rozwiń zwiń

Czas wojny. Opowieści z Ukrainy

Okładka książki Czas wojny. Opowieści z Ukrainy
Tim Judah Wydawnictwo: Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego Seria: Mundus reportaż
224 str. 3 godz. 44 min.
Kategoria:
reportaż
Format:
papier
Seria:
Mundus
Data wydania:
2016-10-13
Data 1. wyd. pol.:
2016-10-13
Liczba stron:
224
Czas czytania
3 godz. 44 min.
Język:
polski
ISBN:
9788323341871
Tłumacz:
Aleksandra Czwojdrak
Średnia ocen

                6,9 6,9 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Czas wojny. Opowieści z Ukrainy w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Czas wojny. Opowieści z Ukrainy

Średnia ocen
6,9 / 10
16 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
204
203

Na półkach:

O Ukrainie jest ostatnio ciszej. Media nie epatują już obrazami zniszczonych miast czy wymiany ognia na froncie. Mimo że konflikt w Donbasie wciąż trwa, separatyści trzymają się mocno, a spory na szczytach władzy w Kijowie znowu nie wróżą dobrze przyszłości naszego wschodniego sąsiada.

Kremlowi jest to na rękę. „Zjednoczona Europa niech zajmie się swoimi kłopotami, a my podtrzymujmy stan zawieszenia wokół Doniecka i Ługańska jako środek nacisku na Ukrainę” – zdaje się myśleć obóz Putina. Rosja w polityce międzynarodowej lubi grać znaczonymi kartami. W kwietniu 2014 roku znowu wykorzystała wewnętrzny rozłam Ukraińców po rewolucji Euromajdanu i kryzysie krymskim. Ale uproszczeniem było stwierdzenie, że wyłącznie prorosyjskie sympatie obywateli wschodniej Ukrainy ułatwiły sprowokowanie konfliktu z „zielonymi ludzikami” i secesję dwóch obwodów.

Gdyby władze centralne w Kijowie zadbały wcześniej o prawdziwe zjednoczenie kraju i jego zrównoważony rozwój, a nie pozostawiały poszczególne części lokalnym koteriom i oligarchom, może do wojny nigdy by nie doszło, albo z separatystami – pozbawionymi znaczącego poparcia społecznego – poradzono by sobie znacznie łatwiej i szybciej. Nie miejsce to jednak na tego typu dywagacje. Aby poznać genezę obecnych problemów Ukrainy lepiej sięgnąć po książkę Tima Judaha.

Autor postanowił spojrzeć na konflikt ukraińsko-rosyjski w myśl zasady historia est magistra vitae. Wybrał się więc w podróż nie tylko w przestrzeni, od Lwowa po Donieck, przez Besarabię i wybrzeże wokół Odessy, ale także w czasie, przyglądając się dziejom, które – jak czytamy na okładce – „doprowadziły do tego, czego świadkami jesteśmy obecnie”. Judah warsztat ku temu ma odpowiedni. O Ukrainie pisze od lat na łamach tak renomowanych tytułów jak „New York Review of Books” i „Economist”. Jest także specjalistą od Bałkanów, a dziennikarskie relacje z konfliktów i ich konsekwencji pisał między innymi z Afganistanu, Iraku, Korei Północnej, Darfuru, Haiti czy Ugandy.

Przez czterdzieści niedługich rozdziałów pozycji wydanej przez Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego przewijają się postacie nie tylko polityków, ale też artystów, przedsiębiorców, aktywistów społecznych, a także ludzi z ostatnich szeregów, brutalnie potraktowanych przez wielką historię, jak matki żołnierzy poległych na froncie. Nie są to reportaże zaangażowane, raczej emocjonalnie wyważone, by nie powiedzieć: chłodne, ale bynajmniej nie trącą niepotrzebną egzaltacją. To pisarstwo wysokiej dziennikarskiej próby, co też w pewnym stopniu jest zasługą przekładu Aleksandry Czwojdrak.

Ukraińcy są idealnym przykładem społeczeństwa Europy Wschodniej, które po upadku systemu komunistycznego wciąż stoi w potężnym i niewygodnym rozkroku między przeszłością a teraźniejszością, między mentalnością homo sovieticus a nieodpartą chęcią wskoczenia do pędzącego pociągu o nazwie „Nowoczesność”. W transformacji społecznej nie może pomóc wyraźny podział pod względem językowym. Rosyjskojęzyczna część Ukrainy i inne mniejszości etniczne raczej nie czuły się pełnoprawnymi obywatelami własnego kraju. To wszystko w końcu musiało wybuchnąć, choć oczywiście dużą rolę odegrały inspiracje zewnętrzne.

