Goblin Slayer #7

Okładka książki Goblin Slayer #7
Kousuke KuroseKumo Kagyu Wydawnictwo: Studio JG Cykl: Goblin Slayer (tom 7) komiksy
170 str. 2 godz. 50 min.
Kategoria:
komiksy
Format:
papier
Cykl:
Goblin Slayer (tom 7)
Tytuł oryginału:
ゴブリンスレイヤー
Data wydania:
2020-05-15
Data 1. wyd. pol.:
2020-05-15
Liczba stron:
170
Czas czytania
2 godz. 50 min.
Język:
polski
ISBN:
9788380015609
Tłumacz:
Dariusz Latoś
Średnia ocen

                7,7 7,7 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Goblin Slayer #7 w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Goblin Slayer #7

Średnia ocen
7,7 / 10
30 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
947
943

Na półkach:

Świetna Manga, fabuła od początku zaskakuje I wciąga przez co nie mogę oderwać się od czytania. Jestem szczerze ciekaw jak dalej się to potoczy, co autor nam zaprezentuje i jak rozwinie cały świat Przedstawiony. Zapraszam też na swojego bloga https://okonapopkulture.blogspot.com/

Świetna Manga, fabuła od początku zaskakuje I wciąga przez co nie mogę oderwać się od czytania. Jestem szczerze ciekaw jak dalej się to potoczy, co autor nam zaprezentuje i jak rozwinie cały świat Przedstawiony. Zapraszam też na swojego bloga https://okonapopkulture.blogspot.com/

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

53 użytkowników ma tytuł Goblin Slayer #7 na półkach głównych
  • 43
  • 10
35 użytkowników ma tytuł Goblin Slayer #7 na półkach dodatkowych
  • 14
  • 11
  • 3
  • 3
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Inne książki autora

Okładka książki Goblin Slayer #14 Kumo Kagyu, Kousuke Kurose
Ocena 7,5
Goblin Slayer #14 Kumo Kagyu, Kousuke Kurose
Okładka książki Goblin Slayer #13 Kumo Kagyu, Kousuke Kurose
Ocena 7,2
Goblin Slayer #13 Kumo Kagyu, Kousuke Kurose
Okładka książki Goblin Slayer, Vol. 16 (light novel) Kumo Kagyu, Noboru Kannatsuki
Ocena 0,0
Goblin Slayer, Vol. 16 (light novel) Kumo Kagyu, Noboru Kannatsuki
Okładka książki Goblin Slayer #12 Kumo Kagyu, Kousuke Kurose
Ocena 7,4
Goblin Slayer #12 Kumo Kagyu, Kousuke Kurose
Okładka książki Goblin Slayer, Vol. 15 (light novel) Kumo Kagyu, Noboru Kannatsuki
Ocena 0,0
Goblin Slayer, Vol. 15 (light novel) Kumo Kagyu, Noboru Kannatsuki
Okładka książki Goblin Slayer, Vol. 14 (light novel) Kumo Kagyu, Noboru Kannatsuki
Ocena 0,0
Goblin Slayer, Vol. 14 (light novel) Kumo Kagyu, Noboru Kannatsuki
Okładka książki Goblin Slayer #11 Kumo Kagyu, Kousuke Kurose
Ocena 7,7
Goblin Slayer #11 Kumo Kagyu, Kousuke Kurose

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Overlord #1 Maruyama Kugane
Overlord #1
Maruyama Kugane Fugin Miyama
Mangowi twórcy, czyli popualrnie zwani ,,mangakami" potrafią działać i pracować niczym wizjonerzy, i to całkiem porównywalnie w stosunku do komiksowych geniuszy. Dlatego tak specyficzny, tak rewelacyjnie przyjmowany i odbierany geekowskim serduchem okazuje się świat mangi. Japoński komiks pod względem technicznym momentami jest bliski ideałowi. Zdaje się być tak przepełniony oryginalnymi dla siebie dziwnościami, takimi ekspresjami szczególnie w rysunku, że próżno dzisiaj jest szukać czegoś w medium komiksowym bardzo do mangi zbliżonego - być może nic, co człowiek jeszcze w kwestii narracji graficznej wymyśli, mandze nie dorówna, a jeśli tak, to jedynie dogoni do wyrównania stawki, jednakże nie prześcignie. Na elementy ,,magiczne i fantastyczne" w serii mangi czy danego komiksu np. sensacyjnego z elementami fantasy lub sci-fi albo z czymś wprost z szerokiego nurtu horroru i thrilleru zmiksowanego z innymi podgatunkami, składa się całkiem spora ilość - jeśli tak to można nazwać - składników budujących takowy Świat, jego narrację, postaci i całą, całą resztę. Najważniejsza, jak na moje popkulturowe doświadczenie i instynkt z tego tytułu, w uznanym wśród fanów rodzaju fantasy zmiksowanym z współczesnym podejściem do sci-fi, jest drobiazgowość i różnorodność w kreacji Świata Przedstawionego, który koniec końców musi być bogaty, urozmaicony, wręcz stworzony do eksploracji i eksploatacji przez naszych protagonistów i antagonistów. W mandze i anime istnieje jeden szczególny podtyp - choć ciężko tak naprawdę to dokładnie podręcznikowo nazwać i ,,zakategoryzować" - gatunek lub nurt zwany ,,Isekai". Należą do niego niezliczone japońskie komiksy oraz filmy i cykle anime, jednak chyba największą robotę w przyciąganiu kolejnych fanów oddanych Isekai właśnie, sądzę, robią seriale stworzone w konwencji anime (najczęściej są to serie; filmów na streaming czy ,,kinówek" w materii Isekai jest niestety mało), takie jak: Sword Art Online, No Game No Life i najważniejszy bohater niniejszych deliberacji... Overlord! Jedną z najbardziej nieoczywistych - choć zależy kto na taką zagwozdkę patrzy i jak to rozumie - kwestii wśród fanów wspominanego Isekai, jest uznanie "SAO", czyli Sword Art Online za ojca współczesnego stylu i rytmu kreacji rzeczywistości w Isekai, a także za prowodyra i krzewiciela tejże odmiany wśród morza popkulturowych gatunków. Jednak najbardziej popularnym ostatnimi czasy wśród ,,isekajowców" jest "Uniwersum Overlord" - pierwszy czy drugi sezon... a może komiks lub light novel, nieistotne, gdyż ten Świat zdaje się mieć lekką przewagę nad całym dobytkiem (a jest on całkiem spory) i popularnością "SAO", głównie z powodu bycia bardziej wiernym tworem dla założeń i cech nurtu Isekai, a także z racji posiadania zarówno genialnej animacji z cyklu oraz mangi, czego szczególnie w SAO według mnie ciężko jest szukać. I całościowo "Overlord" to rzecz pierońsko mocna na tle nielichej konkurencji w tworach