Ekspozycja bez tajemnic

Okładka książki Ekspozycja bez tajemnic
Bryan Peterson Wydawnictwo: Galaktyka poradniki
160 str. 2 godz. 40 min.
Kategoria:
poradniki
Format:
papier
Data wydania:
2008-01-01
Data 1. wyd. pol.:
2008-01-01
Liczba stron:
160
Czas czytania
2 godz. 40 min.
Język:
polski
ISBN:
9788375790030
Średnia ocen

                7,6 7,6 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Ekspozycja bez tajemnic w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Ekspozycja bez tajemnic

Średnia ocen
7,6 / 10
157 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
899
351

Na półkach: , ,

Z fotografią mam już do czynienia ładnych parę lat (także zawodowo), ale do tej pory do wszystkiego dochodziłem intuicyjnie, lub metodą prób i błędów. W końcu postanowiłem jednak sprawdzić co inni (bardziej utalentowani i utytułowani) mają do powiedzenia. Zacząłem od B. Petersona i bardzo się z tego cieszę, ponieważ autor podchodzi do fotografii bez napuszenia, bez rozbuchanego ego, nie traktując jej snobistycznie (wielu fotografów, których w swoim życiu spotkałem niestety te cechy przejawia).

Peterson pokazuje na przykładzie swoich zdjęć, że fotografowanie to i owszem zajęcie wymagające kreatywności, cierpliwości i pewnej samodyscypliny, ale również łatwe, w zasadzie proste i bardzo, ale to bardzo przyjemne, gdy już się nam udaje.

Każde jego zdjęcie zawarte w książce jest przyjemniej krótko, ale rzeczowo opisane. Nie tylko zdradza jaką dobrał przysłonę, jaki czas, jaką ogniskową, ale też dlaczego tak zrobił i w jaki sposób doszedł do końcowego efektu. Pewnie dałoby się o wielu sprawach napisać więcej, bardziej wyczerpująco. Tylko po co? Peterson daje podstawowe rady i zachęca do próbowania i eksperymentowania samemu. Nie przynudzając, nie nużąc, nie zasypując zbędnymi faktami, żeby tylko pokazać jaki to z niego guru fotografii.

Z fotografią mam już do czynienia ładnych parę lat (także zawodowo), ale do tej pory do wszystkiego dochodziłem intuicyjnie, lub metodą prób i błędów. W końcu postanowiłem jednak sprawdzić co inni (bardziej utalentowani i utytułowani) mają do powiedzenia. Zacząłem od B. Petersona i bardzo się z tego cieszę, ponieważ autor podchodzi do fotografii bez napuszenia, bez...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

373 użytkowników ma tytuł Ekspozycja bez tajemnic na półkach głównych
  • 209
  • 155
  • 9
137 użytkowników ma tytuł Ekspozycja bez tajemnic na półkach dodatkowych
  • 90
  • 22
  • 11
  • 5
  • 4
  • 3
  • 2

