Krew Wilka

Okładka książki Krew Wilka
Agnieszka Miela Wydawnictwo: Zysk i S-ka Cykl: Dzieci Starych Bogów (tom 3) fantasy, science fiction
555 str. 9 godz. 15 min.
Kategoria:
fantasy, science fiction
Format:
papier
Cykl:
Dzieci Starych Bogów (tom 3)
Data wydania:
2024-03-05
Data 1. wyd. pol.:
2024-03-05
Liczba stron:
555
Czas czytania
9 godz. 15 min.
Język:
polski
ISBN:
9788383351728
Średnia ocen

                8,1 8,1 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Krew Wilka w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Krew Wilka

Średnia ocen
8,1 / 10
122 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
211
48

Na półkach: , , , , ,

Trochę się obawiałem sięgając po trzeci i finałowy tom "Dzieci Starych Bogów", bo poprzednie tomy nie zachwyciły mnie zbytnio. Ciężko się trochę patrzy na polską fantastykę - jestem tutaj niepoprawnym optymistą i uważam, że jest wielki potencjał na dobre historie. Może to nie będzie ballada jak "Gra o Tron" czy "Władca Pierścieni", no ale jednak można byłby się czymś poszczycić.

" Wszyscy mamy swoje demony, ale nie każdemu z nas dane jest się z nimi zmierzyć...Albo lepiej je poznać. "

Agnieszka Miela zabiera nas po raz ostatni do Kerhalory by zakończyć historię Aine i Bertama oraz rozwikłać historię Ziaren Relenvel. I kurczę mam znów mieszane uczucia - sama otoczka, okładka prezentuje się naprawdę super. Krew Wielka jak dla mnie ma najlepsze obramowanie, ale czy to wystarczy? Finał trylogii zdecydowanie podtrzymuje horror i zamordyzm poprzedniczek - krwawe opisy tortur czy brutalności świata. Ja to kupuję. Serio. Takie lektury chce się czytać, i w tym Miela radzi sobie świetnie. Chcemy poznać dogłębnie ten świat. Niestety wciąż mam problem z bohaterami - nie tylko Aine i Bertam mnie momentami irytują czy nie rozumiem ich pobudek. Tak również cała tajemniczość Cathbada w pewnym momencie zaczęła mnie nudzić. Podtrzymywanie napięcia jest ważne, ale trzeba umieć to zrobić w dobrym i ciekawym guście. Zdecydowanie w tej części świeci postać - Jarly. Od początku jest to okropny bohater i autorka w żadnym momencie nie próbuje go tłumaczyć, że jest zły bo miał trudne dzieciństwo. On jest perfidnym kłamcą i sam się tym szczyci. Mu pasuje taka passa - on chce swoje plany i założenia dowieźć do końca, i jest święcie przekonany, że mu to się uda. Rzadko kiedy dostajemy tak jasno nakreślone złe postacie - nie jest nam go szkoda, nie współczujemy mu. Ba! Powiedziałbym czasami, że nawet mu kibicujemy.
Jedyne czego brakowało mi trochę w tej trylogii to takiego pełnego objawienia się kluczowych "Starych Bogów" - od początku jesteśmy świadomi ich wielkich mocy oraz istnienia, ale jednocześnie mam wrażenie, że gdzieś się gubi ta ich boskość. Fernir - nowy bóg, który podporządkowuje sobie Karmazynowe Bractwo oraz Kerhalorę, a o nich tylko słyszymy, że są wielcy, ale odeszli, może powrócą. Chciałbym przeczytać jakoś konkretną wersję ich istnienia, albo po prostu zgubiłem ten wątek...

" Czasami słowa nie są w ogóle potrzebne. Milczenie potrafi być równie wymowne. Cisza potrafi napełniać serca własnym szeptem. "

Krew Wielka jest chyba najlepszą powieścią z całej trylogii - Dzieci Starych Bogów. Uważam, że jest to dość ciekawa, często krwawa historia, warta swojego poznania. Niestety czasami będzie nas nudzić, a droga bohaterów nie zawsze będzie dla nas jasna i klarowna. Aine i Bertama oraz całą paczkę ludzi z Nomander bardzo polubiłem, choć ten koniec nie dla każdego był dobry. Cieszę się, że polscy autorzy coraz częściej sięgają po fantastykę, i myślę, że warto ich wspierać, choć czasami ten pazur w historii by się przydał...

