rozwiń zwiń

Dla twojego bezpieczeństwa

Okładka książki Dla twojego bezpieczeństwa
Grzegorz Zasuwik Wydawnictwo: Drageus Publishing House fantasy, science fiction
Kategoria:
fantasy, science fiction
Format:
papier
Data wydania:
2025-09-30
Data 1. wyd. pol.:
2025-09-30
Język:
polski
ISBN:
9788368102949
Średnia ocen

                7,0 7,0 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Dla twojego bezpieczeństwa w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Dla twojego bezpieczeństwa

Średnia ocen
7,0 / 10
13 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
480
33

Na półkach:

Udany mariaż cyberpunka i post-apo. Zapowiedź tej książki wpadła mi w oko już dawno temu. Nienawiść do tyranicznego państwa opiekuńczego to motyw, który jest mi bardzo bliski, przez co miałem dość wysokie oczekiwania i nie zawiodłem się. Pomysł na fabułę - fajny, zakończenie mocne, wątki dobrze się dopinają. W tym gatunku literatury równie ważna co sama fabuła jest warstwa filozoficzna książki - wątki, które porusza i pytania, które stawia. Czym właściwie jest wolność? Czy absolutna wolność wyszłaby nam na dobre? Czy podczas walki należy trzymać się własnych ideałów, czy raczej dążyć do zwycięstwa po trupach? W kilku miejscach lektury musiałem zrobić przerwę na własne przemyślenia w tym temacie. Na plus jest też język - z jednej strony ludzki i łatwo się czyta, z drugiej ma jakąś głębię. Taki styl cenię szczególnie u Rafała Dębskiego (może dlatego to właśnie Drageus zwrócił uwagę na pana Zasuwika?). Jeżeli miałbym się do czegoś przyczepić to może epilog był trochę niepotrzebny. Myślę, że opowieść zyskałaby na takim quasi-otwartym zakończeniu. Podsumowując - "Dla twojego bezpieczeństwa" to udany debiut i z pewnością sięgnę po więcej od Autora.

Udany mariaż cyberpunka i post-apo. Zapowiedź tej książki wpadła mi w oko już dawno temu. Nienawiść do tyranicznego państwa opiekuńczego to motyw, który jest mi bardzo bliski, przez co miałem dość wysokie oczekiwania i nie zawiodłem się. Pomysł na fabułę - fajny, zakończenie mocne, wątki dobrze się dopinają. W tym gatunku literatury równie ważna co sama fabuła jest warstwa...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

46 użytkowników ma tytuł Dla twojego bezpieczeństwa na półkach głównych
  • 26
  • 18
  • 2
11 użytkowników ma tytuł Dla twojego bezpieczeństwa na półkach dodatkowych
  • 2
  • 2
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Amaya Maciej Libera
Amaya
Maciej Libera
" (...) Rozpoczął się Wielki Exodus, ucieczka przez mroczne przestrzenie, gdzie każdy skok w nad przestrzeń mógł być ostatnim (...). (...) na horyzoncie pojawił się świat. Planeta, na rubieżach spiralnego ramienia galaktyki, ukryta w zakamarkach kosmicznej ciemności (...)". " Amaya" Macieja Libery jest powieścią wielowymiarową, o wielu wątkach i ciekawym spojrzeniu. To powrót do prapoczątku, do dziejów, które przeplatają się ze sobą i łączą we wspólnej historii - technologii i ludzkości. Świat Arkanoru, który przestał być światem idealnym, zbudowanym na filarach ładu, został zdominowany przez rujnująca technologię. Łączy się z nim świat słowiańskich szeptów, pradawnych bogów. "(...) Ich dawna cywilizacja rozpadła się wieki temu, a pamięć o podróżach międzygwiezdnych spłynęła w odmęty mitów i legendy (...)". To nie są tylko obrazy, które ten świat tworzą, to klucz do słowiańskich legend, wierzeń, odziany w płaszcz fenomenalnego s-f. Obrazy są plastyczne i przenikające się, poprzetykane jakby jedną wspólną nicią. Autor niezwykle umiejętnie tworzy surowy, brutalny świat pełen prymitywnych plemion, wierzeń, bóstw, a misternie stopniowo budowany klimat wciąga do ostatniej strony. Osobiście bardzo cenię twórczość Pana Macieja, przede wszystkim za niezwykłą atmosferę pełną ukrytych znaczeń... Dziękuję pięknie Panu Maciejowi za zaufanie i możliwość zrecenzowania książki.