anime z gatunku ,,Fantasy/Sci-Fi Isekai" i temu podobnych nurtach/podgatunkach. I nie chcę niczego mówić, tzn. porównywać dwóch seriali ze sobą w celu wiadomej ,,faworyzacji" jednego z nich, ale powiem tylko tak: na tyle na ile pozwala mi moja wiedza i doświadczenie z japońską animacją (nie aż tak wielkie z mangą) - i mam tu na myśl całe spektrum licznych produkcji, śmiało stwierdzam, że "Overlord", to dla mnie wzór Isekai; i nie chciałbym oglądać teraz "Sword Art Online" czy cokolwiek z tego Uniwersum czytać, jeśli light novelka lub manga byłaby gdziekolwiek dostępna do kupna (choć o to było by obecnie ciężko), by powiedzieć: ,,dla mnie i tak przygody Ainza to i tak najlepsza rzecz w tym względzie". Po doświadczeniu 4 sezonów tego anime, Ja po prostu wiem, że to Uniwersum jest tak ,,mięsiście dobre" w konsekwentnym tworzeniu opowieści w stylu Isekai, że... aż szkoda zacząć oglądać cokolwiek z tego nurtu. Nadszedł ten moment, w końcu zabrałem się za mangowe realia dość złożonego Wymiaru rozrywki stworzonego na potrzeby cyklu "Overlord". ,,Złożonego", gdyż jak dobrze wiemy całość logicznej egzystencji tego Świata opiera się o motyw rozległej wirtualnej rzeczywistości, którą mówiąc w skrócie skrótów tworzy Meta-Świat gry sieciowej "Yggdrasil", w której gracze logując się do niej wkraczają w arkana wirtualnej rzeczywistości ograniczonej tylko i wyłącznie tempem i sposobem modelowania świata/struktury tej gry przez algorytmy, a raczej przez coś większego, jak ultra zaawansowana Sztuczna Inteligencja ucząca się w sposób przez ludzki umysł nie do przewidzenia. Na pewno ciężko określić jak ostatecznie rozległy jest świat "Yggdrasil" (jak dotąd samo anime w pełni nam tego nie ukazało), czy stwierdzić to, co, gdzie i jak taki Ainz Ooal Gown - główny protagonista/postać neutralna serii - wyciągnie sobie to coś ,,z powietrza", czyli po raz kolejny w niewytłumaczalny dla tej rzeczywistości sposób zaburzy jej strukturę, ukrywając np. jakiś magiczny artefakt, ot tak w przestrzeni przed sobą. Tak, to w tym Uniwersum przewodzi nie kto inny, jak właśnie ów ,,Pan Ainz". To w jego ,,wirtualnym ciele” znajduje się świadomość ludzkiego gracza, młodego mężczyzny o prawdopodobnym pseudonimie ,,Momonga”. Ów człowiek staje się tą legendarną, najlepiej znaną entuzjastom anime, którzy najpierw oglądali serię z tego Uniwersum, a potem ochoczo i z werwą jak ja zabierają się za jego mangowe pierwociny, szkieleto-podobną sylwetką, odzianą majestatycznym wręcz płaszczem, zaopatrzoną w rozmaite ozdoby i przedmioty magiczne, tylko i wyłącznie z powodu, jak to się mówi, ,,własnej głupoty”. Momonga popełnił jeden zasadniczy błąd: zapomniał się w tej meta-grze tak bardzo, że z głowy wyleciało mu ,,wylogowanie się!" z serwerów Yggdrasil, gdy przecież już za niedługo miała być ona na stałe wyłączana! I tak, niezmierzona, niezbadana do końca przez graczy rzeczywistość Yggdrasill po prostu ,,ożywa” – sztuczne, wirtualne istoty i postaci, jak NPC, zaczynają egzystować zgodnie z własną świadomością, jakby zamieszkiwały te wielkie przestrzenie i liczne krainy tak jak ludzie zamieszkują Ziemię, będąc świadomi, że są jej obywatelami... jakby robili to od zawsze. W ten bardzo niefartowny - ale tylko z początku - dla młodego gracza sposób nie tylko w medium serialowym, ale i komiksowym również, bo w tym przypadku jest to najistotniejsze: zaczyna się cała ta nader dobrze nakreślona scenariuszowo i dostatecznie dobrze graficznie w stosunku do genialnie wizualizowanego serialu anime z Uniwersum, uwydatniona, a raczej z pasją narysowana, niemająca końca mangowa przygoda, ot narodziny prawdziwej legendy, ,,Sir” Ainz Oawl Gowna, jak mówi opis pierwszego tomu recenzowanej niniejszym opowieści Overlord: ,,potężnego, mrocznego maga, który adaptuje ten potworny świat na swój nowy dom.” Bardzo istotny dla mangowej strony całego gatunku Isekai i temu podobnych w sci-fi treściach o koncepcji ,,wirtualnych rzeczywistości” i wymiarach, pierwszy tom opowieści z cyklu "Overlord" jak i wiele, wiele następnych w Uniwersum, to wynik ciężkiej pracy ,,mangaków” Kugane Maruyamy i Fugina Miyamy. Dla mnie, a może i wielu z Was, są to artyści znani nie na tyle na ile powinni. Cykl tej mangi nie jest tak popularny jak jej adaptacja. Poza tym artyści z kraju kwitnącej wiśni, cóż, nie są w Europie aż tak popularni jak scenarzyści i rysownicy amerykańskiego komiksu czy twórcy filmowo-serialowi. Jednak… za to co potrafili (już w tym, omawianym, pierwszym tomie, a dopiero to początek ich pracy nad serią Overlordu!) w pilotowym dla tej historii tomie zarysować i odpowiednio przedstawić, powinno im się bardzo solidnie podziękować. Nie jest to praca ,,najwyższej słodyczy”, ale ma ona swoją wysoką wartość dla ,,Isekai” i ogólnie dla geeków fantasy, zwłaszcza gier RPG, czy słynnych gier fabularnych planszowych z tego gatunku. Jest to intensywna, ale co dość zaskakujące objętościowo krótka historia: około 170 stron wygląda tu na 200 – prawdopodobnie to rezultat specyfiki rysowania i pisania twórców oraz samego papieru, który jest dość twardy i jakościowo wystarczająco dobry. Trudna sprawa - a momentami lektury aż ,,sprawa się rypła" - z mangą "Overlord", z tym jej ,,pierwszotomowym" otwarciem. Sęk w tym, że chciałoby się o niej pisać w samych superlatywach, jednakże nie do końca będzie to w tym specyficznym przypadku możliwe. Tak jak strasznie szybko chciałem zapoznać z treścią tomu, tak też uczyniłem. I nie żałuję z celowym ,,pospieszaniem samego siebie", gdyż generalnie rzecz biorąc, to była dość udana manga: jak na początek tego rodzaju