Kultura krytyki. Ewolucjonistyczna analiza zaangażowania Żydów w XX-wieczne ruchy intelektualne i polityczne

Okładka książki Kultura krytyki. Ewolucjonistyczna analiza zaangażowania Żydów w XX-wieczne ruchy intelektualne i polityczne
Kevin B. MacDonald Wydawnictwo: Aletheia nauki społeczne (psychologia, socjologia, itd.)
802 str. 13 godz. 22 min.
Kategoria:
nauki społeczne (psychologia, socjologia, itd.)
Format:
papier
Tytuł oryginału:
The Culture of Critique: An Evolutionary Analysis of Jewish Involvement in Twentieth-Century Intellectual and Political Movements
Data wydania:
2019-02-28
Data 1. wyd. pol.:
2012-10-30
Liczba stron:
802
Czas czytania
13 godz. 22 min.
Język:
polski
ISBN:
9788365680457
Tłumacz:
Michał Szczubiałka
Średnia ocen

                8,0 8,0 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Kultura krytyki. Ewolucjonistyczna analiza zaangażowania Żydów w XX-wieczne ruchy intelektualne i polityczne w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Kultura krytyki. Ewolucjonistyczna analiza zaangażowania Żydów w XX-wieczne ruchy intelektualne i polityczne

Średnia ocen
8,0 / 10
78 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
65
28

Na półkach:

Książka bardzo dogłębnie analizuje kwestię wpływu Żydów na kreowanie zachodniego społeczeństwa, wykazując przy tym niekonsekwencje lub nawet hipokryzję tego środowiska. Podstawą tych rozważań jest niezliczona ilość badań, prac naukowych oraz wypowiedzi, dzięki temu mamy solidne zaplecze merytoryczne. Poruszany problem dla wielu może być kontrowersyjny, niemniej jest on prawdziwy i wciąż aktualny. Znalazłem w książce odpowiedzi na mnóstwo nurtujących mnie pytań, dzięki czemu mam ochotę sprawdzić dokąd prowadzi królicza nora. ;)

Książka bardzo dogłębnie analizuje kwestię wpływu Żydów na kreowanie zachodniego społeczeństwa, wykazując przy tym niekonsekwencje lub nawet hipokryzję tego środowiska. Podstawą tych rozważań jest niezliczona ilość badań, prac naukowych oraz wypowiedzi, dzięki temu mamy solidne zaplecze merytoryczne. Poruszany problem dla wielu może być kontrowersyjny, niemniej jest on...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

627 użytkowników ma tytuł Kultura krytyki. Ewolucjonistyczna analiza zaangażowania Żydów w XX-wieczne ruchy intelektualne i polityczne na półkach głównych
  • 515
  • 99
  • 13
60 użytkowników ma tytuł Kultura krytyki. Ewolucjonistyczna analiza zaangażowania Żydów w XX-wieczne ruchy intelektualne i polityczne na półkach dodatkowych
  • 42
  • 5
  • 4
  • 3
  • 2
  • 2
  • 2

Tagi i tematy do książki Kultura krytyki. Ewolucjonistyczna analiza zaangażowania Żydów w XX-wieczne ruchy intelektualne i polityczne

Inne książki autora

Kevin B. MacDonald
Kevin B. MacDonald
Profesor Kevin MacDonald, psycholog, biolog ewolucyjny, behawiorysta, naukowiec i wykładowca akademicki.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Zmierzch Zachodu Oswald Spengler
Zmierzch Zachodu
Oswald Spengler
Książka Oswalda Spenglera zatytułowana „Zmierzch Zachodu” jest jedną z bardziej interesujących publikacji, które ukazały się w XX wieku. Jej autor – jeden z głównych przedstawicieli nurtu rewolucji konserwatywnej formułuje tam własną, bardzo oryginalną koncepcję historiozofii, podejmując jednocześnie bardzo trudne zagadnienia związane z filozofią kultury oraz wzajemnymi relacjami występującymi pomiędzy naukami przyrodniczymi, ścisłymi oraz humanistycznymi. Czytelnik, który oczekiwał po książce Spenglera jasnego i klarownego przedstawienia i wykładni pewnych pojęć – włączając w to choćby kulturę i cywilizację może się zawieść. Spengler, w przeciwieństwie do polskiego historiozofa Feliksa Konecznego nie podaje określonej i konkretnej definicji tychże pojęć. Autor określa kulturę mianem organizmu. Organizm ten określonym światem form, będących wytworem unikalnym dla danej kultury. Spengler bardzo ceni sobie wartość i znaczenie kultury. W książce przedstawia pogląd, w którym to pisze o tym, iż każda kultura posiada własną matematykę. Spengler przytacza tu różnice pomiędzy matematyką w starożytnym Egipcie, starożytnej Grecji (geometria Euklidesowa, pitagorejczycy, problematyka liczb naturalnych, niezrozumienie idei liczb niewymiernych) a matematyką zachodnią „faustowską”. Kultura jest dla Spenglera czymś twórczym, wznoszącym – „fazą młodości”, w przeciwieństwie do cywilizacji, która jawi się dla niego jako coś zastojowego, związanego z fazą pełnej dojrzałości, starości, a co za tym idzie – schyłku. * W „Zmierzchu zachodu” przez niemalże całą książce przewija się wątek biegunowości. Spengler bowiem dokonuje rozróżnienia