Długa droga do domu. Wspomnienia uciekiniera z północnokoreańskiego piekła

Okładka książki Długa droga do domu. Wspomnienia uciekiniera z północnokoreańskiego piekła
Kim YongKim Suk-Young Wydawnictwo: Świat Książki reportaż
239 str. 3 godz. 59 min.
Kategoria:
reportaż
Format:
papier
Tytuł oryginału:
Long road home: Testimony of a North Korean camp survivor
Data wydania:
2012-08-31
Data 1. wyd. pol.:
2012-08-31
Liczba stron:
239
Czas czytania
3 godz. 59 min.
Język:
polski
ISBN:
978-83-7799-439-9
Tłumacz:
Urban Markiewicz
Średnia ocen

                7,4 7,4 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Długa droga do domu. Wspomnienia uciekiniera z północnokoreańskiego piekła w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oficjalne recenzje książki Długa droga do domu. Wspomnienia uciekiniera z północnokoreańskiego piekła i

Piekło współczesnego łagru



1757 66 133

Oceny książki Długa droga do domu. Wspomnienia uciekiniera z północnokoreańskiego piekła

Średnia ocen
7,4 / 10
310 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
3759
1088

Na półkach: , ,

Uderzająca swoim realizmem i prawdziwością relacja człowieka bezgranicznie wierzącego i ufającego jedynej właściwej wizji ojczyzny narzuconej przez odgórne niezależne od niego siły partyjno-państwowe.

Jak wiele jesteśmy w stanie znieść w imię poczucia niesprawiedliwości, jak chęć przetrwania może wzbudzić w człowieku ogrom nadludzkiej siły i kaskadę różnorodnych emocji?

Czy życie ludzkie ma jakąkolwiek wartość i czy jest jakikolwiek sens ratować choćby jedno istnienie?

Książka opisuje prawdziwy dramat człowieka, który kochał i był bardzo oddany swojej ojczyźnie, która w pewnym momencie się go wyrzekła i potraktowała jak zbędną, niepotrzebną rzecz. I chyba w tym należy doszukiwać się tragizmu całej tej historii, w braku zrozumienia dlaczego.

Polecam.

Uderzająca swoim realizmem i prawdziwością relacja człowieka bezgranicznie wierzącego i ufającego jedynej właściwej wizji ojczyzny narzuconej przez odgórne niezależne od niego siły partyjno-państwowe.

Jak wiele jesteśmy w stanie znieść w imię poczucia niesprawiedliwości, jak chęć przetrwania może wzbudzić w człowieku ogrom nadludzkiej siły i kaskadę różnorodnych...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

822 użytkowników ma tytuł Długa droga do domu. Wspomnienia uciekiniera z północnokoreańskiego piekła na półkach głównych
  • 436
  • 379
  • 7
161 użytkowników ma tytuł Długa droga do domu. Wspomnienia uciekiniera z północnokoreańskiego piekła na półkach dodatkowych
  • 105
  • 16
  • 10
  • 9
  • 8
  • 7
  • 6

Tagi i tematy do książki Długa droga do domu. Wspomnienia uciekiniera z północnokoreańskiego piekła