przygód ,,Momongi" i jego świty z Wielkiego Grobowca Nazaricka, te pierwsze zawarte w wydaniu kilka rozdziałów wyszło obronną ręką, niekiedy nawet aż nadto dobrze, ba!, blisko poziomu ekscytacji godnej powiedzenia: ,,zachwycająco!". Sęk w tym, że tom pierwszy "Overlord" nie był do końca stabilny i ,,jednomierny" w tempie narracji i ogólnej dynamice kreowanej tu historii. Wszystko zaczęło się na dobre rozkręcać, wrzucać te wyższe biegi fabularnej realizacji w okolicy połowy tomu - wtedy gdy nasz protagonista (tak naprawdę człowiek w cyfrowym awatarze swej growej postaci) po lekkim szoku, który musiał przetrawić, dowiedział się, że jego ukochana gra... po prostu żyje. Nagle zadziałała ,,czysta psychologia" - gracz/Ainz zdał sobie sprawę z potęgi absolutnej, którą w tym skomplikowanym Świecie, którego wychodzenia swą rozległością poza rzekomo wymiar Yggdrasilu sam nie rozumie, tylko on (jak na pierwszy tom przystało) posiada i absolutnie nic nie jest w stanie mu jej odebrać. No i się zaczęło... Z ,,Overlordem" jest tak jak z do połowy pełną szklanką: satysfakcja z początku mojej przygody z tą mangą jest olbrzymia, jednakże zdałem sobie po części sprawę, że czegoś mi tu zabrakło, że faktycznie... uogólniając całość zawartości tomu pierwsze: było zbyt jednorodnie - zarówno pod względem dynamiki i ,,montażu" rysunku jak i samego scenariusza, który pierwszym odcinkom tego anime nie miał szans dorównać. Na ten moment to serial ,,zjada swój pierwowzór"; podejrzewam, że dopiero kolejne tomy będą odgrywały znaczącą rolę w tym, co w szerokim nurcie Isekai jak i w Uniwersum Overlord jest najlepsze.
karpatkadobra - awatar karpatkadobra
oceniła na 6 2 lata temu
Wielka Wojna Zodiaku #1  Nisioisin
Wielka Wojna Zodiaku #1
Nisioisin Hikaru Nakamura Akira Akatsuki
https://podrugiejstronieokladki6.blogspot.com/2022/01/manga-tez-ksiazka-wielka-wojna-zodiaku.html Jaki macie znak zodiaku? „Wielka Wojna Zodiaku” to tytuł, który sam w sobie mało co mówi. Nie czytałam opisu tej mangi, kiedy po nią sięgałam, bo chciałam zostać zaskoczona. Czy zostałam? Tak. Na tyle, że chce ostatnie dwa tomy tej historii, aby poznać jej koniec. FABUŁA Raz na dwanaście lat odbywa się Wielka Wojna Zodiaku, w której dwanaścioro odważnych wojowników noszących imiona znaków chińskiego zodiaku staje do rytualnej walki na śmierć i życie. Ten, któremu przyjdzie po trupach wygrać wojnę, będzie mógł spełnić jedno życzenie. Wojownicy poza narzędziami w swoich dłoniach posiadają też ukryte moce, które mogą sprawić, że szala zwycięstwa przesunie się w ich stronę. Niektórzy z nich są weteranami Wojny Zodiaku i kolejna edycja to dla nich kolejna rozrywka, która skończy się wygraną. Nikomu nie można zaufać. Wszyscy muszą zginąć. Wygra tylko jeden. Który z nich spełni swoje życzenie? A może nastawiona pokojowo Małpa doprowadzi do końca wojny bez rozlewu krwi? Wojnę Zodiaku czas zacząć! OPRAWA GRAFICZNA Ostra kreska to coś, co wyróżnia tę mangę. Nie jest ona jednak na tyle mocna i szarpana, żeby męczyła oczy. W zasadzie to „Wielka Wojna Zodiaku' jest mangą, która wyraża więcej obrazem, niż słowem, chociaż dymki i fonty w nich mogą drażnić wzrok. Parę razy musiałam zmienić obraz, na który patrzyłam, bo czułam, jakby coś kłuło mnie w oczy. Kolorowe obwoluty pokazują nam wygląd bohaterów, którzy choć nie powinni zyskać sympatii Czytelnika i tak ją zyskują. Nie przyzwyczajajcie się jednak do postaci, bo autorzy nie bawią się w łagodne zabójstwa. Krew i posoka leje się w tej historii częściej, niż woda w kranie, a mimo tego i tak nie uważam „Wielkiej Wojny Zodiaku” za mangę brutalną. Moim zdaniem jest okej. Każdy z tomików posiada kolorowy mini plakat z bohaterami, który jest bardzo miłym dodatkiem do całości. OPINIA OGÓLNA Ja myślałam, że „Wielka Wojna Zodiaku” to manga, która będzie typowym tasiemcem. W końcu mamy tutaj dwanaściorga wojowników. Jakież było moje zdziwienie, kiedy już w pierwszym tomie pożegnałam się z jedną z dwóch moich ulubionych postaci. Heh... naprawdę to był szok, którego nawet nie potrafię dobrze opisać. Autorzy nie rozpieszczają nas. Mamy tu naprawdę mini historie poszczególnych bohaterów. Takie idealne do poznania ich, ale bez szansy polubienia, bo i tak zaraz zginą. Tak mi teraz przychodzi na myśl, że jeżeli szukaliście coś na kształt „Battle Royale”, czy bardziej hollywoodzkich „Igrzysk Śmierci” to właśnie znaleźliście odpowiedniego kandydata. Jestem po lekturze dwóch tomików i już pragnę więcej! Cała manga ma cztery części, stąd szybka, wartka i bardzo dynamiczna akcja, która nie pozwala się nudzić. Trup ścieli się gęsto, krew spływa do kanału, a wrogów do zwycięstwa i końca walki ubywa. Niech Was to jednak nie zmyli. To nie jest tak, że tu tylko walczą i zabijają się wzajemnie. Mamy intrygi i układy między bohaterami, ale tak naprawdę nikomu nie można ufać. Najbardziej wyróżniającą się postacią jest Małpa, która od samego początku szuka pokojowego rozwiązania całej wojny, jednak tym razem jej misja nie jest łatwa, bo wojownicy nie zamierzają remisować. Ciekawa jestem Byka, który jest najpewniejszym zwycięzcą, chociaż Tygrys także mnie zaskoczyła. Ach! I zapomniałabym o szalonym Króliku, który jest nadpobudliwy i także ma duże szanse na wygraną. Nie da się ukryć, że „Wielka Wojna Zodiaku” to manga, przy której można rozmyślać i obstawiać swojego faworyta. Na pewno sięgnę po ostatnie dwa tomiki, aby dowiedzieć się kto został szczęśliwcem i może spełnić swoje życzenie. Jeżeli chcielibyście sięgnąć po tę mangę, polecam zrobić to mając całość na półce. Inaczej będziecie cierpieć, tak jak ja teraz.
