Boruto #1

Okładka książki Boruto #1
Mikio IkemotoUkyo Kodachi Wydawnictwo: J.P. Fantastica Cykl: Boruto (tom 1) komiksy
208 str. 3 godz. 28 min.
Kategoria:
komiksy
Format:
papier
Cykl:
Boruto (tom 1)
Tytuł oryginału:
BORUTO-ボルト- -Naruto Next Generations- 1 (Boruto: Naruto Next Generations 1)
Data wydania:
2018-01-31
Data 1. wyd. pol.:
2018-01-31
Data 1. wydania:
2016-05-09
Liczba stron:
208
Czas czytania
3 godz. 28 min.
Język:
polski
ISBN:
9788374716475
Tłumacz:
Michał Żmijewski
Średnia ocen

                7,1 7,1 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Boruto #1 w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Boruto #1

Średnia ocen
7,1 / 10
80 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
822
519

Na półkach:

„Ten teges” i „wirująca sfera” są straszne, ale jak się zaciśnie zęby na dziwne tłumaczenia, to jest naprawdę fajnie. Widzę pewne różnice w mandze i anime, więc śledzenie jednego i drugiego jest ciekawym doświadczeniem. Historia ma potencjał i choć na początku obawiałam się, że przeniesienie ciężaru z Naruto na kolejne pokolenie nie jest najlepszym pomysłem, to muszę powiedzieć, że to ryzyko się opłaciło. Boruto wciąga!

„Ten teges” i „wirująca sfera” są straszne, ale jak się zaciśnie zęby na dziwne tłumaczenia, to jest naprawdę fajnie. Widzę pewne różnice w mandze i anime, więc śledzenie jednego i drugiego jest ciekawym doświadczeniem. Historia ma potencjał i choć na początku obawiałam się, że przeniesienie ciężaru z Naruto na kolejne pokolenie nie jest najlepszym pomysłem, to muszę...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

159 użytkowników ma tytuł Boruto #1 na półkach głównych
  • 126
  • 30
  • 3
80 użytkowników ma tytuł Boruto #1 na półkach dodatkowych
  • 39
  • 25
  • 7
  • 3
  • 2
  • 2
  • 2

Tagi i tematy do książki Boruto #1

Inne książki autora

Okładka książki Boruto: Two Blue Vortex. Tom 03 Mikio Ikemoto, Masashi Kishimoto
Ocena 7,6
Boruto: Two Blue Vortex. Tom 03 Mikio Ikemoto, Masashi Kishimoto
Okładka książki Boruto: Two Blue Vortex. Tom 02 Mikio Ikemoto, Masashi Kishimoto
Ocena 7,8
Boruto: Two Blue Vortex. Tom 02 Mikio Ikemoto, Masashi Kishimoto
Okładka książki Boruto: Two Blue Vortex. Tom 01 Mikio Ikemoto, Masashi Kishimoto
Ocena 7,7
Boruto: Two Blue Vortex. Tom 01 Mikio Ikemoto, Masashi Kishimoto
Okładka książki Boruto #16 Mikio Ikemoto, Masashi Kishimoto, Ukyo Kodachi
Ocena 7,1
Boruto #16 Mikio Ikemoto, Masashi Kishimoto, Ukyo Kodachi
Okładka książki Boruto #15 Mikio Ikemoto, Masashi Kishimoto, Ukyo Kodachi
Ocena 7,5
Boruto #15 Mikio Ikemoto, Masashi Kishimoto, Ukyo Kodachi
Okładka książki Boruto #14 Mikio Ikemoto, Masashi Kishimoto, Ukyo Kodachi
Ocena 7,6
Boruto #14 Mikio Ikemoto, Masashi Kishimoto, Ukyo Kodachi
Okładka książki Boruto #13 Mikio Ikemoto, Masashi Kishimoto, Ukyo Kodachi
Ocena 7,6
Boruto #13 Mikio Ikemoto, Masashi Kishimoto, Ukyo Kodachi
Masashi Kishimoto
Masashi Kishimoto
Twórca popularnej mangi Naruto i współtwórca anime powstałego na jej podstawie. Masashi Kishimoto zadebiutował jako mangaka pracą Karakuri, która została wydana w 1996 przez wydawnictwo Shueisha. Za tę mangę otrzymał nagrodę Hop Step Award, przyznawaną raz w miesiącu przez magazyn Weekly Shonen Jump i przeznaczoną dla debiutantów. Kolejna manga autorstwa Kishimoto - Naruto jest publikowana przez Weekly Shonen Jump od 1999.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Naruto: Siódmy Hokage i Księżyc Szkarłatnego Kwiatu. Masashi Kishimoto
Naruto: Siódmy Hokage i Księżyc Szkarłatnego Kwiatu.
