rozwiń zwiń

Księga ziół

Okładka książki Księga ziół
Sándor Márai Wydawnictwo: Czytelnik literatura piękna
152 str. 2 godz. 32 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Tytuł oryginału:
Füves Könyv
Data wydania:
2011-01-01
Data 1. wyd. pol.:
2003-01-01
Liczba stron:
152
Czas czytania
2 godz. 32 min.
Język:
polski
ISBN:
9788307032566
Tłumacz:
Feliks Netz
Średnia ocen

                6,5 6,5 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Księga ziół w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Księga ziół



książek na półce przeczytane 5534 napisanych opinii 431

Oceny książki Księga ziół

Średnia ocen
6,5 / 10
319 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
474
59

Na półkach:

Nie ma takiego okresu w dziejach ludzkości zaawansowanej w rozwoju, żyjącej w społeczeństwach, aby co znamienitsi poeci i myśliciele nie złorzeczyli na urząd i urzędników.

Grupy ludzkie zorganizowane w społeczeństwo nie mogą się obejść bez tego zła koniecznego, jakim jest urząd: Cyceron łajał go tak samo jak Szekspir lub Monteskiusz, i żadna epoka nie może bez niego istnieć.

Nie ma takiego okresu w dziejach ludzkości zaawansowanej w rozwoju, żyjącej w społeczeństwach, aby co znamienitsi poeci i myśliciele nie złorzeczyli na urząd i urzędników.

Grupy ludzkie zorganizowane w społeczeństwo nie mogą się obejść bez tego zła koniecznego, jakim jest urząd: Cyceron łajał go tak samo jak Szekspir lub Monteskiusz, i żadna epoka nie może bez niego istnieć.

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

935 użytkowników ma tytuł Księga ziół na półkach głównych
  • 501
  • 415
  • 19
162 użytkowników ma tytuł Księga ziół na półkach dodatkowych
  • 122
  • 12
  • 11
  • 5
  • 4
  • 4
  • 4