Inne książki autora

Bryan Peterson
Bryan Peterson
Bryan Peterson jest od ponad trzydziestu lat fotografem komercyjnym. Jego zdjęcia były używane przez takie firmy jak: American Express, BP, Kodak, UPS, Philips, Intel, Microsoft i Citibank. Za swoje pracy zdobył wiele nagród, między innymi New York Art Directors Gold Award. Jest także autorem książek dla chcących zgłębić tajniki fotografii.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Głodne kawałki Anthony Bourdain
Głodne kawałki
Anthony Bourdain
"Brałem wczoraj udział w polowaniu na foki". Wybór felietonów, które autor pisał do rozmaitych czasopism - kulinarnych i nie - o kuchni, o gotowaniu, o tym, jacy ludzie zajmują się gotowaniem, zwłaszcza w tych najdroższych i modnych restauracjach, i jaki to rodzaj pracy. Są tu też wrażenia autora z licznych podróży, ponieważ już od kilku lat, kiedy książka powstawała, Bourdain nie gotował, lecz realizował filmy kulinarne - najpierw "Cook's Tour" dla Food Network i NYT (New York Times TV), potem dla kanałów Travel i Discovery, zwiedzając przy tym cały świat i próbując w odległych zakątkach, na miejscu, specjałów lokalnych kuchni. Felietony są podzielone na 5 części, w których znajdziemy odpowiednie do nadtytułów treści: Słone - dosadnie i bardziej o kucharzach, niż o gotowaniu; Słodkie - o pozytywnych doświadczeniach z kuchnią, Kwaśne - krytycznie i o wypaczeniach; Gorzkie - o wpadkach i porażkach w biznesie restauracyjnym i "Umami" - czyli smak "mięsny" lub "rosołowy", obecny w potrawach wysokobiałkowych, sfermentowanych lub zleżałych, jak parmezan, który się zastępuje glutaminianem sodu. Przy tym ostatnim mowa jest o tych restauracjach, w których autor czuł się najlepiej - jak w niebie. To miejsca, gdzie było "jak u mamy": restauracja Masa u mistrza sushi Takayamy w NY; proste, jednodaniowe budki uliczne na ulicach Wietnamu; u Ferrana Adrii przy jego futurystycznej i eksperymentalnej kuchni w "El Bulli" w Barcelonie; w domowych knajpkach Brazylii przy kuchni, w której totalnie przemieszane są inspiracje różnych tradycji (czarna Afryka, imigranci z Europy, kuchnia indiańska - warto zapamiętać potrawy moqueca, farofa, carraru, vatapa i acarajé); w Le Vau d'Or w NY, gdzie króluje niezmieniona, tradycyjna, stara kuchnia francuska, której dziś wstydzi się przeciętny nowomodny kucharz fusion; wreszcie restauracyjki w Singapurze. Rozczulające jest to, że gościowi gotującemu wymyślne rzeczy dla bogaczy smakują głównie te podstawowe, najprostsze smaki... A komu potrzebny jest blichtr - no cóż, mówi Bourdain: na świecie zawsze będą ludzie, którym się wydaje, że za mało płacą za swoje ziemniaki. I tego należy się trzymać w poszukiwaniu dobrego jedzenia! Bo, jak podkreśla autor, pod blichtrem zazwyczaj kryje się chciwość, nie pasja dla smaku. No i kiedy jakiś drogi składnik spadnie na podłogę, nie łudźcie się, że ląduje w koszu, zamiast na waszym talerzu...Albo kiedy zabraknie polędwicy, że dostaniecie polędwicę. Zwłaszcza w NYC, gdzie restauracja, żeby się utrzymać na poziomie, musi sprzedawać 300 posiłków dziennie... Po prostu "system D" (il faut se débrouiller = za wszelką cenę trzeba sobie poradzić). Ciekawa była dla mnie również obserwacja autora, że kucharze to często ludzie nadpobudliwi, skłonni do przemocy (ale pragmatyczni), którym blisko byłoby do świata przestępczego, gdyby nie to, co robią. W każdym razie sam Bourdain przyznaje się do fascynacji światem przestępczym, mafią itp. Zresztą, właśnie tacy ludzie często bywali gośćmi w drogich restauracjach, w których gotował. Oprócz tego dowiadujemy się od podszewki, czy raczej od kuchni, co kolega po fachu myśli o niektórych wybitnych kucharzach lub tzw. "osobowościach telewizyjnych", tyle że chodzi o amerykańską telewizję, której raczej nie znamy. Gani ich, ale dostrzega pozytywy ich wysiłków: budzenie smaku. Bo za odwrócenie naturalnej tendencji - grubi w USA biedni, nie bogaci - Bourdain nie