Katastrofa Challengera. Historia bohaterstwa i dramatu na krawędzi kosmosu

Okładka książki Katastrofa Challengera. Historia bohaterstwa i dramatu na krawędzi kosmosu autorstwa Adam Higginbotham
Adam Higginbotham Wydawnictwo: Sine Qua Non reportaż
624 str. 10 godz. 24 min.
Kategoria:
reportaż
Format:
papier
Tytuł oryginału:
Challenger. A True Story of Heroism and Disaster on the Edge of Space
Data wydania:
2025-01-29
Data 1. wyd. pol.:
2025-01-29
Data 1. wydania:
2024-05-14
Liczba stron:
624
Czas czytania
10 godz. 24 min.
Język:
polski
ISBN:
9788382104011
Tłumacz:
Jan Halbersztat
Zwycięzca Kirkus Prize 2024 w kategorii literatura non-fiction.

Na liście Top 100 książek 2024 roku według „New York Timesa”.

Finał 2025 Carnegie Medal for Excellence w kategorii non-fiction.

28 stycznia 1986 roku, zaledwie 73 sekundy po rozpoczęciu lotu, prom kosmiczny Challenger rozpadł się nad Oceanem Atlantyckim. Zginęła cała, licząca siedem osób załoga. Świadkami tej tragedii były miliony ludzi. Był to jeden z punktów zwrotnych w historii USA XX wieku. Przez kolejne dziesięciolecia nikt nie opowiedział w pełni, co tak naprawdę się wówczas wydarzyło. Aż dotąd…

Opierając się na niedostępnych opinii publicznej badaniach oraz oryginalnych raportach, Adam Higginbotham, autor znakomitego reportażu „O północy w Czarnobylu”, zgłębił historie katastrof kosmicznych wahadłowców, podążył śladami głównych bohaterów i opisał drogę, którą przebyli, by wsiąść na pokład Challengera, a następnie minuta po minucie opisał przebieg tragedii i szczegółowo przedstawił późniejsze śledztwo. Są tu złowieszcze znaki zapowiadające nadchodzącą tragedię i zignorowane, ukryte przed opinią publiczną ostrzeżenia, a także przecieki i głosy informatorów zdeterminowanych, by ujawnić, jak wyglądała prawda. Higginbotham w „Katastrofie Challengera” opisuje fascynujące dzieje bohaterstwa, ambicji i pomysłowości podważonej przez polityczny cynizm i pychę.

To mistrzowska opowieść o fascynującej nauce i ludzkim dramacie – w ujęciu znakomitego autora katastrofa Challengera staje się jeszcze bardziej złożona i zdumiewająca, niż ją pamiętamy.
Średnia ocen
8,0 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Katastrofa Challengera. Historia bohaterstwa i dramatu na krawędzi kosmosu w ulubionej księgarni i Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oficjalne recenzje książki  Katastrofa Challengera. Historia bohaterstwa i dramatu na krawędzi kosmosu i



2899
724
280

Opinia społeczności książki  Katastrofa Challengera. Historia bohaterstwa i dramatu na krawędzi kosmosu i



Książki 1893 Opinie 322

Oceny książki Katastrofa Challengera. Historia bohaterstwa i dramatu na krawędzi kosmosu

Średnia ocen
8,0 / 10
481 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
1695
322

Na półkach: ,

Kiedy myślimy o Challengerze, większość z nas ma przed oczami ten jeden, traumatyczny obraz: białe smugi dymu układające się w kształt litery „Y” na tle błękitnego nieba. Wszystko wydarzyło się na żywo, na oczach uczniów w klasach i milionów widzów przed telewizorami. Książka poświęcona tym wydarzeniom wnikliwie analizuje ten kilkusekundowy błysk, rozkładając go na czynniki pierwsze i rzucając nowe światło na przebieg tragedii.

Zamiast suchego raportu technicznego otrzymujemy zapis wydarzeń przefiltrowany przez ludzkie emocje. O fizyce i inżynierii opowiada się tu z perspektywy osobistych doświadczeń. Owszem, dowiadujemy się wszystkiego o słynnych uszczelkach typu O-ring , które zawiodły pod wpływem mrozu, ale autor nie zasypuje nas niezrozumiałymi tabelami. W zamian niemal fizycznie czujemy narastający na Florydzie chłód, widzimy sople lodu zwisające z wieży startowej i słyszymy rozmowy inżynierów z szefostwem, którzy desperacko próbowali ostrzegać, by nie lecieć, bo konstrukcja tego nie wytrzyma....

Ważnym elementem narracji jest przywrócenie twarzy załodze. Poznajemy ich pasje, lęki i bliskich – dzięki temu wychodzą oni poza ramy nazwisk wykutych na pomniku. Szczególnie poruszający jest wątek Christy McAuliffe, nauczycielki, która miała być symbolem cywilnego podboju kosmosu, a stała się twarzą tragedii, której można było uniknąć. Widzimy ich jako żywych ludzi, nieświadomie uwięzionych w trybach bezwzględnej, biurokratycznej maszyny.
Przy okazji otrzymujemy obraz NASA obdarty z lukru. Jeśli kojarzycie tę agencję wyłącznie z triumfami misji Apollo, ta lektura mocno zweryfikuje wasz punkt widzenia. To brutalny zapis tego, co się dzieje, gdy pycha wygrywa z rozsądkiem, a przekonanie o własnej nieomylności staje się wszechobecne. Start musiał się odbyć, bo gonił kalendarz, bo prezydent miał o tym wspomnieć w przemówieniu i bo wizerunek musiał się zgadzać. Książka obnaża toksyczną kulturę milczenia, w której głosy inżynierów niższego szczebla o usterkach ginęły w drodze na górę filtrowane przez menedżerów, nie dopuszczających do siebie złych wieści...

W gruncie rzeczy „Katastrofa Challengera” pokazuje, jak systemowe zaniedbania i zlekceważenie praw fizyki w imię sukcesu prowadzą do nieuchronnego upadku. Z tych wydarzeń płynie brutalna nauka pokory, do dziś aktualna nie tylko w przemyśle kosmicznym. Czyta się to z rosnącym uciskiem w gardle, mimo że od pierwszej strony znamy już finał. Tekst ten jest jednocześnie pięknym hołdem dla ofiar i bezlitosnym aktem oskarżenia wobec systemu.

