zaniżona. Dla starszych czytelników przypomnienie jak to było, dla młodszych kapsuła czasu.
Kedar - awatar Kedar
ocenił na 8 2 lata temu
Kraftwerk. Publikation David Buckley
Kraftwerk. Publikation
David Buckley
Jedna z najlepszych muzycznych biografii ever. Triumf wielkiego dziennikarstwa i dowód na to, że publicystyka może się obronić mimo, że autor jest skażony brakiem obiektywizmu. Bo David Buckley obiektywny nie jest i nawet takiego nie próbuje udawać. Od dziecka był zagorzałym fanem Kraftwerku. Tyle, że przede wszystkim jest profesjonalistą, dziennikarzem w dobrym starym stylu – wie, że prawda jest najciekawsza. Dlatego mimo głębokiej i gorącej miłości do kwartetu z Düsseldorfu, stać go na krytycyzm wobec swoich bohaterów. Przygląda się im z wielu stron. Dzięki temu ich obraz jest pełny i – jak to zwykle z wybitnymi jednostkami bywa – fascynujący. Buckely jest znakomitym dziennikarzem. I to nie tylko w swojej specjalizacji. Pisząc „Kraftwerk. Publikation” stanął przed wyjątkowo trudnym zadaniem. Główni bohaterowie jego pracy nie chcieli z nim współpracować. Liderzy Kraftwerku – Ralf Hütter i Florian Schneider – nie zgodzili się na rozmowę. Postawa pozostałych członków „złotego” składu zespołu z lat 1975-1990 – Karla Bartosa i Wolfganga Flüra była bardzo niejednoznaczna. Początkowo Bartos nie chciał rozmawiać. Flür był bardziej otwarty. Poza tym jest jego autobiografia, choć w wyniku procesu sądowego z Hütterem i Schneiderem mocno ocenzurowana. Muzycy pracujący z Kraftwerkiem w pierwszym okresie jego działalności, na przełomie lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych byli bardziej otwarci. Tyle, że niewiele mieli do powiedzenia. Mogli najwyżej opowiedzieć o pionierskich czasach zespołu i scharakteryzować jego liderów. Buckley musiał więc sięgnąć po nieliczne publiczne wypowiedzi Hüttera i Schneidera oraz posiłkować się wypowiedziami – podobnych jemu – brytyjskich fanów niemieckiej grupy. Tyle, że to fani którzy wiele osiągnęli i nie boją się mówić o tym, jak wielki Kraftwerk miał na ich życie oraz karierę: wybitny grafik, współtwórca oprawy graficznej legendarnej wytwórni płytowej Factory Records i okładek płyt m.in. Joy Division – Peter Saville, wokalista i lider grupy Orchestral Manoeuvres in the Dark – Andy McCluskey oraz założyciela i pierwszego wokalisty Ultravox – John Foxx. Niechęć Hüttera i Schneidera wobec tego projektu oraz, wynikająca z niej, konieczność „szycia” wypowiedzi okazały się potężnym atutem książki Buckleya. Dzięki temu można jeszcze lepiej zrozumieć tajemniczość Kraftwerku i niejednoznaczność jego liderów. Jednak przede wszystkim „… Publikation” jest czymś więcej niż kolejną biografią słynnego zespołu. Staje się opowieścią o Niemczech i Anglii od końca lat pięćdziesiątych widzianych oczami młodych kontrkulturowców. Dzięki temu społeczno/obyczajowemu kontekstowi możemy jeszcze lepiej zrozumieć fenomen grupy i zjawiska zwanego krautrockiem. Na dodatek książka Buckleya pośrednio staje się hołdem złożonym wielkiemu fanowi kwartetu z Düsseldorfu – Davidowi Bowiemu, którego legendarne płyty z drugiej połowy lat siedemdziesiątych są tu omawiane i analizowane, a wywiady często cytowane. „Kraftwerk. Publikation” to oczywiście przede wszystkim książka dla fanów zespołu. Napisane z nerwem kompendium wiedzy o tej, jednej z najważniejszych, grup w historii muzyki popularnej. Zresztą słowo grupa nie do końca oddaje jej status. Kraftwerk to zjawisko, które – jeżeli chodzi o wpływ na kulturę masową – można porównać z Beatlesami, Rolling Stonesami, Black Sabbath czy Zeppelinami. Jednak po książkę Buckleya mogą sięgnąć też ci, którzy za kwartetem z Düsseldorfu nie przepadają, lub jego chłodne brzmienia ich odrzucają. Bo „Kraftwerk. Publikation” to po prostu pasjonująca lektura o – ocierających się o geniusz (nie tylko muzyczny) – wizjonerach oraz kosztach, jakie trzeba ponieść realizując ową wizję. Ludziach fascynujących i niejednoznacznych, których trudno po prostu „lubić”. Dla popkulturowych snobów i kawiarnianych mądralińskich „Kraftwerk. Publikation” to lektura obowiązkowa; głęboka studnia wiedzy o korzeniach współczesnej popkultury, którą można imponować znajomym przy sojowym latte. Po prostu znakomita rzecz.