P2SO - awatar P2SO
ocenił na 7 4 lata temu
Overlord #2 Maruyama Kugane
Overlord #2
Maruyama Kugane Fugin Miyama
Władcy absolutni, uzurpatorzy, liderzy bezprawia i totalitaryzmu. Tak, tego rodzaju indywidua, te sprytne charyzmatyczne jednostki, faktycznie mają w sobie to niezwykłe dane im tylko ,,coś", co umożliwia im stosowanie mechanizmów kontroli, władzy, dominacji i manipulacji nad ludem, nad swoimi obywatelami, nad prostą i łatwą z ich perspektywy rzeczywistością. Historia historią, jej na ten moment rozliczać nie będziemy. W popkulturze natomiast możemy zaobserwować to, jak tego rodzaju osobliwości i osobistości charakterologiczne, przeważnie antagoniści, czy antybohaterowie, a rzadziej protagoniści, podstępnie ,,używają” swoich cech ,,niematerialnego Ja”, jak ich psychika ewoluuje, co robią i jak ich czyny oddziałują na wszystko wokół: od jednostki, bo małe zbiorowości aż po kraj/obszar, którym rządzą, lub z którym mogą ,,pójść w tango wojennego konfliktu zbrojnego”. Czy to film fabularny w rozmaitych gatunkach i nurtach, czy to serial live action bądź animacja w różnej konwencji i stylu – przywódcy absolutni o skłonnościach psychopatycznych, których umysł zaburzyło całkowite, ciągle narastające pragnienie kontroli, manipulacji poddanymi (a praktycznie wszystkim czym się da!) i dzierżenia władzy dla samej istoty władzy i jej delektowania się, są związani silną relacją z rządami absolutnymi, od których przeważnie, z czego zazwyczaj sami nie zdają sobie sprawy, gdyż biologia takich socjo-psychopatycznych mózgów jest w tego pokroju przypadkach mocno zachwiana, niestety nie ma ucieczki. I tak przechodzimy powoli do sedna niniejszych deliberacji. Istnieje pewne Uniwersum tematyczne w kulturze masowej w tworach spod znaku estymy i wyjątkowości kraju kwitnącej wiśni, w którym na przestrzeni wielu jego serii odcinkowych w anime oraz multum rozdziałach mangi i light nowelek daje się nam poznać, bardzo ,,mięsiście” i namacalnie, prawie że na wylot główny protagonista, który jest jądrem i osią skupiającą wokół siebie podstawowe założenia fabularne tego Świata i jego konkretny, idący jakby danym planem rozwój, także splatającą sobą samym liczne wątki, relacje, wydarzenia i pozostałe elementy rzeczywistości DMMO-RPG, z którym bardzo ściśle związany jest "Overlord" i wiele wymiarów poza nim. Tym kimś jest Ainz Ooal Gown, władca jednej z gildii Yggdrasilu, rezydent Wielkiego Grobowca Nazaricka, istota nieumarła, wyższa! ,,Pan Ainz” bądź ,,Momonga” bo takie też nosi on imię, jest w anime z tejże serii, jak i mandze czy nowelce o tym samym tytule, nie tylko postacią, o czym my fani tego Meta-Versum dobrze wiemy, o niezwykłej wręcz arcypotężnej mocy fizycznej, co określa się w fandomie jako ,,Overpowered”, ale i nader niezwykle inteligentnym - mimo iż czasami ze skłonnościami do delektowania się władzą w sposób totalitarny i z namiastką bezprawia - władcą, kimś kogo, co sądzę osobiście, można określić bardziej ,,Zdobywcą Absolutnym” niżeli Imperatorem i Dyktatorem. Jest w Ainzu jednak coś sprzecznego, co może być lekkim ewenementem: to prawdopodobnie jedna z najpotężniejszych sylwetek na liście postaci OP, szczególnie w gatunku ,,Isekai”, do którego Uniwersum Overlord się zalicza, także wśród zestawienia bohaterów i łotrów z gatunku sci-fi i fantasy w anime, w całym dotychczasowym dorobku tego rodzaju i gatunkowości w animacji. Sęk w tym, że nasz ,,Momonga”, czy to w czterech sezonach „Overlord”, czy to w przeczytanym jak dotąd przeze mnie tomie pierwszym i niniejszym omawianym no.2 mangi, zdaje się niekiedy podejmować swe decyzje albo za szybko, albo zbyt rozciągliwie w czasie, co raczej prawdziwemu władcy absolutnemu nie po drodze, a w jego przypadku tego rodzaju ,,osobliwość” niby-tyrana, którym miałby być, cóż, nadaje mu solidnej dawki komiczności w charakterze. A przykładem tego niech będzie stosunek protagonisty do tzw. ,,Jaszczuroludzi” z II i III sezonu (w medium mangowym to jeszcze przede mną) gdzie ów byt ostateczny i władca wszelakich krain Yggdrasilu nie był do końca pewien czy ich zanihilować czy zacząć z tą Cywilizacją współpracować albo ,,dyskretnie" nimi władać. Czy on czasami nie ma tak, że nie wie, co z tą swoją dzierżoną władzą i bezgranicznymi przywilejami z tego wynikłymi zrobić? Chyba tak, i to jest bardzo charakterystyczny element, za którego można polubić tę postać i całą konstrukcję Uniwersum Overlordu, bo na pewno jest to bardzo osobliwa i niezwykła opowieść. Gdyby nie sylwetka Pana Ainza w omawianym Uniwersum, gdyby nasz główny kreator wszelkiej maści wydarzeń tu rozgrywanych, odkrywanych informacji i poznawanych postaci nie był tak barwny, tak nieprzewidywalny jakim go przez te dwa tomy mangi ,,Overlord” i multum odcinków anime poznaliśmy, mielibyśmy tylko… i aż tylko władcę totalitarnego, tylko i aż przykład rządów nieograniczonego niczym, wszechpotężnego tyrana, a to samo w sobie zrobiło by ten cykl, tę rzeczywistość mocno wyjałowioną, pozbawioną smaku. Dlatego "Overlord" jest tak niezwykłym tworem w popkulturze, a