Autodestrukcja

Okładka książki Autodestrukcja
Monika Zajas Wydawnictwo: Czarna Kawa literatura piękna
256 str. 4 godz. 16 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Data wydania:
2016-07-02
Data 1. wyd. pol.:
2016-07-02
Liczba stron:
256
Czas czytania
4 godz. 16 min.
Język:
polski
ISBN:
9788394444907
Średnia ocen

                6,7 6,7 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Autodestrukcja w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Autodestrukcja



książek na półce przeczytane 2094 napisanych opinii 1785

Oceny książki Autodestrukcja

Średnia ocen
6,7 / 10
40 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
219
79

Na półkach:

Jeden z moich ulubionych gatunków - obyczajowy, współczesny dramat, w dodatku polski. Fajny i tylko tyle. Nic głębszego, nic ponadprzeciętnego. Książka bardzo krótka - spędziłem z nią nie więcej niż 2-2,5 godziny. Dobrze się czyta. Stawiam na to, że równie szybko o niej zapomnę.

Jeden z moich ulubionych gatunków - obyczajowy, współczesny dramat, w dodatku polski. Fajny i tylko tyle. Nic głębszego, nic ponadprzeciętnego. Książka bardzo krótka - spędziłem z nią nie więcej niż 2-2,5 godziny. Dobrze się czyta. Stawiam na to, że równie szybko o niej zapomnę.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

100 użytkowników ma tytuł Autodestrukcja na półkach głównych
  • 57
  • 43
18 użytkowników ma tytuł Autodestrukcja na półkach dodatkowych
  • 9
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Za wcześnie Joanna Barnard
Za wcześnie
Joanna Barnard
"Za wcześnie" to mój kolejny bierdonkowy nabytek, na który natknęłam się przypadkiem podczas próby polowania na "Szeptuchę", ''Carrie" i którąś z serii Bishop. Uwielbiam wszelkie książkowe promocje! Ale mówiłam to już pewnie nie raz. Wcześniej nie spotkałam się z tą książką, a w gazetce na stronie ją przegapiłam ( wiecie, musiałam zawczasu mieć wszystko obcykane i potem tylko szukać konkretnych tytułów), więc, gdy wpadła mi w ręce była dla mnie totalnym zaskoczeniem. Najpierw przyciągnęła mnie okładka, zerknijcie, czyż nie jest niezwykle intrygująca i nie przyciąga wzroku? No właśnie, a opis z tyłu sprawił, że musiałam ją mieć, nie było innej opcji. "Niektórzy nauczyciele mogą zmienić twoje życie. On je zniszczył…" tak głosił napis na okładce, który także mnie niesamowicie zaintrygował. Fiona to mężatka, która ma poukładane, spokojne życie, a przynajmniej tak jej się wydaje. Pewnego dnia spotyka zupełnym przypadkiem swego dawnego nauczyciela Heny'ego Morgana i to właśnie wtedy dociera do niej, że jej idealna rzeczywistość, tak naprawdę nie jest tym czego pragnie, ponieważ nigdy nie przestała kochać byłego belfera, z którym nawiązała romans gdy miała zaledwie czternaście lat. To dla niego zostawia męża i rozpoczyna naprawdę szczęśliwe życie. Przynajmniej tak jej się wydaje. Głównym tematem książki jest więc romans nauczyciel-uczennica; niemoralny, być może niektórych gorszący i w tym przypadku to niekoniecznie zdrowa relacja, bo nie można mówić tu o prawdziwej miłości. To właśnie przekonało mnie jednak do sięgnięcia po tę książkę; uwielbiam czytać dziwne rzeczy, a to jest zaledwie namiastka tego, po co chętnie sięgam. Tak przy okazji, jeżeli znacie książki z motywem nauczyciel-uczennica to koniecznie podrzućcie mi w