rozwiń zwiń

Jak przestałam być arystokratką

Okładka książki Jak przestałam być arystokratką
Christine von Brühl Wydawnictwo: Wydawnictwo Prozami literatura piękna
256 str. 4 godz. 16 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Data wydania:
2016-06-22
Data 1. wyd. pol.:
2016-06-22
Liczba stron:
256
Czas czytania
4 godz. 16 min.
Język:
polski
ISBN:
9788365223517
Tłumacz:
Maria Skalska
Średnia ocen

                6,1 6,1 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Jak przestałam być arystokratką w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Jak przestałam być arystokratką



książek na półce przeczytane 1349 napisanych opinii 1064

Oceny książki Jak przestałam być arystokratką

Średnia ocen
6,1 / 10
30 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
981
976

Na półkach: ,

Miłość nie zna barier...?

„Hrabina Christine von Bruhl pochodzi z rodu hrabiego Henryka von Bruhla (pierwszego ministra i ulubieńca króla Polski Augusta III Sasa), któremu Drezno zawdzięcza wspaniałe trasy nazwane jego imieniem. Jako córka dyplomaty wzrastała i wychowywała się w Akrze, Brukseli, Londynie, Bonn... I właściwie wcale nie chciała wychodzić za mąż. Katolicka arystokratka powinna poślubić szlachetnie urodzonego mężczyznę tej samej konfesji – tak nakazuje tradycja. Ale co zrobić, jeśli nie trafi się ktoś odpowiedni, kogo ona mogłaby również pokochać?”

Hrabina Christine von Bruhl urodziła się w 1962 roku w Ghanie. Studiowała slawistykę, historię i filozofię. Pracuje jako niezależna dziennikarka, między innymi dla tygodnika Die Zeit. Wraz z mężem i dziećmi mieszka w Berlinie. Jest autorką kilku książek.

Biografie to gatunek literacki, po który sięgam bardzo sporadycznie. Jednakże „Jak przestałam być arystokratką" nie jest tak całkiem biografią, książka ta zawiera wiele faktów z życia hrabiny, jednak w moim odczuciu pojawia się także wiele fikcji literackiej. Przyznam się Wam szczerze, że początek książki był dla mnie ciężki, w ogóle nie mogłam się wkręcić. Jednak im dalej czytałam, tym było lepiej i coraz bardziej lubiłam Christine, kobietę, która mimo swego pochodzenia pozostała ludzka i bardzo skromna. Nie interesowały jej dobra materialne, najbardziej liczyła się dla niej miłość oraz rodzina, a to wartości, które u każdego człowieka powinny być na pierwszym miejscu.

Nie będę Wam opisywać wydarzeń, które wydarzyły się w życiu hrabiny, wspomnę tylko, że działo się sporo i bardzo spodobał mi się wątek miłosny. Christine już jako dziecko podjęła decyzję, że nie wyjdzie za mąż, nie chciała aranżowanego małżeństwa, pragnęła kochać i być kochaną. I ta miłość niespodziewanie się pojawia pod postacią Schrata, który jest niemieckim artystą, a do arystokracji bardzo mu daleko. Czy hrabina pozwoli sobie na mezalians? Już teraz milczę i zapraszam Was do zapoznania się z tą pozycją.

Powieść tę oceniam dobrze i miło spędziłam z nią czas. Mam tylko jedno zastrzeżenie odnośnie opisów, których jest strasznie dużo i osoby, które za nimi nie przepadają mogą mieć problem podczas czytania. Osobiście tak się wkręciłam w historię życia hrabiny, że nie zwracałam na nie uwagi.

„Jak przestałam być arystokratką” to powieść pełna humoru oraz ironii. Ukazująca uczucie między arystokratką z Niemiec zachodnich i artystą z Niemiec wschodnich, których dzieli dosłownie wszystko, a połączy tylko jedno... MIŁOŚĆ!

Polecam!

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Prozami.
Link do recenzji
http://kobiecerecenzje365.blogspot.com/2016/08/jak-przestaam-byc-arystokratka.html

Miłość nie zna barier...?

