Biurwa

Okładka książki Biurwa autora Sylwia Kubryńska, 9788379764808
Logo Lubimyczytac Patronat
Logo Lubimyczytac Patronat
Okładka książki Biurwa
Sylwia Kubryńska Wydawnictwo: Czwarta Strona literatura piękna
304 str. 5 godz. 4 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Data wydania:
2016-09-28
Data 1. wyd. pol.:
2016-09-28
Liczba stron:
304
Czas czytania
5 godz. 4 min.
Język:
polski
ISBN:
9788379764808
Średnia ocen

                5,5 5,5 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Biurwa w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oficjalne recenzje książki Biurwa i

Losy urzędniczki, czyli jak przetrwać w Mordorze?



1602 188 105

Oceny książki Biurwa

Średnia ocen
5,5 / 10
221 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
971
331

Na półkach: ,

https://pikkuvampyyrinkirjamaailma.blogspot.com/2019/12/220-sylwia-kubrynska-biurwa.html

Mam ciekawą przypadłość znajdowania niecodziennych książek zupełnie przypadkowo. Jako że od zawsze pracuję w biurze, a przez dwa lata egzystowałam w urzędzie, temat papierkowej pracy jest mi bliski. Pewnego dnia przeglądając Instagram, zobaczyłam zdjęcie pewnej zielonej książki i pomyślałam, że muszę ją mieć.

Sylwia Kubryńska za pomocą "Biurwy" uzmysłowiła mi, co w pracy jest ważne - "żeby nie było spiny i żeby było wiadome". So true. "Biurwa" to relacja kobiety, która zmaga się z urzędniczą posadą. Wiecie, mnóstwo segregatorów, jeszcze więcej pieczątek, ludzie od niczego, inspektorzy do spraw żadnych, powaga urzędu i absurd ważnych sytuacji. Wśród tego wszystkiego nasza bohaterka Ewa - matka dwójki dzieci i partnerka na pół gwiazdka, która o byciu żoną może tylko pomarzyć.

Autorka w krzywym zwierciadle przedstawiła pracę w urzędzie, co doskonale rozumiem, ale... Chciałabym w takim urzędzie pracować, naprawdę. Moje doświadczenie stukało głośno obcasami, kiedy czytałam tę książkę. Dlaczego? Otóż dlatego, że według lektury praca w biurze polega na jedzeniu serniczka, zmienianiu butów, kłamaniu, jedzeniu serniczka, tuszowaniu przewinień, jedzeniu serniczka, chodzeniu od pokoju do pokoju i ponownym jedzeniu serniczka.

Rozumiem takie przedstawienie sytuacji, ale nie spodziewałam się aż tak stereotypowego i nieprawdziwego obrazu urzędniczej posady. Urzędnicy są tak piętnowani ot tak, że rozpowszechnianie kolejnego absurdalnego obrazu nie wydaje się wskazane. Wielu ludzi sądzi, że urzędnik siedzi za pieniądze podatników i nie chce im pomóc, bo musi wypić kawkę. Zazwyczaj, jeśli ktoś nie chce nam pomóc, to po prostu nie może i ma ku temu ważny powód, jakim jest nasze absurdalne i często sprzeczne prawo. Wielokrotnie byłam w sytuacji, gdy chciałyśmy w jakiś sposób pomóc petentowi, ale nasz urząd nie miał do tego uprawnień, a prawo związywało nam ręce.

Mówienie, że "nikt nie jest od tego" jest także nie na miejscu, ponieważ w praktyce każdy jest od wszystkiego. Często jedna osoba w urzędzie pełni tak różne funkcje i ma tak skrajne obowiązki, że głowa mała. Do tego ktoś inny ma podobny zakres zadań, ale jednak inny, bo tak trzeba, bo takie są wytyczne, bo tak ustalono prawo. Dlatego często wydaje nam się, że nikt nie jest od owego tego, czymkolwiek ono jest. To plus czynnik ekonomiczny to główne powody szybkiego wypalenia pracy każdej biurwy.