oskarża restauratorów, lecz przemysł fast foodów: "Najgroźniejszym produktem eksportowym Ameryki nigdy nie była broń nuklearna czy Jerry Lewis - ani nawet powtórki "Słonecznego patrolu". Są nim i pewnie już na zawsze będą nasze bary z fast foodem." I chociaż całkowicie nie zgadzam się z autorem, który twierdzi, że gdyby jakieś wyjątkowo smaczne zwierzę było na wyginięciu (np. obecnie żabnica czy ortolan), to on i tak - gwoli smaku - zabiłby je, przyprawił i zjadł, to jego zaangażowanie w to, że jedzenie MOŻE być dobre, że może być radością i nie musi być szkodliwe, jałowe i zestandaryzowane, jak w amerykańskich sieciach fast foodów, pozwala dostrzec w jego pracy jakiś sens. Ale bardziej aktualne jest to raczej dla Amerykanów. Rada autora, jak jeść dobrze i nie byle co: "Jeśli to możliwe, starajcie się zawsze jeść to, co pochodzi z konkretnego miejsca, od konkretnej osoby. Przestańcie też jeść tak cholernie dużo." (s.37) Można by jeszcze za nim dodać, żeby unikać miejsc o przewidywalnych nazwach i przewidywalnych, ponurych menus... Całość kończy opowiadanie zatytułowane "Smak fikcji", które traktuje o cudownym uratowaniu restauracji przed bankructwem w Boże Narodzenie. Przesłanie i prawdopodobieństwo godne Dickensa, ale Bourdain jasno daje do zrozumienia, że to nieprawda, czysta fikcja, wishful thinking i nic więcej. Czytelnik też to wie. Na końcu znajdziemy jeszcze komentarze do poszczególnych felietonów. Z kolegów, polecanych w książce, można wymienić restauracje: French Loundry i Bouchon - Thomas Keller (Washington) Mesa Grill - Bobby Flay (Las Vegas) Okada - Takashi Yagihashi (Las Vegas) Wynn - Daniel Boulud (Las Vegas) Chez Panisse - Alice Waters (Berkeley) Blackbird/Avec - Paul Kahan (Chicago) Masa Restaurant/Bar - Masayoshi Takayama (NYC) Prune - Gabriele Hamilton (NYC, Lower East Side) Sushi Samba (NYC) Le Veau d'Or (NYC) Casa Mono - Pierre Batali (NYC) Olives - Todd English (Charlestown, k. Bostonu) Au Pied de Cochon - Martin Picard (Montreal) Ondine - Donovan Cook (Melbourn) Tetsuya’s - Tetsuya Wakuda (Sydney) Jamin i L'Atelier - Joël Robuchon (Paryż) El Bulli/Masia "Can Feliu", Ferran 59 - Ferran Adria (Costa Brava/Barcelona) Jako rodowity nowojorczyk Bourdain 3 punkty konieczne przy zwiedzaniu mNYC: 1. śniadanie na Manhattanie - w Barney Greengrass (Sturgeon King przy Amsterdam Avenue) i tamtejsze Deli (delikatesy z garmażerką). 2. pastrami np. u Katza z Cel-Ray (oranżada selerowa) na East Houston i 3. pizza na Brooklynie - u Di Fara's albo u Lombardiego. Gość jest...był świetnym przykładem faceta pełnego pasji, miłości życia i wszystkich jego rozkoszy. Ale raczej hedonista niż sybaryta.
tsantsara - awatar tsantsara
oceniła na 6 7 lat temu
Co widział pies i inne przygody Malcolm Gladwell
Co widział pies i inne przygody
Malcolm Gladwell
Malcolm GLADWELL - "What the Dog Saw?" Wnuk mnie tym „uszczęśliwił”; sam przeczytał już dwie książki Gladwella, a teraz czyta trzecią, wyjścia nie mam, muszę czytać, bo chce ze mną gadać. Mając to na uwadze, już nie szukam tłumaczenia na język polski, ino oglądam podarowaną książkę; a w niej samego tekstu 410 stron plus przedmowa, instrukcje i tematy dyskusyjne do czytania grupowego. Na naszym LC Gladwell (ur. 1963) ma 6 książek, a odnośnie tej - 138 ocen, 21 opinii i średnią 6,59 gwiazdek. Również tam podano, że jest jednym.. "..ze 100 najbardziej wpływowych ludzi na świecie". Z anglojęzycznej Wikipedii wyczytałem, że jest to zbiór 19 artykułów, publikowanych uprzednio w "The New Yorker", w którym zaczął pracować w 1996, wydany w 2009 roku. Artykuły poruszają popularne tematy, w których Gladwell: "..tries to show us the world through the eyes of others, even if that other happens to be a dog.." (..stara się pokazać nam świat oczami innych, nawet jeżeli temu innemu zdarzy się być psem..) Zbiór podzielony jest na trzy części (6,7,6). Pierwsza część jest o ludziach którzy są świetni w tym co robią, lecz