Nam w Polsce może się wydawać, że o historii Ukrainy wiemy wiele. Wszak przez stulecia żyliśmy w jednym państwie (czy raczej w państwach). Z jednej strony wychodzi z nas pewien kolonializm („Tu kiedyś wszystko było nasze”), lubimy też – tak samo jak Ukraińcy i Rosjanie rzecz jasna – uprawiać politykę historyczną (Wołyń), ale z drugiej strony rewizjonizm historyczny jest wciąż punktem programowym tylko niszowych grup politycznych, co też Judah podkreśla i chwali. Reasumując, o Ukrainie, jej historii i teraźniejszych problemach absolutnie nie wiemy wszystkiego, więc jeśli ktoś nie chce posługiwać się kalkami, powinien sięgnąć po książkę Brytyjczyka. Nie zawiedzie się!

O Ukrainie jest ostatnio ciszej. Media nie epatują już obrazami zniszczonych miast czy wymiany ognia na froncie. Mimo że konflikt w Donbasie wciąż trwa, separatyści trzymają się mocno, a spory na szczytach władzy w Kijowie znowu nie wróżą dobrze przyszłości naszego wschodniego sąsiada.

Kremlowi jest to na rękę. „Zjednoczona Europa niech zajmie się swoimi kłopotami, a my...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

176 użytkowników ma tytuł Czas wojny. Opowieści z Ukrainy na półkach głównych
  • 155
  • 20
  • 1
18 użytkowników ma tytuł Czas wojny. Opowieści z Ukrainy na półkach dodatkowych
  • 5
  • 4
  • 2
  • 2
  • 2
  • 2
  • 1