„Hrabina Christine von Bruhl pochodzi z rodu hrabiego Henryka von Bruhla (pierwszego ministra i ulubieńca króla Polski Augusta III Sasa), któremu Drezno zawdzięcza wspaniałe trasy nazwane jego imieniem. Jako córka dyplomaty wzrastała i wychowywała się w Akrze, Brukseli, Londynie, Bonn... I właściwie wcale nie chciała wychodzić za mąż. Katolicka...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

76 użytkowników ma tytuł Jak przestałam być arystokratką na półkach głównych
  • 44
  • 32
18 użytkowników ma tytuł Jak przestałam być arystokratką na półkach dodatkowych
  • 10
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Dwadzieścia siedem snów Marta Alicja Trzeciak
Dwadzieścia siedem snów
Marta Alicja Trzeciak
"Dwadzieścia siedem snów" Marty Alicji Trzeciak to ksiązka nietuzinkowa, która pozwala czytelnikowi zawędrować do dwóch światów - onirycznego i - czy na pewno - rzeczywistego. Do urokliwej wsi o nietypowej nazwie To Nowe, celem napisania nowej powieści, przyjeżdża młoda pisarka, która wynajmuje pokój u tajemniczej kobiety, zwanej Szarą. Wraz z nią mieszka tu również matka Szarej i 16-letnia Laura. Od samego początku pobytu kobieta czuje w tym niezwykłym domu jego wyjątkowość, że jest on owiany sekretami i tajemnicami. Z okna jej pokoju widać, posadowiony na wzgórzu, samotny dom, zamieszkały przez niemniej tajemniczą Milenę, który w szczególny sposób intryguje pisarkę. Dodatkowo, w każdą noc, śnią jej się sny, w których mimo że stanowią one jakby odrębną opowieść, pojawiają się w nich ci same postaci, które na codzień otaczają kobietę. To właśnie z tych snów poznajemy historię klątwy, ciążącej nad kobietami z rodziny Szarej. Rzeczywistość splata się tu z senną fantazją, realizm z magią. Z pełnym przekonaniem mogę powiedzieć, że "Dwadzieścia siedem snów" to wyjątkowa i bardzo ciekawa opowieść, w której życie kobiet na współczesnej wsi przeplata się z fantastyczną historią kobiet z dalekiej przeszłości. Przepiękny realizm magiczny tej powieści kojarzy się niewątpliwie z jakąś dawną słowiańską legendą o pramatce, ktorą nie jeden czytelnik będzie chłonął z zapartym tchem. Polecam!
Anna Lipińska-Czajkowska - awatar Anna Lipińska-Czajkowska
oceniła na 7 11 miesięcy temu
Nie omijaj szczęścia Ewa Podsiadły-Natorska
Nie omijaj szczęścia
Ewa Podsiadły-Natorska
Po "Błękitnych dziewczynach" przyszła pora na część drugą. Ktoś może pomyśleć, że to odgrzewany kotlet i autorka nie miała pomysłu, jak to rozwinąć, a może nawet zrobiła to na siłę. Nic bardziej mylnego! W części drugiej główna bohaterka, Kaja Redo, wchodzi w poważną relację z partnerem Michałem. Dowiaduje się o jego rodzinie czegoś zaskakującego, wcześniej Michał słowem o tym czymś nie wspomniał. Poza tym bohaterka kontynuuje swoje zmagania na portalu internetowym- zakłada tym razem PAMIĘTNIK POZYTYWÓW. Chce, aby czytelniczki wypisały codziennie swoje duże i małe sukcesy. W ten sposób pragnie wesprzeć kobiety i udowodnić im, że nawet drobny sukces też ma swoją wartość. Tym razem mamy także do czynienia z tematyką stalkingu. Zmaga się z nim przyjaciółka Milenia, zwana pieszczotliwie Mini. Poznajemy też coś bardzo łzawego- jedna z tak zwanym Błękitnych Dziewczyn z części pierwszej doznaje wypadku samochodowego i zapada w śpiączkę... Książka zmusza nas do refleksji, a czyta się ją niemal ekspresowo. Cieszę się, że powstają takie powieści, ponieważ wielu zdołowanych ludzi nie widzi w sobie choćby odrobiny talentu, radości. A szkoda, nie takie powinno być nasze życie. Można też zastanowić się, co sami napisalibyśmy na swojej kartce - masz szczęśliwą rodzinę? Wspierają Cię bliscy? Nie chorujesz? To już bardzo wiele:) Gorąco zachęcam do lektury obu części!