komentarzu! Jeżeli taki wątek jest w powieści, to prawie pewne jest to, że po nią sięgnę. Wróćmy jednak do książki. Jest trochę nietypowa, bo narracja jest drugoosobowa, co wygląda tak, jakby Fiona cały czas zwracała się do Morgana. Zupełnie jakby miała nadzieję, że on to kiedyś przeczyta. Nie powiem, myślę że to wyzwanie; sama napisałam jeden, króciutki tekst w takiej narracji i nie raz się łapałam na tym, że wkradała mi się jednoosobowa, albo gdzieś się zagmatwałam. Książki zazwyczaj są pisane w narracji jednoosobowej, bądź trzecioosobowej, nieprawdaż? Ponadto mamy kolejne urozmaicenie, bowiem poznajemy losy Fiony i Henry’ego w teraźniejszości, czyli ich dorosły romans, które urozmaicone są wpisami z pamiętnika kobiety z przeszłości; z czasów gdy miała zaledwie czternaście lat. Nie będę ukrywać, że to właśnie zdarzenia z przeszłości najbardziej mnie intrygowały. Wszystko wydawałoby się pięknie; w młodości Morgan zapewniał Fionę, że jest wyjątkowa, jedyna w swoim rodzaju, że wybrał ją spośród wielu. Jednak nauczyciel nie był wcale taki święty, a Fiona dopiero później mierzy się z przeszłością i wszystko zaczyna rozumieć. Nie była jedyną wyjątkową nastolatką, choć dojście do tego zajęło jej dość długo. Momentami wydała mi się strasznie naiwna, że po tylu latach, już jako dorosła kobieta, nie potrafiła tego dostrzec i była głucha na wszystko. Henry Morgan to natomiast istna zagadka; człowiek o wielu obliczach. Czasami miałam wrażenie, że miał gdzieś Fionę, czasami, że się o nią jednak troszczył. Nie rozgryzłam go do końca i jakoś zbytnio nie polubiłam. Nie wiem, co powiedzieć o książce, bo w zasadzie spodziewałam się na początku czegoś innego. Choć może nie tyle innego, a bardziej chodzi o fakt, że to nie jest ten motyw uczeń-nauczyciel, który lubię czytać, bo w zasadzie książka mnie nie zawiodła. Opisuje jednak krzywdzącą relację, porusza dość trudny i przede wszystkim kontrowersyjny temat, więc na pewno nie jest dla każdego. Jednak z czystym sumieniem ją polecam, bo jak na debiut, jest to dość dobra książka i poniekąd oryginalna, choćby przez zastosowanie narracji drugoosobowej. Ponadto można wyłapać w niej kilka fajnych cytatów! Aż się zdziwiłam, gdy spostrzegłam, że na Lubimy Czytać nikt jeszcze nie wrzucił żadnego z tej powieści ( oczywiście Niedoskonała musiała to naprawić^^). Recenzja opublikowana także na; http://book-oaza.blogspot.com/
czarne_swiatło - awatar czarne_swiatło
ocenił na 7 8 lat temu
Hotel Bankrut Magdalena Żelazowska
Hotel Bankrut
Magdalena Żelazowska
“Chodzisz do roboty, której nienawidzisz. Kupujesz rzeczy, których nie potrzebujesz. Mieszkasz z babą, która cię nie kocha. W końcu zrozumiałem, że choćbym nie wiem jak się starał, to nigdy nie wystarczy” – czytam. Ten cytat z książki “Hotel Bankrut” jest uderzająco trafny, nieprawdaż? Powieść Magdaleny Żelazowskiej to doskonałe studium przypadku – a może przypadków? Ludzi, którzy z powodu biedy, nieprzystosowania, a może z winy okrutnych mechanizmów tego świata są “jak grosz, który wyszedł już z obiegu.” Pozwolę sobie wyznać, że należę do osób zdecydowanie leniwych. Lubię wszystko to, co łatwe i przyjemne – dotyczy to również książek. Preferuję pozycje, które czyta się bez wysiłku, tymczasem “Hotelu Bankrut” nieuważnie czytać się nie da. To książka wymagająca skupienia