Do książki wkradła się także mała nieścisłość. Nasza bohaterka podobno całymi dniami nie ma nic do roboty, a zaraz okazuje się, że pracę zabiera do domu i pracuje nawet podczas kąpieli. Po lekturze zdałam sobie sprawę, że bardzo, ale to bardzo zabrakło chociaż kilku słów o petentach, bo to własnie oni sprawiają, że praca w urzędzie ma smaczek. Jeszcze nie wiem, czy są oni powodem miłości czy nienawiści, ale na pewno są kluczowi w pracy urzędnika.

"Biurwa" ma jednak więcej plusów niż minusów. Najważniejszym z nich jest humor, połączony z dystansem i dramaturgią. Książka kipi od ironii, sarkazmu i cynizmu, co osobiście uwielbiam. Narracja poprowadzona jest w taki sposób, że buduje napięcie przed każdym, jakże ważnym wydarzeniem w urzędzie... A przecież nigdy nie wiadomo, jakie ważne wydarzenie będzie miało miejsce kolejnego dnia w tym jakże dynamicznym miejscu pracy.

Żartobliwe docinki podsycały detale, które autorka naprawdę świetnie wychwyciła. Kolejna para butów w urzędniczej szafie, obraza o nowy - używany mebel w pokoju, lokalizacja gabinetu, rewia mody urzędniczek i inne niuanse. Idealnie przedstawiła też serce pracy w urzędzie, czyli humor burmistrza. Wierzcie mi, to jest istotny czynnik, wpływający na życie (a etat już na pewno!) każdej biurwy. Nie jestem w stanie zliczyć, ile razy zapytano mnie, w jakim humorze przyszedł dziś kierujący urzędem. To była niewiadoma, wokół której kręciło się funkcjonowanie wszystkich pracowników. Szef (inspektor, dyrektor, burmistrz, starosta czy ktokolwiek inny) ma także moc zlecania czegoś. Czego? To już trzeba samemu do tego dojść. Trzeba coś zrobić - wymyśl coś, zrób coś. Co? Nikt nie wie. Ale ważne, żeby to coś zrobić.

Zaskoczyła mnie poruszona kwestia zarobków. Wszystkim wydaje się, że urzędnicza pensja to wygrana w Lotto, ale w rzeczywistości najczęściej jest to najniższa krajowa lub niedużo wyższa kwota. Jeśli jest to już jakaś konkretna liczba, to zakres obowiązków w stosunku do niej jest niewspółmierny i na tym samym stanowisku w jakiekolwiek firmie zarobicie więcej. Autorka przedstawiła kwestię wypłaty i ewentualności przedłużenia umowy o pracę.

"Biurwa" to książka nie tylko o pracy w urzędzie. Jestem pewna, że sporo osób, podejmujących jakąkolwiek pracę biurową, odnajdzie tutaj cząstkę swojego życia. Praca w urzędzie i praca w biurze to dwa osobne tematy, ale ostatecznie każdy chce, "żeby nie było spiny i żeby było wiadome". Motto każdego pracownika biurowego, niezależnie od branży.

Ponadto, z bohaterką mogą utożsamiać się pracujące rodzicielki, a w szczególności matki samotnie wychowujące dzieci. Introwertyczne spojrzenie Ewy pozwala zrozumieć myśli zapracowanej matki Polki - chęć spędzenia z dziećmi czasu, potrzeba większego zarobku, aby utrzymać całą rodzinę, a także tlące się marzenie o ciekawej pracy, która nadałaby życiu więcej sensu i celu.