Małgorzata Szweda-Czerwinska - awatar Małgorzata Szweda-Czerwinska
oceniła na 9 24 dni temu
Krwiopijca: Historie Jarosław Dobrowolski
Krwiopijca: Historie
Jarosław Dobrowolski
"Jednym jest faktem, że mylisz się absolutnie, bo to przede mną nogi rozłożyła... [...] Lecz drugim faktem jest, przyznać mi musisz - czknął - że wykłócanie się ze mną, który z nas ją zerżnął, nie przystoi zbytnio w dniu twojego ślubu, kiedy małżonka twa nadobna siedzi obok." Zacznę może od tego, że antologię opowiadań z uniwersum "Krwiopijcy" zdobyłam jeszcze w październiku, podczas targów w Krakowie i wedle mojej wiedzy, byłam pierwszą osobą, w której łapki ona wpadła. Trochę sobie przeleżała, nim przyszło mi o niej pisać. Większość tekstów przeczytałam jeszcze w ubiegłym roku, ale końcówka przypadła już na styczeń bieżącego. Ogólnie rzecz ujmując - jest to naprawdę solidny zbiór, łączący różnorodne opowiadania. Poziom w zasadzie jest wyrównany. Niesamowicie podoba mi się ta okładka. Chociaż prace Drawida podziwiam od lat, to tu jakoś wyjątkowo mnie ta grafika ujęła, tym bardziej, że Jarek zdradził mi coś niecoś historii jej powstania. Ilustracje w środku książki są autorstwa córki Jarka, również polecam je Waszej uwadze. Natomiast, dochodzę do wniosku, że choć z reguły preferuję opowiadania i nowelki od pełnoprawnych powieści, tak Dobrowolskiego wolę chyba w dłuższej formie - co absolutnie nie oznacza, że w tej krótkiej się nie sprawdza. 😉 Przejdźmy zatem do części właściwej. ⚫️ "Rankor" - czyli mała podróż wstecz. Potrzebował trochę czasu, żeby się rozkręcić, po drodze serwując słuszną dawkę humoru. Świetny wybór na otwarcie zbioru. 🟣 "Kopciuszek" - krótko, ale bardzo treściwie, tak jak lubię. 🟢 "Zew lasu" autorstwa Kai Flagi-Andrzejewskiej - na to opowiadanie czaiłam się najbardziej, bo zakochałam się w piórze Kai po jej debiutanckim zbiorze, no i ze świecą w końcu szukać drugiej takiej ekspertki od wampirzych treści. Nie zrobiło na mnie takiego wrażenia, jak się spodziewałam, ale oczekiwania jak najbardziej spełniło - jest warte poznania, bo to nadal w końcu Kaja. 🟡 "Złotnik z Akwizgranu" - czyli historia miłej pogawędki z Dietrichem von Ende. 😏 To opowiadanie chyba najbardziej przypadło mi do gustu z całego zbioru. 🔴 "Psot" autorstwa Marcina "Ediego" Grygo - spore zaskoczenie. Nie dziwię się, że właśnie ten tekst wygrał konkurs. 🔵 "Hakucho" - drugi faworyt z tego zbioru, zaintrygował fabularnie i otulił klimatem. 😉 ⚪️ "Wolność" - dobre zwieńczenie, takiego końca losów Radka oczekiwałam. 😜 🟠 "Wspólnicy" - duet Jarka i Franciszka Piątkowskiego, długo wyczekiwany crossover uniwersów Krwiopijcy i Powiernika. Obu autorów literacko darzę zaufaniem, a prywatnie ogromną sympatią, więc ani przez chwilę nie miałam najmniejszych obaw co do jakości tego tekstu. Wydaje mi się jednak, że zestawienie dwóch wyrazistych bohaterów o mocnych osobowościach nieco ich wygładziło, odbierając tego pazura. Osobno Marek Lichocki i Konrad mieli więcej charakteru, ale może to tylko takie moje majaki. Tak czy siak - creme de la creme. Podsumowując - mucha nie siada. Bierzcie z tego wszyscy i czytajcie. Jeśli do tej pory nic nie podkusiło Was do zakupu owego tytułu - czynię to niniejszym ja. Pełny, oryginalny wpis tutaj: https://www.instagram.com/p/DVXxF2EDfTa/?img_index=1
