Gwiezdne wojny. Słownik obrazkowy

Okładka książki Gwiezdne wojny. Słownik obrazkowy
David West Reynolds Wydawnictwo: Egmont Polska fantasy, science fiction
64 str. 1 godz. 4 min.
Kategoria:
fantasy, science fiction
Format:
papier
Tytuł oryginału:
Star Wars: The Visual Dictionary
Data wydania:
1999-04-01
Data 1. wyd. pol.:
1999-04-01
Liczba stron:
64
Czas czytania
1 godz. 4 min.
Język:
polski
ISBN:
8323703779
Tłumacz:
Piotr W. Cholewa
Średnia ocen

                7,7 7,7 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Gwiezdne wojny. Słownik obrazkowy w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Gwiezdne wojny. Słownik obrazkowy

Średnia ocen
7,7 / 10
14 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
235
46

Na półkach: ,

Poprawny przewodnik po filmach, ale nie posiadający w sobie informacji które mogłyby zaskoczyć doświadczonego fana Star Wars. Jako dziecko byłem wielkim fanem Słownika Obrazkowego do Mrocznego Widma i później Ataku Klonów, ominęło mnie niestety wydanie dotyczące Starej Trylogii, więc teraz po latach czytałem bez entuzjazmu. Ładne obrazki i opisy, poprawnie uporządkowane, ale bez szału, chociaż na pewno młodsi fani będą zafascynowani.

Poprawny przewodnik po filmach, ale nie posiadający w sobie informacji które mogłyby zaskoczyć doświadczonego fana Star Wars. Jako dziecko byłem wielkim fanem Słownika Obrazkowego do Mrocznego Widma i później Ataku Klonów, ominęło mnie niestety wydanie dotyczące Starej Trylogii, więc teraz po latach czytałem bez entuzjazmu. Ładne obrazki i opisy, poprawnie uporządkowane,...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

32 użytkowników ma tytuł Gwiezdne wojny. Słownik obrazkowy na półkach głównych
  • 21
  • 10
  • 1
25 użytkowników ma tytuł Gwiezdne wojny. Słownik obrazkowy na półkach dodatkowych
  • 12
  • 4
  • 3
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Gwiezdne wojny. Słownik obrazkowy

Inne książki autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Część I: Mroczne widmo: Nowy słownik ilustrowany David West Reynolds
Część I: Mroczne widmo: Nowy słownik ilustrowany
David West Reynolds Jason Fry
25 lat. 16 Maj 1999 rok – światowa premiera gwiezdnowojennego, napisanego przez samą Moc i Galaktykę "Mrocznego Widma". I można by na to odpowiedzieć: ,,tak, to były czasy!”.To była ta niemożliwa wręcz, niepodrabialna – bo tak niezwykły okres w dziejach marki chyba się już nie powtórzy - era Star Wars, ale i czas ,,czipsów Laysów”, głównie tych z edycji dysków czy zdrapek do kolekcji z tematyki wspominanego Epizodu I właśnie. To był ten czas, gdy było się mega dzieciuchem i kupowało się takie rarytasy: Laysy za zeta – zwłaszcza te uwielbiane przez większość Laysy cebulkowe albo solone! To przed ich kupnem dotykało się paczki, gniotło, przewracało, i to tylko po to, aby sprawdzić, czy w środku będzie ta cholerna starwarsowa znajdźka do kolekcji. I to od tej strony przede wszystkim bardzo ciepło wspominam premierę "The Phantom Menace", bo ten film był pierwszym czymkolwiek z tego Uniwersum co poznałem, co mnie zainteresowało w ogóle na poważnie, także pierwsze cokolwiek co jako mały szkrab i uczeń podstawówki zacząłem kolekcjonować. "Mroczne Widmo", bo tak brzmi polskie tłumaczenie omawianego obrazu Lucasa, wiele osób uważa za najbardziej oryginalny film papy George'a właśnie; że tak to ujmując: ,,to obraz ukoronowujący narodziny najważniejszej trylogii ze względu na znaczenie dla treści Uniwersum w historii Gwiezdnych