ducha faustowskiego od ducha apolińskiego. Ten pierwszy autor utożsamia z Zachodem, zaś ten drugi związany jest ze Starożytną Grecją. Warto w tym miejscu odnieść się do współczesności. Wielu przedstawicieli środowisk odwołujących do antycznego dziedzictwa cywilizacji łacińskiej jej rodowodu szuka właśnie w starożytnej Grecji. Niewątpliwie jest w tym wiele racji, ze względu na dziedzictwo filozofii Sokratesa, Platona, Arystotelesa oraz wiele innych osiągnięć, kładących podwalin z różnych dziedzin naukowych. Nie zmienia to jednak faktu, iż postrzeganie rzeczywistości diametralnie różniło człowieka zachodniego od człowieka w starożytnej Grecji. W starożytnej Grecji dominował ahistorycyzm; ludzie nie mieli poczucia uczestniczenia w jakimś szerszym procesie dziejowym, historycznym. Z tego także powodu nie spisywano dziejów historycznych oraz techniki miernictwa czasu wprowadzono stosunkowo późno[1]. Tymczasem człowiek zachodni jawi się tutaj jako stojący na przeciwnym biegunie byt historyczny, który posiada świadomość historii jako procesu stawania się. Z tej percepcji rzeczywistości wynikają daleko posunięte konsekwencje. Ducha faustowskiego charakteryzuje umiłowanie przestrzeni, pęd ku nieskończoności. Spengler odnajduje to dążenie do zrozumienia przestrzeni w różnych naukach. W matematyce miałaby to być choćby idea liczb niewymiernych – jako ciągu nieskończonej ilości cyfr ciągnących się po przecinku. W malarstwie miałaby być to choćby symbolika barw, w których to zaznacza się dominacja barw chłodnych „faustowskich” (zielony, niebieski). Stanowią one symbol dystansu, przestrzeni w kontrze do barw ciepłych „apolińskich” takich jak żółty, czerwony oznaczających bliskość, gwałtowność i erotyzm. Antagonizm pomiędzy duchem faustowskim i apolińskim widać – wedle Spenglera – także na deskach teatru. Dramat apoliński to dramat anegdotyczny, zamknięty wedle zasady jedności, miejsca i czasu. Stoi on w kontrze do dramatu faustowskiego, który to jest dramatem biograficznym, osadzonym w określonym kontekście. Zestawiając ze sobą ducha apolińskiego i faustowskiego Spengler określa ich prasymbol, jako coś definiującego obie kultury w danym świecie form. Emanacją ducha faustowskiego jest otwarcie, tęsknota, zaś dla ducha apolińskiego zamknięcie i skupienie się na ideale cielesnym[2]. ** Problematyka podejmowana przez Spenglera dotyczy także filozofii życia. Istnienie rośliny jest bezwiedne i całkowicie podporządkowane określonym cyklom przyrodniczym. Istnienie zwierzęcia jest już jego wyższym poziomem, ze względu na choćby posiadanie zmysłów. Człowiek jest zaś istotą prowadzącą poniekąd najwyższy typ egzystencji. Jest to byt świadomy zdolny do myślenia, wyrażania i przeżywania emocji i uczuć. To właśnie – wedle Spenglera jest poniekąd przyczyną powstawania kultury, która poniekąd jest wyrazem istnienia określonego świata wewnętrznego człowieka. Kultura jest zaś jakąś formą, czymś rozwijającym się. Człowieka kultury, wedle Spenglera charakteryzuje życie skierowane do „wewnątrz” – oparte na podkreślaniu znaczenia duchowości. Po wyczerpaniu się możliwości rozwoju danej kultury następuje faza cywilizacji – będąca reinterpretacją wcześniej powstałych kierunków i nurtów. Często dochodzi w niej do odrzucenia i odwrócenia obowiązujących wartości, niemalże jak w nietzscheańskiej „Woli Mocy”. W kontekście tym można dostrzegać np. współczesny Zachód i dokonujące się tam zmiany na tle społecznym, kulturowym i obyczajowym. Za ostateczną, krańcową formę każdej cywilizacji Spengler uważał upowszechnianie się nihilizmu, jako kierunku negującego wszelkie uniwersalne wartości oraz prawdę[3]. Pseudomorfoza W „zmierzchu” mamy także do czynienia z pojęciem powszechnie stosowanym mineralogii. Pseudomorfoza oznacza bowiem „kryształ minerału, którego zewnętrzna postać (krystalograficzne postacie) nie odpowiada jego składowi chemicznemu i budowie wewnętrznej[4]” W „Zmierzchu” pseudomorfoza została przeniesiona na grunt problematyki historiozoficznej. Spengler określił ją jako ciążenie obcej kultury nad kulturą lokalną. Ten nacisk uniemożliwia zaś rozwój tejże kulturze lokalnej, co doprowadza do powstania specyficznej formy, będącej poniekąd „połączeniem, syntezą” tychże dwóch kultur. Za przykład pseudomorfozy Spengler uznał rządy cara Piotra Wielkiego. Ten rosyjski władca przeszedł do historii jako człowiek, który chciał dokonać swoistego przeorientowania cywilizacyjnego Rosji na Zachód. Jego rządy stanowiły przejaw radykalnego okcydentalizmu – zarówno w życiu codziennym (nakazywanie golenia bród bojarom), czy też w architekturze (budowanie miast na wzór