i pewnej koncentracji, jako że wątki z losami bohaterów coraz to urywają się, by następnie przeplatać z historiami innych… Kim są główne postaci? Zacznijmy od słów samej autorki, która opisuje ich w ten sposób: “Bezrobotna stara panna, samotna emerytka, przeterminowany stary kawaler, siksa, której wyimaginowany talent nikogo nie obchodzi, bo takich jak ona jest na pęczki.” Bezrobotna stara panna to Weronika – urodziwa, nieco “puszysta” brunetka, która w lepszych czasach mogła być nazwana kobietą sukcesu. Młoda menager pięła się po szczeblach kariery – jej sukcesy na polu finansowym pozwoliły na zakup pięknego mieszkania w Łodzi oraz liczne podróże do dalekich krajów… Do czasu jednak. Zwolnienie z doskonałej pracy staje się początkiem szybkiego i nieuchronnego upadku w życiu tej aktywnej kobiety. Samotna emerytka to zacna Łucja, która na początkowych stronach powieści zatrudnia się jako recepcjonistka, by dorobić parę groszy, a przede wszystkim wyjść w końcu “do ludzi.” Nowe zajęcie daje jej wiele radości, na krótko jednak! Pechowo dla starszej pani, w tym samym budynku pracuje jej ambitny wnuk, który fakt, że jego babcia siedzi na portierni uważa za uwłaczający… Samotny stary kawaler nazywa się Leon i jest tak naprawdę kawalerem z odzysku. Odeszła od niego żona – ten fakt przypieczętował serię niepowodzeń w życiu bohatera. Przez wiele lat prowadził razem z małżonką popularny w okolicy sklep spożywczy, zbankrutował jednak w wyniku konkurencji z zagranicznym supermarketem… Od tego czasu prowadzi skromny lombard. “Siksa, której wyimaginowany talent nikogo nie obchodzi” to Kinga – wychowywana przez ojca, z którym jest bardzo związana dziewczyna z prowincji wyrusza do miasta Łodzi. Przez dłuższy okres zadowala się pracą w sklepie odzieżowym, pielęgnuje jednak marzenie o zostaniu projektantką ubrań: niespuszczanie z oka tego celu zapoczątkuje niespodziewany zakręt w karierze dziewczyny. To jednak nie wszystko, głównych bohaterów jest bowiem pięcioro. Ostatni z nim jest ambitny Damian, zwany w rodzinie Dudusiem. Mieszkający z matką przystojniak pracuje w banku, jego zajęcie polega głównie na utrzymywaniu kontaktu z osobami, którym się nie powiodło… Jak Weronika, która po utracie pracy nie jest w stanie spłacać swojej wysokiej pożyczki, zaciągnietej we frankach szwajcarskich. Tytułowy “Hotel Bankrut” to mieszkanie Leona, który za opłatą oferuje własny kąt lokatorom. Wprowadzają się do niego: Kinga, która ma serdecznie dość mieszkania z ciotką, Łucja, która po odejściu z pracy wkracza na nową ścieżkę życiową oraz smutna Weronika, zmuszona do wynajecia własnego, wspaniałego mieszkania. Jak wspomniałam wcześniej, powieść Magdaleny Żelazowskiej nie należy do “łatwych” książek… Dlaczego więc przeczytałam ją w jeden wieczór? Odpowiedź brzmi – naprawdę warto. To wspaniała pozycja, która na przykładzie miasta Łodzi pokazuje, jak kryzys ekonomiczny wpływa na życie mieszkańców… W mojej opinii, pomimo niepowodzeń, jakie spadają na bohaterów “Hotel Bankrut” jest powieścią dosyć optymistyczną. Pokazuje, że pieniądze to nie wszystko… Ludziom potrzeba również czegoś innego. Czy to to cenne “coś” zostanie odnalezione przez Weronikę, Leona, Łucję, Damiana i Kingę? O tym należy się przekonać, sięgając po powieść Magdaleny Żelazowskiej! Naprawdę polecam.
