Cerebro

Okładka książki Cerebro
Andrij Bondar Wydawnictwo: Warstwy Seria: Proza nieobca literatura piękna
116 str. 1 godz. 56 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Seria:
Proza nieobca
Tytuł oryginału:
Cerebro
Data wydania:
2020-01-01
Data 1. wyd. pol.:
2020-01-01
Liczba stron:
116
Czas czytania
1 godz. 56 min.
Język:
polski
ISBN:
9788365502469
Średnia ocen

                6,4 6,4 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Cerebro w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Cerebro

Średnia ocen
6,4 / 10
19 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
2840
93

Na półkach: ,

Kilkanaście esejów, z których każdy przedstawia inną, całkiem odrębną historię. Ich lektura jest trochę jak podróż ze świata realnego w głąb podświadomości. Teksty tu zawarte zostały bowiem poukładane według pewnego schematu: od twardego stąpania po ziemi i prozaicznych, codziennych spraw, do błądzenia w mglistej nieokreśloności rodem z niepokojących snów.

Już na pierwszych stronach autor sprawia, że robi nam się niekomfortowo. Wbija szpilkę w temat, który żadnego wrażliwego człowieka nie może pozostawić obojętnym. Wprowadza element niepokoju, który natychmiast każe się zastanawiać, czy w pozostałych tekstach, będzie nas kłuć podobnymi wrażeniami. Szybko jednak tonuje nastrój i przez kilka kolejnych esejów wiedzie nas po spokojnych wodach. Z lekkim przymrużeniem oka przedstawiając rzeczywistość. Sytuacje i zdarzenia, które niejednemu czytelnikowi znane są w własnych doświadczeń. Można się uśmiechnąć. Można się zadumać. Ogólnie jednak, emocji tu niewiele.
Ot, proza życia.
Fajerwerków brak.

Zmiana następuje dokładnie w połowie, kiedy to rzeczywistość zaczyna się zniekształcać. Wstępujemy wraz z narratorem w gościnne progi rybnickiego domu, a wizyta ta okazuje się być niczym wejście do gabinetu luster, którego licznych zakamarków nie opuścimy już do końca książki. Robi się tajemniczo. Niepokojąco. W eseju "Ludzie mają akurat na odwrót" wręcz klaustrofobicznie. Jakby człowiek tę klonidynę, bohaterkę z wcześniejszego tekstu, przedawkował. Wędrujemy po fabułach ocierających się o surrealizm, gdzie mieszają się formy i znaczenia, a nic nie jest takie, jakim być powinno. Nie wiadomo na co natkniemy się w kolejnych akapitach, a ciekawość niecierpliwie pcha nas do przodu.

I jak tu potem ocenić zbiór krótkich form, po którego pierwszej połowie prześlizgnął się człowiek bez ekscytacji, natomiast druga porwała go z nurtem w rejony, które literacko sercu jego są tak bliskie...

Kilkanaście esejów, z których każdy przedstawia inną, całkiem odrębną historię. Ich lektura jest trochę jak podróż ze świata realnego w głąb podświadomości. Teksty tu zawarte zostały bowiem poukładane według pewnego schematu: od twardego stąpania po ziemi i prozaicznych, codziennych spraw, do błądzenia w mglistej nieokreśloności rodem z niepokojących snów.

Już na...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

63 użytkowników ma tytuł Cerebro na półkach głównych
  • 40
  • 23
16 użytkowników ma tytuł Cerebro na półkach dodatkowych
  • 7
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Inne książki autora

Okładka książki Piszą, więc żyją. Pierwszych sto dni wojny Jurij Andruchowycz, Sofija Andruchowycz, Kateryna Babkina, Ołeksandr Bojczenko, Andrij Bondar, Ołeksandr Irwaneć, Andrij Lubka, Wasyl Machno, Roman Małynowski, Taras Prochaśko, Mykoła Riabczuk, Ostap Sływynski, Jurij Wynnyczuk
Ocena 7,7
Piszą, więc żyją. Pierwszych sto dni wojny Jurij Andruchowycz, Sofija Andruchowycz, Kateryna Babkina, Ołeksandr Bojczenko, Andrij Bondar, Ołeksandr Irwaneć, Andrij Lubka, Wasyl Machno, Roman Małynowski, Taras Prochaśko, Mykoła Riabczuk, Ostap Sływynski, Jurij Wynnyczuk
Okładka książki 100 wierszy wolnych z Ukrainy Jurij Andruchowycz, Kateryna Babkina, Natalia Belczenko, Łeś Bełej, Natałka Biłocerkiweć, Mirek Bodnar, Andrij Bondar, Witalij Boryspołeć, Iryna Ciłyk, Tomasz Dejak, Ołeksandr Gordon, Ołeksandr Irwaneć, Lubow Jakymczuk, Ołeksandr Kabanow, Wasyl Karpiuk, Marianna Kijanowska, Wano Krueger, Hałyna Kruk, Switłana Lisowska, Wasyl Łoziński, Andrij Lubka, Ołeh Łyszeha, Wasyl Machno, Anna Malihon, Bohdana Matijasz, Kostiantyn Moskałeć, Maria Mykycej, Dmytro Pawłyczko, Hałyna Petrosaniak, Wołodymyr Rafiejenko, Mykoła Riabczuk, Hryhorij Semenczuk, Wasyl Słapczuk, Ostap Sływynski, Eliasz Strongowski, Wasyl Symonenko, Julia Szeket, Jurij Wynnyczuk, Serhij Żadan
Ocena 8,5
100 wierszy wolnych z Ukrainy Jurij Andruchowycz, Kateryna Babkina, Natalia Belczenko, Łeś Bełej, Natałka Biłocerkiweć, Mirek Bodnar, Andrij Bondar, Witalij Boryspołeć, Iryna Ciłyk, Tomasz Dejak, Ołeksandr Gordon, Ołeksandr Irwaneć, Lubow Jakymczuk, Ołeksandr Kabanow, Wasyl Karpiuk, Marianna Kijanowska, Wano Krueger, Hałyna Kruk, Switłana Lisowska, Wasyl Łoziński, Andrij Lubka, Ołeh Łyszeha, Wasyl Machno, Anna Malihon, Bohdana Matijasz, Kostiantyn Moskałeć, Maria Mykycej, Dmytro Pawłyczko, Hałyna Petrosaniak, Wołodymyr Rafiejenko, Mykoła Riabczuk, Hryhorij Semenczuk, Wasyl Słapczuk, Ostap Sływynski, Eliasz Strongowski, Wasyl Symonenko, Julia Szeket, Jurij Wynnyczuk, Serhij Żadan
