rozwiń zwiń

Kościół a wolny rynek

Okładka książki Kościół a wolny rynek
Thomas E. Woods Jr. Wydawnictwo: Fijorr Publishing publicystyka literacka, eseje
380 str. 6 godz. 20 min.
Kategoria:
publicystyka literacka, eseje
Format:
papier
Tytuł oryginału:
The Church and the Market. A Catholic Defence of the Free Economy
Data wydania:
2007-01-01
Data 1. wyd. pol.:
2007-01-01
Liczba stron:
380
Czas czytania
6 godz. 20 min.
Język:
polski
ISBN:
9788389812407
Tłumacz:
Szymon Czarnik
Średnia ocen

                7,7 7,7 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Kościół a wolny rynek w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Kościół a wolny rynek

Średnia ocen
7,7 / 10
30 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
106
105

Na półkach:

Wartościowa lekcja ekonomii. Połączenie austriackiej szkoły ekonomii oraz odniesień do kościoła wypadło bardzo korzystnie. Więcej w niej oczywiście ekonomii niż kościoła, natomiast przytoczenie fragmentów encyklik papieskich w parze z osobistym komentarzem nadaje książce dodatkowych kolorów.

Wartościowa lekcja ekonomii. Połączenie austriackiej szkoły ekonomii oraz odniesień do kościoła wypadło bardzo korzystnie. Więcej w niej oczywiście ekonomii niż kościoła, natomiast przytoczenie fragmentów encyklik papieskich w parze z osobistym komentarzem nadaje książce dodatkowych kolorów.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

216 użytkowników ma tytuł Kościół a wolny rynek na półkach głównych
  • 164
  • 49
  • 3
44 użytkowników ma tytuł Kościół a wolny rynek na półkach dodatkowych
  • 22
  • 10
  • 4
  • 2
  • 2
  • 2
  • 2

