rozwiń zwiń

Mała towarzyszka i dorośli. Opowieść o szczęśliwym dzieciństwie

Okładka książki Mała towarzyszka i dorośli. Opowieść o szczęśliwym dzieciństwie
Leelo Tungal Wydawnictwo: KEW literatura piękna
244 str. 4 godz. 4 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Data wydania:
2022-06-01
Data 1. wyd. pol.:
2022-06-01
Liczba stron:
244
Czas czytania
4 godz. 4 min.
Język:
polski
ISBN:
9788378932802
Tłumacz:
Marta Perlikiewicz
Średnia ocen

                7,4 7,4 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Mała towarzyszka i dorośli. Opowieść o szczęśliwym dzieciństwie w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Mała towarzyszka i dorośli. Opowieść o szczęśliwym dzieciństwie



książek na półce przeczytane 3009 napisanych opinii 1264

Oceny książki Mała towarzyszka i dorośli. Opowieść o szczęśliwym dzieciństwie

Średnia ocen
7,4 / 10
67 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
175
88

Na półkach:

Przeczytałam w ramach czytelniczego wyzwania #czytameuropejskie "Małą towarzyszkę i dorośli" Leelo Tungal.

To opowieść dziecka, ale takiego, które za wcześnie musi dorosnąć.
Mała dziewczynka żyje w stalinowskiej rzeczywistości a jej mama zostaje wywieziona na Syberię.
I nagle świat się rozpada.

Nie ma tu wielkiej polityki. Nie ma tłumaczeń.

Jest jedno pytanie: co zrobić, żeby mama wróciła?
Dziewczynka wierzy, że musi być grzeczna.
Lepsza. Cichsza.
I to jest najbardziej przejmujące.
Bo w tej książce widać, jak system wchodzi do środka człowieka.
Jak zaczyna rządzić emocjami.
Jak zamienia miłość w mechanizm kontroli.

Estonia Tungal to kraj milczenia.
Dorośli nie mówią wprost. Ukrywają prawdę. Boją się. A dziecko próbuje złożyć świat z tych półsłówek.
To nie jest opowieść o historii. To opowieść o jej skutkach.
O tym, jak wielka polityka/reżim rozgrywa się w małym domu. W relacji matki i dziecka.
W lęku, który zostaje na całe życie.

To kolejna cicha książka o dzieciństwie
Prosta. I niestety bardzo bolesna.

Przeczytałam w ramach czytelniczego wyzwania #czytameuropejskie "Małą towarzyszkę i dorośli" Leelo Tungal.

To opowieść dziecka, ale takiego, które za wcześnie musi dorosnąć.
Mała dziewczynka żyje w stalinowskiej rzeczywistości a jej mama zostaje wywieziona na Syberię.
I nagle świat się rozpada.

Nie ma tu wielkiej polityki. Nie ma tłumaczeń.

Jest jedno pytanie: co zrobić,...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

192 użytkowników ma tytuł Mała towarzyszka i dorośli. Opowieść o szczęśliwym dzieciństwie na półkach głównych
  • 112
  • 80
32 użytkowników ma tytuł Mała towarzyszka i dorośli. Opowieść o szczęśliwym dzieciństwie na półkach dodatkowych
  • 7
  • 6
  • 4
  • 3
  • 3
  • 3
  • 3
  • 3

Tagi i tematy do książki Mała towarzyszka i dorośli. Opowieść o szczęśliwym dzieciństwie