Kiedy myślimy o Challengerze, większość z nas ma przed oczami ten jeden, traumatyczny obraz: białe smugi dymu układające się w kształt litery „Y” na tle błękitnego nieba. Wszystko wydarzyło się na żywo, na oczach uczniów w klasach i milionów widzów przed telewizorami. Książka poświęcona tym wydarzeniom wnikliwie analizuje ten kilkusekundowy błysk, rozkładając go na czynniki...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

1347 użytkowników ma tytuł Katastrofa Challengera. Historia bohaterstwa i dramatu na krawędzi kosmosu na półkach głównych
  • 770
  • 544
  • 33
254 użytkowników ma tytuł Katastrofa Challengera. Historia bohaterstwa i dramatu na krawędzi kosmosu na półkach dodatkowych
  • 85
  • 67
  • 31
  • 22
  • 17
  • 17
  • 15

Tagi i tematy do książki Katastrofa Challengera. Historia bohaterstwa i dramatu na krawędzi kosmosu

Inne książki autora

Adam Higginbotham
Adam Higginbotham
Urodzony w 1968 roku, brytyjski pisarz, pracował między innymi dla: The New Yorker, The New York Times Magazine czy GQ. Tworzy głównie literatury faktu z pogranicza reportażu. Mieszka w Nowym Jorku.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy Katastrofa Challengera. Historia bohaterstwa i dramatu na krawędzi kosmosu przeczytali również