Tagi i tematy do książki Kościół a wolny rynek

Inne książki autora

Thomas E. Woods Jr.
Thomas E. Woods Jr.
Amerykański historyk i pisarz, tradycjonalista katolicki. Autor wielu bestsellerów.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Michalkiewicz - nie bójcie się prawdy Tomasz Sommer
Michalkiewicz - nie bójcie się prawdy
Tomasz Sommer
Wywiad Tomasza Sommera ze Stanisławem Michalkiewiczem z 2013-tego roku (jeszcze z czasów rządów PO) to z jednej strony cenna rzecz dla miłośnika twórczości tego felietonisty, a z drugiej to coś w stylu szybkiego skoku na kasę. To miło, że mamy szansę dowiedzieć się trochę więcej na temat życia i twórczości pana redaktora, bowiem jeśli chodzi o życie osobiste, jest on dla swoich wielbicieli osobą raczej skrytą. W książce nie uraczymy bardziej osobistych detali. Jeśli już, to raczej tych związanych ze szkołą i życiem zawodowym, poglądami, polityką, etc. Od dawna uważam, że te książki, które są wywiadami rzekami oraz zbiory opublikowanych felietonów to właśnie coś w stylu łatwego skoku na kasę. Z drugiej strony trudno odmówić takim wydawnictwom sensu istnienia. Dopóki coś jest wartościowe i znajduje odbiorców... Cóż, wszystko byłoby świetnie, oceniłbym książkę wysoko, ale są pewne zgrzyty. Książka ma niezwykle dużo błędów edytorskich, jak na profesjonalne wydawnictwo. Pomimo sporej ilości zdjęć, wydana jest raczej skromnie, żeby nie rzecz brzydko. Cóż to wszystko jednak znaczy, jeśli po jej lekturze jestem szczęśliwy, że miałem okazję dowiedzieć się więcej o jednym z najbłyskotliwszych polskich felietonistów? Nienajlepiej świadczy o Tomaszu Sommerze (którego skądinąd bardzo cenię) jako pomysłodawcy książki, a który to tenże wywiad przeprowadził, jeśli wiele razy jego pytania są nietrafione, innym razem zdaje się nie rozumieć swojego rozmówcy, a w kilku miejscach wtrąca swoje własne tezy, a najgorsze, że pomimo jednoznacznej odpowiedzi, irytująco drąży temat. Trudno byłoby mi to wszystko wytłumaczyć, więc napiszę skrótem - redaktor naczelny "Najwyższego Czasu!" nie wykonał swojej pracy najlepiej i o ile błędy redaktorskie można usprawiedliwiać kosztami wydawniczymi, o tyle koledzy z redakcji powinni w takim wywiadzie rzecze zostać odebranymi przez czytelników jak idealnie dobrani rozmówcy, a takiego wrażenia nie odniosłem. Muszę też przyznać, że jak na wywiad rzekę, to taki wywiad mógłby się równie dobrze ukazać jako wywiad internetowy, nakręcony kamerą, wówczas nie byłoby żadnych negatywnych komentarzy dotyczących niewłaściwych, nieciekawych i nietrafionych pytań, ani tego, że czegoś jest za mało, a czegoś za dużo. Książki oceniamy jednak innym kryterium, stąd moja surowa ocena.
Michał Krzycki - awatar Michał Krzycki
ocenił na 6 8 lat temu
Dla Sprawy Gilbert Keith Chesterton
Dla Sprawy
Gilbert Keith Chesterton
Na wstępie pozwolę sobie wyrazić zdziwienie tłumaczeniem okładkowego tytułu, który w oryginale brzmi: „The Thing: Why I am a Catholic”. Nie sądzę, że pominięcie drugiej części wynika z obaw wydawnictwa. Wszak to Fronda, wydawnictwo o mocno zarysowanym profilu. Czyżby więc katolicyzm, w nomen omen, nadal katolickim kraju się nie sprzedawał? W każdym razie nie macie się czego obawiać. „Dla Sprawy” to nie nudny opis konwersji autora na katolicyzm, a jak zwykle w jego przypadku błyskotliwa szermierka słowna. Tym razem Chesterton walczy ze stereotypami (co ciekawe nadal obecnymi w tezach liberałów, sto lat temu zwanych modernistami) przeciwników Kościoła. I jest to, jak wspomniałem, walka zręczna, pełna humoru i lekkiej złośliwości. Ostatecznie mniej w tym wszystkim odpowiedzi na tytułowe (w wersji oryginalnej) pytanie, a więcej pysznej, intelektualnej zabawy. I może więc autor nie przekona czytelników do żarliwej wiary, ale z pewnością uświadomi jakie mieli szczęście nie stając mu na drodze. I korzystając z okazji zostawię tu swoją wątpliwość, dlaczego G.K. Chesterton, jeden z niewielu szczerych przyjaciół Polski i Polaków, nie