Recenzja - https://mlwdragon.blogspot.com/2025/06/31-books-krew-wilka-agnieszka-miela.html

Trochę się obawiałem sięgając po trzeci i finałowy tom "Dzieci Starych Bogów", bo poprzednie tomy nie zachwyciły mnie zbytnio. Ciężko się trochę patrzy na polską fantastykę - jestem tutaj niepoprawnym optymistą i uważam, że jest wielki potencjał na dobre historie. Może to nie będzie ballada jak "Gra o Tron" czy "Władca Pierścieni", no ale jednak można byłby się czymś...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

312 użytkowników ma tytuł Krew Wilka na półkach głównych
  • 176
  • 131
  • 5
80 użytkowników ma tytuł Krew Wilka na półkach dodatkowych
  • 53
  • 12
  • 6
  • 3
  • 2
  • 2
  • 2

Tagi i tematy do książki Krew Wilka

Inne książki autora

Okładka książki Szczecin z dreszczykiem II Adrianna Biełowiec, Agnieszka Bułat, Łukasz Grzegorek, Maksym Kardas, Mikołaj Kowalewski, Tomasz Markowski, Agnieszka Miela, Beata Walczakiewicz
Ocena 7,8
Szczecin z dreszczykiem II Adrianna Biełowiec, Agnieszka Bułat, Łukasz Grzegorek, Maksym Kardas, Mikołaj Kowalewski, Tomasz Markowski, Agnieszka Miela, Beata Walczakiewicz
Agnieszka Miela
Agnieszka Miela
Autorka trylogii fantasy „Dzieci Starych Bogów”, miłośniczka literackich horrorów i dziwak z powołania. Spędziła dzieciństwo w nawiedzonym domu, co zaowocowało jej zainteresowaniem grozą. Jeśli akurat nie znęca się nad swoimi bohaterami, oddaje się zbieraniu informacji na temat przesądów i magii praktykowanej na polskich wsiach albo wymyślaniu strasznych historii na dobranoc. Dotychczas wydane trylogia DSB oraz „Dzieciołap” stanowią część rozrastającego się projektu „Księgi Samuela”, opartego na koncepcji multiwersum.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