Okładka książki Listy z Ukrainy. Antologia poezji Andrij Bondar, Jurij Izdryk, Hryhorij Semenczuk, Serhij Żadan
Ocena 0,0
Listy z Ukrainy. Antologia poezji Andrij Bondar, Jurij Izdryk, Hryhorij Semenczuk, Serhij Żadan
Andrij Bondar
Andrij Bondar
(właśc. Andrij Wołodymyrowycz Bondar ) Jest ukraińskim pisarzem, poetą, literaturoznawcą i tłumaczem. W 1991 roku ukończył szkołę w Kamieńcu Podolskim. W latach 1991-1994 studiował w Instytucie Pedagogicznym w Kamieńcu Podolskim na kierunku filologia. W 1994 roku rozpoczął studia w Akademii Kijowsko-Mohylańskiej, które ukończył w 2001 roku. W latach 1998-2000 był redaktorem naczelnym gazety "Literatura plus" („Література плюс”) Asocjacji Ukraińskich Pisarzy. Następnie od 2000 do 2001 r. był zastępcą redaktora naczelnego czasopisma "Ewa". Od 2001 do 2007 roku zajmował się redagowaniem części poświęconej literaturze w renomowanym tygodniku "Dzerkało tyżnia" („Дзеркало тижня”). Żonaty z pisarką Sofiją Andruchowycz. Mają córkę Warwarę (urodziła się 10 marca 2008 roku). Jako poeta debiutował 24 listopada 1993 roku, publikując wiersze w gazecie "Podolanin" („Подолянин”) w Kamieńcu Podolskim. Bondar jest autorem trzech tomików wierszy : Весіння єресь (Kijów, 1998), Істина і мед (Odessa , 2001) oraz Примітивні форми власності (Lwów, 2004). Jego wiersze tłumaczono na angielski, niemiecki, francuski, polski, szwedzki, portugalski, rumuński, chorwacki, litewski oraz białoruski. Ponadto Andrij Bondar jest autorem kilku tłumaczeń ( m. in. Ferdydurke Witolda Gombrowicza, tłum. w 2002 r.) oraz prac literaturoznawczych.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Nikt tak nie tańczył, jak mój dziadek Kateryna Babkina
Nikt tak nie tańczył, jak mój dziadek
Kateryna Babkina
Kateryna Babkina to pisarka, poetka, scenarzystka i dziennikarka, której twórczość stała się symbolem nowoczesnej wrażliwości ukraińskiej. Urodzona w 1985 roku w Iwano-Frankiwsku, Babkina należy do pokolenia, które dorastało wraz z rodzącą się niepodległością kraju, co widać w jej niezwykłej zdolności do łączenia intymnych, rodzinnych mikrohistorii z wielką, często brutalną historią Europy Środkowo-Wschodniej. Za książkę „Nikt tak nie tańczył, jak mój dziadek” autorka otrzymała w 2021 roku prestiżową Literacką Nagrodę Europy Środkowej Angelus, co ostatecznie przypieczętowało jej pozycję jako mistrzyni krótkiej formy. Książka nie jest klasyczną powieścią, lecz misternie utkanym zbiorem powiązanych ze sobą opowiadań, które tworzą sagę rodzinną obejmującą niemal sto lat. Autorka prowadzi nas przez losy pięciu pokoleń – od czasów przedwojennych, przez tragedię II wojny światowej, szarość i opresję Związku Radzieckiego, aż po współczesność naznaczoną wojną w Donbasie i dążeniem do wolności. W centrum tych opowieści stoją ludzie, których życie zostało przejechane przez „walec historii”. Tytułowy dziadek, postać niemal mityczna, staje się kotwicą pamięci dla swoich potomków. Babkina nie skupia się jednak na suchych datach czy bitwach. Interesują ją odpryski wielkich zdarzeń w codzienności: zapach starego domu, sposób, w jaki babcia parzyła herbatę, czy lęk, który przenika przez pokolenia jako niewypowiedziane dziedzictwo. To kronika strat, ale i niespożytej woli przetrwania, gdzie taniec dziadka symbolizuje chwilę czystej, niczym niezmąconej radości w świecie, który nieustannie próbuje tę radość odebrać. Lektura prozy Babkiny to doświadczenie niezwykle zmysłowe. Autorka posiada rzadki dar pisania o traumie, śmierci i wygnaniu w sposób pozbawiony patosu, a jednocześnie głęboko poruszający. Jej język jest klarowny, pełen liryki, ale też brutalnie szczery. Największą siłą tego zbioru jest ukazanie, jak trauma „wędruje” w rodzinie. Babkina genialnie pokazuje, że wydarzenia sprzed osiemdziesięciu lat mają bezpośredni wpływ na to, jak dzisiejsi trzydziestolatkowie kochają, boją się czy budują relacje. Autorka analizuje mechanizmy pamięci – to, co wybieramy, by zapamiętać, i to, co musimy zapomnieć, by móc żyć dalej. Każde opowiadanie jest jak mały, precyzyjnie oszlifowany diament, który rzuca światło na inny aspekt ludzkiego losu. Choć książka jest głęboko osadzona w ukraińskim kontekście (Hołodomor, represje stalinowskie, Majdan), jej przesłanie jest uniwersalne. To opowieść o poszukiwaniu korzeni w świecie, który został z nich wyrwany. Babkina udowadnia, że mimo zmieniających się ustrojów i przesuwających się granic, ludzkie pragnienia – bezpieczeństwa, miłości i zrozumienia – pozostają niezmienne. „Nikt tak nie tańczył, jak mój dziadek” to lektura obowiązkowa, szczególnie w dzisiejszych czasach. Pomaga ona zrozumieć duszę narodu, który od pokoleń uczy się tańczyć na zgliszczach, zachowując przy tym godność i nadzieję. To książka bolesna, ale niosąca specyficzne ukojenie. Babkina przypomina nam, że dopóki opowiadamy nasze historie, dopóty nasi „dziadkowie” wciąż tańczą w naszej pamięci. To wielka literatura zamknięta w niewielkiej formie.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na 7 2 miesiące temu