Tomek - awatar Tomek
ocenił na 8 3 lata temu
Hipisi w PRL-u Kamil Sipowicz
Hipisi w PRL-u
Kamil Sipowicz
Ułomny klasyk. Na dodatek klasyk, który przeszedł właściwie niezauważony. Oprócz bohaterów i, zapewne, kilku osób ze środowiska, sięgnęło po niego pewnie kilka osób. Ci, których lektura tej książki ominęła niech żałują. Jej autor, Kamil Sipowicz, jest postacią dużo ciekawszą niż rola partnera/męża Kory, którą przez lata odgrywał i w której wciąż od czasu do czasu jest obsadzany. Był żywym, ciekawym życia i nowych doznań nastolatkiem, którego młodość przypadła na czasy rewolucji hipisowskiej. Chłopiec o otwartym umyśle musiał co najmniej otrzeć się o jej polskie odpryski. „Hipisi w PRL-u” są złożonym im po latach hołdem. Hołdem i próbą odpowiedzi na bardzo ważne pytanie: dlatego dziś nikt o nich nie pamięta, a wiedza o polskiej popkulturze zaczyna się wraz z historią festiwalu w Jarocinie i modą na punk, która ze sporym opóźnieniem dotarła do Polski. Pytanie to jest dość istotne nawet w kontekście aktualności. Hipisi pojawili się w Polsce czasów ściśle strzeżonej „Żelaznej kurtyny” prawie równolegle z podobnymi im kontestatorami ze Stanów Zjednoczonych i Europy Zachodniej. Nasze punki wyległy na ulice kilka lat po tym, jak ich koledzy i koleżanki z Wielkiej Brytanii oraz pomniejszych miejscówek zmienili/ły look i muzykę, której słuchali/ły. A więc nasze hipy były bardziej na czasie. Książka Sipowicza wypełnia więc czarną dziurę w naszej wiedzy. Problem w tym, że jest dziełem mocno niedoskonałym. Początek jest rewelacyjny. Omówienie korzeni i historii światowego ruchu hipisowskiego to erudycyjny majstersztyk. Mamy tu dogłębną analizę, przybliżenie najważniejszych postaci i zjawisk oraz osadzenie ich w kontekście socjologii i filozofii. Brzmi poważnie i akademicko, ale akademickie nie jest. To bardzo żywy, porywający tekst. Właściwie teksty, bo pełno tu rozbudowanych, uzupełniających podstawową narrację, ramek. Trudno się od tego oderwać. To chyba najlepsze, na pewno jedno z najlepszych, omówień ruchu hipisowskiego, jakie ukazały się w Polsce. Problemy zaczynają się później. Główną część „Hipisów w PRL–u” zajmują rozmowy z kluczowymi lub bardziej charakterystycznymi postaciami ruchu. Czasem są istotne – tak jak chyba jedyny wywiad z najważniejszym polskim hipisem, symbolem naszych długowłosych, Józefem Pyrzem, czyli „Prorokiem”, często bardzo interesujące, ale najczęściej, niestety, nudne: typowe gadki wujów wspominających stare, dobre czasy. Widać, że Sipowicz nie jest zawodowym dziennikarzem i nie potrafi przeprowadzać wywiadu, kontrolować wywiadów i ściągać rozmówców z dygresyjnych mielizn. Powoduje to, że cały ciężar rozmów spada na przepytywanych. Dlatego, choć np. Pyrz mówi dużo, to jego wypowiedzi chwilami wpływają na falę bełkotliwej metafizyki, z której autor nie jest w stanie go wyłowić. Z kolei w innych przypadkach odpowiedzi na standardowe, banalne pytania, zamieniają się w fascynujące opowieści, dowodzące, że nawet w czasach Gomułki i wczesnego Gierka Polska potrafiła wyprodukować twórczych frików, porównywalnych klasą z największymi subkulturowymi zawadiakami z Zachodu. Są tu też gadki, bez których ta książka mogłaby się obejść. Na pewno byłaby bez nich lepsza. Na domiar złego, no dobra – nierównego, Sipowicz pomiędzy