W imię Boga Dominika Skoczeń
W imię Boga
Dominika Skoczeń
„W imię Boga” Dominiki Skoczeń to debiut, który najmocniej działa wtedy, gdy patrzy się na niego jak na świadomie zaprojektowane otwarcie większej historii, a nie zamkniętą opowieść. Książka osadzona jest na pograniczu fantasy i antyutopii, z wyraźnym naciskiem na społeczny porządek oparty o religijną instytucję, hierarchię „czystości” oraz konsekwencje życia w systemie kastowym. Autorka miała konkretny pomysł na fundament świata: teologia jako narzędzie władzy, segregacja jako „porządek moralny”, a do tego element „mocy” (primiony) wpleciony w strukturę społeczną tak, by nie był tylko ozdobą, ale mechanizmem różnicującym ludzi i przywileje. Jednym z najmocniejszych elementów tej powieści jest konsekwentnie zaprojektowany świat przedstawiony. Tremoriał nie zapada w pamięć jako malownicza sceneria, lecz jako precyzyjnie skonstruowany organizm społeczny - miasto, którego struktura przestrzenna odzwierciedla hierarchię władzy i statusu. Każda jego część rządzi się odmiennymi zasadami, posiada własny rytm życia, język i obyczajowość, a podziały klasowe nie pełnią roli tła, lecz stanowią realną siłę napędową konfliktów. Na uwagę zasługuje również warstwa klimatyczna utworu. Autorka umiejętnie balansuje między tonacją zbliżoną do powieści społecznej o historyzującym sznycie a narracją o wyraźnie sensacyjnym napięciu, które z czasem nabiera tempa. Początkowe partie rozwijają się spokojnie, z dbałością o szczegół i kontekst, jednak gdy fabuła osiąga właściwy rytm, narracja staje się płynna i angażująca, sprawiając, że kolejne rozdziały czyta się z rosnącym zainteresowaniem. Ważnym filarem odbioru jest też para głównych bohaterów i ich dynamika. Relacja między nimi jest jednym z motorów przyjemności z lektury: pojawia się tu humor, sprzeczki, tarcia wynikające z różnic doświadczeń i pozycji. Jednocześnie warto zaznaczyć, że wątek uczuciowy ma raczej charakter drugoplanowy, często bardziej wpływa na motywacje i temperaturę scen niż dominuje konstrukcję fabuły. Jeśli chodzi o słabsze strony: tempo i proporcje. Rozwlekły początek oraz drobiazgowość opisów, które czasem mogą być odbierane jako budowanie wiarygodności, a czasem męczyć, gdy detale spowalniają narrację albo „dokładają” ekspozycji zbyt wprost. Drugim punktem zapalnym jest niedosyt wyjaśnień - zwłaszcza w kwestiach kluczowych dla świata. Czułam, że elementy takie jak primiony, różnice pomiędzy grupami społecznymi czy reguły działania instytucji religijnej są zarysowane na tyle sugestywnie, że rozbudzają ciekawość, ale nie zawsze są domknięte. Z jednej strony to buduje napięcie i chęć sięgnięcia po kontynuację, z drugiej rodzi frustrację: „dostaję zagadkę, ale nie dostaję satysfakcjonującego kawałka odpowiedzi”. Z tym łączy się też odbiór finału - z jednej strony jestem zachwycona jego „otwarciem” i efektem emocjonalnym, z drugiej uważam go za zbyt urwany przystanek. Trzecia sprawa to sama protagonistka. Laila bywa celowo „trudna”: wyniosła, uformowana przez dogmat, czasem irytująca, często naiwna w zderzeniu z rzeczywistością. I tu paradoksalnie widać siłę konstrukcji: to postać charakterystyczna, a jej przemiana jest ważną osią. Tyle że nie każdy może mieć cierpliwość do bohaterki, która długo myśli kategoriami systemu, zanim zacznie go kwestionować. Jeśli ktoś oczekuje natychmiastowej empatii i szybkiej ewolucji - może się odbić. Jeśli ktoś lubi obserwować, jak światopogląd pęka powoli, pod naciskiem doświadczeń - dostanie coś satysfakcjonującego. Pod względem stylistycznym jest to proza świadomie ukształtowana - momentami bardziej podniosła, nasycona leksyką i składnią, które mają budować wrażenie historycznej głębi oraz podkreślać kulturową odrębność świata przedstawionego. Taki wybór językowy wzmacnia atmosferę i sprzyja immersji: miałam poczucie obcowania z rzeczywistością posiadającą własną tradycję, obyczaj i porządek symboliczny. Opisy architektury, ceremoniału czy codziennych praktyk społecznych tworzą sugestywną panoramę miasta i jego mieszkańców. Jednocześnie ta dbałość o detal bywa obciążeniem dla dynamiki narracyjnej. Rozbudowane partie ekspozycyjne, drobiazgowe opisy przedmiotów, strojów czy obrzędów oraz rozciągnięte sceny dialogowe chwilami spowalniają tempo akcji, zwłaszcza w pierwszej części powieści. Stosunkowo duża objętość tomu przy jednocześnie wyraźnej, dużej czcionce oraz format wydania sprawiają wrażenie książki „rozciągniętej” objętościowo. Z kolei w warstwie dodatków brakuje elementu, który mógłby istotnie wzmocnić orientację w przestrzeni - mapy miasta i okolic. Przy tak silnie zarysowanej