Jakiegoż to gościa mieliśmy : o Annie Świrszczyńskiej

Okładka książki Jakiegoż to gościa mieliśmy : o Annie Świrszczyńskiej
Czesław Miłosz Wydawnictwo: Znak biografia, autobiografia, pamiętnik
106 str. 1 godz. 46 min.
Kategoria:
biografia, autobiografia, pamiętnik
Format:
papier
Data wydania:
2003-01-01
Data 1. wyd. pol.:
1996-01-01
Liczba stron:
106
Czas czytania
1 godz. 46 min.
Język:
polski
ISBN:
83-240-0275-8
Średnia ocen

                7,3 7,3 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Jakiegoż to gościa mieliśmy : o Annie Świrszczyńskiej w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Jakiegoż to gościa mieliśmy : o Annie Świrszczyńskiej

Średnia ocen
7,3 / 10
39 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
638
584

Na półkach:

Dlaczego Świrszczyńska?
Odpowiada Miłosz:

"Należała do mojego pokolenia, została też przez to pokolenie dobrze przyjęta. Odtąd była dla mnie znaczącym nazwiskiem i wiele się po niej spodziewałem. Teraz uważam, że nas nie zawiodła, i piszę o niej aby miejsce jej należne w dziejach polskiej poezji"

I chyba Miłoszowi się udało. W moim przypadku skutecznie przywrócił pamięć o ...poetce. Niby słyszałem o niej, znałem kilka jej wierszy (nawet na pamięć), ale myślałem: Jedna z wielu młodych, ambitnych, które chciały "przelać na papier swoje łzy niewieście".
A dzięki Miłoszowi i jego esejowi zobaczyłem wielką polską poetkę. Nie poetkę feministkę - chociaż trochę feminizowała. Nie poetkę patriotkę zawodzącą po stracie zębów w czasie jakiejś bardzo ważnej bitwy "Wybili Panie, wybili".
Dzięki Miłoszowi poznałem Annę Świrszczyńska jako poetkę wojny, ale nie jest jej poezja zapisem bohaterstwa, bardziej jest opisem tragizmu wojny. Właściwie nie znam niczego podobnego, nie tylko w polskiej literaturze. Chodzi mi szczególnie o tom "Budowałam barykadę", gdzie poprzez wiersze dała świadectwo swojej obecności w walczącej Warszawie. A uczestniczyła w nim jako sanitariuszka i w pewnym momencie jej wiersze przybierają postać traktatu o umieraniu.
Oczywiście poezja Świrszczyńskiej to nie tylko wiersze o powstaniu - i daje temu świadectwo Miłosz - ale dla mnie Świrszczyńska przede wszystkim budowała barykadę, chociaż również prowadziła "Bardzo smutne rozmowy nocą", bo dzięki temu wierszowi poznałem Świrszczyńską wcześniej, a to już nie jest zasługa Miłosza.

Dlaczego Świrszczyńska?
Odpowiada Miłosz:

"Należała do mojego pokolenia, została też przez to pokolenie dobrze przyjęta. Odtąd była dla mnie znaczącym nazwiskiem i wiele się po niej spodziewałem. Teraz uważam, że nas nie zawiodła, i piszę o niej aby miejsce jej należne w dziejach polskiej poezji"

I chyba Miłoszowi się udało. W moim przypadku skutecznie przywrócił pamięć...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

100 użytkowników ma tytuł Jakiegoż to gościa mieliśmy : o Annie Świrszczyńskiej na półkach głównych
  • 53
  • 47
25 użytkowników ma tytuł Jakiegoż to gościa mieliśmy : o Annie Świrszczyńskiej na półkach dodatkowych
  • 12
  • 3
  • 3
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Jakiegoż to gościa mieliśmy : o Annie Świrszczyńskiej