Szejdi007 - awatar Szejdi007
ocenił na 8 1 miesiąc temu
Ciemna strona Księżyca Robert J. Szmidt
Ciemna strona Księżyca
Robert J. Szmidt
🌜🌜🌜 Recenzja 🌛🌛🌛 Robert J. Szmidt – „Ciemna strona Księżyca” @r.j.szmidt Wydawnictwo: Starship ✨✨✨✨✨✨✨✨✨✨✨ „Ciemna strona Księżyca” to książka, którą najlepiej czytać spokojnie, bez presji i bez pośpiechu. To nie jest zbiór do „zaliczenia” w jeden wieczór, tylko taki, do którego chce się wracać po jednym opowiadaniu – pozwalając każdej historii wybrzmieć i zostawić po sobie ślad. Choć w tomie znajdziemy dwanaście opowiadań, trudno mówić tu o jednym nastroju czy jednej emocji. Każdy tekst to osobny świat i osobna niespodzianka. Robert J. Szmidt porusza się po fantastyce z ogromną swobodą i pewnością. W jednej chwili zabiera czytelnika w mroczne rejony science fiction, by za moment wrzucić go w brutalne realia świata po apokalipsie albo sięgnąć po klasyczne fantasy z lekkim przymrużeniem oka. Autor nie tłumaczy wszystkiego krok po kroku – raczej wrzuca nas w sam środek wydarzeń i pozwala samodzielnie odnaleźć się w nowej rzeczywistości. I właśnie to bardzo działa. 🪄 Co znajdziemy w książce? ✨12 opowiadań z pogranicza fantasy, science fiction i horroru ✨wyraźną różnorodność gatunkową i klimatyczną ⚡postapokaliptyczne wizje świata i walkę o przetrwanie ⚡wątki kosmiczne, militarne i futurystyczne klasyczne fantasy ze smokami i bohaterami mroczne, niepokojące historie z elementami grozy ⚡psychologiczne napięcie, lęk i pytania o granice człowieczeństwa ✨momenty ironii i czarnego humoru ✨bohaterów wystawionych na próby, które nie mają dobrych rozwiązań ✨klimat, który zostaje w głowie długo po zakończeniu lektury. Największą siłą tego zbioru jest dla mnie jego emocjonalna różnorodność. Są opowiadania, które pochłania się jednym tchem, bo napięcie nie daje ani chwili wytchnienia, ale są też takie, które działają ciszej zostawiają niepokój, smutek albo refleksję, która wraca już po zamknięciu książki. Szmidt wyraźnie pokazuje, że nie interesuje go tylko sama katastrofa, technologia czy fantastyczny świat, ale przede wszystkim człowiek i jego reakcje w sytuacjach granicznych. Styl autora jest konkretny, momentami surowy, ale bardzo sugestywny. Bez zbędnych ozdobników potrafi zbudować gęstą atmosferę i pełnoprawny świat w kilku akapitach. Narracja często jest dynamiczna, a zakończenia opowiadań potrafią zaskoczyć albo uderzyć z pełną siłą. Widać też wyczucie konwencji autor raz gra na poważnie, innym razem pozwala sobie na ironię czy gorzki humor. Bohaterowie to zwykli ludzie postawieni w niezwykłych okolicznościach. Nie są krystaliczni, nie zawsze podejmują dobre decyzje, często kieruje nimi strach, instynkt lub desperacja. Dzięki temu są bardzo wiarygodni i łatwo się z nimi utożsamić, nawet jeśli ich świat jest kompletnie oderwany od naszej codzienności. Nie wszystkie opowiadania trafiły do mnie w równym stopniu, ale właśnie to uważam za zaletę tego tomu. Każdy czytelnik znajdzie tu coś dla siebie