Masashi Kishimoto
NARUTO I SPÓŁKA Kiedy nad Wisłą przestał pojawiać się „Dragon Ball” – i w wersji mangowej, i anime – długo szukałem aż w końcu znalazłem – „Naruto”. I przez lata cieszyłem się nią, pochłaniając kolejne tomy, aż do stycznia 2012, kiedy to kupiłem 52 część serii i… kolejne przestały pojawiać się w punktach prasowych mojej mieściny. Zamiast zamawiać kolejne tomiki, zdecydowałem się odpuścić sobie serię – i tak miałem na głowie sporo czytelniczych wydatków – i lata trwały, zanim obejrzałem najpierw filmy kinowe, a potem poznałem resztę porzuconej przeze mnie opowieści, za sprawą serii anime. Ale i tak wciąż ciągnęło mnie by jednak poznać wersję Kishimoto i w końcu, w styczniu 2022 roku, równo dziesięć lat po kupnie ostatniego tomiku, spiąłem się, uzupełniłem kolekcję o 21 brakujących części, zasiadłem do ponownego przeczytania całej, liczącej siedemdziesiąt trzy tomy serii i… Właśnie, jak „Naruto” wypadł po latach? I jak się bawiłem? Zanim odpowiem na te pytania, kilka słów o fabule, by sprawiedliwości stało się zadość. A zatem, Naruto Uzumaki to dzieciak, który marzy by zostać shinobi (ninja), a potem Hokage (przywódcą wioski), ale póki co niezbyt sobie radzi, ciągle się wygłupia, a co gorsza wszyscy go unikają. Wszystko przez sekret, jaki kryje. Przed laty wioskę zaatakował lisi demon, by ją ocalić, zapieczętowano go w Naruto właśnie, a chłopca zepchnięto na margines. Ale on się nie poddaje, pnie się powoli po szczeblach drabiny swoich marzeń i stara się pokazać, na co go stać. A okazji do tego będzie miał wiele. Tym bardziej, że w końcu czeka na niego wielka wojna, jaka ogarnie kraj… http://ksiazkarniablog.blogspot.com/2022/03/naruto-1-73-masashi-kishimoto.html
Wkp - awatar Wkp
ocenił na 7 4 lata temu
Naruto: Tajemna historia Shikamaru - Chmury w mrocznej ciszy Masashi Kishimoto
Naruto: Tajemna historia Shikamaru - Chmury w mrocznej ciszy
Masashi Kishimoto Takashi Yano
Uniwersum Naruto znam o dzieciaka. Wtedy to naJetix pojawiło się animeNaruto,stworzone na podstawie mangi o tym samym tytule. Tylko u nas pokazało się raptem kilka odcinków i na tym skończył się repertuar. Potem bawiłam się tylko w ninja ze znajomymi na podwórku. *** Na długie lata zapomniałam o Naruto, chłopcu z blond czupryną, o którym mówiły przepowiednie. Do czasu aż na koniec liceum zainteresowałam się literaturą i kulturą japońską, a mój niegdyś ulubiony bohater na nowo znalazł miejsce. Najpierw zaczęłam grać w gry na przeglądarce skojarzone z serią, a później znalazłam miejsce, gdzie mogłam nadrobić kolejne odcinki, których nie znałam. Właściwie nadal nie znam, bo jest ich tyle, że głowa mała. Oczywiście główne wątki gdzieś przenikły, więc część zdarzeń znam. *** Mangi nie odważyłam się zebrać, bo przy ilości książek, to podwójna ilość, chyba pobili Margit Sandemo iSagę o ludziach lodu.A raczej na pewno. I tak po różnych poszukiwaniach wpadłam właśnie na nowelki związane z Naruto, a właściwie innymi bohaterami, z którymi Naruto pozostaje w relacji. *** Tak