niekoniecznie są sławni; druga omawia problemy w prognozowaniu, w tym skandal finansowy z Enronem w 2011 roku czyli skutki „kreatywnej księgowości”; a część trzecia - szeroką gamę psychologicznych i socjologicznych aspektów obejmujących różnice we wpływie wczesnego bądź późnego niedorozwoju na profilowanie kryminalne (tj określanie charakterystyki indywidualnej sprawcy przestępstwa). Przeczytałem co napisałem, przejrzałem dziesiątki amerykańskich i polskich recenzji i czuję potrzebę zwrócenia Państwa uwagi na „performerski” charakter jego publikacji. Bo uczonym, to on raczej nie jest: „He graduated with a degree in History from University of Toronto, Trinity College, Toronto in 1984” W dodatku ze słabymi stopniami. Przeszedł żmudną drogę dziennikarską i osiągnął niewątpliwy sukces, lecz umieszczone w tym zbiorze artykuły są dalej kolejnymi publikacjami w „The New Yorker” pisanymi „pod czytelnika”, niezbyt wykształconego przedstawiciela „middle class”. Wikipedia przedstawia jego najbłyskotliwsze myśli: „Truly successful decision making relies on a balance between deliberate and instinctive thinking. We learn by example and by direct experience because there are real limits to the adequacy of verbal instruction. We have, as human beings, a storytelling problem. We're a bit too quick to come up with explanations for things we don't really have an explanation for..." Fajne? No fajne, lecz głębi nie widzę. Dla mnie - truizmy czyli banały. Ten zachwyt nad tym autorem przypomina mnie mój własny Emmanuelem Levinasem (1906 – 1995), dzięki lekturze ks. Tischnera i rozmów Levinasa z JP II w Castel Gandolfo, do chwili, gdy trafiłem na opinię Kołakowskiego, że „...z punktu widzenia filozofii analitycznej to bełkot”. Oczywiście, nie twierdzę, że Gladwell to bełkot, a nawet wprost przeciwnie uważam jego spostrzeżenia za cenne, trafne i dowcipne; apeluję natomiast o umiar w zachwycie i pamięć, że były pisane, by zadowolić naczelnego i zdobyć popularność amerykańskich czytelników. Wszystko, co napisałem rekompensuje prześmiewczy styl Gladwella, który potrafi kpić ze wszystkiego począwszy od samego siebie. I tym, zaprezentowanym już w przedmowie, kupuje czytelnika, a mnie przypomina styl Twaina. Nie znam polskiego tłumaczenia, lecz widzę konieczność przypisów, bo nawet ja, mieszkający 26 lat w Kanadzie, muszę szukać po internecie, by zrozumieć o czym autor mówi. "Świat oczami innych...". W przedmowie Gladwell wspomina z wczesnego dzieciństwa swoje zdziwienie brakiem zachwytu kochanych rodziców jego ulubionym gatunkiem krakersów. I o to w tej książce chodzi: o zrozumienie innego widzenia w zależności od, w uproszczeniu, punktu siedzenia. Pierwszy artykuł z 2000 roku, to swoista laurka dla wynalazcy i businessmana w branży kuchennej Rona M. Popeila (ur. 1935), który zaczął od ulicznej dystrybucji wynalazków swojego ojca, a doszedł do wielkiej sławy i wielkich pieniędzy. Takiego sprzedawcę najczęściej określa się obecnie najczęściej słowem "pitchman", wcześniej również "hawker" i to jest początek moich trudności z pisaniem recenzji, jako, że nie dysponując polskim wydaniem, spotykam bariery językowe, dla mnie nie do pokonania. Następny artykuł to "The Ketchup Conundrum" (zagadka ketchupu), z Howardem Miskowitzem (mój rówieśnik - ukrywa swój wiek, ale ja wyśledziłem) a potem Nassim Nicholas Taleb (ur. 1960) - ekonomista, trader i analityk rynku. W artykule czwartym Gladwell zaczyna od barwników włosów, a kończy na pigułkach antykoncepcyjnych - temacie, który kontynuuje w artykule piątym skupiając się na GnRHA. W artykule tym najważniejsze osoby to Shirley Polykoff (1908 -1988), Ilon Specht (ur. ok. 1951) - to włosy, kosmetyki i L'OREAL oraz John Rock (1890 – 1984) i Malcolm Pike działajacy w "birth control". Bohaterem, kończącego pierwszą część, tytułowego artykułu jest Cesar Millan (ur. 1969) - behawiorysta psów. Proszę Państwa, umyślnie wymieniłem tyle