"Biurwę" serdecznie polecam. Sprawdzi się idealnie jako słodko - gorzka lektura na jeden, góra dwa wieczory.

https://pikkuvampyyrinkirjamaailma.blogspot.com/2019/12/220-sylwia-kubrynska-biurwa.html

Mam ciekawą przypadłość znajdowania niecodziennych książek zupełnie przypadkowo. Jako że od zawsze pracuję w biurze, a przez dwa lata egzystowałam w urzędzie, temat papierkowej pracy jest mi bliski. Pewnego dnia przeglądając Instagram, zobaczyłam zdjęcie pewnej zielonej książki i...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

578 użytkowników ma tytuł Biurwa na półkach głównych
  • 304
  • 266
  • 8
107 użytkowników ma tytuł Biurwa na półkach dodatkowych
  • 67
  • 19
  • 5
  • 4
  • 4
  • 4
  • 4

Inne książki autora

Sylwia Kubryńska
Sylwia Kubryńska
Niepokorna felietonistka „Wysokich Obcasów”. Autorka powieści Last Minute i Najlepszego Bloga na Świecie*. Nie dostała żadnej specjalnej nagrody, nie zajęła żadnego miejsca w żadnym prestiżowym konkursie, ale tylko dlatego, że nie wzięła w nim udziału. Nie wiadomo, ile ma lat, gdzie mieszka i jak kończy się historia, którą opowiada.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Małe eksperymenty ze szczęściem Hendrik Groen
Małe eksperymenty ze szczęściem
Hendrik Groen
Koleżanka powiedziała mi kiedyś, że starość chyba nie jest taka tragiczna, skoro możemy się do niej stopniowo przyzwyczajać. No bo jak wzrok siada to zakładamy okulary i od czasu do czasu zmieniamy na silniejsze. Na niedosłuch są aparaty, na zmęczenie – częstsze drzemki. Teoretycznie ma rację – jednak nikt nie wie, czy w pewnym wieku wszystkie nasze organy nie zastrajkują solidarnie w pretensjach o wieloletnie złe traktowanie i nie uczynią z naszej starości pola bitwy i wieloletniej udręki. Pan Hendrik Grohen nie ma zbyt wielu powodów do śmiechu. Samotny jak palec, ze wspomnieniem ciężko chorej żony i przedwcześnie zmarłej córeczki, z niewielkimi dochodami, żyje sobie spokojnie w domu złotej jesieni prowadzonym przez despotyczną panią dyrektor. Chociaż dokucza mu niemal każda część ciała, łącznie z nieszczelnym układem moczowym, to jak na osiemdziesięciolatka prezentuje się jak okaz zdrowia, zwłaszcza na tle innych pensjonariuszy ośrodka! Samodzielnie się porusza, dba o siebie, w głowie nie szaleje mu demencja, ma sporo energii, którą chce mu się wykorzystać w dobry sposób. Czas mierzony kolejnymi wpisami w pamiętniku bohatera płynie szybko i zarazem bardzo leniwie. Mieszkańcy domu nie są rozpieszczani szczególnymi rozrywkami, dzieląc czas między lekturę gazet, ploteczki i nerwowe szepty na temat choroby lub śmierci kogoś ze znajomych. Czy Hendrik ma za cel zmienić bieg rzeczy? Nie ucieknie przed czasem, ale może postarać się aby pozostałe mu chwile bycia na tym świecie były troszkę bardziej ciekawe i nieco mniej ponure. Zatem organizuje sobie grono przyjaciół, flirtuje z jedną z mieszkanek domu opieki, wymyśla małe wypady na miasto, projektuje wycieczki i w ogóle stara się by każdy dzień był ważny i nie upływał na jałowym gapieniu się w okno. Tylko tyle i aż tyle. Książka z jednej strony mnie zasmuciła i wpędziła z zły nastrój, a z drugiej dała jakąś nadzieję i zrozumienie, że człowiek jest odpowiedzialny za swoje życie do samego końca. Jeśli nie zaatakuje wyłączająca umysł groźna choroba, to głównie od nas samych zależy, czy na starość będziemy utrapieniem i postrachem otoczenia, czy też będziemy żyć z podniesioną głową, starać się do samego końca nie tracić resztek godności i z ufnością patrzeć w przyszłość, choćby ta przyszłość miała oznaczać zaledwie kilka dni. A to trudne, oj diablo trudne!