zachodni – Piotrogród, późniejszy Sankt Petersburg). Spengler nazwał to próbą narzucenia Rosji „Ducha faustowskiego”. Co okazało się bezowocne, ze względu na odmienną od zachodu duszę rosyjską i jej, odmienne postrzeganie rzeczywistości. Bo wszystko ma swój początek i koniec Z pewnością myśl Oswalda Spenglera stoi w opozycji do pewnego – można rzec – optymizmu historycznego. Koncepcja liniowego przebiegu dziejów, które cechuje stały, niezmienny postęp (Darwin) zostaje zanegowana. W miejsce jej Spengler twierdzi, iż kultury – podobnie jak rośliny, zwierzęta, ludzie oraz inne organizmy mają swój początek i koniec. W każdej z kultur mamy poszczególne fazy życia – młodości, dojrzałości i starości. W każdej z tychże kultur można dopatrzeć się rozmaitych analogii w charakterystyce poszczególnych epok[5]. Podsumowując, książka „Zmierzch zachodu” nie należy do lektur łatwych. Przed przeczytaniem tejże lektury warto poświęcić trochę czasu na dokształcenie się z historii sztuki, historii religii czy choćby filozofii. Pomimo trudu warto zapoznać się z oryginalną myślą Spenglera, które może wpłynąć na sposób postrzegania otaczającej nas rzeczywistości. [1] Spengler wspomina tutaj o zegarze słonecznym, który istniał już od czasów Starożytnego Egiptu. W Grecji zaś do opanowania miernictwa czasu przyczynił się wynalazek Platona, zwany klepsydrą. Dopiero za Arystotelesa wprowadzono podział dnia na tzw. „hory” czyli godziny, wywodzące się ze starożytnej Mezopotamii. [2] Spengler przytaczał tutaj przykład rzeźby greckiej, jako wytworu sztuki idealnie ukazującego i oddającego istotę ducha apolińskiego. [3] Podobnie – w kontekście nihilizmu – zdanie miał Nietzsche uważając go „za stan, w którym poszukuje się sensu we wszystkim czego się dokonuje” – zob. Wola Mocy, Krytyka nihilizmu,s str. 15, wyd. Etiuda. [4] https://encyklopedia.pwn.pl/haslo/pseudomorfoza;3964057.html [5] Np. Spengler zestawia w jednym rzędzie takie postacie jak Pitagoras, Mahomet, Cromwell – żyjące notabene w innych kulturach, jak i w innym okresie historycznym.
Czaro44 - awatar Czaro44
ocenił na 8 6 lat temu
Głupcy, oszuści i podżegacze. Myśliciele nowej lewicy Roger Scruton
Głupcy, oszuści i podżegacze. Myśliciele nowej lewicy
Roger Scruton
Każda celna krytyka lewicy jest cenna – szkoda, że ta jest taka drewniana. Liczyłem na znacznie większe „miażdżenie”, które sugeruje tytuł, tymczasem w treści autor jest bardzo powściągliwy i nawet potrafi chwalić idoli lewicy za pewne szczegóły. Niestety pozycja nie dla każdego. Nieobeznani z filozofią powinni prędzej sięgnąć po przystępniejszych „Intelektualistów” Johnsona. Od Scrutona na ten moment mogę polecić jedynie „O naturze ludzkiej”. --------------------------------- „Skuteczność, z jaką przy użyciu tych terminów udawało się marginalizować i potępiać przeciwników, umocnił komunistów w przekonaniu, że zmieniając słowa, można zmienić rzeczywistość”. „Nowomowa pojawia się wówczas, gdy główny cel języka – przedstawienie rzeczywistości przy użyciu słów – zastąpiony zostaje przez cel alternatywny, a więc roztoczenie władzy nad rzeczywistością. Fundamentalny akt mowy jest tylko powierzchownie przedstawiony przez twierdzącą składnię gramatyczną. Zdania nowomowy brzmią jak twierdzenia, lecz ich magia drzemie w logice, którą są podszyte. Za sprawą tej magii słowa zwyciężają nad rzeczami, racjonalne rozumowanie staje się bezcelowe, a wszelki opór staje się wręcz niebezpieczny. W rezultacie nowomowa rozwinęła swoją unikatową składnię, która, choć zbliżona do składni charakterystycznej dla zwykłych opisów, zręcznie unika wszelkich konfrontacji z rzeczywistością i zdemaskowania przez logikę racjonalnego rozumowania. Francoise Thom przedstawia tę teorię w swojej znakomitej pracy La langue de bois, w której cel komunistycznej nowomowy określa ironicznie jako obronę „ideologii przed nikczemnymi atakami rzeczywistości". Najważniejszą częścią tej rzeczywistości są ludzie – przeszkody, które system rewolucyjny musi pokonać, a każda ideologia ma obowiązek zniszczyć”. „Natomiast tam, gdzie fakty świadczą zdecydowanie przeciwko wersji Marksa, Hobsbawm celowo ich unika. Jedną ze słynnych przepowiedni Marksa był upadek płac pod naporem kapitalizmu, w którym robotnicy mieli być zmuszeni do przyjmowania coraz to gorszych stawek, aby móc cieszyć się „niewolnictwem płacowym”, stanowiącym dla nich jedyną realną opcję. Badania obaliły owe przepowiednie i pokazały, że płace oraz warunki życiowe równomiernie się poprawiały (z małymi potknięciami) wraz z rozwojem rewolucji przemysłowej”. „[Sartre] wciąż nawoływał swoich rodaków do „osądzania komunizmu