rozwiń zwiń

Juliet, naga

Okładka książki Juliet, naga autorstwa Nick Hornby
Nick Hornby Wydawnictwo: Nowa Proza Ekranizacje: Też go kocham (2018) literatura piękna
336 str. 5 godz. 36 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Tytuł oryginału:
Juliet, naked
Data wydania:
2010-09-08
Data 1. wyd. pol.:
2010-09-08
Liczba stron:
336
Czas czytania
5 godz. 36 min.
Język:
polski
ISBN:
978-83-7534-096-9
Tłumacz:
Wojciech Szypuła
Ekranizacje:
Też go kocham (2018)
Kolejna powieść międzynarodowej sławy pisarza, autora m.in. „Był sobie chłopiec”, na podstawie której powstał film z Hugh Grantem, nominowany do Oscara.
Nick Hornby wraca do korzeni - czyli muzyki i poplątanych relacji międzyludzkich - w zabawnej i wzruszającej nowej powieści, z zadumą i współczuciem spoglądając na życie, które zawsze można zmarnować - ale zawsze też można odkupić.
Powieść opowiada o parze 30 latków, którzy zdali sobie właśnie sprawę, że wspólne zainteresowania muzyczne to zbyt mało by ich związek mógł trwać nadal...
Średnia ocen
6,0 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Juliet, naga w ulubionej księgarni i Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Juliet, naga



930 838

Oceny książki Juliet, naga

Średnia ocen
6,0 / 10
325 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
774
476

Na półkach:

Trudno powiedzieć o czym jest ta książka, bo jest tak powierzchowna i nijaka. Pojawia się w niej sporo wątków i za każdym razem wydaje się, że autor je pogłębi i stworzy historię, która będzie miała sens. Niestety, sam siebie sabotuje, przechodząc nad kolejnymi punktami zwrotnymi bez refleksji ku rozczarowaniu czytelnika. Być może taki właśnie był zamysł autora - stworzyć książkę z potencjalnie interesującymi bohaterami, którzy okazują się być banalni i nijacy.
Co jednak najbardziej mi przeszkadzało, to nieudolne próby oddania psychiki kobiecej. Powoli zaczynam mieć alergię na autorów, którym wydaje się, że cokolwiek wiedzą o kobietach. Przez całe wieki wtłaczano nas w męskie wyobrażenia i oczekiwania i mam wrażenie, że najwyższy czas uwolnić nas z tego schematu. Być może faceci w ogóle nie powinni pisać książek z kobiecego punktu widzenia, bo za każdym razem przemawia przez nich patriarchalizm i mizoginia

Trudno powiedzieć o czym jest ta książka, bo jest tak powierzchowna i nijaka. Pojawia się w niej sporo wątków i za każdym razem wydaje się, że autor je pogłębi i stworzy historię, która będzie miała sens. Niestety, sam siebie sabotuje, przechodząc nad kolejnymi punktami zwrotnymi bez refleksji ku rozczarowaniu czytelnika. Być może taki właśnie był zamysł autora - stworzyć...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

687 użytkowników ma tytuł Juliet, naga na półkach głównych
  • 406
  • 273
  • 8
173 użytkowników ma tytuł Juliet, naga na półkach dodatkowych
  • 142
  • 7
  • 7
  • 6
  • 5
  • 3
  • 3