Wojen”. Można żywić nadzieje, że w kinie z rodzaju i formatu IMAX z okazji zbliżającej się pełnej 25-letniej rocznicy debiutu Epizodu I, w kinach na całym świecie zostaną wyemitowane wersje 3D tego klasyku: w przypadku Polski najlepszą opcją jest nasz rodzimy dubbing, który jest zazwyczaj dla Gwiezdnych Wojen odpowiednio dobierany i reżyserowany, a także edycja oryginalnego języka z polskimi napisami. Mało tego, najlepiej by było, gdyby format IMAX "Mrocznego Widma" realizowano w szczególnej jakości 3D obrazu: 4K HFR. No i jak, chyba większość geeków by na taki prezent od Lucasfilm Ltd. dla fanów... po prostu poszła, czyż nie? Przecież Ja, Ty, Wy… ba!, większość nas współczesnych urodzonych w latach 90-tych, na tym ikonicznym dla Star Wars tytule w kinie jeszcze nie była! A być na takim wydarzeniu, i to już raptem za kilka miesięcy – byłoby doznaniem porównywalnym do mieszaniny samych skrajnie pozytywnych, szaleńczo energicznych emocji, które zostałyby z nami na bardzo, bardzo długo. Tak, "The Phantom Menace" to przykład – i tu padnie nieco kontrowersyjne stwierdzenie – filmowego uwydatnienia niebywałego geniuszu i instynktu filmowca George’a Lucasa, gdzie każdy nawet z tych najbardziej osobliwych elementów, postaci, relacji etc. np. takich jak polityka Republiki, Jar Jar Binks, Midichloriany tworzy całościowo w popkulturze z gatunku sci-fi, czy ogólnie w szeroko pojętej rozrywce swój własny, znany tylko temu filmowi, tym trzem obrazom z cyklu Prequeli Star Wars mikrokosmos relacji, zdarzeń, wyjątkowych informacji i wątków. Powiedzmy śmiało – wraz z emisją "Mrocznego Widma" w kinach na całym świecie, wraz z dojrzewaniem tego obrazu wraz z upływem czasu, co ma znaczenie w odbiorze go przez społeczność fanów na całym świecie obecnie, zaczęła się nowa historia kinematografii: cyfryzacja i komputeryzacja filmu oraz tworu serialowego. Niektórzy krytycy są zdania, że Trylogia Epizodów I-III Uniwersum, poprzez tę swoją ,,technologiczną cyfryzację” zniszczyła ducha Mocy Gwiezdnych Wojen, że pojęcie ,,klasyki Star Wars” w pewnym sensie straciło sens, który nawet za enty lat wprzód prawdopodobnie nie zostanie odzyskany. Do dziś, a nawet za wiele dekad w przyszłości, sądzę, starwarsowy Epizod I jest i będzie kowalem i renegatem własnego losu. Film ten, a właściwie wszystko co powstało po nim w materii Uniwersum (najbardziej tyczy się to Trylogii Prequeli) musi i będzie musiał radzić sobie z wpisanym w to fanowskie oddanie zawodzeniem, zniechęceniem, zmiennymi falami krytyki i uwielbienia. Epizod I i jego dalsze kontynuacje, ot lucasowskie owoce wyobraźni wyemitowane w kinach w 2002 i 2005 roku, są tak samo kochane, jak i nienawidzone, do tego stopnia, że fandom ocenia te twory za najgorsze w historii marki. Koniec końców… to w końcu ,,starwarsy!” moi drodzy – z tym się nie dyskutuje, a do tego się po prostu wraca, i to się kocha, to się mimo wszystko szanuje. To Świat, który jest zbyt doświadczony, zbyt rozległy w swych kreacjach, zbyt oryginalny, aby był po prostu znienawidzony, zapomniany, a nie daj Boże… zlikwidowany. Na jego podstawie realizuje się inne odrębne wizje artystyczne, szczególnie wśród filmowców, którzy chcą zabłysnąć w branży, ale i ukazać swój szacunek do Gwiezdnych Wojen. W ten sposób znany popkulturowiczom Zack Snyder wraz we współpracy z Netflixem dał światu dość osobliwą - jeśli tak to można określić – interpretację ogólnej idei Gwiezdnych Wojen – jej podstawowych założeń fabularnych, budowy