Tagi i tematy do książki Czas wojny. Opowieści z Ukrainy

Inne książki autora

Tim Judah
Tim Judah
Tim Judah jest autorem reportaży o wojnie na Ukrainie w magazynach „New York Review of Books” oraz „Economist”, w tym ostatnim jest także korespondentem na Bałkanach. W trakcie swojej kariery dziennikarskiej pisał relacje z wielu krajów i o wielu konfliktach, w tym o pokłosiu komunizmu w Europie Wschodniej, o wojnach bałkańskich, o Afganistanie, Iraku, Korei Północnej, Darfurze, Haiti i Ugandzie.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Korzenie we krwi. Czystki etniczne w Ameryce Patrick Phillips
Korzenie we krwi. Czystki etniczne w Ameryce
Patrick Phillips
Ciekawy przypadek "Case study" - czyli nie opisujemy jaiś anonimowych danych statystycznych, a w formie reportażu, oglądamy jedno "zwyczajne amerykańskie hrabstwo", aha, tylko żaden Afroamerykanin nie mógł w nim przebywać, nawet za dnia - w odróżnieniu od słynnych "Sundown cities" - gdzie ta nieformalna zasad działała tylko po zmierzchu - w Forsyth dotyczyło to także dnia. Mamy więc historię wypędzenia, gdzie w ciągu kilku miesięcy 1912 r. miasto opuściła cała Afroamerykańska społeczność (ponad 1000 osób) i miała już nigdy nie wrócić. Majątki wyprzedawane za bezcen a płyty nagrobne z opuszczonego cmentarza społeczności Afroamerykańskiej - używane jako chodniki, elementy drogi etc. - tu miałem dreszcze bo bardzo przypomina mi to "Zamazywanie historii" na terenach Europy środkowo-wschodniej i analogiczne wykorzystywanie macew. Oczywiście to był jednak tylko reportaż, bardzo ciekawie poprowadzony od 1912 r. po zwłaszcza burzliwe lata 80-te (Bo walka o prawa obywatelskie dotarła tu dużo później). Brakowało mi jednak troszeczkę drugiej strony - trochę niestety występują jako "Biała tłuszcza" i tak perspektywa nie jest jakoś mocniej opisana. Nie chodzi mi o to, że "prawda leży gdzieś po środku" - bo leży tam gdzie leży, ale pomaga to zrozumieć - nie po to żeby się zgadzać, ale by wiedzieć o tej perspektywie. Inaczej bardzo trudno z nią dyskutować.
Petroniusz - awatar Petroniusz
ocenił na 8 1 rok temu
Dzieci Stasi. Dorastanie w państwie policyjnym Ruth Hoffmann
Dzieci Stasi. Dorastanie w państwie policyjnym
Ruth Hoffmann
"Dzieci STASI"... Wyjęty z kontekstu ten tytuł kojarzy się raczej familijnie, ale już my dobrze wiemy, co to za "Stasia" i dlaczego tak źle jej z oczu patrzy. "Tarcza i miecz partii" - poznajcie Ministerstwo Bezpieczeństwa Państwowego dawnej NRD. Czy chcecie czy nie chcecie go poznać, ono i tak pozna Was. Bardzo dobrze Was pozna. Nikt nie umknie uwadze jego służb. Świat jego funkcjonariuszy to z jednej strony życie z poczuciem misji. A konkretniej - bycie misjonarzem represji w służbie pokoju. To również poczucie przynależności do elity i przywileje. Ot, zwyczajne machnięcie legitymacją służbową otwiera szlabany i spławia patrole drogówki. Do tego lepsze zarobki, dostęp do dóbr i usług których zwykli obywatele nie mieli. Z drugiej strony, funkcjonariusz bezpieki sam nigdy nie mógł czuć się do końca bezpieczny. Musiał być ideologicznie nieskazitelny. On i jego rodzina - czy jej się to podobało, czy nie. Wielogodzinna służba, nieustana kontrola prawomyślności nie tylko innych, ale i własnej przez innych, konieczność kablowania nawet na najbliższą rodzinę (i to szybciutko, zanim inni to zrobią) oraz starania, by być wzorowym "czekistą" (że też zgapili to słowo...) wywierały ogromną presję nawet na ludzi, którzy się do tego tajnego klubu zapisali dobrowolnie. A jak w takiej atmosferze odnajdowały się ich dzieci? Książka Ruth Hoffmann opisuje historie trzynaściorga z nich, które skutki życia w takiej atmosferze odczuwają do dziś. Zdrowe relacje w rodzinach STASI to w tej książce rzadkość. Wspominają przemoc i emocjonalny chłód, presję ideologiczną i wyśrubowane oczekiwania ojców-oficerów wobec własnych potomków, którzy mieli stać się wzorowymi obywatelami socjalistycznego raju, a najlepiej sami wstąpić na służbę. Małżonków też najchętniej dobierało się z "firmy". Niektóre "dzieci" starały się posłusznie dostosować do wymagań, inne się buntowały. I tu