Katarzyna Anna - awatar Katarzyna Anna
oceniła na 6 1 miesiąc temu
Dopóki życie trwa. Nowy sekretny dziennik Hendrika Groena, lat 85 Hendrik Groen
Dopóki życie trwa. Nowy sekretny dziennik Hendrika Groena, lat 85
Hendrik Groen
Mam ogromny problem z tą książką. Pierwszy pamiętnik nieco młodszego Hendrika był powiewem świeżości, choć głównie przez to że wreszcie oddano głos osobie w podeszłym wieku. A może dlatego że przeczytał mi ją osobiście Leszek Filipowicz, którego uwielbiam. Czytałam rozmyślania Henia lat 83 i lat 85 kilka razy. Próbowałam usilnie dojść do prawdy, czy zamierzeniem autora nie było pokazanie pewnego pozoru, gra z czytelnikiem by wyjrzał za ugładzoną, spłyconą, nieco plastikowo pozytywną rzeczywistość jaką Heniek przedstawia w dzienniku i zobaczył prawdziwy strach i degrengoladę. Ale nie, wiem że nie. Cykl o Heńku nie ma drugiego dna, a wiem to, bo przeczytałam też inne książki autora (wielokrotnie mniej udane i po prostu płytkie, mające na celu jedynie rozbawienie). Dzienniki Hendrika nie są pozbawione prawdy, ale jednak usilnie nie pokazują jej całej, co jest jednak usprawiedliwione przez sam zamiar Henryka, który traktuje dziennik jako próbę podbudowania samego siebie. A teraz już tylko o 85-letnim Henryku i jego przemyśleniach. Rok 2015 nie szczędzi problemów. W 2013 nasz bohater był po prostu zakochany, teraz jest zamarznięty, z trudem wydostaje się z żałoby by zaraz wpaść w kolejną. Jego najbliżsi są równie starzy jak on sam, a w dodatku w gorszym zdrowiu. Na odtrutkę dostajemy te same tematy, okołopolityczne, społeczne, mamy po raz kolejny Tour de France, ale w porządku, starszy pan ma swoje przyzwyczajenia. Mamy też wciąż te same żarty "zwierzęta są jedzeniem", "gruba baba się utytłała ciastkiem" itp I nawet niepoprawność żartów jest zrozumiała w tym sensie że Heniek i spółka wychowali się w innych czasach, ale są w kółko te same i naprawdę mało pomysłowe. Mało pomysłów jest też na poprawianie humoru, z jakichś przyczyn wszyscy przyjaciele Heńka, a więc "fajowi" staruszkowie bardzo dużo piją. Nie mam pojęcia jak to możliwe żeby pić alkohol bez żadnych groźnych konsekwencji codziennie przyjmując garść pigułek. Co do pigułek, Henryk zaczyna brać antydepresanty i martwi się że się od nich uzależni. Od nich, ale nie od wina :D Henryk jest bardzo lojalny wobec swoich przyjaciół i ich niesmaczne żarty lub nieprzyjemne komentarze akceptuje, podczas gdy całkiem podobne w tonie wyskoki innych pensjonariuszy go drażnią. Na przykład podawanie niedokręconej solniczki raz jest komentowane jako złośliwość, a raz jako świetny numer. Cóż Hendrik to człowiek z krwi i kości, z wadami i zaletami, razem z ekipą stara się przeżyć jak najwięcej miłych chwil, po swojemu, ale często przymuszajac się do uśmiechu, walczy o godność życia i umierania, bycia traktowanym jak racjonalny dorosły człowiek, a nie jak wielkie dziecko w wielkiej pielusze. I bardzo mu w tej walce kibicuję.
Ficar - awatar Ficar
ocenił na 6 1 rok temu
Naczelne z Park Avenue Wednesday Martin
Naczelne z Park Avenue