Drżę o ciebie matadorze Pedro Lemebel
Drżę o ciebie matadorze
Pedro Lemebel
Urocza, choć przecież opowiadająca o krwawym reżimie Pinocheta, jest powieść Pedra Lamebela "Drżę o ciebie matadorze". Jest rok 1986. Ciotuchna z Naprzeciwka żyje w Santiago, stolicy Chile w swoim małym świecie. Ma niewielki, sypiący się domek, wynajmowany, ale samodzielne urządzony i ozdobiony. Ma grupę zaprzyjaźnionych ciotek. I ulubioną piosenkę - tytułowe "Drżę o ciebie matadorze". Utrzymuje się z robótek ręcznych, które wykonuje dla wysoko postawionych osób. Nie interesuje się polityką, ale odrobinę niepokoju wprowadzają w jej życie opozycyjne Radio Cooperativa oraz uliczne protesty. Pewnego dnia pojawia się w jej życiu Carlos (choć może wcale nie ma tak na imię). Twierdzi, że jest studentem i prosi o przechowanie kilku dużych skrzynek z "książkami". Zauroczona nim Ciotuchna zgadza się, a potem pozwala też spotykać się na stryszku swego domu grupie kolegów Carlosa, którzy "nie mają się gdzie uczyć". W ten sposób zostaje wplątana w działania Frontu Patriotycznego Manuela Rodrígueza. Tyle wprowadzenia, nie będę więcej zdradzał. Dodam jeszcze tylko, że opowieść o Ciotuchnie i Carlosie przeplata się z historią dyktatora i jego żony, na których wspomniana organizacja przygotowuje zamach. Pomimo politycznego tła, "Drżę o ciebie matadorze" to przede wszystkim subtelna historia miłosna. Opisana z dystansem, poczuciem humoru i wdziękiem. Świadomie też kiczowata, jak kiczowaty jest świat Ciotuchny. I nawet jej język jest ciut delikatniejszy od tego, jakim posługują się bohaterowie/bohaterki książek Michała Witkowskiego. Zapraszam na profil Sczytalim na Instagramie!
Ryszard Kozik - awatar Ryszard Kozik
ocenił na 8 6 miesięcy temu
Przysięga wierności Szmuel Josef Agnon
Przysięga wierności
Szmuel Josef Agnon
Najwspanialsza w tej powieści jest oniryczność, nienachalna, bardzo subtelna, niedopowiedziana, znakomicie wkomponowana w fabułę. Po drugie: Jaffa początków XX wieku, już wtedy zjawiskowa, pachnąca cytrusami i wiatrem od morza, pełna chwilowych przybyszów, zapracowanych mieszkańców, szukajacych rozrywki młodych, którzy urządzali sobie spacery po wybrzeżu. Po trzecie: walka starego z nowym: utalentowowany, acz ubogi Jakob Rechnitz, dzięki pomocy konsula Ehrlicha kończy szkołę, zdobywa nagrodę i wyjeżdża do Jafy, by tam uczyć młodzież i rozwijać swą botaniczną pasję. Porzuca Europę, stary porządek, ruszając do kraju, którego wciąż nie ma, gdzie osadnicy i pionierzy budują miasta, walczą o każdą piędź pustyni i nie zawracają sobie głowy wydumanymi problemami zza morza. Wykształcony, skromny, nie wywższający się i lubiamy Jakob staje się atrakcyjnym towarzyszem rozmów, proszonych kolacji itp. Zderzenie światów jest jaskrawe - w Europie był tylko biednym chłopcem, polegających na wsparciu bogacza, tutaj jest równorzędnym, atrakcyjnym partnerem do działania i tworzenia nowego kraju. Po czwarte: uczucie. Dawna przysięga, piękna dziewczyna i decyzja co robić - czy niegdysiejsze ustalenia, jeszcze ze starego kontynentu mają moc w nowej rzeczywistości? Czy dla młodego człowieka z aspiracjami, marzeniami, możliwościami i otwartymi drzwiami kariery związek będzie końcem marzeń czy trampoliną do dalszych osiągnięć? Po piąte: Ziemia Święta bez religii. Agnon, jeden z ojców literatury hebrajskiej wydał opowiadanie, które poza bladym wspomnieniem chanuki i pesachu nic nie ma wspólnego z religijnością. Umysły zajmuje praca, postęp, osiągi naukowe, rozwój portu, odkrywanie nowych gatunków roślin, nie zaś rozmodlenie i życie w przykazaniach. Z drugiej zaś strony (jak wspomina wspaniały tłumacz Piotr Paziński) jest tu bardzo czytelne nawiazania zarówno do "Pieśni nad pieśniami", jak i "Księgi Koheleta". Agnon był mistrzem formy, znakomitym symbolistą, ale też sprawym twórcą modernistycznym, bo i za takiego go uważam. Wybornie operuje on metaforą, wciąż wciaga Czytelnika w nowe sidła przemyśleń i decyzji. Pozostawienie otwartej formuły w całej opowieści, ale również w przypadku finału daje wielką przestrzeń, otwiera przed Czytelnikiem nizemierzoną wręcz liczbę możliwości pokierowania losem bohaterów, co jest elementem bogactwa formy Agnonowego pisarstwa. I na koniec: tłumacz. Piotr Paziński. To wystarcza za wszelkie pochlebstwa. Książka do wracania, smakowania, przeżywania wciaż na nowo. W tej ulotnej, przemijalnej, lotnej atmosferze jak ze snu.