przechodzimy do plusów ujemnych: może i wolność była w NRD ograniczona, za to możliwości podpadnięcia władzy państwowej i STASI-rodzicielskiej - nieograniczone! Można było na przykład słuchać zachodniego radia, nosić długie włosy i żółte spodnie Lee, chadzać na nielegalne koncerty, odmawiać służby wojskowej, krytykować linię partii, nie wywiesić flagi w święto, spotykać się z niewłaściwą osobą, mieć kontakt z religią lub jakiekolwiek związki z Zachodem, próbować ucieczki z NRD... Ale dzieci STASI tak naprawdę nie miały wolnego, bezpiecznego wyboru. Konflikt między nimi a rodzicami nie był tylko pokoleniowy, ale i ideologiczny i nierzadko miał konsekwencje służbowe. Opowieści skupiają się na NRD, ale czasem przekraczają granice. Pokręcone były losy rodziny, która przebywała na tajnej misji w RFN i w wyniku dekonspiracji wróciła do NRD - kraju, który dla wychowanych na kapitalistycznym Zachodzie dzieci był obcy. A same dzieci dopiero teraz odkrywały prawdziwe przekonania swoich rodziców. Również inni rozmówcy często dopiero po latach dowiadywali się, czym tak naprawdę zajmowali się ich zapracowani, oddani socjalistycznej ojczyźnie ojcowie. Dowiadujemy się też, jak na sytuację na froncie ideologiczno-rodzinnym wpłynęło zjednoczenie Niemiec i upadek socjalizmu.Nie napiszę jak, przeczytajcie sobie sami. Książka jest świetna. Ludzkie historie i opisy enerdowskich realiów bardzo wciągające; narracja - jak wiele rzeczy u Niemców, poukładana; tło historyczno-instytucjonalne podane zwięźle i zrozumiale. Tę lekturę polecam każdemu. Po niej łatwiej jest docenić świat w którym żyjemy, oraz zrozumieć, dlaczego na statystycznych mapkach współczesnych Niemiec mimo upływu tylu lat od zjednoczenia nadal "widać zabory".
Warmiaczka - awatar Warmiaczka
oceniła na 8 17 dni temu
Śląsk zbuntowany Dariusz Zalega
Śląsk zbuntowany
Dariusz Zalega
Nie mogę powiedzieć, że to zła książka, ale po raz kolejny w czytelniczym życiu, zanim przejdziemy do faktycznego tematu pozycji, trzeba się przebrnąć przez dość obszerne wprowadzenie. Praca opowiada o prawie dwustu śląskich robotników, którzy pojechali do Hiszpanii walczyć za Republikę. Tymczasem autor wprowadza nas w dzieje rozwoju ruchu robotniczego na Śląsku, zarówno w części austro-węgierskiej, a później w polskiej i niemieckiej. Generalnie sporo jest właśnie o losach uczestników wojny w Hiszpanii przed jej wybuchem, strajkach robotniczych w regionie czy nawet pewnej walce o dusze robotników między Polakami a Hitlerowcami. Następnie autor omawia emigracje śląskich robotników do Francji, żeby w końcu po ponad stu stronach czytelnik mógł się przenieść na wojnę w Hiszpanii. No i tutaj się nie będę czepiał. Autor wybrał sobie kilkanaście postaci, których losy pokazuje, jak wyglądało przedostanie się na Półwysep Iberyjski, obrazuje kilka bitew jak ta o Madryt, nad Jaramą, Belchite itd. Autor wspomina o stratach, pokazuje kilka żołnierskich historii z pól bitew, no i wskazuje na późniejsze losy swoich bohaterów. Generalnie można odnieść wrażenie, że Zalega sympatyzuje z opisywanymi przez siebie postaciami. Ogólnie można zauważyć (w sumie to nic odkrywczego, biorąc pod uwagę tytuł), że jest to książka o Śląsku oraz Ślązakach i że jest mocno osadzona w swoim regionalizmie. Nie wiem czy kogoś z innej części kraju ta opowieść jakoś szczególnie zafascynuje. A wspominam o tym, bo na koniec muszę opisać drobne rozgoryczenie. Na pierwszej stronie znajduje się cytat z urodzonego w Cieszynie, Rudolfa Olszara. Ponieważ jestem z tego samego miasta, liczyłem, że czegoś się dowiem o tej postaci więcej. Niestety, próżne były me nadzieje. No i tak trafiłem na dostępny w internecie doktorat Dariusza Zalegi pod tytułem "Obrońcy Republiki. Ochotnicy z Górnego Śląska w wojnie domowej w Hiszpanii". Rzuciło mi się w oczy, że autor podaje w swoim doktoracie wykaz 134 nazwisk ochotników z Górnego Śląska (przy "prawie dwustu" umieszczonych w blurbie książki wydanej przez Czarne) i szkoda, że właśnie zabrakło czegoś takiego w omawianej pozycji. Jakiegoś krótkiego podsumowania statystycznego, ilu Ślązaków zginęło w Hiszpanii, ilu skąd pochodziło itp. Pozostaje posiłkować się wspomnianym doktoratem.
