Bunty w łagrach. Relacje polskich więźniów Gułagu

Okładka książki Bunty w łagrach. Relacje polskich więźniów Gułagu
praca zbiorowa Wydawnictwo: Ośrodek KARTA Seria: Poza seriami historia
280 str. 4 godz. 40 min.
Kategoria:
historia
Format:
papier
Seria:
Poza seriami
Data wydania:
2022-02-03
Data 1. wyd. pol.:
2022-02-03
Liczba stron:
280
Czas czytania
4 godz. 40 min.
Język:
polski
ISBN:
9788366707283
Średnia ocen

                7,4 7,4 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Bunty w łagrach. Relacje polskich więźniów Gułagu w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Bunty w łagrach. Relacje polskich więźniów Gułagu

Średnia ocen
7,4 / 10
17 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
813
428

Na półkach: ,

"Bunty w łagrach" to zbiór przekazów więźniów obozów katorżniczej pracy na terenie ZSRR, które na przestrzeni lat zgromadził Ośrodek. Wybór tych wspomnień ukazuje nam, jak mimo koszmarnego położenia w jakim znaleźli się zesłańcy, nadludzkim wysiłkiem zdołali wykrzesać we współskazańcach wolę walki i oporu. W sytuacji skrajnego wycieńczenia, a także odcięcia od świata zewnętrzego nie było to łatwe, tym bardziej należy pamiętać o każdym z tych aktów bohaterstwa.
Układ książki odchodzi od tradycyjnego "modelu" publikacji wspomnień wojennych. Nie znajdziecie tu kolejnych życiorysów od a do z. Fragmenty opowieści podzielono tak, by tworzyły szerszy obraz etapów życia przed wywózką, katorgi w obozie, narastającego buntu, jego przebiegu oraz konsekwencji. Muszę przyznać, że nie przepadam za takim "rozdrobnieniem", ponieważ gubię się w nazwiskach i trudno mi przyporządkować kolejne fragmenty do danej osoby, jednak w tym przypadku rozumiem, iż rozwiązanie to przyczyniło się do budowania napięcia i jest jak najbardziej słuszne.
Otwierające oczy jest również uświadomienie sobie, iż opisane bunty miały miejsce w latach 50-tych, a przecież przywykliśmy do myślenia, iż po II wojnie zesłańcy wracali jednak do kraju. Otóż nie wszystkim było to dane.
"Bunty w łagrach" to książka, którą czyta się łatwo ze względu na prostotę spisanych przekazów zwykłych-niezwykłych ludzi, jednak ładunek emocjonalny czasem może przytłoczyć.

"Bunty w łagrach" to zbiór przekazów więźniów obozów katorżniczej pracy na terenie ZSRR, które na przestrzeni lat zgromadził Ośrodek. Wybór tych wspomnień ukazuje nam, jak mimo koszmarnego położenia w jakim znaleźli się zesłańcy, nadludzkim wysiłkiem zdołali wykrzesać we współskazańcach wolę walki i oporu. W sytuacji skrajnego wycieńczenia, a także odcięcia od świata...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

53 użytkowników ma tytuł Bunty w łagrach. Relacje polskich więźniów Gułagu na półkach głównych
  • 32
  • 21
13 użytkowników ma tytuł Bunty w łagrach. Relacje polskich więźniów Gułagu na półkach dodatkowych
  • 6
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Bunty w łagrach. Relacje polskich więźniów Gułagu