Ainz tak niezwykłym bohaterem/antybohaterem na tkance tego rodzaju, co jego charakter i cechy, postaci w popkulturze. I nie ma co narzekać. Po młodzieżowemu mogę powiedzieć, że jak dotąd miałem przyjemność zetknąć się z ,,w opór mega dobrym anime oraz mangą", którym jest ten Świat. I co istotne, po przeczytaniu pilotowego wydania mangi Overlord wręcz nie mogłem się doczekać tego, co tam takiego nasz sławetny ,,Momon" - a tak naprawdę świadomość człowieka, która utknęła w Yggdrasilu, stąd mamy wrażenie obecności dwóch narracji w anime oraz japońskim komiksie, który omawiam, choć w przypadku medium komiksowego to wrażenie doświadcza się jakby nieco z opóźnieniem - i jego ekipa Wielkiego Grobowca Nazaricka odkryją, czego w tomie drugim dokonają. I co tam ciekawo się ,,powydarzało” i ,,zadziało”? Ano właśnie, ów tom, co zresztą stanie się raczej standardem twórczym w kolejnych wydaniach, napisali i narysowali mangacy Muruyama i Miyama. Ainz nie okazał się tu perłą i ,,najlepszością” najwyższego sortu. Nie. Serce skradł tu ,,Chomisław” – nazwijmy ,,to coś” humanoidalnym chomikowatym stworzeniem o licznych mocach, specyficznej zadziorności charakteru i słodkiej śmieszkowatości, za którą nie da się Chomisława nie pokochać; najlepsze jest to, że dzięki niemu Ainz zyskuje na sile do odbioru swej osoby miliony expa ,,rpg-owej many” – nieoczekiwany duet tego stworzenia z naszym protagonistą to jedna z lepszych rzeczy, która się tu wydarzyła. A, co do samego Ainza, co staje się niekiedy czymś prawie że ,,normalnym”, po raz kolejny jego potęga daje o sobie znać, staje się ona narzędziem – i chyba nie jest to nudne, a raczej formalne i zwyczajne – do eksploracji licznych krain i Świata poza ,,Yggdrasilem”. Na gdaczące pustosłowie, cholibka – nie dało się nie użyć takiego stylu wypowiedzi zważywszy na specyfikę fantasy Overlordu i w miarę pośrednie konotacje tytułu z ,,średniowiecznym RPG dark-fantasy” – dobra nasza, że taka rozrywka jak anime i dwa tomy mangi, których doświadczyłem z tego Meta-Versum "Overlord" potrafi cieszyć dorosłych geeków; że sama ,,kreska” w tejże mandze, sposób kadrowania, także rozwijanej narracji potrafi dać satysfakcję każdemu, kto złapie bakcyla do oryginalności Światów tu wyłanianych, do wielu postaci tu wykreowanych, także do wątków, konstrukcji rzeczywistości ,,Overlordu” i tajemnic, które za sobą kryje ów Wymiar rozrywki, zważywszy na fakt, że jest to najlepszy ,,Isekai” wśród anime i mangi! Wielu elementów w tomie drugim komiksu, których się spodziewałem, niestety, zabrakło: ,,Ainz” był za mało zdecydowany i średnio konkretny w swoich czynach i prowadzeniu władzy w Yggdrasilu i poza. Postaci poboczne i krainy… pojawiły się zbyt nagle i strasznie chaotycznie, jakby nie w tym momencie, którego oczekiwał nasz bohater. Dynamika akcji była bardziej komiczna niżeli intrygująca, choć nie zabrakło elementów trzymający leciutko, ale jednak, czytelnikowi nóż na gardle. Specyficzne okazało się to, że bywało w samej grafice i tak, że zdawała się być ona zbyt ,,przetarta”, blada, rozciągnięta, mimo iż to jest czarno-biało-szara manga, a styl ,,Overlordu” w tej kwestii jest taki jaki jest. Trochę narzekania, ale w większości ogrom satysfakcji! Możliwości tak rozbudowanych światów gier wirutalnych jak Yggdrasil w "Overlord" są ogromne - ogromne to znaczy, że te Krainy, Płaszczyzny, Światy, które poznajemy w tej produkcji, to ledwie początek takich możliwości kreowania rzeczywistości przedstawianej! W "Overlord" może wydarzyć się dużo, dużo więcej niż to, co planują dla nas jego twórcy. Tu ogranicza nas tylko wyobraźnia, dlatego w związku z tym, w aspekcie tego jak wygląda fizycznie, przestrzennie, jak może rozbudzać naszą wyobraźnię Uniwersum Overlord, jak jest przepastne i niezwykłe, pomyślmy, czym zaskoczyła nas druga część mangowych przygód Ainza vel ,,Momongi" i jego towarzyszy? Odpowiedź powinna być dość prosta: tak, chodzi o sam aspekt ,,przygodowości" w klimatach tudzież gatunku fantasy zmiksowanego również według mnie z ,,dark mitological fantasy" i pierwiastkiem historycznym, i to na dodatek z użyciem mechanik dających na myśl, że mamy przed sobą mangę, w której doświadcza się prawie że gry RPG, jej bohaterów specyficznych rodzajów NPC-ów, którzy w tym Uniwersum stają się samoświadomi i niezależni, co podważa fakt jakoby wciąż była to rzeczywistość ,,meta gry wirtualnej" Overlordu pt. Yggdrasil. Chyba każdy z geeków tego anime z omawianego przeze mnie z werwą (no bo jakże tu nie lubić tego cyklu?! ) Uniwersum, zauważył, że w tomie drugim mangi pojawiła się w końcu Teokracja Slain oraz E-Rantel - krainy, ugrupowania, związki i inne elementy, zjawiska i organizacje z tej nieodgadnionej rzeczywistości, co samo w sobie podkreśla, że ów Meta-Świat z każdym kolejnym tomem komiksu będzie coraz bardziej rozszerzany, opisywany. A wszystko dzięki przygodom, dzięki temu, że twórcy serii (to samo tyczy się serialu anime) postawili na eksplorację Yggdrasil i krain poza z perspektywy imperatywu Ainz Ooal Gowna i jego możliwości.