Inne książki autora

Czesław Miłosz
Czesław Miłosz
Czesław Miłosz był synem Aleksandra Miłosza i Weroniki Miłoszowej z Kunatów. Urodził się w Szetejniach, dziedzicznym majątku matki położonym nad Niewiażą, w powiecie kowieńskim guberni kowieńskiej Imperium Rosyjskiego, w parafii Opitołoki, gdzie został ochrzczony w kościele Przemienienia Pańskiego w Świętobrości. Rodzina Miłoszów, pieczętująca się herbem Lubicz, należała do starego szlacheckiego rodu. Wielkie Księstwo Litewskie, na którego dawnych terenach Miłosz się wychował, wraz ze swą wielokulturową i tolerancyjną atmosferą, wywarło decydujący wpływ na twórczość poety, a on sam często odwoływał się do wspomnień z dzieciństwa (Dolina Issy). Inspirację stanowiło dla niego zarówno spokojne życie na wsi, jak i szalone podróże z ojcem. Ogromny wpływ na poetę wywarły także wydarzenia historyczne, których był świadkiem: rewolucja październikowa i wojna polsko-bolszewicka. 19 września 1917 urodził się jego młodszy brat, Andrzej Miłosz, późniejszy reżyser dokumentalista, publicysta i tłumacz. Miłosz studiował na Uniwersytecie Stefana Batorego w Wilnie, najpierw polonistykę na Wydziale Humanistycznym, po krótkim czasie przeniósł się na Wydział Nauk Społecznych, by studiować prawo. Zadebiutował w 1930 na łamach uniwersyteckiego pisma „Alma Mater Vilnensis” wierszami Kompozycja i Podróż. Był członkiem głośnego w Wilnie Akademickiego Klubu Włóczęgów Wileńskich (AKWW). Ponieważ organizacja ta była programowo apolityczna, jego przyjaciółmi w tamtym czasie byli: komunizujący Teodor Bujnicki, Stefan Jędrychowski, Henryk Chmielewski, przywódca wileńskich narodowców Kazimierz Hałaburda, a także Paweł Jasienica czy znany podróżnik i założyciel AKWW Wacław Korabiewicz. Po wyjściu z AKWW razem z lewicującymi kolegami założył Klub Intelektualistów. Był członkiem grupy poetów Żagary i współtwórcą pisma o tej samej nazwie. Pracował w Polskim Radiu Wilno. Po wybuchu II wojny światowej Miłosz udał się na południe kraju. Gdy 17 września ZSRR zaatakował Polskę poeta znajdował się już w Rumunii. Wojska ZSRR zajęły Wilno, a potem przekazały je Litwinom. Miłosz powrócił do rodzinnego miasta, przyjmując obywatelstwo litewskie. Jednak już 14 czerwca 1940 ZSRR wkroczyło na teren Litwy i rozpoczęła się sowiecka okupacja. Poetą bardzo wstrząsnęły te wydarzenia, co miało odzwierciedlenie w jego poezji. Opuścił Wilno i przeniósł się do okupowanej przez Niemców Warszawy, gdzie pracował jako woźny w Bibliotece Uniwersyteckiej. Uczestniczył w podziemnym życiu literackim, pod pseudonimem Jan Syruć opublikował w 1940 r. tom Wiersze. Po upadku powstania warszawskiego Miłosz znalazł schronienie najpierw w Janisławicach, później w majątku Jerzego Turowicza w Goszycach. W styczniu 1945 roku zamieszkał w Krakowie. Brat Andrzej Miłosz, przebywający w czasie okupacji w Wilnie, także czynnie działał w podziemiu polskim. W 1943 roku Andrzej przemycił do Warszawy ukrytych w ciężarówce Seweryna Trossa i jego żonę. Czesław przyjął Trossów, znalazł im kryjówkę i wsparł finansowo. Pomógł także Żydówkom, Felicji Wołkomińskiej, jej siostrze i bratowej, które zbiegły z Warszawy w przededniu powstania w getcie. Trossowie zginęli w powstaniu warszawskim. Wołkomińska przeżyła i w 1957 roku wyemigrowała do Izraela. Za pomoc udzieloną rodzinie Trossów i Wołkomińskich Czesław i Andrzej Miłoszowie zostali uhonorowani przez Instytut Jad Waszem tytułem Sprawiedliwych wśród Narodów Świata (25 lipca 1989 roku). Podjął m.in. pracę w dyplomacji komunistycznego rządu Polski w Stanach Zjednoczonych oraz Paryżu, jako attaché kulturalny. W 1951 poprosił o azyl polityczny we Francji, kiedy w trakcie pobytu w Paryżu zdecydował się pojechać do redaktora „Kultury”, Jerzego Giedroycia, prosząc o ukrycie, i zabezpieczenie jego rzeczy do czasu, gdy otrzyma azyl polityczny. Obawiano się bowiem porwania, lub innej formy sabotażu ze strony polskich komunistów. Miłosz mieszkał przez pewien czas w Maisons-Laffitte, co doprowadziło do jego wieloletniej współpracy z tym pismem. Było