BuchBuch - awatar BuchBuch
ocenił na 8 5 lat temu
Daleko, dalej Pascal Garnier
Daleko, dalej
Pascal Garnier
Fabuła wydawać mogłaby się sztampowa i schematyczna. Mężczyzna nagle i niespodziewanie przerywa rutynę swojego życia i pod wpływem impulsu wyrusza ze swoją dorosłą córką w podróż przed siebie. Klisza? Oczywiście. Ale Pascal Garnier w swojej powieści „Daleko, dalej” na szczęście poza tę kliszę wykracza i z łatwością unika schematów. Marc, sześćdziesięciolatek, prowadzi spokojne, unormowane i przewidywalne życie. Żyje ze swoją drugą żoną, ich codzienność to rutyna i powtarzalność. Jednak Marca zaczyna trochę przygniatać rzeczywistość i zadaje sobie różne pytania, między innymi to fundamentalne o sens wszystkiego. Dorosła córka Marca Anne przebywa w ośrodku psychiatrycznym. Ma problemy natury psychicznej. Ojciec odwiedza ją tam sporadycznie, zazwyczaj przy okazji urodzin czy innych ważnych okoliczności. Anne na te wizyty pozostaje obojętna, Marc traktuje je jak obowiązek rodzicielski, trochę uciążliwy ale jednak obowiązek. Jedna z tych wizyt jest przełomowa. Marc pod wpływem chwili proponuje córce wyjazd przed siebie, tylko we dwoje. To bardzo uniwersalna historia – podróż w poszukiwaniu siebie. Podróż, która może naprawić relacje pomiędzy ojcem a córką. Podróż podczas której życie znowu może nabrać sensu. Pascal Garnier daleki jest jednak od patosu i łzawych wypowiedzi pełnych egzaltacji. Wręcz przeciwnie. Po pierwsze jest jak gdyby tylko bezstronnym obserwatorem tej podróży. Nie ocenia ani nie usprawiedliwia swoich bohaterów. Po drugie, jeśli ktoś się łudzi spektakularnej przemiany duchowej bohaterów to jest w błędzie, Garnier nie jest naiwny, wie, że takie rzeczy to zagrywki na poziomie ckliwych filmów. Wrażenie zrobił na mnie też styl autora. Surowy, oszczędny, konkretny. Bez lania wody i „przegadywania” historii. Fabuła na pierwszy rzut oka prosta i prosto opowiadania skrywa w sobie naprawdę ciekawą historię, pełną subtelnego poczucia humoru. Bardzo serdecznie polecam. PS – nie oceniam książek po okładce ale w tym przypadku muszę przyznać, że okładka tej powieści jest naprawdę rewelacyjna.