FioletowaRóża - awatar FioletowaRóża
oceniła na 8 6 lat temu
Hotel Bankrut Magdalena Żelazowska
Hotel Bankrut
Magdalena Żelazowska
“Chodzisz do roboty, której nienawidzisz. Kupujesz rzeczy, których nie potrzebujesz. Mieszkasz z babą, która cię nie kocha. W końcu zrozumiałem, że choćbym nie wiem jak się starał, to nigdy nie wystarczy” – czytam. Ten cytat z książki “Hotel Bankrut” jest uderzająco trafny, nieprawdaż? Powieść Magdaleny Żelazowskiej to doskonałe studium przypadku – a może przypadków? Ludzi, którzy z powodu biedy, nieprzystosowania, a może z winy okrutnych mechanizmów tego świata są “jak grosz, który wyszedł już z obiegu.” Pozwolę sobie wyznać, że należę do osób zdecydowanie leniwych. Lubię wszystko to, co łatwe i przyjemne – dotyczy to również książek. Preferuję pozycje, które czyta się bez wysiłku, tymczasem “Hotelu Bankrut” nieuważnie czytać się nie da. To książka wymagająca skupienia i pewnej koncentracji, jako że wątki z losami bohaterów coraz to urywają się, by następnie przeplatać z historiami innych… Kim są główne postaci? Zacznijmy od słów samej autorki, która opisuje ich w ten sposób: “Bezrobotna stara panna, samotna emerytka, przeterminowany stary kawaler, siksa, której wyimaginowany talent nikogo nie obchodzi, bo takich jak ona jest na pęczki.” Bezrobotna stara panna to Weronika – urodziwa, nieco “puszysta” brunetka, która w lepszych czasach mogła być nazwana kobietą sukcesu. Młoda menager pięła się po szczeblach kariery – jej sukcesy na polu finansowym pozwoliły na zakup pięknego mieszkania w Łodzi oraz liczne podróże do dalekich krajów… Do czasu jednak. Zwolnienie z doskonałej pracy staje się początkiem szybkiego i nieuchronnego upadku w życiu tej aktywnej kobiety. Samotna emerytka to zacna Łucja, która na początkowych stronach powieści zatrudnia się jako recepcjonistka, by dorobić parę groszy, a przede wszystkim wyjść w końcu “do ludzi.” Nowe zajęcie daje jej wiele radości, na krótko jednak! Pechowo dla starszej pani, w tym samym budynku pracuje jej ambitny wnuk, który fakt, że jego babcia siedzi na portierni uważa za uwłaczający… Samotny stary kawaler nazywa się Leon i jest tak naprawdę kawalerem z odzysku. Odeszła od niego żona – ten fakt przypieczętował serię niepowodzeń w życiu bohatera. Przez wiele lat prowadził razem z małżonką popularny w okolicy sklep spożywczy, zbankrutował jednak w wyniku konkurencji z zagranicznym supermarketem… Od tego czasu prowadzi skromny lombard. “Siksa, której wyimaginowany talent nikogo nie obchodzi” to Kinga – wychowywana przez ojca, z którym jest bardzo związana dziewczyna z prowincji wyrusza do miasta Łodzi. Przez dłuższy okres zadowala się pracą w sklepie odzieżowym, pielęgnuje jednak marzenie o zostaniu projektantką ubrań: niespuszczanie z oka tego celu zapoczątkuje niespodziewany zakręt w karierze dziewczyny. To jednak nie wszystko, głównych bohaterów jest bowiem pięcioro. Ostatni z nim jest ambitny Damian, zwany w rodzinie Dudusiem. Mieszkający z matką przystojniak pracuje w banku, jego zajęcie polega głównie na utrzymywaniu kontaktu z osobami, którym się nie powiodło… Jak Weronika, która po utracie pracy nie jest w stanie spłacać swojej wysokiej pożyczki, zaciągnietej we frankach szwajcarskich. Tytułowy “Hotel Bankrut” to mieszkanie Leona, który za opłatą oferuje własny kąt lokatorom. Wprowadzają się do niego: Kinga, która ma serdecznie dość mieszkania z ciotką, Łucja, która po odejściu z pracy wkracza na nową ścieżkę życiową oraz smutna Weronika, zmuszona do wynajecia własnego, wspaniałego mieszkania. Jak wspomniałam wcześniej, powieść Magdaleny Żelazowskiej nie należy do “łatwych” książek… Dlaczego więc przeczytałam ją w jeden wieczór? Odpowiedź brzmi – naprawdę warto. To wspaniała pozycja, która na przykładzie miasta Łodzi pokazuje, jak kryzys ekonomiczny wpływa na życie mieszkańców… W mojej opinii, pomimo niepowodzeń, jakie spadają na bohaterów “Hotel Bankrut” jest powieścią dosyć optymistyczną. Pokazuje, że pieniądze to nie wszystko… Ludziom potrzeba również czegoś innego. Czy to to cenne “coś” zostanie odnalezione przez Weronikę, Leona, Łucję, Damiana i Kingę? O tym należy się przekonać, sięgając po powieść Magdaleny Żelazowskiej! Naprawdę polecam.