karpatkadobra - awatar karpatkadobra
oceniła na 7 1 rok temu
Opętani miłością  Napata
Opętani miłością
Napata
O jejciu-jejciu, na blogu będzie omówiony komiks pornograficzny :) Szczerze powiedziawszy śmieszy mnie ta cała pseudo-troska o dobro osób niepełnoletnich. Jak się patrzy na PEGI w wielu krajach, to szybko można dojść do wniosku, że cały ten system nie tylko nie działa, ale został zaprojektowany przez kompletnych debili. Krew robiona na czarno, no bo przecież jak będzie czerwona to wychowamy morderców. Kobiety o nierealnych kształtach w tak skąpym bikini, że zostają niemal same sznurki są okej, ale pokaż fragment kobiecego sutka i już Facebook czy You Tub wytaczają ciężką artylerię. Hipokryzja pełną gębą. Dziś jednak nie o tym, a o debiutanckim tytule nowo powstałego wydawnictwa Akuma. Mangę z gatunku hentai zakupiłem w przedsprzedaży, aby wesprzeć nowego wydawcę i dziś, gdy już pojawiło się sporo recenzji tego tytułu, wypowiem się i ja. Zrobię to jednak w nieco innym tonie, bo zestawię "Opętanych miłością" z mangą "Renai Sample", martwego już wydawnictwa Yumegari. Czas zacząć szczucie cycem i niech wygra lepszy. Albo raczej lepsza :) 1. Okładka Nie oceniaj mangi po okładce, mówili, ale w większości wypadków, właśnie to kryterium decyduje, czy w ogóle spojrzymy na dane dzieło. W obu wypadkach obwoluty są kolorowe i ostro kuszą, choć ta z "Renai Sample" ma obfitsze walory. Jednak jeśli zajrzymy pod sukie.... znaczy się obwolutę, to szybko się okaże, że "Opętani miłością" wypadają lepiej. W pierwszym wypadku mamy po prostu tytuł na białym tle. W drugim seksowną dziewuszkę o nieprzyzwoitych myślach. Szczerze? Dla mnie druga pozycja wypada na tym polu lepiej. Zresztą sami oceńcie: Renai Sample - 0 Opętani miłością - 1 2. Złożoność historii Tak, wiem, nie o treść tutaj chodzi, a o seksualne fantazje. Niemniej mangi czy anime typu hentai udowadniają, że da się wpleść w całość sensowną fabułę. Zboczoną, pełną orgazmów, negliżu, pięknych, wręcz nierealnych, ciał i zazwyczaj dość naiwnych postaci. W przypadku "Opętanych miłością" faktycznie to dostajemy. Mamy 12 historyjek, kompletnie z sobą nie powiązanych i raczej napisanych na jedno kopyto. Wiecie, coś w stylu Brazzers. Ona naiwna i napalona, on speszony i nie wierzący w swego farta. Natomiast "Renai Sample" ma już nieco wyższy poziom. Oczywiście to nadal ostra fantazja seksualna, rodem z sypialni Barneya Stinsona, ale poszczególne historyjki, a tych mamy 10, brzmią bardziej przekonująco. W zasadzie da się je nawet połączyć w jakąś sensowną, wakacyjną przygodę lub coś w tym guście. Renai Sample - 1 Opętani miłością - 1 3. Postacie męskie Nie wiem, jak inni, ale dla mnie w porno liczą się postacie żeńskie. Mimo wszystko uważam, że przystojny mężczyzna to pociągający mężczyzna i w tego typu produkcjach jest to ważne. W obu albumach wypadają oni niestety dość słabo. W praktyce w ogóle mogliby nie mieć żadnych kwestii i wyszłoby na to samo. No prawie. Jeśli miałbym już jednak wybrać, gdzie panowie lepiej się spisali, to obstawiam "Renai sample". Tam przynajmniej byli bardziej, hmm... różnorodni pod kątem charakteru. Reani Sample - 2 Opętani miłością - 1 4. Postacie żeńskie No i przechodzimy do sedna tego typu dzieł, nie ważne w jakiej formie po nie sięgamy. Jeśli idzie o bohaterki, to w obu wpadka są one różnorodnie przedstawione pod kątem, że tak to nieładnie ujmę, proporcji, ale też wieku, sfer społecznych i tak dalej. Jednak to te z "Opętanych miłością" w finalnym rozrachunku wypadły dla mnie bardziej seksownie. Tutaj mamy pewien absurd, bowiem fabularnie to "Renai Sample" wypada lepiej, ale właśnie fakt, że "Opętani miłością" nie silą się na szczególnie rozbudowany scenariusz, bazując głównie na scenach sytuacyjnych oraz ich postacie działają pod wpływem impulsu, sprawił, że całość wypada ciekawiej. Bohaterki od wydawnictwa Akuma wypadają zatem lepiej, bo jadą na spontanie, podczas gdy u konkurencji starają się one analizować sytuację. Renai Sample - 2 Opętani miłością - 2 5. Rysunek Nawet moje oko mangowego laika potrafiło wychwycić pewne różnice w stylu obu artystów. Szczerze powiedziawszy nie umiem powiedzieć, które rysunki wolę, bo obie mangi wypadają dla mnie na takim samym, dobrym poziomie. To nie jest jakieś mistrzostwo i przy takiej "Herezji miłości" wizualnie te mangi przegrywają, ale też nie z kretesem. To po prostu solidny rysunek, w sam raz pod tematykę porno, gdzie czytelnik ma być pobudzany przez fantazję rozgrywającą się na kartach. Ni mniej ni więcej. Reani Sample - 3 Opętani miłością - 3 PODSUMOWANIE Szczerze powiedziawszy jestem zadowolony z tego wyniku. Wyszedł remis w sytuacji, gdzie obstawiałem od początku zdecydowaną wygraną "Renai Sample". Czemu? Bo mangę mam od dłuższego czasu i wraz z moją żoną jesteśmy z niej baaaardzo zadowoleni. Jednak "Opętani miłością" sprostali zadaniu, pokazując, że warto wydać na polskim rynku więcej tytułów tego typu. Wydaje mi się, że jest na nie zapotrzebowanie, choć z pewnością hentai w Polsce nigdy nie dorówna fandomem do ecchi. Osobiście lubię oba gatunki i mam nadzieję, że wydawnictwo Akuma nie poprzestanie tylko na wydawaniu sprośnych mang, ale pójdzie też o krok dalej. Jednak jak na debiut, do tego kontrowersyjny jest dobrze. Może nawet bardzo dobrze. Tak czy inaczej nie żałuję wydanych pieniędzy i wraz z małżonką na pewno będziemy wracać do obu tytułów.