Inne książki autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Gogolowe disco Paavo Matsin
Gogolowe disco
Paavo Matsin
Groteska, absurd, purnonsens i przede wszystkim „wiecznyj kajf”. Nie dla każdego i ten kajf, i to disco z Gogolem. A szkoda. Przed czytaniem/słuchaniem tej niewielkiej książeczki warto zgłębić, znajdujący się na końcu, słownik wyrazów obcych i zwrotów obcojęzycznych. Naprawdę jest przydatny. Znajomość proponuję rozpocząć od słówka – "kajf" (frajda, haj, odlot - jednym słowem - euforia wywołana środkami odurzającymi), dlatego, że percepcję „Gogolowego disco” determinuje właśnie kajf. W tym wypadku czysto literacki, ale jednak! I żeby to zrozumieć, trzeba książkę Matsina przeczytać. Tego nie da się zrelacjonować! Mimo iż sama jestem inicjatorką wielu spektakularnych wydarzeń w życiu codziennym i potrafię zrobić „coś” z niczego, i absolutnie nie mam na myśli zupy czy obiadu ;) to autor „Gogolowego disco” prześcignął moje skromne umiejętności z naddatkiem. Niewątpliwie duszą tego utworu są bohaterowie, czyli zgodnie z założoną konwencją powieści, dziwacy, odszczepieńcy i wykolegowani przez życie marzyciele. Polubiłam ich od pierwszego spotkania i bardzo się z nimi zżyłam. No i mistrz, i prorok - Gogol! Postać nie z tej ziemi! Zdecydowanie bardziej spod ziemi, w dodatku, z wypełnionymi piachem kieszeniami. Gogola nie pokona nikt, „nawet informatyk nie dosięgał Gogolowi do pięt, chociaż chodził dziwacznie ubrany i mówił niezrozumiałym językiem” :D Proces oswajania przeze mnie tej książki trwa nadal, bo ciągle mam wrażenie, że poznałam tylko jej wierzchnią warstwę. Wielu sytuacji nie zrozumiałam, wydają się hermetycznie estońskie, takie nie „nasze”, wiele z nich wymaga zgłębienia kabały i głębszej wiedzy religijnej i mistycznej, dlatego wyposażyłam się właśnie w wersję papierową „Gogolowego disco”, bo na pewno będę chciała wrócić do tego duszoszczypatielnego klimatu i języka, by ogarnąć go też wzrokiem. Powtórzę się też za tym co napisałam kiedyś o „Mistrzu i Małgorzacie”, bo nie mam wątpliwości, że to stwierdzenie jest i tutaj bardzo na miejscu - z połączenia realizmu, groteski i fantastyki wyłania się „nienormalna normalność”. Do moich ulubionych wątków i motywów należą: - w.c. książki, czyli „podziemie czytelnicze”, w którym literatura została sprowadzona do toalet, - cztery ewangelie spisane na podstawie wypowiedzi „proroka” Gogola, ale powstałe w duchu „swoistej prawdy” każdego z trzech ewangelistów i jednej ewangelistki (sic!), - wspaniały język, melancholijny, ale pełen ironii, gry słów, z fonetycznymi angielskimi wstawkami Wasi Kaługina (zagorzałego fana Beatlesów) w stylu: „Gaad bles ju!”, „ol-ju-niid-is-law”. I cudne – „Naszynal Dżeografiki, przedziwne czasopismo z niewiarygodnymi fotografiami”, i melodyjnie brzmiące słówko „stiliaga”, i sentymentalna „Murka”, niosąca ze sobą zapowiedź nieuchronnego, a także genialny neologizm – "sydent" (nie mylić z dysydentem!).
wiola - awatar wiola
oceniła na 7 2 lata temu
Chochma Svens Kuzmins
Chochma
Svens Kuzmins
🌫️ Miałem koncentrację, a domknięcia nadal nie czuję. Nie rozstrzygam — spróbuję drugi raz. Nie wiem, czy to się skleja, czy ma zostać "nieszczelne'" Całkiem możliwe, że ta nieszczelność robi robotę 10/10. 🔁 Drugi przebieg przede mną. 🌀🧠 Drugie zanurzenie: „lekko śmieszno”, a potem robi się… szczelnie 🌀🧠 🎭 Gatunek: powieść w opowiadaniach / kronika transformacji + psycho-groteska + traktat w przebraniu żartu
 🌡️ Nastrój: śmiech przez zęby, lęk pod skórą, absurd, który czasem pachnie chorobą
 🎧 Tryb czytania: najlepiej 2×. Za pierwszym — dezorientacja. Za drugim — zaskakująco precyzyjna mapa
 ⭐ 9,5/10 — za to, że reklama, używki, mit i lęk są tu jedną substancją, z której robi się człowiek i miasto. 🧩 O czym to jest (fabuła – w punktach, bez spoilerowania „sensu”) 🧩
 To jest Chochma: fikcyjne nadmorskie miasteczko, które raz bywa „rajem”, a raz „asteroidą” — i w którym lata 90. nie są tłem, tylko substancją rzeczywistości. 🔹 Uncle Ben’s: dziecięca obsesja na punkcie sosu w czasach, gdy nowe produkty są jak nowe bóstwa, a przemoc i „porachunki” brzmią nocą w parku.
 🔹 „Legion” i nauczyciel Horacy: rozmowa o tym, czy można czuć, że „nie jest się sobą” — scena jednocześnie tragiczna, śmieszna i niepokojąco prawdziwa (alkohol jako trans, filozofia jako dymna zasłona, człowiek jako pęknięcie).
 🔹 Lifeswapping: internetowa „religia” zamiany życia z kimś obcym na kilkanaście dni — pomysł tak głupi, że aż przerażająco logiczny jako metafora epoki.
 🔹 GLERTP: próba rozszyfrowania świata jak kodu — „dziadek-mechanizm”, rodzinny sekret i klimat niepokojącej bajki / choroby / urojenia.