Inne książki autora

praca zbiorowa
praca zbiorowa
Książki, które powstały w wyniku prac zbiorowych lub trudno jest przypisać im konkretnych autorów.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Zlikwidować! Agenci Gestapo i NKWD w szeregach polskiego podziemia Wojciech Königsberg
Zlikwidować! Agenci Gestapo i NKWD w szeregach polskiego podziemia
Wojciech Königsberg Bartłomiej Szyprowski
Historia Polskiego Państwa Podziemnego nie jest tylko opowieścią o bohaterstwie, ale również o zdradzie. Wewnątrz polskich struktur konspiracyjnych działali groźni agenci Gestapo i NKWD, którzy mieli na sumieniu wielu patriotów. Książka „Zlikwidować!” Wojciecha Koningsberga i Bartłomieja Szyprowskiego opowiada o siedmiu takich zdrajcach, którym udało się wymierzyć najwyższą karę. Autorzy podchodzą do tematu bardzo drobiazgowo i starają się zapełniać białe plamy w ich życiorysach. Sięgają nawet po ich świadectwa szkolne. To nie jest łatwa i przyjemna lektura, ale znawcy tematyki wyłowią z tej książki wiele niezwykle interesujących informacji. Choćby o tym, że Michał Rola-Żymierski, późniejszy marszałek, oferował Gestapo, że za pół miliona dolarów wyda cały skład komunistycznej Krajowej Rady Narodowej. Czytając tę książkę często zastanawiałem się nad motywacjami opisanych w niej agentów wroga. Część z nich była już przed wojną oszustami i aferzystami finansowymi. Inni byli wcześniej zasłużonymi patriotami, a w nieznanych okolicznościach, zmienili się w psychopatów. Szokuje choćby przypadek Jerzego Wojnowskiego „Motora”, agenta Gestapo uplasowanym w zgrupowaniu partyzanckim AK Jana Piwnika „Ponurego”. Ten człowiek sprowadził ekspedycję karną na wieś Michniów, która na skutek jego donosu stała się jednym z symboli niemieckiego ludobójstwa w okupowanej Polsce.
foxmulder2 - awatar foxmulder2
ocenił na 7 1 rok temu
Czas Hitlera. Tom II. Klęska 1940-1945 Frank McDonough
Czas Hitlera. Tom II. Klęska 1940-1945
Frank McDonough
Końcowa ocena pierwszego tomu książki autorstwa angielskiego historyka była jak najbardziej pozytywna, dlatego też z pewną obawą podchodziłem do lektury kontynuacji, zastanawiając się, czy druga odsłona autorskiego przedstawienia losów wodza III Rzeszy w latach 1940 – 1945, utrzyma wysoki poziom i będzie co najmniej równie świetna. Wątpliwości okazały się być bezzasadne, ponieważ mamy do czynienia z tym samym pomysłem na książkę, czy wręcz z… tą samą książką, tyle że rozbitą na dwa tomy, jakby przygotowanie liczącej znacznie ponad tysiąc stron pozycji stanowiło zbyt duże wyzwanie dla wydawcy. I nie jest to wcale z mojej strony żadna pretensja, a swego rodzaju narzucenie kontekstu poniższego tekstu, który porównaniem obu tomów nie jest, bo i być nie mógł. Ponownie mamy do czynienia z wykorzystanym w pierwszej części patentem na chronologiczne przedstawienie wydarzeń, którego doprowadziły Adolfa Hitlera ze szczytu władzy do samobójczej śmierci i pochowania spalonego przez najbliższych współpracowników ciała, wraz ze świeżo poślubioną małżonką i dwoma psami, w ogrodzie ostrzeliwanego przez wroga budynku, z którego chciał rządzić światem. Każdy rozdział to jeden rok, więc łatwo policzyć, że jest ich sześć plus epilog poświęcony zagadnieniu, w jaki sposób cień Hitlera w nowożytnej polityce Niemiec wciąż dawał o sobie znać jeszcze wiele lat po zakończeniu wojny. Wydawnictwu Rebis ponowne należą się słowa uznania za miłe dla zmysłu wzroku przygotowanie publikacji, a redakcji merytorycznej i tłumaczowi za wychwytywanie i prostowanie czasami nadmiernych skrótów myślowych autora oraz zwykłych, choć nielicznych błędów. Niektóre umknęły jednak uwadze, bo, przykładowo, trudno powiedzieć o Marku Edelmanie, że był żydowskim… historykiem. McDonough ponownie szerokim gestem korzysta ze źródeł z epoki, sięgając po notki prasowe, pamiętniki i wspomnienia bezpośrednich uczestników opisywanych wydarzeń, aby w sposób płynny i