rozwiń zwiń

Głośne historie

Okładka książki Głośne historie
Lidia Amejko Wydawnictwo: Oficyna 21 literatura piękna
144 str. 2 godz. 24 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Data wydania:
2003-02-01
Data 1. wyd. pol.:
2003-02-01
Liczba stron:
144
Czas czytania
2 godz. 24 min.
Język:
polski
ISBN:
83-917228-1-3
Średnia ocen

                6,9 6,9 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Głośne historie w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Głośne historie

Średnia ocen
6,9 / 10
13 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
542
542

Na półkach:

Opowiadanie otwierające zbiór to istny fajerwerk. Wszystkie utwory, mimo że krótkie, uderzają swoją świeżością, są nie tyle odkrywcze, co niebanalne. W sumie lektura tego zbioru opowiadań była dla mnie przyjemnym zaskoczeniem, a ich poziom uważam za wyrównany.

Opowiadanie otwierające zbiór to istny fajerwerk. Wszystkie utwory, mimo że krótkie, uderzają swoją świeżością, są nie tyle odkrywcze, co niebanalne. W sumie lektura tego zbioru opowiadań była dla mnie przyjemnym zaskoczeniem, a ich poziom uważam za wyrównany.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

37 użytkowników ma tytuł Głośne historie na półkach głównych
  • 19
  • 18
11 użytkowników ma tytuł Głośne historie na półkach dodatkowych
  • 4
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Głośne historie

Inne książki autora

Okładka książki Trans/formacja. Dramat polski po 1989 roku. Antologia. Tom 1 Lidia Amejko, Janusz Głowacki, Artur Grabowski, Jacek Kopciński, Marek Koterski, Ewa Lachnit, Jerzy Łukosz, Tomasz Man, Sławomir Mrożek, Wiesław Myśliwski, Piotr Tomaszuk
Ocena 8,0
Trans/formacja. Dramat polski po 1989 roku. Antologia. Tom 1 Lidia Amejko, Janusz Głowacki, Artur Grabowski, Jacek Kopciński, Marek Koterski, Ewa Lachnit, Jerzy Łukosz, Tomasz Man, Sławomir Mrożek, Wiesław Myśliwski, Piotr Tomaszuk
Lidia Amejko
Lidia Amejko
Dramatopisarka, prozaiczka, autorka słuchowisk; jedna z najbardziej cenionych dramatopisarek współczesnych, autorka m.in. sztuk Fargo i Przemiana; sztuki Amejko tłumaczono na wiele języków i wystawiano w licznych teatrach w Polsce i za granicą (m.in. w Anglii, Austrii, Czechach, Chorwacji); jako prozaiczka debiutowała książką Głośne historie (2003); opublikowała jeszcze powieść Żywoty świętych osiedlowych (2007); dwukrotnie nominowana do Literackiej Nagrody NIKE.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Męka kartoflana Janusz Rudnicki
Męka kartoflana
Janusz Rudnicki
MĘKA KARTOFLANA. ...czyli z każdej granicy strony. Czego w tej książce nie ma? Elektryzujące sytuacje spotkania Polaków z Niemcami, rozwijające się siłą rozpędu pamięci o wojnie – są. Portret staczającej się alkoholiczki – jest. Wieśniaccy Polacy, którzy wyrwali się poza granice „matecznika” - są. Wulgaryzmy – całe kopy. Absurd i groteska – im dalej, tym więcej, aż do zbrojenia ziemi krzyżami przeciwko szatanowi. No i Bruno Schulz. „Męka kartoflana” jest zbiorem opowiadań Janusza Rudnickiego, które jako takie muszą reprezentować różny poziom. Poniżej kilka słów o wybranych. Szczególnie dla mnie interesujące są utwory koncentrujące się na