kolejnymi partiami rozmów, zabawia się w artystyczne egzegezy. Z pasją typowego inteligencika, próbuje nadać hipisom głęboki rys intelektualno–artystyczny. Wychodzi to nieprzekonująco, bo opisy kilku/kilkunastu happeningów puentuje, że były fajne, ale było ich niewiele. Zadaje też w sumie retoryczne pytanie dotyczące muzyki pop: jak to jest, że cała popkultura Zachodnia zbudowana jest na hipisowskiej podmurówce, zaś nasi długowłosi muzycy nie wyprodukowali nic, co przetrwałoby do naszych czasów. Dlaczego to w sumie pytanie retoryczne? Ano dlatego, że pod ich wizerunek podpięli się typowi estradowcy i dalej robili w chałturach. Tyle, że teraz bujali się w koszulach w kwiatki i szerokich spodniach, a do tekstów wpletli ziemię, kwiaty i tego typu asortyment. Trudno uwierzyć, że gość klasy Sipowicza nie zdaje sobie z tego sprawy. No, że chyba tej klasy nie ma, a ja nieświadomie dodaję mu wagi. „Hipisi w PRL–u” są chwilami męczącą jazdą. Rozpoczynają się niczym autostrada, ale szybko skręcamy na przysłowiowe polskie drogi – od nierówno wyasfaltowanych dwupasmówek do pamiętających młodość naszych dziadków, pełnych dziur szrutówek. Nie jest lekko, łatwo i przyjemnie, ale podróż jest tego warta. Dowiadujemy się z niej zaskakujących, chwilami fascynujących, rzeczy i poznajemy fantastycznych – w większości – ludzi. Inteligentnych i pozytywnie zakręconych. Zawodników, którzy mieli odwagę mieć wywalone na typowe życie. Może i nie są wzorcami do naśladowania, ale ich historie w wielu przypadkach są ciekawsze niż literatura czy, zwłaszcza ostatnio, seriale. No i niech się wstydzą nasi popkulturowcy oraz socjolożki i socjologowie z ambicjami robienia z kontrkulturach. Sipowicz, w zasadzie amator, zrobił to pierwszy i na tyle dobrze, że będzie stanowił dla zawodowców punkt odniesienia.
Tomek - awatar Tomek
ocenił na 7 11 miesięcy temu
Pamiętnik Rutki Laskier Rutka Laskier
Pamiętnik Rutki Laskier
Rutka Laskier
"Chciałam to wszystko co się we mnie dzieje przelać na papier (...)" Powstały pamiętnik przez 60 lat był pamiątką i tajemnicą Stanisławy, której to właśnie Rutka powierzyła swoje spisane myśli i doświadczenia, z prośbą o ukrycie ich. Jest to bardzo osobisty, momentami niewinnie intymny rejestr zdarzeń. Przedstawiona jest nie tylko wojna oczami Rutki, ale też jej powolne wkraczanie w sfery do tej pory nieznane, jak zawirowania miłosne i wątpliwości z nią związane oraz odczuwanie tęsknoty za dotykiem i ramionami, w których można byłoby chociaż na chwilę zapomnieć o skutkach wojny. Co mi się nie podoba - kolejna pozycja porównywana do Anne Frank. Wojna toczyła się w wielu krajach, a w tych krajach było wiele nastolatek piszących pamiętniki. Każda z nich na swój sposób i również każda z nich posiadająca odrębny swój osobisty świat. Anne Frank nie była wyjątkiem i nikt nie brał z niej przykładu. Zatem ile jeszcze książek przyjdzie mi przeczytać z tą bezcelową analizą porównawczą? Lektura mimo, że uboga w tekst, posiada bogactwo historyczne. Ogrom zdjęć, dokumentów nadaje jej jeszcze większej wyrazistości. I co najważniejsze, przy każdej wydrukowanej notce jest jej oryginalny zapis, który wyszedł spod ręki Rutki, dzięki czemu wiemy, że słowa nie zostały przeinaczone, oraz ubarwione. Jest prostota i prawda - i te dwie kwestie bardzo sobie cenię.