Wednesday Martin
Zabawna bardzo, ukazująca społeczność najbogatszych mieszkanek elitarnej dzielnicy Nowego Jorku z punktu widzenia socjologa, antropologa i prymatologa, analizującego przedmiot badań tak, jak się to robi w przypadku plemion pierwotnych, szympansów czy innych naczelnych. Autorka, na własnym przykładzie, pokazuje kolejne elementy, tworzące swoistą kulturę Upper East Side: przejście przez weryfikację zarządu mieszkańców, którzy wcale nie muszą zgodzić się na nowego mieszkańca (a po wyrażeniu zgody i tak nie zauważą go w windzie). Skomplikowany proces zapisywania dziecka do renomowanej szkoły. Społeczny przymus wtopienia się w otoczenie poprzez odpowiedni ubiór, wygląd, schemat zachowań czy światopogląd. Zamknięty krąg spotkań, dyktat akcji dobroczynnych, obiadków, wydarzeń towarzyskich, poprzez które wchodzi się w strategiczne sojusze, wzmacniające (lub nie) hierarchię społeczną. I presja, ogromna presja, strach i stres przed utratą tego wszystkiego, przed starością, odrzuceniem przez męża – posiadacza i dysponenta wszystkich dóbr. Ale najlepsze w tym wszystkim jest zestawienie funkcjonowania elit i zachowań plemion pierwotnych czy ssaków na poziomie małp, co tworzy przekomiczne obrazki i porównania. W efekcie tych badań, jasnym staje się, że zachowania społeczne zamkniętych grup właściwie niczym się nie różnią, niezależnie od tego, czy członkowie grupy walczą o banana czy lepszy model własnego odrzutowca. Ale odkrywanie tego i śledzenie wszelkich przejawów nieustającej „walki o ogień” jest naprawdę ciekawe, śmieszne i warte polecenia.
Wona - awatar Wona
oceniła na 7 6 lat temu
Przepisy na miłość i zbrodnię Sally Andrew
Przepisy na miłość i zbrodnię
Sally Andrew
Powieść Sally Andrew „Przepisy na miłość i zbrodnie” trafiła do mnie przypadkowo. Zaczęłam ją czytać bez przekonania, ale po około trzydziestu-czterdziestu stronach akcja mnie wciągnęła, by potem trzymać w napięciu do końca, mimo iż nie pędzi ona z zawrotną prędkością. Główna bohaterka, Tannie Maria, mieszka w południowoafrykańskim miasteczku. Jest kobietą po przejściach i wdową, której śmierć męża wcale nie zmartwiła, gdyż mężczyzna znęcał się nad nią fizycznie i psychicznie. Tannie prowadzi w lokalnej gazecie kulinarną rubrykę i bardzo przykłada się do swojej pracy. Uwielbia gotować i wierzy w to, że jedzenie nie tylko zaspokaja głód, ale również koi duszę, a nawet może pomóc kogoś w sobie rozkochać. Pewnego dnia wraz z koleżankami z pracy kobieta zostaje uwikłana w kryminalną intrygę. Postanawia odkryć, kim jest zabójca pięknej kobiety, nie mając świadomości, że w ten sposób wplącze się w niebezpieczną przygodę, a także pozna pewnego przystojnego policjanta… Perypetie Tannie śledzi się z zainteresowaniem, tym bardziej, że nie tylko opowiada ona o swojej codzienności i udziale w śledztwie, ale dzieli się z czytelnikami różnymi przemyśleniami. Nieraz to tematy lekkie, żartobliwe… Innym razem bardzo poważne. Należy do nich przemoc wobec kobiet, która w miasteczku nie należy do rzadkości. Intrygujący jest klimat powieści – momentami, przede wszystkim w drugiej części, przypominała mi ona książki Fannie Flagg, zwłaszcza wówczas, gdy poczucie humoru łączy się z powagą oraz podczas opisów szalonych perypetii bohaterów. Są tu też, zwłaszcza na początku, słabsze fragmenty, jednak całość czyta się przyjemnie i z emocjami. Atmosferę na pewno podgrzewają też ciekawe kreacje postaci oraz nieprzewidywalność akcji.