przemyśleniach Rudnickiego dotyczących twórczości Schulza oraz zapisków Nałkowskiej i Dąbrowskiej. Autor „Męki kartoflanej” nie uznaje w tym przypadku kompromisów i uderza wszystkim co ma w pisarzy, można powiedzieć, pierwszej wielkości wśród gwiazd naszej literatury. Nie obawia się krytykować autorów, co chwilę rzuca cytatami i sprawnie porusza się po niemałym przecież dorobku pisarzy. Jego impresje są zupełnie inne od powszechnie znanej praktyki interpretacyjnej. Rudnicki śmiało sobie poczyna z sylwetkami pisarzy i bezlitośnie czepia się szczegółów, wytyka usterki, powtarzalność i nieautentyczność. Czyta się to wszystko jednym tchem, momentami aż trudno nadążyć za porywającym stylem autora. Jest to doświadczenie odświeżające w stosunku do prac krytyków piejących z zachwytu nad twórczością „klasyków”. A jednak nie odnosi się wrażenia, że Rudnicki kopie leżącego. Nie znęca się on nad opisywanymi sylwetkami, lecz jego krytyka jest rozmyślnie rozdmuchana i jednak podszyta szacunkiem do wziętych na warsztat, czy też pod ostrze pióra, pisarzy. Opowiadania portretujące alkoholiczkę Uschi aż kipią od fizjologii. Ociekają potem, brudem i wymiocinami. Ciężko powiedzieć, jak w wielu miejscach książki, gdzie kończy się inspiracja prywatnymi doświadczeniami Autora, a zaczyna wyobraźnia. Pisarz stworzył tutaj bardzo plastyczny obraz fiksacji i nienawiści maskującej fascynację. Co do reszty utworów, skwitować je można terminem „groteska”. Sytuacje z życia codziennego nagle nabierają innego znaczenia i zdarzyć się może dosłownie wszystko. Ulubionym chwytem Rudnickiego jest przepis następujący: wrzucić do jednego worka grupę wybraną z zestawu Polacy/Niemcy w scenerii Polski/Niemiec, zamieszać, potrząsnąć i spróbować, co z tego wyszło. A wychodzi zazwyczaj napędzająca bohaterów tajona nienawiść, skrywana uraza i maskowane kompleksy. Polacy przedstawiani przez Rudnickiego, to ci, których znamy, choć znać byśmy nie chcieli. Reprezentują sobą szerokie spektrum negatywnych stereotypów. Każdego można określić etykietą złodzieja, degenerata, idioty. Obrywa się od Rudnickiego Polakom, obrywa przy każdej okazji. „Taś, taś, Polaczki!”, pisze Rudnicki i przywabione stadko stawia w coraz dziwniejszych sytuacjach. Groteska króluje, absurd goni absurd, pojawia się romantyczna symbolika wraz z zestawem wszelkich rekwizytów od rozdętej martyrologii, wielkiej sprawy narodowej i patriotyzmu. Rudnicki całą tę graciarnię polskiej literatury wsmarowuje w błoto, dając chyba wyraz swoim przekonaniom na temat poruszania tych kwestii w książkach. „Męka kartoflana” zaczyna zalatywać Gombrowiczem i wszystkim, co z tego wynika. Warto przeczytać, ze względu na dystans Autora do świata, ludzi, siebie samego, a szczególnie wobec pisarstwa. Dla kogo? Dla spragnionych komentarzy do twórczości Schulza, nieoklepanych i świeżych. Dla zafascynowanych relacjami polsko-niemieckimi. Dla Polaków z dystansem do siebie. Nie dla tych, którzy: mają alergię na potoczysty styl strumienia świadomości; nie trawią romantyzmu nawet obśmiewanego; nie przepadają za groteską; bulwersują się dostrzeganiem śmieszności w mitach narodowych; obrażają się za krytykowanie Schulza; wieszczów.