historie, które zapamięta na długo, i takie, do których będzie chciał wrócić. Dla mnie największą siłą „Ciemnej strony Księżyca” jest klimat: momentami duszny i brutalny, innym razem melancholijny, ale zawsze bardzo ludzki. To książka dla tych, którzy lubią fantastykę w różnych odsłonach i nie boją się gatunkowych miksów. Świetna okazja, by poznać wyobraźnię Roberta J. Szmidta i jego umiejętność opowiadania historii, które zostają w głowie na dłużej. Po tej lekturze naprawdę chce się sięgnąć po więcej. 🌙📚
moja_niele - awatar moja_niele
ocenił na 9 3 miesiące temu
Lodowa kolonia Michał Podgórski
Lodowa kolonia
Michał Podgórski
Po „Lodową kolonię” sięgnęłam z sympatią i całkiem konkretnymi oczekiwaniami – poprzednia książka Michała Podgórskiego zapewniła mi dobrą rozrywkę, więc liczyłam na podobne doświadczenie. I choć nie była to zła historia, trudno nie odnieść wrażenia, że autor zatrzymał się o krok przed pełnym wykorzystaniem drzemiącego w niej potencjału. Na plus zdecydowanie należy zapisać lekki, przystępny styl. Pióro autora jest przyjemne, dynamiczne, a książkę czyta się bardzo szybko. Dodatkowym atutem są różne punkty widzenia, które teoretycznie poszerzają narrację i pozwalają spojrzeć na wydarzenia z kilku perspektyw. Teoretycznie – bo tu właśnie zaczynają się pierwsze problemy. Sama koncepcja fabularna zapowiada się bowiem niezwykle obiecująco. Oto przyszłość, dystopijny świat, w którym większość Ziemi tonie w slumsach, a desperacja popycha ludzi do podpisywania kontraktów, które są biletem w jedną stronę. Główna bohaterka, Helena, decyduje się na wyjazd na Jowisza, by pracować w kopalni i wyrwać się z biedy. Do tego tajemniczy kryształ – kula, która przyciąga obcą cywilizację. Brzmi jak solidny fundament pod ambitne science fiction. Niestety, książka jest po prostu za krótka, by udźwignąć taką liczbę wątków. Akcja pędzi, momentami aż za bardzo, a wiele motywów – zwłaszcza najazd obcej cywilizacji – zostaje potraktowanych skrótowo. To właśnie ten wątek najbardziej domaga się rozwinięcia: większego napięcia, głębi, konsekwencji. Podobnie jak polityka świata, relacje między korporacjami, system społeczny czy realia życia w kolonii – wszystko to jedynie muska powierzchnię zamiast zanurzyć się głębiej. Również bohaterowie wypadają najsłabiej. Jest ich zdecydowanie zbyt wielu jak na tak krótką formę, co skutkuje brakiem wyrazistości. Trudno się z nimi zżyć, trudno zapamiętać ich motywacje, a jeszcze trudniej przejąć się ich losem. Nie są kontrastowi ani pogłębieni – raczej funkcjonalni, podporządkowani pędzącej fabule. Podsumowując: „Lodowa kolonia” to książka, która sprawdzi się jako czysta rozrywka – szybka, lekka, niezobowiązująca. Idealna „na odmóżdżenie”, gdy nie mamy ochoty na analizowanie świata przedstawionego i skomplikowanych zależności. Jeśli jednak oczekujecie rozbudowanego science fiction, pogłębionych wątków, mocnej polityki świata i pełnokrwistych bohaterów, to niestety – nie tutaj. Szkoda, bo potencjał był naprawdę duży. I właśnie dlatego pozostaje lekki niedosyt… który jednak nie przekreśla tej historii, a raczej zostawia ją jako niewykorzystaną szansę.