topografii oraz znaczeniu podziałów przestrzennych, wizualne dopełnienie w postaci planu Tremoriału byłoby naturalnym i funkcjonalnym uzupełnieniem. W mojej ocenie „W imię Boga” wypada najlepiej jako debiut z bardzo mocnym szkieletem świata i tematów, który momentami potyka się o własną drobiazgowość. To książka, która potrafi dać czytelnikowi przyjemność z zanurzenia w systemie społecznym i religijnym, ale stawia wymagania: trzeba zaakceptować, że to tom pierwszy, że część rzeczy jest tylko zasygnalizowana, i że rytm nie wszędzie jest równy. Jeśli jednak ktoś lubi fantastykę, która nie ucieka od pytań o władzę, klasę i moralność, a przy okazji buduje intrygę na przyszłość - to będzie odpowiednia książka dla Was. Z dużym uznaniem za konstrukcję świata i konsekwencję tematyczną, z rezerwą wobec momentów przegadanych i tego, jak wiele odpowiedzi zostaje odłożonych na później. Jeśli drugi tom dopnie część obietnic - ta historia ma potencjał, żeby wyraźnie urosnąć.
Marta Bazylczuk - awatar Marta Bazylczuk
ocenił na 7 1 miesiąc temu
Za kamień i za ciemność Sonia Korta
Za kamień i za ciemność
Sonia Korta Piotr T. Dudek
Po kilku latach wróciłam do historii, która za pierwszym razem zrobiła na mnie przeogromne wrażenie. Za drugim… hmm, nic się nie zmieniło. Nadal było wspaniale, mrocznie, obskurnie i epicko! To opowieść niczym ruchome piaski! Wejdziesz, wciągnie cię, może kiedyś wypuści, ale zostanie z tobą na długo, jak piach w zakamarkach Twoich ulubionych skarpetek. Wyobraź sobie, że schodzisz po krętych schodach. Po drodze nie ma żadnych drzwi, które dałyby ci choćby iluzję ucieczki czy schronienia. Idziesz w dół, a im dalej, tym ciemniej, gęściej i bardziej niepokojąco. To historia tak wielowątkowa, tak głęboko zanurzona w strukturach jednego miasta, że opisanie jej w kilku zdaniach graniczy z niemożliwością. Mamy tu potomka obalonej dynastii (Razaguela), który żyje na marginesie Baraghody, miasta niegdyś należącego do jego rodu, a dziś miejsca skorumpowanego, gnijącego i z każdym dniem coraz mroczniejszego. Musi on nie tylko przetrwać w przestrzeni, gdzie samo jego nazwisko czyni go wrogiem publicznym, lecz także zmierzyć się z ciężarem rodzinnego dziedzictwa, ugrzęznąć w politycznym bagnie i balansować na granicy świata ludzi oraz bogów. Ale to nie jedyny wątek, jaki dostajemy. Jest tu także podziemny lud, którego losy obserwujemy z perspektywy Rafiego Szczurołapa. Schodząc jeszcze głębiej, spotkasz Króla Szczurów, a patrząc na Baraghodę jego oczami, zobaczysz czystą ciemność, okrucieństwo i niesprawiedliwość. I co najważniejsze: Poczujesz na własnej skórze przebiegające po tobie szczury i poznasz najsłodszego, najwierniejszego i najinteligentniejszego przedstawiciela tego gatunku. Największą zaletą tej historii jest to, jak głęboko autorzy wchodzą w psychikę postaci, które nie są ani czarne, ani białe. Są ludzcy: skrzywdzeni, niejednoznaczni, uwikłani, empatyczni, egoistyczni, mściwi, czy zdolni do litości. Nie znajdziemy tu klasycznych herosów ani jednoznacznych złoczyńców, lecz ludzi niosących ciężar własnych historii. Postacie drugoplanowe nie są jedynie tłem czy figurami przesuwanymi po planszy. Każda z nich dostaje swoje pięć minut, dzięki czemu nawet najbardziej epizodyczne role zapadają w pamięć. Powieść jest gęsta od poruszanych tematów, a jednocześnie niezwykle uporządkowana. Nie znajdziesz tu chaosu ani zagubienia. Każdy z bohaterów weźmie cię za rękę i poprowadzi własną ścieżką. I choć książka wymaga skupienia, nie zgubisz się w tej wielowątkowości. Wszystko jest tu kompletne! Jedno wynika z drugiego, prowadząc do logicznej, misternie utkanej całości. „Za kamień i za ciemność” redefiniowała moje pojęcie polskiego dark fantasy. To dzieło dopracowane, monumentalne i intensywne emocjonalnie. I choć bardzo chciałabym opowiedzieć wam szczegółowo, jak piękna jest ta historia, wiem, że żadne moje słowa nie oddadzą tego, co ta książka ze mną zrobiła. Wróciłam do niej po kilku latach... i krócej jeszcze nie jeden raz.
TropemCiszy - awatar TropemCiszy
ocenił na 10 24 dni temu
Srebrne Gardło Siri Pettersen
Srebrne Gardło
Siri Pettersen