ma jeszcze w Polsce pomnika z inskrypcją, będącą cytatem z jego eseju: „Moja instynktowna sympatia do Polski zrodziła się pod wpływem ciągłych oskarżeń miotanych przeciwko niej; i – rzec mogę – wyrobiłem sobie sąd o Polsce na podstawie jej nieprzyjaciół. Doszedłem mianowicie do niezawodnego wniosku, że nieprzyjaciele Polski są prawie zawsze nieprzyjaciółmi wielkoduszności i męstwa. Ilekroć zdarzało mi się spotkać osobnika o niewolniczej duszy, uprawiającego lichwę i kult terroru, grzęznącego przy tym w bagnie materialistycznej polityki, tylekroć odkrywałem w tym osobniku, obok powyższych właściwości, namiętną nienawiść do Polski. Nauczyłem się oceniać ją na podstawie tych nienawistnych sądów – i metoda okazała się niezawodną.”.
paszczak - awatar paszczak
ocenił na 8 6 miesięcy temu
Stałe warianty gry Grzegorz Braun
Stałe warianty gry
Grzegorz Braun
Szczęść Boże! Wstyd przyznać, ale grube książki (650 stron) potrafią mnie zniechęcić nawet do tytułów, które koniec końców bardzo chcę znać. Nie chodzi tylko o to, że gruba książka jakoś od razu kojarzy się z męczącym czytaniem, ale samo noszenie ją przy sobie potrafi być niewygodne i uciążliwe. Jednak przy „Stałych wariantach gry" Grzegorza Brauna, o tej niewygodzie można szybko zapomnieć, bowiem lektura jest wciągająca, a jej specyficzny charakter — zbiór wcześniej opublikowanych tekstów w formie a to wywiadów, a to felietonów, czy nawet krótszych komentarzy — idealnie burzy monotonię. Każdy kto zna pana Grzegorza Brauna z krasomówczych wystąpień w mediach, powinien wiedzieć, że jego myśli czyta się lepiej na papierze — zresztą zauważyłem to na przykładzie innych autorów, takich jak Bronisław Wildstein, Stanisław Michalkiewicz albo Rafał Ziemkiewicz — mimo wszystko, lepiej się ich czyta, niż ogląda albo słucha. W ogóle tekst pisany ma tę moc, że trafia do nas dosadniej, a poza tym szybko możemy do niego wrócić. Właśnie przy tej książce złamałem swoją zasadę niemazania ołówkiem po tekście. Jest tu tak wiele linijek, akapitów, a nawet całych stron i rozdziałów, które chciałbym znać na pamięć — jednocześnie zazdroszcząc autorowi umiejętności wyrażania swoich myśli w tak kolorowy sposób — że ostatecznie pomazałem całą książkę ołówkiem. Mam ostatnio szczęście do książek. Wybieram tak dobre, że bardziej niż o czytaniu ich, mogę mówić o delektowaniu się nimi. Krótkie rozdziały, ich urozmaicony styl, tylko pomagały mi w czytaniu całości na raty ale systematycznie, przez co całość skończyłem relatywnie szybko. Po zakończeniu miałem wrażenie, że to mogłaby być lektura na każdy tydzień. W sumie taka książka mogłaby się nie kończyć, bowiem każdy rozdział czegoś uczy, a większość lub wszystkie mówią o rzeczach, które ostatecznie wpisują się w tytułowe "stałe warianty gry", czyli zazwyczaj te same sztuczki ogólnie pojętego systemu, który zazwyczaj trzyma nas za przysłowiową mordę oraz mocarstw, które rządzą nami naprzemiennie od setek lat. Jak to z Grzegorzem Braunem bywa, czasem straszy nas niepotrzebnie, czasem prorokuje na zapas i nie trafia, ale jak sam się tu w książce usprawiedliwia — nie chodzi o zakłady, czyja przepowiednia się spełni, bo nigdy się nie przewidzi wszystkiego, jako że zmiennych jest zbyt wiele, ale o świadomość Polaków na temat zagrożeń, których zazwyczaj mogą nie zauważać. Te zagrożenia autor podkreśla przytaczając wydarzenia minione i dowodzi ich analogii z sytuacją teraźniejszą. Są to według mnie wspaniałe porównania. Ta trafność i moc owych analogii jest wynikiem stosowania prostych (chyba katolickich) zasad opisywania prawdy jako prawdy, a nie tylko punktu widzenia. Innymi słowy — "Niech wasza mowa będzie: Tak, tak; nie, nie. A co nadto jest, od Złego pochodzi". Właśnie to powoduje, że nieraz zatrzymywałem się i podkreślałem całe zdania i akapity, bo nasłuchawszy się przez lata medialnych bredni, gdzieś tam nawet niechcący przyswoiwszy sobie niektóre z nich niczym jakieś naukowe albo religijne dogmaty, byłem