Queequeg - awatar Queequeg
ocenił na 8 2 lata temu
Rada egipska Leonardo Sciascia
Rada egipska
Leonardo Sciascia
Powieść Leonardo Sciascii, „Rada egipska”, to wyrafinowana, choć momentami nużąca gra z historią, prawdą i kłamstwem. Autor, mistrz sycylijskiej prozy, przenosi nas do osiemnastowiecznego Palermo – miasta dusznego od intryg, kurzu i upału. Moja ocena to 6/10. To książka błyskotliwa intelektualnie, ale jako literatura piękna bywa zbyt sucha, przypominając bardziej traktat historyczny niż porywającą opowieść. Głównym bohaterem jest ksiądz Giuseppe Vella, maltański mnich i drobny oszust, który otrzymuje zadanie przetłumaczenia arabskiego kodeksu. Vella szybko orientuje się, że nikt w Palermo nie zna arabskiego na tyle dobrze, by go zweryfikować. Postanawia więc „stworzyć” historię na nowo. Fabrykuje tytułową „Radę egipską” – dokument, który podważa prawa własności sycylijskiej arystokracji na rzecz korony. W tym samym czasie śledzimy losy prawnika Francesca Paola Di Blasi, autentycznej postaci historycznej, który marzy o rewolucji i obaleniu tyranii. Sciascia zestawia te dwie postacie: cynicznego fałszerza Vellę, który kłamstwem chce zniszczyć stary porządek, oraz idealistę Di Blasi, który wierzy, że tylko prawda i wolność mogą zbawić Sycylię. Zacznijmy od dusznej atmosfery, która jest znakiem rozpoznawczym Sciascii. Palermo w tej powieści to labirynt pałaców, w których czas stanął w miejscu. Czytelnik czuje ciężar barokowych peruk, lepkość potu pod jedwabiami i moralny zaduch panujący wśród szlachty panicznie drżącej o swoje przywileje. To duszność systemu, który opiera się na pozorach i strachu przed jakąkolwiek zmianą. Najważniejsze wnioski i rady płynące z lektury to: Historia jest narzędziem władzy: Sciascia uczy nas, że dokumenty historyczne często służą bieżącej polityce, a granica między faktem a mistyfikacją jest umowna. Cena prawdy: Los Di Blasiego przypomina, że walka o sprawiedliwość w świecie zbudowanym na kłamstwie często kończy się tragicznie, ale jest niezbędna dla zachowania godności. Książka jest popisem erudycji, ale jej lektura bywa męcząca. Sciascia skupia się na filozoficznych aspektach fałszerstwa i strukturach władzy, co sprawia, że bohaterowie – poza Vellą – wydają się papierowi, będąc jedynie nośnikami idei. Brak tu emocjonalnego „mięsa”, które pozwoliłoby w pełni zaangażować się w losy postaci. To literatura dla koneserów, którzy przedkładają intelektualną łamigłówkę nad wartką akcję. „Rada egipska” to gorzka lekcja o tym, że historia bywa pisana piórem oszusta. Sciascia genialnie demaskuje mechanizmy manipulacji, ale robi to w sposób tak chłodny, że książka pozostawia czytelnika z poczuciem niedosytu.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na 6 1 miesiąc temu
Jimi Hendrix we Lwowie Andriej Kurkow
Jimi Hendrix we Lwowie
Andriej Kurkow
Andriej Kurkow w swojej powieści „Jimi Hendrix we Lwowie” udowadnia, że jest prawdziwym magikiem słowa, a jego wyobraźnia nie zna granic. Lektura tego dzieła to przede wszystkim obcowanie z niesamowitymi zabiegami artystycznymi i niekonwencjonalnymi grami, które autor prowadzi z czytelnikiem. Kurkow mistrzowsko miesza realizm magiczny z absurdalną codziennością postradzieckiego miasta, tworząc hybrydę, której nie da się zaszufladkować. Jego najciekawszym pomysłem jest wprowadzenie do fabuły postaci... zapachu morza, który niespodziewanie nawiedza Lwów, oraz tajemniczej przypadłości głównego bohatera, cierpiącego na alergię na pieniądze. To właśnie te surrealistyczne detale sprawiają, że powieść pulsuje własnym, hipnotyzującym rytmem. Przyznaję tej książce entuzjastyczne 8/10. To literacka uczta, która zachwyca odwagą w konstruowaniu świata przedstawionego. Fabuła ogniskuje się wokół grupy ekscentrycznych postaci – od emerytowanego hippisa, który co roku odprawia rytuał nad rzekomym grobem Hendrixa na lwowskim cmentarzu, po byłego agenta KGB. Kurkow z niezwykłą czułością portretuje tych outsiderów, sprawiając, że ich dziwactwa stają się nam bliskie. Atutem powieści jest jej wielowarstwowość: pod płaszczem absurdalnej komedii kryje się głęboka nostalgia za minioną epoką oraz przejmujący portret miasta, które samo w sobie jest głównym bohaterem. Lwów w obiektywie Kurkowa jest magiczny, duszny, pełen zaułków skrywających sekrety, których nie wyjaśni żadna logika. Kolejnym plusem jest warsztat językowy. Autor operuje stylem lekkim, niemal gawędziarskim, co pozwala mu na przemycanie trafnych spostrzeżeń socjologicznych bez popadania w moralizatorstwo. Dynamika relacji między bohaterami jest zbudowana na subtelnym humorze i wzajemnej lojalności, co nadaje książce ogromnego ciepła. To rzadki przykład literatury, która mimo swojej dziwności, oferuje czytelnikowi ogromną dawkę optymizmu i wiary w międzyludzką solidarność. Kurkow gra z motywami popkulturowymi w sposób inteligentny, czyniąc z legendarnego gitarzysty symbol wolności, który łączy ludzi ponad wszelkimi podziałami politycznymi. Dlaczego 8/10? Zostawiam margines na pewną rozciągłość niektórych wątków w środkowej części, co jednak w żaden sposób nie odbiera przyjemności z czytania. To pozycja obowiązkowa dla fanów literatury środkowoeuropejskiej, którzy kochają klimat prozy Hrabala czy Topola, ale szukają w niej unikalnego, ukraińskiego kolorytu. Kurkow stworzył książkę, która jest jak solówka Hendrixa – momentami dzika i niezrozumiała, ale ostatecznie układająca się w genialną, poruszającą całość. Dlaczego warto przeczytać tę książkę? Unikalny klimat: Magiczna atmosfera Lwowa połączona z rockandrollowym duchem. Galeria postaci: Bohaterowie, których nie zapomnisz przez lata. Surrealizm: Humor, który zaskakuje na każdej stronie i pozwala spojrzeć na świat inaczej. To była absolutnie genialna przygoda literacka!