przejrzysty przedstawić militarny przebieg wojny i jej punkty zwrotne, oraz relacje „zwykłych” Niemców, których niespodziewanie wciągnął wir historii rozpętany przez niemieckich nazistów (i pozostałych możnych ówczesnego świata). Jest to zabieg niezbędny, aby najlepiej pokazać huśtawkę emocji, jakich doświadczył kraj nad Renem i Łabą w latach 1940 – 1945: od euforii wywołanej serią zwycięskich kampanii wojennych po postępujące załamanie społeczeństwa wywołane między innymi alianckim bombardowaniami miast czy też grozą narastającą wraz ze zbliżaniem się wojsk sowieckich. Nie brakuje w tych wspomnieniach pysznych, czy też wręcz karykaturalnych, obrazów, jak fragment opisu Berlina – w przeddzień bitwy o miasto z Armią Czerwoną – pióra belgijskiego nazisty Leona Degrelle’a: „Hotel Adlon nadal działał, mimo bomb, mimo pocisków, które spadały teraz już na ulice. We wspaniale oświetlonej restauracji kelnerzy w smokingach, kierownicy Sali w nienagannych strojach nadal serwowali, dostojnie i niewzruszenie, fioletowe plastry kalarepy”. Autor stoi na słusznym stanowisku, że odpowiedzialny za wojenne zbrodnie Niemiec oraz ich katastrofalną klęskę jest oczywiście przede wszystkim Hitler, wraz z poplecznikami, ale kolektywna wina musi spocząć też na tych milionach Niemców i Austriaków, którzy „ podobnie jak generałowie, żołnierze, marynarze i lotnicy, wspierały jego politykę zagraniczną, wiwatowały na cześć jego triumfów militarnych i przymykały oko na prześladowania Żydów.” Nie może tego zmienić działalność antyhitlerowskiego ruchu oporu, bardzo skromnego, jak organizacja „Biała Róża” czy opozycja w kręgach wojskowych, których aktywność wzrosła po dotkliwej porażce pod Stalingradem. Niemców oszołomiły ich szybkie i spektakularne zwycięstwa nad sąsiednimi krajami w trzech pierwszych latach wojny, choć wiemy już przecież z kilometrów książek, że były one wynikiem nie tylko przewagi militarnej III Rzeszy, co również katastrofalnych błędów taktycznych zaatakowanych państw, ale i zwykłego szczęścia. Nic więc w tym dziwnego, że po wojnie denazyfikacja szła wyjątkowo opornie, a temat ludobójstwa Żydów i zbrodni popełnianych na ludności zaatakowanych państw w RFN i NRD praktycznie nie istniał. Co emblematyczne, dopiero w latach 70. w szkołach zachodnich Niemiec rozpoczęto nauczanie o III Rzeszy i Holokauście. Na kartach Według McDonough’a Hitler rozpoczął wojnę za wcześnie. Błędem w jej pierwszej fazie było pozwolenie na ewakuację sił brytyjskich z Francji wiosną 1940 roku oraz brak sukcesu w powietrznej wojnie o Anglię. Wciąż potężna na morzach Brytania, wspierana przez zamorskie kolonie i bogate Stany Zjednoczone, które wkrótce same – ku zaskoczeniu Hitlera – przystąpiły do wojny, nie dała się pokonać, a aliancki sojusz ze Związkiem Radzieckim doprowadził w maju 1945 roku do finału, który znamy z podręczników. Zamiast skupić się na dążeniu do rzucenia na kolana Anglików, Hitler postanowił rozpocząć walkę na dwa fronty, rzucając wyzwanie wojny rasowej na wyniszczenie ze Stalinem. Jak słusznie zauważa autor, była to dla niego ta „właściwa” wojna, o której wspominał w „Mein Kampf”. Walki z mocno wspieranym przez zachodnich aliantów ZSRR też nie mógł wygrać. Może byłoby inaczej, gdyby państwa Osi dysponowały wspólną strategią. Zamiast niej decyzje o kolejnych krokach militarnych każdy z uczestników sojuszu podejmował samodzielnie, kulała wymiana informacji zdobytych przez wywiady i dzielenie się nowinkami technicznymi w dziedzinie uzbrojenia. To potężny kontrast w porównaniu do współpracy pomiędzy aliantami. Osób, które zakupiły pierwszy tom „Czasu Hitlera”, chyba nie ma co przekonywać, że koniecznie muszą zaopatrzyć się także w drugi tom. To oczywista oczywistość. Pozostałych, którzy, zastanawiają się nad zainwestowaniem w twórczość Franka McDonougha, mogę zapewnić, że nie będą to źle wydane pieniądze. Nie spodziewajcie się jednak monografii III Rzeszy i drobiazgowych opisów sytuacji na frontach II wojny światowej. Propozycja angielskiego historyka to próba syntezy kilkunastu lat rządów Hitlera, ale nie przez pryzmat jego osobowości, bo jak słusznie zauważa autor, Führer „był co prawda ważnym uczestnikiem rozwijających się wydarzeń historycznych, jednak w ostatecznym rozrachunku nie był w stanie tych wydarzeń kontrolować”.