Danka Markiewicz - awatar Danka Markiewicz
ocenił na 10 2 lata temu
Dwadzieścia siedem snów Marta Alicja Trzeciak
Dwadzieścia siedem snów
Marta Alicja Trzeciak
"Dwadzieścia siedem snów" Marty Alicji Trzeciak to ksiązka nietuzinkowa, która pozwala czytelnikowi zawędrować do dwóch światów - onirycznego i - czy na pewno - rzeczywistego. Do urokliwej wsi o nietypowej nazwie To Nowe, celem napisania nowej powieści, przyjeżdża młoda pisarka, która wynajmuje pokój u tajemniczej kobiety, zwanej Szarą. Wraz z nią mieszka tu również matka Szarej i 16-letnia Laura. Od samego początku pobytu kobieta czuje w tym niezwykłym domu jego wyjątkowość, że jest on owiany sekretami i tajemnicami. Z okna jej pokoju widać, posadowiony na wzgórzu, samotny dom, zamieszkały przez niemniej tajemniczą Milenę, który w szczególny sposób intryguje pisarkę. Dodatkowo, w każdą noc, śnią jej się sny, w których mimo że stanowią one jakby odrębną opowieść, pojawiają się w nich ci same postaci, które na codzień otaczają kobietę. To właśnie z tych snów poznajemy historię klątwy, ciążącej nad kobietami z rodziny Szarej. Rzeczywistość splata się tu z senną fantazją, realizm z magią. Z pełnym przekonaniem mogę powiedzieć, że "Dwadzieścia siedem snów" to wyjątkowa i bardzo ciekawa opowieść, w której życie kobiet na współczesnej wsi przeplata się z fantastyczną historią kobiet z dalekiej przeszłości. Przepiękny realizm magiczny tej powieści kojarzy się niewątpliwie z jakąś dawną słowiańską legendą o pramatce, ktorą nie jeden czytelnik będzie chłonął z zapartym tchem. Polecam!
Anna Lipińska-Czajkowska - awatar Anna Lipińska-Czajkowska
oceniła na 7 11 miesięcy temu
Miasto krwi Kamil Dziadkiewicz
Miasto krwi
Kamil Dziadkiewicz
Szansę na przeczytanie Miasta krwi dostałam już spory czas temu, jednak ciągle coś stało mi na drodze, by poznać tę historię. Wiele zobowiązań, wyjazd za granicę, w końcu problem z sięgnięciem po e-booka. Książka grzecznie przeleżała, czekając, aż w pełni będę na nią gotowa. Nie jestem bowiem fanką gatunku fantasy. Na swoim koncie mam już kilka przeczytanych i liczyłam na to, że autorowi również uda się przenieść mnie do magicznego świata, który stworzył w swoim dziele. Siedemnasty wiek, Hyruf. Epoka krwawych wojen religijnych. Poniżany przez ojca z powodu kalectwa Mulgih Thadur nie może dłużej znieść maltretowania siebie i swojej matki. Doprowadzony do ostateczności popełnia makabryczne morderstwo, które pozoruje na samobójstwo. Nie wie jednak, że z ukrycia obserwuje go człowiek Garlona, najważniejszej figury świata przestępczego Hyruf. Popełnione z desperacji zabójstwo wprowadza go na drogę zła, z której nie ma już odwrotu. Chcąc chronić rodzinę, godzi się na najgorsze z możliwych czynów. Początkowo zmuszany przez szantażujących, z czasem odnajduje się w profesji i przechodzi na stronę tych, z którymi walczył - najpierw zakłamanych duchownych, potem reformatorów - opętanych żądzą krwi przeciwników Kościoła. W tego typu powieściach, uwagę zwracam na kilka punktów - kreacja bohaterów, wciągający przedstawiony świat i język, jakim posługuje się autor. Miasto krwi to literacki debiut polskiego, młodego autora. Kamil Dziadkiewicz interesuje się historią i podróżami, co miałam nadzieję, zaowocuje w jego opowieści. Hyruf to miejsce, które od samego początku przypadło mi do gustu. Pan Kamil zadbał o wszelkie detale, które takim czytelnikom jak ja z całą pewnością ułatwią przeniesienie się do magicznego świata. To co mnie urzekło, to wzorowanie się na siedemnastowiecznym Londynie. Choć Hyruf, to literacka fikcja, to zdecydowanie mnie porwała. Uwielbiam wszystko, co z dawnym Londynem związane, a skoro tu stał się wzorem, to jestem stanowczo na tak! Jak już wspominałam, autor fascynuje się historią, co również można zauważyć na łamach jego powieści. Zgrabnie włada piórem, idealnie plątając ze sobą wątki historyczne z literacką fantazją. To, co najważniejsze, zostało osiągnięte. Wraz z Mulgihem przeniosłam się do siedemnastego wieku i do miejsca, które z całą pewnością będę wspominać. Mulgih jest bohaterem, który swoją postawą, podjętymi