Świata, gatunku etc. Pod koniec grudnia 2023 roku na platformie Netlfixa zadebiutowała długo wyczekiwana pierwsza z ponoć wielu odsłona cyklu filmowego: "Rebel Moon". A jeśli chodzi o mnie, to nie kolejna starwarsowa książka, ani komiks, czy serial z Nowego Kanonu, których tak pełno jak grzyby po deszczu jest obecnie na Disney+, ale ten obraz Space Fantasy i Space Opery a także miksu wielu gatunków właśnie, wprost od płodnego umysłu pana Snydera, oraz powyższe gwiezdnowojenne wspominki i ta ,,rocznicowość” Mrocznego Widma, sprawiły, że sięgnąłem po nader osobliwą lekturę w temacie ukochanych przez wszystkich ,,starwarsów”. Okazała się nią pozycja "Star Wars. Część I – Mroczne Widmo. Nowy słownik ilustrowany" – w Polsce wydana za pośrednictwem słynącego z realizacji na nasz rynek multum komiksów Egmont Polska. Czy to encyklopedia, słownik ilustrowany lub przewodnik tematyczny – dla fana danego, z odpowiednio rozbudowaną bazą treści, doświadczeniem na ogólnym rynku ,,popkulturowo-rozrywkowym” Uniwersum tematycznego, a tych mamy całe morze w eterze tego, co wytworzyła ludzkość, nie są to normalne sposoby na zdobywanie wiedzy z zakresu takich Światów. Przeważnie czyta się książki, komiksy, ogląda filmy, seriale, dyskutuje na forach – tak wygląda proces naszego obycia z konkretnym Uniwersum tudzież proces ciągłego rozszerzania i nadbudowywania pozyskiwanej wiedzy. Ale rzeczy takie jak Słowniki, które mogą zawężać swoje treści do danego dzieła, są każdemu geekowi np. Gwiezdnych Wojen, Marvela, DC, Światów znanych z anime i wielu, wielu innych przykładów, wręcz niezbędne. Tu nie ma wątków, relacji, dialogów, narracji i fabuły – ,,Nowy słownik ilustrowany” dla Mrocznego Widma to przykład wisienki na torcie do skompletowania wiedzy oddanego sprawie nerda, dotyczącej tego a nie innego tworu, który go interesuje – w tym konkretnie przypadku tego cholernie ważnego dla całych Gwiezdnych Wojen pierwszego z Prequeli Lucasa filmu. Ta pozycja pozwala tym samym na szersze i surowo informacyjne poznanie i zapamiętanie w dość szczególny sposób słynnego "Mrocznego Widma". Mało tego, z doświadczeniem tej publikacji jest tak, że po jej czytelniczym finiszu, gdy postanowiłem obejrzeć Epizod I w domowym zaciszu, i to któryś raz z kolei, po takowym seansie momentalnie zyskałem zupełnie inny rodzaj wiedzy i doznania z takiego filmowego wydarzenia: wiem więcej i jestem bliżej tego, co dzieje się w rzeczywistości tego filmu, jakbym wszedł za kulisy nie produkcji dzieła a tego, co dzieje się tam w Galaktyce, w tym konkretnym momencie na Osi Czasu Kanonu w filmie pomiędzy kadrami, scenami, urywkami, w danych miejscach, planetach, obiektach, gdy tego po prostu nie widać. Tego rodzaju suplementy jak omawiany Słownik Ilustrowany, tak, potrzebne są, i to absolutnie!, każdemu liczącemu się w grze Uniwersów tematycznych Światu. Lekko ponad 100 stron, twarda solidna oprawa z dobrze wypunktowanymi obrazami na części przedniej okładki i informacjami na tylnej. Duże gabaryty, które potwierdzają wagę i odpowiedni dobór rysunków, oznaczeń i danych tekstów dla tego filmu. Mała ilość kartek w żaden sposób nie odstrasza czytelnika – jakość i to, co zostało tu oddane przeważają nad ilością. Chyba mało ludzi pamięta Gwiezdne Wojny z tak dokładnej strony, jak ukazano to w tym słowniku - tak jak wspomniałem między innymi powyżej, czyli ze strony detalu, a także jako funkcji dopowiedzenia treści: mamy niniejszym setki cegiełek wiedzy, gdzie dla