Tagi i tematy do książki Księga ziół

Inne książki autora

Okładka książki Mistrzowie opowieści o kobiecie. Od Virginii Woolf do Agnieszki Szpili Chimamanda Ngozi Adichie, Margaret Atwood, Ingeborg Bachmann, Lucia Berlin, Dino Buzzati, Radka Denemarková, Tove Jansson, Han Kang, Selma Lagerlöf, Clarice Lispector, Sándor Márai, Herta Müller, Charlotte Perkins Gilman, Edgar Allan Poe, Cora Sandel, Agnieszka Szpila, Ludmiła Ulicka, Virginia Woolf, Xi Xi, Marguerite Yourcenar, Oksana Zabużko
Ocena 6,8
Mistrzowie opowieści o kobiecie. Od Virginii Woolf do Agnieszki Szpili Chimamanda Ngozi Adichie, Margaret Atwood, Ingeborg Bachmann, Lucia Berlin, Dino Buzzati, Radka Denemarková, Tove Jansson, Han Kang, Selma Lagerlöf, Clarice Lispector, Sándor Márai, Herta Müller, Charlotte Perkins Gilman, Edgar Allan Poe, Cora Sandel, Agnieszka Szpila, Ludmiła Ulicka, Virginia Woolf, Xi Xi, Marguerite Yourcenar, Oksana Zabużko
Sándor Márai
Sándor Márai
Sándor Márai (właśiwie. Sándor Grosschmid de Mára) – pisarz węgierski. Pochodził ze starej rodziny saskich osadników. Studiował prawo, pierwsze wiersze i artykuły publikował w piśmie Czerwony Sztandar w Węgierskiej Republice Rad. W obawie przed represjami wyemigrował do Niemiec. Tam ukończył studia dziennikarskie. Napisał sztukę teatralną po niemiecku, współpracował też z niemiecką prasą. Swoją poezję jednak tworzył już tylko po węgiersku. W pierwszych latach swej twórczości podróżował sporo po Europie, odwiedził np. Frankfurt, Berlin, Paryż. Ożenił się z Iloną Metzner (Lolą), rok od niego straszą, również pochodzącą z Koszyc. Przeżyli razem 62 lata. W 1928 razem z żoną powrócił na Węgry i osiadł w Budapeszcie. W 1930 rozpoczął pisać w stylu realistycznym. Pierwszy autor piszący tłumaczenia oraz opracowania dotyczące Kafki. W krótkim czasie osiągnął literacki sukces, a jego dzieła zostały przetłumaczone na angielski, francuski, włoski, hiszpański, portugalski, fiński, chorwacki, czeski, turecki, szwedzki i duński. Był krytycznie nastawiony zarówno do faszystowskiej, jak i sowiecko-komunistycznej dyktatury. Jego teść zginął jako Żyd w 1944. Pisarz pomagał w ukrywaniu żydowskich dzieci. W swojej twórczości często poruszał temat zmierzchu świata mieszczańskiego i kryzysu kultury europejskiej. Powieści Sándora Máraiego zachwycają stylem, psychologiczną przenikliwością, skupieniem na moralnych wyborach bohaterów i ich konsekwencjach. Po wojnie, w latach 1945-48 pisarz wydaje osiem książek. Jego wydawca zostaje upaństwowiony i już zapowiedziana nowa powieść Sándora Máraiego trafia na przemiał, jedynie kilka egzemplarzy ocalają drukarze. Brat pisarza, reżyser filmowy Géza Radványi, po światowym sukcesie swojego filmu "Gdzieś w świecie", nie otrzymuje zgody na realizację na Węgrzech nowego obrazu "Cyrk Maximus", traci również stanowisko wykładowcy w szkole filmowej, którą sam zakładał. Obaj bracia emigrują. Sándor Márai wyjeżdża z Węgier z żoną i ośmioletnim adoptowanym synkiem Janosem, jak się później okaże, na zawsze. Do 1952 r. mieszka we Włoszech, potem przenosi się do USA - gdzie w Nowym Jorku, pracuje w Radiu Wolna Europa. Dla władz węgierskich jest wrogiem publicznym numer jeden. W roku 1956, na wieść o wybuchu powstania leci do Europy, ale w Monachium zdąży jedynie nagrać monologi uciekinierów na taśmę magnetofonową. W 1968 r. przechodzi na emeryturę i przeprowadza się do Włoch, do Sorento. W 1980 wraca do USA, zamieszkuje w San Diego w Kalifornii. Bardzo ciężko przeżył śmierć żony, która zmarła na raka gardła. Kilka miesięcy później niespodziewanie zmarł jego przybrany syn Janos, który mieszkał z żoną i trzema córeczkami w okolicach San Diego. 22 lutego w 1989 pisarz popełnił samobójstwo, odbierając sobie życie strzałem z pistoletu.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Hiob Joseph Roth
Hiob
Joseph Roth