zszokowany prostym, jakby czarno-białym sformułowaniem, trafnym porównaniem, zmuszającym mnie do wybrania zła lub dobra — no bo niczego pomiędzy jednak nie ma. W takich autorach cenię sobie przede wszystkim szacunek do inteligencji czytelnika. Nie interesują mnie rzeczy, które starają się być na niskim poziomie, aby dopasować się do poziomu percepcji czytelnika, albo ze względu na ułomności samego autora, inne być po prostu nie mogą. Dobrze, zdarza mi się przeczytać i posiadać książki o bardziej felietonowym charakterze, polemicznym, które nieraz dopasowane są miejscami do niskiego poziomu pyskówek z wrogami patriotów, ale na dłuższą metę, to jest męczące, bo niczego się przy tym człowiek nie uczy. Dostaje co najwyżej chwilę ulgi, kiedy ktoś wykrzyczy się i wypluje za niego. Długie, złożone zdania Grzegorza Brauna zmuszają do skupienia, a jego bogate słownictwo mocno uprzyjemnia lekturę. Wierzę, że czytanie dobrze napisanych książek uczy nas samych wysławiania się. Mamy więc przyjemne z pożytecznym. Już to kiedyś napisałem przy okazji recenzji innej książki pana Grzegorza, w przeciwieństwie do innych — jak na przykład Wojciecha Cejrowskiego, który twierdzi, że taki człowiek jak Grzegorz Braun, który tak dobrze mówi i się nie zacina, albo jest geniuszem, albo wariatem — uważam, że to nie Grzegorz Braun jest jakimś geniuszem, tylko nasza klasa polityczna (także ludzie kultury) tak bardzo się zdegenerowała, że jak w komedii science-fiction pt. "Idiocracy", przeciętnie inteligentnego człowieka z przeszłości może uznać za geniusza albo ostatecznie za wariata i wydać na niego wyrok śmierci ze względu na brak zrozumienia jego słów. Miałem jeszcze zacytować jeden albo kilka akapitów z książki, ale wertując strony, widzę że pozaznaczałem tego tak wiele, że nie jestem w stanie wybrać rozsądnej ilości, która byłaby reprezentatywna. Niedowiarkom radzę otworzyć książkę albo e-booka na którejkolwiek stronie i prawie na pewno trafią na któryś z moim ulubionych momentów.
Michał Krzycki - awatar Michał Krzycki
ocenił na 8 4 lata temu
The Art of the Deal, czyli sztuka robienia interesów Tony Schwartz
The Art of the Deal, czyli sztuka robienia interesów
Tony Schwartz Donald J. Trump
Mam mieszane uczucia po przeczytaniu tej książki. "The Art of the Deal czyli sztuka robienia interesów" autorstwa Donalda Trumpa, aktualnego czterdziestego piątego Prezydenta Stanów Zjednoczonych, jest niewątpliwie specyficzna. Z jednej strony wciągająca, a z drugiej strony sztuczna i trzeba mieć się cały czas na baczności; patrzyć na opisane w niej wydarzenia z szerszej perspektywy. Przed właściwą treścią książki wydawca postanowił uraczyć czytelnika dość obszernym wstępem. Założyciel Fijor Publishing wyjaśnia w nim okoliczności wydania tego tytułu w Polsce, które niemal zbiegło się z wygraniem przez Trumpa prezydentury, choć"The Art of The Deal" została napisana wiele lat wcześniej , w 1987 roku. Dla treści książki wstęp ten nie ma zbyt wielkiego znaczenia, ale jest dość interesujący ponieważ opisuje nastroje towarzyszące kampanii wyborczej Trumpa. Tym niemniej nie zgadzam się ze stwierdzeniem, które w nim pada, że Trump był self-made manem. Nie był. Jego ojciec dorobił się niemałych pieniędzy, w związku z czym młody Donald umiejętności biznesowe niemal wyssał z mlekiem matki. Choć to też pewnie zależy od definicji self-made man. Niewątpliwie trzeba przyznać, że kapitał, który miał na start, udało mu się powielić wielokrotnie. RYZYKO, INWESTYCJE I MNÓSTWO ROZMÓW TELEFONICZNYCH Początek książki jest specyficzny. Trump opisuje w nim, jak wygląda jego typowy tydzień. Od rana, do wieczora. Opisuje kolejno godziny: rozmowy telefoniczne, spotkania i jeszcze więcej rozmów telefonicznych. Mnóstwo decyzji, ryzyka i informacji. Biznesmen wyjawia, co go motywuje oraz dlaczego taki styl pracy i życia go kręci. W dalszej części Trump opisuje swoje początki w biznesie ojca, który go nauczył podejścia do interesów i obracania