kreacji wyjątkowości i obfitości wiedzy płynących z Epizodu I każda z nich ma olbrzymie znaczenie. Nabyłem dzięki tejże publikacji Egmontu tą określoną satysfakcję prawdziwego ,,wyznawcy" i starwarsowego geeka, a obiektywnie: zyskałem całą gamę danych i encyklopedycznych opisów dotyczących tego galaktycznego grajdołka owiniętego wokół "The Phantom Menace" właśnie. Co istotne, słowniki tematyczne, które dotyczą danego filmu, serialu, albo jego wąskiej części czy całego Uniwersum, które dane twory reprezentują, nie grzeszą rozbudowaną ilością opisów, z mnogością zdań, z barwnymi określeniami nadającymi omawianym elementom, zagadnieniom ,,obfitości". To w dużej mierze średnio dopieszczone opisami informacje, z wystarczającą objętością treści, która musi umieć ,,to dane coś" przedstawić, uwydatnić krótko i łopatologicznie sens jego istnienia i zgadzać się z tym co opisują czy też nazywają m.in. małe kadry odchodzące przez proste linie od danego elementu budowy i ogólnego wyglądu zewnętrznego postaci, obiektu, urządzenia, broni, wyposażenia zbroi i temu podobne. I najważniejsze: to wszystko musi w miarę rozsądnie zmieścić się na jednej lub dwóch stronach - rozplanowanie tego, tak aby rysunki, podpisy, opisy, pogrubienia etc. nie zlewały się ze sobą, nie robiąc w ten sposób niepotrzebnej mamałygi, którą ciężko będzie płynnie przyswoić. A temu słownikowi, cóż, udało się to w 70% - czytelnik może być lekko wyrwany z rytmu czerpania wiedzy z niniejszej lektury, gdyż zdarzały się strony gdzie - tak jak wspomniałem wcześniej - wszystko jest przedstawione razem, koło siebie, kreując z tego swego rodzaju zupę, z której tylko solidne mieszanie, dużą i ciężką łychą coś może wyjaśnić. Jednak zdarzało się to sporadycznie, a w przypadku omówienia wątku Wielkiej Rady Jedi, z zaznaczeniem historii jej wszystkich członków, takie ,,wszystko, wszędzie naraz" w rysunku i treści, temu wątkowi pomogło. ,,Słownik ilustrowany", wydany jeszcze za czasów rządów Lucasa - Mrocznemu Widmu w szerszej perspektywie bardzo, ale to bardzo pomógł, uczynił Prequele do Klasycznej Trylogii bardziej kompletnymi i możliwymi do zrozumienia dziełami, nawet sprawił, że ów rozdarty Świat stał się bardziej przystępny i zrozumiały dla widza o typie: pośród wszystkich targetów widowni, do której Epizod I był kierowany. Czyli encyklopedyczna przystępność i wiedza dla każdego!
karpatkadobra - awatar karpatkadobra
oceniła na 8 2 lata temu
Star Wars Wielki ilustrowany przewodnik Wydanie specjalne praca zbiorowa
Star Wars Wielki ilustrowany przewodnik Wydanie specjalne
praca zbiorowa
Kilkanaście lat temu, kiedy filmy przynosiło się z wypożyczalni na kasetach video, mała Angie w asyście rodziców z wypiekami na twarzy oglądała Gwiezdne Wojny. Niewiele jeszcze z nich rozumiejąc, polubiła dziwnie-warczącego Chewbaccę oraz dziwnie-mówiącego Yodę, a w jej nieletnim serduszku zakiełkowała miłość do uniwersum wykreowanego przez George'a Lucasa. Dziś Angie ma lat dwadzieścia cztery i nie dość, że nadal uwielbia świat Star Wars, to na dodatek dożyła epokowej chwili, w której Disney ma nakręcić kolejny epizod. Fabuła owiana jest tajemnicą, spekulacje trwają w najlepsze i pozostaje nam tylko czekać na premierę. Uniwersum Gwiezdnych Wojen jest jednak na tyle szerokie, że latami można studiować poświęcone mu publikacje, w tym chociażby Wielki Ilustrowany Przewodnik Star Wars Rhydera Windhama, który Wam przedstawiam. Z zapowiedzi wyczytać możecie, co następuje: "Od lat Gwiezdne