Diabła nie ma, fanatycy religijni harcują Wracamy do Náklavu. Gríf odszedł do swojego świata. Juva próbuje na nowo ułożyć sobie życie po jego zniknięciu. Nie jest jej jednak łatwo. Obiecała społeczności miasta, że szybko pozbędzie się problemu wilkowatości, jednak nadal pojawiają się nowi zarażeni; plotki głoszą, że jest ich nawet więcej, niż do tej pory. Łowczyni, nie do końca wiedząc, jak udobruchać lud Náklavu, postanawia cierpliwie zaczekać, aż wszyscy wieczni umrą (z powodu braku dającej im życie krwi Grífa) i przestaną tworzyć nowych wilkowatych. W międzyczasie dziewczyna chce nadal działać ze swoją drużyną i eliminować tych wilkowatych, którzy jeszcze się ostali. Przeczekanie obecnej sytuacji staje się jednak niełatwym zadaniem. Wieczni wyjawiają sekrety, które rzucają nowe światło na ich sytuację. Wciąż przybywa wilkowatych. W mieście pojawia się nowa, szybko zdobywająca na znaczeniu grupa, z charyzmatycznym przywódcą na czele. Juvie przyjdzie się zmierzyć z wieloma wyzwaniami – uratowaniem miasta, które nieświadomie zbliża się nad krawędź chaosu, zadbaniem o bezpieczeństwo grupki dziewczynek, z którymi dzieli sekret oraz z wszechogarniającą tęsknotą za diabłem, którego sama uwolniła. „Srebrne Gardło” to powieść, która wciągnęła mnie bez reszty. Nie ukrywam, że do Náklavu wróciłam po dość długiej przerwie, więc chwilkę mi zajęło, zanim otworzyły się odpowiednie szufladki pamięci i przypomniałam sobie historię nakreśloną w „Żelaznym Wilku”. Bardzo lubię główną bohaterkę, Juvę. Podoba mi się jej zdystansowanie do wszystkich i wszystkiego. Bohaterka zmaga się z wieloma trudnymi wydarzeniami i towarzyszącymi im równie trudnymi emocjami, więc często zamyka się w sobie, izoluje od innych osób, wierząc, że w ten sposób ochroni ich przed niebezpieczeństwami, które zdaje się, że sama przyciąga jak magnes. Pod chłodnym obejściem Juva skrywa jednak szczere i głębokie uczucia wobec najbliższych – ceni i szanuje członków drużyny łowieckiej, troszczy się o dziewczynki, u których objawiły się zdolności czytających z krwi, kocha Grífa, chociaż przyznanie się do tego, zajęło jej wiele czasu. Ten brak bezpośredniości i skrytość sprawiają, że ta bohaterka jest dla mnie świeża i interesująca. Szczególnie ujęła mnie jej relacja z dziewczynkami. Juva przyjmuje wobec nich rolę starszej siostry i opiekunki. Ma plan, aby uczyć je, jak radzić sobie z umiejętnościami czytających z krwi. Czuje się za nie odpowiedzialna i chce chronić je przed tym, przez co sama przechodziła. Bardzo mi się podoba ta rola Juvy. Myślę, że nie jest ona typowa dla głównej bohaterki powieści fantasy. Szablonowa protagonistka jest zazwyczaj bohaterką wydarzeń wojennych, rewolucyjnych, przeżywa przygody, mające na celu doprowadzenie jej do kulminacyjnego punktu fabuły. Jednocześnie najczęściej staje się partnerką i kochanką głównego męskiego protagonisty (który zazwyczaj wcześniej był jej śmiertelnym wrogiem). Może również pełnić poboczne funkcje, najczęściej przyjaciółki, siostry lub córki, jednak zazwyczaj są to mniej znaczące role. Jest to więc bardzo ciekawy wybór, moim zdaniem przełamujący schematy. To, co również jest odmienne od dzisiaj wydawanych, topowych powieści fantasty jest to, że wątek romantyczny jest bardzo dobrze wyważony. Przez cały ten tom skupiamy się na skomplikowanych uczuciach Juvy wobec Gífa. Ich relacja nie jest sztucznie przyspieszona, główna bohaterka rzeczywiście ma czas na to, aby przemyśleć relację, która ich łączy. W końcu dostałam również powieść, w której relacja między bohaterami jest pełna napięcia i autorka jej nie pogania. Dzięki temu mogłam ekscytować się w niecierpliwości na ponowne spotkanie postaci. Nie ukrywam, że jestem bardzo ciekawa, jak potoczą się losy tej dwójki w kolejnym tomie. Bardzo ciekawy był również wątek Srebrnego Gardła. Myślę, że fanatyzm religijny, zorganizowana działalność zaangażowanej grupy wyznawców (zakrawających na fanatyków, członków sekty) są dobrym „narzędziem” do wywoływania niepokoju w czytelniku. Tłum owładnięty jakąś ideą, w dodatku przestraszony i działający w swojej obronie, staje się niebezpieczny, trudny do pokonania. Dodając do tego charyzmatycznego i przebiegłego przywódcę, mamy gotowy przepis na idealnego „straszaka”. Podsumowując, świetnie się bawiłam z tą lekturą i z ogromną niecierpliwością czekam na kolejny tom!
Karolina - awatar Karolina
oceniła na 8 3 miesiące temu
Między nami jest Śmierć Patryk Żelazny
Między nami jest Śmierć
Patryk Żelazny