WPajęczejSieci - awatar WPajęczejSieci
ocenił na 6 3 lata temu
Highschool DxD 2 Ichiei Ishibumi
Highschool DxD 2
Ichiei Ishibumi Hiroji Mishima
Highschool DxD to jedna z niewielu mang z gatunku ecchi dostępnych na polskim rynku. Na okładce mamy piękną demonice z ukazanymi wszystkimi walorami kobiecego ciała (oczywiście zasłoniętymi). Sięgnęłam po nią po obejrzeniu anime, w którym polubiłam humor i bohaterów. Czy manga równie dobrze zjada czas jak anime? To już zależy od tego czego szukamy sięgając po mangę autorstwa Ichiei Ishibumi, Hiroji Mishimy i Zero Miyamy. Zarówno tych, którzy poznali anime, jak i tych, którzy rozpoczynają przygodę z tytułem, serdecznie zapraszam do lektury recenzji dwóch pierwszych tomów. Licealista Issei to przeciętny chłopak – nie grzeszy urodą ani inteligencją, a do tego zboczeniec, jak to większość bohaterów komedii ecchi, który nigdy nie miał dziewczyny. Norma. Jednak, jak nie trudno się domyślić, nadchodzi dla naszego bohatera dzień w którym wszystko się zmienia, a dokładniej następuje to kiedy idzie na pierwszą w swoim młodym życiu randkę. I to od razu z super seksowną dziewczyną! Niestety nie wszystko wychodzi tak jak to sobie bohater zaplanował… Issei zostaje zabity, jednak sugerując się ilością tomów mangi, nie trudno wywnioskować, że nie na długo pozostaje martwy. Wskrzeszony i wciągnięty w świat walki demonów z niebem, trafia do drużyny, w której jest otoczony przez piękne i hojnie obdarzone przez naturę demonice. Jego szefowa Rias – dziedziczka rodu Gremory – jednej z potężniejszych w piekle, jest jednocześnie tą, która go uratowała. Mimo początkowych problemów Issei nie poddaje się i pomimo niskiej pozycji w hierarchii demonów, chce jak najlepiej przysłużyć się krainie piekła, ponieważ wtedy sam będzie mógł zostać jednym z piekielnych panów i władać nad innymi demonami, a raczej, w jego zamyśle, demonicami. Oczywiście w mandze jest od groma tak zwanego fan serwisu, ale osoby sięgające po ten gatunek są raczej na to przygotowane, a wręcz właśnie tego oczekują. Ciekawe komplikacje życia młodego bohatera, połączenie świata normalnego i tego magicznego – zarówno demonicznego jak i anielskiego tworzą historię, po którą z chęcią sięgam. Nie jest to kolejna pozbawiona fabuły i obrażająca inteligencję czytelnika haremówka, a interesująca historia połączona z tym, co fani ecchi lubią najbardziej – pięknymi kobietami. Historię charakteryzują liczne i dość ciekawe zwroty akcji, dość niespotykane i mało prawdopodobne w rzeczywistości, mające na celu możliwie jak najbardziej skomplikować życie bohaterom. Jest interesująco i śmiesznie. Dodatkowo Ichiei Ishibumi odpowiedzialna za scenariusz miała ciekawy pomysł na temat tego, jak jest zbudowane i jak funkcjonuje piekło – te elementy w szczególności dodają całości unikatowego charakteru. Kreska w Highschool DxD mogłaby być bardziej dopracowana, bądź, mówiąc wprost, po prostu ładniejsza. Nie można jednak ukrywać, że ma ona swój urok, chociaż z pewnością nie jest to element wyróżniający ten tytuł spośród innych. Samo wydanie stoi zaś na poziomie, do którego już zdążyło przyzwyczaić wydawnictwo JG. Błyszcząca obwoluta, dobrej jakości papier i wyraźny druk. Z przyjemnością będę sięgać po kolejne tomy serii. Highschool DxD w porównaniu do innych mang ecchi wydanych w Polsce wypada dobrze, jednak należy wziąć pod uwagę, że nie jest to lektura ambitna, bardziej coś lekkiego, przy czym dobrze jest się zrelaksować – czy to z drinkiem w dłoni czy będąc opatulonym kocykiem z kubkiem kakao w ręku. Z pewnością zapewni chwilę uśmiechu i wypełni miło czas – oczywiście jeżeli nie przeszkadzają komuś dość często pokazywane nagie piersi kobiet… Twórcy oczywiście zapomnieli, że także płeć piękna może sięgać po tego typu mangi i tytuł zdecydowanie kierowany jest do mężczyzn. Ocena: 7,5/10 Kasia Krzewińska Po więcej recenzji zapraszamy do Kosza z Książkami! http://koszzksiazkami.pl/
Kosz_z_Książkami - awatar Kosz_z_Książkami
ocenił na 7 9 lat temu
Grand Blue #3 Kenji Inoue
Grand Blue #3
Kenji Inoue Kimitake Yoshioka
