rozwiń zwiń

Korsarze Chrystusa. Joannici - władcy Morza Śródziemnego

Okładka książki Korsarze Chrystusa. Joannici - władcy Morza Śródziemnego
Jörg-Dieter Brandes Wydawnictwo: Wydawnictwo M historia
256 str. 4 godz. 16 min.
Kategoria:
historia
Format:
papier
Tytuł oryginału:
Korsaren Christi. Joanniter & Marteser: Die Herren des Mittelmeers
Data wydania:
2010-01-01
Data 1. wyd. pol.:
2010-01-01
Liczba stron:
256
Czas czytania
4 godz. 16 min.
Język:
polski
ISBN:
978-83-7595-218-6
Tłumacz:
Monika Dobija
Średnia ocen

                6,1 6,1 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Korsarze Chrystusa. Joannici - władcy Morza Śródziemnego w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Korsarze Chrystusa. Joannici - władcy Morza Śródziemnego

Średnia ocen
6,1 / 10
14 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
362
288

Na półkach: ,

To nie jest książka historyczna jakich wiele. To jest relacja pełna ognia, emocji i uczuć. Dumy, gniewu i rozpaczy. Żalu i nostalgii. Po lekturze Korsarzy Chrystusa już na zawsze zapamiętasz bohaterską obronę Rodos, heroiczne zmagania na Malcie, morskie bitwy i galerię zapomnianych obrońców cywilizacji i wiary.

To nie jest książka historyczna jakich wiele. To jest relacja pełna ognia, emocji i uczuć. Dumy, gniewu i rozpaczy. Żalu i nostalgii. Po lekturze Korsarzy Chrystusa już na zawsze zapamiętasz bohaterską obronę Rodos, heroiczne zmagania na Malcie, morskie bitwy i galerię zapomnianych obrońców cywilizacji i wiary.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

54 użytkowników ma tytuł Korsarze Chrystusa. Joannici - władcy Morza Śródziemnego na półkach głównych
  • 34
  • 19
  • 1
22 użytkowników ma tytuł Korsarze Chrystusa. Joannici - władcy Morza Śródziemnego na półkach dodatkowych
  • 14
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Korsarze Chrystusa. Joannici - władcy Morza Śródziemnego

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Kłamstwo Bastylii. Szkice o wydarzeniach i ludziach Wielkiej Rewolucji Francuskiej Andrzej Marceli Cisek
Kłamstwo Bastylii. Szkice o wydarzeniach i ludziach Wielkiej Rewolucji Francuskiej
Andrzej Marceli Cisek
W dziejach świata istnieje wiele wydarzeń, których rola została przeinaczona bądź zupełnie przekłamana tak, aby służyło to określonym celom. Taka sytuacja miała miejsce w przypadku opisywanego przez Andrzeja Ciska zdobycia Bastylii, a także całej Rewolucji Francuskiej, która w wielu środowiskach do dzisiaj uchodzi za symbol wyzwolenia spod feudalnego ucisku i jedną z najchlubniejszym kart w historii tego kraju. W rzeczywistości stanowiła „zamach na samych siebie” i podcięcie tradycyjnych korzeni państwa francuskiego, o czym wielu zdaje się zapominać. Autor poszedł jednak niestandardową drogą i zamiast przedstawić nam typowe podejście do tematu, skonstruował swoją książkę w formie zestawu skróconych biografii kilkudziesięciu postaci zaangażowanych w tamte wydarzenia. Dopiero na ich podstawie budujemy sobie wizję tego historycznego zrywu. O ile co do głównej myśli przewodniej nie powinno się mieć zastrzeżeń, gdyż jest ona zgodna z prawdą, o tyle konstrukcja książki budzi mieszane uczucia. Zastosowany zabieg daje nam co prawda możliwość poznania następujących po sobie wydarzeń na podstawie opisywanych postaci jednak ze względu na brak jednego, przewodniego nurtu całość wypada dosyć chaotycznie. Poszczególne okresy nachodzą na siebie, często przeskakujemy pomiędzy zdarzeniami, a niektórych nazbyt skrótowych biografii zwyczajnie mogłoby nie być. Na plus na pewno można zaliczyć przekazanie sporej liczby ciekawostek, drobiazgów związanych z co bardziej wpływowymi postaciami i wyraźne, wielokrotne podkreślenie jak bardzo brutalnym i miejscami bezsensownym zrywem była Rewolucja Francuska. Do tego dochodzi skrajnie instrumentalne używanie przepisów prawa i szafowanie wyrokami na lewo i prawo, co znajduje analogię do postępowania Związku Radzieckiego – zresztą przytaczanego w „Kłamstwie Bastylii”. Z lektury wyraźnie daje się odczuć negatywny stosunek do Rewolucji, lecz znając szczegóły konkretnych zbrodni i grabieży trudno się temu dziwić. Dziwić za to może fakt, że wielu ówczesnych zbrodniarzy ma dzisiaj we Francji swoje ulice, place, mosty i skwery. Problemem jest tak naprawdę zrozumienie jaki cel przyświecał autorowi przy pisaniu. Nie jest to bowiem opracowanie historyczne ani zwykła beletrystyka. Nie jest to także reportaż oparty o źródła (które tutaj są