Muminka - awatar Muminka
oceniła na 8 1 miesiąc temu
Tyll Daniel Kehlmann
Tyll
Daniel Kehlmann
Daniel Kehlmann, jeden z najzdolniejszych współczesnych pisarzy niemieckojęzycznych, w „Tyllu” dokonuje karkołomnego zabiegu: przenosi postać legendarnego psotnika, Tylla Ulenspiegla, z XIV wieku wprost w środek XVII-wiecznej pożogi. Efektem jest powieść totalna, która wymyka się sztywnym ramom gatunkowym, balansując między realizmem magicznym, powieścią historyczną a filozoficzną przypowieścią o kondycji człowieka w czasach ostatecznych. Tyll w ujęciu Kehlmanna nie jest jedynie jarmarcznym wesołkiem. To postać niemal metafizyczna – linoskoczek, który potrafi nie tylko balansować nad błotnistymi rynkami niemieckich miasteczek, ale także nad granicą życia i śmierci. Jego obecność w świecie zdominowanym przez głód, fanatyzm religijny i bezsensowne okrucieństwo wojny jest rodzajem buntu. Tyll wybiera wolność, która dla innych jest nieosiągalna, ale ceną za nią jest całkowite wykorzenienie i emocjonalny chłód. Autor z niezwykłą precyzją odmalowuje panoramę Europy Środkowej tamtego okresu. Nie szczędzi czytelnikowi opisów brudu, rozkładu i absurdów ówczesnej polityki. Spotykamy tu postacie historyczne, jak nieszczęsny „Zimowy Król” Fryderyk V czy uczony jezuita Athanasius Kircher, których losy splatają się z wędrówką Tylla. Każda z tych postaci jest nakreślona z sarkastycznym dystansem, co nadaje książce specyficznego, słodko-gorzkiego smaku. To książka wybitna pod wieloma względami, ale posiadająca cechy, które mogą stanowić barierę dla części odbiorców: Język i styl: Kehlmann pisze po mistrzowsku. Jego fraza jest lekka, a zarazem gęsta od znaczeń. Potrafi w jednym zdaniu przejść od wulgarnego opisu obozowego życia do wzniosłych rozważań o naturze wszechświata. Konstrukcja: Powieść nie jest liniowa. Autor żongluje planami czasowymi i punktami widzenia. Ta fragmentacja doskonale oddaje chaos wojny, ale sprawia, że lektura wymaga od czytelnika dużej uważności i cierpliwości w składaniu mozaiki zdarzeń. Chłód emocjonalny: Choć Tyll fascynuje, trudno go pokochać. Jest obserwatorem, katalizatorem zdarzeń, ale rzadko kimś, z kim można się w pełni utożsamić. Ten dystans sprawia, że książkę podziwia się bardziej intelektualnie niż sercem. Magia i błoto Największym osiągnięciem Kehlmanna jest to, jak sprawnie wplata elementy nadprzyrodzone w skrajnie brutalną rzeczywistość. Rozmowy z duchami czy przepowiednie nie wydają się tu tanim chwytem fantasy, lecz naturalnym elementem świata, w którym granica między tym, co racjonalne, a tym, co zabobonne, jeszcze nie istniała. „Tyll” to bolesna i piękna opowieść o tym, że sztuka i humor są jedynymi narzędziami, które pozwalają zachować zmysły w świecie, który oszalał. To lektura dla tych, którzy cenią prozę ambitną, wymagającą i nieoczywistą. Kehlmann stworzył pomnik dla figury błazna, przypominając, że czasem tylko ten, kto stoi z boku i drwi z możnych tego świata, ma szansę naprawdę przetrwać.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na 7 16 dni temu
Sielanki George Saunders
Sielanki
George Saunders
Dowcipna historia ludzkości? A może ekspozycja przemyśleń na temat człowieczeństwa? Saunders nie byłby Saundersem, gdyby nie rozkminiał człowieka w zabawny sposób, zamiast więc silić się na intelektualne pytanie, czym jest ta książka, lepiej od razu napisać: „kolejne opowiadania mistrza Saundersa o życiu”. Niby proste, ale nie do końca, bo nie są takie opowiadania, do jakich przyzwyczaił nas choćby Mark Twain, do którego Saundersa się porównuje. Twain pisał historie jasne, przejrzyste i nieskomplikowane, natomiast Saundersa ciągnie w stronę absurdu i hipnotycznej niedoskonałości, gdzie nic nie jest oczywiste, ale wszystko jest przesadną emfazą. Saunders miesza gatunki, mataczy czasem i przestrzenią, bawi się słowem, żongluje aluzją i przemyca w swoich opowiadaniach maksymy, morały, refleksje. Sześć opowiadań, w których dowcip rezonuje z przygnębiającymi sytuacjami, w jakich znaleźli się przegrani od urodzenia bohaterowie. Autor punktuje człowieka lewym prostym raz za razem, aby w nieoczekiwanym momencie wyprowadzić podbródkowy i posłać go na deski. Wytyka ludzkości konsumpcjonizm, bezmyślność, bezduszność oraz niezdolność do rozróżnienia, co w życiu jest najważniejsze. Jednak mimo to wszystko czytelnik cały czas się uśmiecha, cały czas dobrze się bawi. Saunders rzuca czytelnikom wyzwanie, aby zakwestionowali przaśność życia, aby utożsamili się z bohaterami i w ten sposób zrozumieli, co to jest godność i co nas niszczy, co zabiera nam prawdziwe szczęście, o jakie przecież całe życie walczymy. I w końcu stawia