Wojny przenosiły miłośników kina do odległej galaktyki. Filmowe trylogie stały się fenomenem kulturowym, a ich popularność zaowocowała obfitością powieści, komiksów i gier komputerowych, które podbiły serca fanów na całym świecie". Powiem Wam, że to najprawdziwsza prawda - wysyp tekstów dotyczących dzieła Lucasa sprawił, że do ich ogarnięcia potrzebne są przewodniki. A ten od Windhama to jeden z najlepszych. Drodzy fani - wierni bądź przyszli - niech Was nie zraża wysoka cena tego albumu! On jest absolutnie wart każdej wydanej na niego złotówki. Wejdźcie do najbliższej dobrze zaopatrzonej księgarni i weźcie ów pokaźny przewodnik do ręki. Piękna jest ta obwoluta z wizerunkiem Dartha Vadera, prawda? Osobiście nie widziałam lepszej okładki (wciąż mówimy o SW, pamiętajcie). Twarda oprawa sprawia wrażenie solidnej - zgodzicie się? No to teraz otwórzcie to cudne dzieło grafików i pogładźcie ten rozkosznie kredowy papier. Nie ma co się dziwić cenie - album Windhama to istny majstersztyk i posiadanie go we własnej geekoteczce (biblioteczce geeka) to dla wielu ucieleśnienie star warsowych marzeń. Ja nadal się ślinię, przechodząc obok półki, na której jest on wyeksponowany! Przy czym zwróćcie uwagę na to, że jeszcze nie wspomniałam o zawartości! Wielki Ilustrowany Przewodnik Star Wars, jak sama nazwa wskazuje, zawiera mnóstwo grafik, zdjęć i fotosów. Większość z filmów, których przecież na przestrzeni kilkudziesięciu lat mieliśmy aż sześć. Nigdy nie rozumiałam idei kręcenia gwiezdnej sagi od tyłu, ale teraz w sumie cieszę się z takiego zabiegu, ponieważ starsze filmy (ukazujące znacznie ciekawsze treści od młodszych ekranizacji) są o milion lat świetlnych lepsze! W albumie można znaleźć naprawdę wiele bardzo dobrej jakości kadrów, które przywołują wspomnienia i uśmiech na twarzy. Oprócz fotosów filmowych, przewodnik zawiera też kadry z komiksów, zdjęcia ekipy filmowej, unikalne ilustracje i masę innych bajerów umilających lekturę. Czytania nie ma zbyt wiele i teksty należą raczej do gatunku tych skondensowanych, ale chyba nikt z Was nie spodziewa się epopei na miarę Sienkiewicza po przewodniku służącym za pomoc dla miłośników w jakimś już stopniu znanemu im uniwersum? Tak czy inaczej, wiele tematów jest w tym albumie porządnie opisanych, ale jest też kilka potraktowanych po macoszemu. Co z tego wynika? To, że część fanów będzie zadowolona bardziej, a część mniej. Mi podobało się wszystko, ale to pewnie dlatego, że wciąż ekscytuję się wieloma aspektami dzieła Lucasa i tak na dobrą sprawę nigdy już z tego nie wyrosnę! Wielu fanów powie pewnie to samo. Uniwersum Gwiezdnych Wojen stwarza nieskończone możliwości i na dobre wsiąkło w naszą popkulturę. Dziś nie poprzestajemy na filmach i komiksach - na rynku książki znaleźć można multum książek w tej tematyce, graczom uciechy dostarczą pecetowe przygody Starkillera, a na oficjalnym konwencie Celebration upust swojej radości dadzą miłośnicy cospleyów. Wszędzie znaleźć można gadżety związane z gwiezdną sagą i nikogo już nie zdziwi widok atrap mieczy świetlnych w pokojach co bogatszych zapaleńców. Wielki Ilustrowany Przewodnik Star Wars nie odkrywa przed nami tajników mocy, ale z pewnością jest pozycją obowiązkową dla: a) oddanych fanów i b) początkujących osób, które chcą poznawać uniwersum z pewnym i dobrym przewodnikiem. Z całego geekserca polecam tę pozycję wszystkim zaliczającym się do tych dwóch kategorii. Ocena: 6/6
Angie Wu - awatar Angie Wu
ocenił na 8 12 lat temu