żyrafa czyta - awatar żyrafa czyta
oceniła na 6 3 miesiące temu
Masa krytyczna i inne materiały rozszczepialne Peter Watts
Masa krytyczna i inne materiały rozszczepialne
Peter Watts
Wylądowała nowa książka Wattsa. Dostaliśmy niecałe 500 stron opowiadań i niecałe 100 stron esejów. Jak wyszło? Różne. Kilka opowiadań jest naprawdę świetnych. Jest kobieta którą zmieniono w żywą broń, która być może dokonała zbrodni wojennej. Jest opowiadanie “mądrość tłumów” które czyta się jak niezrealizowany odcinek Black Mirror. Są opowiadania w świecie Ryfterów i w świecie Ślepowidzenia. Zbiór jest bardzo aktualny. Dostajemy opowiastkę o nienawiści do miliarderów, o fizjologicznej agresji wobec wielkiej korporacji, jest też świetna historyjka o tym jak udziela się nam obcowanie z modelami językowymi. To Watts, więc nie zabrakło tematów świadomości, łączenia umysłów i zlewających się jaźni. Do tego dawka rozważań o etyce i moralności. Jeśli idzie o pożywkę dla rozmyślań, zbiór jest na piątkę z plusem. Literacko, bywa ciężko. Dawno nie czytałem Petera Wattsa, więc nie jestem pewien czy zawsze tak u niego było, ale niektóre teksty czytało się opornie. Ale może to być kwestia tłumaczenia i redakcji. Tu dochodzimy do największej wady “Masy krytycznej”. Książka ma sporo błędów najróżniejszej maści. Kalki językowe, mieszanie rodzajów, literówki. Nie jest to tragedia, ale wydawnictwo powinno się wstydzić puszczenia tylu baboli. Ukoronowaniem tego jest błąd w tłumaczeniu tytułu (!) jednego z opowiadań. A co z felietonami? Są OK. Dostajemy fajną perspektywę Wattsa na optymizm i pesymizm. Wyjaśnia, że jeśli mamy być choć odrobinę realistyczni w bliskim SF, to nie obejdziemy dystopii. W końcu już żyjemy w dystopii. Jest trochę prywaty, gdzie autor opisuje swoje starcie z amerykańskim wymiarem sprawiedliwości, potem kolejna dawka o etyce i moralności i ciekawy spin w kwestii modeli językowych. Biorąc pod uwagę status Wattsa w Polsce myślę, że zbiór może paść ofiarą ogromnych oczekiwań. Ale to solidna dawka dobrego SF.
Mateusz Wielgosz - awatar Mateusz Wielgosz
ocenił na 6 3 dni temu
Czas mroku Pierce Brown
Czas mroku
Pierce Brown
„Czas Mroku” W chaosie światła W ciemności ciężkiej jak popiół… “W królestwie śmierci, pośród szańców z ciał, smagany wiatrem krzyków stoi król…” Myślałam, że znam smak bólu w tej serii. Po „Złotym Synu” i „Gwieździe Zarannej” wydawało mi się, że mam twardszą skórę. Myliłam się. „Czas Mroku” nie tylko łamie. Ściska za serce, rozsadza emocje, nawet takiego człowieka jak ja, który ma z nimi ogromny problem. Powoli, precyzyjnie… Zmusza do łez, a zaraz potem daje ulgę i szok, mieszając wszystko w chaotyczne uczucie, którego nie potrafisz nazwać. I nie wiesz, czy masz ochotę zaciukać Browna, czy ucałować go w czółko? A może jedno i drugie? Sama nie wiem. Jeśli „Żelazny” był ostrzeżeniem, to „Mrok” jest egzekucją konsekwencji. Tu nie ma pięknych opowieści o wojnie. Nie ma fanfar. Nie ma bohaterów w czystej zbroi. Jest kurz. Krew. I cisza po krzyku. A Brown? Nie daje chwili wytchnienia. Patrzy, jak próbujemy złapać oddech, i dokręca śrubę, nadając jednocześnie swoją wyważoną tonację. Ciężkość, gęstość, duszność. Pokazuje cenę… Za władzę. Za ideę. Za miłość. Bo wojna w tej części nie jest widowiskiem. Jest brudem pod paznokciami. Urwanymi kończynami. Wyborem między złem a