Danka Markiewicz - awatar Danka Markiewicz
ocenił na 10 2 lata temu
Siedem listów z Paryża Samantha Verant
Siedem listów z Paryża
Samantha Verant
Są takie historie, których człowiek sam nie wymyśli, one się po prostu dzieją, nie pytając nikogo o zdanie i na tym polega ich piękno. Właśnie z takim przykładem mamy do czynienia w przypadku książki Samanthy Verant "Siedem listów z Paryża" 40-letnia Samantha czuje, że jej życie znalazło się w martwym punkcie: Tkwi w nieszczęśliwym małżeństwie, tonie w długach, bez pracy i perspektyw, a jej najbliższym przyjacielem jest chory pies. Wszystko zmienia się w chwili gdy kobieta trafiła na swoje stare listy od Jean-Luca- chłopaka, który był jej wakacyjną miłością przez jeden weekend spędzony w Paryżu przed dwudziestoma laty. Samantha wraca wspomnieniami do pamiętnych wakacji i listów, na które nigdy nie odpowiedziała, w końcu za namową przyjaciółki postanawia zacząć pisać bloga, na którym opowie całą historię i... odpisać na listy Jean-Luca. Za pośrednictwem internetu kobieta odnajduje swojego "żabiego króla", a odnowiona więź okazuje się równie silna, a nawet silniejsza niż ta sprzed dwóch dekad. Tylko czy internetowa korespondencja może równać się rzeczywistej relacji i czy spotkanie po 20 latach nie będzie dla obojga rozczarowujące? Cóż, tego dowiecie się sami w trakcie lektury. Muszę się Wam przyznać, że już dawno nie czytałam żadnej książki z takim zapałem. Autorka ma ogromną łatwość pisania. Jej lekki, przejrzysty język i ciekawa forma sprawiają, że książkę czyta się niezwykle szybko. Duży plus należy się autorce również za sposób kreacji bohaterów. Opisując własną historię, często ciężko zachować zdrowy dystans i opisać całość w miarę obiektywnie, ale autorce ta sztuka się udała. W "Siedmiu listach z Paryża" nic nie jest tylko czarne lub białe, dobre lub złe, każda osoba, każda sytuacja ma swoje pozytywne i negatywne aspekty dzięki czemu udało się uniknąć przesłodzenia powieści. Wisienką na torcie są przytoczone listy Jean-Luca, które nadają klimat całości i wprowadzają czytelnika w romantyczny nastrój powieści. "Siedem listów z Paryża" to niesamowita, romantyczna historia o tym, że czasami warto zaryzykować i pomimo przeciwności losu i wbrew zdrowemu rozsądkowi dać sobie szansę na szczęście. A fakt, że autorka opisała w książce swoją własną historię dodatkowo podnosi rangę książki i sprawia, że historia z pewnością trafił prosto w serce każdej nieuleczalnej romantyczki, więc jeśli jeszcze szukacie prezentu dla takiej osoby biegnijcie do księgarni póki czas;)
ksiazkoholiczka94 - awatar ksiazkoholiczka94
ocenił na 8 9 lat temu
Od urodzenia Elisa Albert
Od urodzenia
Elisa Albert