to jednak powodem skandalu w części polskiej emigracji – przeciwko przyjęciu Miłosza protestowała m.in. redakcja „Wiadomości” Mieczysława Grydzewskiego. Dwa lata później Instytut Literacki Giedroycia wydał Zniewolony umysł (1953) – esej skierowany do polskiej emigracji, mający wyrazić mechanizm myślenia człowieka w demokracjach ludowych. Józef Mackiewicz nazwał ją w londyńskim tygodniku „Wiadomości” „wielkim odpompatycznieniem myśli emigracyjnej”, jak podaje Witold Gombrowicz. W następnych latach Instytut Literacki wydał większość dzieł Miłosza, a sam Jerzy Giedroyc przedstawił jego kandydaturę do Nagrody Nobla. W 1960 Miłosz przeprowadził się do Stanów Zjednoczonych, gdzie wykładał literaturę słowiańską na Uniwersytecie Kalifornijskim w Berkeley, oraz na Harvardzie. Za granicą tworzył głównie poezję, bardzo różnorodną, choć największe uznanie zyskały jego wiersze polityczne (m.in. Który skrzywdziłeś). W PRL oficjalnie uznany za zdrajcę i renegata, został uroczyście potępiony przez Związek Literatów Polskich oraz niektórych autorów (Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego, Kazimierza Brandysa, Jarosława Iwaszkiewicza i Antoniego Słonimskiego). Do 1980 istniał zapis cenzorski, nie tylko zakazujący publikacji jego utworów, ale nawet wymieniania jego nazwiska (w sytuacjach koniecznych używano np. eufemizmu autor „Ocalenia”; pod nazwiskiem publikowano dokonane przezeń tłumaczenia, m.in. w antologii Poeci języka angielskiego [1969-1974]). Książki Miłosza były drukowane w podziemiu, przemycane z zagranicy, a dla nielicznych dostępne w działach prohibitów bibliotek uniwersyteckich. Miłosza odrzucała również część polskiej emigracji, zarzucająca mu początkowe poparcie dla komunistycznych przemian w Polsce i bolszewizm. Stosunek władz i środowiska emigracyjnego do Miłosza zaczął się zmieniać po 1980 r., kiedy poeta otrzymał literacką nagrodę Nobla za całokształt twórczości. Rok później przyjechał do kraju, gdzie jego utwory zostały już oficjalnie wydane (choć część z nich ocenzurowano, a część mogła się nadal ukazywać tylko w wydaniach podziemnych). Stały się one natchnieniem dla rozwijającej się opozycji politycznej. W 1993 r. poeta definitywnie przeprowadził się do Polski, gdzie jako miejsce pobytu wybrał Kraków, jak twierdził „najbardziej zbliżony do Wilna”. Miłosz zmarł 14 sierpnia 2004 w Krakowie, przeżywszy 93 lata. Został pochowany 27 sierpnia 2004 w Krypcie Zasłużonych na Skałce. Pierwszą żoną Czesława Miłosza została w 1944 Janina z domu Dłuska, primo voto Cękalska. Poślubiła go w styczniu 1944 w Warszawie. Po zakończeniu II wojny światowej wyjechała wraz z mężem do Stanów Zjednoczonych, gdzie mieszkała do końca życia. Po jej śmierci Czesław Miłosz napisał wiersz Na pożegnanie mojej żony Janiny. Mieli dwóch synów: Anthony’ego (ur. 1947) i Piotra (ur. 1951). Drugą żoną Czesława Miłosza została w 1992 amerykańska historyczka Carol Thigpen-Miłosz. Czesław Miłosz przeżył również drugą żonę. Inicjację seksualną przeżył w wieku 15 lub 16 lat, podczas wakacji w Krasnogrudzie, z urodziwą mężatką Ireną, która nudząc się na letnisku spędzała z nim dużo czasu, a wieczorami uczyła tańczyć tango. W okresie studiów romansował m.in. ze studentką polonistyki Klementyną Sołonowicz (później matką Daniela Olbrychskiego), Tolą (którą poznał podczas wakacji przygotowując się do jesiennej sesji poprawkowej), Niką Kłosowską (starszą o dwa lata mężatką, z której powodu gospodyni wypowiedziała mu mieszkanie) oraz studentką Wileńskiego Studium Teatralnego Ireną Górską (później matką aktorów Macieja i Damiana Damięckich). W okresie paryskim ważną rolę w życiu poety odegrała Jeanne Hersch, obywatelka Szwajcarii polskiego pochodzenia, filozof, później profesor Uniwersytetu Genewskiego. Stała się dla niego ważną partnerką intelektualną, z którą prowadził dysputy światopoglądowe i literackie. Zainspirowała go do napisania powieści na konkurs ogłoszony przez Europejską Fundację Kulturalną. („Zdobycie władzy”), którą przetłumaczyła na język francuski. Miłosz