przytaczane, ale tylko dla poparcia odpowiednich tez), z którego można by wyciągnąć nieco więcej treści. Typowej fabuły właściwie brak. Nieco przeszkadza także antyfrancuskie nastawienie przewijające się przez całą książkę, gdyż zaburza to odbiór. Z drugiej strony, złapanie punktu odniesienia w chronologii zapewnia lista dat pod koniec, ale jest to niemal wyłącznie suche wymienienie postępujących wydarzeń. Właściwie całe dzieło jest jednym wielkim oskarżeniem Rewolucji Francuskiej o barbarzyńskie wręcz okrucieństwo czego dowodem jest nie tylko liczba straconych, ale także ich „jakość”, ponieważ gilotyny nie unikały nikogo: od ludzi prostych i chłopstwa przez urzędników i wojskowych aż po arystokratów, generałów i ministrów. Plusem jest uwypuklenie losów Wandei, która miała czelność postawić się Robespierrowi i spółce przez co została krwawo ukarana, o czym dzisiaj mało kto pamięta oraz przytoczenie kilku pieśni rewolucyjnych, które także robią ponure wrażenie kiedy się pozna ich pełny tekst. Jest to dobra pozycja dla uzupełnienia wiedzy bądź dla osób, które patrzą na Rewolucję idealistycznie, ale dla uzyskania szerszego oglądu sytuacji polecałbym jednak fachowe opracowanie historyczne.
Koval - awatar Koval
ocenił na 6 6 lat temu
Zapomniana stolica Bizancjum. Historia Mistry i Peloponezu Steven Runciman
Zapomniana stolica Bizancjum. Historia Mistry i Peloponezu
Steven Runciman
Polecane mi przez mego kolegę krakusa z wyboru, Zabrałem się za czytanie w ramach tygodnia greckiego, bo ostatnio miałem przemyślenia jak mało się wykorzystuje bizantyjską epokę do filmów - nie pomaga tutaj też grecka kinematografia która mimo całego nacisku na grecką historię - nie za bardzo bierze się za ekranizację czy to bizacjum czasów, czy to antyku. Runciman podpada mi na początku muszę przyznać tym swoim symetryzowaniem antycznych Aten do Sparty - ale już trudno - to nie jest tematem tej książki, ale jednak niesmaczne... Trzeba jednak oddać że bardzo fajnie, odświeżająco i zgrabnie wybrany temat - spojrzenie na bizancju z innej perspektywy bardziej peryferyjnej jest bardzo odświeżające na swój sposób. Ciekawe była teza że Lakonia dosyć późno została porządnie schrystianizowana, jeśli jej biskupa przydzielono dopiero w V w.n.e. Koło 400 r. Wizygoci spustoszyli grecje i peloponez, a wraz z zniszczeniami szlaki handlowe zaczęły omijać region. VI wiek mamy pojawienie się słowian - VII wieku za rządów Fokasa mamy prawdziwą słowiańską nawałnicę - to pośrednio wtedy uciekinierzy Grecy zbiegli na półwysep Mani gdzie będą hardo przez kolejne stulecia stawiać opór. X wiek to czas powrotu greków, ewangelizacji słowiańskich rodzimowierców czy to mieczem czy to słowem jak to czynił Nikon - plemiona słowiańskie jakie straciły nazywały się między innymi #Melingowie i #Ezerytowie - stłumiony bunt w 925 roku zakończył z ich strony zagrożenie. Kolejne rozdziały szczególnie o łacinnikach XIII bardzo ciekawie się czytało chyba głównie z mojej nie znajomości tematu. Dopiero po paru latach po zajęcia Konstantynopola "franki" wyruszyły na południe by podporządkować i Peloponez, krzyżując plany miejscowych greków by stworzyć własny niezależny kraik. Ciekawie pokazane dojście do władzy Gotfryda I Villehardouin. O dziwo frankom na Peloponezie i zachodzie szło lepiej niż w samym Konstantynopolu. Zaskoczył mnie pojawieniem się w tym XIII wieku jeszcze na placu boju Karol Andegaweński, i że te nieszpory sycylijskie były związane z Bizantyjskimi pieniędzmi i wpływami u Aragończyków to też się nie spodziewałem. Potem opisy powrotu bizantyjczyków i rządów tymczasowych despotów w XIV, czując oddech turków. Mimo energiczności niektórych greków zarządzających despotów, sytuacja nie wyglądała najlepiej. Pewną miłą oznaką porządku było pojawienie się w 1443 Konstantyna z tytułem despoty i jego energicznym uporządkowaniem Peloponezu, pogodzenie zwaśnionych Paleologów i skoncentrowaniu się na budowaniu Heksamilionu. W tym też czasie organizowana przez papiestwo krucjata pod naszym znanym królem Władysławem II synem Jagiełły o dziwo zaskoczyła stosunkowym udaniem - skupienie sił bałkańskich przez jagiellona i atak na turków Konstantyn wykorzystał na moment ekspansji za przesmyk koryncki i zhołdowanie Aten i Teb. Zawarcie rozejmu przez króla i marudzenie kardynała-legata doprowadziło do zerwania rozejmu przez Władysława, odstąpienia od niego części bałkańskich sojuszników - i potem skutkowało klęska i śmiercią króla polski i upadkiem