Po „Między nami jest śmierć” sięgnęłam bez wielkich oczekiwań, kierując się raczej czytelniczą potrzebą chwili niż chłodną analizą zapowiedzi. Szukałam historii lekkiej, wciągającej i takiej, która „poprowadzi mnie za rękę” w czasie, gdy czytanie szło mi ostatnio dość opornie. I trzeba uczciwie przyznać – trafiłam w dobre nuty. Już od pierwszych stron książka wciąga i czyta się ją zaskakująco szybko. Język Patryka Żelaznego jest lekki, przyjemny i bardzo przystępny, co w połączeniu z niewielką objętością sprawia, że lektura mija niemal niepostrzeżenie. To zdecydowanie jedna z tych pozycji, które „wchodzą same”, bez potrzeby mozolnego przebijania się przez opisy czy nadmiar narracyjnych dygresji. Sama historia wypada solidnie, choć niepozbawiona drobnych braków. Mamy szkołę magii, tajemnice, antagonistów oraz głównego bohatera poszukującego własnej duszy – motyw znany, ale nadal nośny i lubiany. Fabuła prowadzona jest jasno i płynnie, bez zbędnych przestojów, a akcja rozwija się dynamicznie, skutecznie podtrzymując zainteresowanie czytelnika. To jedna z tych książek, które trudno odłożyć w połowie rozdziału, bo autor umiejętnie podsyca ciekawość kolejnymi wątkami. Największym niedosytem pozostaje dla mnie warstwa magiczna. System magii został potraktowany dość powierzchownie, a szkoda, bo potencjał był spory. Zabrakło mi większej głębi, zasad i konsekwencji funkcjonowania tego świata. Podobnie wątek personifikacji śmierci – intrygujący, lecz jedynie zarysowany. Z drugiej strony mam świadomość, że jest to historia typowo młodzieżowa, a jej objętość siłą rzeczy ogranicza rozbudowę świata przedstawionego. W tym kontekście łatwiej wybaczyć te uproszczenia, zwłaszcza jeśli traktuje się książkę czysto rozrywkowo. Bohaterowie wypadają natomiast bardzo dobrze. Są wiarygodni, łatwo się z nimi utożsamić, a ich zachowanie odpowiada wiekowi i sytuacjom, w jakich się znajdują. Nie ma tu irytującej przesady ani sztucznego „postarzania” postaci, co w literaturze młodzieżowej wciąż bywa problemem. Podsumowując, „Między nami jest śmierć” to udana, lekka powieść fantasy, która świetnie sprawdzi się jako czytelniczy reset lub książka na wyjście z zastoju. Dorośli czytelnicy preferujący rozbudowane światy i złożone systemy magii mogą odczuć pewien niedosyt, ale jako pozycja czysto rozrywkowa – spełnia swoje zadanie. Młodzież natomiast odnajdzie się w tej historii bez problemu i prawdopodobnie połknie ją jednym tchem. Ja z kolei z przyjemnością sięgnę po kolejny tom, licząc, że autor jeszcze śmielej rozwinie zarysowane tu motywy.
żyrafa czyta - awatar żyrafa czyta
oceniła na 7 3 miesiące temu
Krucjata Agata Konefał
Krucjata
Agata Konefał
Są książki, które po prostu się czyta. A są, które się przeżywa, komentuje w głowie, na głos i które po zakończeniu zostawiają po sobie pustką wielkości zdradzieckiego kapłana. Krucjata to zdecydowanie ta druga kategoria. Główna bohaterka to kobieta, która miażdży system (i potwory). Sharleen to moja idolka. Jej postać to mieszanka power woman, królowej ripost i osoby z zasadami. Mimo że nie latam z sztyletem i nie zabijam potworów dla dobra ludzkości (jeszcze), to czułam z nią jakąś dziwną, głęboką więź. Jakby w innej rzeczywistości mogłybyśmy razem siedzieć przy ognisku i z ironicznym spokojem komentować cały ten syf. I nie chodzi tylko o to, że była silna. Była żywa - złożona, czasem zbyt impulsywna, ale autentyczna do bólu. I cholernie inteligentna. Zuko - mój faworyt. Kochał jednorożce i był najczystszą duszą w całej książce, którą oburzała się na fakt, że to JEGO rasa zabiła wszystkie te cudowne stworzenia.A potem... no cóż, jak to w fantasy bywa - umarł. A teraz zupełnie z innej beczki: Imperator. Wyobraźcie sobie faceta, który teoretycznie rządzi całym Imperium, a w praktyce jest marionetką sterowaną przez Radę Dwunastu Skrzydeł. Tak bardzo mnie irytował, że w pewnym momencie miałam ochotę wysłać mu zestaw samodzielnych decyzji z instrukcją obsługi. Nie obyło się bez momentu, w którym miałam ochotę zakryć twarz poduszką. Gdy padło: “Nie pyskuj mi tu. Jestem trzysta dwadzieścia cztery lata starszy. - Poczochrał jej włosy, na co jeszcze bardziej się oburzyła...”, przez sekundę poczułam się jakbym czytała jakiś fanfik. Na szczęście ten tekst był wyjątkiem - mały zgrzyt w morzu naprawdę solidnej narracji. Był moment, w którym przy śmierci Zuko, poczułam klasyczne “no nie, serio?”, a potem ten rodzaj smutku, który człowiek próbuje zakryć przewracaniem oczami, żeby nie przyznać, że go ruszyło. Była też ekscytacja odkrywaniem wraz z bohaterami znaczenia przepowiedni i to, jak grupka młodych stworzeń wchodzi w buty buntowników, czytanie tej książki było czystą frajdą. Radość również miałam z relacji między Sharleen a Aeronem. A zaczęło się dość niewinnie... I była złosć - na bezlitosność wobec systemu, na to, jak wszystko zależy od tych, co akurat mają tytuł i skrzydła. Agata pisze jak ktoś, kto rozumie moje zmęczenie światem i potrzebuje ironi jako mechanizmu przetrwania. Styl jest przystępny, emocjonalny, pełen momentów błyskotliwych i ironicznych. “Krucjata” to książka, którą przeczytałam z szeroko otwartymi oczami. To dopiero pierwszy tom, a już czuję, że przepadłam. Jezeli kolejne części utrzymają poziom, to szykuje się moja kolejna ulubiona seria. Ocena: 9,5/10 - minus pół punktu za tekst, który powinien trafić do sejfu z nazwą: “Nie otwierać”.