się jakoś zdarzyło, że przeczytałam historię Shikamaru, jednego z ulubionych bohaterów. A tak się składa, że to 2 tom, ale nie pogubiłam się jakoś bardzo. Bardzo przyjemnie czyta się serię nowelek i spogląda z boku na doświadczenia innych postaci. Chociaż na chwilę to one stają się głównymi charakterami. I można dojść do jakiś pobocznych wątków. Historia dobrze jest przetłumaczona na język polski, aczkolwiek mam pewien zarzut z tym związany. Tłumacze chyba bardzo dosłownie zrozumieli swoje zadanie... Postać Naruto pojawia się w nowelce epizodycznie, ale jest. I jest to bohater, który ma swoje charakterystyczne powiedzenie Dattebayo, dla znających, a wydaje mi się, że raczej takie osoby sięgną po nowelki, moim zdaniem nie trzeba tego zmieniać, ponieważ wiadomo o co chodzi. A w historyjce jest przetłumaczone jako tenteges. Co jest ekhem, trochę nie bardzo. Jednak to nie tylko to. Grupa Akatsuki również została przetłumaczona dosłownie jako Brzask, ja rozumiem, że jest to dosłowne znaczenie... Ale w Polskich wersjach te słowa i cechy charakterystyczne, nazwy grup, czy nazwy Jutsu wcale nie są tłumaczone, tylko zostały w japońskiej wersji, tylko zapisane alfabetem łacińskim. Czy to na stronach mówiących o serii, czy grach. Dlatego tak bardzo dziwi mnie ten zabieg, a nawet trochę mi przeszkadzał.
Paulina - awatar Paulina
oceniła na 7 1 rok temu
Naruto tom 72 - Naruto Uzumaki Masashi Kishimoto
Naruto tom 72 - Naruto Uzumaki
Masashi Kishimoto
Można powiedzieć, że "Naruto" jest serią (zarówno mangi, jak i anime) mojego życia, ponieważ poprzez długość czasu w jakim była wydawana, towarzyszyła mi od dzieciństwa do wczesnej dorosłości. Spośród wszystkich japońskich komiksów, ten jest mi najbliższy właśnie dlatego, że jest ze mną najdłużej (obok "One piece" do którego jednakowoż tak silnego przywiązania nie czuję)- w pewnym sensie razem z nim dorastałem. "Naruto" w swojej narracji, kreacji bohaterów oraz światotwórstwie jest stosunkowo proste i nie wybija się ponad większość znanych nam tzw. tasiemców, jednak w warstwie symbolicznej i psychologicznej stał na naprawdę wysokim poziomie, co trudno zauważyć z dwóch powodów: po pierwsze trudno to dostrzec przez liczne infantylne elementy fabularne (niektóre bardziej, niektóre mniej udane), a po drugie przez fakt, że cała seria jest bardzo nierówna- co nie powinno dziwić, biorąc pod uwagę fakt, że cykl ten był wydawany przez 15 lat! Jak wspomniałem, ta manga miała swoje dobre, nawet wspaniałe momenty, ale nie brakowało również tych gorszych, a nawet bardzo złych, łącznie z (niestety) końcowymi tomikami. Oceniając jednak "Naruto" jako całość i biorąc pod uwagę fakt, jak bardzo kultowym i wywierającym wpływ na popkulturę, uważam to dzieło za wspaniałe. Mam nadzieję, że nadejdą w Polsce czasy, kiedy manga stanie się pełnoprawnym dziełem kultury, nie ograniczającym się jedynie (w przekonaniu mainstreamu) do dziwnych i infantylnych komiksików, wokół których skupia się jedynie jakaś subkultura i ewentualnie dzieci.