całej krucjaty. Mimo to turcy nie byli w stanie przez jeszcze parę lat odebrać. Powrót Murada II z kontemplacji do sułtanowania umożliwił przerwaniu impasu jaki był między jego nastoletnim synem a armią. Wielka armia turecka napierała na heksamilion i w końcu go szturmem zdobyło - Konstantyn jednak przeżył i razem z resztą złożyli hołd sułtanowi. W tytułowej Mistrze koronowano na cesarza Konstantyna, zaczynając ostatni akt agonii miasta Konstantyna. Koronacja w Mistrze miała powody związane z problemami religijnymi w prawosławiu - w Konstantynopolu patriarcha był związany z ostatnią unią z rzymem, bardzo niepopularny. Stąd koronacja w Mistrze przez prawosławnego biskupa była zdrowym rozpreżeniem sytuacji. Kolejne przepychanki z jakimiś zastrzykami z europy skończyły się wkroczeniem armii sułtana do naszej Mistry w 1461. Ciekawy jest przypadek Monemwazji którą chcieli Paleologowie przehandlować turkom w zamian za jakieś miasto na zachodzie Grecji - w efekcie mieszkańcy się zbuntowali i wybrali najpierw na władcę pirata katalońskiego Lope de Baldaja, potem gdy ten się nie sprawdził, oddali się pod papieża, a ten jedyne co zrobił to wysłał arcybiskupa katolickiego, to też zarzucili i oddali się pod rządy Wenecji w 1464 roku. XV wiek to też czas gdy z pograżającego się w problemach Konstanynopolu część artystów i filozofów zaczęła wyjeżdżąć czy to do europy zachodniej, ale też do Mistry. Też był to czas gdy grecy już pomału spodziewali się upadku - większość greckojęzycznego świata już podległa pod sułtana jeszcze przed XIV wiekiem - a jeśli nie pod sułtana to była duża szansa, że bardziej podlegali pod Wenecjan (wyspy egejskie i niektóre miasta w Grecji kontynentalnej). Z tego okresu myślicieli możemy wyznaczyć takich jak Pleton . Jerzy Gemistos bo tak brzmiało jego imię, przybrał swój pseudonim ze względu i na brzemię podobne do Platona, jak i jego znaczenie było podobne do słowa "pełny" po grecku. Bardzo ciekawy jest teza, że wysłanie filozofów w petentowaniu do Italii (w tym Pletona), i siłą rzeczy włoskie przyglądanie się zażartym dyskusjom filozofów z konstantynopola o Platonie i Arystotelesie - mogło popchnąć włochów do zainteresowania filozofii i w przyszłości samemu analiz starożytnych mistrzów. Ciekawe też było, że Pleton się interesował mocno Zaratusztrą. Rządy sułtana oznaczały oprócz względnego pokoju, także skutkowało zwiększeniem władzy kościoła. Oprócz podatków czy przymusowego zabierania dzieci na janczarów - mieszkańcy Peloponeza mieli też sporo za złe brak zgody na szkoły elementarne dla prawosławnych - w efekcie w kolejnych dekadach wykształcenie nawet w zakonach zaczyna być coraz rzadsze, także jak sama zdolność czytania i pisania. Ciekawe dla mnie było czytać o Wenecji z peloponeskiej perspektywy, i że byli w stanie tyle lat jakoś starać się być aktywnym w tym regionie pomimo tureckiej przewagi. W wojnie 1499-1503 wenecjanie tracą prawie wszystkie przyczółki na peloponezie, dopełniając to w kolejnej 1537-1540 gdy oddano też Nauplię i Monemwazję. Ciekawą postacią po drodzę był Karol I Gonzaga z Mantui, który uważał się po matce potomkiem Paleologów, i próbował przygotować powstanie na Peloponezie wobec Turków - nie za wiele z tego wyszła. Kolejna wojna Turcji z Wenecją 1645-1669, jednak bez zysków dla wenecji. Kolejna wojna związana z odparciem turków spod wiednia i dołączeniem potem Wenecji dała efekt w 1699 w Karłowicach gdzie Wenecja zyskała Peloponez. Ciekawe, że z jednej Wenecjanie dali edukację, efektywną administrację, ale jednocześnie wyższe podatki i księży katolickich, którzy byli źle przyjmowani przez prawosławnych kapłanów. Problemem ciężkim do wyjaśnienia obu stron było wypłacanie pieniędzy jakie przez związki z patriarchą Konstantynopola byli zobligowani biskupi prawosławni z Peloponezu. Innym aspektem była to, że turecka administracja była dosyć łatwa do przekupienia, podczas gdy wenecjanie dostarczający do każdego miasta provveditore, miał czas na ingerowanie w życie miasta. 1714-1718 kolejna wojna Turcji z Wenecją, tym razem Turcy zyskując poparcie francuskie, zgromadzili armię, i z grubsza po zdobyciu Koryntu z rąk dowódcy o imieniu Minotto zajęli Peloponez ze wszystkimi portami. Kolejne lata obfitują w rusofilstwo i pojawienie się rosyjskiej floty pod dowództwem Orłowa 1768. Epilog w postaci powstania greckiego też dosyć ciekawy jak się nie zna tematu. Ciekawe jak długo Mistra była uznawana za miejsce gdzie stała starożytna Sparta.