wyprowadził się z siedziby paryskiej „Kultury” i zamieszkał z nią w jednym z paryskich hoteli. Zastanawiał się nawet nad porzuceniem Janki i dzieci. Burzliwy związek z zaborczą Jeanne szybko uległ jednak rozpadowi. Miłosz sprowadził żonę z dziećmi do Francji i zaaprobował postawione przez nią warunki. Ich wieloletni związek usankcjonował ślub kościelny w polskim kościele przy ul. Saint Honoré w Paryżu, zawarty 13 stycznia 1956 r. Drugą wielką miłością Miłosza była tajemnicza „Ewa”, dziennikarka z Polski, która jesienią 1979 r. w Berkeley przeprowadziła z nim serię wywiadów. Zafascynowany młodszą od siebie o 31 lat dziewczyną, zaproponował jej posadę asystentki. Owocem tego związku był wydany w 1984 r. tom „Nieobjęta ziemia”, który jak wyznał poeta powstał „całkowicie pod znakiem Ewy”, gdyż dzięki niej nastąpiło u niego „jakieś otwarcie na wymiar osobisty ludzkich spraw”. Konstanty Jeleński namawiał nawet przyjaciela na rozwód, ale Miłosz okazał się „absolutnie niezdolny do opuszczenia schorowanej żony”. Związek trwał trzy lata. Partnerka nie zgodziła się na ujawnienie swoich personaliów, choć zdaniem biografów, miłośnicy twórczości poety bez trudu zidentyfikują jej osobę. Zafascynowana jego twórczością opracowywała i redagowała zbiory wierszy poety, tłumaczyła jego utwory na język angielski i wydała o nim książkę. Wiersze Czesława Miłosza są intelektualne, a metafory, jakich używa – sugestywne. Jego twórczość z lat 30., przed II wojną światową jest przesycona katastrofizmem. Dominuje w niej rozmach, metaforyczność, rytmiczność, wizje apokalipsy. Wiersze pisane podczas wojny nie mają już w sobie tyle patosu. Są znacznie mniej ozdobne. Poeta stawia na komunikatywność wiersza – na zrozumiałość zawartych w nim treści filozoficznych i intelektualnych. Część z tych wierszy poświęca Miłosz okupowanej Warszawie (Miasto, Błądząc), w której spędził prawie cały okres wojny. W twórczości Miłosza przypadającej na okres wojny da się również zauważyć świadome odchodzenie od tematyki wojennej. Znajdziemy wiersze opisujące zwykłe piękno świata, który – mogłoby się wydawać – nigdy nie zaznał wojny. Tak jest w wierszu Piosenka pasterska czy w cyklu Świat (poema naiwne) z 1943 r. Wprowadził do literatury polskiej nowy gatunek literacki – traktat poetycki (traktat-poemat), który, zdaniem poety, był wymierzony przeciwko nowoczesności rozumianej jako zawężenie i rozszerzał „pojemność” poezji. W zamieszczonym w tomie Światło dzienne Traktacie moralnym piętnuje zanik wartości, krytykuje brak moralności i wskazuje na to, co jego zdaniem należałoby zmienić w ludzkiej mentalności. W 1957 r. napisał Traktat poetycki, ukazujący historię poezji polskiej XX w. W tomie Druga przestrzeń (2002 r.) znalazł się Traktat teologiczny, w którym Miłosz rozważa problem tajemnicy wiary. Wiele utworów Miłosza z późnego okresu twórczości jest przykładem pisarstwa sylwicznego, komponowanego na pograniczu wypowiedzi poetyckiej, eseistycznej i prozatorskiej. Oprócz wielu tomów poezji Czesław Miłosz wydał kilkanaście zbiorów esejów. Najgłośniejszy z nich, tłumaczony na wiele języków Zniewolony umysł – do dziś uważany jest za wybitną próbę naukowej analizy działania propagandy komunistycznej. Inne ważne zbiory to przede wszystkim Ziemia Ulro, Ogród nauk, Widzenia nad zatoka San Francisco. Miłosz po zerwaniu swoich związków z komunistycznymi władzami wyrażał w swej twórczości niechęć i krytykę w stosunku do PRL, często piętnował polski nacjonalizm, krytykował tradycyjny polski katolicyzm – określając go ciemnogrodem. Wszystkie jego utwory objęte były w 1951 roku zapisem cenzury w Polsce, podlegały natychmiastowemu wycofaniu z bibliotek.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Czy będziesz wiedział, co przeżyłeś Maria Janion
Czy będziesz wiedział, co przeżyłeś
Maria Janion