jaccobus - awatar jaccobus
ocenił na 7 9 lat temu
Nic Dawid Bieńkowski
Nic
Dawid Bieńkowski
Dawid Bieńkowski, Nic [recenzja] @Stryczyńska pisze Podchodziłam do tej książki jak mój pies do fit chrupków. No nie mogłam się za nią zabrać. Przeleżała na półce kilka (a może i kilkanaście) ładnych lat, w ciągu których próbowałam się z nią polubić parokrotnie. Nigdy jednak jakoś nie mogłam dotrwać do końca. To trudne doświadczenie, kiedy rezygnuje się z książki nieprzeczytanej w całości, chociaż właściwie nie do końca się wie, dlaczego. Sama do teraz nie wiem, o co mi wtedy chodziło. Być może dopiero teraz dojrzałam czytelniczo do pewnego typu narracji czy innych mankamentów mogących być jednocześnie zaletami. Nie w tym rzecz jednak, żeby to roztrząsać. Istotne jest, że wreszcie dokopałam się do ostatniej strony. Dużo czasu mi to zajęło, choć książka nie jest specjalnie obszerna (niecałe 400 stron). Chwilami po prostu trzeba było się zatrzymać na dłuższy oddech. Tak samo musiałam po niej odpocząć, żeby móc w ogóle cokolwiek na jej temat napisać. Już sama tematyka jest trochę przytłaczająca. Bieńkowski opisuje polskie lata 90. przez pryzmat różnych sytuacji, bohaterów i przede wszystkim wprowadzenia do Polski wielkiej restauracji Positive, stawianej na równi z pojawiającymi się wówczas złotymi łukami. Lata 90. – z jednej strony pełne nowych nadziei, możliwości i szerokich perspektyw, z drugiej strony zaś nadal brutalnie trudne, być może właśnie dlatego, że nowe, wymagające i… rozczarowujące. Ówczesna rzeczywistość opisana jest szczerze, rzetelnie, wiarygodnie. Rozwijający się konsumpcjonizm i zachłystywanie się świeżym światem miesza się z ludzkimi dramatami, przemyśleniami i zwykłą codziennością. Narracja, która tak mnie wcześniej odepchnęła, przeskakuje z jednego bohatera na drugiego, miota się między różnymi sytuacjami, jest nieco chaotyczna, ale jest sens w tym chaosie. Sądzę bowiem, że dzięki temu zabiegowi świetnie oddaje właśnie delikatny chaos tamtych czasów. Nie jestem jednak fanką bezpośrednich zwrotów do czytelnika, które się tutaj co jakiś czas pojawiają w ramach osobnych minirozdziałów. To pasuje do naprawdę nielicznych sytuacji literackich. I choć teraz nie potrafię przywołać z pamięci nawet jednego tytułu, w którym takie rozwiązanie mnie nie raziło, to Nic zdecydowanie nie jest jednym z nich. Trzeba natomiast przyznać, że autor sprawnie porusza się po językowych zaroślach. Zwłaszcza pochwalić należy całkowite zróżnicowanie stylu dostosowanego do różnych postaci. Z jednej strony „Vive la France”, z drugiej „bystra dupka”, a pośrodku… sranie w toalecie dla klientów. To naprawdę duża i naprawdę dobra rozpiętość całkiem sprawnie zrealizowana. Nie jestem do końca pewna, czy to lata 90. są tłem dla Positive’a, czy może jednak Positive jest tłem dla lat 90. A może jedno i drugie równocześnie. W każdym razie realia restauracji, która wreszcie i w Polsce staje się wielką korporacją, pracy w niej na różnych stanowiskach i na różnych szczeblach, zasad w niej panujących czy w ogóle sytuacji gastronomii w różnych rejonach Polski są kluczowe. Jestem w stanie uwierzyć, że kiedy Bieńkowski pisał Nic i kiedy je wydawał (2005), książka mogła być w pewien sposób przełomowa. Otwierać