Bomilkar Barkas - awatar Bomilkar Barkas
ocenił na 8 1 rok temu
1453. Upadek Konstantynopola Roger Crowley
1453. Upadek Konstantynopola
Roger Crowley
Biegu dziejów nie da się oszukać. Trąci to trochę historycznym determinizmem, ale pewne rzeczy prędzej czy później muszą nadejść. Gdy naprzeciwko siebie staje połykająca kolejne terytoria wschodząca potęga i dogorywające państewko, ograniczone praktycznie do murów jednego miasta, wynik starcia może być tylko jeden. Jak w ewolucji – silniejszy byt wypiera słabszy. Cesarstwo Bizantyńskie znikło w mrokach dziejów, by zrobić miejsce dla nowego dominatora w tej części świata – Imperium Osmańskiego. Jak doszło do tego, że po jednym z najświetniejszych organizmów państwowych średniowiecza pozostały tylko mury wiekowych świątyń i mające wybitnie pejoratywne znaczenie określenia „bizantynizm” i „bizantyński”? Musimy się cofnąć w czasie o sześć wieków, a pomoże nam w tym lektura książki Rogera Crowleya „1453. Upadek Konstantynopola”. Roger Crowley to angielski pisarz (urodzony w 1951 roku), nie historyk, ale absolwent literatury angielskiej na uniwersytecie w Cambridge. Jego dorobek jest skromny, ale każda z trzech książek tego Autora spotykała się z uznaniem środowiska. Życie, praca i podróże po krajach śródziemnomorskich określiły teren jego zainteresowań. „1453. Upadek Konstantynopola” to jego druga po „Morskich imperiach”książka, która ukazuje się w naszym kraju. Na wydanie czeka jeszcze historia Wenecji „City of Fortune”. Polski czytelnik otrzymuje do ręki „Upadek…” osiem lat po premierze. Książka Crowleya to opowieść „o odwadze i okrucieństwie, technicznej przemyślności i szczęściu, tchórzostwie, uprzedzeniach i tajemnicach”, a przede wszystkim o mieście, które muzułmanie nazywali „Czerwonym Jabłkiem”, „kością w gardle Allacha”, „miastem, którego pożąda świat”. Już Mahomet przewidywał, że przyjdzie taki dzień, że wyznawcy wiary narodzonej na arabskiej pustyni zdobędą Konstantynopol. Próbowali kilkukrotnie. Zawsze bezskutecznie. Mieszkańcy Konstantynopola – Rzymianie, jak sami siebie nazywali – liczyli na to, że i wiosną 1453 roku obronią swoje miasto. Nie bez podstaw, bo jak dotąd tylko raz udało się je zająć wrogom, i to najmniej oczekiwanym, bo członkom IV krucjaty (w 1204 roku. Bizancjum było oblegane ponad dwadzieścia razy, ale murów cesarza Teodozjusza z V wieku od strony lądu nikomu nie udało się sforsować. Zdobycie miasta przez Turków osmańskich poprzedził wiek epidemii, katastrof naturalnych, postępującej biedy. Nic więc dziwnego, że morale ludności było niskie. Ale w rodzącym się Imperium Osmańskim też nie było idealnie. Państwem wstrząsały wewnętrzne konflikty, sporo energii pochłaniały też walki z Węgrami. W końcu sułtan Murad II doszedł do wniosku, że jego państwo nie będzie bezpieczne, dopóki Konstantynopol pozostanie enklawą chrześcijaństwa na jego terytorium. W testamencie dla syna, Mehmeda II, przekazał mu, aby w końcu zdobył to miasto. Oblężenie było też starciem wybitnych osobowości – Mehmeda i cesarza Konstantyna XI Paleologa. Przyszło im jednak działać w zupełnie innych okolicznościach. Jeden rządził państwem w przeddzień szczytu potęgi; drugi praktycznie już tylko odliczał czas do końca panowania. Obaj skończyli też zupełnie inaczej: Mehmed otrzymał tytuł Fatih (Zdobywca), z kolei wypchaną słomą głowę cesarza obwożono po państwie Turków na dowód zwycięstwa nad niewiernymi. Autorów należą się pochwały za plastyczne i drobiazgowe – ale nie nużące – przedstawienie opisu oblegania stolicy cesarstwa wschodniorzymskiego. Crowley przyznaje, że „raport z oblężonego miasta” może być niedokładny, a miejscami zawierać może i błędy. Autor korzystał z nielicznych źródeł z epoki, głównie powstałych w obozie chrześcijańskim. Musiał więc odrzucić skłonność do przesady średniowiecznych kronikarzy, oddzielić fakty od legend. Udało mu się to, choć przyznaje, że nie w