 🔹 Doktor Levi i Alkostop: reklama, biurokracja i „lek na kaca” jako obietnica cywilizacyjnego zbawienia — śmieszne w formie, bardzo gorzkie pod spodem.
 🔹 Kapsuła Czasu / „Podwaliny kultury XXI wieku”: pseudo-naukowy traktat do przyszłych antropologów — zaczyna się jak żart, kończy jak lustro. 🧠 Sedno (bez sędziowania): „nieszczelność” jako stan świata 🧠
 Tu „nieszczelność” nie jest brakiem warsztatu. Jest metodą oddania rzeczywistości, w której:
 🔹 jaźń bywa wymienialna jak rola (lifeswapping),
 🔹 język potrafi wejść do głowy jak obcy kod (GLERTP),
 🔹 używki, lęk i „trans codzienności” robią z człowieka kogoś, kto sam siebie nie poznaje. Dlatego to się miejscami gmatwa — bo ta książka nie udaje, że psychika ma zawsze prostą linię. 🧷 Posłowie, które ustawia klucz 🧷 
Tytuł „Chochma/Hohma” niesie napięcie między żartem a mądrością (z kabalistycznym cieniem w tle), więc ta proza od początku ma prawo być jednocześnie komiczna i „metafizycznie podejrzana”. 🪞 Dlaczego u mnie dopiero 2× zagrało 🪞
 Za pierwszym razem próbowałem z tego zrobić „spójną fabułę”.
Za drugim — zobaczyłem, że to działa jak miasto: wchodzisz w uliczki, wracasz, łączysz przejścia podziemne.
 I nagle: lekko śmieszno → bardzo szczelno.
Endryou Poczopko - awatar Endryou Poczopko
ocenił na 10 3 miesiące temu
Towarzysz Nachman Izrael Joszua Singer
Towarzysz Nachman
Izrael Joszua Singer
Spodziewałam się, że będzie to jednak literatura podobna w duchu do twórczości wielkiego noblisty Izaaka Singera, młodszego brata pisarza. Ale nie, to zupełnie inny typ prozy. Mimo że też pisany w jidysz. Moim zdaniem, znacznie bardziej uniwersalny. Opowiada o życiu żydowskich biedaków z małego miasteczka, Warszawy, Moskwy, ale w gruncie rzeczy to przypowieść ukazująca okrutne prawa rządzące światem, w którym nie ma sprawiedliwości. Bohaterem powieści jest bieda. Szczegółowy, wręcz reporterski opis życia bardzo biednej rodziny żydowskiego w podlubelskiej miejscowości, w Zaułku Nędzarzy. Mates Riter pracuje jako domokrążny handlarz, sprzedając i skupując towary w okolicznych wsiach. Całe tygodnie o głodzie przemierza zakurzone drogi, dźwigając wór pełen towarów. Tylko na szabas wraca do rodziny, idzie do łaźni, do synagogi, zjada coś i odpoczywa. Utrzymuje żonę i sześć córek, w końcu rodzi mu się upragniony syn. Rodzina żyje w tak skrajnej nędzy, że trudno to sobie wyobrazić. W izbie brak sprzętów, głodowe posiłki, nędzne zarobki, życie niewiele różniące się od życia zwykłych żebraków. Właściwie niczym się nie różniące, bo różne kwestie życiowe rozwiązywane są przy pomocy bogatszych sąsiadów. A chleb otrzymywany z czyjejś łaski boli i upokarza. Ale za to rodzina jest niezwykle pobożna i nędzarz Mates nie żałuje nigdy grosza ze swych głodowych zarobków na rytualną łaźnię, ofiarę w synagodze czy wsparcie dla ubogich. Sam przyjmuje z pokorą swój los, nie buntuje się, ale również nie próbuje nauczyć się jakiegoś fachu, by może trochę lepiej zarabiać. Jedyne, na co sobie pozwala, to wykształcenie dla syna Nachmana w szkółce religijnej. Marzeniem ojca jest, by syn został uczonym chasydem, a może nawet rabinem. Marzenie jego spełnia się w bardzo przewrotny sposób. Nachman, czeladnik piekarski, zostaje zauroczony ideologią komunistyczną, gdzie jest mowa o wyzysku mas pracujących przez wrednych kapitalistów, o konieczności walki z systemem na wzór doskonałego Kraju Rad, pierwszego państwa, gdzie robotnicy rządzą. Zauroczenie to przypomina religijność ojca, a jeszcze bardziej – wiarę serwowana w każdej sekcie religijnej. Nachem nie dostrzega, jak jego ideologia rozmija się z rzeczywistością, aż do tragicznego końca. W imię walki z wyzyskiem podcina korzenie, na których opiera się byt jego rodziny. Pracuje bardzo ciężko, z pełnym oddaniem, jest uczciwy do bólu, zachowuje swoją godność, a jednak traci wszystko. Ostatnia scena, kiedy wykończony Nachman przekracza granicę państwową i zmordowany pada obok konającego, zamęczonego pracą konia, którego po wykorzystaniu do końca właściciel porzucił na śmierć pod rozgwieżdżonym niebem, jest jedną z najmocniejszych scen, jakie zdarzyło mi się czytać kiedykolwiek. Obraz komunizmu w wydaniu radzieckim jest tu ukazany w bardzo krzywym zwierciadle, ale do bólu prawdziwie. Slogany o walce ze światowym wyzyskiem, wygłaszane do ludzi, którym mimo katorżniczej pracy nie starcza na chleb. Naiwna wiara w system wbrew temu, co oczy widzą, wiara w szczerą prawdę słowa pisanego w lewicowych gazetkach, w demagogiczną agitację rozmaitych guru komunizmu z towarzyszem Danielem na czele. Warunki życia i pracy w Związku Radzieckim, wyzysk nie mniejszy niż gdzie indziej, kreowanie