mitobrave - awatar mitobrave
ocenił na 8 2 lata temu
Północna utopia Hitlera. Budowa nowego porządku w okupowanej Norwegii Despina Stratigakos
Północna utopia Hitlera. Budowa nowego porządku w okupowanej Norwegii
Despina Stratigakos
Zaskakująca i nieszablonowa książka. Norwegia miała być dla Niemców swoistym poligonem doświadczalnym, miejscem gdzie będą inwestować spore środki i rozwijać różne idee związane z eugeniką czy urbanistyką. Ponieważ sporo tych planów pozostało jedynie w formie dokumentów czy zamysłów lub zwyczajnie nie zostały ukończone, słowo utopia, użyte przez autorkę w tytule pracy, wydaje się odpowiednio dobranym. Despina Stratagakos prezentuje kilka takich ambitnych niemieckich planów dotyczących Norwegii. Głównie mowa tu o zagadnieniach infrastrukturalnych czy architekturalnych jak kolej polarna, autostrada Trondheim-Berlin (w ogóle autostrady planowano tak, żeby podczas jazdy mieć ładne widoki) czy domy żołnierza, które miały być swoistą enklawą dla niemieckich żołnierzy i które autorka porównuje do brytyjskich klubów w Indiach wskazując na kolonialny aspekt tego typu budowli. Bardzo ciekawe są też dwa rozdziały dotyczące urbanistyki i budownictwa miejskiego. Autorka pokazuje w jaki sposób niemieccy i norwescy architekci planowali przebudować miasta (przykładem jest tu chociażby Molde), jakie pomysły planowali wcielić w życie, co podobało się Niemcom w norweskiej architekturze, a co niekoniecznie. W tym kontekście bardziej utopijny jest rozdział o planach wybudowania nowego Trondheim z gigantycznym cmentarzem i pomnikiem poległych żołnierzy, na zwróconej w stronie fiordu ścianie pomnika miała znajdować się wielka swastyka. No, mieli rozmach. W ogóle ta książka jest interesująca, jeśli chodzi o nazistowską symbolikę w przestrzeni miejskiej. Pokazuje jakie rozwiązania mogli stosować niemieccy architekci i jak mogły wyglądać takie modelowe niemieckie miasta, które miały mieć charakter militarny czy inwigilacyjny. W sumie to nawet jestem zdziwiony, że ktoś wydał taką książkę w Polsce. Temat wydaje się dość niszowy i trudny. Też nie powiem, że to jakaś wybitnie wciągająca lektura, ale myślę, że jest cholernie intrygująca i zadziwiająca pozycja. Jeśli ktoś chce chwilę odpocząć od drugowojennych militariów, przenieść się na trochę mniej obeznany front, w który Niemcy chcieli zainwestować wielkie środki, to myślę, że warto sięgnąć po tę książkę.
Balcar - awatar Balcar
ocenił na 7 11 miesięcy temu
Polacy w sowieckich łagrach. Nie tylko Kołyma. Sebastian Warlikowski
Polacy w sowieckich łagrach. Nie tylko Kołyma.
Sebastian Warlikowski
To druga już książka Sebastiana Warlikowskiego poświęcona łagrom i łagiernikom. Za poprzednią, zatytułowaną „Kołyma. Polacy w sowieckich łagrach” autor w 2019 roku został nagrodzony. Ale przecież łagry to nie tylko Kołyma, to także Sołowki, Workuta, Biełomorkanał. To one wraz z Kołymą składały się na morderczy system GUŁAG, obdzierający ludzi z godności i wykorzystujący ich siły ponad wszelką miarę do katorżniczej pracy na rzecz rozrastającego się, połykającego kolejne terytoria sowieckiego molocha. Autor zgromadził w tym opracowaniu relacje osób, które miały to szczęście w nieszczęściu, że zdołały przetrwać i powrócić do swoich domów. Opowiadają o tym, co w łagrze widzieli, co przeżyli, przedstawiają konkretne sytuacje, czasem tak przerażające, że trudno jest o nich czytać. Wiele z nich wywołuje skojarzenia z niemieckimi obozami zagłady. Ale tutaj Rosjanie wyrządzali to zło swoim własnym