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Urodzony w obozie nr 14 Blaine Harden
Urodzony w obozie nr 14
Blaine Harden
Nie jest to pierwsza książka poświęcona Korei Północnej, jaką czytałam, więc wiele szczegółów dotyczących łamania praw człowieka w tym kraju nie było mi obcych. Jednak biografia Shina jest na swój sposób wyjątkowa, bo był pierwszą szerzej znaną osobą, która urodziła się w obozie dla więźniów politycznych i uciekła za granicę. Co więcej, Shin urodził się w obozie 14, uważanym za jeden z tych o najostrzejszym rygorze. Chłopak nie tylko nie znał świata poza Koreą Północną - on nie znał nawet Korei, nie poddano go "standardowemu" praniu mózgu. Urodził się w obozie, by pracować i pokutować za "grzechy" rodziców, aż do przedwczesnej śmierci - po co mu było wiedzieć cokolwiek o Korei? Wiedza o państwie to jedno, Shina nie nauczono jednak tak podstawowych rzeczy jak miłość i troska, własną rodzinę uważał za konkurentów w walce o przeżycie, a donoszenie na nich wpojono mu jako podstawowy obowiązek. Harden wielokrotnie rozmawiał z Shinem, a także z wieloma specjalistami od Korei Północnej. Potwierdzali oni wiarygodność zeznań uciekiniera - w końcu jego historii nie da się zweryfikować, wszyscy jego bliscy już zapewne nie żyją, a państwo zaprzecza istnieniu obozów. Amerykański dziennikarz zebrał jednak w całość historię Shina, przeplatając ją znanymi faktami nt. koreańskich obozów koncentracyjnych oraz życia i zwyczajów uciekinierów z Północy po przybyciu do Chin, Korei Południowej czy Stanów Zjednoczonych. Książkę pomimo trudnej tematyki czyta się zaskakująco lekko, ale głównego bohatera ciężko darzyć sympatią, nawet jeśli współczuje się mu jego doświadczeń życiowych. "Urodzony w obozie nr 14" skupia się jednak na głównym bohaterze i jego przeżyciach, warto więc wcześniej zapoznać się z inną lekturą dot. Korei Północnej (moja mocna polecajka: "Światu nie mamy czego zazdrościć" Demick), a książkę Hardena potraktować jako ciekawe uzupełnienie.
Gabi Zet - awatar Gabi Zet
ocenił na 7 1 rok temu
Skrzydło Anioła. Historia tajnego ośrodka dla koreańskich sierot Jolanta Krysowata
Skrzydło Anioła. Historia tajnego ośrodka dla koreańskich sierot
Jolanta Krysowata
To książka, od której nie mogłam się oderwać. Chłonęłam ją całą sobą i bezkrytycznie. Nie przeszkadzały mi niedociągnięcia stylistyczne ani zbyt mały druk. Koleje losów ludzi związanych z Płakowicami całkowicie mnie wciągnęły, a opowieść ta okazała się dużo ciekawsza niż sądziłam, biorąc ją po raz pierwszy do ręki. Za największy atut tego reportażu -opowieści rekonstruowanej na podstawie prawdziwych wydarzeń uważam bogactwo ludzkich charakterów przedstawionych przez Jolantę Krysowatą. Zacznę jednak od ogólnego tła. W moim odczuciu, pisarka świetnie oddaje klimat powojennej Polski lat 50., trudną sytuację młodych nie mających czego szukać na biednej i przeludnionej wsi, której stalinowska Polska daje możliwość kształcenia i nakazy pracy. W ten sposób setki młodych otrzymały skierowanie do pracy w tajnym ośrodku dla małych Koreańczyków. Z wielkim wyczuciem i troską o godność swoich bohaterów, autorka rysuje dramatyczne losy koreańskich sierot, dzieci przybyłych do Polski w 1953r. po tragicznych przeżyciach wojennych, wyczerpanych wielotygodniową podróżą pociągiem-słabych, chorych, wyniszczonych, poturbowanych przez życie. Zaskakuje ich niesamowite zdyscyplinowanie, odporność na niewygody, ból (chłopiec, któremu kazano nie oddychać w czasie rtg klatki piersiowej mdleje, bo nikt mu nie powiedział, że