decyzjami i poczynaniami zdecydowanie mnie zaskoczył. Chłopak toczy ze sobą wewnętrzną walkę. Tragiczne wydarzenia, jakich doświadczył w życiu wpływają na ujawnienie się jego mrocznej strony, która niestety bardzo często bierze górę nad dobrą stroną. Do końca pierwszej części Sagi Wschodu nie jesteśmy w stanie stwierdzić, po której stronie się opowie. Z całą pewnością podsyca to niepewność, a chęć sięgnięcia po kolejny tom staje się jeszcze większa. Miasto krwi to zdecydowanie kolejny udany debiut, jaki w ostatnim czasie wpadł w moje ręce. Choć nie jestem zagorzałą fanką tego gatunku, spędziłam z tą książką przyjemny czas. Uwielbiam, kiedy autor przemyca do swojego dzieła wątki historyczne, tworząc zupełnie nowy, tajemniczy świat. Kamilowi Dziadkiewiczowi zabieg ten udał się na tyle dobrze, że z wielką przyjemnością sięgnę po kolejny tom, by poznać dalsze losy Mulgiha. Polecam! http://krainaksiazkazwana.blogspot.com
KrainaKsiążkąZwana - awatar KrainaKsiążkąZwana
oceniła na 8 9 lat temu
Gdzieś tam, w szczęśliwym miejscu Anna McPartlin
Gdzieś tam, w szczęśliwym miejscu
Anna McPartlin
O tym, czego nie powinien robić dobry, porządny młodzieniec, jeśli chce wciąż uchodzić za dobrego i porządnego. Główna bohaterka podczas spotkania autorskiego opowiada historię zaginięcia i śmierci swojego syna, które miały miejsce 20 lat wcześniej, a którą opisała w wydanej właśnie książce. Jest to prawdopodobnie największy marketingowy strzał w kolano z bazuki w historii promowania książek, bo kto kupi dzieło, którego treść właśnie szczegółowo poznał? Ale ponieważ rozumiem, że to tylko pretekst dla opowieści i nie można być aż tak czepialską bułą, to nie będę się na ten temat szczególnie rozwodzić. To jest taka idealna książka do tego, żeby nad nią chlipać w garść. Nie mam nic przeciwko książkom smutnym, przygnębiającym czy wprost depresyjnym (powiedziałabym, że wręcz przeciwnie), ale tutaj miałam wrażenie jakiegoś takiego naddatku - wydaje mi się zresztą, że autorka niejako specjalizuje się w wyciskaczach łez; jej "Ostatnie dni Królika" były skonstruowane w bardzo podobny sposób. I chociaż książka kończy się wyraźnym, może nieco zbyt nachalnie wyłożonym, ale potrzebnym i ważnym morałem, zwłaszcza dla młodszych czytelników, którzy chyba są jej głównym targetem, to jednak mam wrażenie, że głównym zamysłem autorki podczas pisania było to, żeby jej czytelnik płakał. No bo to wszystko leci mniej więcej tak. Głównym wątkiem jest zaginięcie i śmierć bardzo młodego chłopaka (temat który zawsze na mnie działa przytłaczająco), który przedtem zmagał się ze swoją seksualnością i tym, że zakochał się w swoim najlepszym przyjacielu. Okoliczności tej śmierci odsłaniają się stopniowo, a im więcej o niej wiemy, tym bardziej wydaje się ona tragiczna, bezsensowna, niesprawiedliwa i bolesna, także dlatego że chłopak jest typem o dość ujmującej osobowości. Wspomniany przyjaciel ma ojca heroinistę i matkę, która zaginęła lata temu w niewyjaśnionych okolicznościach i teraz zdany jest wyłącznie na siebie. Matka zaginionego wychowuje jego i jego młodszą siostrę samotnie, po tym jak rozstała się z ich ojcem, który dał się poznać jako toksyczny przemocowiec już na pierwszej randce. Oprócz tego musi się opiekować chorującą na demencję matką. Przeżywa też ciężkie dylematy na temat swojego ewentualnego nowego związku, a potem także poczucie winy w związku z tym, że zbyt późno zorientowała się, że jej syn zaginął, a także musi mierzyć się z medialną nagonką. Ogólnie jest to książka skonstruowana zgodnie z hasłem: jest źle, a kiedy myślisz, że nie może być gorzej, jest. I autorka ewidentnie świadomie pisze to w ten sposób, bo przez całą książkę przewijają się, wypowiadane ustami różnych postaci, zdania w stylu "tej rodzinie przydarzają się wyłącznie złe rzeczy" i inne podobnie emocjonalnie nacechowane frazy. I jak ogólnie lubię smutne książki i naprawdę nie trzeba się starać, żeby mnie zmusić do płaczu, tak tutaj wyczuwałam w tym wszystkim jakiś fałsz. Ale trzeba też oddać sprawiedliwość, że jest to czytadło napisane sprawnie i całkiem wciągająco.