czytelnikom oczy na to, jak naprawdę funkcjonują wielkie sieciówki, restauracje rozsiane po całym kraju, które przed konsumentem budują sobie wizerunek wręcz fantastyczny. Sądzę jednak, że słowa Janusza Majcherka, które pojawiły się w recenzji okładkowej, są zdecydowanie przesadzone – „po przeczytaniu tej książki już nigdy nie weźmiecie do ust hamburgera”. Po pierwsze – Positive serwuje głównie panierowane elementy z frytkami, nie hamburgery (to półżartem, rozumiem, że zaszła tu pewnego rodzaju generalizacja i nic do niej nie mam). Po drugie – wydaje mi się, że ludzie dość rzadko rezygnują z chadzania do knajpy tylko dlatego, że być może pracownikom tam źle. Bo tutaj nie ma serwowania dań zbieranych z podłogi, przyprawiania mięsa na ostro, żeby nie było czuć starą padliną czy wielokrotnego rozmrażania i zamrażania produktów. Nie ma tu nic, co mogłoby gościom obrzydzić samo jedzenie restauracyjne. Są natomiast przekraczane i stawiane granice, mamy wyzysk pracownika i brak szacunku do niego, gratyfikacje, walkę z wyzwaniami, nierealne oczekiwania, zmęczenie, rozczarowanie, sukcesy, zachody słońca, szefów, kelnerów, samochody służbowe i firmowe śniadania. To nie jest perspektywa ani dobra, ani zła. Jest realna. Ale żeby po niej hamburgera nie zjeść…? Nie wiem, jaki ta historia (a właściwie historie) ma ogólny odbiór dzisiaj. Na mnie nie zrobiła wrażenia, nie jest dla mnie w żaden sposób szokująca, zaskakująca. Opisane sytuacje znam z własnego doświadczenia. Wiem, że tak jest. Wiem, że może też być gorzej. Jestem dość mocno związana z branżą gastronomiczną. Być może więc tej świadomości wcale w ludziach nie ma. Być może mój pogląd jest wypaczony przez gastroświatek. Bo kto w gastro pracował, ten się w cyrku nie śmieje. Podsumowując, Nic w momencie wydania najprawdopodobniej było świeże. Dziś chyba już nie zrobi takiego wrażenia. Napisane sprawnie, płynnie, choć nie dla każdego. Do specyficznej narracji trzeba się przyzwyczaić. Zostawię u siebie na półce. Przypomina mi, dlaczego, mimo często dobrego jedzenia, z tego cyrku jednak uciekłam.
Klaudia Stryczyńska - awatar Klaudia Stryczyńska
oceniła na 7 9 miesięcy temu
Szkoła bezbożników Wilhelm Dichter
Szkoła bezbożników
Wilhelm Dichter
Rzecz bardzo uczciwa intelektualnie. Nie kryjąc swego zaangażowania w komunizm jako młokos w latach 50., Autor w nieoczywisty sposób rozlicza się z samym sobą po latach, pisząc to już na późnej “pomarcowej” emigracji. Dichter niczego tu ani nie upiększa, ani nie ukrywa. Jest szczery na własny temat, co nieczęste, zwłaszcza na starość. Wydaje się nawet ekshibicjonistyczny w obrazie swego zaczadzenia, moderowanego przez pierwsze uczucie…. Nie przybiera jednak postawy intelektualnego biczowania czy nadmiernego moralizatorstwa. Narracja oszczędna i prosta, podobnie jak w pierwszej książce Autora "Koń Pana Boga” - chyba jednak lepszej od tej… Zarazem to poniekąd wymarzona książka dla wyznawców wiadomej teorii spiskowej - prawdziwy to dla nich cymesik, potwierdzający jakoby ich wydumane tezy. A realizacja? “+Ruski sługus!+ +Komunista!+ +Do Palestyny+. Chodzenie na religię nie pomagało.