rodakom. Relacje są bardzo różne. Niektóre bardzo szczegółowo opisują obozową codzienność, dzień po dniu. Najpierw początkowy szok, niedowierzanie, przerażenie, które stopniowo przechodzą w zobojętnienie, przyzwyczajenie, apatię. I choć każde aresztowanie przebiegało nieco inaczej, wszystkie były zaskoczeniem, bez możliwości pożegnania się z rodziną i bez tłumaczenia. Następnie więzienie, uciążliwa podróż zatłoczonymi bydlęcymi wagonami, gdzie błaganie o pitną wodę pozostawało najczęściej bez odzewu. Kąpiel w łaźni, przydział odzieży i rozdzielenie do baraków. I ten nowy, surowy, budzący lęk krajobraz: „Oprócz kilku domów na wybrzeżu nie widać było innego życia. Góry o nagich szczytach, zbocza pokryte karłowatymi krzakami, w większości zeschniętymi, na północnych zboczach leżał śnieg, który chyba nigdy jeszcze nie stajał.” Warunki w tej wiecznej zmarzlinie są bardzo trudne. Tak jak nie chcą rosnąć rośliny, tak też umierają ludzie: „Rzadko zdarzało się, aby ktoś odsiedział swoją karę. Niewielu było takich, którzy przetrwali dwa lata. Co roku stan więźniów zmniejszał się o połowę w ciągu zimy, co uzupełniano wiosną świeżymi transportami. Tak więc człowiek skazany na pracę w tym kraju mógł się uważać za skazanego na powolną śmierć z głodu i zimna.” Opisy konkretnych sytuacji są oczywiście osobiste i różnią się między sobą szczegółami. Wszystkie mają jedną cechę wspólną, a mianowicie coraz wyraźniejszą utratę nadziei. Człowiek jest tu przedmiotem, łatwym do wymienienia towarem, gorszym od konia pociągowego, bo jego przynajmniej się karmi, aby wydajnie pracował. Możemy poznać łagierne życie, a później skonfrontować jeszcze tę wiedzę z zamieszczonymi, naprawdę licznymi fotografiami, skanami dokumentów, a nawet odręcznie sporządzanymi planami i rysunkami. Robią niesamowite wrażenie jako realne świadectwo, podczas gdy większości z osób, które przeszły przez GUŁAD nie ma już z nami. Sporo już wiem o łagrach, mnóstwo na ten temat czytałam, nie do zapomnienia jest oczywiście Archipelag GUŁAG”, a także wspomnienia Eugenii Ginzburg. Tutaj mamy skomasowane relacje wielu więźniów, pisane różnym stylem. Nie wszyscy jednakowo dzielnie znosili trudności, część pisała bardzo emocjonalnie, inni z kolei niezmiernie rzeczowo, co nie oznacza wcale, że poobozowa trauma ich nie dotyczyła. Każdy człowiek jest inny, i to bardzo wyraźnie bije z kart tego zbioru, będąc jednocześnie jego wielką zaletą. Trochę brakuje mi jakiegoś łączącego poszczególne wspomnienia odautorskiego komentarza, który połączyłby je w jedną, spójną całość. Autor prawdopodobnie założył, że temat łagrów, tak często poruszany w literaturze, jest nam doskonale znany, że owe teksty przemówią najlepiej, komentarz zatem uznał za zbędny. Może jednak w takim wypadku powinno się jako autorów umieścić nazwiska tych, którzy tak naprawdę napisali książkę, którą Sebastian Warlikowski złożył i zredagował. Okazuje się, że więźniowie próbowali jakoś uprzyjemnić sobie codzienność w łagrze. Grali w rozmaite gry, przystosowując do nich to, co aktualnie mieli pod ręką. Nie wszyscy tez lubili Polaków, w grę wchodziły tu uprzedzenia związane z historyczną przeszłością, jak choćby w przypadku Litwinów i Ukraińców. Takich, i mnóstwa innych, równie ciekawych historii możecie też się po tej lekturze spodziewać. Wydanie książki jest bardzo staranne. Piękny, gruby, biały papier, niespotykanie duży, wyraźny druk, spora ilość fotografii, na końcu obszerny indeks, zawierający skróty, nazwy miejscowości i tłumaczenie „na nasze” łagierniczej terminologii. Dużo wiedzy, wzruszenie i wstrząs, który nie ominie tych, którzy są jeszcze wrażliwi na literaturę obozową. Moim zdaniem na to nie da się zobojętnieć. Książka pisana dość lekko, będzie zrozumiała dla każdego, także dla tych, którzy sięgną po tego typu gatunek po raz pierwszy. Zachęcam do przeczytania. Książkę mogłam przeczytać dzięki portalowi: https://sztukater.pl/