Narcoball. Futbol, kartele i śmierć w Kolumbii Pablo Escobara David Arrowsmith
Narcoball. Futbol, kartele i śmierć w Kolumbii Pablo Escobara
David Arrowsmith
Zagłębiając się w tę książkę, nasuwała mi się myśl: "ale to już było", gdyż przez większość stron przewijała się historia życia Pablo Escobara, znana mi z innych lektur opisujących jego życiorys, a w nią wpleciono działalność Pabla związaną z piłką nożną. Kochał ten sport i gdy było go już na to stać, zainwestował w budowę boisk piłkarskich dla dzieci i młodzieży z biednych dzielnic Medellin. Ulubionym klubem piłkarskim Escobara był Atletico National, w który zainwestował sporo pieniędzy. Miał świadomość, że sport, a w szczególności tak lubiana i popularna dyscyplina jak piłka nożna, może być narzędziem zdobywania serc i umysłów mas. W działalności związanej z futbolem "prał" też ( i to nie tylko on) fundusze pochodzące z handlu narkotykami. Coraz większy napływ narkodolarów korumpował futbol, wpływając na wyniki meczów i wypaczając ideę sportu. Zastraszano czy nawet mordowano sędziów piłkarskich, którzy nie dali się przekupić. Mamy tu możliwość prześledzić historię kolumbijskiego futbolu w erze baronów narkotykowych jak i po niej, jak również poznać losy kolumbijskiej piłki klubowej i reprezentacyjnej na przestrzeni lat. Z racji tego, iż bardzo lubię czytać książki o tej postaci, z przyjemnością przypomniałam sobie fakty z jego życiorysu, a cokolwiek by o nim nie mówić, to potrafił czerpać z życia pełnymi garściami i brać z niego, to co najlepsze, jakby przeczuwał, iż taka passa nie potrwa długo, gdyż proceder jaki uprawiał wiązał się przecież z wysokim ryzykiem śmierci, czego zresztą miał pełną świadomość. Postać kontrowersyjna, ale barwna. W pewnych obszarach życia ( w tym w piłce nożnej) zrobił dla ludzi więcej niż niejeden polityk. Książkę czyta się szybko, ale ja ją sobie dozowałam po 100 stron, gdyż lubię te klimaty i lektura daje możliwość wejścia za kulisy świata, do którego w realnym życiu nie mamy dostępu. Autor wykonał benedyktyńską robotę, docierając do tak szczegółowych informacji o ważnych dla Kolumbii meczach. Wyśmienita lektura. Polecam!
Agafitness - awatar Agafitness
ocenił na 8 1 miesiąc temu
Na bulwarach czyhają potwory. Filmowa historia Ameryki Maciej Jarkowiec
Na bulwarach czyhają potwory. Filmowa historia Ameryki
Maciej Jarkowiec
Wciągająca od pierwszych zdań. Bardzo ciekawe, nieszablonowe połączenie historii, filmoznawstwa, socjologii a nawet filozofii. Mnóstwo smaczków i nieznanych detali, z kolei znane historie przedstawione są z innej strony niż zwykle. Podejście do każdego tematu jest naprawdę oryginalne. Niech Cię nie zwiodą tytuły rozdziałów, odpowiadające słynnym filmom – każdy z nich jest przede wszystkim pretekstem do poruszenia dylematu moralnego, który był aktualny w momencie kręcenia filmu i najczęściej pozostał taki do dziś. Z pewnym niedowierzaniem a może nawet przerażeniem czytelnik odkrywa, że lata lecą a społeczeństwo w zasadzie stoi w miejscu. Rasizm, ksenofobia, mizoginia, bezkarność bogatych i potężnych – może i przebrały się w nowe szaty, ale w swoim jądrze pozostały niezmienione. Ciężko czuć się bezpiecznie w świecie, w którym wystarczy iskra, żeby na nowo rozpalić nigdy niewygasłą nienawiść. Może kiedyś ktoś nakręci o tym film – o kolejnym dzieciaku z getta, który przecież nie jest niewolnikiem ale nie jest też wolny. O kolejnej kobiecie, która nie powiedziała „nie” wystarczająco głośno. O kolejnym koncernie kupującym sobie przychylność polityków i mediów, dla których zera na koncie są ważniejsze od cierpienia jakichśtam obcych, biednych ludzi. Póki co napisał o tym Maciej Jarkowiec – i zrobił to z pomysłem, z polotem, z wizją, z wrażliwością. Odważnie, mądrze, miejscami nawet dowcipnie, często ironicznie. Wspaniale spędzony czas. Słuchałam audiobooka – lektor również spisał się świetnie.
SagittariusA - awatar SagittariusA
oceniła na 8 3 miesiące temu
Życie w chłopskiej chacie Kamil Janicki
Życie w chłopskiej chacie
Kamil Janicki
Była ostanio książka Janickiego o duchowieństwie, były książki o królach i wielkich rodach Jasienicy i Kienzler to dla równowagi trzeba było znów przeczytać coś o najliczniejszej grupie społecznej w dawnej Polsce czyli chłopstwie. Tym razem Kamil Janicki skupia się na samym gospodarstwie, budowie chat i tradycjach z tym związanych, pomijając szczegółowe opisy sytuacji politycznej. Tematy odrabiania pańszczyzn i relacje chłopów ze szlachtą oraz duchowieństwem podejmował w swoich poprzednich ksiażkach "Pańszczyzna", "Warcholstwo" i "Dziesięcina" Pierwsze rozdziały rozbijają na części pierwsze technologie jakich używano do budowy domów głównie w końcowej fazie ery pańszczyźnianej i podczas zaborów, wspominając czasem poprzednie epoki. Na wsi, podstawą były zawsze budowle z drewnianych belek mocowanych na tzw. węgieł. Co bogatsi kmiecie zostawiali więcej nieodcietych elementów, by pokazać swój prestiż. Więźba dachowa najczęściej była dwuspadowa, czasem pokryta gontem, ale przede wszystkim strzechą - wbrew dzisiejszym przekonaniom wytrzymałą i szczelną. Fundamenty były rzadkością, belki opierano raczej na zdartej i ubitej ziemi. Nie było zatem izolacji, a nierówne podłoże stwarzało idealne warunki do zawilgoceń czy nawet zbierania się kałuż. Kamienne czy ceglane domy długo powodowały złe samopoczucie w nich mieszkających i pośmiewisko wśród sąsiadów. Zabetonowane tradycjami społeczeństwo nieskore było do wszelkich nowinek ułatwiających życie. Cały proces okraszony był szeregiem przesądów związanych z rozpoczęciem i zakończeniem budowy oraz wprowadzeniem się. W ten sposób ukrywano np. monety pod budynkiem, by bogactwo towarzyszyło gospodarzom domostwa, chociaż zdarzało się, że już kolejnej nocy zatrudnieni do pracy majstrzy wykradali ten "nikomu" już niepotrzebny majątek. Głęboko wierzono, że do domu najpierw trzeba wpuścić zwierzę, by przegnało gnieżdżące się w nim zło, a potem, aby zerwać połączenie ze światem duchów zabijano je np. łamiąc kotu kark. Nie była to bezdusznosć czy chęć krzywdzenia, a wiara, że tak faktycznie należy zrobić, aby rodzina pozostała bezpieczna. Cechą charakterystyczną chłopskich chat był również brak łóżek. Głównie spano na komodach, podłodze, słomie czy ławach, najchętniej blisko pieca. Spanie na tego typu ławach dziś wydaje się wręcz niemożliwe, ale przeciętny wzrost niedożywionych chłopów wynosił wtedy około 160cm. Byli znacznie niżsi i drobniejsi niż współcześni, młodzi ludzie XXI wieku. Drzwi zwykle były małe i nieszczelne, progi wysokie, aby przeciwdziałać zalewaniu wnętrza, chociaż brak fundamentów powodował przeciekanie i zawilgocenie podłoża. Żelazne zawiasy to była rzadkość, która weszła do użytku w większej ilości dopiero na przełomie XIX i XX wieku Próg wydaje się jednym