Lata mijają, a teksty Marii Janion z lat dziewięćdziesiątych nie tracą zaczepności oraz wyrazistości, mimo iż część z forsowanych przez nią prognoz zdezaktualizowała się w dobie teraźniejszości. Niewykluczone, że zdążą się jeszcze urzeczywistnić, choć w tym wypadku konieczny byłby gwałtowny obrót spraw, czemu dano wyraz w rozważaniach o polskiej kulturze literackiej. Niezależnie od tego, które z zapatrywań Marii Janion uznamy za nieprzystające do obecnych realiów życia, nie można im odmówić świeżości, albowiem stawiane przez nią tezy i wyciągane wnioski pobudzają w czytelniku procesy myślowe, a co traktuję jako największą zaletę załączonej pozycji. Maria Janion uprawia naukę o polskiej humanistyce z ogromnym zaangażowaniem, co wyczuwa się już w pierwszym tekście, w którym porusza kwestię zmierzchu paradygmatu romantycznego. „Czy będziesz wiedział, co przeżyłeś?” otwiera drzwi do problemu kultury masowej, jej wejścia na salony, zawłaszczania coraz większej przestrzeni i przyciągania rzeszy odbiorców za sprawą ogólnej dostępności oraz komercyjnego charakteru. Pojawia się wiele pytań o sens kultury wysokiej, jej pojmowanie, doświadczanie, jak również konieczność podtrzymywania kultu obcowania z czymś, co znajduje się dalej albo bywa trudniejsze w odbiorze. Myślę, że tekstów Marii Janion nie można oceniać jako udanych bądź nieudanych. Należy przyjąć do wiadomości jej punkt widzenia w kwestii polskiej humanistyki, z którym nie trzeba w pełni się zgadzać i nie ma w tym niczego niestosownego.
dyrektor_negacja - awatar dyrektor_negacja
oceniła na 7 3 lata temu
Paryskie pasaże. Opowieść o tajemnych przejściach Krzysztof Rutkowski
Paryskie pasaże. Opowieść o tajemnych przejściach
Krzysztof Rutkowski
Krzysztof Rutkowski to taki miłośnik kultury francuskiej, który nie ma dla niej pobłażania w wielu jej aspektach. Potrafi np. napisać: “Czasami słodka Francja odsłania niechcący swe ineksprymable cuchnące i szare, bo niezmieniane od pół wieku. Otwieranie okien wtedy nie pomaga, a wylanie pół litra Chanela na łono i butelki whisky do gardła – nie zdaje się na nic”. To czwarta moja książka Autora, wybitnego intelektualisty, który ma nieszczęście nazywać się jak ktoś…. zupełnie inny. Jego znajomość wszystkiego, co się mieści w pojemnym pojęciu francuszczyzny jest po prostu zadziwiająca. Zarazem, co nieczęsto się zdarza, potrafi celnie uderzyć w słaby, czy też właśnie odwrotnie: silny, punkt tego, co opisuje. A może po prostu jest obiektywny - taka to dziwna przypadłość, przepadła już dawno niczym choćby trzepanie dywanów na podwórkach. I trzepie z zapałem nasz Autor ten francuski kobierzec aż iskry lecą, jaskrawe - bo zachwytu. Wystarczy nieco cytatów, by się przekonać, że mało kto pisze z takim pazurem. .. “W pierwszej połowie XIX wieku Paryż był miastem niesamowicie ciasnym, ciemnym, brudnym, błotnym i cuchnącym jak martwa ostryga”. “Powieści Balzaka i Stendhdala opisują tylko niewielką, cienką – jak bieda zupka – warstwę paryskiego społeczeństwa. 50 tysięcy paryżan żyło sobie w luksusie lub w dostatku; 250 tysięcy wiązało jakoś koniec z końcem, a 700 tysięcy klepało biedę z żałosnym dudnieniem pośród niepowtarzalnych zapachów po obu stronach Sekwany”. “Prawdziwy Babilon. Istna Sodoma. Paryż przerażał. Paryż był chorym człowiekiem Europy”. “Zagęszczenie ludności, stężenie brudu oraz wszelkiego plugastwa osiągnęło w niepięknych dzielnicach Paryża taki stopień, że nawet mieszkańcy nowych lub bogatych części miasta zaczęli się niepokoić”. “Przy zachlapanych stolikach wśród oparów, dymu, cuchu wilgotnych płaszczy i przepoconych koszul nieudani poeci, polscy emigranci i zwykli alkoholicy wyrzynali w pień królów i panów, zakładali zakony zarodowe na szczęśliwą przyszłość ludzkości, rozdzielali między siebie kobiety i zagrabione przez burżujów skarby. Znosili wszelką własność, tęskniąc do nowej pary własnych kalesonów. Niektórzy z nich umrą na suchoty, zwariują od przerzutów syfilitycznych, wskoczą do Sekwany, inni się wzbogacą jeszcze inni trafią do więzienia, reszta pójdzie do klasztoru”. “Psychoanalitycy twierdzą, że przyczyn homoseksualizmu Verlaine'a należałoby szukać w trzech słojach formaliną, w których jego matka zakonserwowała skutki wcześniejszych poronień.