spisków, oskarżenia o sabotaż i szpiegostwo, polowanie na wrogów klasowych… Przedwojenna Polska też nie wygląda dużo lepiej w oczach pisarza. Szef policji Konrad Łempicki, śledczy Słupek, sędzia Brzygowski – to zaiste indywidua spod ciemnej gwiazdy. Satyra Singera jest cienka, złośliwa i niezwykle trafna. Oczywiście rzecz toczy się w środowisku niezamożnych Żydów, ale obraz przedstawicieli władzy nie ma charakteru klasowego ani narodowościowego. Towarzysz Daniel, sprawca wszystkich nieszczęść Nachmana, to też przecież Żyd. Teza powieści to przeświadczenie, że biedni, ciężko pracujący ludzie nigdy nie osiągną dostatku, bo by coś osiągnąć, trzeba porzucić zasady moralne, oszukiwać, kłamać i wysługiwać się władzy. W gruncie rzeczy egzystencja żydowskiego sztetla, gdzie też przecież są wygrani i przegrani, bogaci i biedni, wydaje się być bardziej egalitarna, a przede wszystkim bardziej nastawiona na współdzielenie się dostatkiem. Musze też powiedzieć, że styl powieści starszego Singera jest wspaniały, oszczędny, mocny, trafny aż do bólu. Mimo wielu złośliwie opisanych spraw i osób, powieść „Towarzysz Nachman” to właściwie moralitet. Żywot Nachman od narodzin do finałowej przegranej, prowadzi czytelnika do uświadomienia sobie, że nie ma sprawiedliwości na tym świecie. Imię Nachman znaczy „pocieszenie”. Prawie jak żywot świętego dwudziestego wieku, mimo że wierzy on w komunizm. A tłumaczenie powieści to mistrzostwo świata!
Ewa Szulc - awatar Ewa Szulc
ocenił na 10 2 miesiące temu
O mojej córce Kim Hye-jin
O mojej córce
Kim Hye-jin
Kim Hye-jin nie korzysta z wyszukanego języka, aby rozemocjonować czytelnika. W swoim tekście porusza kwestię akceptacji nieheterormatywnego dziecka przez rodzica, którą w powszechnym odbiorze nadal uznaje się za temat niewygodny. Krótką, kameralną, a zarazem duszną powieść skupiono na postaci matki w niedługim czasie po wprowadzeniu się córki z jej wieloletnią partnerką. Gwałtownym zmianom w otoczeniu domowym sprzyjają rozterki z powodu degradacji zdrowia emerytowanej pensjonariuszki ośrodka opiekuńczego. Przeplatanie prywatnej oraz zawodowej sfery codzienności matki świadczy o złożoności problematyki powieści, w której akceptację osoby najbliższej ukazano jako długotrwały proces. Autorka wykorzystuje tarcia pomiędzy bohaterkami, aby unaocznić różnice w wyznawanych wartościach, jak również odmienne poglądy na świat i ludzi. Momenty ich zderzeń uwiarygadniają fabułę, w której nie brakuje poczucia winy, jak również niesłusznego przeświadczenia o porażce wychowawczej. W wątkach poświęconych bieżącym problemom Korei omówiono przyczyny awersji matki wobec córki oraz jej partnerki, co w żadnym wypadku nie usprawiedliwia negatywnego stosunku do własnego dziecka. O ile Kim Hye-jin przyznaje rodzicowi prawo do poukładania niespokojnych myśli, o tyle sprzeciwia się utożsamianiu orientacji człowieka z formą buntu przeciwko określonemu porządkowi społecznemu. Stanowczość autorki znajduje potwierdzenie w finale powieści, w którym wskazano na konieczność bezwarunkowej akceptacji dziecka.
dyrektor_negacja - awatar dyrektor_negacja
oceniła na 7 3 miesiące temu
Lód Ulla-Lena Lundberg
Lód
Ulla-Lena Lundberg
„Lód” Ulli-Leny Lundberg to opowieść subtelna, a jednocześnie głęboko poruszająca. Autorka przenosi czytelnika na surowe, bezleśne Wyspy Alandzkie – miejsce z pozoru nieprzyjazne, ale pełne wewnętrznego ciepła i powolnie rodzącej się wspólnoty. To właśnie tutaj młode pastorostwo, Petter i Mona, postanawia rozpocząć nowe życie wraz z małą córeczką. Powieść wyróżnia się spokojnym, refleksyjnym tonem i uważnym portretowaniem codzienności. Życie na Örlandii toczy się zgodnie z rytmem natury – zmienną pogodą, lodem, który odcina wyspę od świata, i cichą, lecz nieustanną obecnością przeszłości. Lundberg z wyczuciem kreśli świat, w którym bohaterowie uczą się żyć razem, mimo różnic i wewnętrznych konfliktów. Pastor Petter emanuje dobrocią i spokojem, Mona to postać silna i praktyczna, a ich relacja z mieszkańcami – od kantora, przez sklepikarkę, aż po radziecką lekarkę – rozwija się z czasem w relację pełną wzajemnego szacunku. Autorka nie ucieka jednak od trudnych tematów. W idealnej z pozoru społeczności drzemią napięcia, a kiedy przychodzi tragedia, staje się ona papierkiem lakmusowym dla wartości, na których opiera się wspólnota. Czy mieszkańcy potrafią się zjednoczyć, gdy wszystko zostaje wystawione na próbę? „Lód” to powieść o kruchości życia i sile wspólnoty, o tym, jak codzienność może być zarówno banalna, jak i święta. To książka, która nie narzuca emocji, ale pozwala je głęboko przeżyć. Zdecydowanie warto po nią sięgnąć – dla klimatu, dla języka i dla ludzi, którzy, choć żyją na krańcu świata, są nam zaskakująco bliscy.
