Boża podszewka 1

Okładka książki Boża podszewka 1
Teresa Lubkiewicz-Urbanowicz Wydawnictwo: Prószyński i S-ka Cykl: Boża podszewka (tom 1) literatura piękna
448 str. 7 godz. 28 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Cykl:
Boża podszewka (tom 1)
Data wydania:
1997-01-01
Data 1. wyd. pol.:
1997-01-01
Liczba stron:
448
Czas czytania
7 godz. 28 min.
Język:
polski
ISBN:
9788373374539
Średnia ocen

                7,1 7,1 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Boża podszewka 1 w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Boża podszewka 1

Średnia ocen
7,1 / 10
528 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
136
134

Na półkach:

e book

Gdy zaczynałam "Bożą podszewkę" zrobiłam, to z czystej ciekawości, bo zakładałam, że jest to średniej jakości czytadło...

Nie warto oceniać książki ani po okładce, ani po swoich wyobrwżeniach na jej temat (zresztą, to nie tylko o książce).

Boża podszewka, to bardzo słodko gorzka, przesiąknięta sqoistym naturalizmem saga rodzinna i historia... o niekochaniu, o tym, że nie ma rzeczy na zawsze i o ciężarze jaki kładą nam na plecy nasze niezrealizowane pragnienia i nieukojone tęsknoty. Każdy człowiek raz w życiu był Maryśką.

Bardzo dobra rzecz.

e book

Gdy zaczynałam "Bożą podszewkę" zrobiłam, to z czystej ciekawości, bo zakładałam, że jest to średniej jakości czytadło...

Nie warto oceniać książki ani po okładce, ani po swoich wyobrwżeniach na jej temat (zresztą, to nie tylko o książce).

Boża podszewka, to bardzo słodko gorzka, przesiąknięta sqoistym naturalizmem saga rodzinna i historia... o niekochaniu, o tym,...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

983 użytkowników ma tytuł Boża podszewka 1 na półkach głównych
  • 704
  • 273
  • 6
230 użytkowników ma tytuł Boża podszewka 1 na półkach dodatkowych
  • 158
  • 25
  • 17
  • 14
  • 6
  • 5
  • 5