pełni poradził sobie z rekonstrukcją wydarzeń. Jednak te niedociągnięcia – nawet jeśli komuś uda się je uchwycić – nie zabierają przyjemności płynącej z lektury. To też interesująca nauka technik oblężniczych późnego średniowiecza i zapowiedź nowej – masowego ostrzału artyleryjskiego. Przyznam, że podczas czytania książki migały mi przed oczami obrazki z trzeciej części „Władcy Pierścieni” – scen oblegania stolicy Gondoru, Minas Tirith… „Upadek…” ukazał się nakładem Domu Wydawniczego Rebis. To rękojmia, że otrzymujemy do rąk książkę wydaną na bardzo dobrym poziomie. W tym konkretnym przypadku – w twardej oprawie, z licznymi ilustracjami, po świetnej robocie edytorskiej i redakcyjnej.
mitobrave - awatar mitobrave
ocenił na 7 2 lata temu
Attyla i Hunowie. Ekspansja barbarzyńskich nomadów. IV-V wiek Michel Rouche
Attyla i Hunowie. Ekspansja barbarzyńskich nomadów. IV-V wiek
Michel Rouche
Michel Rouche zasłynął pracami na temat Franków i Chlodwiga. Na terytorium Hunów wybrał się pod koniec swojej kariery naukowej. Efektem tej wyprawy jest książka „Attyla i Hunowie. Ekspansja barbarzyńskich nomadów”. Czy wypad ten jest udany? Zasadniczo tak, choć nie brak potknięć. Rouche kreśli obraz świata Hunów na podstawie źródeł wyłącznie europejskich. Wspomina, co prawda, o źródłach chińskich, ale wydaje się, że zna je wyłącznie z opracowań. Niestety, przypisy odnoszą się tylko do miejsc w źródłach łacińskich i greckich, z całkowitym pominięciem pozostałych oraz literatury przedmiotu. Poza źródłami pisanymi, Rouche opiera się też na wynikach badań archeologicznych, przede wszystkim opisach znalezisk w grobowcach. Autor zajmująco ukazuje mentalność, styl życia i walki Hunów oraz samego Attyli. Podkreśla kompletnie inny świat wartości w stosunku do ludów osiadłych, przede wszystkim Rzymian, wśród których najważniejszym dobrem były dobra ziemskie i ich eksploatacja – dla Hunów rzecz niezrozumiała i nieistotna. Wydaje mi się, że mało uzasadnione jest łączenie tanistry z matrylinearnym przekazywaniem władzy (sam termin „tanistry” odnosi się do świata Celtów, ale badacze stosują go także do sposobu wyboru panującego w świecie mongolsko-tureckim), ale mam za małą wiedzę na temat Hunów, aby podjąć polemikę z autorem. Dla mnie najciekawsze było przedstawienie skomplikowanego splotu dziejów plemion germańskich z Hunami: od podporządkowania tych pierwszych, po próby wyrwania się spod czułej opieki nomadów o pociętych policzkach, po walkę twarzą w twarz – słynne „rzymsko” – „huńskie” starcie na Polach Katalaunijskich. Cudzysłowy nie są przypadkowe, bo większość wojowników stanowili nie Rzymianie i nie Hunowie, a Ostrogoci, Wizygoci, Alanowie, Frankowie, Gepidowie…. Rouche słusznie podkreśla zamiłowanie Hunów do okrutnych rytuałów i kar: ofiary z ludzi, wbijanie na pal nawet dzieci, wycinanie w pień niektórych zdobytych miast. To ostatnie nie było akurat specjalnością tylko Hunów, a sam Attyla miał dość praktyczne podejście do tego procederu, ponieważ zwykle w trakcie nowej kampanii bywało tak potraktowane pierwsze zdobyte miasto, aby zastraszyć pozostałe. Rouche ciekawie pokazuje, jak sprytnie Attyla zarządzał strachem. Ponieważ w świecie nomadów elitę wyróżniała nie wielkość posiadłości ziemskich, a ilość i jakość dóbr ruchomych, więc zdobywanie lub wymuszanie drogocennych fantów było dla nich koniecznością. W jednym i drugim Attyla osiągnął biegłość, zmuszając terrorem i samą groźbą terroru nieszczęsne Cesarstwo Rzymskie do nieustannego płacenia trybutu, przynajmniej za czasów Teodozjusza II. Rouche broni tego niehonorowego zachowania, ukazując, że dzięki niemu wschodnia część cesarstwa unikała zniszczeń i gigantycznych wydatków na armię. Jednakże kolejny cesarz, Marcjan, odrzucił płacenie trybutu i odpierał ataki Hunów. Inna rzecz, że wkrótce po objęciu przez niego tronu Attyla zwrócił uwagę za zachodnią część chwiejącego się imperium, co