pasjonatka - awatar pasjonatka
oceniła na 10 3 miesiące temu
Homobiografie Krzysztof Tomasik
Homobiografie
Krzysztof Tomasik
Żałuję że wpadła ta książka w moje ręce z opóźnieniem, jest to z wielu względów pozycja po prostu totalnie rewelacyjna. Przede wszystkim język, dojrzały, nowocześnie elegancki, język który płynie naturalnie, do tego stopnia że ma się wrażenie że poprawek i korektur po prostu wcale nie było. Nie brakuje też poczucia humoru. Co do treści, materiały biograficzne w wielkiej części będą w nadchodzących czasach uzupełniane, więc książka pełni rolę prekursora który może w pewnym momencie stracić na znaczeniu i o którym pewnie w ogóle zapomnimy. W wielu wypadkach to właśnie zadawanie pytań jest najważniejsze. Co do treści, podobało mi się że autor generalnie tych osób od strony moralnej nie ocenia, spowodowane to jest przede wszystkim brakiem dokładnej wiedzy o tym co powodowało te czy inne zachowania. Autor nie obdarza sympatią osób które chciały odgrywać rolę awangardzisty ale w temacie własnych skłonności seksualnych raptem schowały się do szafy. Natomiast wiele z tych osób naprawdę mialo wielką odwagę cywilną, a inni zostali wyautowani przez opinię publiczną i niemożliwe było dla nich zachować prywatność. Można oczywiście narzekać że książka za bardzo koncentruje się na Warszawie (z kilkoma wyjątkami) i że zbyt wiele z tych informacji pochodzi od Mycielskiego i Iwaszkiewicza. Można książkę obwiniać że kwestie gejowskie releguje do sfer artystycznych i literackich. Ale pamiętajmy o co chodzi w tej książce. Celem jest odkłamanie biografii czołowych intelektualistów polskich 20go wieku. Intelektualiści ci wieloktrotnie pracowali nad tym bardzo by pozostawić po sobie wygodne konformistyczne wersje swych biografii, przystępne dla "niewinnych" dzieci i uczniów liceum. Można też tą książkę potraktować jako powtórkę z historii polskiej literatury, z pewnym tematem przewodnim który od lat wymaga odkłamania. Fascynuje i zastanawia to że jedni całymi latami uciekali przed sobą, inni cieszyli się życiem w miarę możliwości. By to wszystko zrozumieć trzeba wejść w tamtejszą rzeczwistość. I tu jest zadanie dla czytelnika, gdyż im młodszy ten czytelnik tym będzie mu trudniej wczuć się w tamte realia.
Witoldzio - awatar Witoldzio
ocenił na 9 3 lata temu
Joy Division i Ian Curtis. Przejmujący z oddali Deborah Curtis
Joy Division i Ian Curtis. Przejmujący z oddali
Deborah Curtis
,,Ian prowadził życie jakby według sprzecznych planów, które zmieniały się w zależności od tego, z kim przebywał i jakie korzyści mógł z tego odnieść" - już ten cytat pochodzący z książki żony Iana Curtisa zapowiada, że przedstawiony w niej obraz wokalisty Joy Divison odkrywa nieznane wcześniej jego oblicze. Znakomity film ,,Control"Antona Corbijna niewątpliwie przybliżył jego osobę jako zagubionego wrażliwego człowieka młodego człowieka zaś jego żona uzupełniła go o szczegóły , których może nie chcielibyśmy poznać .Niewątpliwie jej ocena jest subiektywna i surowa, ale jak może czuć się kobieta odepchnięta, porzucona z dzieckiem na rzecz muzyki i znajomych .Faktem jest, że Peter Hook w swej książce również potwierdził te informacje, tak więc nie są one tylko wyrazem zmyślonych fantazji .Deborah w swojej książce ukazuje Iana , którym niczym kamelon zmienia się w zależności od miejsca, w którym jest i z ludźmi , z którymi przebywał. Dla znajomych i członków zespołu był zabawnym towarzyszem , który nie stronił od wygłupów i imprez , który był charyzmatyczny na scenie i przyciągał publiczność .Przy nich Ian nie narzekał na swoją chorobę, udawał, że to tylko chwilowe napady, a tak naprawdę z każdym zagranym koncertem stawał się wrakiem człowieka. Widziała to tylko żona - była jednym świadkiem jak dużą cenę musiał płacić Ian (jak również ona i ich córka).Po powrocie Ian był nieobecny , miał coraz dłuższe ataki padaczki - właściwie go nie było. Opowieść żony Curtisa to smutna historia, o pięknych młodych ludziach , którzy w rok po ślubie stali się sobie obcy, o tym, że tworzenie muzyki często przynosi ból i cierpienie. O wielkiej samotności Iana i Deborah, o egoizmie ludzkim ...o tym jak trudno być dojrzałym , gdy ma się dwadzieścia lat i jak trudno spełniać marzenia i , że nie każdemu jest to dane. Poruszająca opowieść warta przeczytania, pomimo tego, że napisana w sposób chaotyczny i jakby na kolanie.
Amethis - awatar Amethis
ocenił na 6 8 miesięcy temu

Cytaty z książki Maria Awaria: Bezwstydnik

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Maria Awaria: Bezwstydnik