Którzy z przyjaciół biblijnego Hioba mają rację? W książce śledzimy losy sześcioosobowej rodziny z Galicji. Jednego syna, którego serce rwie się do przygód, drugiego — do interesów, córki, która nie może oprzeć się namiętności, i niepełnosprawnego syna Menuchima. Rodzina kręci się wokół własnej osi — nie ma przyjaciół, oszczędności ani nadrzędnego celu. Na swój sposób rutyna dnia daje im pewną formę szczęścia. „O chorego syna nikt go nigdy nie pytał, za to wszyscy dowiadywali się o losy zdrowych”. Za rogiem czeka długa droga w dół. Momentem cezury jest porzucenie niepełnosprawnego syna. Oczywiście pierwszy odruch zdrowego człowieka to: jak tak można? Ojciec Mendel przez wiele dekad cierpi, wspomina, śni na jawie, wyrywa włosy, zaniedbuje się i złorzeczy Bogu. „Menuchim, syn Mendla, wyzdrowieje. Takich jak on nie będzie wielu w Izraelu. Bóg go uczyni mądrym, brzydotę dobrotliwą, gorycz łagodną, a chorobę mocną.” Jedna z tych nielicznych książek, w których losy bohatera splatają się z moimi losami. Chociaż nie wierzę, że celem życia jest szczęście, to chciałbym zdrowia i pomyślności dla moich dzieci, dla mojego syna. „Za co zostałem tak ukarany?” — myślał Mendel i przetrząsał mózg w poszukiwaniu jakiegoś grzechu, lecz nic ciężkiego nie znalazł. Podczas tej lektury udało mi się pojąć, że w życiu cierpieć — w tym cierpieć długotrwale — oznacza, że człowiek napełnia się życiem po same brzegi i jest gotów. Na ten moment, mimo ogromnego pragnienia serca, nie wierzę, że na końcu przychodzi taki cud, jak na łamach tej książki.
TytkaNaKsiazki - awatar TytkaNaKsiazki
ocenił na 6 1 miesiąc temu
Moje nagrody Thomas Bernhard
Moje nagrody
Thomas Bernhard
Miałem szczęście. Naprawdę je miałem. Nie tylko dlatego, że jedynie raz dostałem kiedyś od pewnego szacownego gremium jakąś tam nagrodę jako dziennikarz. I na szczęście nie wiązały się z nią żadne takie okoliczności, jakie były udziałem Autora. Miałem ponadto szczęście, że to właśnie mój ulubiony Bernhard precyzyjnie, a literacko z nieubłaganą precyzją, obnażył istotę tego, co się kryje za tak bardzo i od dawna nie lubianą przeze mnie wszelką pompatyczną celebrą, zaraźliwymi wybuchami obłudy, ohydnego środowiskowego konformizmu, mlaskającego lukrem podlizywania - towarzyszącym od zawsze i na zawsze wszelkim uroczystym uroczystościom wręczania, czczenia, wyróżniania, honorowania itepe itede. Nigdy nie mogłem znieść zatem np. relacji z „:tej najważniejszej w roku” oscarowej nocy. A kiedy słucham w radiu relacji z wręczania nagród - choćby w Konkursie Chopinowskim, czy Wieniawskiego - to natychmiast muszę je wyłączyć, gdy tylko odzywa się ktoś inny niż muzyk lub nie instrumentem. (a chyba zbyteczne byłoby dodać, że nie śledzę żadnych partyjnych konwentykli). Niestety także Nagrodę Nike mocno dotknęła opisana przypadłość - jak każda, to każda…. Lektura dziełka Bernharda była zatem miodem na moją tak bardzo doświadczoną – zwłaszcza w Polsce, zwłaszcza przez ostatnie 7 lat – nadwrażliwość na wszelakie nadęte balony próżności, które oby pękały jeszcze częściej niż inne wyroby gumowe, z którymi skojarzenie jest tu jak najbardziej wskazane…. I jeszcze jedyny chyba w tej książeczce pozytywny przekaz: „Warszawski okres należał do najszczęśliwszych w moim życiu, chodziłem wszędzie z korektą w kieszeni płaszcza, regularnie rozmawiając z satyrykiem Lecem, który zapisywał słynne aforyzmy w książce kucharskiej należącej do jego zony, zapraszał mnie często do domu, a czasem na Nowym Świecie stawał mi kawę”. Na koniec łyżeczka dziegciu w tym anty-miodzie, oby nie przez Autora, jeno przez tłumacza zawiniona (do spółki w wydawnictwem „Czytelnik”) - gdy czytam, że nad szpitalem we Wiedniu latają „dziesiątki tysięcy kruków z Rosji, ogłuszając wszystkich pacjentów”. Naprawdę chodzi zaś o wrony lub gawrony, bo spokrewnione z nimi kruki nie występują w grupach większych niż para (chyba że na padlinie gdzieś w ostępach); nie