Marek

Okładka książki Marek
Janusz Domagalik Wydawnictwo: Wydawnictwo Harcerskie Seria: Portrety literatura dziecięca
144 str. 2 godz. 24 min.
Kategoria:
literatura dziecięca
Format:
papier
Seria:
Portrety
Tytuł oryginału:
Marek
Data wydania:
1974-01-01
Data 1. wyd. pol.:
1974-01-01
Liczba stron:
144
Czas czytania
2 godz. 24 min.
Język:
polski
Średnia ocen

                6,2 6,2 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Marek w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Marek

Średnia ocen
6,2 / 10
69 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
68
27

Na półkach: , , ,

Tak naprawdę to można powiedzieć, że nie czytałem konkretnie tego tytułu książki, ale za to przeczytałem "Zielone kasztany", a jest to połączenie dwóch opowiadań "Marka" i "Irminy". Więc polecam przeczytać od razu całość w postaci "Zielonych kasztanów".

Tak naprawdę to można powiedzieć, że nie czytałem konkretnie tego tytułu książki, ale za to przeczytałem "Zielone kasztany", a jest to połączenie dwóch opowiadań "Marka" i "Irminy". Więc polecam przeczytać od razu całość w postaci "Zielonych kasztanów".

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

151 użytkowników ma tytuł Marek na półkach głównych
  • 117
  • 34
39 użytkowników ma tytuł Marek na półkach dodatkowych
  • 24
  • 3
  • 2
  • 2
  • 2
  • 2
  • 2
  • 2