Balcar - awatar Balcar
ocenił na 6 5 miesięcy temu
Wieczni tułacze. Powojenna emigracja polskich Żydów Halina Hila Marcinkowska
Wieczni tułacze. Powojenna emigracja polskich Żydów
Halina Hila Marcinkowska
Jedna z najbardziej przygnębiających książek o tematyce żydowskiej, jakie czytałam. Książka, po której trudno się pozbierać i otrząsnąć z goryczy i przygnębienia. Autorka skrupulatnie i z wielką dokładnością przygląda się kolejnym falom emigracji powojennej aż do roku 1975. Te pierwsze wyjazdy - legalne i nielegalne, można jeszcze zrozumieć. Wielu Żydom Polska kojarzyła się tylko z cmentarzyskiem, zbyt wielu bliskich stracili, żeby chcieli tu zostać. Ponadto, szybko uświadomili sobie (niektórzy w bardzo brutalny sposób), że powrót w rodzinne strony może być niebezpieczny i można przypłacić go życiem. Polacy, którzy zajęli ich domy, nie byli skorzy do kompromisów i szybko chwytali za narzędzia zbrodni, byle tylko pozbyć się przedwojennych właścicieli. I choć skala przemocy na ludziach, którzy dość przecierpieli jest odrażająca, da się jednak te postawy zrozumieć. Wszyscy byli okaleczeni i straumatyzowani po sześcioletniej wojnie, każdy poniósł straty i widział i doświadczył okropnych rzeczy. To trudny moment w historii i trudno się dziwić postawom ludzkim w tamtym czasie. Jednak kolejnych fal emigracji, podyktowane polityką komunistów, o wiele trudniej jest zrozumieć i zaakceptować. Owszem, to Moskwa wydawała rozkazy, ale to Polacy je wykonywali. Jakimś pocieszeniem może być fakt, że antysemityzm był spójny dla wszystkich krajów satelickich ZSRR, za wyłączeniem Rumunii. Trudno jednak uwierzyć, że to musiało tak bezwzględnie się toczyć, zwłaszcza w Polsce, kraju, gdzie wszyscy potrafili kombinować i oszukiwać władzę. Najbardziej dojmujący i przygnębiający jest ostatni rozdział. Rok 1968 wydarzył się właśnie tutaj. Żaden inny kraj nie dzielił tego doświadczenia, a nagonka antysemicka została jednoznacznie potępiona przez Zachód. Wydarzyła się rzecz nieprawdopodobna - Polacy pozbyli się obywateli doskonale wykształconych, z dorobkiem naukowym, elitę kraju - tylko dlatego, że potrzebowali kozła ofiarnego. 500 naukowców, co za strata! Strata nigdy nie rozliczona, o której głośno się nie mówi. Za którą nikt nigdy nie przeprosił. Znamienna jest postawa kościoła, który nabrał wody w usta. Przerażające było czytać tę książkę właśnie teraz, kiedy w Polsce trwa nagonka na osoby LGBT. Niczego się nie nauczyliśmy, niczego nie rozumiemy. Bardzo możliwe, że tracimy kolejną szansę na rozwój, zmuszając nieheteronormatywnych do emigracji. Ale o tym nikt nie myśli. Polacy są głupi? Czy tylko pozwalają takim sobą rządzić?
Fille - awatar Fille
ocenił na 7 5 lat temu
Twierdza Izrael Patrick Tyler
Twierdza Izrael
Patrick Tyler
Ziemia Święta jest miejscem wyjątkowym. Na przełomie lat przechodziła w ręce różnych mocarstw: Rzymian, Arabów, Turków. O panowanie nad Jerozolimą toczyły się średniowieczne krucjaty i zarówno cywilizacja chrześcijańska jak i muzułmańska uważa to miasto za święte. Rywalizacja na tym terenie zaostrzyla się po 2. Wojnie Światowej, gdy państwa zwycieskie postanowiły na terenie Palestyny utworzyć żydowskie państwo Izrael, czym doprowadziły do konfliktu na tym terenie trwającego już niemal 90 lat. To Izrael stał się po wojnie miejscem rywalizacji Stanów Zjednoczonych i ZSRR, a później symbolem dominacji USA w regionie Bliskiego Wschodu. Po odzyskaniu państwowości w 1948 roku Izrael musiał się mierzyć z niezadowoleniem państw ościennych, stąd też postawiono na przemoc jako skuteczny środek odstraszania wrogów, a władzę w państwie przejęła grupa sabrów - wojskowych, która uchwyciła się stołków i nie chce ich oddać po dzień dzisiejszy, trzymając swoich rodaków w wiecznym strachu przed ekstermibacją. Po odejściu jednych, władze przejmują im podobni, aby na końcu przejęli ją ich dzieci. Demokracja w kręgach władzy to pozory, bo pomimo demokratycznie wybieranych władz rządzi tam junta wojskowa, która robi to co chce i nie pyta się nikogo o zdanie. Historia Izraela