może złapać oddech po badaniu; inny traci przytomność z bólu na fotelu dentystycznym nie pisnąwszy ani słówka). Tragiczne historie małych, zagubionych, trawionych chorobami Koreańczyków, dotykają czytelnika do żywego, ale, co najważniejsze i pocieszające, doznają w biednej i zniszczonej wojną Polsce choć odrobiny ciepła i życzliwości, mimo że ich koreański wysłannik i komisarz robi wszystko, by nie było nadmiernego „rozpieszczania” i bratania z Polakami. Niestety, sielski pobyt na Dolnym Śląsku kończy się po 6 latach wraz z nakazem powrotu ponad 1200 dzieci do Korei, które wyruszają przestraszone i smutne w kolejną podróż w nieznane, mimo że pragną ze wszystkich sił zostać w Polsce. Ulatują ich kiełkujące marzenia o karierach sportowych, artystycznych. Czeka ich tak bardzo krzywdzące i twarde lądowanie na nieprzyjaznej koreańskiej ziemi, potrzebującej rąk do pracy w hutach i kopalniach na chwałę budowy komunistycznego imperium Kim Ir Sena., które ledwie albo wcale nie pamiętają. Niestety, reżim północnokoreański „zadba”, by wszystkie relacje i nitki łączące bohaterów koreańskich i polskich zostały przerwane raz na zawsze. Dziennikarka, dzięki swojej wytrwałej pracy reporterskiej, wertowaniu Internetu, przeprowadzeniu setek rozmów, przejechaniu tysięcy kilometrów, pomocy kolegów-dziennikarzy, zbiera bogaty materiał pozwalający na utrwalenie w pamięci czytelników sylwetek wielu osób bezpośrednio lub pośrednio związanych z koreańskich ośrodkiem dla wojennych sierot: dyrektorów, wychowawców, nauczycieli, personelu pomocniczego, lekarzy, w tym dr Tadeusza Panka, prof.Hannę Hirszfeldową, zasłużoną pediatrę i jej męża Ludwika-pioniera badań nad grupami krwi. Ich losy, przeplatające się z bohaterami koreańskimi, drobiazgowo i interesująco rekonstruuje, unikając nadmiernego skomplikowania tak, że można się odnaleźć w gąszczu postaci i zdarzeń, a w epilogu ujawnia ich dalsze dzieje już po likwidacji domów dziecka dla Koreańczyków i ich wyjeździe z Polski w 1959r. Książka zawiera archiwalne zdjęcia z lat 50., wzruszające listy pisane przez dzieci do dawnych opiekunów, nawet w wiele lat po opuszczeniu drugiej ojczyzny, wiersze Tadeusza Partyki dla Kim Ki Dok, której życie za wszelką cenę chciał ocalić i która jest centralną postacią książki utrwaloną na okładce i w tytule. Bardzo zachęcam wszystkich czytelników do zgłębienia tej ciekawej, a zapomnianej historii skrzyżowania losów Polaków z odległymi nam geograficznie i kulturowo Koreańczykami. To będzie podróż pełna nostalgii i wzruszeń.
Agnieszka2302 - awatar Agnieszka2302
ocenił na 10 1 rok temu
Rzeź Nankinu Iris Chang
Rzeź Nankinu
Iris Chang
W połowie grudnia 1937 roku oddziały Cesarskiej Armii Japońskiej weszły do chińskiego Nankinu, miasta leżącego 300 km na północny zachód od Szanghaju. Działo się to w ramach drugiej wojny chińsko-japońskiej. Nankin zdobyto w zasadzie z marszu – miasto generalnie się nie broniło, chociaż stacjonował tam całkiem spory garnizon, liczący ok. 80 000 żołnierzy. I książka Iris Chang opowiada zarówno o przyczynach, jak i konsekwencjach obecności Japończyków w tej chińskiej metropolii. Ze szczególnym uwzględnieniem najważniejszej konsekwencji, czyli śmierci ok. 300 000 ludzi, zamordowanych przez żołnierzy cesarza Hirohito. Przy czym liczby są orientacyjne, bo do prawdy nie sposób było i jest dojść. Nie będę przytaczał szczegółów, zostawiam to Iris Chang. Dość powiedzieć, że jeżeli ktoś zginął zastrzelony na ulicy czy chodniku tak po prostu, przez jakiegoś Japończyka, to generalnie miał