allison - awatar allison
ocenił na 7 8 miesięcy temu
Kobieta dość doskonała Sylwia Kubryńska
Kobieta dość doskonała
Sylwia Kubryńska
"Kobieta dość doskonała" jest ostatnią książką jaką przeczytałam w marcu. I tego co skrywa w środku było mi trzeba. Ale nie tylko ja. Po reakcjach na story z fragmentami książki śmiało mogę stwierdzić, że większość nas babeczek odnalazła by siebie w tej książce. _ "Nie wstydź się. Nie zasłaniaj rękami ust. Nie rezygnuj z własnych potrzeb. Nie ustępuj. Nie staraj się dopasować. Nie wytrzymuj. Nie oddawaj najlepszej porcji tiramisu żadnemu facetowi, który ma focha, w nadziei, że zobaczysz na jego twarzy uśmiech wdzięczności. Nie zobaczysz. Jego foch jest jego sprawą. Twoją sprawą jest twoje życie." _ Pamiętam swój gniew na społeczeństwo i sprzeciw. Dlaczego chłopiec może krzyknąć "moje jaja", ale dziewczynka już nie. Facet patrzy w lustro i co? I nic! Ja spojrzę w lustro i już widzę zmarszczki, drugi podbródek jezu kolejny siwy włos... Dlaczego to ja mam być tą, która siedzi w garach, z dziećmi, która musi wyglądać jak miss poloni i mieć nieskazitelnie czyste mieszkanie? Czemu temat kobiecości i miesiączkowania jest nadal tematem tabu? I najgorsze. Dlaczego my kobiety same sobie to robimy? I dlaczego wychowujemy tymi bzdurnymi stereotypami nasze córki? Kobiety jesteście wspaniałe! Kobiety jesteście wystarczające! _ #kobietadoscdoskonala autorstwa #sylwiakubryńska jest głosem wielu kobiet. Napisana tak jak jest. Tak, aby dać upust naszym frustracją. Tak, by kończąc każda kobieta mogła powiedzieć "pieprzyć to! Jestem wystarczająca". Robi to używając historii, które zna każda z nas. Opowiada z humorem i ironią jak same siebie ograniczamy i pozwalamy na to innym. Nie raz popłakałam się ze śmiechu podczas lektury i nie raz miałam ochotę cisnąć nią w mojego narzeczonego. Zdecydowanie polecam każdej kobiecie. ❤️
odcieniestron - awatar odcieniestron
ocenił na 8 4 lata temu
Jeszcze czego! Nie ma miłości bez równości Paulina Młynarska
Jeszcze czego! Nie ma miłości bez równości
Paulina Młynarska
Po przeczytaniu tej książki naszła mnie taka refleksja, że świat byłby przyjaźniejszym dla kobiet miejscem, gdybym było w nim więcej Paulin Młynarskich. Pauliny Młynarskie przydałyby się na wszystkich stanowiskach, od pań w sklepie, po kierowniczki, polityczne przywódczynie i światowe liderki. Byłoby nam, kobietom, żyć w takim świecie odrobinę łatwiej. Choć lektura Jej felietonów może nie raz być powodem do salwy śmiechu, niestety, często jest to śmiech przez łzy. Autorka w lekki, ale dosadny sposób zwraca uwagę na nierówności społeczne tak mocno zakorzenione w naszym społeczeństwie, że z wielu z nich nie zdajemy sobie sprawy. A do tego, jest niesamowicie bystrą obserwatorką rzeczywistości, która potrafi opisywać ludzkie zachowania przepiękną polszczyzną. Choć wiele osób zarzuca dziennikarce nader pikantne opisywanie swojego osobistego życia, mam wrażenie, że robi to na własnych warunkach i w sposób, który czemuś służy (np. pokazania błędów z przeszłości). Nie rozumiem trochę też zarzutów, że jest to książka, która uderza w mężczyzn, wszak na samym początku autorka przeprasza wszystkich tych, którzy są zaangażowanymi i aktywnymi partnerami, a nie kanapowcami bywającymi w domu wyłącznie na występach gościnnych oraz w celach relaksacyjnych. Niestety, niektórych prawda w oczy kole, ale to wcale nie znaczy, że nie należy o tym głośno mówić.