niedź - awatar niedź
ocenił na 6 7 miesięcy temu
Nie omijaj szczęścia Ewa Podsiadły-Natorska
Nie omijaj szczęścia
Ewa Podsiadły-Natorska
Po "Błękitnych dziewczynach" przyszła pora na część drugą. Ktoś może pomyśleć, że to odgrzewany kotlet i autorka nie miała pomysłu, jak to rozwinąć, a może nawet zrobiła to na siłę. Nic bardziej mylnego! W części drugiej główna bohaterka, Kaja Redo, wchodzi w poważną relację z partnerem Michałem. Dowiaduje się o jego rodzinie czegoś zaskakującego, wcześniej Michał słowem o tym czymś nie wspomniał. Poza tym bohaterka kontynuuje swoje zmagania na portalu internetowym- zakłada tym razem PAMIĘTNIK POZYTYWÓW. Chce, aby czytelniczki wypisały codziennie swoje duże i małe sukcesy. W ten sposób pragnie wesprzeć kobiety i udowodnić im, że nawet drobny sukces też ma swoją wartość. Tym razem mamy także do czynienia z tematyką stalkingu. Zmaga się z nim przyjaciółka Milenia, zwana pieszczotliwie Mini. Poznajemy też coś bardzo łzawego- jedna z tak zwanym Błękitnych Dziewczyn z części pierwszej doznaje wypadku samochodowego i zapada w śpiączkę... Książka zmusza nas do refleksji, a czyta się ją niemal ekspresowo. Cieszę się, że powstają takie powieści, ponieważ wielu zdołowanych ludzi nie widzi w sobie choćby odrobiny talentu, radości. A szkoda, nie takie powinno być nasze życie. Można też zastanowić się, co sami napisalibyśmy na swojej kartce - masz szczęśliwą rodzinę? Wspierają Cię bliscy? Nie chorujesz? To już bardzo wiele:) Gorąco zachęcam do lektury obu części!
FioletowaRóża - awatar FioletowaRóża
oceniła na 8 6 lat temu
Siedem listów z Paryża Samantha Verant
Siedem listów z Paryża
Samantha Verant
Są takie historie, których człowiek sam nie wymyśli, one się po prostu dzieją, nie pytając nikogo o zdanie i na tym polega ich piękno. Właśnie z takim przykładem mamy do czynienia w przypadku książki Samanthy Verant "Siedem listów z Paryża" 40-letnia Samantha czuje, że jej życie znalazło się w martwym punkcie: Tkwi w nieszczęśliwym małżeństwie, tonie w długach, bez pracy i perspektyw, a jej najbliższym przyjacielem jest chory pies. Wszystko zmienia się w chwili gdy kobieta trafiła na swoje stare listy od Jean-Luca- chłopaka, który był jej wakacyjną miłością przez jeden weekend spędzony w Paryżu przed dwudziestoma laty. Samantha wraca wspomnieniami do pamiętnych wakacji i listów, na które nigdy nie odpowiedziała, w końcu za namową przyjaciółki postanawia zacząć pisać bloga, na którym opowie całą historię i... odpisać na listy Jean-Luca. Za pośrednictwem internetu kobieta odnajduje swojego "żabiego króla", a odnowiona więź okazuje się równie silna, a nawet silniejsza niż ta sprzed dwóch dekad. Tylko czy internetowa korespondencja może równać się rzeczywistej relacji i czy spotkanie po 20 latach nie będzie dla obojga rozczarowujące? Cóż, tego dowiecie się sami w trakcie lektury. Muszę się Wam przyznać, że już dawno nie czytałam żadnej książki z takim zapałem. Autorka ma ogromną łatwość pisania. Jej lekki, przejrzysty język i ciekawa forma sprawiają, że książkę czyta się