mamausza - awatar mamausza
oceniła na 8 7 miesięcy temu
Żywot i śmierć pana Hersha Libkina z Sacramento w stanie Kalifornia Ishbel Szatrawska
Żywot i śmierć pana Hersha Libkina z Sacramento w stanie Kalifornia
Ishbel Szatrawska
Żywot i śmierć pana Hersha Libkina z Sacramento w stanie Kalifornia” autorstwa Ishbel Szatrawskiej to jedna z tych pozycji na polskiej scenie dramaturgicznej, które uderzają w czytelnika z siłą antycznej tragedii, pozostając przy tym boleśnie nowoczesnymi. Przyznanie tej publikacji oceny 8/10 odzwierciedla jej literacki kunszt, odwagę w przełamywaniu tabu oraz niezwykłą sprawność w operowaniu językiem, choć jednocześnie wskazuje na pewną emocjonalną duszność, która może przytłoczyć mniej przygotowanego odbiorcę. Bohater tragiczny w cieniu Hollywood Historia Hersha Libkina to wielowarstwowa odyseja, która zaczyna się w wileńskim getcie, prowadzi przez piekło nazistowskich obozów koncentracyjnych, by ostatecznie osiąść w powojennym, pozornie słonecznym Sacramento. Szatrawska kreśli portret człowieka, który przetrwał Zagładę, ale nie potrafi uciec przed własną tożsamością i traumą. Hersh to postać tragiczna w pełnym tego słowa znaczeniu – ocalały z Holokaustu Żyd, a zarazem homoseksualista, który w purytańskiej Ameryce lat 50. musi mierzyć się z nowym rodzajem wykluczenia i paranoi czasów maccartyzmu. Autorka mistrzowsko operuje kontrastem. Z jednej strony mamy brutalne wspomnienia z Europy, z drugiej – plastikowy, lśniący świat amerykańskiego snu, w którym Hersh próbuje odnaleźć swoje miejsce jako aspirujący aktor. Ta dualizm jest fundamentem dramatu; pokazuje, że wolność wywalczona po wojnie była dla wielu jedynie kolejną klatką, tym razem zbudowaną z oczekiwań społecznych i konieczności ukrywania prawdy o sobie. Konstrukcja i język: Teatr w głowie czytelnika Siłą tekstu Szatrawskiej jest jego rytm. Dramat czyta się jak partyturę – dialogi są cięte, dynamiczne, pełne niedopowiedzeń i napięcia. Autorka rezygnuje z tradycyjnej, linearnej narracji na rzecz poszatkowanych scen, które przenikają się nawzajem, tworząc mozaikę pamięci bohatera. Taki zabieg pozwala czytelnikowi poczuć dezorientację Hersha, dla którego przeszłość nigdy nie jest naprawdę „była” – ona wciąż trwa, manifestując się w lękach, gestach i niemożności nawiązania szczerej relacji z otoczeniem. Warto zwrócić uwagę na sposób, w jaki Szatrawska traktuje postacie drugoplanowe. Każda z nich, od agentów FBI po bliskich Hersha, reprezentuje inny aspekt opresji lub niezrozumienia, z jakimi boryka się główny bohater. Nie są to jednak płaskie figury; to pełnokrwiste postaci, które swoimi działaniami dopełniają obrazu świata, w którym ocalenie życia nie oznaczało ocalenia duszy. Ocena 8/10 wynika z faktu, że „Żywot i śmierć pana Hersha Libkina...” to dzieło niemal kompletne, ale niezwykle wymagające. Gęstość traumy, którą serwuje autorka, bywa momentami paraliżująca. Czytelnik może odnieść wrażenie, że tragizm bohatera jest tak skumulowany, iż nie pozostawia miejsca na najmniejszy oddech, co w odbiorze literackim może być wyczerpujące. Ponadto, specyficzna forma dramatu sprawia, że pełnię swojego potencjału tekst ten osiąga prawdopodobnie dopiero na deskach teatru, gdzie warstwa wizualna i aktorska mogą wypełnić luki między słowami. Ishbel Szatrawska napisała tekst ważny, niewygodny i olśniewający językowo. To rozliczenie z mitami – zarówno tym o amerykańskim raju, jak i tym o „czystym” cierpieniu ofiar wojny. Hersh Libkin to bohater, który zostaje z nami na długo po lekturze, zmuszając do refleksji nad tym, ile warte jest życie w kłamstwie i jak wielką cenę płaci się za próbę bycia sobą w czasach, które premiują konformizm. To wybitna literatura, która zasługuje na szerokie uznanie.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na 8 21 dni temu
Skąd Saša Stanišić
Skąd
Saša Stanišić