+ Żydzi zamordowali Pana Jezusa+. Gdy tylko ksiądz odwracał się do tablicy, czułem uderzenia papierowych kulek w tył głowy”. “Michał i ja uważaliśmy się za Polaków. On, blondyn z niebieskimi oczami, nie wypierał się swojego pochodzenia. Ja, czarny jak smoła, słysząc pytanie: +Żydek+?, chciałem kłamać. Mógłbym, ale po co?”. A przecież i matka narratora i jego kuzynka są konsekwentnie i przeciwko komunizmowi, i Sowietom. Z jego bliskiego kręgu tylko jego ojczym, Michał jest szychą - prawą ręką Hilarego Minca (kto wie, ten wie) - i dba o jego “janczarskie” wychowanie. “+Nie można wymagać, aby Minc stał w kolejkach+, powiedział kiedyś Michał, gdy Karola krzywiła się na sklepy za żółtymi firankami i podkreślała, że ludzie ich nienawidzą. +Minc jest od myślenia!+” . Mamy tu wyłuszczone jak na tacy wszystkie powody dla których Żydzi - czy też ludzie za nich uważani, skoro samo pochodzenie nie jest i nie może być uprzedzającym wszystko wyrokiem - angażowali się w komunizm, dziś wiemy w jak "samobójczym" stopniu (choć pewnie i bez tego nic by się tu nie zmieniło w tej materii; pewne uprzedzenia są wieczne, a nie wietrzne...) Antycypacją zjawiska jest taki dialog “– Ten ustrój się tu nie narodził. Polacy go nie chcą... Ruscy używają Żydów. – No wiesz! - żachnąłem się. – Zobaczysz! Przekonasz się! Kiedy już zrobią swoje, dostaną takiego kopa, że się nie pozbierają”. Nie jest to żaden nudny podręcznik historii komunizmu, lecz plastyczny obraz indywidualnych postaw młodych ludzi z wojenną traumą, w pewnym sensie ideowo “gwałconych” przez starszych ideologów, czego świetnym przykładem pan Rosenthal, znajomy ojczyma narratora. który mógłby niejako ucieleśniać marzenia antysemitów wszelakiego chowu… “Dla wrogów nie ma litości”, rzekł groźnie pan Rosenthal. “Można się pomylić”, zauważyłem. “Gdzie drwa rąbią tam wióry lecą” . “Niektórzy głoszą miłość bliźniego”. “Koroną cierniową pana Rosenthala były błędy Róży Luksemburg. Najbardziej bolało go, że przed śmiercią sprzeciwiła się założeniu Kominternu. Dlaczego? Ze strachu, że racja stanu kraju, w którym zwyciężyła rewolucja, zdominuje ruch robotniczy. +Jak mogła – rozpaczał” (BTW: jak długo jeszcze utrzyma się czarna legenda Róży Luksemburg…?). M. in. z powodu Rosenthala Wilhelm zaczyna uczęszczać do szkoły Robotniczego Towarzystwa Przyjaciół Dzieci, gdzie wykuwały się wówczas kadry komunistycznych hunwejbinów. Wstępuje też do Czerwonego Harcerstwa i głosi kazania wśród “klas niższych” o wyższości komunizmu ponad wszystko. Takie wychowanie nie mija bez skutku, ale…. “Imponowała mi siła. Brzydziłem się jednak chamstwem i nie wierzyłem, że cel uświęca środki. (...) Przyrzekłem sobie jednak, że nie będę rekwirować krzyży. Zabierać młodszym? Czym różniłbym się od Piotrowskiego, który w Trzebini usiłował wepchnąć mnie do studni, bo byłem Żydem”. Wraz z narastaniem stalinizmu atmosfera się zagęszcza. “Zaczynają zjadać sami siebie. Wywalili Gomułkę, bo nie chciał kolektywizacji. Teraz rozrabiają Spychalskiego”. Ale jeszcze mają złudzenia…. “Na deser była sprawa żydowska. Matka zauważyła, że nikt nigdy nie ujął się za Żydami. Michał przyznał jej rację, tak było. Obecnie jednak panował ustrój sprawiedliwości społecznej i państwo broniło wszystkich narodowości. Najwyższa pora, aby pozbyć się strachu i skończyć z tą wieczną gadaniną, że Żyd to, Żyd tamto. Rzeka historii wypłucze antysemityzm. – La-la, la-la, la-la - zanucił jego brat”. “– Zmieni się struktura kraju – podniósł szklankę. – Z synów czarnoraboczych wyrośnie nowa inteligencja. – Co złego ze starą? – Jurek dobrał sobie kugla. – Skończy się antysemityzm – ciągnął Michał. – Młodzi zapomną o Żydach. – Wierzysz w cuda?”