większym złem. Pytaniem: ile jeszcze jesteś w stanie poświęcić, zanim przestaniesz rozpoznawać siebie? Najbardziej uderzyło mnie to, że nikt nie jest tu bezpieczny. Nikt. Każdy rozdział to napięcie… z gilotyną nad głową. “Nie opuściliśmy cię.” Darrow przestał być symbolem. Teraz jest wojownikiem, który nie działa dla legendy, lecz dla tych, których życie spoczywa w jego rękach. “Wiesz, na czym polega własny obłęd? Obłęd jest wtedy, kiedy dasz się nabrać na własny kant.” Lysander jest jeszcze bardziej skomplikowany, a jego złote okulary są pozbawione moralności. Ephraim… zakradł się do mojego serca i ani myśli go opuszczać. I Mustang. W recenzji „Żelaznego Złota” obiecałam, że o niej napiszę napiszę coś więcej i właśnie nadszedł ten moment. Ona tutaj była… aż brak mi słów. Najpiękniejsza postać tej serii. Siła w ciszy. Strateg w chaosie. W tej książce to nie Darrow trzymał mnie za gardło - to ona. Ona, która nie jest dodatkiem do fabuły. Jest mózgiem rewolucji. Sumieniem. Decyzjami, które mogą cierpko smakować. Bez miejsca na załamanie. Bez miejsca na wątpliwości. Kiedy Darrow walczy na froncie, ona walczy o to, by było do czego wracać. Samotnie. "Nie opuściliśmy cię. Przybędę po ciebie. A do tego czasu wytrwaj, ukochany. Wytrwaj." Mustang to siła. Bez teatralności. Miłość bez słabości. Władza bez tyranii. I może właśnie dlatego jest najpotężniejsza? Nie musi nikogo niszczyć, by być silna. Nie potrzebuje scen, by o niej mówić. Nie potrzebuje korony, by być królową. Bez niej rewolucja dawno obróciłaby się w pył. “Zemstę najlepiej wymierzać cierpliwie.” W tej części pojawiło się mnóstwo nowych informacji, nieoczekiwanych zwrotów akcji i postaci, o których na razie nie będę się rozpisywać - czekam na Światłodawcę. Ale chcę, żebyście wiedzieli jedno: czas w tej historii naprawdę ma znaczenie. Czy wszystko mnie zaskoczyło? Nie. Niektóre wydarzenia były do bólu przewidywalne. Ale to niczego jej nie ujmuje, bo “Czas Mroku” cierpliwie czeka, by w odpowiednim momencie uderzyć prosto w twarz i wywołać łzy. “Z wątpliwościami można zrobić tylko jedną rzecz. Zdeptać je.” Czy jest jeszcze coś wartego uwagi? Przyjaźnie. W tej serii nie są proste. Nie są bezpieczne ani oczywiste. To lojalność wymagająca trudniejszych wyborów niż kiedykolwiek. To wspólne cierpienie, radość z drobnych zwycięstw i ciężar, który każdy niesie sam. Pokazują, że przyjaciel może być twoim światłem w chaosie… i twoim ciężarem w tym samym czasie. Przypominają, że nawet w najciemniejszym momencie przyjaźń daje kotwicę, która pozwala nie zgubić siebie. “Świat jest labiryntem bez środka. Stań się nim albo zgubisz się na zawsze.” „Czas Mroku” to najciemniejsza część tej serii. Najbardziej brutalna. Najbardziej dotkliwa. Niektóre sceny czytałam ze ściśniętym gardłem. Niektóre decyzje złamały mi serce. Momentami chciałam zamknąć książkę i powiedzieć: „pierdolę, nie czytam dalej”. Ale nie mogłam… Ta seria to już nie tylko historia. To emocjonalna wojna, w której uczestniczę razem z nimi. „Czas Mroku” pokazuje, że nadzieja nie spada gotowa na talerzu. Pokazuje, że trzeba na nią zasłużyć, walczyć. Zostawia cię w miejscu, w którym boisz się ruszyć dalej, a jednocześnie uświadamia, że nie możesz się cofnąć. Pierce Brown przekroczył granicę. Znowu. A ja… z bólem serca, emocjonalnym chaosem i gównem w mózgu czekam na więcej.