Inne książki autora

Okładka książki Między nami Adam Bahdaj, Maria Dańkowska, Janusz Domagalik, Alina Goldnikowa, Janina Barbara Górkiewiczowa, Mikołaj Kozakiewicz, Janusz Nasfeter, Edmund Niziurski, Ewa Nowacka, Wanda Osuchowska - Orłowska, Stanisława Platówna, Krystyna Siesicka, Marta Tomaszewska, Wojciech Wiśniewski, Stanisław Załuski
Ocena 7,0
Między nami Adam Bahdaj, Maria Dańkowska, Janusz Domagalik, Alina Goldnikowa, Janina Barbara Górkiewiczowa, Mikołaj Kozakiewicz, Janusz Nasfeter, Edmund Niziurski, Ewa Nowacka, Wanda Osuchowska - Orłowska, Stanisława Platówna, Krystyna Siesicka, Marta Tomaszewska, Wojciech Wiśniewski, Stanisław Załuski
Janusz Domagalik
Janusz Domagalik
Janusz Domagalik (urodzony 5 lipca 1931 w Czeladzi, zmarł 27 grudnia 2007 w Warszawie) – polski prozaik, dziennikarz, autor słuchowisk radiowych i widowisk telewizyjnych. Ukończył filologię polską w Wyższej Szkole Pedagogicznej. Debiutował w 1950 roku jako dziennikarz. W latach 1956-1968 był naczelnym redaktorem "Świata Młodych", od 1968 roku kierownik Naczelnej Redakcji Programów dla Dzieci w Polskim Radiu. Jako pisarz debiutował opowiadaniem Męska sprawa.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Po kocich łbach Jerzy Szczygieł
Po kocich łbach
Jerzy Szczygieł
Bez patrzenia Kiedy jako nastolatka przeczytałam „Tarninę” Jerzego Szczygła, byłam pod ogromnym wrażeniem powieści. Kiedy dowiedziałam się, iż pisarz jest osobą niewidomą, mój podziw jeszcze wzrósł. Zaczęłam szukać kolejnych utworów. Przeczytałam chyba wszystkie, napisane dla młodzieży. Po latach wróciłam do książki „Po kocich łbach”. Jak zapowiada wydawca na tylnej okładce jest to samodzielna książka, ale będąca kontynuacją „Tarniny”. Opisuje losy Tadka Różańskiego podczas pobytu w zakładzie dla niewidomych. Nie jest to czas radosny i spokojny. Taki minął dawno temu, kiedy zaczęła się wojna, a skończył wraz z wybuchem miny zabierającej oczy. Teraz jest czas ciężkiej pracy, nauka kontaktu z różnymi ludźmi. Bo tacy oni są. Dobrzy, źli, tacy, co sami nie wiedzą jak postępować. Wszyscy uczą się wszystkiego, uczą się samych siebie, jak poznawać otaczającą rzeczywistość po zapachu i dotyku. Trzeba nauczyć się żyć z brakiem oczu. Z niektórymi sytuacjami nie można się pogodzić. Skąd wiadomo, że osoba czytająca list, wiernie oddaje jego treść. A może zmyśla? Zwłaszcza, że jest to osoba, do której nie ma się zaufania. Jak w ogóle poznać, czy ktoś jest wart zaufania? Być może uda się zrealizować własne marzenia? Mówią, że ślepi potrafią pięknie śpiewać. Tamta dziewczyna potrafi, a ja? Póki co trzeba nauczyć się czytać i pisać za pomocą nowego alfabetu Braille’a. Czy ten przedziwny układ punktów pomoże w przekazywaniu uczuć poprzez list, który też ktoś będzie musiał przepisać na zwykły alfabet? „ Po kocich ….” nie jest wyciskaczem łez, nie wywołuje drżeń serca, ba, nie wywołuje litości ani współczucia. Po prostu jest obrazem określonej sytuacji, określonego tematu. Akcja rozgrywa się po drugiej wojnie. Czasy są trudne. Ale o dziwo tego wielkiego, ponad człowiecze barki trudu nie odczuwamy czytając powieść. Wprost przeciwnie. Wszystko wydaje nam się takie normalne, takie zwyczajne. Śledząc losy bohatera, chwilami zapominamy, że jest on osobą niewidomą. Tadek sprawnie się porusza po lesie, którym otoczony jest zakład. Poznaje morze. A po swojej rodzinnej miejscowości chodzi bez problemu. I to chyba jest największa siłą owej historii. Jej celem nie jest wywoływanie różnego typu uczuć. Ma być obrazem z życia osób pokrzywdzonych przez los, ale potrafiących radzić sobie ze swymi ułomnościami. Utwór Szczygła nie jest rewelacyjny. Pisany prostym językiem, z próbą wniknięcia do psychiki każdego z bohaterów przedstawia ludzi, takimi jakimi są. Nie każdy jest bohaterem. Nie każdy jest postacią tragiczną. Czy polecam tę powieść? Tak. Nie jest długa. Nie znuży was brakiem rozbudowanej akcji. Być może pozwoli zastanowić się nad sensem życia. Bo skoro tamci, z tamtego zakładu potrafią tak normalnie żyć, może i ty potrafisz, nawet wtedy, kiedy wali ci się świat na głowę?
gks - awatar gks