z najważniejszych elementów domostwa. Przenoszono go nawet ze starego do nowowybudowanego. Obyczaje i wierzenia mówiły, iż witanie się przez próg buduję kładkę dla zła, które niepostrzeżenie wślizgnie się do domu. Może to zabawne, ale obyczaj nie wiedzieć czemu pozostał żywy do dziś. Kobieta w ciąży miała nie siadać na progu, a przenoszenie przez próg panny młodej przyszło raczej z zachodu. Oryginalną tradycją słowiańską była prędzej inscenizacja siłowego przeciągania małżonki przez drzwi, nad którymi wisiała podkowa na szczęście. Wyrzucanie rzeczy, które mogą się jeszcze przydać uznawana była za niegospodarność. Czy skądś to znamy? Jeszcze pokolenie moich rodziców znane było z upychania wszystkiego co popadnie na tzw. czarną godzinę. Generalnie deskowanie podłogi uznawano za fanaberie. Dopiero po uwłaszczeniu zaczęto częściej ich używać. Co ciekawe zwierzęta spały pod jednym dachem z ludźmi co dawało ciepło szczególnie w okresie zimowym, ale też odchody, smród czy choroby. Izba była sercem chłopskiej chaty dającym źródło ciepła czyli palenisko. Chata miała średnio 6-7 mieszkańców. Byli to gospodarze, zazwyczaj trójka dzieci oraz parobkowie lub dziewki zatrudnione do pomocy. Cześć domu zwana była pokąciem czyli strefą pełną ikonek i obrazków związanych z kultem, wiarą oraz religią. Obok progu innym ważnym elementem chaty był piec. Używano go do wypiekania chleba, trwalszego niż dzisiejszy, a także leczenia dzieci. Wierzono, że wsunięcie dziecka do rozgrzanego pieca wygrzeje z niego całą chorobę. Były to męczarnie bliskie tragedii niekiedy przepłacane życiem maluchów. Dieta kmieciów była bardzo monotonna, a większość chodziła niedożywiona. Jedzono dużo ziemniaków, mało mięsa, a dodatkowo rośliny strączkowe i kapustę. Posty dla gospodyni były dobrą wymówką, by uciąć kolejne racje, które i tak szybko się uszczuplały. Najgorszy był przednówek między Bożym Narodzeniem, a wiosną. Często wspomagano się grzybami oraz jajami dzikich ptaków, a także owocami leśnymi. Przy stole jadano kilka razy w roku, a rozsiadanie się uważano za nietakt. W gościach powinno siedzieć się prosto i na brzegu krzesła. Do wspólnych posiłków najczęściej używano ław, niższych niż stół, z misą, z której każdy się częstował. Trwała wtedy rywalizacja o najlepsze kawałki, chyba że zaproszono gości to stosowano tzw. miarkowanie, by nie pokazywać panującego w rodzinie głodu. Pościel z gęsim pierzem uchodziła za najbardziej kosztowną rzecz w domu. Bywała wykorzystywana jako szantaż przez dziedzica na opornych chłopach przez co czasem im ją odbierano. Zbliżenia czyli uprawianie seksu następowało bez ukrywania się po kątach lecz przy wszystkich domownikach - czy to dziadkach, czy nawet dzieciach. Ukrywanie się oraz wstyd zaniżałoby status gospodarzy. Była to jakaś forma okazywania dominacji. Nikt tego nie potępiał, ani nikt o tym nie dyskutował. Była to sprawa naturalna. Wielodzietność była niezmiernie ważna dla życia na gospodarstwie. Przykładowo w Galicji 54% dzieci nie dożywało piątego roku życia. Trzy lub czteroletnie maluchy już zaczynały pomagać w obejściu. Nie tolernowano darmozjacwa. Na początek karmiły kury i były pastuszkami lub opiekowały się młodszym rodzeństwem. Naukę uważano za zbędną ponieważ i tak nie dawała perspektyw na awans społeczny, a przemoc była podstawą wychowania. Nikt nie miał czasu na tłumaczenie co i przede wszystkim dlaczego. Zadania po prostu miały być wykonywane szybko i bez dyskusji. Autor zaznacza, że u schyłku okresu pańszczyźnianego higiena na wsi była najgorsza z znanych dziejach. Nawet za czasów Jagiellonów wyglądało to lepiej. Nie używano hustek, pluło i smarkało się na podłogę. Chłop po przebudzeniu najczęściej od razu się ubierał, a dopiero potem przemywał twarz i ręce. Na wsi nie było też ustępów. Nie to, że były swoistym Świętym Graalem, których wszyscy szukali. Mieszkańcy wsi długo uważali je za zbyteczne. Zazwyczaj chodziło się za stodołę albo do chlewu wydalając się na te samą stertę łajna, na której leżały świńskie odchody. Zdrowie i higiena dzisiejszych czasów nie były znane, a przez zabobony trudno było nawet je wprowadzić. Większe lub mniejsze epidemie cholery wywołane przez kontakt z kałem, który mógł być wszędzie to była zmora wsi. W 1831 roku podczas wielkiej epidemii cholery w Kongresówce zmarło 50tys, a w Galicji 100tys ludzi. W Prusach wygódki wprowadzono jako pierwsze i tam przypadków śmiertelnych było najmniej. Autor wspomina też staruszków, którzy cały czas musieli wykazywać się przydatnością na gospodarstwie w przeciwnym razie mogli być pozbawieni racji żywnościowych, a nawet wygnani. Życie w ówczesnej wsi zdecydowanie nie rozpieszczało, ale relacje z dziedzicem i należne mu podatki oraz nauki kościelne, które wpajały, że unikanie odrabiania pańszczyzny jest grzechem ciężkim wcale go nie ułatwiało, skutecznie programując wiejską mentalność. Ciekawy esej, który łatwo się czytało. Taka książka zawsze sprowadza na ziemię po lekturach o królewskim przepychu, podróżach magnaterii po świecie i wielkich bitwach, bo właśnie tak wyglądało życie większości naszych przodków. Przydatne informacje.
Paweł85x2 - awatar Paweł85x2
ocenił na 8 5 dni temu
Koncern Autokracja. Dyktatorzy, którzy chcą rządzić światem Anne Applebaum
Koncern Autokracja. Dyktatorzy, którzy chcą rządzić światem
Anne Applebaum
Tłumaczenie książki ukazało się we wrześniu 2024 roku, czyli niespełna dwa lata temu, a w międzyczasie status trzech opisywanych w książce krajów uległ zmianie: Syria- zakończyła się wojna domowa, w Wenezeuli Maduro został porwany, a w Iranie umocnił się nowy przywódca, a Iran w zasadzie wygrał wojnę, którą USA kilkukrotnie już ogłaszało za wygraną. Na przestrzeni niecałego roku dwukrotnie USA na wiele lat miało zatrzymać rozwój irańskich mocy militarnych. Ameryka osunęła się w wewnętrzny chaos, a Ukraina z kraju w mocnej defensywie stopniowo przechodzi do ofensywy nie tylko w wojnie, ale również w eksporcie swojej technologii. Niemniej jednak analizy autorki są bardzo cenne, obraz świata i wizja przemian po 89 roku była mocno niepełna i nazbyt optymistyczna, gdyż pomijano aspekt militarny i wyścig zbrojeń, który oba bloki po dwóch stronach żelaznej kurtyny trzymał w szachu. Wraz ze zniknięciem dychotomicznego podziału świata zmieniła się znacząco dynamika, układ sił i podczas gdy Zachód żywił się uproszczoną ideologią końca historii, pozostałe kraje budowały swoje alternatywne systemy polityczne, gospodarcze, często na brudnym styku biznesu i polityki. Autorka mówi wprost, nie mamy do czynienia z jakimś przełomem, ale bardziej z końcem ślepoty i przymykania oczu na patologie systemu. Bardzo przydatna, potrzebna i otwierająca oczy lektura. Polecam.
Jacek Kafel - awatar Jacek Kafel
ocenił na 6 26 dni temu