dużymi pieniędzmi. Poznajemy rodzinę biznesmena oraz jego samego w młodości – już wtedy był nastawiony na ryzyko i żądny sukcesu. Dalsze rozdziały, to relacje z jego kolejnych inwestycji. Zaczynając od pierwszych bardzo niepewnych, kiedy nie miał jeszcze ani kapitału, ani reputacji skutecznego biznesmena, po takie, które przyniosły mu ogromne pieniądze i rozgłos. Na to wszystko zapracował sobie ciężko pracując przez kolejne lata. JAK BYĆ DOBRYM BIZNESMENEM? Porady, które przewijają się w tej książce, są dość oczywiste: oceniaj i wykorzystuj zalety ludzi, myśl z rozmachem; zadbaj o plan B; bądź elastyczny i nie przywiązuj się do jednej strategii; poznaj swoją branżę; polegaj na instynkcie; wyczuwaj potrzeby twoich klientów i społeczeństwa; skupiaj się na teraźniejszości; unikaj pozycji desperata; zadbaj o rozgłos; znajdź coś, na czym zależy klientowi; nie oszukuj; uważaj na pieniądze – nie przepłacaj i nie wydawaj na to, co nie jest rozsądne; walcz, jeśli masz rację; traktuj biznes jak zabawę, a pieniądze jako wskaźnik, a nie motywację. Wszystko słusznie, ale nie jest to wielkie odkrycie. Choć z drugiej strony cały czas staram się pamiętać, że ja tę książkę przeczytałam w 2018 roku. Pytanie, czy podobnie podchodzili do niej Ci, którzy ją przeczytali w roku pierwszego wydania. Być może wtedy nie była to tak oczywista wiedza. Zresztą może nadal nie jest, tylko ja siedząc w swojej bańce ją tak oceniam. SZANUJĘ DOKONANIA I ZAZDROSZCZĘ PODEJŚCIA Szanuję, to czego Trump dokonał. Niewątpliwie jest sprawnym zarządcą i ma talent do biznesu, cokolwiek właściwie to oznacza, ale efektem są duże pieniądze. Książka jest bardzo ciekawa, głównie dlatego, że Trump właściwie krok po kroku pokazuje, co zrobił, żeby osiągnąć zwrot z inwestycji. Czasami schodzi do opisów niskopoziomowych działań np. szukania oszczędności w zmniejszeniu liczby zawiasów w drzwiach budowanego hotelu na kilkaset pokoi. Tego typu małe optymalizacje opisane w książce dają wyobrażenie w jak kompleksowy sposób zarządzał swoimi budowami. Takie podejście jest i dobre, i złe. Z jednej strony jest na pewno skuteczne, z drugiej strony mikrozarządzanie to ogromny wysiłek, jeśli nie ma się tego poukładanego w głowie. Inna rzecz, że potrafię sobie wyobrazić jakim wymagającym szefem był, żeby nie powiedzieć dosadniej. Megaloman, perfekcjonista, negocjator, spontaniczny w pewnych aspektach, taktyk w innych, pewny siebie i optymistyczny, a do tego niezbyt dobry dyplomata. Zapewne nieznośny, zachowujący się na granicy pyszałkowatości. Jego pracownicy na pewno nie mieli z nim łatwo… UWAGA, RZYGANIE TĘCZĄ Podziwiam, że z ryzyka zrobił sobie dobrą zabawę. Też bym chciała tak umieć. Bardzo szanuję za umiejętność oceny ludzi oraz otwartość do zmiany planów. Dobrze wiedzieć, że się da tak pracować (choć jakim kosztem?). Natomiast jest w tej książce też pułapka. Czyta się ją tak dobrze, że bardzo łatwo zapomnieć, że to jest laurka. Oczywiście, Trump w niej na pewno nie kłamie. Nie ma potrzeby, to wszystko faktycznie się wydarzyło, ale z drugiej strony właściwie od początku wiadomo, że nie pisze tu całej prawdy. Z jednej strony wygląda na to, że jak król Midas swoim dotknięciem potrafi zamienić wszystko w złoto, ale jest też druga. W kilku momentach wyraźnie czuć, że podaje fakty tak, żeby podkolorować swoją osobowość na potrzeby książki. Pytanie jednak, czy można mieć mu to za złe? Przecież nie ma co ukrywać, że dla sukcesu swoich projektów posuwał się o wiele dalej; sam zresztą o tym pisze, choć nie wprost. Tu opowiada tylko o sobie, może więc dokładnie kontrolować zawartość i formę, w jakiej jego inwestycje są opisane. Warto być tego świadomym, inaczej można popaść w niebezpieczny podziw dla tego wykreowanego wizerunku. WARTO POMIMO LAURKOWATOŚCI Myślę, że ci, którzy w jakiś sposób chcą poznać Trumpa, mogą sięgnąć po tę książkę bez strachu, że stracą czas, szczególnie, że jest bardzo ładnie przetłumaczona. Warto jednak pamiętać, że zawsze przy okazji sukcesu są jakieś wpadki i nie zawsze da się je przedstawić jako succes story, a wtedy się je pomija. Zakładam, że tak zdarzyło się i w "The Art of The Deal", dlatego trzeba pamiętać, że ta książka to tylko część prawdziwej historii.