po jego intencjach, a nie po działaniach". We wszystkich kampaniach, które Związek Radziecki podejmował przeciwko Zachodowi, bez względu na ludzkie życie i szczęście, Sartre brał stronę Sowietów, a jeśli już krytykował Związek Radziecki, czynił to, powtarzając typowe dla siebie kłamstwa. Po posiedzeniu Światowej Rady Pokoju w Wiedniu w 1954 roku, za namową Sowietów Sartre udał się do Moskwy, jako że „w ZSRR istnieje totalna wolność krytyki” – spostrzeżenie, które być może łatwiej będzie zrozumieć, jeśli przypomnimy sobie, jakie znaczenie Sartre przypisywał słowu „totalna”. Został następnie kompletnie zaskoczony sowiecką interwencją na Węgrzech, zaskoczony do tego stopnia, że zaczął wychwalać komunizm w innych miejscach na świecie – najpierw na Kubie, a potem (jak już przejrzał na oczy) w Chinach, które wyróżniały się przede wszystkim tym, że wciąż były szerzej nieznane. Dopiero pod koniec życia, kiedy udzielił wsparcia uchodźcom komunistycznego Wietnamu – kwestia, na której temat po wielu latach udało mu się wreszcie pogodzić z Raymondem Aronem – wydawało się, że zrezygnował z walki. Do tego czasu jednak jego praca była zakończona”. „W odpowiedzi na pojawiające się wówczas wątpliwości Lukacs zapewnił, że „najwyższym obowiązkiem etyki komunizmu jest zaakceptować konieczność nikczemnego postępowania”, po czym dodał, że „to największe poświęcenie, jakiego wymaga od nas rewolucja”. W końcu „nikczemność” to wymysł burżuazji, a wszystko co burżuazyjne, musi zostać obalone”. „Jeśli fakty świadczą przeciwko „totalnej” teorii marksizmu, „to tym gorzej dla faktów”. Filozofom zajmującym się nauką znany jest problem Duhema-Quine’a, mówiący o tym, że każdą teorię, odpowiednio skorygowaną, można uzasadnić przy wykorzystaniu dowolnych danych, a każde dane odrzucić w celu uratowania teorii”. „Wymienieni wyżej myśliciele [Adorno, Horkheimer i Marcuse], nieustannie krytykując amerykański kapitalizm oraz kulturę Ameryki, nie wspominając niemal słowem lub zaledwie wymijająco na temat koszmaru, jakim był komunizm, pokazali swoja obojętność na ludzkie cierpienie i niepoważny charakter ich postulatów. Adorno nie mówi wprost, że „alternatywą” dla systemu kapitalistycznego jest Utopia. Ale właśnie to sugeruje. A Utopia nie jest realną alternatywą. Jego alternatywa dla nierealnej wolności społeczeństwa konsumpcyjnego jest sama w sobie nierealna – można by powiedzieć: sztuka dla sztuki, której jedynym celem jest wskazanie naszych wad. Mimo to był świadom, że istniała r e a l n a alternatywa i że wiązała się ona z masowym morderstwem i unicestwieniem całej kultury”. „Zgodnie z przewidywaniami Orwella pierwszym celem każdej rewolucji jest język. Polega on na stworzeniu nowomowy, która w miejsce prawdy umieszcza władzę, a następnie okrzykuje rezultat „polityką prawdy””. „Propaganda komunistyczna zawdzięcza swój sukces przede wszystkim temu, że udało jej się przekonać tak wielu ludzi, iż faszyzm i komunizm są biegunowo przeciwne, a skala ideologii politycznej jest liniowa i biegnie od „skrajnej lewicy” do „skrajnej prawicy”. Skoro zatem komunizm jest po lewej stronie, intelektualiści nie muszą już zrobić nic innego, niż po tej stronie się znaleźć, oddzielając się tym samym od prawdziwego zła naszych czasów – faszyzmu”. „Według Gramsciego rewolucja nie jest nieusuwalną, unicestwiającą siłą, ale działaniem podjętym przez heroiczne jednostki. Co więcej, jest to działanie, które można przeprowadzić, nie brudząc sobie rąk pracą w fabryce. Zamiast tego można rozsiąść się wygodnie w biurze, a tam, ciesząc się owocami hegemonii burżuazyjnej, pracować aż do jej upadku. Taka filozofia jest niezwykle użyteczna dla intelektualisty – którego poglądy i cierpliwość zostałyby poddane ciężkiej próbie, gdyby tylko zdecydował się opuścić mury uniwersytetu – a także naturalna w studenckim środowisku rewolucyjnym. Zostaje tylko dodać do tego czarodziejską dychotomię komunizmu i faszyzmu – której ilustracją może być bohaterskie życie Gramsciego – i mamy już pełen obraz. Wróg został zidentyfikowany, „walka” zdefiniowana, a teoria mówiąca, że możesz walczyć ramię w ramię z bohaterami, siedząc przy własnym biurku – dostarczona”. „Wysiłek intelektualny nowej lewicy nie miał na celu udowodnienia teorii Marksa, lecz przedstawienie świata tak, jakby była ona prawdziwa, przez co każdy fakt wydaje się odbijać echem w odległych głosach uciśnionych”. „Natomiast dowiadując się z książki Adorna, że alternatywą dla systemu kapitalistycznego jest utopia, mam ochotę pogratulować autorowi jego szczerości, jako że jest to pewien sposób przyznania się, iż alternatywy po prostu nie ma”.