Grand Blue to jedna z mangowych serii, które szturmem wzięły nasz rynek i dość mocno zaznaczyły na nim swoją obecność. Tytuł zapewnia tak gargantuiczną dawkę komiksowej rozrywki, że każda kolejna pojawiająca się część staje się doskonałym sposobem na poprawę humoru i zapomnienie o troskach dnia codziennego. Nie inaczej jest w przypadku trzeciej części, gdzie bohaterowie cyku ponownie mają głowę pełną szalonych pomysłów. Fabuła Grand Blue #3 pokazuje wydarzenia po szalonych i mocno zakrapianych juwenaliach. To, co się dzieło podczas zaplanowanych eventów na długo pozostanie w pamięci studentów. Jedynie Iori oraz Koehi będą chcieli odsunąć w głąb wspomnieć swoje wyczyny. Najważniejsze jest jednak to, że udało się im zdobyć środki potrzebne do dalszego funkcjonowania klubu miłośników nurkowania. Kilka nieprzyjemnych reperkusji ich poczynań, włącznie z nienawiścią większości męskiej części studenckiej braci, to już malutki szczegół. Zawsze przecież można udobruchać towarzystwo, organizując grupową randkę (która normalna być nie może). Do grona miłośników nurkowania dołącza również nowa osoba, która nie jest gotowa na „specyfikę” funkcjonowania klubu, co oznaczać może tylko jedno – kolejne porcje dobrego humoru. Trzeci tom serii kolejny raz pokazuje, że mamy tutaj do czynienia z niebywale odprężającą historią, która swoją prostotą i „głupkowatym” humorem, potrafi umilić nawet najgorszy dzień. Szalona opowieść koncentrująca się na karykaturalnym przedstawieniu życia studenckiego, z masą niepoprawnych żartów to coś, co pokocha się od pierwszego tomiku. .. Cała recenzja na: https://popkulturowykociolek.pl/recenzja-mangi-grand-blue-3/
PopKulturowy - awatar PopKulturowy
ocenił na 8 5 lat temu
Monster Musume #2  OKAYADO
Monster Musume #2
OKAYADO
Zdecydowałem się na 2 tom i akcja rozpoczyna się , gdy bohaterki gonią bohatera i chcą wziąć z nim ślub , a On się ukrywa. Następnie cofamy się do tyłu i Smith mówi bohaterowi o ślubie i potem wychodzi , a po wyjściu zastanawia się czy o czymś nie zapomniała , ale ostatecznie ma to gdzieś i wraca do domu. Później bohater leży w łóżku i myśli o słowach Smith i nagle przychodzi do niego Mia i chcę iść z nim na całość. A po chwili wpada Papi i też chcę iść z bohaterem na całość i w końcu wpada Cerea i ratuję bohatera i mówi , że dziś jest pełnia i dlatego bohaterki są bardziej napalone i nagle sama zaczyna dobierać się do bohatera i w końcu wszystkie trzy się za niego biorą , a On ucieka i nagle dzwoni Smith i mówi o pełni , a bohater wściekły odpowiada , że już wie , a ta pyta którą poślubi i dodaję , że musi im wszystko wytłumaczyć i rozmowa się kończy , a bohaterki go odnajdują i rzucają się na niego , a gdy się odsuwają widzą , że leży na ziemi , a dokoła niego jest czerwona plama i są przerażone , ale okazuję się , że to ketchup:D A rano bohaterki się budzą i nic nie pamiętają , a bohater jest cały poobijany i mówi im , że chcę jej lepiej poznać i w końcu którąś poślubi. A następnie Mia gotuję obiad by pokazać , że nadaję się na żonę , ale jej nie wychodzi i parzy sobie ręce , a następnie linieję i bohater musi ściągnąć jej skórę z ogona i dziewczyna się podnieca. A później , gdy wszyscy są w kuchni nagle pojawia się błotniak i Cerea chcę go przepędzić , ale przegrywa i potem błotniak wraca i okazuję się , że to dziewczyna , ale nie mówi i Papi chcę ją zatrzymać i nazywa ją Ślu, ale reszta bohaterów jest na nie i Papi ją zabiera i uciekają , a bohater za nimi biegnie i nagle zjawia się koleś z dziewczyną , którzy obrażali Mię(jadą samochodem) i nie widzą dziewczynki na drodze i Ślu ją ratuję , ale sama spada z mostu i Papi ją łapię , a Ślu jej dziękuję. Jednak Papi nie daję rady jej utrzymać i Ślu spada , ale nie ląduję w wodzie , bo bohater ją ratuję , a potem wracają do domu i bohater dzwoni do Mii i Cerea i mówi , że ją zatrzymają i niech myślą o niej jak o dziecku i te wyobrażają sobie , że mają dziecko z bohaterem i ten prosi by nie mówiły nic Smith , ale gdy wracają do domu Smith już tam jest , ale pozwala Ślu zostać i , gdy wychodzi bohater odkrywa , że bohaterki uciekły by Ślu nie została zabrana i bohater biegnie je znaleźć i po drodze wpada na dziewczynę na wózku i dzięki niej odnajduję bohaterki i wracają do domu , a tam znów zjawia się Smith i wraz z nią pojawia się tamta dziewczyna i okazuję się , że jest syreną i teraz będzie tu mieszkać. I tak się kończy 2 tom i przyznam szczerze , że jakoś nie mam ochoty kontynuować tej serii. A wszystko przez te zboczone sceny. Gdyby w fabule ich nie było to byłoby lepiej i chętnie bym czytał dalej , ale niestety są. I trochę mnie irytują. I mimo , że relacja postaci ciekawi to jak na razie odpuszczam i nie wiem czy wrócę do tej serii
Marcin92 - awatar Marcin92
ocenił na 7 3 lata temu

Cytaty z książki Goblin Slayer #7

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Goblin Slayer #7