Franciszek Hornowski - awatar Franciszek Hornowski
ocenił na 6 2 lata temu
Fairy Tail tom 1 Hiro Mashima
Fairy Tail tom 1
Hiro Mashima
Nostalgia, wracają wspomnienia lepsze i gorsze, a teraz wkońcu zebrałam się, aby powrócić do serii w wersji papierowej. ,,Pierwsze" przypadkowe spotkanie Natsu i Lucy w portowym mieście żadne z nich jeszcze nie wie, że czeka ich wspólna przyszłość na dobre i na złe. Lucy tłumacząca, czym jest magia, gildie i Fairy tail Natsu i Happy'iemu (którzy do niej należą, tak między wierszami). Maga ma wiele humoru, jeszcze więcej absurdu i głupoty bohaterów. Pokazują to już od pierwszego tomu, kiedy Lucy wiedząc, iż fałszywy mag posługę się zakazanym rodzajem magii, a mimo to idzie za nim jak owca na rzeź. Nagle znasz pięć języków i we wszystkich na nią klniesz. Zwłaszcza, że wiemy, iż jest magiem kluczy (ten rodzaj magii polega na tym, że użytkownik musi mieć klucze inaczej jest bezbronny), przeciwnik też wie, że jesteś magiem kluczy. Where myślenie przyczynowo skutkowe? Ona w dalszej części uważa się za mądra. Mądra. Czuję potrzebę podkreślenia tego. Warto wspomnieć również, że już w pierwszym tomie rozwalono miasto. No kawałek nabrzeża ... Zamieszkanego. Także co oferuje manga cudowne, wyjątkowe, po prostu nic tylko mocno przytulić postacie, w tym cudownego niebieskiego kotka, dbającego, aby Lucy miała kompleksy. Piękne widoki, brutalnie niszczące przez owych bohaterów, coraz potężniejsi przeciwny i prawdziwa rodzinna atmosfera! (Zwłaszcza jak prowadzą kulturalne dyskusje ... Na podłodze ... Używając magii i ostrych przedmiotów.)
W_poszukiwaniu - awatar W_poszukiwaniu
ocenił na 8 3 lata temu
Wilczyca i Czarny Książę #4 Ayuko Hatta
Wilczyca i Czarny Książę #4
Ayuko Hatta
LUDZIE MÓWIĄ NA TO „ZAKOCHANIE” Ayuka Hatta nie próżnuje. W czwartym tomie następuje wreszcie rzecz, na którą czekali wszyscy czytelnicy tej serii. Czy powinna mieć miejsce tak szybko? Cóż, a jakie to ma znaczenie, kiedy całość czyta się znakomicie, lekko, przyjemnie i z dużymi emocjami? Właśnie, a jakby za mało było Wam wrażeń, autorka przygotowała kilka dodatkowych rzeczy, które sprawią, że nie tylko nie będziecie się nudzić, ale dacie zaangażować w lekturę swoje własne uczucia. Ona skłamała, że ma chłopaka, byle nie wypaść z towarzystwa. On zgodził się udawać jej faceta w zamian za to, by została jego pieskiem. Ranił ją, wykańczał psychicznie, traktował jak najgorszy sadysta. A mimo to zakochała się w nim. W końcu jednak miała dość, rzuciła go i zaczęła spotykać się z Kusakabe, przystojnym, czułym i dbającym o nią kolegą. Teraz zaczyna zastanawiać się nad tym, co czuje. W takiej sytuacji znalazła się właśnie Erika. Z Kusakabe jest jej dobrze, ale to nie to. I wtedy w jej życiu znów pojawia się Sata, który mówi wprost, że chce ją odzyskać. Jako swojego pieska? Na coś takiego dziewczyna nie zamierza się zgodzić. Chce by powiedział dlaczego pragnie jej z powrotem, chce by się określił. W końcu chłopak wyznaje – w typowym dla sienie stylu, ale jednak – że się w niej zakochał. Nie zamierza oczywiście być jaki inni faceci, nadal szorstko ją traktuje, ale przynajmniej dziewczyna zyskuje u jego boku pozycję by walczyć o swoje. Happy End? Raczej dopiero początek. Oto bowiem zaczyna się drugi rok liceum, związek Saty i Eriki rozwija się, bo oboje trafiają do tej samej klasy, jest tam także najlepsza przyjaciółka dziewczyny, Sanuś, jednak nie tylko. Do grupy dołączył bowiem przystojny podrywacz, który, mimo iż ma dziewczynę, nie przepuści żadnej. Los chce, że Erika musi siedzieć obok niego, a jakby tego było mało, oboje zostają zaangażowani do komitetu w sprawie szkolnego biegu na orientację… Całość recenzji na moim blogu: http://ksiazkarniablog.blogspot.com/2018/02/wilczyca-i-czarny-ksiaze-4-ayuko-hatta.html