Inne książki autora

Teresa Lubkiewicz-Urbanowicz
Teresa Lubkiewicz-Urbanowicz
Prozaiczka, dramatopisarka. W 1946 przeniosła się z rodziną ciotki na Dolny Śląsk. Ukończyła studia dziennikarskie na Uniwersytecie Warszawskim. Przez dwanaście lat współtworzyła powieść radiową "W Jezioranach". Pisała słuchowiska i dramaty. Jej "Wijuny" (1974) otrzymały pierwszą nagrodę w konkursie teatru Ateneum na debiut i nagrodę im. St. Piętaka. W 1990 r. wydała w Londynie tom opowiadań "Dzitwa". Pierwsza wersja "Bożej podszewki"(1993) przyniosła jej jedną z głównych nagród w konkursie Fundacji Kultury, druga - poszerzona o dziesięć rozdziałów - stała się podstawą scenariusza serialu zrealizowanego przez Izabellę Cywińską dla TVP.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Anna, Hanna i Johanna Marianne Fredriksson
Anna, Hanna i Johanna
Marianne Fredriksson
Kontynuuję poszukiwania skandynawskiego romansu, troszkę na chybił trafił wyciągam kolejne książki z bibliotecznych półek, kierując się tytułem, okładką... Tym razem trafiłam na ubraną w kwiaty powieść " Anna, Hanna i Johanna ". Anna.... Dojrzała kobieta, samotna, matka dwóch córek. Opiekuje się swoimi zniedołężniałymi rodzicami. Matkę odwiedza w szpitalu, ojca w domu. Jest dla obojga szorstka, szczególnie dla ojca. Nie znosi jego niedomagań wynikających z wieku, nie bardzo nawet stara się je zrozumieć. Troszkę więcej względów okazuje matce, próbuje z nią nawiązać kontakt, ale to nie możliwe, gdyż Johanna nie mówi i żyje we własnym świecie wspomnień. Ta sytuacja staje się bodźcem do poszukiwania śladów rodzinnej historii, a ta skupia się głównie dookoła losów kobiet. Okazuje się, ze Anna niewiele wie, niemal nic, o życiu swojej matki Johanny, a jeszcze mniej o życiu swojej babci Hanny. Hanna to niezwykła kobieta. Kiedy miała trzynaście lat straciła niemal wszystko, chyba wszystko co najważniejsze w życiu młodej dziewczyny. Godność, szacunek, beztroskę, radość, dzieciństwo... W zamian dostała upokorzenie, strach, wykluczenie i syna. Jednak pewnego dnia jej los się odmienia. Jak za sprawą czarów na jej drodze staje mężczyzna, co prawda nie książę, ale młynarz... Od tej pory Hanna może nosić na głowie chustę jak wszystkie mężatki we wsi. Johanna, najmłodsze dziecko Hanny, jedyna córka, wychowana w sumie przez ojca. Matka była dla niej jakimś reliktem poprzedniej epoki.Obiektem jej bezlitosnych kpin. Nie opowiada o niej nikomu, nawet swojej córce i wnuczkom. Kiedy Anna znajduje rodzinne albumy, odtwarza rodzinne historie, odnajduje skrywane przez lata sekrety znajduje samą siebie. Okazuje się, że uciekając od siebie samej, właśnie się odnalazła. " Anna, Hanna i Johanna " autorstwa Marianne Fredriksson to bardzo ciepła opowieść o trzech pokoleniach kobiet. Książka pięknie maluje ich portrety. Choć próżno szukać w niej romansu :) polecam :) recenzja napisana w związku z wyzwaniem : http://rudymspojrzeniemnaswiat.blogspot.com/2014/11/czytamy-literature-skandynawska-i.html zapraszam do przeczytania recenzji innych książek na moim blogu : http://marynistka.blogspot.com/
Aleksandra Ugorowska - awatar Aleksandra Ugorowska
oceniła na 7 10 lat temu
Dziewczyna z perłą Tracy Chevalier
Dziewczyna z perłą
Tracy Chevalier