Tagi i tematy do książki Juliet, naga

Inne książki autora

Okładka książki Click: One Novel, Ten Authors David Almond, Eoin Colfer, Roddy Doyle, Deborah Ellis, Nick Hornby, Margo Lanagan, Gregory Maguire, Ruth Ozeki, Linda Sue Park, Tim Wynne-Jones
Ocena 7,0
Click: One Novel, Ten Authors David Almond, Eoin Colfer, Roddy Doyle, Deborah Ellis, Nick Hornby, Margo Lanagan, Gregory Maguire, Ruth Ozeki, Linda Sue Park, Tim Wynne-Jones
Nick Hornby
Nick Hornby
Angielski pisarz i scenarzysta. Autor bestsellerów, na podstawie których powstały kultowe filmy: Był sobie chłopiec (niezapomniane role Hugh Granta, Toni Colette i Rachel Weisz, początek kariery Nicholasa Houlta), Wierność w stereo (zekranizowana z Johnem Cusackiem jako Przeboje i podboje), Nauka spadania (w rolach głównych: Pierce Brosnan i Toni Colette). Nick Hornby był nominowany do Oscara za scenariusz do filmu Była sobie dziewczyna; jest także autorem scenariusza nominowanej do Oscara Dzikiej drogi.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Jak być dobrym Nick Hornby
Jak być dobrym
Nick Hornby
Tytuł tej powieści brzmi trochę jak tytuł poradnika. I to takiego niedorzeczno-niepotrzebnego. Nie lubię poradników (pewnie dlatego, że nie znoszę gdy mnie ktoś poucza), a w szczególności takich. Ale to na szczęście Hornby. On nie pisze poradników. „Jak być dobrym” spodobała mi się od pierwszej strony. Jakoś tak trafiła do mnie ta historia i ta bohaterka. Nie jestem mężatką, ale tak właśnie wyobrażam sobie małżeństwo z dwudziestoletnim stażem, które ma dzieci i wykonuje wymagający zawód (lub przynajmniej jedna połówka wykonuje wymagający zawód). Z czasem para oddala się od siebie, przestaje dbać o siebie nawzajem i siebie samych. Popada w rutynę: praca, dom, dzieci, praca itd. Z czasem miłość powszednieje lub znika. Tak to właśnie widzę, gdy przestajesz doceniać osobę, której ślubowałeś/aś te wszystkie rzeczy, które się zwykle ślubuje zawierając związek małżeński. Katie i David właśnie są w takiej sytuacji. Zaniedbali swoje małżeństwo i zanim się obejrzeli ona siedząc w samochodzie na parkingu w Leeds mówi mu przez telefon, że chce rozwodu. Sama nawet nie wie jak to żądanie wyszło z jej ust. Po prostu się wymsknęło, ale jest prawdziwe. Jak wiadomo jednak rozstania nie są łatwe. Dzieci, długoletni staż małżeński i wspólny majątek jeszcze utrudniają sprawę. Życie bohaterów dodatkowo komplikuje (lub ostatecznie prostuje) dość enigmatyczny gość - GoodNews. Pod jego wpływem David z zawodu „Najbardziej Gniewny Człowiek w Holloway” zmienia się w miłosiernego samarytanina, co staje się sprawdzianem wytrzymałości (może nawet karą) i lekcją pokory dla jego żony. Jest u Hornby’ego jakaś taka współczesna, ironiczna przenikliwość. Facet nie owija w bawełnę, nie idealizuje bohaterów. Są jacy są i tyle. Przede wszystkim są prawdziwi. Czasem bezmyślni, czasem empatyczni, innym razem powiedzą coś ohydnego bliskim lub okażą naiwną dobrać obcej osobie. Hornby ma bardzo wyczulone oko na rzeczy, których inni nie zauważają. W swojej powieści Hornby’emu udaje się jednak przemycić kilka wskazówek jak być dobrym. Przede wszystkim należy dbać o siebie, bo nie pomożemy innym, gdy sami mamy się nie najlepiej. Troszczmy się o rodzinę i przyjaciół. Pomóżmy sąsiadowi. Wystarczą małe rzeczy, drobne gesty. Całego świata nie zmienimy.
Katarzyna Busłowska - awatar Katarzyna Busłowska
oceniła na 7 7 lat temu
Może zawierać orzeszki John O'Farrell
Może zawierać orzeszki