Graven - awatar Graven
ocenił na 6 1 rok temu
Demokracja - opium dla ludu Erik Kuehnelt-Leddihn
Demokracja - opium dla ludu
Erik Kuehnelt-Leddihn
„Trutka na papuleona”* Spodziewałem się wątków socjologicznych, niestety to tylko publicystyka. Dużo celnych uwag pod adresem demokracji, ale też dużo tu erystyki, manipulacji i walenia w usypanego przez siebie chochoła. „(…) tu należy szukać antydemokratycznej postawy Platona, ucznia Sokratesa, oraz Arystotelesa (…)”. – Platon sprzeciwiał się rządom wielu, i rzeczywiście jego ideałem był król-filozof, ale zarówno w Państwie jak i w Prawach spotykamy się z „radą starszych/mędrców”. Co najważniejsze, najgorszym sposobem sprawowania władzy obok demokracji była monowładza tyrana. Arystoteles z kolei wymieniał 3 sposoby rządzenia Polis i 3 ich zwyrodnienia. O ile negatywnie odnosił się do demokracji, czyli rządu motłochu, to jej właściwą wersją była Politea, czyli rząd cnotliwych obywateli. Jako najlepszy ustrój Arystoteles wskazywał arystokrację, czyli rządy najzacniejszych (cnotliwych i zasłużonych) – nie mylić z jej wypaczeniem, oligarchią, czyli rządami zdemoralizowanych bogaczy. „Trzecią kwestią jest fakt, że monarchia nie cierpi zwykle na manię wielkości tak jak przeciętny człowiek, który po zrobieniu błyskotliwej kariery i początkowym gigantycznym sukcesie uważa się za geniusza namaszczonego przez Boga”. – Duby smalone. Greccy tyrani, rzymscy cesarze-bogowie, brudas król Słońce, król Ryszard II Plantagenet, król Henryk VI Lancaster, Karol VI, Mikołaj I, Iwan IV Groźny, można tak długo. Jeśli ktoś czyta prawicową publicystykę, to zetknął się z 80% zawartości tej książeczki. Czytając poszczególne bon moty, w umyśle słychać głos Korwin Mikkego – podejrzewam, że czytał tę książeczkę przed snem zamiast Biblii. Gdyby nie katolicka ortodoksja Kuehnelt-Leddihna, można by śmiało nazwać go Austriackim Korwinem: „Podjąłem się dokonania analizy demokracji z pozycji teisty, liberała i racjonalisty” + „Określał się jako „skrajnie prawicowy katolicki arcyliberał” – liberał w stylu A. de Tocqeuville’a czy lorda Actona i zwolennik rządu minimum”. --------- „O brytyjskim parlamencie powiedziano niegdyś, że może ustanowić i zrobić wszystko z jednym jedynym wyjątkiem: nie przemieni mężczyzny w kobietę”. – To grubo byś się dziś zdziwił XD „Współczesny człowiek to skrzyżowanie papugi z kameleonem”. *Czyli „papuleon”. „Miejscowy motłoch, który żądał śmierci Chrystusa, składał się w większości z Ioudaioi, Judejczyków, podczas gdy większość Apostołów i uczniów Chrystusa pochodziła z Galilei. (I tak na przykład Piotr nazywał siebie Izraelitą i Hebrajczykiem z rodu Beniamina). Oczywiście, również Galilejczycy byli Izraelitami, ale średniowieczny Kościół (nie znający greki) pomijał różnicę między „Żydami” (tzn. Izraelitami) a Judejczykami, co przyczyniło się do narastania nienawiści do tej nacji”. „Demokracja ma sens jedynie w bardzo małych krajach (lub jednostkach politycznych), kraje średniej wielkości powinny być rządzone przez arystokrację, a duże przez monarchię”. Rousseau „Indywiduum (to znaczy coś, czego nie można podzielić) to najmniejsza jednostka kolektywu. Słowo „osoba pochodzi natomiast od etruskiego phersŭ, maska, czyli niewymiennej roli aktora. Stąd też osoba jest „wyjątkowa, jedyna w swoim rodzaju””. „Carl Gustav Jung powiedział wyraźnie, że niereligijni ludzie „powyżej czterdziestki” mogą mieć problemy psychiczne. Leszek Kołakowski w czasie wystąpienia w austriackim programie radiowym podkreślił, że kultura pozbawiona religii jest po prostu „nieludzka””.