Co Waszym zdaniem jest ciekawsze: piękny obraz, czy kryjąca się za nim historia? Autorka ,,Dziewczyny z perłą" wymyśliła przeszłość kobiety, która jest znana z jednego z obrazów Vermeera. Główna bohaterka, Griet, trafia do domu malarza i jego rodziny jako służąca. Ponieważ nie do końca umie się odnaleźć w tym nowym otoczeniu stara się być niewidzialna i robić swoje. Szybko okazuje się jednak, że ma bardzo dobre wyczucie kolorów i światła, co zbliża ją do pana domu. To powoduje, że rodzi się między nimi jakaś więź. Czy to zauroczenie, zrozumienie, fascynacja? Tego do końca nie wiadomo, bowiem jest to rewelacja oparta raczej na milczeniu i wspólnej pracy. Natomiast we mnie od razu zrodziło pytanie, czy Griet miała jakikolwiek wpływ na swoje życie? Mam wrażenie, że wszelkie decyzje były podejmowane poza nią. Musiała zostać służącą, musiała w tajemnicy pomagać panu, musiała pozować do obrazu, a nawet przekuć uszy na tę okoliczność. Miałam wrażenie, że koszty pracy twórczej wielkiego malarza ponoszą wszyscy z jego otoczenia. Książka jest w dość spokojnym klimacie, a wydarzenia dzieją się w latach 1664-1666. Autorka stara się oddać charakter czasów. Na początku to powolne tempo nie przeszkadza, poznajemy urok światła i kolorów, niczym maźnięcia pędzlem na płótnie. Z czasem jednak zaczęłam się nudzić. Wszystko toczy się jednostajnie, sceny są do siebie podobne i nie ma tu żadnego napięcia. Myślę, że od początku też wiedziałam, jak ta historia się skończy. Zabrakło mi tu tego ,,czegoś", jakiegoś przełomu, emocji. Finał także nie przyniósł zaskoczenia. Jednak ,,Dziewczyna z perłą" broni się klimatem i pomysłem. Jest to dobra pozycja dla fanów malarstwa i tych, którzy lubią spokojne, nastrojowe historie. Książkę bardziej się ,,ogląda" niż czyta powiedziałabym. Dla osób, które tak jak ja czują niedosyt, ciekawym uzupełnieniem będzie ekranizacja z 2003 roku. Ponieważ w całej historii to obraz ma największe znaczenie, to film okazał się dla mnie bardziej satysfakcjonujący.
jpryczek - awatar jpryczek
ocenił na 6 2 miesiące temu
Ciało niczyje Krystyna Kofta
Ciało niczyje
Krystyna Kofta
Tematy modernistyczne: proza kobieca / literatura feministyczna / tematy kobiece w literaturze, do których zalicza się „Ciało niczyje”. To pierwsza książka Krystyny Kofty po jaką sięgnęłam. Po przeczytaniu pierwszych stron uznałam, że śmierć na początku historii to nie jest dobry zwiastun. Gdy w życiu głównej bohaterki pojawił się Hiszpan Corrida, na myśl przyszedł mi „Zmierzch”. Sądziłam jednak, że będzie on za główną bohaterkę odpowiedzialny, zadba o nią i wszystko będzie dobrze. „Ciało niczyje” Kofty to dla mnie studnia bez dna. Możemy znaleźć dużo dobrze narysowanych postaci, mocne charaktery i portrety psychologiczne. Do tego, dużo wątków przez co możemy się coraz bardziej zagłębiać w historię. Historię, która jest przesiąknięta ludzkimi dramatami. Hiszpan w pewnym sensie dla Jutty staje się bolesnym wspomnieniem: „Nigdy nie przebaczyła mu, że opisywał ją tak, jakby była wybrykiem natury, cielątkiem o pięciu nogach czy czymś takim”. Oszukał ją podobnie jak hrabia Spondey oszukał jej matkę. „Różnica była taka, że Spondey zabrał klejnoty i uciekł do innej kobiety, Hiszpan natomiast zabrał Juttcie jej wspomnienia i uwolnił się od niej, żeby powrócić do pisania”. Jutta przyjęła jego zniknięcie. Nie szukała go. „Znienawidziła go w ciągu jednej nocy, w czasie której przeczytała posklejane rękopisy. Chciała zapomnieć, że kogoś takiego mogła pokochać”. Trochę brakowało mi jego postaci przez całą książkę – pojawił się tylko na początku i na końcu. Z mężem połączyła ją „przyjaźń i lojalność”, jednak „jej życie przedtem było tabu”. Mimo wszystko „pod pojęciem mężczyzny Jutta wciąż miała na myśli Hiszpana. Był to ideał polegający na syntonii ciał i ducha”. Jutta nie mogła być jednak w pełni szczęśliwa, bo nigdy nie miała matczynej miłości. Jutta przechodzi wielką przemianę. Najpierw liczyła się dla niej miłość, potem pieniądze. Bardziej opłacalne był „wystawianie swojego ciała na lubieżne pieszczoty tych dwóch sentymentalnych