John O'Farrell
John O'Farrell - uważny obserwator z przymrużeniem krytycznego oka. Książka reklamowana jako zabawna - i to się zgadza. Momentami rzeczywiście chichotałam na głos, a wiele sytuacji jest faktycznie śmiesznych. Książka opisywana jako satyra na rodziców XXI wieku - i to też się zgadza. Można tu wyróżnić dwie dominujące cechy tych rodziców. Po pierwsze megalomania i nadmierna ambicja na punkcie własnego dziecka. Musi ono być we wszystkim "naj", szczególnie na tle dzieci innych znajomych. Od małego bierze udział w wyścigu szczurów, jest wychowywane, tresowane, dokształcane. Uczęszcza na niezliczoną ilość zajęć dodatkowych, czasami wręcz absurdalnych, byle tylko się wyróżnić na tle innych dzieci. Musi być uzdolnione ponadprzeciętnie, bo to wstyd mieć tylko zwyczajne dziecko. Druga cecha to nadopiekuńczość i paranoiczny wręcz lęk, by coś złego się temu dziecku nie przytrafiło. Fragment o zabawie dzieci w piaskownicy w kaskach na wypadek spadającego meteorytu rozbawił mnie i przeraził równocześnie. Odbiera się dziecku wręcz możliwość popełnienia błędu i doświadczenia płynącego z nauki na własnych błędach. Tu nie ma miejsca na takie faux pas. Nie da się uchronić dziecka przed wszystkimi problemami tego świata. Musi zetknąć się z biedą, niesprawiedliwością, chorobą, przemocą. Obraz zwariowanych rodziców, którzy którzy dla dobra swoich dzieci usprawiedliwiają swój egoizm, naginają własne zasady moralne, a nawet są w stanie posunąć się do oszustwa, to właściwie smutne i niesmaczne. Ale czy nieprawdziwe? Obawiam się, że nie. Tylko czy to jeszcze jest miłość, czy głupota? Autor sam jest rodzicem i pewnie wiele opisanych sytuacji zaobserwował. Opisał je z humorem, nie krytykuje dosłownie, ale daje do myślenia. Zachęcam do przeczytania, bo myślę że warto.
Gosia - awatar Gosia
oceniła na 7 6 lat temu
Lekcje pana Kuki Radek Knapp
Lekcje pana Kuki
Radek Knapp
Chociaż z emigracją zarobkową miałem stosunkowo mało do czynienia, bo za granicą przebywałem łącznie około rok, był to dla mnie czas niezwykle ważny, godny napisania własnej książki i wydania jej poprzez tzw. self-publising. Jeszcze przed wyjazdem zacząłem przeżywać emigrację, a po powrocie żyłem nią jeszcze wiele lat, kończąc pisanie mojego specyficznego pamiętnika pt. "Tell Mi'chał to Do This". Dopiero po emigracji naprawdę doceniłem film "Szczęśliwego Nowego Jorku", a po obejrzeniu serialu "Emigracja XD", czułem się, jakby emigranci Polscy rozumieli się bez słów. Na książkę Radka Knappa trafiłem przypadkowo, ale od początku poczułem klimat emigracji, z tym że tej bardziej hardcorowej – sprzed exodusu Polaków na Zachód (druga dekada XXI wieku). Mimo zupełnie innego kierunku emigracji głównego bohatera, książka bardzo mocno przypomina późniejszą twórczość Malcolma XD. Zacznę od tego, że sam po własnych doświadczeniach z opisywaniem anegdot związanych z życiem na obczyźnie uznaję temat emigracji zarobkowej za wyjątkowo wdzięczny, a w połączeniu z wchodzeniem w dorosłość, jeszcze wdzięczniejszy. Łączą się wówczas bowiem dwa zderzenia światów – kulturowy oraz inicjacja w dorosłość i to od razu na głęboką wodę. Jestem niemal przekonany, że osoby mające podobne wspomnienia z emigracją odbierają dzieło Radka Knappa na zupełnie innym poziomie percepcji od przypadkowych czytelników. Ci drudzy, owszem, mogą śmiać się i smucić, przeżywać przygody bohatera książki, ale prawdziwi emigranci będą czuć każdy rozdział w kościach