„Pochodzenie to to, co się najpierw wymyśla! Pochodzenie to szatnia, ale zawsze ma się na sobie to, co się w niej włożyło” – ten cytat z książki Skąd Sašy Stanišicia idealnie oddaje istotę tej niezwykłej, nielinearnej narracji. Autor, laureat Niemieckiej Nagrody Książkowej, stworzył dzieło, które wymyka się prostym klasyfikacjom gatunkowym. To jednocześnie autobiografia, esej o pamięci, reportaż z nieistniejącego już kraju i gra literacka. Moja ocena to mocne 7/10 – to książka błyskotliwa i ważna, choć jej fragmentaryczna forma może być dla niektórych czytelników wyzwaniem. Stanišić zabiera nas w podróż do swojej młodości w Višegradzie, przerwanej przez brutalny wybuch wojny w Jugosławii, a następnie do Niemiec, gdzie jako nastolatek musiał na nowo zdefiniować swoje „ja”. Tytułowe pytanie „Skąd?” nie doczekuje się tu jednej, prostej odpowiedzi. Dla autora pochodzenie nie jest bowiem statycznym punktem na mapie, lecz dynamicznym zbiorem wspomnień, zapachów, anegdot i językowych potknięć. Kluczową postacią w tej opowieści jest babcia autora, chora na Alzheimera. Jej tracona pamięć staje się metaforą rozpadającego się świata i ulotności korzeni. Stanišić z ogromną czułością opisuje ich relację, pokazując, że pochodzenie to także wspólny język, który znika wraz z odchodzącymi bliskimi. Największym atutem książki jest jej styl. Stanišić pisze z niesamowitą lekkością, używając humoru i ironii jako tarczy przeciwko traumie wygnania. Jego fraza jest nowoczesna, pełna popkulturowych odniesień i błyskotliwych metafor. Autor bawi się formą – w pewnym momencie książka zmienia się nawet w grę paragrafową, pozwalając czytelnikowi decydować o losach bohaterów. To zabieg ryzykowny, ale w tym kontekście genialnie podkreślający, jak bardzo nasze losy zależą od przypadku. Z jednej strony doceniam wysoką jakość literacką i intelektualną głębię utworu. Stanišić stworzył jedną z najciekawszych diagnoz współczesnej emigracji. Dlaczego zatem nie wyżej? Momentami fragmentaryczność tekstu bywa nużąca. Autor tak mocno ucieka od chronologii i klasycznej fabuły, że niektóre rozdziały wydają się nieco oderwane od całości, przypominając raczej luźne notatki z szuflady. Dla czytelnika szukającego spójnej opowieści o wojnie na Bałkanach, ta literacka żonglerka może być momentami irytująca. Skąd to książka, która zmusza do refleksji nad własnymi korzeniami. To hołd dla wielokulturowości i dowód na to, że domem może być język, w którym decydujemy się opowiedzieć swoją historię. Solidna siódemka za innowacyjność, emocjonalną szczerość i udowodnienie, że o sprawach najtrudniejszych można pisać bez patosu.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na 7 2 miesiące temu
Biały głód Aki Ollikainen
Biały głód
Aki Ollikainen
Bardzo krótka, błyskawicznie przeczytana mimo trudnego tematu. Nie sprawiła na mnie jednak zbyt porażającego wrażenia, chyba właśnie z powodu zbyt krótkiej formy, bo czytelnik dostaje właściwie migawki przeżyć kilkorga bohaterów – od biedoty wyruszającej na południe za chlebem przez dobrze sytuowanego lekarza, aż po senatora, członka władz Finlandii. Sporo też tu było wyimaginowanych wtrąceń – snów, majaczeń, wspomnień poprzedniego życia itp. Dość dużo, jak na tak mało obszerny utwór, co mnie osobiście dodatkowo wybijało z rytmu. Styl jest surowy, czasem aż za bardzo. Z początku sytuacja opisywana w powieści skojarzyła mi się z wielkim głodem w Irlandii, ale szybko wyprowadzono mnie z błędu. Tragedia miała inny wymiar, bo jest to kraj położony na innej szerokości geograficznej, więc i powtarzająca się rok do roku klęska nieurodzaju łączy się z paraliżującym zimnem przynoszącym jeszcze więcej śmierci, ale też i wyciszającym nastroje. Książka zaciekawiła mnie do tego stopnia, że chciałam ją dokończyć mimo zastrzeżeń. Czytałam bez większych nadziei na szczęśliwe zakończenie jakiegokolwiek wątku, choć czekało mnie tu zaskoczenie. Porusza też temat, z którego nie zdawałam sobie sprawy, więc po zakończeniu zaczęłam szukać na ten temat informacji – niektóre wątki dopiero wtedy stały się dla mnie zrozumiałe. Książkę warto przeczytać, bo poszerza znajomość historii Europy, a i forma i styl pewnie znajduje swoich zwolenników. Ja nie żałuję, że ją przeczytałam, choć nie polubiłam się z nią zbytnio.
aredhela - awatar aredhela
oceniła na 6 27 dni temu
Najskrytsza pamięć ludzi Mohamed Mbougar Sarr
Najskrytsza pamięć ludzi
Mohamed Mbougar Sarr
Powieść Mohameda Mbougara Sarra, Najskrytsza pamięć ludzi, to literackie zjawisko, które zasłużenie zdobyło Nagrodę Goncourtów, stając się jednym z najważniejszych głosów współczesnej frankofonii. Moja ocena to entuzjastyczne 8/10 – to książka totalna, labiryntowa i oszałamiająca swoją erudycją, choć wymagająca od czytelnika pełnego zaangażowania i intelektualnej czujności. Punktem wyjścia jest historia Diégane’a Latyra Faye’a, młodego senegalskiego pisarza mieszkającego w Paryżu, który trafia na trop legendarnej, niemal mitycznej książki z 1938 roku pt. Labyrinthe de l'inhumain (Labirynt nieludzkości). Jej autor, T.C. Elimane, okrzyknięty niegdyś „czarnoskórym Rimbaudem”, zniknął z radaru opinii publicznej po skandalu związanym z oskarżeniami o plagiat. Faye staje się obsesyjnym poszukiwaczem prawdy o Elimane’u, co rzuca go w wir podróży przez trzy kontynenty (Afrykę, Europę i Amerykę Południową) oraz