Dominika Pawelec - awatar Dominika Pawelec
ocenił na 8 6 lat temu
Dziki łabędź i inne baśnie Michael Cunningham
Dziki łabędź i inne baśnie
Michael Cunningham
Zachwycona nie jestem, nastawiłam się Bóg wie co, bo autor ceniony, napisał "Godziny", na podstawie której powstał świetny film z Nicole Kidman w roli głównej. Nie jest to zła książka, czyta się bardzo szybko, ale to właśnie dlatego czuję pewien niedosyt. Treści są nierówne. Niektóre z baśni w wersji dla dorosłych nie mają większego sensu, w ogóle nawet nie mają tej baśniowej aury, ta magia brzydko miesza się z współczesnością, autor operuje niemalże wyłącznie stereotypami (bo jak młodzież, to wiadomo, kolczyki i tatuaże, jak książę, to wiadomo, kwadratowa szczęka i piękny, że hej), nie mogę mu jednak odmówić posiadania pewnego klucza do odczuć prawdopodobnie każdego czytelnika, może nawet takich przez niego nieodkrytych, Cunningham widzi drugie dno i widzi je dokładnie. Dosyć słabą i niczego ciekawego niewnoszącą współczesną wersją baśni jest moim zdaniem tytułowy "Dziki łabędź", "Baba Jaga" taka średniawa, niegłupia, ale i nie porwała mnie, "Piękny Jaś" mnie bardzo rozczarował, w zasadzie jakbym czytała baśń dla dzieci. "Jej włosy" są zdecydowanie zbyt filozoficznie, nie rozumiem wcale, przerost formy nad treścią. Bulwersująco dobra jest za to "Otruta", w ogóle wiele jest tu ukrytych treści erotycznych, sprytnie przez autora nie tyle dodanych, co odkrytych w oryginalnych baśniach. Boski jest "Karzeł", pięknie nam pisarz pokazuje, że może baśnie, które znamy - znamy dobitnie z jednej perspektywy, a gdyby się tak zastanowić nad motywami postępowania poszczególnych postaci, może okazałoby się, że morał jest zupełnie inny niż nam się wydaje? Romantyczne "Ołowiany, dzielny" jest moim zdaniem pięknym tworem, nowelą opisującą rzeczywistość wielu małżeństw, wierzę jednak w to, że nie każda miłość musi przeżywać kryzysy - może edytuję recenzję w przyszłości, jak przejdę swój. Ładne przeskoki języka mamy - raz jest średniowiecze, raz współczesność, mnie się podoba. "Besie" wzbudziły we mnie chorą ekscytację, aż mi głupio. "Długo/szczęśliwie" zachwyca, to piękna opowieść o normalności, o tym, że każdy jest jakiś i każdy może być szczęśliwy. Bomba na dzisiejsze czasy. Skoro tak wiele baśni mi się podobało, skąd moje narzekanie? Bo skoro tak wiele jest świetnych, to czy warto psuć je tymi średnimi i słabymi? To zawsze pozostawia niedosyt, prowokuje myśli - jak ocenić? Mimo wszystko ocenię wysoko, bo czytało się bardzo przyjemnie, styl jest zatrważająco dobry, a przymiotnika tego użyłam, bo czytelnik nie widzi tego jak czyta, uświadamia sobie po skończeniu, jak pięknie przepłynął przez te wszystkie opowieści. Nie było w tym języku plastyczności, nie było oryginalności, a jednak po przeczytaniu ma się wrażenie "wow, ale to było świetne!". Chętnie przeczytam inne książki autora, chętnie w tej samej tematyce.
Mylengrave - awatar Mylengrave
ocenił na 7 6 lat temu

Cytaty z książki Biurwa

Więcej
Sylwia Kubryńska Biurwa Zobacz więcej
Sylwia Kubryńska Biurwa Zobacz więcej
Więcej