i sercu – odżyją jakieś dawne rany, pojawi się spazmatyczny śmiech przy sytuacjach komicznych, a przede wszystkim siłą rzeczy czytelnicy tacy będą współczuć oraz kibicować młodemu emigrantowi, pamiętając o podobnych zdarzeniach, które spotkały kiedyś ich samych. Rok wydania 2003 to jeszcze czas, kiedy taka książka mogła być zwyczajnie ciekawostką, ale dziś mówimy już nie tylko o pokoleniu wychowanym przez doświadczenie emigracji zarobkowej, ale nawet pokoleniu ich dzieci, które przez wyjazd ich rodziców, albo narodziny poza granicami Polski, podwójne obywatelstwo, dwujęzyczność, albo samotność w oczekiwaniu na powrót rodzica z pieniędzmi do Polski, mogą lepiej zrozumieć tę swoją emigrancką spuściznę. Tak, zdarzenia opisane tutaj mogą po wielu latach wydawać się oczywiste, mało zaskakujące, bo temat jest jednak raz na jakiś czas grzany w popkulturze, ale osobiście nigdy nie znudzę się taką literaturą i filmami opartymi o autentyczne doświadczenia naszych rodaków za granicą. Każda taka lektura wraca mnie myślami do czasu, kiedy wszystko wydawało się łatwiejsze – nawet bez pracy i pieniędzy. To takie wakacje, z tym że bez większego odpoczynku, sporym stresem i ryzkiem utraty dachu nad głową, ale jednocześnie przygody, które były bezcenne. Nie wiem, na ile ta ciekawa historia opowiedziana w "Lekcjach pana Kuki" ma jakieś pokrycie z rzeczywistością, ale nawet gdyby było to coś jak pół na pół i do tego mocno podkoloryzowane, zarzuty miałbym nie do zmyślonych linijek, ale do zakończenia. Jeśli to zakończenie według samego autora najlepiej zamyka opowieść – bo nic wartego opisania już więcej się nie wydarzyło – to dobrze. Literatura jednak rządzi się pewnymi prawami, trochę jak filmy oparte na faktach, kiedy dla dramaturgii dodaje się jakiś pościg albo inne elementy, które naprawdę nie miały miejsca. No więc w "Lekcjach pana Kuki" zabrakło mi domknięcia rozmów z tytułowym panem Kuką – sąsiadem głównego bohatera. Brak rozwinięcia albo domknięcia wątków związanych z wieloma ciekawymi postaciami składam na karb trzymania się faktów z próbą ograniczenia zmyślonych wydarzeń. Jest to książka krótka, ale wciąga czytelnika niebywale, a przez to z każdym nowym dniem na emigracji, czytelnik ma coraz większe oczekiwania. Tymczasem autor zostawia nas niespodziewanie samym sobie z domysłami każącymi wejść w głowę protagonisty, nie tylko nie dając odpowiedzi na pytanie "co dalej?", ale w ogóle ryzykując, że czytelnik straci trochę szacunku do młodego Polaka, którego dobrotliwa naiwność była do tej pory jego najważniejszą cechą pozytywną. To moje bardzo subiektywne spostrzeżenie, ale tak sobie myślę, że skądś jednak wzięły się te chyba nie najwyższe oceny czytelników na portalu lubimyczytac.pl i może nie tylko ja na koniec poczułem brak oczekiwanej satysfakcji.
Michał Krzycki - awatar Michał Krzycki
ocenił na 7 7 miesięcy temu
25. godzina David Benioff
25. godzina
David Benioff
KTO NIE CHCIAŁBY PRZEŻYĆ SWOJEJ 25. GODZINY? Oczywiście zrobiłem nie ,,po książkowemu", tzn. oglądając najpierw adaptację, a dopiero dużo, dużo później czytając oryginał - i od razu muszę przyznać, że jednak wersja filmowa bardziej do mnie trafiła. Fabuła jest raczej prosta i z opisu (który przedstawia się następująco: ostatnia doba na wolności byłego handlarza narkotyków Monty'ego, podczas której żegna się ze znajomymi zanim uda się do więzienia) może nie sugerować niczego wybitnego, lecz to co, jest najlepsze w książce