zalatują do miast, bo nie mają po co, przesadnie nie kraczą, no i na zimę nie migrują. Kilka cytatów, cykutą pisanych przez Bernharda rodakom: …Dokładali mi nie tam, gdzie, jak sądziłem, mi się należy, tylko na prawo i lewo, poniżej pasa, nikczemnie odwołując się do najniższych instynktów… …Teraz jesteś tak samo niegodziwy, jak wszyscy ci, którzy siedzą w tej sali i nastawiają swoje zakłamane uszy na święte słowa pana ministra. Teraz należysz do nich, jesteś częścią bandy tych, którzy doprowadzali cię do szału i z którymi nigdy w życiu nie chciałeś mieć nic wspólnego…. …Szanowny Panie Ministrze, Szanowni Państwo, nie ma czego wychwalać, nie ma czego potępiać, nie ma czego oskarżać, ale z wielu rzeczy trzeba się śmiać – wszystko jest śmiechu warte, kiedy człowiek pomyśli o śmierci... …Czasy są tępe, a nasz demonizm to ustawiczny ojczyźniany karcer, w którym głupota i bezwzględność stają się codzienną potrzebą... ....Państwo jest tworem, któremu z góry sądzona jest klęska, lud zaś skazany jest na bezecność i debilizm… …Nie skończyłem jeszcze swego tekstu, a minister z purpurowym obliczem zerwał się na równe nogi, podbiegł do mnie i rzucił mi w twarz jakieś przekleństwo... …Byłem za tym by nagrodzić Canettiego za „Auto da fe”, jego genialne dzieło młodości, wznowione rok przed posiedzeniem rzeczonego jury (…)Wielu przy tym stole nie wiedziało, kim był Canetti, ale pośród tych, którzy o Canettim słyszeli, był ktoś, kto nagle, kiedy kolejny raz powiedziałem Canetti, powiedział: :”ale to przecież też Żyd”. Wówczas przy stole rozszedł się pomruk, no i Canetti przepadł pod tym stołem… …Przy stoliku w kawiarni, od kiedy miałem prawo czuć się zdobywcą nagrody Juliusa Campego, siedziałem inaczej niż wcześniej, inaczej niż wcześniej zamawiałem kawę, inaczej niż wcześniej trzymałem w ręku gazetę… ….Po nagrodzie Juliusa Campego, jedynej, którą przyjąłem z ogromna radością, ilekroć miałem przyjąć jakąś nagrodę, mdliło mnie w żołądku i za każdym razem wzbraniała mi tego głowa…. ….Kto proponuje pieniądze, musi je mieć, wiec trzeba je od niego wziąć. (…) Nikt nie zarzuca ulicznemu żebrakowi, że bierze od ludzi pieniądze, nie zapytawszy, skąd oni biorą pieniądze na to, aby mu je dawać. Było szczytem absurdu pytać o to akurat Towarzystwo Przemysłowe…. …Towarzystwo Przemysłowe, posiadające ciężkie miliony, a nawet miliardy, przyznając nędzną kwotę pięćdziesięciu tysięcy szylingów (w wysokości miesięcznej pensji źle opłacanego urzędnika gminnego średniego szczebla) na nagrody, samo winduje się do godności wielkiego mecenasa sztuki i kultury i jeszcze chwalą je za to wszystkie gazety, zamiast postawić je pod pręgierz... …Heisenberg, było nie było profesor atomistyki, spytał mnie kilkakrotnie, czemu właściwie pisarze na wszystko patrzą takimi nieszczęśliwymi oczami, przecież świat nie jest tylko taki. Naturalnie rzecz jasna, w tej kwestii nie miałem mu nic do powiedzenia… … Nie powinniśmy na każdym kroku podpierać się wielkimi nazwiskami ani też desperacko i z wrzaskiem czepiać się tych wielkich nazwisk w naszej żałosnej i bezsilnej egzystencji. Przyjęło się, że ludzie, którzy otrzymując jakąś plakietkę z Kantem albo nagrodę Dürera, wygłaszają długie mowy o Kancie czy Dürerze, snują mdłe analogie między tymi wielkimi a sobą i publicznie wyciskają sobie z mózgu jak z cytryny całą tę sfermentowaną mądrość… …Do stowarzyszeń i towarzystw wszelkiej maści zawsze czułem głęboką nienawiść, a zwłaszcza naturalnie rzecz jasna do wszelkich towarzystw literackich… …Od lat zadawałem sobie pytanie, jaki sens ma tak zwana Darmsztadzka Akademia i nieodmiennie musiałem sobie odpowiadać, że sens ten nie polega przecież na tym, żeby jakieś stowarzyszenie, założone z wyrachowaniem koniec końców jedynie w celu napawania się własnym wizerunkiem, dwa razy w roku, dla wzajemnej adoracji jego członków, po luksusowej, odbytej na koszt państwa