pytanie: Co to jest szczęście? „Sielanki” to zbiór fascynujących, a zarazem cynicznych opowieści, w których Autor skupia się na wadach swoich bohaterów, bez względu, czy jest nim tancerz erotyczny, podejrzany coach, para neandertalczyków czy niespokojne dziecko. I choć opowiadania osadzone są w uniwersum Ameryki spustoszonej przez kapitalizm, to z łatwością może się z nimi utożsamić zarówno czytelnik japoński, nigeryjski, niemiecki, angielski, włoski, jak i polski. Dzisiaj nie ma już różnicy, gdzie mieszkasz i czym się zajmujesz, jaki panuje w twoim kraju ustrój i w jakim mówisz języku, ile zarabiasz i jaki masz w życiu cel. Globalny konsumpcjonizm, globalne wariactwo w postaci chęci posiadania i wypruwania sobie flaków, aby dojść do celu oraz nienawiść jednych ludzi do drugich wchłania nas wszystkich bez wyjątku. A Saunders się z tego śmieje i wytyka placem. Genialna książka, jak zresztą wszystko, co napisał do tej pory Saunders. Mistrz krótkiej formy, ale w powieściach rodzi sobie świetnie, co udowodnił „Lincolnem z Bardo”. Facet ma swój unikalny styl, nie do podrobienia. Każda jego książka to dzieło sztuki. https://www.facebook.com/hultajliteracki/
Hultaj_Literacki - awatar Hultaj_Literacki
ocenił na 10 9 miesięcy temu
Bratnia dusza David Diop
Bratnia dusza
David Diop
Zastanawiam się czy to nie masochizm? W krótkim czasie czytałam trzy książki o wojnie, każda o innej, każda straszna. A ta jest chyba najbardziej makabryczna. Tak to muszę nazwać. Skusiła mnie nagroda Bookera i niewielka objętość. W trakcie czytania zastanawiałam się, czy w ogóle powinno się pisać takie książki? Pierwszy rozdział już daje po głowie, tym bardziej, że Senegalczyk, Alfa Ndiaje – żołnierz francuski wielokrotnie wraca do swojej traumy związanej z umieraniem przyjaciela, bratniej duszy, Mademby Diopa. Potem jest jeszcze gorzej, bohater zachowuje się jakby oszalał. Staje się bezwzględnym mścicielem, okrutnym zabójcą wrogów, którego boją się jego towarzysze broni. „Żołnierze czekolady zaczęli szeptać, że jestem żołnierzem czarownikiem, dëmmem, pożeraczem dusz, a białasy w mundurach zaczęły im wierzyć” – s. 64. Brutalne obrazy z czasów I wojny światowej, z okopów zwanych tu „brzuchem ziemi” oraz terenów ziemi niczyjej nie mieszczą się w głowie. Żołnierze francuscy to mieszanka białych i czarnych z Afryki Zachodniej – „białasy i czarnuchy, jak mówi kapitan”. Giną jak zwierzęta wysyłane na rzeź, a sposoby dyscyplinowania żołnierzy przez oficera to następny horror. Książka jest napisana w pierwszej osobie, pięknym, klarownym, bogatym językiem, z elementami magii i wierzeń ludowych. Bohater rozmyśla nieustannie nad tym co się dzieje wokół, obserwuje i zgłębia istotę wojny. Wspomina swoją wioskę i życie rodzinne, tak różne od tego w czym tkwi. Jaki sens ma pokazywanie okrucieństwa? To istotny, kolejny manifest antywojenny. Obawiam się tylko, że nie trafi do tych, którzy powinni go przyswoić. Nie żałuję, że przeczytałam, chociaż koszmar wojny w pierwszej części książki jest bardzo trudny do zniesienia. Koniec, baśniowo-fantastyczny odbieram jako rodzaj powrotu do rodzimych korzeni, spokojnej rzeczywistości w porównaniu z tą europejską krwawą łaźnią. To wyjątkowo poruszająca lektura, nie do zapomnienia. Polecam. Cytaty: „Francja kapitana chce, żebyśmy byli dzikusami, kiedy ją to urządza.” – s. 18 „Kiedy wychodzę z brzucha ziemi, jestem z wyboru nieludzki, staję się odrobinę nieludzki.” – s. 20 „Tak, Bogiem a prawdą, zrozumiałem, że na polu bitwy potrzebują tylko tymczasowego szaleństwa. Oszalałych z wściekłości, oszalałych z bólu, furiatów, ale doraźnych. Nie szaleńców na stałe. Kiedy atak się kończy, trzeba schować swą wściekłość, swój ból i swoją furię.” – s. 47 „Tak właśnie wygląda wojna: kiedy Bóg nie nadąża za muzyką ludzi, gdy nie jest w stanie rozsupłać zbyt wielu splątanych nici. Bogiem a prawdą, nie można mieć Mu tego za złe. Kto wie, czy nie chciał ukarać rodziców małego nieprzyjacielskiego żołnierza każąc mu umrzeć na wojnie z mojej czarnej ręki? Kto wie, czy nie chciał ukarać jego dziadków, bo nie miał czasu ich skarcić poprzez ich własne dzieci? Kto wie? Bogiem a prawdą, może Bóg się spóźnił, wymierzając karę rodzinie małego nieprzyjacielskiego żołnierza. Ale możecie mi wierzyć, że ich surowo ukarał za pośrednictwem ich wnuczka czy syna.” – s. 62 „Dla kapitana życie to wojna. Kapitan kocha wojnę, jak można kochać kapryśną kobietę. Kapitan zaspokaja wszystkie kaprysy wojny. Obsypuje ją prezentami, spełnia jej zachcianki, nie licząc się z życiem żołnierzy. Kapitan jest pożeraczem dusz.” – s. 70 Po odesłaniu do ośrodka wypoczynkowego na tyłach: „…doktor François coraz skuteczniej oczyszczał wnętrze mojej głowy z brudów wojny.” – s. 117