Amandra - awatar Amandra
oceniła na 9 6 miesięcy temu
Słowalkiria Anna Szumacher
Słowalkiria
Anna Szumacher
Trzymajcie się! Zapnijcie pasy i nie czytajcie/ słuchajcie w miejscach publicznych - lektura grozi niekontrolowanym parskaniem śmiechem! Żeby nie było, że nie ostrzegałam... To niesłychane, że dobiliśmy nareszcie do brzegu, tu bowiem kończy się nasza historia. I jeśli nie byłam pewna, czy "Słowalkiria" może mnie jeszcze czymś zaskoczyć, a w powietrzu wyczuwałam lekki zapach przesytu i powtarzalności - to trzeci tom, najbardziej pokręconego i oryginalnego cyklu w galaktyce, udowodnił, że co się nie da jak się da, a cytując klasyka oraz bohaterów książki "potrzymaj mi piwo. i smoka". Po prawdzie brak mi słów by opisać to jak świetnie się bawiłam. W trakcie lektury nie da się przewidzieć niemal niczego. Kto z kim i dlaczego oraz jak to wszystko się skończy (i czy to w ogóle ma prawo i możliwość się JAKOŚ skończyć?!). Bomba popkulturowych żarcików, słownokulturowy majstersztyk, i wprowadzenie pojęcia fantastyki na zupełnie nowy, ekstremalny poziom. Autorka garściami czerpie z wszystkiego co jej się nawinie, jakimś cudem tworząc z tego fenomenalną historię, kreując przesympatycznych bohaterów, utrzymując cudowną płynność treści. W tym tomie spotkamy piratów, żołnierzy, bogów, smoki i księżniczki, nie zabraknie też naszych ulubionych postaci. Z minusów - i to jest naprawdę ten jeden jedyny - to ogrom bohaterów pierwszo, drugo i trzecio planowych z początku przytłacza i chwile zajmuje ogarnięcie ich wszystkich. Ja książkę przesłuchałam. Przeczytana została tak genialnie, że nie wyobrażam sobie jej w innej formie. Ale tak na wszelki wypadek kupie jednak wersje papierową, bo to jest seria, której ciężko nie mieć na półce :).
Pajaczek_borderline - awatar Pajaczek_borderline
ocenił na 10 1 rok temu
Bogobójczyni Hannah Kaner
Bogobójczyni
Hannah Kaner
Schemat na schemacie i schematem pogania, ale zrobione jest to na tyle umiejętnie, że zżyłam się z bohaterami, a ich losy więcej niż raz sprawiły, że łezki stanęły mi w oczach. Czego chcieć więcej? To nie jest oryginalna historia, walkę bogów z ludźmi widzieliśmy już w literaturze fantastycznej wiele razy. Podobnie jak wędrówkę do świętego miejsca, drużynę wyrzutków, klątwy i i ślepy pęd ku boskości, który trzeba opłacić własnym człowieczeństwem. Tak, tak, to wszystko już było. Nie zmienia to faktu, że bawiłam się przy czytaniu doskonale, polubiłam bohaterów wykreowanych przez autorkę, przywiązałam się do tej małej, połamanej rodzinki, którą tu poznaliśmy i bardzo żałuję, że czytanie musiałam sobie rozłożyć na długi czas i nie mogłam pochłonąć tej książki na dwa posiedzenia. Mam wrażenie, że wtedy podobałaby mi się jeszcze bardziej. Nie jest długa, a takie wypadanie z poczucia immersji nigdy nie wychodzi mi na dobre. Ale cóż, siła wyższa, apel na Dzień Edukacji Narodowej sam się nie przygotuje. Polubiłam troje (czworo?) naszych głównych bohaterów, autorka ciekawie buduje relacje między nimi, bardzo podobał mi się fakt, że żadna z tych postaci nie jest krystaliczna, każdy ma swoje za uszami, a choć kierują się w życiu różnymi motywacjami, to potrafili się zjednoczyć, gdy mieli wspólny cel. Każdy z nich ma nie tylko ciekawą teraźniejszość, ale też przeszłość, o której niby sporo wiemy, ale która wciąż kryje trochę zagadek do odkrycia. Z ciekawością sięgnę po tom drugi, jestem ciekawa tego, jak dalej potoczą się losy tych postaci.
minyard - awatar minyard
ocenił na 7 5 miesięcy temu
Siódma królowa Greta Kelly
Siódma królowa
Greta Kelly
Askia zostaje porwana przez Radovana, cesarza Rovenu. Aby utrzymać życie i moc, Radovan od lat poślubia i zabija kolejne kobiety – Askia ma być siódma. Ma tylko miesiąc na uniknięcie takiego losu i ocalenie swojego królestwa. Jej sojuszniczkami okazują się dusze poprzednich królowych. Niestety, mam z tą książką podobny problem jak z niektórymi seriami fantasy – między przeczytaniem kolejnego tomu minęło zbyt dużo czasu i miałam problem z kolejnym wczuciem się w fabułę, czułam chaos i nie potrafiłam załapać głównego wątku. W przypadku ,,Siódmej królowej” dodatkowo akcja toczy się w innym miejscu i skupia na innym konflikcie niż w ,,Lodowej koronie”, więc czułam się tak, jakbym czytała osobną powieść i w tym wypadku nie wyszło to na plus. Brakowało mi większej roli mojego ulubieńca, księcia Iskandra, choć ostatecznie myślę, że Illia lepiej pasował do Askii, choć ich relacja nie została opisana w jakiś porywający sposób, a scena zbliżenia była mało emocjonująca i pozbawiona