PrzeCzytana - awatar PrzeCzytana
oceniła na 7 7 lat temu
Niepokorny Piotr Zaremba
Niepokorny
Piotr Zaremba Michał Karnowski
Możemy się na współczesnych dziennikarzy oburzać i denerwować krytycznie patrząc zarówno na ich warsztat dziennikarski jak i etykę zawodową, a jednocześnie przyglądać się również im pod katem tego, co sobą reprezentują, jaką szkołę przeszli, jak reagują na ożywione dyskusje toczące się i w przestrzeni politycznej i społecznej i kulturalnej, co czytają i czy w ogóle, czy bardziej im do cmentarnych hien bazujących na sensacji i jednorazowych newsach czy na rzetelnej, pogłębionej analizie problemów i ich wszechstronnemu obiektywnemu przedstawieniu. Polska scena medialna stworzyła niebezpieczny precedens tworząc bardzo silną grupę mainstreamowych mediów i ich reprezentantów a usuwając w cień niszowe redakcje i dziennikarzy niezależnych i nie podlegających żadnym wpływom, odmawiając im często prawa bytu i prawa do istnienia, bo skoro nie stoi za nimi żaden obcy kapitał będzie im niezwykle trudno przebić się do umysłów społeczeństwa, które mocno zmanipulowane i pod wpływem promowanych na wielu frontach jednolitych i spójnych przekazów zaczyna tracić zdrowy ogląd rzeczywistości przyjmując ten, który mu został perswazyjnie zaserwowany. Dziennikarz przestaje być świetnie wyszkolonym i profesjonalnie przygotowanym do dyskusji referentem czy sprawozdawca czyichś poglądów czy przemyśleń, ale ze swoją nachalnością czy arogancją połączoną z propagandowym przekazem często z niekompetencją i płycizną intelektualną zagłuszaną słowotokiem i przebojowością próbuje wykreować taki obraz jaki pasuje jemu czy też stacji czy frakcji, którą reprezentuje. A przecież muszą wtedy mówić jednym głosem, bo to nie tylko kwestia lojalności, ale i swoista kuźnia kadr, w której grilluje się ludzi według określonych i zaakceptowanych zasad, bo w ten sposób wywiera się istotną presję na nich a poprzez nich na myślenie Polaków. Dla przeciwwagi niniejsza lektura jest całkiem innym spojrzeniem na to, jaka jest rola dziennikarza i jakimi cechami powinien się on odznaczać, by wypełniać swoją misje i powołanie, a nie być tylko zwykłym sprawnym bo sprawnym, ale rzemieślnikiem. Jeśli w tym wszystkim brakuje zdrowego kręgosłupa, to i to, co otrzymujemy jest zwykłą papką nie wartą naszego czasu i energii. Spodziewamy się bowiem, że dostaniemy najlepszy towar, a tu nie tylko że go nie mam, ale czujemy się oszukani, bo opakowanie wprawdzie było ładne ale w środku pleśń. Wildstein jest postacią funkcjonującą w odbiorze Polaków jako dziennikarz krnąbrny i idący pod prąd, ale jednocześnie bardzo wyrazisty i stały w swych poglądach. My poznajemy historię człowieka opowiedzianą przez niego samego, który nie wstydzi się przyznać do swoich błędów, do różnych pomyłek i niewłaściwych wyborów, ale czyni to w poczuciu odpowiedzialności za siebie i za działania, które podejmował w trosce o Polskę. Jego droga nie była łatwa i jednoznaczna, zmagał się z brakiem zrozumienia i często na własnej skórze odczul samotność i brak wsparcia, bo nie wszystkie jego decyzje znajdowały zrozumienie i akceptacje. Przeszedł twardą szkołę życia, od pełnego młodzieńczego zaangażowania w niezależne struktury studenckie, a tu współpracę z zamordowanym przyjacielem Staszkiem Pyjasem i drugim kumplem Lesławem Maleszko, który okazał się wieloletnim tajnym współpracownikiem o pseudonimie Ketman, i który donosił na nich, a to mogło być przyczyną zabójstwa Pyjasa, który poznał jego tajemnicę. Poprzez pobyt na emigracji, powrót, budowanie struktury radia, potem szefowanie telewizji, praca w gazecie, stworzenie listy tajnych współpracowników ze świata polityki, sztuki, kultury. Jego poglądy ewoluowały, dziś czuje się zwolennikiem PiS i Jarosława Kaczyńskiego, bo dostrzega jego wielkość jako polityka. Jako dziennikarz osiągnął sukces i zachował tożsamość, co nie udało się wielu, zarówno tym nierozliczonym z PRL, jak i tym, którzy dziś za kasę są gotowi sprzedać człowieka, by tylko osiągnąć sławę i uznanie. Nie ucieka przed ostrymi sądami i nazywa rzeczy po imieniu. Polskie media są zawłaszczone i trzeba o nie walczyć, by nie doprowadziły do utraty systemu wartości, na którym według niego powinniśmy budować polską rzeczywistość zakorzenioną w chrześcijaństwie.