to historia ciagłych prowokacji, zabójstw, oszustw i korupcji. Mam wrażenie, że to właśnie stamtąd wzięło się powiedzenie " jak cię złapią to mów, że to nie twoja ręka". Na przemoc odpowiada się przemocą, przemoc się prowokuje i przemocą robi się politykę. A jeśli pojawiają się w historii momenty w których można mieć nadzieje na pokój, są one wzorcowo marnotrawione. Patrick Tyler pokazuje jak ksztaltowała się polityka Izraela i jak doszło do tego, że Izrael stał się hegemonem w rejonie i wszedł w posiadanie bomby atomowej. Prześwieta politykę Izraela posiłkując się swoją wiedzą dyplomaty i dzieli się zakulisową wiedzą. Nie szczędzi Izrealowi gorzkich opinii i bardzo wnikliwie analizuje izraelską politykę, skupiając się głównie na nazwiskach izraelskich przywódców, ich rodowodach, decyzjach i sposobie myślenia. Osobiście trochę mnie zmęczyło czytanie wciąż o tym samym, o powtarzających się w kółko kłamstwach, błędach przywódców, prowokacjach i schematach sprawowania władzy. O tym, że większość izraelskich polityków, mimo różnic, jest do siebie bardzo podobna. Izrael to kraj który wybrał przemoc, jako drogę do niepodległości i w imię swojego bezpieczeństwa odmawia prawa do wolności innym. Państwo, który rości sobie prawo do decydowania o tym, kogo należy zamordować, kogo zaatakować i gdzie wysłać swoje wojska. Bez oglądania się na innych, bez zwracania uwagi na organizacje międzynarodowe. Państwo, które pomimo tragedii holokaustu, samo traktuje podobnie Palestyńczyków. To przywódcy którzy uważają że wszystko im wolno i wykorzystują fakt że byli ofiarami nazizmu, aby usprawiedliwiać wszystkie swoje niecne działania. A świat jest zbyt politycznie poprawny, aby na to zareagować. Przynajmniej do tej pory. Autor kończy swoją opowieść w roku 2008, tuż przed drugimi rządami Benjamina Natanjahu, który odchodził za pierwszej swojej kadencji skompromitowany, co nie przeszkodziło mu w tym, aby przejąć władze ponownie i nie oddać jej aż po dzień dzisiejszy. Ale o tym już w książce ani słowa, bo kończy się ona przed ponownym objęcie rządów przez rządzącego po dziś, popularnego "Bibiego".
mika_el - awatar mika_el
ocenił na 7 5 miesięcy temu
Mao. Cesarstwo cierpienia Torbjørn Færøvik
Mao. Cesarstwo cierpienia
Torbjørn Færøvik
Sama książka jest bardzo dobra. Tylko treść jest makabryczna. Mao był bowiem na wpół paranoikiem a na wpół człowiekiem o mentalności dziecka które to dziecko nigdy nie dorosło. Wielki naród liczący setki milionów obywateli musiał słychać rozkazów szaleńca a Mao miewał co chwile różne "ciekawe'' pomysły od pomysłu ''Gęstego siania ryżu'' co prowadziło sadzonki do zniszczenia po projekt wytapiania stali w domowych dymarkach (Przy zmuszaniu ludzi do oddawania do przetopienia swoich garnków patelni i rondli ) co w mniemaniu Wielkiego Sternika miało sprawić że produkcja przemysłowa Chińskiej Republiki Ludowej miała przewyższyć produkcję przemysłową Wielkiej Brytanii a nawet samych Stanów Zjednoczonych (Nie ma to jak mieć tak skromne plany) do tego Mao doprowadził do olbrzymich zniszczeń dorobku cywilizacji chińskiej w czasie rewolucji kulturalnej i masowego prześladowania wszystkich którzy dbali o dorobek tak wielkiej cywilizacji albo po prostu znali się na czymkolwiek poza ideologią Mao. Przewodniczący był przy tym przewidywalny jak stado piranii w sezonie godowym: W czasie destrukcyjnej antykulturalnej rewolucji poszczególne grupy czerwonej gwardii raz były potępiane a raz wspierane przez Mao co prowadziło do tego że zwolennicy Przewodniczącego rozwiązywali spory o kto jest bardziej wierny ideom Mao przy użyciu granatów noży i broni palnej a nawet broni ciężkiej. Na pewno życie pod rządami Wielkiego Sternika było "ciekawe'' w rozumieniu przekleństwa "Obyś żył w ciekawych czasach'' Mao doprowadził bowiem do największej klęski głodu w dziejach świata (Szacunki wahają się od 20 milionów ofiar do nawet 60 milionów ) poza tym każdy kto żył pod światła władzą Przewodniczącego nigdy nie mógł być pewien kiedy zostanie oskarżony przez Mao i o co ? Mózg Wielkiego Sternika był bowiem zupełnie nieobliczalny: Mao potrafił wydać rozkaz i nazywać zdrajcami tych którzy jego rozkaz wykonali. Dzieło norweskiego autora jest smutne: Gdyby działalność Mao była absurdalnym filmem komediowym to byłaby może bardzo zabawna ale to była tragedia której liczba ofiar była porównywalna z drugą wojną światową o ogromnych zniszczeniach dóbr kultury i upodleniu milionów tych co to przeżyli nie wspominając.