(...) Pewnego dnia w przypływie furii potłukł wszystkie słoje, potem rzucił się z nożem na ślubną małżonkę, prawie zadusił matkę, później postanowił zostać świętym”. “Prefekt miasta Paryża wydał w roku 1878 wszystkim policjantom tajnym, jawnym i dwupłciowym rozporządzenie, by pod żadnym pozorem nie zatrzymywali Verlaine'a. “Henri de Toulouse-Lautrec miał metr 52 cm wzrostu i najlepiej czuł się pod stołem lub w burdelu. (...) Koiły go w ramionach krągłe egerie. Wtulał się cały pod ich biusty, rozpłaszczał na brzuchu, wsysał w pępek”. “W latach osiemdziesiątych zeszłego stulecia paryska bohema zmieniała skórę. Dawniej stanowiła sposób na życie. Powoli zamieniała się w zorganizowaną, zbiorową sztukę reklamy”. Jednym z ulubionych bohaterów Autora jest markiz Donatien Alphonse François de Sade. Najwspanialszy jest fragment o jego testamencie, w którym wyraził wolę, aby pochowano go w jego prowincjonalnym majątku, gdzieś w gęstwinie ogrodu (co się jednak nie stało, bo majątek wcześniej sprzedano). “Na zasypanym dole posadzić na powrót wszelkie chwasty, aby wyżej wspomniany dół nie odróżniał się niczym od otoczenia, a zagajnik zarósł jak wprzódy, i aby po moim grobie nie pozostał najmniejszy ślad na powierzchni ziemi podobnie – jak mniemam – pamięć o mnie wśród ludzi zaginie, z wyjątkiem może tyciej garstki nielicznych, którzy obdarzyli mnie swą miłością aż do ostatniej chwili i o których słodkie wspomnienie zabiorę ze sobą do grobu”. Autor celnie wytyka Francji prorosyjskość w XIX wieku i prosowieckość w XX. Wiele miejsca zajmuje rozprawa Rutkowskiego z taką orientacją zwłaszcza u francuskich intelektualistów. “Największy podziw budziła, budzi i budzić będzie nad Sekwaną Rosja. Najpiękniejszy most w Paryżu nosi imię cara Aleksandra III”. “Do połowy XIX wieku, mniej więcej do upadku Wiosny Ludów, francuska lewica adorowała i miłośnie wzdychała do Polski oraz narodów podobnie uciśnionych. Rosja jawiła się jako upiór i oprawca. (...) W drugiej połowie XIX wieku sympatia do Polski stopniała we Francji jak lód na słońcu, by rozpuścić się w brudnej kałuży po Komunie Paryskiej. W dwudziestoleciu międzywojennym podziw wzbudzała już na Sekwaną tylko Rosja sowiecka, a po roku 1945 fala rusofilli z gwiazdą rozpłynęła się we Francji jak sos beszamelowy po kotlecie z mlecznego jagnięcia”. “Trudno sobie nawet dzisiaj wyobrazić, do jakiego stopnia komunizm sowiecki stał się obiektem pożądania dla francuskich środowisk intelektualnych (...) To widmo gdzie indziej przelewanej krwi tak przyjemnie łechtało wyobraźnię w uniwersyteckich salach, w kawiarniach i w salonach. Niczym wspomnienie o słodkich razach zadawanych szpicrutą boskiego markiza”. “We Francji na literackie sukcesy mogą liczyć wyłącznie osoby, które poznały wszelkie zawiłości składni oraz ortografii mowy Racine'a i Moliera. Ponadto warto być draniem i w odpowiednim czasie sympatyzować z czerwonymi. Albo z Czarnymi Panterami, Frakcją Czerwonej Armii lub terrorystami z OWP. Jean Genet popierał z całego serca zarówno Pantery, jak i Arabów, bowiem doszedł do wniosku, że to bardzo piękni chłopcy. Wyznał jednocześnie z żalem, że z żadnym z przystojnych bojowników o wyzwolenie Palestyny nie udało mu się spędzić nocy”. “W 1954 roku Jean Paul Sartre napisał, że każdy obywatel Związku Radzieckiego cieszy się zupełną wolnością słowa i ma prawo krytykować sowiecką władzę ile wlezie. (....) Doszedł do wniosku, że kapitalizm nie może już niczego ofiarować ludzkości. Jedyną rozsądną propozycją jest komunizm. Jak zaczniemy krytykować komunizm, to stracimy sens życia. Jak się straci sens życia – to koniec”. I jeszcze francuska obsesja na punkcie wiecznej młodości: “Tu starości unika się jak kataru lub po prostu w ogóle nie zauważa, niczym kloszarda na ławce, psich odchodów na chodniku lub grymasu na ustach teściowej. Starość nie istnieje a młodość stała się synonimem piękna”. “Bycie w formie zastąpiło obecnie bycie w prawdzie. Zdrowie stało się celem samym w sobie, a młodość absolutem”. Albo taka inteligentna złośliwość: “Kiedy byłem