i obleśnych jednocześnie, niestarych staruchów, ale to tak się opłacało bardziej niż ślęczenie w biurze projektów za jakąś marną sumę przez cały miesiąc”. Można odnieść wrażenie, że główna bohaterka zapomniała wtedy w ogóle o uczuciach. Pieniądze stały się bezwartościowe, gdy zachowała na raka. Wniosek: priorytety w życiu człowieka się zmieniają. Ciało człowieka przechodzi wielką przemianę. Piękne, sprawne, potem pomarszczone, niedołężne, chorowite. Co więcej, ciało Jutty było niczyje. Ani jej, ani kochanków. Poddane procesom, na które człowiek paradoksalnie wpływu nie ma, obumiera. Na ludzkie ciało i psychikę nieustannie rezonują dobre, złe momenty, radości, traumatyczne wydarzenia. Można powiedzieć, że Kofta nawiązała do motywu traumy transgenetycznej, przekazanej matrylinearnie. Ani babcia Jutty, ani matka nie potrafiły wykrzesać z siebie prawdziwej, czułej miłości do dziecka. Jednak główna bohaterka to przekazywanie traumy przerywa. Paradoksalnie to choroba pozwala jej przerwać błędne koło. Judyth swoimi czarami przywraca zdrowie Jutty i staje się dla niej matką (której nigdy tak naprawdę nie miała). Judyth stworzyła wspólnotę kobiet, która pomaga w cierpieniu. Pozbawia ono płci, więc należy walczyć o kobiecość. Przyznać muszę, że nawiązania do filozofii, religii (o połączeniu wielu religii) i łaciny, według mnie, nic do powieści nie wnosiło. Wprowadzały tylko sztuczną metafizykę, która ostro kontrastowała z pierwotnymi instynktami bohaterów, uwikłanych w mroczne, wręcz surrealistyczne romanse. W tym wszystkim jest jednak trochę wiary w dobre intencje ludzi.
Julia Łoboda - awatar Julia Łoboda
oceniła na 7 2 lata temu
W poszukiwaniu zapachu snów Iwona Menzel
W poszukiwaniu zapachu snów
Iwona Menzel
7/10 Od dawna zerkała na mnie ta książka z półki, ale przez bardzo drobny druk jakoś odkładałam jej czytanie zawsze na potem. Parę dni temu jednak przyszedł ten moment i bardzo pozytywnie nastawiona zabrałam się za czytanie. Jakież było moje zdziwienie, gdy czytają opinie innych były bardzo średnie, wręcz negatywne. Co mnie bardzo zdziwiło a zarazem zniechęciło do jej dalszego czytania. Jednak nie poddając się „weszłam” w głąb książki. Fabuła opiera się na narracji pierwszoosobowej, której bohaterką jest Polka mieszkająca w Niemczech w czasami komunizmu. Gdzie Europa podzielona była na dwa różne światy. Prócz ciekawostek historycznych z tamtych lat, Czytelnik przeżywa z Kobietą jej rozterki miłosne, życiowe i finansowe, jest również matką Jana, podwójną rozwódka, miłośniczką koni. A ostatecznie zakochaną po uszy osobą w Joshu, który moim zdaniem jest średnio zauroczony w tym związku. Dużo więcej poświęca ona dla niego niż on. I w niektórych momentach nawet było mi żal owej bohaterki. Jednak to ona wybierała swoją drogę życia i zdecydowanie częściej stawiała Josha ponad swojego syna. Bardzo było mi go żal, matki ciągle nie było w domu, poświęcałam swój czas między kochankiem i koniem. I dużo więcej czytamy o jej przeżyciach z koniem niż z dzieckiem. Jednak rozterki życiowe są tak świetnie skomponowała w morał i fabułę książki, iż z ciekawością czytałam każdą kolejną stronę. I zdecydowanie sięgnę po kolejną część tej histori.
Klaudia Kurti - awatar Klaudia Kurti
ocenił na 7 2 lata temu
Ballada o Januszku Sławomir Łubiński
Ballada o Januszku
Sławomir Łubiński