Ari, która opowiada tą historię, mieszka w małym miasteczku, ze swoim sympatycznym mężem i wymagającym synkiem. Nie ma nikogo, kto by zrozumiał jej zmagania jako matka. Planuje napisać pracę magisterską, ale od urodzenia dziecka mało się tym interesuje, bo ma lepsze rzeczy do roboty. Teraz zastanawia się kim się stała i czy należycie opiekuje się synem. Jak zaczęłam ją czytać nie byłam nastawiona do niej przychylnie. Po parunastu stronach chciałam ją rzucić w cholerę i przejść do następnej. Styl pisania autorki się do tego przyczynił, ponieważ to nie jest książka oparta na fabule. Bardziej rodzaj takiego podsumowania myśli głównej bohaterki. W niektórych momentach nie wiedziałam czy Ari opowiada o tym co aktualnie myśli, czy to były wspomnienia, ponieważ wszystko było chaotycznie napisane. Autorka jest zabawna i niesamowicie szczera do bólu. Nie przypominam sobie, żebym w jakiejkolwiek książce spotkała się o dyskusji na te tematy. Opowiada o niepokoju, samotności, smutku i zmaganiach związanych z zostaniem matką. Doskonale wiemy, że po urodzeniu dziecka nic nie jest takie samo jak było wcześniej i tutaj jest to opisane. Ari urodziła poprzez cesarskie cięcie i ma wrażenie, że to jej wina. Stara się odkupić swoje winy poprzez karmienie piersią. Autorka tutaj podkreśla, jak bardzo niektóre kobiety nie chcą mówić o cesarskim cięciu z powodu presji. Mogłabym tak pisać i pisać ale zostawię to wam, byście się z tą lekturą zapoznali. Podsumowując: Pozycja szczera w kwestii macierzyństwa, narodzin, przyjaźni, karmienia piersią oraz dzieci. Wyraża wiele obaw, które wiele kobiet ma na temat, porodu czy karmienia. Doświadczysz tu wiele przekleństw, bezczelnego feminizmu oraz rozważań na temat macierzyństwa. Ujmuje kobiecą przyjaźń czy solidarność jajników (jak kto woli) w bardzo konkretny sposób. Z tego miejsca, kłaniam się autorce, że dała mi dużo do myślenia i stworzyła pięknie napisany okrzyk bojowy dla kobiet na całym świecie.
ksiazkowywirek - awatar ksiazkowywirek
ocenił na 8 3 lata temu
Zawierucha w wielkim mieście Krystyna Bartłomiejczyk
Zawierucha w wielkim mieście
Krystyna Bartłomiejczyk
"Zawierucha w wielkim mieście" Krystyny Bartłomiejczyk to moja propozycja na dziś od Wydawnictwo Prozami. To trzecia już książka autorki po "Sama tego chciałaś Zuzanno" i "Zacznij od nowa Zuzanno". Dla mnie to jednak pierwsze spotkanie z twórczością p. Krystyny lecz gwarantuję, że nie ostatnie. Główna bohaterką powieści jest Olga, która właśnie przezywa życiową zawieruchę. Utrata mężczyzny życia oraz pracy, to wszystko co w jednym czasie spada na barki dziewczyny. A wszystko to za sprawą tego, że Olga nie umie odpowiednio wcześnie poznać się na otaczających ja ludziach. I tak jak w piosence Maryli Rodowicz, nasza bohaterka postanawia uciec od niepowodzeń. "Uciec pociągiem od przyjaciół, Wrogów, rachunków, telefonów. Nie trzeba długo się namyślać, Wystarczy tylko wybiec z domu. Wsiąść do pociągu byle jakiego, Nie dbać o bagaż, nie dbać o bilet, Ściskając w ręku kamyk zielony, Patrzeć jak wszystko zostaje w tyle". Olga zostawia wszystko w Polsce i udaje się do swojej siostry, która mieszka w Kanadzie. Jednak czy ucieczka setki kilometrów wymaże z pamięci przykrości, które nas spotkały? Czy wystarczy spakować walizkę, aby zapomnieć o całym bagażu doświadczeń? Niestety przebyte kilometry nie poprawiają, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki humoru Olgi. Ponadto czuje się obco w Kanadzie, a na dodatek odkrywa sekret z przeszłości. Czy jej pobyt będzie udany? Czy odnajdzie cel swojej podróży, jakie niespodzianki na nią czyhają? To lekka i nieskomplikowana historia, która umili Wam z pewnością letnie popołudnie. Pomimo lekko nużącego początku, w którym miałam wrażenie że nic się nie dzieje jeśli już uda się go przebrnąć robi się ciekawiej i bardziej wciągająca. Choć przyznam, że Olga potrafi w całej tej historii być denerwująca i rozkapryszona. Jednak wraz z upływem stron moja sympatia do niej rosła. "Droga do szczęścia nie jest autostradą do nieba. Trzeba zaliczyć trochę potknięć, upadków, prób buntu, zwątpień, zanim dojdzie się do ładu ze swoim życiem, z samym sobą." i tak trochę jest z ta pozycją. Jednak ogólne wrażenie robi na mnie całkiem pozytywne.