przez tragiczne karty historii XX wieku – od kolonializmu, przez II wojnę światową, aż po współczesność. Sarr konstruuje swoją powieść jako szkatułkową narrację. Głosy bohaterów, listy, wywiady i fragmenty odnalezionych tekstów nakładają się na siebie, tworząc gęstą strukturę. To nie jest tylko opowieść o człowieku; to opowieść o samej literaturze, o jej niszczycielskiej sile i o tym, jak pisanie może stać się zarówno przekleństwem, jak i jedyną formą ocalenia. Największym atutem powieści jest sposób, w jaki Sarr mierzy się z problematyką postkolonialną. Robi to jednak bez publicystycznego zacięcia. Interesuje go relacja między pisarzem afrykańskim a „zachodnim kanonem”. Czy autor z Senegalu musi zawsze pisać o swojej „afrykańskości”, by zostać dostrzeżonym w Paryżu? Elimane jest tu symbolem buntu przeciwko takiemu szufladkowaniu, ale i ofiarą systemu, który najpierw go wykreował na egzotyczną ciekawostkę, a potem brutalnie zniszczył. Autor z niezwykłą swobodą porusza się między stylami. Potrafi być ironiczny, gdy opisuje paryskie salony literackie, by za chwilę uderzyć w ton niemal mityczny, gdy akcja przenosi się do Senegalu. Najskrytsza pamięć ludzi to hołd dla wielkich mistrzów: od Roberto Bolaño (któremu książka jest dedykowana), przez Borgesa, aż po Yambo Ouologuema. Sarr gra z czytelnikiem, ukrywając liczne nawiązania i sprawiając, że lektura staje się procesem odkrywania kolejnych warstw znaczeń. Ocena odzwierciedla mój podziw dla odwagi stylistycznej Sarra. To książka napisana z niesamowitym rozmachem, gęsta od idei i emocji. Jednak ta gęstość bywa momentami wyzwaniem. Dla czytelnika nieprzyzwyczajonego do narracji nielinearnej, liczne dygresje i długaśne zdania (momentami przypominające styl Prousta) mogą być barierą nie do przebicia. Niektóre partie tekstu wydają się niemal przeładowane znaczeniami, co sprawia, że tempo lektury znacząco spada. Jest to jednak cena, którą warto zapłacić za obcowanie z literaturą tak wysokiej próby. Najskrytsza pamięć ludzi to powieść o „poszukiwaniu absolutnego tekstu”, która sama pretenduje do tego miana. Mohamed Mbougar Sarr udowodnił, że literatura wciąż ma moc budowania mostów nad przepaściami historii i kultury. To książka bolesna, piękna i niezwykle inteligentna. Jeśli szukasz lektury, która nie pozwoli Ci zasnąć i zmusi do przemyślenia wszystkiego, co wiesz o sztuce pisania, Sarr będzie Twoim najlepszym przewodnikiem.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na 8 2 miesiące temu
Ślepa kuchnia. Jedzenie i ideologia w PRL Monika Milewska
Ślepa kuchnia. Jedzenie i ideologia w PRL
Monika Milewska
Lektura „Ślepej kuchni” Moniki Milewskiej przywołała obrazy znane z mojego dzieciństwa, spędzonego w czasach powszechnego niedoboru wszystkiego, kolejek, etykiet zastępczych, kartek, które zmuszały moją matkę i matki moich koleżanek do kreatywności nie tylko kulinarnej (lizaki robione na patelni, czekolada na blasze do pieczenia, czy ciasto z marchwi), ale i w innych dziedzinach życia (przerabianie ubrań, farbowanie, naprawianie sprzętów). Wynikało to z pustych sklepowych półek i braku możliwości zorganizowania niezbędnych produktów, o luksusowych nie wspominając. Jako dziecko nie byłam świadoma przyczyn tej sytuacji, a dzięki zaradności rodziny nawet niezbyt dotkliwie odczuwałam trudności życia w PRL-u. Praca Moniki Milewskiej to monumentalna, solidnie udokumentowana i dobrze napisana monografia dotycząca wszelakich zagadnień związanych z zagadnieniami jedzenia w czasach Polski Ludowej. Autorka wnikliwie i ciekawie opisuje politykę rządu komunistycznego, której celem było kontrolowanie społeczeństwa przy pomocy dostępu do żywności. Poczynając od upaństwowienia rolnictwa i prób narzucenia chłopom norm i obowiązkowych dostaw, przez nieudane próby wprowadzenia wśród robotników zwyczaju korzystania z żywienia zbiorowego, manipulacji nastrojami społecznymi poprzez rzucanie do sklepów pożądanych towarów w okresach świątecznych, wprowadzanie drakońskich podwyżek cen, aż po przyjrzenie się diecie więźniów i internowanych, upodobaniom kulinarnym pierwszych sekretarzy i innych dostojników, a nawet analizę przepisów i porad skierowanych do gospodyń domowych w książkach kucharskich i czasopismach. Autorka zdecydowanie wychodzi poza problematykę jedzenia, omawia zagadnienia okołożywieniowe, co czyni jej pracę jeszcze bardziej wartościową. Jest w niej mnóstwo ciekawostek, anegdot, cytatów z przemówień, dokumentów, czy wywiadów przeprowadzonych z ludźmi pamiętającymi PRL. O rzetelności tego opracowania niech świadczy ilość przypisów zawartych na każdej stronie, kilkustronicowa bibliografia i indeks nazwisk