Antoni Leśniak - awatar Antoni Leśniak
ocenił na 7 11 lat temu
Myśl w obcęgach. Studia nad psychologią społeczeństwa Sowietów Stanisław Cat-Mackiewicz
Myśl w obcęgach. Studia nad psychologią społeczeństwa Sowietów
Stanisław Cat-Mackiewicz
Autor był człowiekiem głęboko oczytanym w tematyce Rosji; jej historii, kultury, ustroju. Co więcej, miał okazję spędzić kilkanaście dni w Zwiazku Republik Sowieckich, odbywając podróż, która pozostawiła w nim silne wrażenie. (przed 1930 rokiem). Była to wyprawa nie tylko geopolityczna, ale przede wszystkim intelektualna i psychologiczna. To dzięki niej mógł dogłębnie przyjrzeć się mechanizmom rządzącym sowieckim społeczeństwem. Sam przyznaje: • „znałem nieźle historię, literaturę, byt przedwojennej Rosji (…) konstytucję ZSRR umiałem omal nie na pamięć.(…)” Zanim wyruszył zadał sobie kilka fundamentalnych pytań, na które próbował odpowiedzieć w tej książce: 1. „Czy w razie wojny ościennej w Rosji obudzi się patriotyzm państwowy, który zacznie pomagać rządowi sowieckiemu w walce z wrogiem, cudzoziemcem, czy też przeciwnie, wybuch wijny wywoła kontrrewolucję w Rosji? 2. Czy w walce pomiędzy rosyjsko-bolszewickim centralizmem a siłami decentralistyczno-nacjonalistycznymi, zwycięży pierwszy czy też drugi? 3. Jak się przedstawiają wpływy Azji na bolszewicką Rosję? 4. Jak wygląda ra młodzież, która jest wychowana „bez żadnej moralności”, urabiania w pojęciu, że religijność jest jakimś objawem patologicznym w rodzaju histerii płciowej? 5. Jak się przedstawia sprawa rosyjskiego „palimpsestu”?” Wyruszając, postawił sobie jasny cel: • „(…) szukałem rzeczy trwałych, stałych, niezmiennych w Bolszewii.” Tymczasem, podczas podróży, odkrył, że w tym państwie: • „Wszystko jest płynne, wszystko jest względne, wszystko ulega prądowi walki rewolucyjnej, która płynie naprzód, jak rzeka podczas powodzi.” W jego oczach Związek Sowiecki był państwem pozbawionym fundamentów prawnych, jakie znała Europa: • „W państwie sowieckim nie istnieje żadna norma jurydyczna w naszym europejskim pojęciu „istnienia”, działania normy, (…) prawa cywilnego, (…) karnego i konstytucyjnego.” Zderzenie dwóch światów zachodniego i wschodniego, opisał w sposób niezwykle obrazowy: • ”Nasz świat jest światem wypoczynku, światem zabawy w politykę i tenis, światem chleba i kultury – ich świat to świat histerii, okrzyków, haseł i szamotania się z pracą.” Warto zaznaczyć, że książka po raz pierwszy została wydana w 1931 roku. Nie jest to agitka ani manifest, lecz chłodna, choć poruszająca analiza rzeczywistości. Autor miał nieprzeciętny dar trafnej obserwacji. Nie ukrywał swoich przekonań, silnych zasad monarchicznych i rzymskokatolickich. W rej książce, dążył do uczciwości i intelektualnej bezstronności. Podchodził do tematu z psychologicznego punktu widzenia. Próbował uchwycić skutek jaki wywarl eksperyment na rosyjskim narodzie. Pisał wprost: • „Jest to wielki kocioł, wrzacy rewolucją.” Na końcu książki znajduje się krótka nota, autorstwa Andrzeja Nowaka, komentarz do Pamimpsestu Stanislawa Mackiewicza. Nowak zauważa, że Mackiewicz uznawał dwa najważniejsze nieszczęścia, jakie dotknęły ludzkość; jedno to rewolucja rosyjska, a drugie – Sobór Watykański II.
lenonek - awatar lenonek
ocenił na 9 6 miesięcy temu

Cytaty z książki Kościół a wolny rynek

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Kościół a wolny rynek