Aztek_Anonim - awatar Aztek_Anonim
ocenił na 10 4 miesiące temu
Neger, Neger... Opowieść o dorastaniu czarnoskórego chłopca w nazistowskich Niemczech Hans-Jürgen Massaquoi
Neger, Neger... Opowieść o dorastaniu czarnoskórego chłopca w nazistowskich Niemczech
Hans-Jürgen Massaquoi
Massaquoi był synem Niemki oraz Liberyjczyka - pary bardzo niespotykanej w międzywojennych Niemczech. Pierwsze lata życia chłopiec spędzał w bogatym świecie ambasady (jego dziadek był konsulem generalnym Liberii w Niemczech), jednak po wyjeździe Liberyjczyków został w Hamburgu sam z matką, która próbowała związać koniec z końcem. A nie były to łatwe czasy dla takich jak on, kiedy naziści doszli do władzy i rozpoczął się państwowy kult rasy aryjskiej... Wspomnienia Massaquoi'ego z okresu dziecięcego i nastoletniego spędzonego w III Rzeszy to naprawdę pasjonująca lektura. Autor opowiada o tamtych czasach z perspektywy dorosłego człowieka, rozumiejącego już całe zło, które się wtedy wydarzyło. W umiejętny sposób wraca jednak do swoich dawnych odczuć i myśli, kiedy wielu rzeczy nie rozumiał, a niesprawiedliwe traktowanie bardzo go bolało. Trochę mnie tylko rozczarowały proporcje poruszanych w "Neger, Neger..." tematów - spodziewałam się, że "Opowieść o dorastaniu czarnoskórego chłopca w nazistowskich Niemczech" będzie dokładniej o tym, tymczasem czytając, nagle zdałam sobie sprawę, że wojna się kończy, a ja jestem dopiero w połowie lektury. Potem Massaquoi opowiadał o swoim dalszym życiu - funkcjonowaniu w Hamburgu pod brytyjską okupacją, paru latach spędzonych u ojca i jego rodziny w Liberii, aż w końcu o wymarzonej wyprowadzce do Stanów. Nie zaprzeczę, że dalsze losy autora były ciekawe, dobrze mi się je czytało, ale w pewien sposób przyćmiły dla mnie to dorastanie w III Rzeszy, które miało być myślą przewodnią książki. Zdecydowanie bardziej wolałabym rozwinąć wątki z lat trzydziestych i początku czterdziestych, niż skupiać się na tym, jak Massaquoi próbował sobie układać życie w Liberii - nawet, jeśli też mnie to ciekawiło ;). "Neger, Neger..." to bardzo wciągająca lektura. Sporo czytałam o wojnie, jednak obserwacja codziennego życia w III Rzeszy z punktu widzenia dziecka w tym kraju niepożądanego oraz jego bliskich, którzy w dużej mierze nie popierali tego, co się działo w państwie, stanowiło dla mnie fascynującą nowość. I dlatego wciąż mnie "boli", że tej tematyki nie było więcej, kosztem opowieści z dorosłego życia poza granicami Niemiec. Książka jest napisana dobrym językiem, pełna trafnych uwag i refleksji - naprawdę warto po nią sięgnąć.
Gabi Zet - awatar Gabi Zet
ocenił na 7 1 rok temu
Nasi. Podróżując z wrogiem Efraim Zuroff
Nasi. Podróżując z wrogiem
Efraim Zuroff Rūta Vanagaitė
Cyt.: „Koniec końców, przecież mój kraj czekał na prawdę o Holokauście przez siedemdziesiąt pięć lat. W końcu nadeszła. Mój kraj wreszcie zaczął płakać. Co za ulga.” Rūta Vanagaitė, Efraim Zuroff, „Nasi. Podróżując z wrogiem” W styczniu 2016 roku na Litwie ukazała się książka, która wywołała niemal trzęsienie ziemi w tym kraju. Po raz pierwszy litewska pisarka napisała o roli Litwinów w masowych mordach Żydów w czasie II Wojny Światowej. Choć dla miłośników historii nie były to jakieś zupełnie nowe rzeczy, większość przecież słyszała o podwileńskich Ponarach, strzelcach ponarskich nazywanych też szaulisami, czy litewskich jednostkach kolaborujących z Niemcami to skala udziału Litwinów w wymordowaniu prawie całej 200 tys. przedwojennej społeczności żydowskiej robi jednak ogromne wrażenie. Rūta Vanagaitė zaprosiła do podróży po miejscach kaźni Żydów rozsianych niemal po całej Litwie Efraima Zuroffa, izraelskiego historyka, dyrektora biura Centrum Szymona Wiesenthala w Jerozolimie, nazywanego ostatnim łowcą