znacznie poprawiło sytuację na Wschodzie. Rouche, moim zdaniem słusznie, twierdzi, że Hunowie nie doprowadzili do zniszczenia zachodniej części cesarstwa, ale na pewno należy im przypisać straszliwą depopulację Illyricum. Swoje dołożyły kolejne fale nomadów, przede wszystkim Awarowie, a później Madziarowie. Ostatnią część książki Rouche poświęcił mitowi Attyli. Właśnie ona wypada najsłabiej. Jest to w gruncie rzeczy opowieść o eposach germańskich. Owszem, Attyla zajmuje w nich ważne miejsce: od okrutnika po dobrotliwego „ojczulka” (to zresztą oznacza jego imię), ale autor za bardzo skupia się na samej intrydze opowieści. W pierwszym akapicie wspomniałam o wpadkach. Są one szczególnie irytujące, kiedy tylko autor opuszcza terytorium Hunów i robi wypady np. na ziemie polskie. Ze zdumieniem przeczytałam, że herbem Polski jest dwugłowy orzeł. Z kolei pochodzenie nazwy „Gdańsk” od Gotów jest co najwyżej hipotezą i to chyba niezbyt dobrze uzasadnioną (ale na tym się nie znam), a nie pewnikiem, jak to przedstawia Rouche. Do zalet książki należą duża liczba map oraz obszerny wybór źródeł na temat Hunów. Na pewno jest to pozycja ciekawa, ale mam poczucie niedosytu, szczególnie jeśli chodzi o brak uwzględnienia źródeł pozaeuropejskich oraz traktowanie zabytków archeologicznych głównie jako spisu artefaktów bez głębszego tła i wniosków.
Karola - awatar Karola
oceniła na 7 4 miesiące temu
Dzieje i kultura Hanzy Johannes Schildhauer
Dzieje i kultura Hanzy
Johannes Schildhauer
"Dzieje i kultura Hanzy" Schildhauera stawia sobie ambitny cel — opisać 600 lat fenomenu, jakim niewątpliwie była Hanza. Niestety, książka jest bardzo nierówna i zostawia spory niedosyt. O ile rozdziały dotyczące kultury, historii społecznej, czy budowy miast Hanzy są naprawdę świetne i szczegółowe, o tyle historia polityczna została tutaj potraktowana po macoszemu, a liczący dwie strony rozdział o upadku Hanzy jest strasznie ogólnikowy. Zabrakło mi też większego skupienia na losach najważniejszych miast hanzeatyckich (np. Lubeki), a potencjalnie ciekawe informacje dotyczące np. buntów rzeźników, czy konfliktu między tkaczami a patrycjuszami są tylko zasygnalizowane. To jedna z nielicznych książek o historii Hanzy w Polsce, ale mimo wszystko zostawia niedosyt. Niebawem przyjdą do mnie "Dzieje Hanzy: XII-XVII w." Dollingera, więc będę miał okazję porównać obie pozycje. Wybrane cytaty: "Niejeden testament świadczy o dobrych, harmonijnych stosunkach między małżonkami, na przykład kiedy oboje we wspólnym testamencie dziękują sobie nawzajem za dobre traktowanie podczas choroby, a także w zdrowiu: "... ponieważ mnie bardzo kochała i doznałem od niej wiele dobra i przyjaźni" Ale zdarzało się też, że małżonek swej "nieposłusznej, złej i krnąbrnej żonie" zapisywał niewiele więcej, niż wynosił jej posag, co najwyżej dodawał jeszcze część sprzętu domowego, pościel i odzież. Niejeden mąż już wówczas dawał żonie powody do narzekań; w testamentach odzwierciedlało się to w wysokich legatach — były to pieniądze, grunty, sprzęt gospodarski i inne rzeczy — zapisywanych dziewkom, kucharkom i przyjaciółkom. Tak na przykład radca ze Stralsundu Gerd Blome pozostawił swojej służącej i jej dzieciom, Paulowi i Grecie, dożywotnią rentę i wyznał później, że Dorotę poślubił z troski o zbawienie jej duszy. Swoje starsze dzieci prosił, by były życzliwe dla niej i jej dzieci." "Pewna matka wpadła na pomysł, aby wydrążyć nadjedzony przez robaki krucyfiks, wlać weń kurzą krew i zawiesić w kościele Mariackim w Stralsundzie. Sprawiła, że krzyż broczył w cudowny sposób krwią i tym samym zapewnił jej synowi dochody, jako że skutek nie dał na siebie długo czekać. Zbiegły się tłumy, aby oglądać cud. Niebawem przed krucyfiksem zapłonęło kilkaset świec, a w skarbonce gromadziły się pieniądze. Takie i podobne nadużycia przygotowywały w ciągu XV wieku grunt do podjęcia reformatorskich idei."