zajkosinka - awatar zajkosinka
oceniła na 9 1 miesiąc temu
Somnauci. Tom 1 Katla Magdalena Świerczek-Gryboś
Somnauci. Tom 1 Katla
Magdalena Świerczek-Gryboś
Magdalena Świerczek-Gryboś „Somnauci” Mieliście kiedyś wrażenie, że wasze życie jest tylko snem? Wszystko jest złudzeniem stworzonym przez kogoś, kto to wszystko sni i od niego zależy wasz los, wy zaś możecie jedynie ubogacać tę wizję? Muszę przyznać szczerze, że takie myśli pojawiały się w mojej głowie. Historia napisana przez Magdę opowiada o losach Katli, która jako dziecko musi uciekać wraz nowo narodzonym bratem przed Somnautami. Polują na niego, ponieważ jest Śniącym, zaś oni pragną go obudzić i zniszczyć cały świat. Sama wydaje się być najbardziej zwyczajna, bez żadnego potencjału, który jest tak ważny. Musi szukać schronienia, pomocy i odkryć w sobie moc, o której nic nie wie. Uwaga, to jest tylko moja opinia, moje odczucia i nie każdy musi się z tym zgadzać, co jest dość zrozumiałe. Miałem problem z książką na początku. Tematyka wydawać by się mogła zbyt ciężka, może niezrozumiała do końca. Czytało mi się ciężko, ale z uporem brnąłem przed siebie. I było warto. Powoli „Somauci” wchłonęły mnie niczym bagno i nie puściły. Chyba pierwszy raz czytałem takie coś! Fantasy i fantastyka naukowa w jednym, do tego wszystko w sennej oprawie. Tematy czarnych dziur chociaż są interesujące, nie wzbudzają mojej ciekawości, zaś tu czytało się to świetnie. Fakt, nie potrafiłem na raz przeczytać większej ilości stron, ale to tylko dlatego, że lektura budziła we mnie dużo myśli o tym, co dzieje się u mnie. Czasami też lepiej powoli się delektować, niż na szybko połknąć i nie poczuć smaku. Świat stworzony przez autorkę jest niesamowity. Niby znany, ale inny. Podobnie ma się sprawa bohaterów. Nie ma tu cukierkowych postaci, każdy ma skazy, jest inny i kieruje nim co innego. Magda ma talent do tworzenia, jeszcze większy do słów. Jak to się cudownie czytało. Najważniejsze, aby przeczytać na końcu słowa od autorki, które dużo wyjaśnić mogą, oj bardzo dużo. Polecam, chociaż nie jest to lektura dla każdego, nie jest łatwa. Uważam, że to smutna historia o poszukiwaniu odpowiedzi na zbyt dużo otaczających człowieka pytań i samego siebie. Dla zachęty dodam, że są smoki!
MyNameIsChrisCh - awatar MyNameIsChrisCh
ocenił na 8 1 miesiąc temu
Hordy Yrkes Paweł Kopijer
Hordy Yrkes
Paweł Kopijer
Semael wraca do Dwuświata o wiele szybciej, niż ktokolwiek się spodziewał. Na dodatek w ślad za nim pojawiają się Yrkes, tajemnicze istoty, które łatwiej zabić, niż namówić do złożenia broni. Jak by tego było mało, trzeba się wykazać nie lada sprytem, by pokonać pojedynczego przeciwnika, a na Amadal pojawiła się ich trudna do określenia liczba. Jedną z niewielu formacji, które mają jakiekolwiek szanse w starciu z Yrkes, jest Gwardia Słonecznej, do której po ostrej selekcji są przyjmowani tylko najlepsi z najlepszych. Niestety wskutek pechowego zbiegu okoliczności większość należących do Gwardii została otruta. Zdolnych do walki zostało zaledwie kilkanaście osób. Wśród nich są Morienne i Dein. Jej umiejętności uzdrowicielskie oraz jego pochodzenie, spryt, doskonała pamięć i zdolność szybkiego reagowania na zmieniające się warunki sprawiły, że pogłowie Yrkes zaczęło się zmniejszać. Pomógł również fakt, że udało się zamknąć portal, przez który napływały wrogie istoty. Niestety nie obyło się bez ofiar wśród przeciwników Semaela. Marną pociechą jest to, że zastosowanie innej strategii spowodowałoby