. “Zdenerwowany wieściami z Moskwy, bardzo łatwo wybuchał. Matka opowiadała Karoli, że Ruscy źle patrzą na Żydów. Oficjalnie, niby wszystko po staremu, ale wiadomo, jak to u nich jest”. “– Jedno jest dla mnie pewne: to nie jest interes dla Żydów. Nie powinni w to wchodzić, nie powinni się pchać. To skończy się dla nich źle”. Choć narracja książka kończy się pod koniec lat 50., to w jakimś stopniu logicznie zapowiada wredne szaleństwo Marca - gdy doszło do niezwykłego, acz logicznego, sojuszu najbardziej twardogłowych komunistów z prawdziwymi przedwojennymi antysemitami. Autor rzuci wtedy w proteście partyjną legitymacją i wyjedzie z rodziną do USA w pomarcowej fali, nie chcąc po latach znów być obiektem nienawiści…. BTW: ktoś zauważył, że “Szkoła bezbożników” znajdowała się przy ul. Felińskiego na Żoliborzu, tylko jeden przystanek od Dworca Gdańskiego…. Inne cytaty “Zbierać należy tylko cegły zdatne do ponownego użycia. Reszta zostanie. Dwustu hektarów i tak się nie wywiezie. Wymagałoby to dziesięciu tysięcy ludzi i siedmiu pociągów przez trzy lata. Muranów stanie na czterometrowej warstwie getta. Decyzja słuszna ekonomicznie i historycznie”. “Matka też nie wspominała kobiet, które nas ukrywały. Mówiła tylko, że nie ma żalu do nikogo, kto kazał sobie płacić, rozumie tych, którzy nie pomagali (sama by się bała), ale nie daruje takim, co wydawali”. “Usiłowałem mu wytłumaczyć, co to jest gospodarka planowa, lecz uśmiechnął się tylko z politowaniem i powiedział, że wyjaśnili mu to już Rosjanie, nacjonalizując w 1939 roku kawałek pola, na którym dowiercił się ropy”. “Rokowania toczyły się na Kremlu. Całymi dniami. Ciągle coś. A po nocach przyjęcia, gigantyczne stoły. Baterie butelek. Wódki, koniaki, wina. Pił wodę..”
Łukasz Starzewski - awatar Łukasz Starzewski
ocenił na 7 23 dni temu
Niskie Łąki Piotr Siemion
Niskie Łąki
Piotr Siemion
Podobno Niskie łąki to jeden z lepszych obrazów przemian zachodzących w Polsce przed trzema dekadami. Nie wiem, czy tak jest, ale książkę Piotra Siemiona czytałem z przyjemnością. To ciekawa historia grupki ludzi, których losy nieraz się przenikały i mieszały. Jaką historię opowiada „najważniejsza powieść pokoleniowa, która najpełniej jak dotąd chwyta doświadczenia i wyraża nastroje Polaków urodzonych na początku lat 60”? Wszystko zaczyna się jeszcze w latach 80., kiedy do Wrocławia przyjedzie młody Anglik. Wierzy, że będzie reżyserował Ibsena, jednak szybko zderzy się z polską rzeczywistością. Zostanie przy okazji pobity i wrzucony do rzeki, a wkrótce później pozna nieobliczalnego Carlosa i zakręconą Lidkę. Długo nie będą się przyjaźnić, gdyż znów rozdzieli ich spory dystans. Spotkają się po kilku latach w Nowym Jorku, a potem znów we Wrocławiu. Dla autora będzie to okazja, by przyjrzeć się ludzkim losom i zobaczyć, jaki wpływ na nich miały przemiany. Historia bywa smutna, brutalna, ale i też zabawna za sprawą nieźle