Tomasz - awatar Tomasz
ocenił na 7 2 lata temu
Łaciński Wschód XI-XV wiek Michel Balard
Łaciński Wschód XI-XV wiek
Michel Balard
Francuski historyk zasłynął z przebadania wielu teczek dokumentów, które pozostawili po sobie genueńscy faktorzy i notariusze z Kaffy, Pery, czy wyspy Chios. To jeden z najważniejszych specjalistów badających obecność Łacinników na Wschodzie w średniowieczu. Poniższy tom zawiera syntetyczne ujęcie tej tematyki. Zgodnie z oczekiwaniami mamy do czynienia z dziełem wybitnym. To właściwie kompendium wiedzy, prezentujące jej obecny stan. Można tu wyróżnić trzy części. Omówienie okresu od X do końca XII wieku zawiera zwięzłe opisy pierwszych krucjat, utworzenia państw łacińskich w Syro-Palestynie i rosnącej, ale nadal rachitycznej wymiany handlowej. Bardzo ciekawy jest podrozdział o kulturze państw krzyżowych oraz ustępy poświęcone włoskim republikom morskim. Ta część w dużej mierze pokrywa się z poprzednią pracą Balarda "Wyprawy Krzyżowe i łaciński Wschód w wieku XI-XIV" (pol. wydanie Bellona 2005). Kolejna część poświęcona jest okresowi od początku XIII do końca XV wieku. To po kolei czas ostatnich krucjat i upadku państw łacińskich na Bliskim Wschodzie, podbijania terenów bizantyjskich po IV krucjacie, Pax Mongolica i wzrostu potęgi Osmanów. To zarazem "złoty wiek" frankońskiej Grecji, kolonii weneckich i genueńskich, czarnomorskich szlaków handlowych, handlu korzennego z Egiptem. Historia polityczna przedstawiona jest w ujęciu skrótowym, ale nadal wyczerpującym. Autora na równi interesują kwestie społeczno-gospodarcze i kulturowe. Analizy zmieniających się koniunktur w handlu, czy modeli zarządzania faktoriami i koloniami pozwalają zrozumieć wiele decyzji politycznych z tamtych czasów. Najciekawsze są tu podrozdziały poświęcone zagadnieniom kompletnie nieobecnym w polskiej historiografii, jak np. rządy maony na Chios, które przetrwały do 1566 roku. Sporo tu unikalnych wiadomości na temat weneckiej Krety, Katalońskiego Księstwa Aten, czy krucjaty smyrneńskiej i lig morskich w XIV wieku. Autor zajmuje się również fenomenem pielgrzymek w średniowieczu. Trzecia część, najkrótsza, to wnioski i analiza wybranych problemów ("ilu było krzyżowców", "ilu łacinników osiadło na Wschodzie"). Najciekawszy jest podrozdział na temat rzekomego deficytu w handlu Zachodu ze Wschodem w późnym średniowieczu. Wnioski autora są bardzo sugestywne, ale czasem kusi wdać się w polemikę, zwłaszcza w ocenie wydarzeń IV krucjaty. Jeżeli chodzi o poziom edytorski jest naprawdę nieźle, chociaż przydałoby się parę dodatkowych przypisów. Przykładowo raczej nie każdy wie, że Teologo/Altologo to średniowieczna nazwa Efezu, a Palatia to nazwa portu Miletu. Cieszą szczegółowe mapki Chios i Krety. Zamieszczona na końcu ogromna bibliografia pomoże każdemu, kto zechce rozwinąć wiedzę w tej tematyce. Bardzo warto!