nazistów a którego przodkowie pochodzili z Litwy i tam też zostali zamordowani przez swoich litewskich sąsiadów. Dość traumatyczna to lektura, w której autorzy podróżują od jednego miejsca kaźni do kolejnego, poszukując czasami śladów zapomnianych i zaniedbanych miejsc straceń. Rūta Vanagaitė przytacza fragmenty archiwalnych akt sądowych pochodzących z lat 50/60, z okresu gdy część sprawców została postawiona przed sądem radzieckim i skazana na śmierć lub długoletnie więzienie. Zaskakująca jest skala udziału zwykłych Litwinów w Holokauście i pobudki, jakimi się kierowali przystępując do jednostek zajmujących się eksterminacją Żydów. Niektóre z nich były tak banalne, że czasami aż trudno w nie uwierzyć. Efraim Zuroff w posłowiu zwraca uwagę na niezwykle ciekawą tezę, propagowaną i kreowaną przez byłe republiki radzieckie, Litwę, Łotwę, Estonię czy Ukrainę tzw. „teorię podwójnego ludobójstwa”, mającą zrównać zbrodnie nazistowskie ze brodniami komunistycznymi, z czym oczywiście się nie zgadza i ją zwalcza. Jednym z powodów byłoby uznanie zbrodni komunistycznych za ludobójstwo a tym samym przyznanie, że żydowscy komuniści są winni równie ohydnych zbrodni jak naziści a jednocześnie podważyłoby Holokaust jako wyjątkowy przypadek ludobójstwa. Wydaje się jednak, że ta teza ma jednak sporo zwolenników w byłych krajach tzw. Bloku Wsch., których społeczeństwa na własnej skórze poznały efekty działań komunistycznych służb. Mordować w imię rasy czy klasy społecznej? Czy to nie to samo? Książka, która podzieliła Litwę niemal na dwie połowy, podobnie zresztą jak w Polsce wydana kilka lat wcześniej książka Jana Tomasza Grossa „Sąsiedzi”. Czy Litwini pogodzą się ze swoją historią? A czy my, Polacy jesteśmy w stanie pogodzić się ze swoją?
Sławek - awatar Sławek
ocenił na 7 2 lata temu
Hue 1968. Wietnam we krwi Mark Robert Bowden
Hue 1968. Wietnam we krwi
Mark Robert Bowden
Czytałam niedawno "Wietnam" Hastingsa, a teraz postanowiłam bardziej zgłębić historię wojny wietnamskiej i sięgnęłam po "Hue 1968" Bowdena, książkę poświęconą najkrwawszej bitwie tej wojny. Spodobała mi się ona bardziej od poprzedniej lektury, autor tutaj snuł naprawdę wciągającą opowieść, ciekawie łącząc szerszy obraz całej wojny z indywidualnymi historiami. Właśnie ten ludzki wymiar bitwy - wspomnienia żołnierzy, dziennikarzy i cywilów - jest dla mnie najmocniejszą stroną "Hue 1968". Choć tę najbardziej znaną część ofensywy Tet obie strony przypisały sobie jako zwycięstwo - Amerykanie, bo odzyskali miasto i wypędzili z niego Vietcong, a Wietnam Północny, bo utrzymał Hue na tyle długo, by zwrócić uwagę światowej opinii publicznej - to nie da się ukryć, że przegrany był jeden i była to ludność cywilna miasta. Za największą wadę książki można uznać zbyt amerykański punkt widzenia, ale czego się spodziewać po amerykańskim dziennikarzu? Bowden starał się być bezstronny, dopuszczał do głosu też Wietnamczyków z Północy, starał się pokazał, o co i jak zacięcie walczyli... Owszem, to było ciekawe i istotne, ale zabrakło mi tutaj Wietnamczyków z Południa. A przecież oni też walczyli o Hue, ponieśli większe straty niż Amerykanie, a w książce zostali mocno zmarginalizowani - właściwie ciężko ich nie postrzegać z amerykańskiego punktu widzenia, że większość z nich była taka nieudolna, bez pomocy USA do niczego się nie nadawali... Nie kupuję tej części historii. Pominąwszy jednak ten dość istotny szczegół, nie da się ukryć, że walkę Amerykanów przeciwko Frontowi z Północy Bowden przedstawił bardzo ciekawie i szczegółowo - czasem dla mnie aż zbyt szczegółowo. Z jednej strony bywało to nawet zabawne, gdy autor przywoływał listy jednego z żołnierzy do żony, innym razem nieco męczące, gdy próbowałam sobie przypomnieć, kto jest kim i w jakim kontekście był już wspominany, bo tyle postaci się tu przewija. Mimo wszystko książkę bardzo polecam - szczególnie zainteresowanym historią wojny wietnamskiej.
Gabi Zet - awatar Gabi Zet
ocenił na 7 1 miesiąc temu

Cytaty z książki Czas wojny. Opowieści z Ukrainy

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Czas wojny. Opowieści z Ukrainy