dużo większe straty. Ba… jest wielce prawdopodobne, że Dwuświat na wieki trafiłby pod panowanie Mroku. Zagrożenie nie zostało zneutralizowane, ale przynajmniej udało się wyeliminować jedno z niebezpieczeństw. Tylko czy to wystarczy? Kto niemal do zera zredukował liczbę członków Gwardii Słonecznej? Co wymyślił Dein? Dlaczego Semaelowi tak zależy na podboju Dwuświata? Do czego przydał się dar Morienne? Odpowiedzi na te i inne pytania znajdziecie właśnie w tej książce… Natura jest wszędzie jednaka. Bez względu na to, o którym świecie i jakim gatunku istot mniej lub bardziej rozumnych mowa, zawsze znajdą się ci „źli” i ci „dobrzy”. I choć nie zawsze wygrywa „właściwa” strona, książkę i tak pochłania się z zapartym tchem i wypiekami na policzkach, niejednokrotnie psiocząc na postaci, że podjęły taką, a nie inną decyzję. To chyba świadczy o tym, że Autor stworzył świat, który żyje i ewoluuje. Nie zliczę, ile razy wyzywałam na podjęte lub niepodjęte decyzje, również w „Hordach Ykres”. Co prawda rozumiałam powody, ale i tak zgrzytałam zębami. Nie zdradzę Wam, co dokładnie mnie irytowało, gdyż zepsułabym przyjemność czytania książki. Przekabluję jednak, że Dein się rozwija i choć w „Hordach…” pojawiło się kilka nowych postaci, on nie przestał być moim ulubieńcem. Przyznam szczerze, że brakuje mi Norana. Jego obecność sprawiała, że na sporo spraw patrzyło się z innej perspektywy. Dlaczego? O tym musicie się przekonać sami… Wszystkie tomy Kronik Dwuświata i razem, i oddzielnie polecają się do czytania. Za egzemplarz do recenzji dziękuję Autorowi PS: tuptam z niecierpliwości, bo już mnie ssie do kolejnego tomu, a on dopiero „się pisze”… Nie poganiam, bo w pośpiechu można zrobić błędy, ale niecierpliwa (chyba) mogę być.
LibraCzyta - awatar LibraCzyta
oceniła na 9 13 dni temu
Algorytm Krzysztof Koziołek
Algorytm
Krzysztof Koziołek
Prawem człowieka objęto wszelkie formy cielesne wyposażone w sztuczną inteligencję: częściową – hybrydy i całkowitą – pełne AI. Nadanie maszynom tak dużego zakresu praw doprowadziło do zamieszek i starć. Ludzie wypierani przez AI stali się mniejszością. W takim świecie – zdominowanym przez sztuczną inteligencję - nie można uciec. Nad wszystkim czuwa Korporacja a wszystko odbywa się zgodnie z Algorytmem. Każdy nawet najmniejszy ruch, każdy proces jest zgodny z procedurami. Kolonizacja Marsa przebiega coraz skuteczniej. Do największej kolonii na Czerwonej Planecie New Earth City przybywa frachtowiec na pokładzie którego oprócz niezbędnego ładunku do wyposażenia kopalni znajduje się żywe cargo. Surogatki czyli starannie wyselekcjonowane jeszcze na Ziemi kobiety i dziewczyny, które w zamian za podniesienie swojego statusu społecznego i prawo do zamieszkania w kolonii godzą się być żywym towarem przeznaczonym dla kolonizatorów jako klacze rozpłodowe. Jedną z nich jest Zoya Goulden. Wybrana przez prezydenta kolonii już niebawem przyczyni się do wielkiego przewrotu na Marsie. „Algorytm” to bardzo ciekawa wizja przyszłości świata w której ludzie zostali zepchnięcie na margines a pierwsze skrzypce odgrywa AI aczkolwiek przedstawiono w mało wciągający sposób. Zbyt duże nagromadzenie pomysłów w tak małej objętości nie ułatwia czytania i skupienia się na fabule, która przez to jest zbyt chaotyczna. Pozycję polecam fanom science fiction i AI.
Shonen - awatar Shonen
ocenił na 6 3 miesiące temu

Cytaty z książki Dla twojego bezpieczeństwa

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Dla twojego bezpieczeństwa