to: dialogi - naturalne, barwne, intensywne; a także niewypowiedziane, ukryte między słowami emocje. Bohaterowie są sportretowani wyraziście i wiarygodnie, wraz ze wszystkimi swoimi doświadczeniami, wdziękami i ułomnościami. Każdy z nich ma swoje 5 minut, swoje problemy i wewnętrzne sprzeczności oraz prezentuje inną postawę wobec sytuacji Monty'ego. OCENA: 7,5/10. W skali LC raczej 7, czyli ,,bardzo dobra", gdyż do ,,rewelacyjnej" (czyli na 8) wg mnie trochę brakuje. Może rewelacyjne są niektóre fragmenty, np. pamiętne monologi. ,,25. godzina" choć jest krótka i może nie wgniata w fotel zawrotną akcją, to jest dla mnie godna pochwały dzięki atrakcyjnej formie oraz bogatej treści mówiącej przede wszystkim o wartościach współczesnego życia, o lojalności, zagubieniu, o pędzie wielkiego miasta. A znakomite zakończenie zapamiętam chyba do końca życia.
afeN - awatar afeN
ocenił na 7 4 lata temu
Vernon D.B.C. Pierre
Vernon
D.B.C. Pierre
Jeden z lepszych tegorocznych zakupów. Są powieści, które pachną prochem, potem i telewizyjnym popcornem. I choć przewracasz ich strony, czujesz, jak kleją ci się palce od cukru, kłamstw i smogu współczesności. Debiutancka powieść DBC Pierre’a, jest właśnie takim doświadczeniem. To proza jak reality show zmontowane z potłuczonego lustra Ameryki, w którym każdy z nas (nawet jeśli nie przyznaje się do tego głośno), rozpoznaje własny cień. Pierre dokonuje wiwisekcji współczesnego świata,z chirurgiczną precyzją i sarkastycznym uśmiechem. Główny bohater, Vernon, to nastolatek wrzucony w medialne piekło po tym, jak jest świadkiem szkolnej masakry. Społeczeństwo, łase na winnych jak hieny na krew, błyskawicznie znajduje w nim idealnego kozła ofiarnego. Od tego momentu fabuła toczy się jak szalona, między absurdem a tragedią, między CNN a konfesjonałem. Autor pisze językiem, który przypomina nielegalny miks Marka Twaina i Huntera S. Thompsona po nocnej libacji z kulturą memów. Jego styl jest brudny, błyskotliwy, przesterowany. Każde zdanie iskrzy desperacją i czarnym humorem. Pod tą warstwą satyry bije autentyczne, ludzkie serce – chłopięce, naiwne, przerażone codziennością, która potrafi zniszczyć człowieka szybciej, niż zmontuje materiał do wiadomości o siedemnastej. To powieść o publicznym ukrzyżowaniu. O zdegenerowanym świecie, który potrzebuje ofiar, by utwierdzić się w przekonaniu, że wciąż jest moralny. Vernon staje się symbolem tego, jak łatwo opinia publiczna potrafi stworzyć potwora z kogoś, kto po prostu nie miał szczęścia. Pierre z okrutnym wdziękiem przedstawia Amerykę jako krainę, gdzie religia miesza się z reklamą, a współczucie z telewizyjnym show. Każda postać jest zarazem karykaturą i człowiekiem z krwi i kości... Może właśnie w tym tkwi siła narracji. Nie jest to jednak lektura łatwa. Niektórym może wydać się zbyt krzykliwa, zbyt cyniczna, zbyt „amerykańska”. Ale właśnie w tym nadmiarze tkwi jej prawda. Autor nie moralizuje. Stawia nas przed lustrem, które powiększa każdy pryszcz naszej cywilizacji. Kiedy w finale Vernon — już niemal mityczny w swojej niewinności, konfrontuje się z groteskowym światem dorosłych, czytelnik doświadcza czegoś rzadkiego: katharsis wymieszanego z obrzydzeniem. Vernon nie oferuje pocieszenia. Zdziera z nas komfortowe złudzenia, że wiemy, czym jest zło, i że zawsze mieszka gdzieś indziej.DBC Pierre stworzył debiut, który można kochać lub nienawidzić, ale nie sposób przejść obok niego obojętnie. To literacka