Graven - awatar Graven
ocenił na 6 9 miesięcy temu
Tresowany mężczyzna Esther Vilar
Tresowany mężczyzna
Esther Vilar
Czy kobiety rządzą światem i owinęły sobie mężczyzn wokół palca? Czy mężczyźni są tylko utrzymywani w błogiej niewiedzy odnośnie swojego „miejsca w stadzie”? Esther Vilar rozważyła wszystkie pytania tego typu w jednej książce i odpowiedź na nie brzmi TAK. Nietypowo opowiada o codzienności każdego z nas, z naciskiem na różnicę między podziałem na płcie. Wiadomo, przesadza i ironizuje, ale czy napewno nie ma w tym wszystkim ziarna prawdy, które niechętnie musimy przyjąć jako „prawdę objawioną”? Kobiety to stworzenia pełne intryg, przebiegłości i stanowczości, które dobrze odnajdują się w sytuacjach niestandardowych, czy mężczyźni też to potrafią, czy wolą polegać na wiedzy i doświadczeniu „płci pięknej”? Pierwszy raz, aż tak trudno było mi wybrać cytat, który najbardziej do mnie trafia. Poziom przesady i mimo to prawdziwości niektórych sytuacji był wręcz niebotyczny. Nie jestem przekonana czy, aż tak mężczyźni są „uwikłani” w intrygi kobiet. Napewno w dużym stopniu jest to prawdą. Obie płcie mają „coś za uszami”, co pięknie pokazują przykłady, aktualne również dzisiaj, mimo, że minęło już ponad 50 lat od pierwszej publikacji. Postrzeganie kobiet jako jednostek słabych skończyło się wraz z wojną i uświadomieniem społeczeństwu jak ważną rolę podczas niej pełniły kobiety - jako pielęgniarki, łączniczki i agentki. W dużej mierze kobiety to manipulatorki - z tym się zgodzę, ale to jak naginają świat do własnych potrzeb powinno być moim zdaniem wiedzą ogólnodostępną. Nie dziwie się, że autorka była piętnowana przez napisanie tej książki, ale podziwiam jej odwagę i dystans do rzeczywistości. Uśmiałam się co nie miara z niektórych porównań i trafności stwierdzeń, co nie zmienia faktu, że nawet w tym czasem wole zwykły umiar i tego właśnie mi brakowało.
beforebookgetcold - awatar beforebookgetcold
ocenił na 7 6 miesięcy temu
NA DNIE. Niepoprawna politycznie charakterystyka współczesnej biedy. Theodore Dalrymple
NA DNIE. Niepoprawna politycznie charakterystyka współczesnej biedy.
Theodore Dalrymple
„My nie jesteśmy głupi! Jesteśmy tylko biedni! (...) Bo to jest właśnie największa pomyłka ludzkości. Największe kłamstwo tysiącleci: bycie biednym i głupim zawsze się wszystkim myliło. (...) biedni też mają wiedzę i prawo do człowieczeństwa. Biedni też mają rozum i serce. Pojedynczym biedakom może się i współczuje, ale jeśli ubogi jest cały naród, to wtedy ludziom przychodzi do głowy myśl, że to naród idiotów, nieudaczników, obiboków i brudasów. Wtedy każdy się śmieje, a nie współczuje”. Orhan Pamuk Kredyt na pół miliona albo więcej, bo trzeba się pokazać i mieć dom wielkości pałacu, nowy samochód w kredycie, mimo że stary ma dopiero rok, bo sąsiad ma lepszy, markowe ubrania, bo przecież bez metki się nie wygląda, wakacje na raty, bo coś nam się od życia należy… Tak można wymieniać w nieskończoność, a później zdziwienie, że raty kredytów rosną i nie stać nas już na to, do czego byliśmy przyzwyczajeni. Na dodatek nie rozumiemy, że dopóki coś jest w kredycie, należy do banku, a nie do nas. Jeśli dołączymy do tego ocenę ludzi według stanu posiadania, to już prawdziwy scenariusz na katastrofę. Całkiem niedawno oglądałam film dokumentalny o biedzie w Stanach Zjednoczonych, wielu ludzi mimo ciężkiej pacy straciło domy, czy majątki, bo nie płaciło na czas zobowiązań finansowych. Koszty życia rosną, a pensje stoją w miejscu. Dotyczy, to zwłaszcza uboższej części społeczeństwa, która ledwo wiąże koniec z końcem. Dzisiejsza doktryna Unii Europejskiej i Pana Klausa Schwaba mówi,nie będziesz miał niczego i będziesz szczęśliwy. Pułapka biedy osiągnie szczyt, a kryzys będzie gonił kryzys, tylko najbogatszych będzie stać na życie w kredycie. Zjawisko szeroko pojętej biedy porusza książka Na dnie niepoprawna politycznie charakterystyka współczesnej biedy Pana Theodora Dalrymple. Autor porusza politykę państwa opiekuńczego, zjawisko socjalu, które prowadzi do coraz większego bezrobocia, a co za tym idzie zastoju i upadku gospodarki, oraz nędzy obywateli. Pisarz porusza też ważną kwestię odpowiedzialności za swój stan majątkowy, powielanie błędów, braku odpowiedzialności, nałogów, degradacji moralnej… Na biedę wpływa bardzo dużo czynników, o