napisanych dialogów. Język powieści jest jednak specyficzny i nie wszystkim przypadnie do gustu. Wielu ludzi zmęczy, innych zachwyci. Niskie łąki są gorzkim rozliczeniem z pokoleniem przełomu, choć niewątpliwie specyficznym i dotyczącym wąskiego grona. Opowiada o generacji, która pojawiła się nieco za wcześnie, by odczuć korzyści z nowej Polski, choć jednocześnie nieco za późno, by nie próbować z nich korzystać. Rzecz jest bardzo filmowa, choć gdyby ktoś pokusił się o jej zekranizowanie, powstałby zapewne ponury, ciężkawy snuj. A może się mylę? Bo przecież nie brakuje tu humoru i efektownych scen… Więcej recenzji: https://zdalaodpolityki.pl/category/ksiazka/
Michał Zacharzewski - awatar Michał Zacharzewski
ocenił na 8 6 miesięcy temu
Biało-czerwony Dawid Bieńkowski
Biało-czerwony
Dawid Bieńkowski
Na początku nic nie rozumiem. Przecież miało być o nowoczesnym mężczyźnie! A tu szable błyszczą, ostrogi brzęczą, szturmy jakieś… Czytam jednak nadal. I nadal nie rozumiem. Nie rozumiem! Pojawiają się łzy. Łzy! Łzy, łez, łzami wypływa niezrozumienie moje. Z odsieczą przybywa mi Paweł, bohater książki, który z erudycją właściwą prawnikowi - prawnikowi z kancelarii - Kancelarii - własnej Kancelarii! - wyjaśnia mi, że niezrozumienie owo wynika z braku odpowiedniego zbioru w moim mózgu płci żeńskiej. Płci! Płci żeńskiej! To jest książka napisana przez mężczyznę, o mężczyźnie, dla mężczyzny. Dla mnie, dla mojej kobiecej miękkości, to zbyt skomplikowane - to dla mego mózgu płci żeńskiej zbyt duży wysiłek, aby takie zawiłe treści, treści prawdziwie męskie ogarnąć. Do tego trzeba twardości, twardości iście męskiej. Z twardością i przez twardość jedynie te treści można przyswajać. Ja mogę sobie co najwyżej książkę kucharską poczytać i jajecznicę usmażyć, przyprawiając solą z łez moich żeńskich. Ps. A tak na serio - jak już się człowiek przyzwyczai do specyficznego stylu pisania autora oraz przełknie zniewagi pod adresem płci żeńskiej, to jest to całkiem spoko książka. A teraz kończę te głupoty i lecę podgrzewać bigos dla mojego mężczyzny, który lada chwila powinien powrócić ze szturmu na bar. Przy odrobinie szczęścia powróci martwy, bo „mężczyźnie Polakowi najbardziej do twarzy ze śmiercią. A kobiecie Polce we Łzach i w czerni jest najlepiej’’. No.
LaDzika - awatar LaDzika
oceniła na 6 3 lata temu
Śmierć czeskiego psa Janusz Rudnicki
Śmierć czeskiego psa
Janusz Rudnicki
Czasem śmieszy. Czasem żenuje. Czasem mówi wiele o człowieku, Polaku w człowieku, Polaku. Nie nudzi. Kolejny to mój tom opowiadań pisarza, który z niepoprawności politycznej uczynił znak rozpoznawczy swoich tekstów. Narrator Rudnickiego - wolę bardziej pisać tak niż: Autor - często jedzie po bandzie i to bardzo ostro, także jeżeli chodzi o wokabularz - by ująć rzecz elegancko. Posługuje się on różnymi rejestrami języka z różnym skutkiem - najczęściej sukcesem. Narratorami czyni z reguły ludzi z różnymi deficytami, także jeżeli chodzi o znajomość literackiej odmiany języka polskiego - nb. coraz częstsza to nieumiejętność – ogólnych zasad kultury i jeszcze paru innych niemodnych już dzisiaj wartości. Wydaje mi się, że on sam nawet chce, aby utożsamiać go z narratorem, w jakimś odruchu przedziwnej przewrotności, a może i