Magdalena - awatar Magdalena
oceniła na 6 9 lat temu
Miasto krwi Kamil Dziadkiewicz
Miasto krwi
Kamil Dziadkiewicz
Szansę na przeczytanie Miasta krwi dostałam już spory czas temu, jednak ciągle coś stało mi na drodze, by poznać tę historię. Wiele zobowiązań, wyjazd za granicę, w końcu problem z sięgnięciem po e-booka. Książka grzecznie przeleżała, czekając, aż w pełni będę na nią gotowa. Nie jestem bowiem fanką gatunku fantasy. Na swoim koncie mam już kilka przeczytanych i liczyłam na to, że autorowi również uda się przenieść mnie do magicznego świata, który stworzył w swoim dziele. Siedemnasty wiek, Hyruf. Epoka krwawych wojen religijnych. Poniżany przez ojca z powodu kalectwa Mulgih Thadur nie może dłużej znieść maltretowania siebie i swojej matki. Doprowadzony do ostateczności popełnia makabryczne morderstwo, które pozoruje na samobójstwo. Nie wie jednak, że z ukrycia obserwuje go człowiek Garlona, najważniejszej figury świata przestępczego Hyruf. Popełnione z desperacji zabójstwo wprowadza go na drogę zła, z której nie ma już odwrotu. Chcąc chronić rodzinę, godzi się na najgorsze z możliwych czynów. Początkowo zmuszany przez szantażujących, z czasem odnajduje się w profesji i przechodzi na stronę tych, z którymi walczył - najpierw zakłamanych duchownych, potem reformatorów - opętanych żądzą krwi przeciwników Kościoła. W tego typu powieściach, uwagę zwracam na kilka punktów - kreacja bohaterów, wciągający przedstawiony świat i język, jakim posługuje się autor. Miasto krwi to literacki debiut polskiego, młodego autora. Kamil Dziadkiewicz interesuje się historią i podróżami, co miałam nadzieję, zaowocuje w jego opowieści. Hyruf to miejsce, które od samego początku przypadło mi do gustu. Pan Kamil zadbał o wszelkie detale, które takim czytelnikom jak ja z całą pewnością ułatwią przeniesienie się do magicznego świata. To co mnie urzekło, to wzorowanie się na siedemnastowiecznym Londynie. Choć Hyruf, to literacka fikcja, to zdecydowanie mnie porwała. Uwielbiam wszystko, co z dawnym Londynem związane, a skoro tu stał się wzorem, to jestem stanowczo na tak! Jak już wspominałam, autor fascynuje się historią, co również można zauważyć na łamach jego powieści. Zgrabnie włada piórem, idealnie plątając ze sobą wątki historyczne z literacką fantazją. To, co najważniejsze, zostało osiągnięte. Wraz z Mulgihem przeniosłam się do siedemnastego wieku i do miejsca, które z całą pewnością będę wspominać. Mulgih jest bohaterem, który swoją postawą, podjętymi decyzjami i poczynaniami zdecydowanie mnie zaskoczył. Chłopak toczy ze sobą wewnętrzną walkę. Tragiczne wydarzenia, jakich doświadczył w życiu wpływają na ujawnienie się jego mrocznej strony, która niestety bardzo często bierze górę nad dobrą stroną. Do końca pierwszej części Sagi Wschodu nie jesteśmy w stanie stwierdzić, po której stronie się opowie. Z całą pewnością podsyca to niepewność, a chęć sięgnięcia po kolejny tom staje się jeszcze większa. Miasto krwi to zdecydowanie kolejny udany debiut, jaki w ostatnim czasie wpadł w moje ręce. Choć nie jestem zagorzałą fanką tego gatunku, spędziłam z tą książką przyjemny czas. Uwielbiam, kiedy autor przemyca do swojego dzieła wątki historyczne, tworząc zupełnie nowy, tajemniczy świat. Kamilowi Dziadkiewiczowi zabieg ten udał się na tyle dobrze, że z wielką przyjemnością sięgnę po kolejny tom, by poznać dalsze losy Mulgiha. Polecam! http://krainaksiazkazwana.blogspot.com
KrainaKsiążkąZwana - awatar KrainaKsiążkąZwana
oceniła na 8 9 lat temu

Cytaty z książki Jak przestałam być arystokratką

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Jak przestałam być arystokratką