jazzwoman - awatar jazzwoman
ocenił na 7 3 lata temu
Koniec imperium MSW. Transformacja organów bezpieczeństwa państwa 1989–1990 Tomasz Kozłowski
Koniec imperium MSW. Transformacja organów bezpieczeństwa państwa 1989–1990
Tomasz Kozłowski
Sprawa ''Olina" i sprytny plan Kiszczaka? Chodzi oczywiście o niewyjaśnioną sprawę Józefa Oleksego, zamkniętą zbyt szybko. Za szybko. O knuciu i intrygach ludzi dawnych służb pisze Tomasz Kozłowski w znakomitym kompendium: ''Koniec imperium MSW. Transformacja organów bezpieczeństwa 1989-1990''. Kim był agent Olin? Kto i dlaczego chciał szantażować Lecha Wałęsę? Przypomnijmy więc podstawowe fakty dla lepszego zrozumienia tematu. Afera, która wybuchła pod koniec grudnia 1995 roku, zelektryzowała Polskę. Grudzień był miesiącem wyjątkowo niespokojnym, nie tylko ze względu na przedświąteczną krzątaninę. Lewica triumfowała, wypłynęli na fali niezadowolenia społecznego, prezydent-elekt nie został jeszcze zaprzysiężony. Jednak czuć było, że coś ''wisi w powietrzu". I nagle 22 grudnia 1995 roku, ówczesny minister spraw wewnętrznych Andrzej Milczanowski nie miał dobrych wiadomości. Tego dnia właśnie z trybuny sejmowej zarzucił urzędującemu premierowi szpiegostwo. Chodziło o współpracę z rezydentami KGB w naszym kraju: Władimirem Ałganowem i Grigorijem Jakimiszynem (przez niektórych uśmiercony). Milczanowski dowodził, że nowosądeczanin od 1982 do 1995 roku z rozmysłem przekazywał informacje oraz dokumenty państwowe agentom obcego wywiadu. Z ustaleń dziennikarzy portalu niezależna.pl. wynikało, iż nawiązanie kontaktów przez Oleksego miało nastąpić w latach 1987-1989. Wówczas to piastował funkcję ''pierwszego" w Białej Podlaskiej. Zwerbował go ponoć sam Władimir Ałganow, też lubiący ucztować. Pierwsze informacje na temat aktywności ''Olina" pojawiły się już w połowie 1995 roku, gdy Marian Zacharski na Majorce miał zwerbować tajemniczego dyplomatę. Okazał się nim być Grigorij Jakimiszyn. Rzekomo ujawnił, że jest oficerem prowadzącym rosyjskiego agenta w Polsce; gdy przeszedł na emeryturę, obowiązki przejął Ałganow. Józef Oleksy zaprzeczał tym poważnym oskarżeniom, w rezultacie podał się do dymisji: ''Rezygnuję, bo jestem niewinny''. Czy rzeczywiście? (jako współpracownik Agenturalnego Wywiadu Operacyjnego, zdobył kompetencje). Śledztwo w tej sprawie szybko zostało umorzone, a polskiego premiera oczyszczono zarzutów w tzw. ''Białej Księdze''. Autor omawianej publikacji dotarł do nieopublikowanych relacji Mieczysława F. Rakowskiego, łączącą aferę ''Olina" ze sprawą... teczek gen. Czesława Kiszczaka. Otóż zaprawiony w bojach czekista zdradził, gdzie znajdują się oryginalne dokumenty ws. ''Bolka", postanowił wykorzystać więc ten fakt. Mieliśmy koniec grudnia 1995 roku. Bowiem uważał, że to Wałęsa: Zlecał UOP polowanie na polityków lewicy. W zamian za nieujawnianie teczek dawny przywódca ''S" miał robić wszystko, aby zakończyć sprawę jak najszybciej. Plan był diaboliczny, ale sądząc po następujących po sobie wydarzeniach, chyba skuteczny. Czego się jeszcze dowiemy z tej pasjonującej i wciągającej niczym najlepszy thriller polityczny, książki? Ano Tomasz Kozłowski w zrozumiały sposób charakteryzuje gry osób związanych ze służbami, jeszcze dziś zabierających głos w istotnych kwestiach. Przeczytamy wreszcie o likwidacji zbrodniczej SB, instytucji przyciągającej zbirów miernych, ale wiernie wykonujących polecenia. Historyk oprowadza nas po nowej Polsce, z nowymi służbami (ale ze starymi koneksjami), UOP, etc. Publikacja ''Koniec imperium MSW...'' to solidna dawka wiedzy na podstawie skrupulatnej i starannej kwerendy archiwalnej.
LadyMakbet33 - awatar LadyMakbet33
ocenił na 9 4 lata temu

Cytaty z książki Bunty w łagrach. Relacje polskich więźniów Gułagu

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Bunty w łagrach. Relacje polskich więźniów Gułagu


Ciekawostki historyczne