małym chłopcem, to ze wszystkich francuskich profesorów lubiłem najbardziej Claude’a Levi-Straussa, ponieważ kojarzył mi się nieuchronnie z wybornymi dżinsami, które wtedy uznawałem za szczyt osiągnięć rękodzieła artystycznego”. Wielkie wrażenie na koniec wywiera opis kopii listów pisanych ze strefy okupowanej i przechwyconych na rozkaz kolaboracyjnego francuskiego “rządu” Vichy. Niemcy tego nie żądali, to była czysto francuska narodowa inicjatywa. “Tysiące francuskich urzędników pocztowych otwierało codziennie przez 8 godzin (z przerwą na obiad) dziesiątki tysięcy prywatnych listów nad parą i przepisywało je pracowicie z kopiami na przebitce, bo marszałek Petain chciał koniecznie wiedzieć, jakie w narodzie panują nastroje. (...) Tysiące pracowników poczty i telegrafu podsłuchiwało rozmowy Francuzów i notowało wybrane fragmenty”. “Szpiegowano w majestacie prawa, stosy pracowitych stron wędrowały do Ministerstwa Spraw Wewnętrznych w uzdrowisku Vichy, a konsekwencje – w wypadkach uznanych za niebezpieczne – spadały na gadułów jak piorun w zacierkę”. Pasjonująca to lektura książki mojego ulubionego wydawnictwa Słowo/Obraz/Terytoria...
Łukasz Starzewski - awatar Łukasz Starzewski
ocenił na 8 6 miesięcy temu
Nowe lektury nadobowiązkowe 1997-2002 Wisława Szymborska
Nowe lektury nadobowiązkowe 1997-2002
Wisława Szymborska
Lakoniczność - ujmująca całą rzecz samą w sobie – należy do najtrudniejszych wyzwań w sztuce pisania. Szymborska posiadła ją w stopniu doskonałym, o czym w jej prozie świadczy ten pozornie skromny zbiorek. Po lekturze czegoś tak wspaniałego aż się odechciewa przystępować do pisania recenzji jakiejkolwiek książki. Ale z drugiej strony, skoro grafomania polega na przymusie pisania czegokolwiek, to z lubością sam siebie nieco pognębię… Być może nie jest przesadnie trudno sporządzać opinie nt. przeczytanych książek, streszczać fabułę, wymieniać ich wady i zalety, cytować pyszniejsze fragmenty, a nawet zdobywać się na uogólnione stwierdzenia plasujące daną pozycję w jakimś tam kontekście kulturowym. Ale oddać jakąś lekturę, zwłaszcza nieoczywistą w przypadku noblistki, w pełnym dobrotliwej ironii króciutkim a brylantowym mini-eseju, czemu towarzyszy odwołanie się do własnej olbrzymiej wiedzy, oczytania, inteligencji, wreszcie życiowego doświadczenia – to potrafią jedynie Wielcy. No i do tego styl, czyli człowiek… Najważniejszy cytat z tej książki w 100 proc. oddaje moje upodobania czytelnicze: „Nie wiem, skąd się wzięło idiotyczne przekonanie, że na urlopy trzeba brać książki ‘lekkie’. Ależ przeciwnie: te ‘lekkie’ czyta się – jeżeli w ogóle się coś czyta – przed zaśnięciem, po pracy zawodowej i domowej, kiedy trudno już o skupienie, jakiego wymagają książki wybitniejsze”. Ponadto Wisława z pewnością byłaby członkiem Klubu Wiedzy Zbytecznej, założonego przez mojego ulubionego Jana Gondowicza. Np. gdy pisze o neandertalczykach, nie omieszka poinformować nieświadomego tego faktu piszącego to homo sapiens, że nazwa doliny Neandertal pochodzi od 17- wiecznego poety Josepha Neumanna, który przybrał przydomek Neander (grecki odpowiednik jego nazwiska). Dowiedziałem się też tutaj niemiłego faktu dla tak miłującej Innych wspólnoty, że wśród internowanych w Szwajcarii polskich żołnierzy po kampanii francuskiej w 1940 r. wprowadzono „paragraf aryjski”, czyli wyodrębniono do jednej grupy tych żydowskiego pochodzenia. Znając zbiorowe podejście swych rodaków do sprawy, nie sądzę, aby była to robota Szwajcarów – oni i tak od początku świata tak czy inaczej nie znoszą wszystkich cudzoziemców…. Z wybitną intelektualną pasją Autorka znęca się nad najgorszym gatunkiem filmowego kiczu, czyli melodramatem : „Bohaterka zawsze kładzie się spać zawsze w pełnym makijażu i z tymże, nierozmazanym, się budzi”. „Kiedy przychodzi pora na poważną rozmowę z mężem czy kochankiem, zawsze siada przed lustrem i czesze włosy”. „Kiedy kobieta oświadcza ukochanemu, że zostanie ojcem, mężczyzna przyjmuje tę wiadomość z tak niebywałym zdumieniem, jakby nikt go wcześniej nie uprzedził, skąd się biorą dzieci”. I jeszcze cytat jakże miły, jako miłośnikowi CK Monarchii, nt. mitycznej już wtedy, acz historycznej Lodomerii, czyli części łacińskiej nazwy dawnego ruskiego (dziś powiedzielibyśmy: ukraińskiego - nie rosyjskiego, na Boginię!!) Księstwa Halicko-Włodzimierskiego (jego była od XII do XIV wieku Lubelszczyzna, Chełmszczyzna, Podlasie i Galicja). „Była to prowincja-widmo. Nikomu nie udało się określić jej granic i wyodrębnić jej administracyjnie. Prawdopodobnie nawet i sami cesarze nie mieli pojęcia, jaki obszar ta kraina zajmuje”.