Po obejrzeniu (trzy razy) genialnego serialu, z pewną obawą sięgnęłam po książkę, na podstawie której on powstał, ale szybko zrozumiałam, że niepotrzebnie, gdyż okazała się ona równie genialna jak jej ekranizacja. Aczkolwiek niektóre wątki w serialu bardziej rozbudowano, natomiast książka skupia się głównie nad emocjami wynikającymi z toksycznej relacji matka-syn i została poprowadzona w narracji pierwszoosobowej, dzięki czemu mamy okazję poznać odczucia, emocje, spostrzeżenia bezpośrednio od głównej bohaterki czyli Gieni Smoliwąs. Zadałam sobie pytanie o to kiedy pojawiły się pierwsze symptomy tego, iż z syna Gieni - Januszka wyrośnie bezduszny kryminalista i przypomniałam sobie dzień, w którym przystąpił do I komunii, a po uroczystościach w kościele, gdy lunął deszcz i jego ubranko komunijne zafarbowało go na czarno, odezwał się do matki w następujący sposób: "Coś ty mi za szmatę kupiła, garkotłuku jeden, to ty mamusia moja jesteś?". A dalej było już tylko gorzej. Śledzimy losy wdowy, kobiety udręczonej nie tylko ciężką pracą, ale przede wszystkim coraz bardziej bezczelnymi wybrykami syna. Z jednej strony zaskakuje pozytywnie mądrość , zaradność, roztropność tej prostej kobiety, mocno doświadczonej przez życie, a z drugiej szlag człowieka trafia gdy broni syna i jest w stosunku do niego bezkrytyczna, daje sobą pomiatać. Jej naiwność w poprawę zachowania Januszka bije po oczach. Chwilami miałam ochotę potrząsnąć tą kobietą i krzyknąć aby przejrzała na oczy i się opamiętała, bo taka bezkrytyczna miłość do zwykłego bandyty, który nie szanował matki, skończy się dla niej tragicznie. Obserwowanie ciężkiego losu Gieni, jej zmagania o to aby utrzymać siebie i syna, przez co haruje jak wół nie tylko w kuchni ale również sprżątając domy różnych ludzi, sprawiało, że serce krwawiło mi wielokrotnie. Niemal czułam tę jej udrękę. A gdy jeszcze do tego dochodzi choroba nóg (zapewne z przepracowania) i zaczyna coraz bardziej podupadać na zdrowiu, mając pomoc jedynie od obcych ludzi, to już całkowicie przelewa czarę goryczy. I te jej wycieczki przez całą Polskę do syna, osadzonego w różnych zakładach resocjalizacyjnych, gdy w jawny spób nią pogardza, szydzi z niej wołając pieniędzy, to już dla normalnego człowieka o wiele za dużo. Nie wspominając już o libacjach alkoholowych, jakie urządzał w domu, kradzieży jej pieniędzy, rękoczynach, do których dochodziło , gdy była już mocno schorowana. Szkoda, że wątek dotyczący pobytu Gieni w sanatorium, który w serialu mocno rozbudowano tutaj pojawił się właściwie marginalnie. A był to jeden z moich ulubionych wątków, który pokazał, że Gienia dostała wreszcie szansę od losu aby zmienić coś w swoim życiu na lepsze, ale ponownie z tej szansy nie skorzystała, bo ważniejszy okazał się synalek - bandyta. Zarówno serial jak i książka przeczołgał mnie emocjonalnie. Autor doskonale przekazał emocje tej kobiety, całą gorycz jej istnienia, gdzie każdy dzień to harówka od rana do nocy, żadnych przyjemności, brak perspektyw na polepszenie losu, do czego niestety, trochę sama się przyczyniła, swoją pobłażliwością w stosunku do syna. Po oczach "biła" też jej dołująca samotność. I bardzo wymowna scena, gdy siedzi sama przy wigilijnym stole, wspominając nieżyjących członków rodziny i nachodzi ją taka refleksja: "Wszystko przemija, tylko pamięć pozostaje". Prosta kobieta, proste życie, prosty język, ale zarówno emocje, jak i toksyczna relacja matka-syn uchwycone po mistrzowsku. Książka genialna, ale jeżeli ktoś jest wrażliwy na ludzką krzywdę, to podczas czytania będzie mocno cierpiał, bo nie da się przejść wobec tego wszystkiego obojętnie. Polecam, bo to literatura na najwyższym poziomie.
Agafitness - awatar Agafitness
ocenił na 10 8 miesięcy temu

Cytaty z książki Boża podszewka 1

Więcej
Teresa Lubkiewicz-Urbanowicz Boża podszewka 1 Zobacz więcej
Teresa Lubkiewicz-Urbanowicz Boża podszewka 1 Zobacz więcej
Teresa Lubkiewicz-Urbanowicz Boża podszewka 1 Zobacz więcej
Więcej