W cieniu AI. Jak sztuczna inteligencja ingeruje w nasze życie? Madhumita Murgia
W cieniu AI. Jak sztuczna inteligencja ingeruje w nasze życie?
Madhumita Murgia
Sięgając po tę książkę, nie spodziewałam się, że będę jej słuchać z taką skrupulatnością. Autor poświęcił ogrom czasu, by zebrane materiały i rozmowy uczynić przystępnymi, a jednocześnie odkryć przed nami obszary, które pozostają niewidoczne w dobie powszechnej dystrybucji rozwiązań opartych na sztucznej inteligencji. Lektura wymaga pełnego skupienia – opisy bywają tak szczegółowe, że łatwo zgubić wątek początkowy, a każdy element przedstawionych historii ma kluczowe znaczenie dla zrozumienia całości. Szokujące jest to, jak wiele teoretycznych zagrożeń zdążyło się już ziścić. Często słyszymy ostrzeżenia dotyczące publikowania zdjęć w sieci, ale tutaj dostajemy konkretne, drastyczne historie. Autor opisuje losy kobiet, które – w ramach odwetu za odmowę randki – padły ofiarą technologii deepfake. Ich twarze wklejano w filmy pornograficzne, co w krajach globalnego Południa stało się początkiem dramatycznej walki o bezpieczeństwo i godność. W miejscach, gdzie prawa kobiet są ograniczone, skutki takich działań są dewastujące. Drugim, niezwykle istotnym i przemilczanym obszarem, jest proces „uczenia” AI. Okazuje się, że za algorytmami nie stoją wyłącznie inżynierowie z Doliny Krzemowej, ale rzesze słabo opłacanych pracowników z krajów trzecich: - Są oni zatrudniani przez długi łańcuch pośredników, co pozwala gigantom technologicznym zdjąć z siebie odpowiedzialność. - Ich zadaniem jest oznaczanie najbardziej brutalnych, rasistowskich i seksistowskich treści. - Wielogodzinna ekspozycja na takie obrazy skutkuje u nich realnymi symptomami PTSD (zespołu stresu pourazowego). To przerażające, że obok nowoczesnych technologii rozwija się współczesne niewolnictwo, ukryte pod płaszczem cyfrowego postępu. Książka daje szeroką perspektywę i pokazuje oczywiste zjawiska w bardzo nieoczywistym świetle. Jestem ciekawa, czy nagłaśnianie problemów istniejących w „cieniu AI” doprowadzi do ich ograniczenia, czy też postęp technologiczny wygeneruje kolejne, jeszcze trudniejsze do opanowania kryzysy. To lektura niezwykle cenna, otwierająca oczy na zmiany, które już teraz kształtują naszą rzeczywistość.
Matimajczyta - awatar Matimajczyta
oceniła na 9 1 miesiąc temu
Anglia. Czas na herbatę Marta Dziok-Kaczyńska
Anglia. Czas na herbatę
Marta Dziok-Kaczyńska
Książkę Anglia. Czas na herbatę autorstwa Marty Dziok-Kaczyńskiej, czyli Riennahery, przeczytałem w ramach akcji #52tygodniezBibliotekąKraków - wyzwanie czytelnicze 2026. Nagły impuls. Szybka decyzja, karta w ręku i człowiek wraca z książką do domu. Takiego wezwania do przeczytania danego tytułu doświadczam już właściwie tylko w Bibliotece Kraków. Tak też stało się tym razem z pracą blogerki znanej szerzej jako Riennahera. Powstała ona jako podsumowanie ponad połowy jej życia, jakie spędziła w Wielkiej Brytanii, zasadniczo w Londynie. Nie jest to typowa relacja podróżnicza, choć wydana została w takiej serii. Bliżej jej ku przewodnikowi czy też poradnikowi od znajomej, koleżanki na temat tego jak żyć po drugiej stronie kanału; jak osoba polskiego pochodzenia może się w Anglii odnaleźć, z czym to się wiąże. W skrócie - nie taki straszny ten brytyjski lew jak go malują na fladze. Pod tym kątem jest to bardzo zasadna i pożyteczna książka, coś w rodzaju zestawu przestróg i polecajek. Riennahera napisała ją też zwyczajnie dobrze literacko, jej lektura nie powoduje zgrzytów ani nie nudzi. Rozdziały są treściwe i krótkie, stanowiąc zamknięte kapsuły informacji, które można czytać osobno. Książka została porządnie wydana, ma bardzo przyjemną, dużą czcionkę i mnóstwo kolorowych zdjęć, w części wykonanych przez autorkę. Dzięki temu czyta się ją szybko, przeszło 365 stron połyka się ekspresowo w kilka dni. Na koniec pewna wada, całościowo po lekturze zostało ze mną wrażenie niedosytu, potrzeba szerszego opisu. A autorka ma do tego wiedzę jak mało kto, pozostaje więc liczyć, że jej następna książka zaspokoi tę potrzebę.
Kurt13Cidaris - awatar Kurt13Cidaris
ocenił na 7 2 dni temu
Oddział chorych na Rosję. Opowieść o Rosjanach czasów putinizmu Jakub Benedyczak
Oddział chorych na Rosję. Opowieść o Rosjanach czasów putinizmu
Jakub Benedyczak
O książce jak i jej autorze dowiedziałem się z ciekawego artykułu pt. „Woda na młyn Putina” [nr 7/2026 r.] w tygodniku „Wprost”. Wynika z niego, że większość materiałów o sytuacji w Rosji, np. vlogerów kręcących filmiki na potrzeby internetu, szczególnie „Kanału Zero” jest kontrolowane m.in. przez rosyjskie służby jak FSB. Tekst nie jest długi i zawiera wypowiedzi autora „Oddziału chorych na Rosję”. Maria Wiernikowska dla „Kanału Zero” zrealizowała serię reportaży z Rosji. Na razie wyemitowano odcinek z Kaliningradu, który w mediach rozpętał burzę. Pełne półki w sklepach, nowoczesna Mo­skwa, olśniewające zabytki Sankt Pe­tersburga. Rozmowy ze „zwykłymi” Rosjanami o sytuacji w kraju, a nawet wojnie. To widzimy w relacjach polskich vlogerów i dziennikarzy, któ­rzy pojechali do Rosji. O tym, jak powstają ta­kie materiały, opowiada w podcaście „Rozmowa Wprost” DR KUBA BENEDYCZAK, analityk PISM. - To jest kontrolowane – zaznacza. Nie tylko Maria Wiernikowska z „Kanału Zero”, ale też kilku popularnych polskich vlogerów odwiedziło w ostatnich miesiącach Rosję. W ich materiałach widzimy pełne półki w sklepach, drogie samochody, nowoczesną Moskwę, słyszmy zachwyt nad zabytkami Sankt Petersburga. Za każdym razem twórcy tłumaczyli, że chcą obalić mity i stereotypy, po­kazać prawdziwe oblicze tego kraju, zwyczajnych Rosjan i ich codzienność. Pytanie jednak, gdzie postawić granicę między obiektywnym, podróżniczym lub dziennikarskim materiałem a takim, który jest wodą na młyn rosyjskiej propagandy. Odpowiedzi szuka w podcaście „Rozmowa Wprost” doktor Kuba Benedyczak, analityk PISM i autor książki „Oddział chorych na Rosję”. - Wiem, na jakie ustępstwa musieli pójść. Jak bardzo to, co pokazują, jest trochę jak wycieczka po Korei Północnej. Pokazują tylko to, na co dostali pozwolenie od smutnych pań i panów z FSB, od władz regionalnych, od pograniczników, którzy ich sprawdzają - zauważa Benedyczak. - Po części robią dobrą robotę w tym sensie, żebyśmy nie trak­towali Rosjan już kompletnie jako orków ludojadów, bo jednak tam żyją normalni ludzie, którzy płaczą, chorują, śmieją się. Ale w ten sposób normalizujemy też kraj, który w zeszłym roku dwu­krotnie nas zaatakował, stanowi dla nas zagrożenie - mówi dalej nasz gość. I podkreśla, że materiału, który pokazywałby praw­dziwą rosyjską rzeczywistość, nie da się zrealizować „w realiach półtotalitarnej Rosji”. Czego więc twórcy materiałów z Rosją nie pokazują? - Nikt nie pokazuje tego, że połowa ludności wiejskiej nie po­siada dostępu