pojawiających się w treści. Czyta się to znakomicie, bo Milewska potrafi opowiadać. Czytałam kiedyś jej powieść „Latawiec z betonu” (też zresztą traktującą o PRL-u) i cenię sobie swobodny, a jednocześnie kunsztowny sposób pisania. Dowiedziałam się dzięki tej publikacji wielu ciekawych rzeczy o epoce słusznie minionej, a załączone fotografie dopełniły obrazu. A że bardzo lubię tego typu opracowania, gdzie pokazuje się życie zwykłych ludzi na tle konkretnej epoki historycznej, więc „Ślepa kuchnia” bardzo przypadła mi do gustu. Doceniam to, że autorka nie trywializuje zjawisk, nie używa kabaretowej narracji ( a mogłaby!), posługuje się wyłącznie informacjami udokumentowanymi. Wielokrotnie wspomina o studentach Uniwersytetu Gdańskiego, którzy przeprowadzali ankiety, z których wnioski wykorzystała w swojej pracy. Aby uczynić swoją monografię bardziej dostępną dla czytelnika odwołuje się także do scen filmowych, tekstów piosenek, wierszy, scen kabaretowych, co daje wyobrażenie tego, jak w interesujących Milewską czasach reagowali ludzie na rozmaite problemy związane z polityką żywieniową partii. Mam wielką satysfakcję z tej lektury i serdecznie polecam ją wszystkim interesującym się historią PRL-u.
Anna-Maria - awatar Anna-Maria
oceniła na 9 10 miesięcy temu
Wyspa kobiet Lauren Groff
Wyspa kobiet
Lauren Groff
Uważam tę książkę za ciekawy eksperyment. W "Wyspie kobiet" Groff zadaje pytanie: czy powieść o kobietach będących częścią jednej z najbardziej mizogynistycznych instytucji w historii świata może być feministyczna, skoro nawet obiekt ich czci jest mężczyzną? Odpowiedź brzmi - tak jakby. Groff w bardzo ciekawy sposób odwraca typowo męskie historie poprzez brak jakichkolwiek męskich postaci w swojej powieści. Wszystko kręci się wokół kobiet, ich płci, seksualności i zmagań. Wspomina się tutaj raz na jakiś czas o mężczyznach, choćby o Ryszardzie Lwie Serce, ale nigdy nie są oni wymienieni z imienia, ani nie przykłada się do nich takiej wagi jak do kobiet. Nigdy się pojawiają się tutaj również imiona "Adam" czy "Jezus". Czy jest to jednak powieść feministyczna? Zarazem tak i nie, co zapewne było zamiarem autorki. Choć powieść skupia się na kobietach (i lesbijkach), nie są one żyć w pełnoprawnym świecie jako kobiety. By stworzyć swoją wyspę kobiet, muszą całkowicie odizolować się od świata i zwrócić się w stronę herezji, by zyskać choć trochę niezależności. Ale nawet wtedy nie mogą decydować o sobie - Marie, choć pragnie wolności i siły, powiela metody mizoginistycznych patriarchów kościoła poprzez trzymanie swoich podopiecznych w ciągłej niewiedzy, pozbywanie się każdej kobiety, która może jej zagrozić, oraz odcinanie innych zakonnic od świata, by mogła łatwiej je kontrolować. Marie dąży do niezależności i wolności od mężczyzn, jednak chce tych rzeczy tylko dla siebie, a nie dla innych. Jest de facto narcyzem z kompleksem zbawcy, który narzuca swoim podopiecznym swoja wolę i ignoruje ich własne pragnienia, co najlepiej ukazuje jej przyzwolenie na ukaranie Avice - nagle te patriarchalne zasady, które tak lubi łamać, nie stanowią dla niej problemu, kiedy pozwala Godzie na wychłostanie dziewczyny. I tutaj dochodzimy do kolejnego ważnego motywu powieści - miłości dworskiej. Poprzez ten wątek Groff udowadnia, że choć mizoginia jest dziełem mężczyzn, to jednak nawet kobiety mogą tworzyć podobne pułapki. Marie wpada w metaforyczną zasadzkę Eleonory i poświęca jej całe swoje życie - na próżno, bo Eleonora traktuje ją tylko jakie narzędzie. Miłość dworska powoduje u Marie wykształcenie komleksu Madonny i ladacznicy i powstrzymuje ją przed osiągnięciem szczęścia. Zatem nawet w świecie kobiet Marie dopada jej wewnętrzna mizoginia. Podsumowując - jest to powieść dobra i ciekawa pod względem wykonania tematyki, choć jednocześnie dość łatwo jest ją źle zinterpretować. Groff bez wątpienia jest feministką, co bardzo dobrze udowadnia w "Fatum i furii", ale to właściwie nie jest powieść o feminizmie - raczej o idei, która mogła być feminizmem, ale która zawiodła z powodu wad kobiety, która próbowała ją krzewić. Jest to ciekawe studium przypadku, podobała mi się też dlatego, że niedawno na studiach omawialiśmy protofeminizm, mistyczki i dworską miłość.
Fox - awatar Fox
ocenił na 7 2 miesiące temu

Cytaty z książki Mała towarzyszka i dorośli. Opowieść o szczęśliwym dzieciństwie

Więcej
Leelo Tungal Mała towarzyszka i dorośli. Opowieść o szczęśliwym dzieciństwie Zobacz więcej
Leelo Tungal Mała towarzyszka i dorośli. Opowieść o szczęśliwym dzieciństwie Zobacz więcej
Leelo Tungal Mała towarzyszka i dorośli. Opowieść o szczęśliwym dzieciństwie Zobacz więcej
Więcej