szczęście. Ponieważ to, co robili żołnierze Cesarskiej Armii Japońskiej w Nankinie, wymyka się w zasadzie jakiejkolwiek logice, nawet tej najbrutalniejszej, mającej na celu unicestwienie jakiejś grupy narodowej, religijnej, rasowej itp. To był po prostu niczym nieskrępowany karnawał najbardziej zwyrodniałej przemocy, jaki można sobie wyobrazić. Skierowanej głównie przeciwko cywilom, bez względu na ich wiek, płeć czy status społeczny. Chociaż jeńców wojennych oczywiście też nie oszczędzono. „Rzeź Nankinu” to jednak nie tylko opisy bestialstw Japończyków. To także dość mocne oskarżenie pod adresem chińskich władz, które niewiele zrobiły, aby w ogóle zapobiec tym wydarzeniom. Chang nie zapomina również o bohaterach, których działania ostatecznie pomogły ocalić kilkaset tysięcy niewinnych Chińczyków. Autorka pochyla się też nad pozamilitarnymi, psychologicznymi przyczynami zachowań japońskich żołnierzy. Na ile jej wnioski mają uzasadnienie w rzeczywistości, trudno mi powiedzieć, ale wyglądają na wiarygodne. Chang wskazuje także na powojenne działania, zarówno chińskich, jak i japońskich czy amerykańskich władz w kwestii Nankinu. Dość powiedzieć, że wiele zrobiono, aby niewielu winnych zostało ukaranych. Jeżeli miałbym wskazać jakąś wadę tej publikacji, wskazałbym jej nierówny ton. Niekiedy nadmiernie wyważony, bardzo suchy, niekiedy dość emocjonalny; Chang nie była historyczką, a historia rzezi nankińskiej miała dla niej i jej rodziny osobiste znaczenie. Poza tym dla mnie ta książka jest za krótka. Owszem, nie czyta się jej łatwo, ale nie ze względu na objętość, lecz na tematykę. No i Chang pisała ją na rynek amerykański, stąd pewnie traktowanie Oskara Schindlera jak bohatera. Poza tym pamiętajmy, że „Rzeź Nankinu” (w oryginale tytuł brzmi „The Rape of Nanking” - „Gwałt Nankiński”) została wydana po raz pierwszy w 1997 roku. Badania historyczne dotyczące tego wydarzenia są dziś o wiele bardziej zaawansowane, niż blisko 30 lat temu. Sam stosunek japońskiego społeczeństwa także się zmienił: Japończycy w ogóle wiedzą, że Nankin miał miejsce i uznają go za zbrodnię. Oczywiście nie licząc tamtejszych nacjonalistów. Na koniec smutna uwaga natury ogólnej. Świat o rzezi nankińskiej wiedział bardzo szybko, informacje były przekazywane w zasadzie na bieżąco. To nie była historia jak chociażby z obozami zagłady w czasie II wojny światowej – w Nankinie mieszkali cudzoziemcy, którzy otwarcie informowali zachodnie media o działaniach Japończyków. O tysiącach ofiar obłąkanego, japońskiego nacjonalizmu. I co? I nic. Albo ignorowano te relacje, albo wysyłano wyrazy oburzenia. Tak jak ja i miliony innych robimy dziś w związku z Gazą.
Tristero - awatar Tristero
ocenił na 7 8 miesięcy temu
Arab strzela, Żyd się cieszy Paweł Smoleński
Arab strzela, Żyd się cieszy
Paweł Smoleński
Smoleński bazując na swobodnej wypowiedzi, na kolokwializmach (a nawet wulgaryzmach), tworzy bardzo ciekawy, barwny stylistycznie reportaż (który jest też oczywiście merytoryczny). Bardzo gawędziarski i jasny w odbiorze. Przemyślnie stosowane potocyzmy, chodnikowe refleksje, rytmika wypowiedzi, mile łechcą nasze poczucie estetyki; miejscami zdaje się, że reportaż zbacza w kierunku prozy poetyckiej, troszkę kojarzy się to z pisarstwem Stasiuka, ale jest o wiele lżejszy: mniejsza złożoność zdań, większa oszczędność w opisach. Miło się to czyta, ale niektóre konstrukcje powtarzają się tak, jakby autor zapomniał że już ich użył (nie chodzi o zamierzoną powtarzalność). To drobnostki, niemniej jeśli ocenia się całość, trzeba