żaru. To teoretycznie nie jest młodzieżówka, ale ma pewne podobne schematy, chociażby to, że wszyscy zakochują się w głównej bohaterce. Teraz przejdę do plusów, bo tych jest jednak więcej. Wracając do wątku miłosnego, cieszę się, że nie wysuwa się on na pierwszy plan. Illia i Askia rozumieją realia polityki i wiedzą, że na pierwszym miejscu muszą postawić swoje ojczyzny, a dopiero potem zadbać o siebie. Zdecydowanie ważniejsze są relacje między Askią a sześcioma królowymi i pięknie jest tu pokazana kobieca solidarność, to że można się wspierać i szanować mimo różnic, bardzo mi brakuje takich wątków w literaturze. Przedstawiony świat jest dość niejednoznaczny, nawet szalony król Radovan ma jakieś motywacje i jest przekonany o swojej racji, nawet jeśli obserwatorom wydaje się to absurdalne. Sama Askia musi nauczyć się chować dumę do kieszeni i zaakceptować to, że inni żyją inaczej i nie podporządkują jej się w każdym aspekcie. Zakończenie mi się podobało, bo pokazało jej przemianę i świadomość, że polityka jest brudna, ale też nie było klasycznym ,,American Dream” z zaprowadzaniem demokracji w fantastyce, czego bardzo nie lubię. Ten tom podobał mi się mniej od pierwszego i ogółem nie będzie to moja ulubiona seria ,,kobiecego fantasy”, ale jest dobrą, przyzwoicie napisaną rozrywką i mogę ją polecić, jeśli lubicie książki Amelie Wen Zhao czy Holly Black. ,, Kiedy wreszcie zrozumiesz, że nikt nie jest tylko dobry ani tylko zły?(…) Jeżeli pragniesz zdobyć sojuszników, musisz im zaoferować przynajmniej nadzieję na odkupienie win.”
FannyBrawne - awatar FannyBrawne
ocenił na 7 8 miesięcy temu
Wąska droga między pragnieniami Patrick Rothfuss
Wąska droga między pragnieniami
Patrick Rothfuss
Nie będę ukrywać, że miałam nadzieję na trzeci tom i poczułam lekkie ukłucie zawodu, że to jednak nie jest to. Przełknęłam umiarkowanie gorzką pigułkę rozczarowania i zaczęłam czytać i… dobrze mi było z tym, że ponownie gościłam w świecie „Kronik Królobójcy”! „Jego serce było jedynie harfą, która nie grała żadnej melodii poza czystym pragnieniem.” Ooooo rozkoszny jest powrót w objęcia mistrza poetyckich zdań, które jednocześnie unoszą i osadzają nas twardo na ziemi. Skoncentrowane, celne, a jednocześnie takie baśniowe! Nooo dobra, trochę popływałam, a teraz bardziej konkretnie. 😉 Powieść to rozbudowana wersja opowiadania „The Lightning Tree”, które było opublikowane w antologii pod tytułem „Rogues”. Tytuł całkiem sensowny, bo faktycznie to drzewo jest istotnym, symbolicznym elementem książki. Treść powieści poprzedzona jest wstępem od autora, w którym tłumaczy, dla kogo jest rzeczona książka. Jest też posłowie, które, wydaje mi się, będzie smaczkiem dla fanów pisarza. Powieść jest bogato ilustrowana. Jest to historia jednego dnia z życia Basta, który pracuje jako pomocnik w karczmie. Postrzegany przez okolicznych mieszkańców jako miły, leniwy i lekko głupkowaty pomocnik karczmarza. Ale to tylko pozory, wizja dla dorosłych, wygodna dla samego Basta. 😉On sam siebie postrzega jako artystę! „…Bast uznawał sukces za równie nieciekawy jak woda w rowie. Niech inni zadowolą się zwykłą doskonałością. On był artystą.” Nasz bohater żongluje podstępami, handluje tajemnicami i w niezauważalny dla gawiedzi sposób wpływa na losy ludzi, których zna. Towarzyszymy głównej postaci od świtu aż po północ. Jak na jeden dzień poznajemy zadziwiająco dużo innych bohaterów. Zwłaszcza bardzo temperamentnych dziecięcych postaci. Uroczych i irytujących zarazem. Poznajemy piękną Embrelee, która „jest słodka jak śmietana i szeroka w biodrach”. 😉 Jest też oczywiście nasz człowiek-legenda - Kwothe, czyli główny bohater Kronik, choć tu raczej w roli skromnego karczmarza, zwanego przez naszego głównego bohatera Reshim. Nie ma tu wartkiej akcji, powieść płynie jak leniwa rzeka, a ty razem z nią. Jest bardzo baśniowo, mamy świetne dialogi i możemy bliżej poznać postać Basta, który jest trochę jak mocno złośliwy dzieciak o wielkim, pomiestnym serduchu. Ale przecież dzieckiem już nie jest… to złożona postać, pełna sprzeczności. To nie jest żadna epicka książka - to prosta i kwiecista zarazem opowieść. Urokliwa, pełna wypełzającej ze wszystkich zakątków magii historia. Patrząc z mojej perspektywy, czyli zakochanej w Kronikach czytelniczki, nie wiem, czy ktoś kto ich nie czytał, będzie mógł w pełni rozsmakować się w tej powieści. Tak, uczciwie polecam czytanie jej jako uzupełnienie.
Ewelina - awatar Ewelina
oceniła na 7 6 miesięcy temu

Cytaty z książki Krew Wilka

Więcej
Agnieszka Miela Krew Wilka Zobacz więcej
Agnieszka Miela Krew Wilka Zobacz więcej
Agnieszka Miela Krew Wilka Zobacz więcej
Więcej