Łukasz Starzewski - awatar Łukasz Starzewski
ocenił na 8 2 lata temu
Alchemia słowa Jan Parandowski
Alchemia słowa
Jan Parandowski
„To książka pełna najpiękniejszych zdań na temat literatury, jakie kiedykolwiek zostały spisane po polsku. ” Mariusz Szczygieł Książka stała się bestsellerem, była wielokrotnie wznawiana i jest uważana za biblię i lekturę obowiązkową dla miłośników literatury i warsztatu pisarskiego !!! Pisarz był dwukrotnie nominowany w latach 1957 i 1959 do Nagrody Nobla. Niestety, nie był komunistą, jak chociażby Szymborska, czy działaczkom, jak ta druga "gwiazda" antychrześcijańsko - tęczowo - lewackiego odchylenia i d.... zbita, jak to się mówi. O tym, że autor był świetnym historykiem i obserwatorem niech świadczy fakt, że w 1947 r. w " Odrodzeniu " napisał: " Niebawem rozpoczną Niemcy wielką ofensywę moralną przeciw tym, których wczoraj zabijali i tępili z zamiarem całkowitej zagłady. W coraz już śmielszej propagandzie ludność polska, nawet księża polscy są przedstawiani jako nieludzcy oprawcy na Ziemiach Odzyskanych, Można być pewnym, że w niedalekiej przyszłości znajdą się pióra dość nikczemne, by, najpierw zohydzić męczeńskie narody, następnie zaryzykować rehabilitację katów Europy. Nie wystarczy protestować, karcić, oburzać się, trzeba zmusić do myślenia, trzeba także pióra złamać wstydem. Może to zaś uczynić tylko ciągła naoczność faktów " No tak, wszystko przewidział, tylko jednego... nie. Nie połączył faktów związanych z rozbiorami Polski i z tym, że należy do Wielkiego Narodu IDIOTÓW. Powinien przewidzieć, że kilka dekad później, Polską będzie rządził niemiecki namiestnik !!! Książkę POLECAM !!!
ando - awatar ando
ocenił na 10 1 miesiąc temu
Sześć medalionów i Srebrna Szkatułka Gustaw Herling-Grudziński
Sześć medalionów i Srebrna Szkatułka
Gustaw Herling-Grudziński
Na każdego z malarzy Herling – Grudziński patrzy z unikalnej strony. Nie był krytykiem sztuki, nie musiał się obawiać, co ludzie powiedzą, ani czy jego spostrzeżenia są zgodne z ogólnie przyjętym kanonem itp. Pisał, co myślał, przez to zaś te teksty są unikalne. Nie opowiada tylko o malarzach, to jest swoistego rodzaju mieszanka, to refleksje o życiorysie konkretnego artysty, o jego twórczości, a do tego wszystkiego dochodzą różnorakie refleksje o życiu, ludzkich charakterach, relacjach międzyludzkich, a nawet i pewne wizje. O opowiadaniu o „Srebrnej szkatułce” od kilku dni nie mogę przestać o niej myśleć. W osłupienie wprawiło mnie wprowadzenie przez pisarza elementów nadprzyrodzonych. Sam autor napisał ”Od bardzo dawna występuję przy byle sposobności przeciw antynomii dziwność – naturalność ( prawdopodobieństwo) . Kto uważnie śledzi rzeczywistość, kto ćwiczy się w dostrzeganiu pozornej „dziwności” wielu jej objawów, ten wie, jak dajemy się ograniczać i pętać w spojrzeniu na „naturalne lub prawdopodobne” zdarzenia, szukając w nich wyłącznie tego, co przemawia do naszego poczucia realistycznej trzeźwości. Nie ma podziału na rzeczy „dziwne” i „naturalne”. Jest – jeżeli się tego koniecznie chce – podział na rzeczy „niezwykłe” i „zwykłe”, „trudno uchwytne” i „pospolite”. całość https://powrot-do-krainy-ksiazki.blogspot.com/2025/11/gustaw-herling-grudzinski-szesc.html
LadyBlackCat - awatar LadyBlackCat
ocenił na 10 4 miesiące temu

Cytaty z książki Jakiegoż to gościa mieliśmy : o Annie Świrszczyńskiej

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Jakiegoż to gościa mieliśmy : o Annie Świrszczyńskiej