ocenił na 6 4 miesiące temu
Koniec wakacji Janusz Domagalik
Koniec wakacji
Janusz Domagalik
Koniec wakacji…. Powiedzieć o książce Janusza Domagalika „Koniec wakacji”, że to książka kultowa to prawie nic nie powiedzieć. To książka legenda, ponadczasowa opowieść o czasach minionych w życiu każdego z nas, utwór o wszystkim, co dokoła nas, co łączy czas miniony z teraźniejszym. Nie znajdziemy tu dokumentalnych treści i nie powiemy, że doskonale opisuje epokę, w której powstała. Nie, to nie obrazek z lat sześćdziesiątych. Wystarczy wyjrzeć przez okno i zobaczymy młodzież na rowerach jadących nad rzekę lub staw. Wśród nich na pewno znajdziemy Jurka, Elżbietę, Zbyszka… To przecież takie zwyczajne imiona, które dziś też nadaje się dzieciom. Znajdziemy dziś gołębie, starych nauczycieli i dorosłych z ich problemami, którymi niechętnie dzielą się z własnymi dziećmi. I koniec wakacji też będzie… jak każdego roku w sierpniu… Kiedy po blisko pół wieku ponownie sięgałam po niezwykłą powieść, schowaną w zakamarkach mojej biblioteczki, bałam się, że czar pryśnie, że treść nie wytrzymała próby czasu, jak to z wieloma utworami bywa. Nic bardziej mylnego. Łzy polały się ponownie. Tak jak przed laty. Wtedy było zdziwienie. Łzy przy męskiej książce? My, dziewczyny, czytałyśmy głównie Siesicką. Jedynie ona, w naszym przekonaniu, mogła opisać nasze problemy. Jedynie ona wiedziała, co gra w duszy młodej nastolatki mozolnie wkraczającej w ten, już nieco dorosły świat. Aż tu nagle pani w bibliotece podsunęła „Koniec wakacji”… Rety, co ona sobie myśli? - przemknęło mi przez głowę, kiedy zaczęłam czytać. Przecież tu bohaterem i narratorem jest chłopak! Ba, żeby to jeszcze jakiś starszy, z jakieś technikum lub liceum. Ale to taki smarkacz, z siódmej klasy! Taki sam jak Jarek, Wojtek, Tomek i ta cała zgraja z klasy i podwórka, co to tylko piłkę kopią. Tymczasem bohater Domagalika okazał się bardzo ludzki, bardzo wrażliwy i na pewno sam nie dowiedział się nigdy (wszak to postać fikcyjna), ile dobrego uczynił dla swych rówieśników. Ja i moje koleżanki po przeczytaniu książki zupełnie inaczej spojrzałyśmy na naszych kolegów z klasy. Nagle Jarek okazał się przystojny, a mrukliwy był dlatego, że jego rodzice rozwodzili się. Wojtek wcale nie chorował na gardło, ale przechodził bardzo mocno mutację i miał z tego powodu kompleksy. Ojciec Tomka pił i bił. Chłopak wolał spędzać czas na podwórku niż we własnym domu i kopać piłę… I tak można by wymieniać… nawiązywać do treści legendarnej powieści…. odszukiwać w otaczającym nas świecie postacie znane z czarno-białych kartek… Nie znalazłam opinii negatywnej o tym utworze. Niektórzy przeczytali ją już w wieku dorosłym i mieli pretensje do całego świata, że nikt im książki nie podsunął, kiedy byli… kiedy wkraczali w swym życiu w „koniec wakacji”, czas rozstania z dzieciństwem i wchodzili w ten drugi, wcale nie lepszy etap swego życia. Ten czas obecny jest w życiu każdego człowieka. Bez względu na epokę, ustrój polityczny i stan gospodarki narodowej. Mój egzemplarz, pierwsze wydanie z 1966 rok, powędruje na półkę. Nie oddam. Może za dziesięć lat podsunę powieść mojemu wnukowi, a on mi powie, co o książce sądzą chłopcy? Bo tego nigdy się nie dowiedziałam...
gks - awatar gks
ocenił na 10 10 miesięcy temu
Trójkolorowa kokarda Jadwiga Chamiec
Trójkolorowa kokarda
Jadwiga Chamiec
W streszczeniu zdanie „fabułę uatrakcyjnia motyw porwania dziecka” wypadło dziwnie. Przeczytałam raz pierwszy w podstawówce. Janek wędruje z listem do Lajosa (czyli Ludwika) Csokoi, właściciela ziemskiego i filantropa. Po dotarciu do jakiegoś miasteczka Janek poznaje wędrowne trio: skrzypka Johanna, będącego w jego wieku, młodszą śpiewaczkę Laurę i jej małpkę Perditę (co po włosku znaczy Utracona). Zachłanny drab Allopeo zgarnia zyski za ich występy. Podniecony powodzeniem przebiera małpkę za honweda (węgierskiego wojaka) i każe jej maszerować bębniąc. Widownia wygląda na zawiedzioną, jak z spod ziemi wyrasta prawdziwy honwed i odpowiednio ruga draba. Janek nie znał węgierskiego, lecz domyślił się z łatwością o co chodzi. Po występie spróbował