Wkp - awatar Wkp
ocenił na 7 8 lat temu
Death Note: Another Note – Sprawa serii morderstw BB w Los Angeles Nishio Ishin
Death Note: Another Note – Sprawa serii morderstw BB w Los Angeles
Nishio Ishin
Książka jest bardzo ciekawa i wciągająca, czytało się ją dość szybko. Podoba mi się sposób poprowadzenia postaci Naomi, która była całkiem niezłą bohaterką w mandze i anime, ale niestety zbyt wiele czasu nie miała. Dlatego cieszę się, że jej postać została tutaj rozwinięta. Zachowanie Rue Ryuzakiego potrafiło mnie niejednokrotnie szczerze rozbawić. Podoba mi się też narracja Mello. Sama sprawa morderstw i przebieg śledzctwa był dość interesujący. Myślę też, że posiadanie oczu boga śmierci przez Beyond Birthdaya jest fajnym motywem. Zawiodła mnie jednak trochę sama jego motywacja. Moim zdaniem jest trochę za płytka. Chyba największym rozczarowaniem było dla mnie jednak, że Rue Ryuzaki okazał się być B a nie L'em. Rozumiem zamysł tego plot twistu, ale osobiście bym wolał, żeby ten dziwak pełzający jak karaluch, wychodzący spod łóżka i jedzący sam dżem ręką był L'em, bo, w przeciwieństwie do tego psychola, jego bardzo lubię i byłoby to dla mnie o wiele zabawniejsze. Nie styka mi też to, że Naomi nie domyśliła się, że spotkała L'a, skoro wyglądał tak samo jak B i przedstawił się jako Ryuzaki. Myślę, że jeśli była na tyle inteligentna, żeby rozwiązać tę zagadkę to tego też by się domyśliła. Największym minusem jest dla mnie właśnie zakończenie. No i to przeskakiwanie do Birthdaya i kolejnych wydarzeń z teraźniejszości lub przeszłości, nie jest moim zdaniem zawsze dobrze wprowadzone. Często jest trochę znikąd. Rozumiem, że to notatki Mello, ale nie pasuje mi to. Podsumowując jednak, bawiłem się bardzo dobrze.
wiktor - awatar wiktor
ocenił na 6 3 miesiące temu
Inspektor Akane Tsunemori #2 Akira Amano
Inspektor Akane Tsunemori #2
Akira Amano Gen Urobuchi Hikaru Miyoshi
Ludzkość XXI wieku to ludzkość, i tu pojawi się namaszczone subiektywnością spostrzeżenie, egzystująca w dość dobrych gospodarczo, ekonomicznie i technologicznie czasach. Skusiłbym się rzec nawet, że w niespodziewanie dobrych. Jest jednak jedno ,,ale". Świat niczym skąpany landrynkowym lukrem, gdzie każdy patrzy przez te swoje różowe okulary, cóż, taki nie jest. Dlatego albo nic nie ma za darmo, albo nie jest tak idealnie jakby się chciało. Konflikty wewnętrzne, korupcja, utarczki na szczytach władzy, wojny jak m.in. ta wciąż tocząca się rosyjsko-ukraińska, mówiąc delikatnie: to liczne i dość obmierzłe i nikomu niepotrzebne ,,niejasności”, realizowane dość często przez fanatyków na łamach problemów związanych z religią, z prawami swobód obywatelskich, z prawem do wyznania, koloru skóry, poglądów społecznych, politycznych etc. Dodajmy do tego terroryzm zyskujący coraz większe możliwości i coraz większe poparcie wśród ,,skrajności ideologicznych”, a nasz świat jak widać zdaje się iść w nie wiadomo jakim kierunku, jakby ku coraz większej entropii, dychotomii, ku pustce. Paradoksalnie jednocześnie pragnie on coraz większej konsumpcji i zyskania w tym grajdołku tego, co nazywamy naszą