podróży, zbierało się z wielkomieszczańskim rozmachem w najlepszych hotelach, zżerało jadło i żłopało napitki tylko po to, by przez następny tydzień pławic się w rozmowach o zatęchłej i nudnej jak flaki z olejem literaturze… . . …Odwiedziwszy jedną z setek filii największego koncernu obuwniczego w Austrii, spostrzegłem powieszone na ścianie wskazówki co do zachowania praktykanta kupieckiego, identyczne jak te, które sam przytroczyłem do ściany w mojej „Suterenie”. Dyrekcja koncernu wskazówki te ściągnęła z mojej książki i w kilkuset egzemplarzach kazała je wydrukować dla wszystkich praktykantów. Stałem w sklepie, do którego poszedłem żeby kupić sobie parę sportowych butów, czytałem moje własne wskazówki i po raz pierwszy w mojej literackiej karierze przyszło mi na myśl, że jestem pisarzem, który się na coś przydaje.
Łukasz Starzewski - awatar Łukasz Starzewski
ocenił na 8 3 lata temu
Nagi sad Wiesław Myśliwski
Nagi sad
Wiesław Myśliwski
--- Nostalgiczne wspomnienia z dzieciństwa spędzonego na sielskiej wsi, gdzie każdy każdego zna, jeszcze zanim się urodzi, życie płynie ustalonym torem a dalekim, nieznanym światem straszy się niegrzeczne dzieciaki. Pierwszoosobowy narrator poetyckim, bogatym w porównania, dygresje i opisy językiem snuje wspominki meandrując między różnymi wydarzeniami. Zaczyna się od powrotu z miasta, z nauk do domu, do ukochanej wioski. Spokojna podróż na wozie zaprzęgniętym w pożyczonego że dworu konia i milczący ojciec sprzyjają rozmyślaniom przesiąkniętym marzeniami, obawami, wątpliwościami. Wspomina posiłki w milczeniu, wizytę z ojcem u dziedziców, częste krępujące odwiedziny ojca pod szkołą, jak matka co wieczór się modliła samotnie w sypialni, pogrzeb taty i okrutną suszę w tamtym czasie, swój koklusz za dziecięcia i wyprawę ratunkową przez 9 mostów... Zaczyna jedną myśl, w trakcie wpłata inną, dodaje jakieś dywagacje, wraca do pierwszej myśli i tak do końca książki. --- Proza kontemplacyjna, skupiona na detalu, wymagająca uwagi. Potrzeba tu odpowiedniego momentu, nastroju, żeby ją poczuć, docenić, nie zrazić się brakiem akcji czy wręcz konkretnej fabuły. Trochę jest to też taka gawęda dziadka przy kominku, który opowiada jak to było za młodu, a że dziadek poeta to i gawęda specyficzna... U mnie wypieków na twarzy nie wzbudziła, ale miło czasem obcować z piękną polską mową. Ps. Jest to debiut więc może kolejne będą lepsze? Więcej wspominek mniej rozważań, roztrząsania wątpliwości?
WissQuek - awatar WissQuek
ocenił na 6 11 dni temu
Nocny pociąg do Lizbony Pascal Mercier
Nocny pociąg do Lizbony
Pascal Mercier
„Nocny pociąg do Lizbony” Pascala Merciera to jedna z tych rzadkich powieści, które zamiast oferować prostą ucieczkę od rzeczywistości, zmuszają czytelnika do głębokiego zanurzenia się w samym sobie. Moja ocena to 7/10 – jest to dzieło wybitne pod względem intelektualnym, choć jego specyficzne tempo i gęstość filozoficzna mogą stanowić wyzwanie dla osób szukających wartkiej akcji. Impuls do zmiany Wszystko zaczyna się od jednego momentu, od spotkania na moście w Bernie, które wytrąca Raimunda Gregoriusa – statecznego profesora filologii klasycznej – z kolein dotychczasowego, przewidywalnego życia. Gregorius, człowiek słowa i antycznych tekstów, pod wpływem impulsu porzuca swoją szkołę i wsiada w pociąg do Lizbony. Jego przewodnikiem staje się znaleziona przypadkiem książka tajemniczego portugalskiego lekarza, Amadeu de Prado. Ta nagła rewolucja w życiu starszego człowieka jest punktem wyjścia do fascynującej podróży – nie tylko przez Europę, ale przede wszystkim przez meandry ludzkiej egzystencji. Studium duszy i historii Mercier po mistrzowsku splata dwa wątki. Z jednej strony śledzimy śledztwo Gregoriusa, który w Lizbonie odkrywa ślady życia Prado, rozmawiając z ludźmi, którzy go znali. Z drugiej – poznajemy fascynujące zapiski samego lekarza, które są sercem tej