niezwykle szybko. Duży plus należy się autorce również za sposób kreacji bohaterów. Opisując własną historię, często ciężko zachować zdrowy dystans i opisać całość w miarę obiektywnie, ale autorce ta sztuka się udała. W "Siedmiu listach z Paryża" nic nie jest tylko czarne lub białe, dobre lub złe, każda osoba, każda sytuacja ma swoje pozytywne i negatywne aspekty dzięki czemu udało się uniknąć przesłodzenia powieści. Wisienką na torcie są przytoczone listy Jean-Luca, które nadają klimat całości i wprowadzają czytelnika w romantyczny nastrój powieści. "Siedem listów z Paryża" to niesamowita, romantyczna historia o tym, że czasami warto zaryzykować i pomimo przeciwności losu i wbrew zdrowemu rozsądkowi dać sobie szansę na szczęście. A fakt, że autorka opisała w książce swoją własną historię dodatkowo podnosi rangę książki i sprawia, że historia z pewnością trafił prosto w serce każdej nieuleczalnej romantyczki, więc jeśli jeszcze szukacie prezentu dla takiej osoby biegnijcie do księgarni póki czas;)
ksiazkoholiczka94 - awatar ksiazkoholiczka94
ocenił na 8 9 lat temu
Przepisy na miłość i zbrodnię Sally Andrew
Przepisy na miłość i zbrodnię
Sally Andrew
Powieść Sally Andrew „Przepisy na miłość i zbrodnie” trafiła do mnie przypadkowo. Zaczęłam ją czytać bez przekonania, ale po około trzydziestu-czterdziestu stronach akcja mnie wciągnęła, by potem trzymać w napięciu do końca, mimo iż nie pędzi ona z zawrotną prędkością. Główna bohaterka, Tannie Maria, mieszka w południowoafrykańskim miasteczku. Jest kobietą po przejściach i wdową, której śmierć męża wcale nie zmartwiła, gdyż mężczyzna znęcał się nad nią fizycznie i psychicznie. Tannie prowadzi w lokalnej gazecie kulinarną rubrykę i bardzo przykłada się do swojej pracy. Uwielbia gotować i wierzy w to, że jedzenie nie tylko zaspokaja głód, ale również koi duszę, a nawet może pomóc kogoś w sobie rozkochać. Pewnego dnia wraz z koleżankami z pracy kobieta zostaje uwikłana w kryminalną intrygę. Postanawia odkryć, kim jest zabójca pięknej kobiety, nie mając świadomości, że w ten sposób wplącze się w niebezpieczną przygodę, a także pozna pewnego przystojnego policjanta… Perypetie Tannie śledzi się z zainteresowaniem, tym bardziej, że nie tylko opowiada ona o swojej codzienności i udziale w śledztwie, ale dzieli się z czytelnikami różnymi przemyśleniami. Nieraz to tematy lekkie, żartobliwe… Innym razem bardzo poważne. Należy do nich przemoc wobec kobiet, która w miasteczku nie należy do rzadkości. Intrygujący jest klimat powieści – momentami, przede wszystkim w drugiej części, przypominała mi ona książki Fannie Flagg, zwłaszcza wówczas, gdy poczucie humoru łączy się z powagą oraz podczas opisów szalonych perypetii bohaterów. Są tu też, zwłaszcza na początku, słabsze fragmenty, jednak całość czyta się przyjemnie i z emocjami. Atmosferę na pewno podgrzewają też ciekawe kreacje postaci oraz nieprzewidywalność akcji.
allison - awatar allison
ocenił na 7 8 miesięcy temu

Cytaty z książki Autodestrukcja

Więcej
Monika Zajas Autodestrukcja Zobacz więcej
Więcej