których można stworzyć encyklopedię. Pozycja ta, jest genialna pod względem literackim, napisana z lekką ironią, pokazuje głupotę społeczeństwa, która przekłada się na środki w rodzinie. Pan Darlymple przekonuje, że to nasze wybory i decyzje doprowadzaj do braku funduszy na rachunki i przyjemności, nie wspominając o podstawie, którą jest jedzenie. Do tego, Autor mówi też o biedzie duchowej, która sprawia, że zaczynamy hołdować konsumpcjonizmowi. Książki o tematyce nędzy, biedy i upadku społeczeństw są moim zdaniem coraz ciekawsze i coraz bardziej potrzebne. W natłoku przekonania, że musimy coś mieć, nie zdajemy sobie sprawy z konsekwencji, jakie życie ponad stan ze sobą niesie. Najgorsze, jest to, że uważamy, że jak ktoś nie żyje tak jak my (czytaj zadłużony), to jest nikim. Bardzo wartościowa pozycja, oby więcej takich na rynku. zaczytanizkawa.blogspot.com
AniaCzyta - awatar AniaCzyta
oceniła na 8 1 rok temu
Marksizm kulturowy. 50 lat walki z cywilizacją Zachodu Dariusz Rozwadowski
Marksizm kulturowy. 50 lat walki z cywilizacją Zachodu
Dariusz Rozwadowski
Książka potrzebna, pozwalająca zrozumieć i prześledzić jak wirus kulturowy (właściwie wirus antykultury) mutuje i przepoczwarza się, by dalej niszczyć (zabijać) utrwalone przez wieki sfery kulturowe... Główne slogany z repertuaru przeciwników wyodrębnienia tego wirusa takie jak "teorie spiskowe" i "nie ma czegoś takiego jak marksizm kulturowy" warto obnażyć kilkoma prostymi stwierdzeniami. Po pierwsze, w nauce socjologii od dawna ustalono, że we wszystkich społecznościach ludzkich, nawet w tych najprymitywniejszych, każdy badacz napotka trzy rodzaje kultury: 1) kulturę materialną (wytwarzanie i posiadanie dóbr materialnych, sprzętów, narzędzi, towarów itp.) , 2) kulturę społeczną (inaczej - cywilizację w sensie teorii Konecznego, czyli metodę urządzania życia zbiorowości - ustrój społeczności układający relacje międzyludzkie), 3) kulturę duchową (wierzenia i związane z nimi religie). Klasyczny marksizm (XIX-sto wieczny), propagując rewolucję proletariacką, skupiał się przede wszystkim na niszczeniu kultury materialnej (w języku marksistowskim - walczył o bazę) po to, by w dalszej kolejności zniszczyć nadbudowę - według języka marksistów, czyli zniszczyć istniejącą kulturę społeczną i kulturę duchową. Zatem, klasyczny marksizm rodem z pism i działań K. Marksa, od samego początku był "marksizmem kulturowym". Podkreślał jednakże i kładł większy nacisk na niszczenie kultury materialnej, tj. sposobów produkcji, wytwarzania i posiadania dóbr itd. Niszczycielskim taranem miał być proletariat i związana z nim "kwestia społeczna" - wyzysk pracy. Wszystko jednak po to, by docelowo zniszczyć pozostałe rodzaje zastanych kultur, tj. kulturę społeczną (ustrój) i kulturę duchową (religie). Marksizm XX-sto wieczny przeniósł akcenty na kulturę społeczną i duchową (na nadbudowę, według nazewnictwa starych marksistów) i do jej niszczenia poszukał nowych dynamizmów w postaci "kwestii obyczajowych". Zatem, sprawą wtórną i techniczną jest to, czy piewcy doktryny (teorii i światopoglądu) marksizmu wezmą na celownik kulturę materialną, społeczną czy duchową. Zawsze będzie to "marksizm kulturowy", a bardziej adekwatnie - "antykulturowy", bo występujący w opozycji do trzech rodzajów zastanych kultur, będących spuścizną minionych wieków i okresów. Czy wszystko to, co zostało powyżej skrótowo opisane, to teoria spiskowa? Oczywiście. Strychulec bowiem pod nazwą "teorie spiskowe" wymyśliło amerykańskie CIA, by z jego pomocą dezawuować, ośmieszać i zwalczać wszelkie myśli i podejrzenia, że gdzieś na świecie mogły działać tajne służby państwowe. Owo sprytne pojęcie rozszerzono na wszelkie ludzkie działania, by dyskredytować wszystko, co niewygodne kreatorom różnych zajść czy procesów. Wmówiono dzięki temu naiwnym, że nigdzie przecież nie działają konkretni ludzie, mający na cokolwiek wpływ (w sensie materialnym, społecznym czy duchowym), lecz wszystko dzieje się spontanicznie i samorzutnie bez udziału takich ludzi... Jeśli jednak działają gdzieś jacyś konkretni ludzie, to wszystko można uzasadnić klarowną grą intencji i interesów, ale gra intencji i interesów nie prowadzi do żadnych niejawnych czy tajnych porozumień przeciwko komuś lub czemuś... Mam w to uwierzyć? Uwierzyłbym, gdyby ludzie byli aniołami.