nazwisk, w większości ludzi żyjących obecnie bądź w momencie publikacji artykułu, by podkreślić, że artykuły o nich są laudacyjne, czyli przyjemne dla zainteresowanego i chętnie akceptowane przez czytelników. O minusach takiego podejścia nie trzeba uświadamiać. Żyjemy w krainie sukcesu! A teraz powiem tak: zmęczyłem się, bo zwykłem czytać z dokładnym zrozumieniem (dlatego negatywnie oceniłem Umberto Eco „Imię Róży”, które zajęło mnie około miesiąca). Lekturę tych artykułów, jak i innych książek Gladwella, oczywiście będę kontynuował, bo są bardzo interesujące, a w dodatku wnuk na rozmowę o nich czeka. Duże gratulacje dla polskiego tłumacza, bo język marketingu jest trudno przetłumaczalny. Za ilość i atrakcyjność nieznanych faktów i anegdot - 10 gwiazdek PS przepraszam, że to dopisuję, gdy już mam 37 plusów, lecz dopiero teraz zauważyłem notkę czytelnika "Hmm", który dał tej książce 1 gwiazdkę, a ja w duzym stopniu z nim się zgadzam. Bo wszystko zależy od kąta patrzenia. Oto jego opinia: "Półka pod tytułem gniot i niezły "marketnig". Słowem humbug.Druga niedoczytana książka w moim życiu. Szkoda czasu. "Some many books, so little time" jak mawiał Frank parający się Jazzem. *Frank Zappa. Polecam jeśli macie czasu na zmarnowanie, w innych przypadkach, absolutnie, nie dość, że książka na wskroś subiektywna, to jeszcze można by ją było skrócić o połowę gdyż Malcolm lubi się powtarzać. Trzeba mu jednak przyznać to, że znalazł sposób na utrzymanie się (na całkiem dobrej stopie ekonomicznej) pisząc książki służące "rozwojowi" (chyba zer po przecinku, jeśli chodzi o własne konto bankowe). W tym samym pakiecie można by było sprzedawać książki Coelho."
Wojciech Gołębiewski - awatar Wojciech Gołębiewski
ocenił na 10 9 lat temu
Marsjanie i Wenusjanki w sypialni John Gray
Marsjanie i Wenusjanki w sypialni
John Gray
To nie jest książka typu "Kamasutra". To nie jest poradnik seksualny dotyczący fizyczności. To jest książka, która tłumaczy różnice pomiędzy kobietami i mężczyznami podobnie jak w "Mężczyźni są z Marsa, a Kobiety z Wenus" patrząc od strony emocjonalnej czy psychicznej. Lew Starowicz opisywał problemy z jakimi przychodzą do niego pacjenci, którzy odwiedzają jego gabinet. Michalina Wisłocka opisywała seksualność bardziej od strony biologicznej, funkcjonalnej. John Grey opowiada o potrzebach emocjonalnych, ewentualnie psychicznych kobiet i mężczyzn, czym się różnią i jak sprawić, aby te emocjonalne potrzeby były zaspokojone. Opisuje różnice czym seks jest dla kobiety, a czym dla mężczyzny. Właściwie to nie rozumiem niskiej oceny tej książki. Niektórzy zarzucają jej to, że jest wiele opisów dla mężczyzn, a mniej dla kobiet. Osobiście uważam, że to nie jest ujma. Mężczyżni może dostają pewne instrukcje, ale kobiety mogą czytać tę rozdziały i same wiele się dowiedzieć na temat samych siebie. Właściwie to nie jest ujma, bo jak twierdzi autor, gdy kobieta jest zadowolona, mężczyzna również z tego korzysta. Jeśli przeczyta to ktoś, dla kogo jest to oczywiste, to może będzie to nudne, ale dla osób, które nigdy nie patrzyła w ten sposób, może to być ciekawe odkrycie. Osobiście polecam tę pozycję, bo bardzo podoba mi się podejście autora od strony emocjonalnej do tematu.
amisette - awatar amisette
ocenił na 10 2 miesiące temu
Dlaczego mężczyźni kłamią a kobiety płaczą Allan Pease
Dlaczego mężczyźni kłamią a kobiety płaczą
Allan Pease Barbara Pease