o tym wspomnieć. Na pewno to dobry tekst, wciąga od początku, ma dużo sensownych spostrzeżeń i błyskotliwych uwag. Naliczyłem trzy literówki (pominąwszy regularnie pisanie Ź zamiast Ż), jedną błędna odmianę – zapewne zamierzoną, ale dziwnie brzmiącą – na stronie 206 (jest „w piłkę nożną” a powinno być „w piłce nożnej”), oraz budzące wątpliwości interpunkcje: parokrotnie zamiast przecinka jest w tekście kropka i zamiast kontynuacji zdania, mamy nowe. (Nie jest to sensowne). A poza tym, to wszystko gra i trąbi – dobrze napisana książka. Przybliża nam punkt widzenia dyskryminowanych Arabów, którym bezsprzecznie dzieje się krzywda, którym dzieje się tam w tym Izraelu gorzej jak Żydom – głównie dlatego że Izrael powstał trochę jak Stany Zjednoczone czy Australia, bez poszanowania dla już funkcjonujących tam autochtonów, a może i gorzej, bo w zamyśle tworzony był jako państwo stricte narodowe, wykluczające. Mamy więc reaktywowane po tysiącleciach państwo, którego naród musiał się tam dopiero sprowadzić, i zaczynać wszystko od zera. Gdzie nie ma zmiłuj: jesteśmy my i wy, z akceptacją w ramach wyjątku dla jednostek. Może to zbyt dużo powiedziane: pewną dozą tolerancji, która często błyskawicznie się ulatnia. Zależnie od człowieka, nastroju chwili, pogody. Książka dobrze odmalowuje te niuanse i antagonizmy. Żydzi mniej lub bardziej świadomie sami hodują sobie sfrustrowanych radykałów. Na własne życzenie. Z pogardy rodzi się nienawiść, a z nienawiści dramat. Tytuł samej książki jest z tej samej kategorii co „Izrael już nie frunie” – konstrukcja reportażu także podobna. Ale czy idzie brać to jako dopełnienie, drugą cześć izraelsko-palestyńskiej dylogii? Raczej nie. Smoleński cały czas siedzi w tej tematyce, napisał jeszcze inne pozycje o Bliskim Wschodzie i Lewancie, również podobne treściowo i koncepcyjnie. Co więcej autor będzie zapewne grzebał w tym dalej. Książka z 2012 jest dokumentacją pewnego stanu rzeczy – o tyle wartościową że bezstronną i rzetelną. Wracając do kwestii tytułu: Arab strzela i utwierdza Żydów oraz resztę świata w przekonaniu o słusznym statusie schwarzcharaktera, łatce jaka jest wygodna dla 75% Żydów którzy chcieliby się pozbyć kłopotliwych tubylców? A może bardziej chodzi o tych z reprezentacji co kopią piłkę i strzelają gole dla Izraela? Tak by wynikało z lektury książki. Ale i ta pierwsza myśl jest zasadna. Jeśli ktoś nie rozumie sytuacji w Izraelu, Strefie Gazy i na Zachodnim Brzegu – ta książka wskaże mu na kluczowe problemy, z punktu widzenia Palestyńczyków. Niestety jej lektura nie przybliży raczej nikogo do znalezienia zbawiennej solucji, która by cudownie zakończyła idący już w dekady spór żydowsko-arabski. Prawda jest taka, że trzeba by zrezygnować z narodowego charakteru państwa Izrael i powołać federację o nazwie Ziemia Święta, czy też Izrael-Palestyna. Chyba nic lepszego nie można wydumać. Żydzi utracili własny skrawek ziemi, ale zawsze byli ludem nomadów, no a tłuc się z bądź co bądź bliskimi kulturowo, genetycznie i mentalnie Arabami o kawałek pustyni to głupota. Problem w tym, że głupota i zawiść są bardzo powszechne. I ciężko je wyplenić. Jeden trzeźwo myślący Smoleński nie da chyba rady. (Ciekawe czy ta Ela z podziękowań, to Ela Sidi od „Izraela oswojonego” z 2013?).
Gracjan - awatar Gracjan
ocenił na 7 10 lat temu

Cytaty z książki Długa droga do domu. Wspomnienia uciekiniera z północnokoreańskiego piekła

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Długa droga do domu. Wspomnienia uciekiniera z północnokoreańskiego piekła