Karol - awatar Karol
ocenił na 9 1 rok temu
Przedziwna śmierć Europy Douglas Murray
Przedziwna śmierć Europy
Douglas Murray
Douglas Murray, brytyjski dziennikarz i analityk polityczny, napisał książkę, która dla jednych jest proroczym ostrzeżeniem, a dla innych kontrowersyjnym manifestem pesymizmu. Przedziwna śmierć Europy, oceniona przeze mnie na mocne 8/10, to lektura gęsta od faktów, napisana z niezwykłą elegancją, ale też przeszywająco chłodna w swoich konkluzjach. To jedna z tych pozycji, które niezależnie od poglądów politycznych czytelnika, zmuszają do wyjścia ze strefy komfortu i zmierzenia się z pytaniami o fundamenty zachodniej cywilizacji. Teza Murraya jest radykalna i wyłożona bez zbędnych eufemizmów: Europa, jaką znamy, popełnia samobójstwo. Autor argumentuje, że proces ten odbywa się na dwóch płaszczyznach. Pierwszą jest masowa, niespotykana wcześniej w historii migracja, która zmienia strukturę demograficzną kontynentu. Drugą, zdaniem Murraya znacznie groźniejszą, jest duchowa i kulturowa pustka, w jaką zapadł się Zachód. Autor twierdzi, że Europejczycy stracili wiarę w swoje tradycje, religię i sens własnego istnienia, co doprowadziło do stanu „egzystencjalnego zmęczenia”. Książka jest imponująca pod względem dokumentacji. Murray podróżuje do obozów dla uchodźców w Grecji i we Włoszech, rozmawia z politykami, ale też analizuje teksty filozoficzne i statystyki demograficzne. Jego styl jest błyskotliwy, pełen erudycji, a argumentacja prowadzona z chłodną, niemal matematyczną precyzją. Autor nie boi się wytykać hipokryzji europejskim elitom, oskarżając je o krótkowzroczność i lęk przed oskarżeniami o brak tolerancji, co jego zdaniem paraliżuje rzetelną debatę o przyszłości kontynentu. Najciekawsze fragmenty książki to te poświęcone „poczucie winy”. Murray analizuje, jak kolonialna przeszłość i zbrodnie XX wieku sprawiły, że Europa przestała wierzyć w legitymację własnej kultury. To właśnie ten brak wiary sprawia, że Stary Kontynent nie potrafi – lub nie chce – asymilować przybyszów, oferując im jedynie konsumpcjonizm zamiast wspólnych wartości. Autor rysuje wizję przyszłości, w której Europa staje się jedynie „muzeum” lub terytorium bez jasnej tożsamości. Nota jest wysoka, ponieważ Murray potrafi nazwać lęki, które wielu ludzi odczuwa, ale boi się wyartykułować w obawie przed społecznym ostracyzmem. To książka odważna i intelektualnie stymulująca. Jednocześnie ocena nie jest maksymalna, ponieważ autor momentami wpada w ton jednostronny. Choć jego diagnozy są oparte na faktach, Murray niemal całkowicie pomija pozytywne aspekty wielokulturowości czy zdolność demokracji do autokorekty. Jego pesymizm jest tak głęboki, że momentami wydaje się wręcz deterministyczny, nie dając czytelnikowi niemal żadnej nadziei na inny scenariusz. Przedziwna śmierć Europy to lektura obowiązkowa dla każdego, kto chce zrozumieć napięcia targające dzisiejszą Unią Europejską. To książka bolesna, irytująca i fascynująca zarazem. Douglas Murray nie pisze po to, by przypodobać się komukolwiek; pisze, by wywołać wstrząs. Niezależnie od tego, czy zgadzamy się z jego diagnozą „śmierci” kontynentu, trudno przejść obok tej argumentacji obojętnie. To ważny głos w debacie o tym, co właściwie sprawia, że Europa jest Europą i czy jesteśmy gotowi o to walczyć.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na 8 22 dni temu

Cytaty z książki Kultura krytyki. Ewolucjonistyczna analiza zaangażowania Żydów w XX-wieczne ruchy intelektualne i polityczne

Więcej
Kevin B. MacDonald Kultura krytyki. Ewolucjonistyczna analiza zaangażowania Żydów w XX-wieczne ruchy intelektualne i polityczne Zobacz więcej
Kevin B. MacDonald Kultura krytyki. Ewolucjonistyczna analiza zaangażowania Żydów w XX-wieczne ruchy intelektualne i polityczne Zobacz więcej
Kevin B. MacDonald Kultura krytyki. Ewolucjonistyczna analiza zaangażowania Żydów w XX-wieczne ruchy intelektualne i polityczne Zobacz więcej
Więcej