powieści. Amadeu de Prado jawi się jako postać tragiczna, uwikłana w walkę z dyktaturą Salazara, ale przede wszystkim tocząca bój o autentyczność własnego bytu. Powieść staje się dzięki temu wielowarstwowym traktatem o wolności, lojalności, samotności i o tym, jak mało wiemy o ludziach, których kochamy. Filozofia kontra dynamika „Nocny pociąg do Lizbony” to książka „powolna”. Mercier nie spieszy się, cyzeluje każde zdanie, a monologi wewnętrzne Prado zajmują całe strony. Dla czytelnika ceniącego literaturę piękną i głęboką refleksję, będzie to uczta. Jednak momentami powieść ociera się o pewną pretensjonalność, a nagromadzenie pytań retorycznych i egzystencjalnych dylematów może przytłaczać. Nie jest to thriller, mimo że wątek odkrywania tajemnic z przeszłości ma w sobie coś z kryminału; to raczej „thriller duszy”, w którym napięcie budowane jest przez odkrywanie kolejnych warstw sumienia bohatera. Podsumowanie Powieść Merciera to zaproszenie do podróży, którą każdy z nas podświadomie chce odbyć – podróży ku zrozumieniu własnych wyborów. To książka niezwykle erudycyjna, napisana z wielką kulturą języka i szacunkiem do czytelnika. Choć momentami bywa ciężka i wymaga pełnego skupienia, pozostawia w człowieku trwały ślad. To solidna siódemka dla literatury, która ma odwagę pytać o sens „opuszczenia samego siebie” i o to, czy kiedykolwiek jest za późno, by zacząć żyć naprawdę. Idealna lektura na długie wieczory, wymagająca ciszy i gotowości na trudne odpowiedzi.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na 7 1 dzień temu
Gdzieś dalej, gdzie indziej Dariusz Czaja
Gdzieś dalej, gdzie indziej
Dariusz Czaja
To nie jest literatura podróżnicza! Gdzieś dalej, gdzie indziej opisuje świat włoskiego Mezzogiorno - oprócz Apulii odwiedzimy też Neapol i Sycylię, ale daleko temu do tradycyjnych landszaftów, którymi często się raczymy m.in. w Czarnym. To najprawdziwszy, okraszony przyjemną erudycją i spokojnym tempem esej o tym, czym jest podróżowanie i obcowanie z kulturą. Czaja stawia na ogół i na myśl - zadania ma dwa - zrozumieć charakter i sens podróży w XXI wieku oraz zrozumieć, czym jest prowincja. Tym, którzy chcieli się dowiedzieć wszystkiego o Apulii nie da wiele, ale za to stworzy coś unikatowego dla każdej duszy skorej do filozoficznych rozważań tego typu natury. Autor opisuje własne przemyślenia i odczucia w trakcie podróży, grzebie w biblioteczce, zestawia i cytuje po swojemu ciekawsze fragmenty pisarzy na temat prowincji - do tej podróży dołączają choćby Mrożek, Eliade i Barthes. Nazwy miast, dzielnic, placów i kościołów są, i bardzo często są w piękny i unikalny sposób opisane, ale najczęściej pozostają tłem dla czysto eseistycznych rozważań (do czego zresztą D.C. się sam przyznaje). Nie jest to proza pozbawiona kolorytu - mimo tego, że nie jest to pigułka wiedzy o Mezzogiorno, a może właśnie dzięki temu, stanowi wartość dodaną. Czaja wchodzi do miejsc mniej lubianych, patrzy własnym okiem i wyszukuje tego, co nieodkryte, nieznane, niewyfotografowane na śmierć. Na szczególne uznanie zasługuje m.in. dość obszerny fragment o tarantelli. Gdzieś dalej, gdzieś indziej to coś pomiędzy popularno-naukowym esejem, osobistym pamiętnikiem, dziennikiem z podróży i, troszeczkę, literaturą podróżniczą. Trudno się na nią nastawić inaczej niż poprzez otwarcie głowy i wyzbyciem się oczekiwań co do tego, co "tam powinno być", ale dzięki swojej niejednoznaczności nie staje się konkurencją dla innych "materiałów" podróżniczych, ale ich naturalnym sprzymierzeńcem, który nam na te wszystkie kwestie otwiera nowe okno.
Michał - awatar Michał
ocenił na 8 1 rok temu
Melancholia sprzeciwu László Krasznahorkai
Melancholia sprzeciwu
László Krasznahorkai