Gwiezdne wojny. Część II: Atak Klonów Robert Anthony Salvatore
Gwiezdne wojny. Część II: Atak Klonów
Robert Anthony Salvatore
‘Atak Klonów’ to książkowa odsłona filmu o tym samym tytule; jej autor – R.A. Salvatore bazował na scenariuszu stworzonym przez twórcę Gwiezdnych Wojen, G. Lucasa. Nie można się zatem spodziewać, że powieść będzie odkrywała jakiekolwiek nieujawnione do tej pory wydarzenia, czy bazowała na perspektywie bohatera, który w filmie nie występował. Owszem, autor opisuje sytuacje, których czytelnik nie zobaczy na ekranie, jednak w większości są to usunięte sceny, ni jeżeli własna fantazja pisarza. Oczywiście, co nie co od siebie dodać musiał – nie sposób 1:1 przenieść scenariusz na prozę. Nie sposób również, mówić o tej książce bez odniesień do filmu. Ogromnym plusem powieści jest całkiem zgrabne ukazanie wszelkich relacji między bohaterami. Owszem, postacie nie są zbyt skomplikowane, jednak daleko im od bycia płaskimi, czy jednowymiarowymi. Niemal każdy bohater dostaje swoje pięć minut, dzięki czemu nie jest tylko małym ‘punktem’ fabularnym, tylko istotą z krwi i kości, która w mniejszy, bądź większy sposób wpływa na akcję. Choć G. Lucas wykreował fascynujący świat Galaktyki, to jednak zupełnie nie poradził sobie z ukazaniem uczuć, emocji, czy relacji. I właśnie, przede wszystkim, to naprawił Salvatore w swojej powieści. Co prawda, sam przeskoczył kilka stopni i zbyt szybko pozwolił pewnym bohaterom na zbyt duże zaangażowanie, to i tak, o co najmniej niebo lepiej, przedstawił większość relacji. Nareszcie, Anakin nie został przedstawiony jako podlotek, który podrywa ‘na piasek’, a jego relacja z Padme została pogłębiona na tyle, że przestała przypominać historyjki rodem z nastoletnich gazet. Sama Padme dostała swoje pięć minut – za sam fakt poznania jej perspektywy, jej uczuć oraz pragnień, ‘Atak Klonów’ zasługuje na oczko wyżej. Każda z postaci dostała więcej – i to jak najbardziej należy docenić. Kolejnym plusem jest lepsze przedstawienie świata polityki. W filmie nie było czasu na ukazanie zawirowań politycznych, niewiele dowiadujemy się o przyczynach – polityka popycha akcję do przodu, lecz staje się jedynie źródłem problemów, niekoniecznie wyjaśniając dlaczego. Salvatore umiejętnie opisał wewnętrzne problemy Republiki, jej animozje z Separatystami, a co najważniejsze – zrozumiale przedstawił sytuację polityczną (związaną z osobą Padme), dzięki której zrodziła się akcja ‘Ataku Klonów’. Uważam jednak, że autor niewiele czasu poświęcił samemu Anakinowi – choć dostajemy więcej niż w filmie, to jednak zbyt mało, by poczuć się usatysfakcjonowanym i by móc się w pełni utożsamić z tym bohaterem. Dodatkowo, ucierpiał na tym opis relacji między padawanem a Obi-Wanem, która zasługiwała na większe rozwinięcie, niż to co dostaliśmy na ekranie. Na sam koniec dodam, że choć historia opisana w tej powieści jest zgodna z kanonem Star Wars, to sama książka kanoniczna już nie jest (utraciła ten status z przejęciem marki przez Disneya), zatem nie uświadczy się jej obecności w żadnym oficjalnym spisie. Podsumowując: warto przeczytać. Choć ‘Atak Klonów’ nie wnosi niczego nowego do znajomości franczyzy, to jednak pełen jest różnych smaczków, które powinny zadowolić fanów Gwiezdnych Wojen. Nie fanów w sumie też.
Aghatius - awatar Aghatius
ocenił na 8 2 lata temu

Cytaty z książki Gwiezdne wojny. Słownik obrazkowy

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Gwiezdne wojny. Słownik obrazkowy