do normalnej toalety, że szkoły wyglądają jak z lat 60., sale się rozpadają, a w wielu miastach 50-tysięcznych nie ma karetek i szpitali. Jest mnóstwo wyludnionych wsi, na Syberii jest ogromny problem z alkoholizmem, a poziom HIV jest równy krajom afrykańskim, gdzie toczą się wojny - wymienia doktor Benedyczak. - Myślę, że (vlogerzy - przyp. red.) mogą udawać, że nie wie­dzieli o „ogonie” albo go nie zauważyli, ale nie wierzę w to, że nie byli tego świadomi - mówi dalej doktor Benedyczak. Stwierdza też, że wielu ujęć, które widzimy w materiałach, nie dałoby się zrealizować bez wiedzy służb. - Rosjanin DOSKONALE WIE, w jakim kraju żyje, nawet jeśli tego głośno nie powie. On tak po prostu Polakowi z kamerą, obywatelowi jednego z najbardziej wrogich państw NATO, bo to słyszy Rosjanin co­dziennie w telewizji, nie pozwoli wsiąść do swojej ciężarówki, pojeździć po mieście i porozmawiać. To jest kontrolowane. „Gorzej niż za Stalina" Nasz gość tłumaczy również, że poruszanie się po Rosji nie jest tak proste, jak wynika to z niektórych materiałów. Podobnie pro­blematyczne może być zdobycie pozwolenia na wjazd. O tym, jak trudno jest pracować w Rosji przedstawicielom mediów, świadczy jego zdaniem choćby to, ilu zostało w Moskwie korespondentów. Zauważał, że w tej kwestii jest dzisiaj „gorzej niż w czasach sta­linowskich” a w Moskwie pracuje jedynie korespondent BBC. - To nie są błahe rzeczy, że ktoś po prostu pojedzie i powiemy, że będzie pokazywał inny obraz Rosji. Bo Krzysztof Stanowski sobie wymyśli, że to jest nisza, którą wyeksploatuje tak samo jak reklamę podpasek - ocenia doktor Benedyczak. - Prawdopo­dobnie Rosja nie cofnie się przed atakami wobec Polski, jesteśmy doskonałym przykładem, żeby pokazywać krajom europejskim, że jak będą nadal pomagać Ukrainie, to takie hale jak przy Mary- wilskiej będą płonąć, być może będą ginąć ludzie. Ekspert przestrzega również tych, którzy mogą chcieć pójść w ślady podróżników jeżdżących do Rosji. - Dwa, trzy razy może się udać, a za piątym razem już nie - ostrzega. - Trafi się na zbyt nadgorliwego pracownika służb albo ktoś we władzach uzna, że warto mieć kolejnych pięciu Polaków w więzieniach, którzy będą przetrzymywani. To jest ryzyko. [Tekst: PIOTR BAREJKA] zapraszam na blog: tesinblog.wordpress.com
san-escobar - awatar san-escobar
ocenił na 8 1 miesiąc temu
Doskonałe państwo policyjne. Wyprawa w głąb chińskiej inwigilacyjnej dystopii Geoffrey Cain
Doskonałe państwo policyjne. Wyprawa w głąb chińskiej inwigilacyjnej dystopii
Geoffrey Cain
(2021) [The Perfect Police State: An Undercover Odyssey into China’s Terryfying Surveillance Dystopia of the Future] „Niniejsza książka opowiada o tym [co dzieje się w Sinciangu], jak region ten stał się najbardziej zaawansowaną technologicznie inwigilacyjną dystopią na świecie – o tym, jak doszło do »Sytuacji«* i jaki może mieć ona wpływ na naszą przyszłość w epoce szybkiego rozwoju SI, algorytmów rozpoznawania twarzy, monitoringu i innych nowoczesnych technologii [służących analizom ogromnych zbiorów danych (Big Data), śledzeniu kontaktów, transakcji, wyborów konsumenckich, cenzurze]” (str. 17). „W latach 2014-2016 działania antyterrorystyczne w Chinach drastycznie się wzmogły. Rząd sięgnął po stare, sprawdzone metody – policyjną brutalność i »sąsiedzką czujność« […]. W odczuciu władz wciąż było to jednak za mało, aby w pełni rozprawić się z groźbą terroryzmu. W 2016 roku na czele regionalnych władz stanął autorytarny polityk Chen Quanguo, który został sekretarzem partii komunistycznej w Sinciangu [a przedtem piastował to samo stanowisko w Tybetańskim Regionie Autonomicznym]. To on zadecydował o zastosowaniu nowoczesnych technologii do monitorowania i kontroli ludności. Wykorzystując wielkie bazy danych, wprowadził program prewencji policyjnej umożliwiający zatrzymanie podejrzanego, który według SI dopiero miał popełnić przestępstwo [!]. Utworzył też setki obozów koncentracyjnych, w oficjalnej nomenklaturze nazywanych »zakładami przetrzymywania tymczasowego«, »zakładami szkolenia zawodowego« albo »zakładami reedukacji«. Do końca roku 2017 znalazło się w nich półtora z 11 milionów zamieszkujących Chiny Ujgurów. Celem chińskich władz było wymazanie tożsamości, kultury i historii narodu ujgurskiego i całkowita asymilacja liczonej w milionach mniejszości etnicznej. […] I tak właśnie Chiny stworzyły doskonałe państwo policyjne” (str. 18-19)**. „[…] założenie, […] że metody inwigilacji wypróbowane w Sinciangu nigdy się nie rozpowszechnią w większej części globu – trąci naiwnym optymizmem” (str. 364). __________________________ * „W regionie Sinciang w zachodnich Chinach ludzie nazywają swoją dystopijną rzeczywistość »Sytuacją«” (str. 13). ** „Chiny nie zamierzały tolerować buntowniczej i niespokojnej natury mieszkańców regionu. Dlatego stał się on oczywistym wyborem, gdy władze zaczęły szukać poligonu doświadczalnego dla państwowego systemu inwigilacji” (str. 117-118). Dziedzictwo dzikich ludów stepu, spotęgowane naukami islamu oraz obcość etniczna – to kombinacja nad wyraz niepożądana przez gremium KPCh. • Skrupulatne dziennikarskie śledztwo i trafna analiza sytuacji. Przeczytamy tu o represjach, jakie spotykają Ujgurów, oraz nowych technologiach, które w połączeniu z praktykami XX-wiecznych totalitaryzmów stopniowo prowadzą do realizacji marzenia o monoetnicznych Chinach i wszechwładzy reżimu, posiadającego pełną kontrolę nad swoimi obywatelami. Czyta się dobrze, bez większych zgrzytów. Niestety, jako Amerykanin Geoffrey Cain (1986) ma bardzo szczątkowe pojęcie o geografii i historii – mimo zaangażowania w zgłębiany temat, umykają mu zupełnie podstawowe informacje i niuanse, przez co prowadzi czytelnika na niewłaściwe tory. Być może swoje dołożył miejscami tłumacz (Grzegorz Gajek) – fakt, że nie zdecydował się na żadną uwagę, sugeruje podobny stan wiedzy. W kilkunastu miejscach przydałyby się merytoryczne poprawki lub przypisy. Nie ma to wielkiego wpływu na wymowę książki, ale obniża jej walor edukacyjny. Przymykając oko na wtopy kojarzące się z pośpiesznie kleconym wypracowaniem, można dać książce Caina 7/10. Zabrakło wątku dyskryminacji językowej i wpływu chińskiej popkultury. • Póki co tzw. System Zaufania Społecznego (Social Credit System) jest rozproszony na poziomie prowincji, miast i konkretnych branż (np. finansowej), ale nie jest wykluczone, że bazując na już istniejącej infrastrukturze i technologii doprowadzi do iście dystopicznego monitoringu obejmującego większość chińskiej populacji. Fakt, że można zostać osadzonym bez procesu, trafić przymusowo do fabryki Nike i kleić buty, które trafią na eksport, albo pracować niewolniczo na polach bawełny – jest absurdalną powtórką rodem z poprzednich stuleci (XIX i XX). Predykcja (odpowiednik prewencji) – system