solidarności z takimi, którzy sami nigdy niczego nie napiszą, bo i nie umieją. Ewidentnie uwielbia wszelkie możliwe prowokacje. absurdalne porównania, a najbardziej - wszelkie sytuacje skrajne. Wydaje mi się nieco podobny do Mrożka, choć powiększony do sześcianu w tym, co pisze i jak... Z drugiej zaś strony Autor czasem nie udaje, że nie jest narratorem, co bynajmniej nie zmniejsza “nieprzyjmowalności” jego narracji… Ja tej pułapce nie ulegam, bo wiadomo że chodzi o pewną stylizację, a zdolność do jej rozszyfrowania też coraz bardziej zanika… W sumie z Rudnickim prosta sprawa: albo się go akceptuje, albo odrzuca. Mieszkając długo w Niemczech, Rudnicki chyba musiał mieć przymęcz, by pisać o Niemcach, zbytnio się nie ceregieląc. “Lepiej palić papierosy niż Żydów“ - mówi np. narrator do niemieckiego konduktora, gdy ten mu zwraca uwagę, że w pociągu się nie pali. Albo takie cytaty: “Książek on przeczytał chyba więcej, niż ich Niemcy spalili. Bilet tramwajowy kiedyś czytał, w te i wewte, w tramwaju, jak nie miał co czytać”. “A jak wy, Polacy, nazywacie nas, Niemców, kiedy chcecie nas obrazić? Bo, wie pan, my mówimy Polacken, a wy? My nie mamy jakiegoś specjalnego słowa, odpowiadam zniecierpliwiony, my mówimy Niemcy, po prostu Niemcy. To straszne, mówi po chwili, i milczy (...) Żal mi się go robi, klepię go po ramieniu i mówię, żeby się nie martwił, że przesadziłem, że tak, mamy określenia obraźliwe, Szwaby na przykład, albo Szkopy, odetchnął, kamień mu z serca spadł, przy pożegnaniu mało mnie nie wycałował“. “Katar sienny, przez pyłki, w Niemczech pyłki to Pollen, jak my, tylko jedno +l+ więcej, ostrzegają czasami w gazetach, Achtung die Pollen kommen!, i piszą, jak się przed nimi bronić“. Najwspanialszy jest chyba rozdział o Almie Mahler, niezwykłej kobiecie, związanej trochę i jednocześnie, i trochę po kolei, z takimi gwiazdami, jak Gustaw Mahler, Oskar Kokoschka, Walter Gropius i Franz Werfel... “Alma z powrotem do Wiednia, Gropius z powrotem na front, tam gdzie Kokoschka, ale wątpliwe jest, żeby to jeden z nich rzucił granatem, od którego ranny został Apollinaire“. “Alma wpuszcza do siebie mężczyznę, którego członek sterczy równolegle do jego prawego ramienia“ (bo sam jest członkiem NSDAP). Inne cytaty (naprawdę starałem się wybrać bardziej cenzuralne dla admina, dlatego z odrazą przytoczę np. taki: “Nawet przejezdni pedofile nie odchodzą stąd z pełnym workiem mosznowym”). “Na pewno już w życiu wymiotował, ale nigdy pieniędzmi“. “Miłość, ta szelma, zawsze nas do wiatru wystawi“. “Człowiek człowiekowi człowiekiem“. “To już wolę z dwojga złego być skazany na bluesa niż na bliźnich. Stać obok niego, bliźniego, ujdzie w tłumie, siedzieć obok to granica bólu, siedzieć naprzeciwko: ból“. “Im większa moja nienawiść do bliźniego, tym większa moja miłość własna. Z takimi jak ja pokoju nie będzie“. “Książki wychodzą na światło dzienne, kłaniają się sobie nawzajem i nikną w mroku“. “Życie polskiego patrioty to polonez na polu minowym“. “Kto powiedział, że historia się nie powtarza, hę? Powtarza? Ona się jąka“.
Łukasz Starzewski - awatar Łukasz Starzewski
ocenił na 6 8 miesięcy temu

Cytaty z książki Głośne historie

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Głośne historie