rzeczywistością, i na którą my jako ludzkość wszyscy zapracowujemy: swoistej równowagi. Chyba nikt nie jest w stanie oddać za nas głosu i określić, jaki jest nasz świat – ma to tak samo ogromne znaczenie z punktu widzenia jednostki, grupy i sporego zbioru, np. narodu, czy całej cywilizacji. To tak samo subiektywny jak i obiektywny głos, takowe znaczenie. Ciekawie w tym względzie wyraża się popkultura. Bo popkultura ma to do siebie, że oprócz tego, że po prostu kreuje masę ,,rozrywkowego contentu”, który dla jednych jest tylko i aż tą typową rozrywką, a dla drugich nieokreśloną, bezcenną, znaczącą coś indywidualnego, intymnego i bardzo cennego pasją, ot poświęceniem, bez którego wielu z nas nie wyobraża sobie życia, to co istotne: daje ona nam również najrozmaitsze interpretacje oraz odzwierciedlenia, ot głosy ludzi przez osobę autora lub jego wizje, przede wszystkim komentarz wobec rzeczywistości, wobec tego jaki jest, powinien być, jak jest zły, dobry, czy stanowi dla nas wyzwanie bądź jest nudny padół, na którym od tysięcy lat przyszło ludzkości żyć. Analizy i tego rodzaju interpretacje znajdują swe ujścia tak samo w filmach, serialach, popularnych książkach, jak i co ciekawe… komiksach. Tak, medium narracji obrazkowych ma w sobie coś, co w sposób dla tej formy w stosunku do filmu jest istotne, korzystne dla odbiorcy: opowieść obrazem ,,zatrzymanym w ruchu”, który pokrywa scenariusz. Opisać tego, jaki jest obecny XXI wiek, czy to jakie pod względem futurologicznym (technologia przyszłości, skala rozwoju gospodarczego, rozwój nauk, poziom wiedzy, ukształtowanie polityczne etc.) może być dla nas kolejne i kolejne stulecie, a nawet i tysiąclecie sama literacka proza w gatunku sci-fi, cyberpunk sci-fi, post-apo i temu podobne odgałęzienia fantastyki naukowej, może zrobić bez problemu, i sądzę nie jest to nader wyzywająco i nie wiadomo jak przemożnie trudne w stosunku do powieści graficznej zadanie. Twórcy komiksowi zatracający się w swych kreacjach rysunkowych i scenariuszowych, którzy poprzez określone, alternatywne wyprzedzające swoje czasy wizje tego, co mogło być i może się dla Cywilizacji za ,,te ileś lat czy dekad, lub dużo dużo więcej lat w przód” rozegrać (i oby w rzeczywistości nie spotkał nas jakiś atomowy holocaust), wtłaczane w tak rozmaity pisarski i graficzny sposób, fakt mają o wiele trudniejszą ,,powinność interpretacyjną i komentującą ludzki padół” od pisarzy czy w niektórych przypadkach nawet i filmowców, udowadniają, że artyści obdarzeni pasją do zachęcenia odbiorców do komentowania świata dookoła lub np. określonego jego elementu, jak konflikty polityczne, ideologiczne, problemy ekonomiczne, kwestie być może czekającego nas ,,załamania technologicznego” potrafią zdziałać cuda. Obraz w połączeniu z czystą formą scenariusza w odpowiednich rękach może stać się synergią, symbiontem, jednością, która natchnie w kwestii ,,spojrzenia ku przyszłości, ku dobru kolejnych pokoleń” czytelników takiego dzieła. Jednym z tych komiksów, a tak naprawdę jedną z tych japońskich narracji graficznych zwanych wśród ,,popkulturowiczów” mangą, który to poprzez dość specyficzną opartą na popularnym anime w gatunku tech-futurystycznego Sci-Fi pt. „Psycho-Pass” fabułę potrafi w swój pokrętny nader ,,innawy” sposób skomentować obecny świat i dać pewny wgląd w możliwość tego, czy ,,w takiej a nie innej wizji” swej egzystencji za dziesiątki lat mógłby wyglądać, jest manga