prowokacja. Jest bluźniercza, dzika, a przy tym boleśnie prawdziwa. Po lekturze zostaje w człowieku niepokój, jakby dopiero co zobaczył siebie w kamerze transmitującej wszystko na żywo. Może wszyscy jesteśmy Vernonami. Tylko jeszcze nikt nie skierował kamery w naszym kierunku. Nagroda Bookera, przyznana w 2003 roku, była dla świata literackiego zaskoczeniem, co mnie kompletnie nie dziwi, patrząc na mnogość zastosowanych wulgaryzmów i odniesień do upadku człowieczeństwa. DBC Pierre, do tamtej pory kompletny outsider, człowiek o reputacji rozrzuconej między Meksykiem, Londynem i ruiną własnej przeszłości, pojawił się z powieścią, która wyglądała jak zadrukowana kaseta VHS z końca wieku. W momencie, gdy brytyjska proza tonęła w melancholii postimperialnej, a amerykańska literatura szukała sensu po 11 września, Pierre zaproponował coś innego: czarną satyrę na amerykański sen po medialnej apokalipsie.Warto nadmienić, że rok 2003 był czasem globalnego kaca. W powietrzu unosił się strach, patriotyczna gorączka i nowa forma hipokryzji. Ta, która usprawiedliwia wszystko, o ile można to pokazać w telewizji. W takiej rzeczywistości Vernon brzmiał jak bunt, jak śmiech na pogrzebie bliskiego. To opowieść o tym, jak kultura spektaklu pożera własne dzieci – dosłownie. Pierre, z całą swoją bezczelnością, dotknął czegoś, czego wielu autorów wówczas unikało: amerykańskiego pocieszenia przez pogłębiającą się przemoc. U niego nikt nie zostaje uratowany przez prawdę. Prawda, jeśli się pojawia, jest raczej wirusem niż objawieniem. W epoce TikToka, fake newsów i publicznych linczów w sieci powieść Pierre’a brzmi wręcz niepokojąco aktualnie. Jego świat to przecież nasz świat: tylko z początku XXI wieku, zanim wszystko przyspieszyło. Wtedy internet dopiero stawał się narzędziem, które zrównuje winę z widzialnością. Pierre wyczuł tę zmianę intuicyjnie albo w narkotykowym transie. Vernon to nie tylko ofiara zbiorowego osądu, lecz także pierwszy święty ery postprawdy – chłopiec, którego niewinność zostaje zniszczona przez potrzebę narracji. W tym sensie Vernon nie jest już tylko satyrą, ale moralitetem o świecie, w którym prawda i spektakl są nierozłączne. Warto przypomnieć, że DBC Pierre przyznał później, iż napisał debiut „z resztek własnego upadku” — z długów, uzależnień i poczucia wstydu. Może właśnie dlatego jego ironia ma w sobie tak dużo egzystencjalnego bólu. W przeciwieństwie do wielu pisarzy satyrycznych Pierre nie śmieje się z dystansu, śmieje się z wnętrza katastrofy.Ta powieść w mojej ocenie nigdy się nie zestarzeje, choć opowiada o świecie sprzed smartfonów. Dopóki istnieje potrzeba potępienia, dopóty Vernon – ten młodociany kozioł ofiarny w baseballówce,będzie w nas żył.
Efemerycznoscchwil - awatar Efemerycznoscchwil
ocenił na 9 4 miesiące temu

Cytaty z książki Juliet, naga

Więcej

Wyobrażasz sobie, co by było, gdybym miał, powiedzmy, udzielić wywiadu jakiemuś pismu muzycznemu, które zainteresowałoby się kimś takim, jak ja? "Nie, nie byłem. Nie, nie ma. Nie, nie zrobiłem". Wywiad byłby tak nieciekawy, że aż nieprzekonujący. Każdy może powiedzieć, że nic nie robił.

Wyobrażasz sobie, co by było, gdybym miał, powiedzmy, udzielić wywiadu jakiemuś pismu muzycznemu, które zainteresowałoby się kimś takim, jak ja? "Nie, nie byłem. Nie, nie ma. Nie, nie zrobiłem". Wywiad byłby tak nieciekawy, że aż nieprzekonujący. Każdy może powiedzieć, że nic nie robił.

Nick Hornby Juliet, naga Zobacz więcej
Więcej