zagadnąć Laurę, znał tylko niemiecki. – Kim jesteś? – zapytała. – Przyjacielem. – Przecież ja ciebie nie znam. – Czy przyjaciół koniecznie trzeba znać? Ja też mam takich, których prawie nie znam. Przez ścianę pokoju w zajeździe Janek słyszy, jak drab wrzeszczy na swe trio. Po jego wyjściu Janek wchodzi tam przez okno i namawia do wspólnej ucieczki. Drab już niemal ich doścignął, gdy zjawia się Csokoi w towarzystwie dwu honwedów wyższych stopniem. Ponieważ często wyrzucam innym nieumiejętność cytowania, zaznaczam, że skracam, lecz sens zachowuję: - Porwano moją córeczkę – zaczyna drab – jestem Aleksandro Allopeo, a ty jesteś moją córeczką, prawda? Laura potwierdza, lecz oczami mówi co innego. - Prze panów, on kłamie, wcale nie jest jej ojcem – zawołał Johann – To oszust, przywłaszczył mojego Stradivariusa. - A ty mały, skąd miałbyś Stradivariusa? Stradivariusy są rzadkie, dla odróżnienia od innych noszą własne imiona, gdy mowa o takim instrumencie należy spytać o jego miano. Skrzypce, na których rzępolił Holmes, też podobno były Stradivariusem, co prawda Watsonowi, nie znającemu się na instrumentach muzycznych, łatwo było to wmówić, a może to licentia poetica. Tu zapewne też. - Odziedziczyłem po ojcu, sławnym muzyku. - Poważnie? A maestro cóż na to? - A tak, ów muzyk powierzył bezcenny instrument mej opiece. - Acha... a ma jakieś zaświadczenie tożsamości? - Gdzieś miałem, musiałbym poszukać. - Przypominam, że toczymy wojnę, radziłbym się pospieszyć. Drab gorączkowo przetrząsa kieszenie. - Proszę. - Tak myślałem. Paszport wystawiony został na jakiegoś Alfreda Peltza. Maestro zechce to wyjaśnić? - Allopeo to mój pseudonim artystyczny. - Zatem, jak sam przyznaje, nie jest Włochem. Nadal będzie obstawać, że jest ojcem tej małej? - Ja ... ten tego... - Starczy tego gadania. Maestro pozwoli z nami. - Panie władzo, ja przecież... - Na komendzie się będzie tłumaczył. Drab zostaje zamknięty za konszachty z wrogiem, raczej marnym był szpiegiem, skoro przyciągał uwagę. Następnie Janek spotyka Margo, zwaną Królową Amazonek ...
Piratka - awatar Piratka
oceniła na 7 4 lata temu
Rozalka Olaboga Anna Kamieńska
Rozalka Olaboga
Anna Kamieńska Ewa Salamon
Czuję się poniekąd jak ekspertka od tej książki, hah. Nie bez powodu też pisałam o niej swój licencjat na filologii polskiej. Trzy razy czytałam powieść o Rozalce, co "wszystko przewraca do góry nogami" i powiem szczerze, że za każdym razem bawiłam się przednio. Przy każdej lekturze znajdowałam też coś nowego, kolejną myśl, refleksję. Nie jest to tylko książka dla dzieci. Jest w niej ponadczasowa historia, która może łączyć pokolenia. Niesie ze sobą paletę wartości, które chętnie przemyciłabym uczniom, zadając tę powieść jako lekturę. Z tej książki bije dobro i po jej przeczytaniu robi się lżej na duszy. Bowiem Anna Kamieńska, pomimo cenzury uchwyciła autentyczny obraz PRL-owskiego miasteczka. Zawarła zarówno patologie społeczne, jak i próby naprawy rzeczywistości. Mamy tu problem alkoholizmu, niepełnosprawności, choroby psychicznej, wdowieństwa i sytuacji samotnych matek, ramy, w których musiała zmieścić się kobieta, ale również dziewczynka. Autorka porusza też kwestię warunków mieszkaniowych oraz presji, jaka ciążyła na dzieciach, które oprócz chodzenia do szkoły, musiały pomagać rodzicom w gospodarstwie. Są to trudne tematy, ale Kamieńska przedstawia je w przystępny dla młodego czytelnika sposób. Przeważnie jest to pejzaż optymistyczny, ale można też dostrzec także smugi prawdziwego życia. Jest to moja ulubiona książka z charakterną młodą bohaterką w polskiej literaturze. Rozalka Bożek to dziewczynka, która nie da sobie w kaszę dmuchać. Wszędzie jest jej pełno. Nie bez powodu zdobyła miano Rozalki Olaboga. Ta niezmordowana mała kobietka, choć wciąż słyszy: "świata nie przerobisz", nie zamierza się poddawać. Jest niczym wróżka chrzestna dla mieszkańców miasteczka. Wnosi swoją osobą radość w monotonną wiejską rzeczywistość.
najeżona_książkami - awatar najeżona_książkami
ocenił na 8 3 miesiące temu

Cytaty z książki Marek

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Marek