pt. ,,Inspektor Akane Tsunemori” autorstwa Akiry Amano (ów mangaka odpowiedzialny był niniejszym za projekty postaci i inne elementy graficzne), Hikaru Miyoshiego (stwórca ten zajmuje się w tej serii dość sprawnie kwestią ogólnego rysunku) oraz Gena Urobuchi (osoba odpowiedzialna za scenariusz dla serii, który to oparto, co z początku nie wydaje się takie jasne na fabule słynnego anime, o którym powyżej była mowa). W moim przypadku ,,kopnął mnie ten zaszczyt”, że ostatnimi czasy zdołałem ogarnąć inne pozycje książkowo-komiksowe i znaleźć czas na tom 2 tej serii. I co ciekawe, do czego dziwnie jest się przyznać, to przypomnienie sobie o czytanej dość dawno powieści pt. ,,Brak tchu" G. Orwella oraz o obejrzanym na dniach filmie (tak, sam nie pamiętam, który to już seans z kolei!) z Tomem Cruisem w roli głównej pt. „Raport Mniejszości”, na którym to można odważnie wywnioskować wiele wskazuje iż wzorowało się oryginalne anime pt. „Psycho-Pass”, zmusiło mnie wewnętrznie do odparcia licznych pokus i sięgnięcia - po świetnie przyjętym przeze mnie pilocie tego cyklu japońskich komiksów - po omawianą i niniejszym recenzowaną kolejną z części tejże niezwykle profetycznej (choć ów profetyzm trzeba umieć i chcieć tu dostrzec) mangi o pewnej ,,pani Inspektor” osadzonej w Uniwersum rządzonym przez dyktującym wszystko wszystkim System Sibyl, odpowiednik orwellowskiego ,,Wielkiego Brata” – System, który… nie oszczędza nikogo, nawet jednostki specjalne, Agentów. Bo z prawem i absolutem nikt nie dyskutuje. Wszystko to, co kreował tom 1 mangi ,,PP", tom drugi mimo iż wciąż jest fikcją (tak samo jak pilot), to jest nieco lepszą od poprzednika fikcją, w ostateczności robi to o wiele lepiej. Sama realność tego Uniwersum… jest jeszcze bardziej realna i profetyczno-futurystyczna; pilot serii był sądzę wprowadzeniem do podstaw i lekkim ich rozwinięciem funkcjonowania ,,Nowego Świata” władanego przez jałowy Sibyl, natomiast ,,dwójeczka” to już wypłynięcie na szersze wody w tym kontekście poprzez w miarę sprawne poprowadzenie wątku, który jedynie ,,naznaczono” w tomie pierwszym. Sam skrót fabuły tomu 2, co zdradza nam np. wydawca czy treść na okładce, mówi, że na kartach wydania będzie chodzić o wątek ,,Talizmanu”. Jednak ,,Talizman” jest tu jedynie ,,MacGuffinem”, ot zachętą, przy której trzyma się fabularnie czytelnika. To nie jest anime, więc dynamika samej akcji, która w rysunku mangi zawsze jest nieco inna, pewnych elementów nie przykryje. Rozpoczęto pewną historię, którą takowy Talizman być może wyniesie na wiele, wiele tomów w przód, ale tomów, w których poznamy zakrapiane suspensem tajemnice, te liczne treści tak znane z anime ,,Psycho-Pass”. Na pewno pozostał z nami, obecny z tomu 1 ,,philip.k.dickowski" wyrazu przerażenia, ot lęku zbiorowości wobec możliwości utraty wolności przez Cywilizację – wolności, którą m.in. w tym Uniwersum może zabrać Sibyl. Takowe wpływy twórcze to wisienka na torcie, ba!, to wisienka na tej wisience na torcie. Gdyby nie P. K. Dick, Orwell i inni, gdyby nie ,,Raport Mniejszości” z Cruisem, ta seria, czy w ogóle samo anime nie miałoby prawa bytu. Widać to po omawianym wątku ,,Talizmana” w tomie 2. Przez tą postać, a raczej ,,awatara”, który w świecie wirtualnym pełni piekielnie ważną rolę przebija się cały sens intrygi, suspensu, charakterystycznego polotu i ,,gatunkowego smaku”, znanych z dzieł P. K. Dicka, a najbardziej wspomnianego filmu pt. ,,Raport