zapobiega protozbrodniom (jeszcze niedokonanym, ale spodziewanym – nie zawsze słusznie). Od razu staje przed oczami ekranizacja Raportu mniejszości [Minority Report] (2002) Dicka, przywoływana zresztą przez Caina, który wprawdzie nie ma zbyt szerokiej wiedzy na zagadnienia etnograficzne, ale filmy hollywoodzkie zna*. Poza tym cyfrowa cenzura, analiza tendencji społecznych oparta na danych gromadzonych przez prywatne przedsiębiorstwa, monitorowanie mobilności i brak prywatności, zerowa anonimowość, śledzenie każdego kroku, każdego połączenia, postu i wiadomości tekstowej. __________________________ * Masę też ma typowo amerykańską. Książka pisana z myślą o odbiorcy rodzimym (odwołanie do anglofońskiego kręgu językowego bez zrozumienia dla sytuacji na Wyspach Brytyjskich; porównanie do powierzchni Teksasu; do piłki do futbolu amerykańskiego; odwołania polityczne – czytelne z uwagi na światowy wpływ USA, omawiany w codziennych programach informacyjnych). • Losy zaradnego Ujgura „Polata” (pseudonim) możemy prześledzić w Kamieniach wróżebnych Petera Hesslera (2006), a informacje wstępne o kolonizacji Ujgurystanu polski czytelnik znajdzie w dwóch rozdziałach Zakazanych wrót Tiziano Terzaniego (1984). Nieco świeższe spojrzenie oferuje doktor Michał Lubina w Chińskim obwarzanku (2023), a trzy lata przed publikacją Caina ukazała się książka Kaia Strittmattera Chiny 5.0, opowiadająca o budowie nowoczesnego systemu inwigilacji w ChRL. Chiny 5.0. Jak powstaje cyfrowa dyktatura (Die Neuerfindung der Diktatur – Wie China den digitalen Überwachungsstaat aufbaut und uns damit herausfordert, 2018, wyd. pol. 2020) wyszła na rynku polskim tuż przed książka Amerykanina, operuje tymi samymi danymi i przykładami. Dziś, kiedy rozwój AI ruszył z kopyta, problemy sygnalizowane przez niemieckiego dziennikarza (1965) stają się coraz pilniejsze. Mimo ośmiu lat jakie minęły od publikacji, nie zdezaktualizowała się – wręcz przeciwnie, autor prawidłowo wypunktował założenia reżimu i kierunek jaki obrała ChRL pod sterami Xi Jinpinga. Szybkie tempo narracji, duża dawka danych liczbowych, obserwacji i przemyśleń – tworzą wartościową publicystykę polityczną, obnażającą zamordystyczne praktyki chińskiej monopartii, która w oparciu o nowe technologie, zaczyna tworzyć system zaskakująco podobny do rozwiązań z realiów Paradyzji (1984) czy Limes Inferior (1982) Janusza A. Zajdla*. Strittmatter, krok po kroku zwraca naszą uwagę na rozwiązania, które sygnalizują, jak w niedalekiej przyszłości i my możemy stracić prywatność, dotychczasową swobodę i anonimowość**. Po prostu: cyberpunk po chińsku. _________________________ * Których Cain oczywiście nie zna, podobnie jak książki Zamiatina (Мы, 1920-21). Stale odwołuje się do Orwella, rzadziej pisze o Nowym wspaniałym świecie Huxleya (1932). W kontekście cyfrowego charakteru inwigilacji i systemu zaufania społecznego, literatura oferuje ciekawsze prognozy niż Orwell, odwołujący się do swoich czasów. Orwell jest XX-wieczny, zmarły przedwcześnie Janusz A. Zajdel (1938-1985), inspirujący się jego twórczością, wybiegał myślami nieco dalej. ** Właściwie już tracimy. A to co wydarzyło w ostatnim czasie w pracach nad AI, zmienia reguły gry. W zasadzie wszystkie rozwiązania z filmów science fiction, takie jak rozpoznawanie głosu (i odtwarzanie jego brzmienia), przekształcanie na tekst, automatyczne tłumaczenie na dowolny język, czy płynna rozmowa z komputerem, który jak Hal 9000 imituje logiczne myślenie – weszły do użytku za mojego życia (rocznik ’87). Grafiki i filmy AI kreujące realistyczne postacie – to Matrix w czystej postaci. „Jesteśmy bardzo do tyłu. Jeśli chodzi o opracowanie odpowiedzialnych sposobów na zarządzanie technologią, która stała się w naszym życiu tak wszechobecna, że często nie zwracamy już na nią uwagi” (str. 364). Cain i Strittmatter skłaniają do identycznych pytań: kiedy, i w jakim stopniu podzielimy los inwigilowanych obywateli ChRL?; jak możemy się przed tym ustrzec, jakie regulacje cywilno-prawne powinny zostać uchwalone przed upowszechnieniem nowych rozwiązań?; czy nie przespaliśmy przełomowego momentu, czy nie jest już za późno? • „– Kochaj kraj swój, kochaj Partię […]” (str. 27). „Kochajmy naszego przewodniczącego Xi Jinpinga! Kochamy Komunistyczną Partię Chin!” (str. 239). Wymuszona deklaracja, która padła podczas procesu Gulbahar Haitiwaji, Ujgurki osadzonej w obozie reedukacji – „[…] zawsze będę kochała Chiny”* – brzmi podobnie jak podtytuł książki Piotra Bernardyna z 2022: Hongkong. Powiedz, że kochasz Chiny. Opresyjna miłość pragmatycznej Partii, egzekwująca uczucia gwałtem i represjami, konsekwentnie umacniająca przestarzały reżim, ma do tego teraz nowe narzędzia oraz sztuczną inteligencję rodem z futurystycznych dystopii. Ta polityka ma również drugą stronę medalu, wpisaną w fałszywość i dwulicowość reżimu, który poprzez działania subtelniejsze niż makabryczne ludobójstwo, stara się obniżyć dzietność i wchłonąć Ujgurów, tak aby maksymalnie pomniejszyć ich liczbę. Chiny marzeń Xi Jinpinga to kraj monoetniczny i jednorodny kulturowo. Europejczykowi kojarzy się to jak najgorzej z nazistowskimi planami III Rzeszy i inżynierią społeczną Związku Sowieckiego**. __________________________ * Rozenn Morgat, Gulbahar Haitiwaji, Ocalała z chińskiego gułagu, Warszawa 2022. (Historia Haitiwaji jest przykładem tego, że do obozów trafiają także osoby bierne politycznie, w przepadku których obciążającym jest sam fakt życia poza granicami kraju). ** The Uyghurs Tragedy: Inside China's quiet Genocide | Investigate Asia [2025] https://www.youtube.com/watch?v=dPvfORR_qSQ • UWAGI MERYTORYCZNE (2024, tłum. Grzegorz Gajek): Str. 24 – „[…] region zamieszkały głównie przez muzułmanów […]” – już nie, skoro w chwili pisania książki Chińczyków było tyle samo co Ujgurów*, nawet wliczając w to muzułmańską mniejszość Hui. Str. 31 – „W latach po zamachu z 11 września [2001] obserwowałem, jak Chiny, […] zaczynają powoli sięgać na zachód poprzez region zwany Sinciangiem” – można by rzec, że Chiny robią to od stuleci… Str. 32 – „Ujgurzy należą do grupy ludów turkijskich i mają wspólne korzenie z założycielami Kazachstanu, Kirgistanu, Azerbejdżanu i trzech innych państw” – założycielami trzech wymienionych byli Sowieci. Przy takiej narracji lepiej byłoby mówić o tworach sprzed ekspansji carskiej Rosji, np. Chanatach Buchary, Kokandu i Chiwy. Poza tym, ciężko oddalić myśl, że jako Amerykanin autor nie ma bladego pojęcia o historii i geografii. O tym, że większość Azerów mieszka w Iranie, na terenie Azerbejdżanu Południowego (vel Irańskiego, od 15 do 30 milionów; w niepodległym Azerbejdżanie żyje 9,5 miliona) i że ogromna część rosyjskiego Powołża oraz Syberii zamieszkana jest przez ludy tureckie, takie jak Tatarzy, Baszkirzy, Jakuci, Ałtajczycy