(…) („Bo z waszych pełnych goryczy słów mogę się tego domyślać…” dodał), że rzeczywiście nadchodzi koniec. (…) Zaopatrzenie w towary stało się całkowicie nieregularne, szkoły i urzędy przestały funkcjonować- mówili, przerywając sobie nawzajem - a kłopoty z ogrzewaniem mieszkań, z powodu węgla, przybrały przerażające rozmiary. Nie ma lekarstw, skarżyli się strapieni, nie jeżdżą autobusy i samochody, a dziś rano, co ostatecznie przypieczętowało ich los, przestały działać telefony.(..) i jak gdyby tego wszystkiego było mało, wrzeszczał pan Madai, przyjeżdża cyrk, by pozbawić nas resztek nadziei, że wszystko wróci do normy, a w mieście zapanuje porządek, cyrk z jakimś okropnym, wielkim wielorybem…"( s. 179-180) Laszlo Krasznahorkai, Melancholia sprzeciwu. Przekład Elżbieta Sobolewska, Wyd. W.A.B. Warszawa 2007.Wyd.I. Na okładce słowa Susan Sontag: „Wizjonerska, bezwzględna, apokaliptyczna powieść węgierskiego mistrza literatury”. Na skrzydełku okładki zdanie W. G. Sebalda: „Ponadczasowa, uniwersalna wizja Krasznahorakia stanowi godną konkurencję dla Martwych dusz Gogola i znacznie przewyższa większość pisanych współcześnie powieści”. Przy takich rekomendacjach Czytelnikowi nie pozostaje nic innego jak… zmierzyć się z węgierską prozą (nagrodzoną Noblem `25). Z pewnością zaskakuje tytuł. Parafrazując melancholik- buntownikiem??? Autorska wyobraźnia nie zna granic. Fabuła, tworząca pełnowymiarową dystopię (z wersją filmową i operową), uświadamia Czytelnikowi, że żadnej taryfy ulgowej nie będzie, żadnej banalnej opowieści… Czytasz – na własną odpowiedzialność, żadnych półśrodków. Apokalipsa wymaga… Podobnie rzecz ma się z „Drogą” C. McCarth`ego. 10/10 I myśl … zrodzona w czasie barykadowania się bohatera w domu, ujęta w zdanie: „Gwóźdź w ścianie jest nieruchomy, podczas gdy pozycja młotka się zmienia”.(s. 235) wymaga traktatu… („Reszta jest milczeniem” Szekspir)
zoe - awatar zoe
ocenił na 10 19 dni temu
Księga niepokoju spisana przez Bernarda Soaresa, pomocnika księgowego w Lizbonie Fernando Pessoa
Księga niepokoju spisana przez Bernarda Soaresa, pomocnika księgowego w Lizbonie
Fernando Pessoa
Pierwsze i prawdopodobnie ostatnie moje podejście do Pessoa. Książka jest stosunkowo długa i ciężka do przeczytania, mi bardzo się dłużyła i język autora zupełnie mi nie podszedł ani nie pomógł w przebrnięciu. Niesamowicie zaciekawiło mnie podejście autora do tworzenia nowych heteronimów w swoim życiu, a nawet tłumaczenia jak różnią się między sobą i czasem jak nawet różnią się od niego samego/jego własnych poglądów. Do tego znalazłem parę ciekawych ideii i cytatów, niestety zbyt mało aby usprawiedliwić długość książki. Co ciekawe czytałem ją przypadkiem w podobnym czasie gdy zacząłem czytać dzieła Seneki i ta, powiedzmy antyczna samoanaliza gra z moją duszą dużo dużo bardziej, nawet jeśli autorzy dochodzą do podobnych wniosków. Myślę, że takie podejście do samego siebie i świata jest bardzo potrzebne dzisiaj, gdzie każdy co raz bardziej jest 100% przekonany tylko do swoich poglądów bez otwierania się na innych, a tak na prawdę po długiej i bolesnej "samoanalizie" może się okazać, że nic z naszych poglądów nie jest nasze, a jedynie zaszczepione w nas przez różne doświadczenia czy relacje. Czytając ją myślałem własnie, że opinie będą bardzo podzielone, albo 10 albo 1, ja starałem się być jak najbardziej obiektywnym nawet jeśli lektura mnnie trochę wymęczyła w złym sensie tego słowa znaczeniu, to jednak ze względu na powyższe argumenty myślę, że warta przeczytania, nawet fragmentami. Końcowo powiem, że wg. mnie książka nie jest aż tak pesymistyczna jakby się zdawało na pierwszy rzut oka, w wielu momentach, sczególnie opisach natury widać ukochanie życia takiego jakim jest, na swój może lekko "czarny" sposób, ale jednak odczytywałem te fragmenty jako coś pozytywnego! :)
KubeK - awatar KubeK
ocenił na 7 3 miesiące temu

Cytaty z książki Księga ziół

Więcej
Sándor Márai Księga ziół Zobacz więcej
Sándor Márai Księga ziół Zobacz więcej
Sándor Márai Księga ziół Zobacz więcej
Więcej