Mniejszości”. Tak, ,,Talizman" nie jest tu najistotniejszy - rola tego wątku to nakreślenie określonej narracji, intrygi i tego czegoś, co jest charakterystyczne dla tego Uniwersum także samej serii mangi. Twórcy tych około 190 stron, w Polsce w tym tomie po raz kolejny wydanych przez słynne Waneko, wywiązali się ze swojego zadania dość dobrze, co najmniej! Zaoferowali nam zabawę motywem wirtualnej rzeczywistości, za bardzo głęboko w niego nie wchodząc, skupiając się przy nim wokół kryminalno-śledczo-sci-fi wątku czy też nurcie. ,,Kreska” w serii o Inspektor Tsunemori z Uniwersum Psycho-Pass jest szczególna. Raz delikatna, raz wątła, ot ,,blada”, np. z dużą ilością delikatnego konturu teł, bez różnorodności detalu, co być może ma wprowadzić czytelnika tej mangi w ,,jałowy” Świat ,,Wielkiego Brata” Systemu Sibyl. Postaci i często, choć niniejszym zbyt w stylu szarpanym, chaotycznym, sama akcja, której narracja zbyt skacze, a w poszczególnych scenach zdaje się brakować kadrów, jakby wycięto kawałek danej historii, która dopełniona mogłaby okazać się dla tej serii czymś nader wielkiej wagi, to lepiej rozwinięte elementy w tym tomie niżeli w pilocie. Choć czegoś tu zabrakło. Jest tu potencjał, który prawdopodobnie wątek ,,Talona" powoli uwalnia - przez takie wydarzenia w tym Uniwersum Masaoka, Ginoza, Inspektor Tsunemori, ci Agenci, te postaci zyskają więcej polotu, głębi, więcej charyzmy. Lecz zapewne przyjdzie to w kolejnych tomach.
karpatkadobra - awatar karpatkadobra
oceniła na 7 1 rok temu
Dragon Ball: Odrodzony jako Yamcha Akira Toriyama
Dragon Ball: Odrodzony jako Yamcha
Akira Toriyama dragongarow LEE
Główny bohater jest wielkim fanem Dragon Balla. Pewnego dnia dość pechowo spada ze schodów i… budzi się w świecie swojej ulubionej mangi. (Nie)stety odradza się jako Yamcha. Musi zrobić wszystko, żeby skończyć lepiej, niż zostało to przedstawione w oryginalnej historii. 🐉 Yamcha to synonim porażki. Definicja pecha. Przykład złośliwości losu. Postać-mem. Tutaj jednak dostaje szansę i właśnie dzięki temu powstało takie „co by było, gdyby…”. I wyszło fajnie. 🐉 Krótka historia, pełna żartów i świetnych, typowo dragonballowych rysunków - przedstawia historię, która jest ciekawą odskocznią od oryginalnej fabuły. Yamcha… a właściwie to nie dosłownie on, ma tę możliwość, że może kierować własnym losem, znając przyszłe wydarzenia. Kusząca perspektywa. Jednak tu nie o same walki chodzi. Najważniejsza jest Bulma i fakt, że trzeba przeszkodzić jej w spotkaniu z Vegetą. 🐉 Główny bohater podróżuje po lokacjach znanych z oryginalnej mangi. Wyprzedza wszystkie wydarzenia, by finalnie… i tak mu się nie udało. Taki przerywnik w historii Smoczych Kul to jedna z najfajniejszych rzeczy. Kilka zwrotów akcji, odnośniki do gier, przedziwne zrządzenia losu i karykaturalna fuzja dwóch słabych wojowników sprawiły, że naprawdę chciałbym więcej takich historii, bo: a) spojrzałem łagodniej na postać Yamchy i zrozumiałem, w jak beznadziejnym położeniu musiał się znaleźć, niezależnie ile pracy włożyłby w trening; b) zapomniałem o pierwszych pięciu odcinkach anime DBS; c) seria z innymi postaciami „Odrodzony jako…” mogłaby być mega ciekawym pomysłem; d) fuzja na końcu mangi to najlepsza rzecz w świecie Smoczych Kul! ig: multiverse_hunter
Multiverse_Hunter - awatar Multiverse_Hunter
ocenił na 8 4 miesiące temu

Cytaty z książki Boruto #1

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Boruto #1