rocombey - awatar rocombey
ocenił na 9 5 lat temu
Pacyfik. Starcie mocarstw Douglas Ford
Pacyfik. Starcie mocarstw
Douglas Ford
Nieco rozczarowująca pozycja.Po części wynika to z moich (wysokich) oczekiwań.W serii wydawnictwa "Znak" traktującej o II wojnie (i okolicach) znajdują się tak wiekopomne dzieła jak "Stalingrad" Beevora (czy inne jego świetne książki), "Europa walczy" N.Daviesa, "Trzecia rzesza" Buerleigha czy np. "Moskwa 1941" Braithwaite'a. Spodziewałem sie więc-zgodnie z tytułem książki Douglasa Forda-całościowego opracowania konfliktu na Pacyfiku, jednakże bardziej z pozycji jak ja to nazywam historyka-reportażysty (co nie umniejsza rzecz jasna rangi i ciężaru merytocznego) w rodzaju Beevora właśnie, a nie historyka wojkowości nie aspirującego do nadania swemu opracowaniu również walorów literackich. Owszem autor porusza szerokie spektrum tematu, kreśląc obraz konfliktu na wielu płaszczyznach: jest i polityka Japoni na drodze do wojny (siegająca epoki Meiji i II poł. XIX wieku), jest i o szczegółowym planowaniu i obrazie strategicznym, operacyjnym i taktycznym tej wojny, jest o roli dyplomacji, sojuszach, działaniach wywiadu, gospodarki i naukowców szykujących nowe rozwiązania technologiczne, jest o roli propagandy czy tzw. aspekcie życia codziennego czasu wojny-w Japonii, Azji Pd-wsch czy krajach sprzymierzonych,wreszcie o przesłankach do stworzenia i wykorzystania broni jądrowej. Autor jest skrupulatny, rzeczowy, zorganizowany. Wstęp i główne założenia, rozwinięcie tematu, konkluzja, podsumowanie -I tak rozdział po rozdziale. Gdzieś gubi się ludzki wymiar tego konfliktu, autor niemalże nie cytuje dokumentów, listów, dzienników, wspomnień nie mówiąc o wywiadach z uczestnikami czy świadkami wydarzeń. Opisujac "piekło walki w dżungli" jedynym objaśnieniem tego terminu jest podanie problemów operacyjnych i taktycznych oraz logistycznych tudzeż szkolenia etc. Nawet poruszając takie tematy jak życie pod okupacją japońską czy stosunek Amerykanów do konfliktu opisuje je niczym w raporcie dla Sekretarza stanu, którego szczegóły nie interesują. Brak tu zmiany perspektywy, skupienia się na szczególe, wizyty w korytarzach władzy, ale i w jenieckim lazarecie, brak pytań i niejasności, wątpliwości. Przez cały czas jesteśmy jak gracz w Total War - szybujemy powyżej i skrupulatnie, krok po kroku przestawiamy pionki, patrzymy na rosnące i malejące wskaźniki i słupki etc., etc. Oczywiście "Pacyfik" D. Forda to ważny przyczynek do poznawania tego aspektu II wojny światowej jakim jest wojna aliantów z Japonią. Zwłaszcza z powodu ubogiego stanu polskojęzycznych wydawnictw dotyczących tego tematu (gros to wspomnienia, militaria tudzież fabularyzowane historie żołnierskie).Z pewnością daje dość dobry ogólny obraz dotyczący działań wojennych i politycznych podejmowanych przez strony konfliktu. Niemniej jednak jeśli ktoś spodziewa się porywającej literatury czy pogłębionego obrazu konfliktu, ten sięgając po "Pacyfik" poczuje się zawiedziony.
Grzegorz Gregorczyk - awatar Grzegorz Gregorczyk
ocenił na 6 9 lat temu
Rycerstwo Maurice Keen
Rycerstwo
Maurice Keen
Maurice Keen przedstawia rycerstwo europejskie, jego historię i wszystko co z nim związane (etos rycerski, turnieje, herby, idea szlachectwa) przedstawiając poparcie swoich tez w dziełach epoki. Znamienne więc w tej pozycji jest częste przywoływanie chansons de geste czy też traktatów i analizowanie przez autora. Niestety przeważają tu dzieła narratywne, co powoduje, że spojrzenie na rycerstwo w książce jest bardziej kulturowe niżeli militarne. I takie podejście też nie jest złe, co prawda to pewien wycinek idei rycerskiej, ale Keen dość umiejętnie stara się zaprzeczyć pewnym wyrobionym opiniom na temat tego stanu, jak chociażby podporządkowanie idei rycerskiej ideom chrześcijańskim lub przesycenie rytuału późnośredniowiecznego rycerstwa. O samej wojnie nie znajdzie się zbyt dużo, oczywiście nie brak opisów uzbrojenia, zmieniających się taktyk na polu bitwy oraz przytaczania konfliktów wojennych, ale autor stara się ukazać rycerstwo nie tylko jako opancerzonych wojowników, lecz w pełni znającą swoje miejsce w hierarchii średniowiecznego świata grupę społeczną, która dbała o tworzenie własnych mitów, rozwijanie odrębnej tożsamości wypełnionej ideami i określonym sposobem życia. Książka bywa momentami żmudna, szczególnie że autor pozwala sobie na analizę różnych dzieł, a zdaje się, że dało się to zrobić nieco zwięźlej z założeniem, że czytelnik sam będzie dociekał, jeśli zajdzie taka potrzeba.
Marcin Denkiewicz - awatar Marcin Denkiewicz
ocenił na 7 8 miesięcy temu

Cytaty z książki Korsarze Chrystusa. Joannici - władcy Morza Śródziemnego

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Korsarze Chrystusa. Joannici - władcy Morza Śródziemnego


Ciekawostki historyczne