Małżeństwo autorów z wielką uwagą stara się zgłębić kilka różnic, jakie dzielą płcie męską i żeńską. Treść, mimo iż jest uniwersalna do czytania, zdaje się czasem celować bardziej do kobiet, a czasem bardziej do mężczyzn. To świetna strategia. Osobiście, jako kobieta, z chęcią przeczytałam o tym, czym jest zrzędzenie i dlaczego nie przynosi żadnych rezutlatów. Trafiło do mnie również to, jak podświadomie oceniam czynności wykonywane przeze mnie i faceta, a jak na to samo patrzy płeć przeciwna. Dowiedziałam się, czemu mężczyźni są, jacy są i jakie potencjalne problemy przychodzą wraz z posiadaniem teściowej. Ciekawe było porównanie umiejętności komunikacji, oceny atrakcyjności płci nawzajem oraz zagadnień związanych z postrzeganiem emerytury, jako kolejnego etapu życia. Jak widać, książka w swej treści odnosi się do konkretnych zagadnień, a powyższe nie są wszystkimi, jakie znajdziemy w recenzowanej pozycji. Podejście bazuje na pierwotnych dążeniach płci w czasie, kiedy ludzie byli w epoce prehistorycznej. Tak podparte stwierdzenia stanowią bazę do omówienia różnic w zachowaniu i myśleniu współcześnie. Książka ma 13 rozdziałów, a dalej podrozdziałów. Ponad 300 stron, dodatkowo grafiki i zdjęcia, a także wyróżnione z treści stwierdzenia. To sprawia, że lektura nie jest nudna i czasem w humorystyczny sposób stara się się zostać zapamiętana. Polecam przeczytać te treści osobom w każdym wieku, które są ciekawe poznać lub zweryfikować zaobserwowane różnice między płciami. Może nie dowiesz się wszystkiego, ale tyle na początek wystarczy :)
Kobietazpowołania - awatar Kobietazpowołania
oceniła na 6 3 lata temu
Na promieniu światła Gene Brewer
Na promieniu światła
Gene Brewer
Bałam się, że druga część trylogii K-PAX pt. Na promieniu światła, to będą popłuczyny po części pierwszej. I niestety trochę tak było. Cały plot tej historii osadza się na sytuacji kilka lat po wydarzeniach z poprzedniej książki, w której Robert – główna osobowość, wpada w katatonię, a prot wraca na K-PAX. Przybysz obiecuje jednak, że powróci za pięć lat i faktycznie tak się dzieje. Ciało Roberta ożywa, jednak sam Robert jest niedostępny. Ukrył się gdzieś, gdzie nawet prot nie może go znaleźć. Większość Na promieniu światła niestety jest dość przewidywalna, jako że tajemnica Roberta – głównej osobowości pacjenta Brewera wyjaśniła się w pierwszej części. Choć, jak się później okazuje, nie cała. 🌠 Poszukiwania prawdy [spoilery] Brewer czuje się odpowiedzialny za znalezienie wycofanej osobowości swojego pacjenta i wprowadza zaawansowane sposoby poszukiwania. Podobnie jak w pierwszej części wszystko dzieje się pod presją czasu, ponieważ prot niebawem znów wróci na K-PAX. W międzyczasie przybysz zachowuje się jak zwykle – je dużo owoców, rozmawia z pacjentami i im pomaga oraz spotyka się różnymi ludźmi ciekawymi jego wiedzy. Są nimi specjaliści od astronomii, fizyki, a nawet CIA. Także wielu zwykłych ludzi spoza instytutu dowiedziało się o procie i często byli nim zafascynowani. Niektórzy chcieli z nim wrócić na K-PAX. W ogóle prot postanawia w telewizji udowodnić działanie swojego sposobu podróżowania na promieniu światła. Robi to ogromne wrażenie i z powrotem odnawia niepewność co tego, czy faktycznie przybył z K-PAX. W każdym razie leczenie Brewera się udaje i ostatecznie część druga kończy się happy endem. Ale prot nagle znika. 🌠 Ziemia w oczach obcego Na promieniu światła wyraźniej niż część pierwsza eksploruje wątki oceny rzeczywistości na Ziemi, oraz potencjalną przyszłość ludzkości. Prot, generalnie mówiąc, nie jest zachwycony postępowaniem ludzi i wróży nam marny koniec, jeśli nie zmienimy swojego podejścia. Przybysz mówi o konieczności wyrugowania religii, pieniędzy, kapitalizmu, indoktrynacji dzieci w szkołach oraz konsumpcjonizmu, który niszczy ekologię… Łatwo powiedzieć, trudniej zrobić. Generalnie ta część trylogii jest znacznie bardziej filozoficzno – egzystencjalna, choć oczywiście te tematy są oplecione wokół wątku głównego, jakim jest leczenie psychiatryczne skrzywdzonego Roberta. Mimo lekkiego znużenia pewną powtarzalnością tej opowieści, wciąż warto ją przeczytać. To łatwa proza, nie wymagająca dużego skupienia. Idealna dla kogoś, kto chce poprzebywać jeszcze w towarzystwie fascynującego prota.
PrzeCzytana - awatar PrzeCzytana
oceniła na 7 11 miesięcy temu

Cytaty z książki Ekspozycja bez tajemnic

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Ekspozycja bez tajemnic