Mikila - awatar Mikila
oceniła na 7 3 miesiące temu
Pamięci pamięci Maria Stiepanowa
Pamięci pamięci
Maria Stiepanowa
„Pamięci pamięci” Marii Stiepanowej. Powiem, że mam kłopot z oceną książki. Zachęcony świetnymi opiniami na LC, a także recenzjami zamieszczonymi w prasie (m.in. Magazyn Książki), przeżyłem pewnego rodzaju rozczarowanie. Być może powodem był fakt, iż za wiele sobie obiecywałem po opiniach typu: „zachwycająca lektura”, „jedna z najważniejszych rosyjskich książek ostatniej dekady” – to polecajka na okładce wydawcy. Ja jednak trochę się męczyłem. Fakt, książka wymaga odpowiedniego przygotowania i raczej nie będzie się zaliczała do lektur miłych łatwych i przyjemnych. Nie mniej można zachwycić się erudycją autorki. Książka poświęcona jest pamięci, jak sugeruje to zresztą tytuł. Wewnątrz znajdujemy historię rodziny rosyjskich Żydów, związanych z władzami Rosji przedrewolucyjnej, rewolucyjnej i popierestrojkowej. Zadziwiające jest archiwum rodzinne, które jest głównym materiałem źródłowym do rozważań o pamięci. Zresztą rodzina – jak pisze autorka – reprezentowała zwyczajne zawody inżynierów, bibliotekarzy, lekarzy i księgowych. Dla wszystkich, którzy choć pobieżnie znają historię Rosji, wydawać może się dziwne przetrwanie albumów ze zdjęciami i wielu listów. W sumie książkę można podsumować cytatem „(…) to jedna z tych książek, w której autor podróżuje po świecie w poszukiwaniu własnych korzeni, teraz dużo się takich pisze. Tak, powiedziałem, i będzie jeszcze jedna”. Lektura zajęła mi prawie dwa tygodnie i z przeszło 600 stron warte odnotowania było tylko kilka myśli. No nie wszystkie książki są dla każdego, „Pamięci pamięci” z pewnością nie trafiła do mnie.
Dariusz Karbowiak - awatar Dariusz Karbowiak
ocenił na 6 3 lata temu
Szajka Lajos Grendel
Szajka
Lajos Grendel
(...) Postaci w „Szajce” są prawie nie do odróżnienia i na początku zdają się ze sobą niepowiązane. Wszystkich napędza wizja przyjemnego, niemęczącego czymkolwiek!, życia, a możliwość wyboru, czyli tę wolność, której podobno wszyscy pragniemy, chętnie zamieniają na jakieś przyjemności; kulinarne bądź cielesne. Największe znaczenie w tej powieści ma miejsce akcji, czyli słowacko-węgierskie pogranicze, po czechosłowackiej stronie, którego mieszkańcom obojętne jest kim są, bo mogą być każdym, kiedy zajdzie taka potrzeba. Kto by się zresztą w tym połapał? Kompletny chaos. Złodziejstwo, oszustwa i próżność zatopione w absurdzie, grotesce, ironii i do tego z wątkiem kryminalnym w tle. Ta niemoralna prowincja to istny panoptykon, to za sprawą nadrzędnego narratora czujemy się jak strażnicy-obserwatorzy „ofiar” czasów, które im się zdarzyły. Bohaterowie nie wiedzą czym są najważniejsze wartości i pojęcia w życiu każdego człowieka - czyli takie jak np. „wolność”, „naród”, czy po prostu „miłość”, za które inni ginęli i giną. Postaci w „Szajce” się przystosowują, adaptują do świata, w którym żyją, czyli mogłoby się wydawać, że wykazują się nad wyraz wysokim poziomem inteligencji... Jedyną drogą ucieczki z tego więzienia jest podróż w zaświaty. Przyzwyczajenia są cementem, który spaja cały ten kram. A każdy kto do niego wchodzi, szybko czuje się jak u siebie. Tak jakby wszyscy siedzieli na tej samej karuzeli. Taka wariacja na temat perpetuum mobile. Śmiałam się podczas czytania... w głos. Lubię dobre porównania, lubię absurdalność, surrealizm i lubię takie poczucie humoru, które to z kolei przywiodło mi na myśl „Wtedy w Loszoncu” Petera Balki, nawet miejsce akcji - słowacko-węgierskie pogranicze - się zgadza, a i w samym tekście pojawia się Łuczeniec, czyli Loszonc. Wiele cech wspólnych ma „Szajka” również z „Rivers of Babylon” Petera Pištanka. To te same pragnienia, te same motywacje napędzają bohaterów. Dzisiaj sądzimy, że żyjemy w wolności, otwartości. Może jutro nie obudzimy się w świecie oficjalnego dyktatu, choć wszystko wskazuje na to, że kiedyś i do tego wrócimy, ale nadal jesteśmy ofiarami manipulacji, manipulacji za pomocą polityki. Z wywalczonej wolności nie potrafimy korzystać. Również nadal nie chcemy przyznać, że jednostka ludzka jest najważniejsza, a nie grupa. Różnorodność to i owszem, ale nie jednostkowa. W „Szajce” widać jak lata płyną, a ludzie płyną z prądem. Przemija tylko czas. Postęp technologiczny odbywa się w obojętności na wielkie ideały, których definicję modyfikuje potrzeba. Z reguły... potrzeba wygody. https://www.podlasemczytane.pl/
pod_lasem_czytane - awatar pod_lasem_czytane
ocenił na 7 5 lat temu

Cytaty z książki Cerebro

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Cerebro