czy Tuwińcy... Str. 33 – „[…] ludy te wywędrowały ze stepów Syberii i Azji Centralnej i zeszły do Eurazji” – może „rozpierzchły się po Eurazji”? Rozeszły na wszystkie strony świata, opuszczając mityczny Turan, kolebkę ludów turkijskich? Tak Syberia jak i Azja Centralna znajdują się w Eurazji… Str. 57 – „Miłuj prezydenta Xi Jinpinga” (przewodniczącego). W jednym z przypisów znajdziemy informację, że ChRL używa w angielskich komunikatach terminu „prezydent”, i najwyraźniej niektórym się to fałszowanie rzeczywistości udziela. Str. 230 – „Mao ogłosił rewolucję kulturalną […] – narodził się kult jednostki” – rewolucja kulturalna stanowi apogeum kultu jednostki w ChRL, a nie jej początek. Ten wystartował jeszcze przed ustanowieniem komunistycznych Chin, a zyskał na sile szczególnie podczas Wielkiego Skoku Naprzód (1958–1962). Str. 136 – „W zamożnej niegdyś Eurazji również rozgorzały wojny, fanatyzm religijny, a region popadł w ruinę” – Eurazja to ogromny kontynent, a nie jakiś konkretny region (jak np. Azja Centralna, Bliski bądź Daleki Wschód itd.). Na terenie Eurazji, na przestrzeni tysiącleci, powstało kilka kręgów cywilizacyjnych, którym powodziło się z różnym szczęściem, gorsza sytuacja w jednym z nich nie musiała odbijać się na innych… Co autor miał na myśli? Str. 230 – Tybet „[…] zwany czasem »dachem świata« ze względu na masyw Himalajów […]” – bardziej z uwagi na fakt, że Płaskowyż Tybetański jest najwyższym terenem na Ziemi (przejął to miano po Pamirze). Str. 238 – „[…] do celi o powierzchni 30 metrów kwadratowych, czyli rozmiarów nie za dużego salonu” – ciekawe czy Geoffrey zdaje sobie sprawę, że mieszkania wielu ludzi liczą mniej, lub mają niewiele więcej… Amerykański punkt widzenia, oderwany od europejskich standardów. Str. 317 – „Ludzie pochodzenia turkijskiego nazywają go Atatürk, co znaczy »ojciec Turków«” – zdanie brzmi tak, jakby Atatürk był tytułem honorowym, przydomkiem, istotnym dla całej panturkijskiej społeczności. Fakty są takie, że jest to nazwisko, które Mustafa Kemal wybrał sobie sam, po części kierowany pychą, po trosze dlatego, że jak można domniemywać, chciał zapisać się w historii jako mąż narodu, symbol – co z resztą mu się udało, i choć Turcja odeszła w pewnym stopniu od jego ideałów, wciąż funkcjonuje jako tamtejszy Piłsudski. Autor nie rozumie, że jego bohaterka, marząc o niepodległym Turkiestanie Wschodnim, odwołuje się myślami do Republiki Tureckiej jako nowoczesnego, sprawnego państwa wymodelowanego na wzorzec zachodni. Postrzega Atatürka nie tyle jako jakiegoś lidera Wielkiego Turanu, ale światłego człowieka, który trzeźwo zerwał z przeszłością, budując nową Turcję na miarę swoich czasów, zdolną współistnieć z sąsiadami i prowadzić z nimi dyplomatyczny dialog. Tego, który uleczył „chorego człowieka Europy” i skierował jego oczy na Zachód. „Kemal jako pierwszy przywódca w świecie islamu dokonał oddzielenia prawa islamskiego od świeckiego, co uczynił 4 października 1926 roku wprowadzając wzorowany na szwajcarskim kodeks cywilny, w którym prawa kobiet i mężczyzn w sprawach takich jak dziedziczenie i rozwód zostały zrównane. Okres jego rządów był też okresem rozwoju kultury tureckiej. Sam Kemal uważał, że »kultura jest podstawą Republiki Tureckiej«. W 1927 roku otworzył Muzeum Sztuki i Rzeźby, w którym znalazł się szereg rzeźb, które dotychczas w islamskiej Turcji były wykonywane bardzo rzadko (w islamie były one uważane za bałwochwalstwo). W połowie lat 20. przeprowadził dalszą reformę edukacyjną, która zakładała upaństwowienie szkół. W ramach dalszej europeizacji wprowadził kalendarz gregoriański, alfabet łaciński, przeprowadził reformę języka tureckiego, usuwającą z niego słowa pochodzenia arabskiego i wprowadził nazwiska. Sam wybrał dla siebie nazwisko: »Atatürk«, czyli »Ojciec Turków«, którego nie wolno było nosić żadnemu innemu Turkowi” (https://pl.wikipedia.org/wiki/Mustafa_Kemal_Atat%C3%Bcrk). Współczesna Turcja rości sobie prawo do roli lidera państw turkijskich, i stawia się jako wzorzec. Stąd też jej zażyłość z bratnim Azerbejdżanem i wsparcie w likwidacji ormiańskiej republiki Górskiego Karabachu. Str. 363-364 – na liście dystopii (a właściwie antyutopii) zabrakło klasycznej powieści My Zamiatina (1920-21), napisanej przez Rokiem 1984 (1949) i Nowym wspaniałym światem (1932). Str. 384 – „[…] prodemokratyczne powstanie na placu Tiananmen w czerwcu 1989” – nie powstanie, a pokojowy protest, brutalnie stłumiony przez reżim. Str. 387 – „[…] »turkijskiego świata«, którego oazy, step i góry ciągną się od zachodnich Chin przez Azję Środkową i obszar pomiędzy Morzem Kaspijskim a Morzem Czarnym aż po Turcję” – ludy tureckie zamieszkują również Syberię i Powołże. Autor nie ma o tym najwyraźniej pojęcia, nie wie, że na terenie FR, w jej europejskiej części, znajduje się Tatarstan i Baszkiria, a za Uralem Tuwa (dawny Urianchaj) i Jakucja (Republika Sacha, największa na świecie jednostka terytorialna obejmująca 3 083 523 km² – co odpowiada prawie dziesięciokrotnej powierzchni Polski), oraz szereg innych terenów zamieszkałych przez ludy turkijskie. UWAGI TECHNICZNE I WARSZTATOWE: W cytacie z Kirkus, po wewnętrznej stronie okładki, po opuszczonym fragmencie tekstu, oznaczonym wielokropkiem w nawiasie kwadratowym – powinna być kropka; str. 84 – stu procentową (stuprocentową); str. 102 – proroka (tu: guru, mistyka); str. 178 – tracie (trakcie); str. 203 – 2 x informacja o tworzeniu profili genetycznych Ujgurów i Kazachów; str. 206 – czytamy o „[…] najważniejszych mniejszościach etnicznych w Chinach: Ujgurach, Kazachach i Kirgizach” – co stanowi o ich kluczowości?, wedle jakiego kryterium dokonano tego wartościowania?; str. 213 – doświadczeniu (doświadczenie); str. 267 – „star-” i „tup” – niewłaściwe rozbicie przy przeniesieniu do kolejnego wersu (błąd zecerski); str. 305 – „Cały ten rok, od końca 2016 do 2017 roku […]” – no to nie rok, tylko kilka miesięcy (cały ten czas?); str. 320 – „Krążyły plotki, że Huawei – firma nie tylko […]” (Krążyły plotki, że firma Huawei – nie tylko…); str. 340 – „łamanie i nadużywanie praw człowieka” – nadużywanie!?; str. 342 – „spół-” i „ek” (błąd zecerski); str. 349 – władzy (władze); __________________________ * Wedle danych z roku 2000, na osiem milionów Ujgurów przypadało osiem milionów Chińczyków: Stanley Toops, Demographics and Development in Xinjiang after 1949. East-West Center, 2004 (https://web.archive.org/web/20070716193518/http://www.eastwestcenter.org/fileadmin/stored/pdfs/EWCWwp001.pdf).
Gracjan - awatar Gracjan
ocenił na 7 5 dni temu

Cytaty z książki Katastrofa Challengera. Historia bohaterstwa i dramatu na krawędzi kosmosu

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Katastrofa Challengera. Historia bohaterstwa i dramatu na krawędzi kosmosu