Batman: Długie Halloween

Okładka książki Batman: Długie Halloween
Jeph LoebTim Sale Wydawnictwo: Egmont Polska Cykl: Długie Halloween/Mroczne zwycięstwo (tom 1) Seria: DC Deluxe komiksy
468 str. 7 godz. 48 min.
Kategoria:
komiksy
Format:
papier
Cykl:
Długie Halloween/Mroczne zwycięstwo (tom 1)
Seria:
DC Deluxe
Tytuł oryginału:
Batman: Long Halloween
Data wydania:
2024-05-29
Data 1. wyd. pol.:
1999-01-01
Data 1. wydania:
1999-10-29
Liczba stron:
468
Czas czytania
7 godz. 48 min.
Język:
polski
ISBN:
9788328162280
Tłumacz:
Tomasz Sidorkiewicz
Średnia ocen

                8,2 8,2 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Batman: Długie Halloween w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Batman: Długie Halloween

Średnia ocen
8,2 / 10
739 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
56
19

Na półkach: ,

Kolejna klasyka z Batmanem. Czarne postacie i ich geneza to małe mistrzostwa świata. Dla fana i dla kogoś kto lubi nietoperza pozycja obowiązkowa. Tym bardziej trzeba korzystać ze na naszym polskim rynku pojawiło się dużo fajnych wydań i można zapoznać się niezłymi historiami.

Kolejna klasyka z Batmanem. Czarne postacie i ich geneza to małe mistrzostwa świata. Dla fana i dla kogoś kto lubi nietoperza pozycja obowiązkowa. Tym bardziej trzeba korzystać ze na naszym polskim rynku pojawiło się dużo fajnych wydań i można zapoznać się niezłymi historiami.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

1189 użytkowników ma tytuł Batman: Długie Halloween na półkach głównych
  • 918
  • 271
646 użytkowników ma tytuł Batman: Długie Halloween na półkach dodatkowych
  • 318
  • 165
  • 50
  • 47
  • 19
  • 17
  • 16
  • 14

Inne książki autora

Okładka książki Batman The Long Halloween: The Last Halloween Jeph Loeb, Eduardo Risso
Ocena 0,0
Batman The Long Halloween: The Last Halloween Jeph Loeb, Eduardo Risso
Okładka książki Batman. Hush Jim Lee, Jeph Loeb, Scott Williams
Ocena 8,0
Batman. Hush Jim Lee, Jeph Loeb, Scott Williams
Okładka książki Pogromcy Nieznanego muszą zginąć! Jeph Loeb, Tim Sale
Ocena 5,7
Pogromcy Nieznanego muszą zginąć! Jeph Loeb, Tim Sale
Okładka książki Hulk. Czerwony Hulk Jeph Loeb, Ed McGuinness, Dexter Vines
Ocena 6,2
Hulk. Czerwony Hulk Jeph Loeb, Ed McGuinness, Dexter Vines
Okładka książki Batman: Tajemnica Czerwonego Kaptura Eric Battle, Shane Davis, Jim Lee, Paul Lee, Jeph Loeb, Dough Mahnke, Dustin Nguyen, Judd Winick
Ocena 7,5
Batman: Tajemnica Czerwonego Kaptura Eric Battle, Shane Davis, Jim Lee, Paul Lee, Jeph Loeb, Dough Mahnke, Dustin Nguyen, Judd Winick
Okładka książki Superman/Batman: Book One Jeph Loeb, Ed McGuinness
Ocena 0,0
Superman/Batman: Book One Jeph Loeb, Ed McGuinness
Okładka książki Catwoman. Rzymskie wakacje Jeph Loeb, Tim Sale
Ocena 7,3
Catwoman. Rzymskie wakacje Jeph Loeb, Tim Sale

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Batman. Zabójczy żart. Człowiek, który się śmieje Alan Moore
Batman. Zabójczy żart. Człowiek, który się śmieje
Alan Moore Dough Mahnke Brian Bolland Ed Brubaker
[Recenzja dotyczy wydania z roku 2012, która należy do serii "Mistrzowie Komiksu"] Oto dzieło, które znajduje się w mojej ścisłej czołówce jeżeli chodzi o ranking najlepszych komiksów o Batmanie. Alan Moore uznawany jest (według mnie jak najbardziej słusznie) za jednego z najwybitniejszych scenarzystów opowieści obrazkowych i swój kunszt pisarski potwierdza w "Zabójczym Żarcie". Do tej opowieści wracam raz na kilka lat i nawet parokrotne przeczytanie nie ujmuje niczego z jej jakości. Moore napisał kompleksowe dzieło, które teraz doceniam nawet bardziej niż w momencie kiedy zapoznałem się z nim po raz pierwszy dekadę temu. Fabuła koncentruje się na jednym z nieskończonych starć toczonych pomiędzy Mrocznym Rycerzem, a jego nemezis, czyli Jokerem. Kolejny raz Klauni Książę Zbrodni ucieka z Azylu Arkham, aby urzeczywistnić wyjątkowo osobliwe przeświadczenie, które zrodziło się w jego chaotycznym i nieprzeniknionym umyśle szaleńca. Otóż według Arcywroga Batmana wystarczy tylko jeden wyjątkowo zły dzień, aby przeżyta trauma doprowadziła do obłędu każdą osobę, nawet tę najbardziej zrównoważoną i odporną psychicznie. W celu udowodnienia swojej tezy, że szaleństwo może dotknąć wszystkich, Joker tym razem przedsięweźmie wszelkie możliwe środki, żeby zniszczyć psychikę Komisarza Jamesa Gordona: najlepszego i najszlachetniejszego policjanta w Gotham City. W tym celu posłuży się jego córką Barbarą, która stanie się ofiarą wyjątkowo brutalnego ataku. Napaść na rodzinę Gordonów to tylko środek do celu jakim jest zastawienie kolejnej pułapki na Batmana, w którego poczytalność Joker nie wierzy i liczy na to, że w końcu próby obnażenia przed Zamaskowanym Krzyżowcem jego faktycznego stanu psychicznego zakończą się sukcesem. "Zabójczy Żart" to dzieło przełomowe, ponieważ było jednym z pierwszych tytułów powstałych w drugiej połowie lat 80 XX wieku, które zredefiniowały gatunek komiksów superbohaterskich wprowadzając do nich niespotykaną do tej pory fabularną jakość i głębię dzięki dojrzałemu przedstawianiu poruszanych wątków. Na uwagę w omawianym tytule zasługuje przede wszystkim postać Jokera, ponieważ to o nim tak naprawdę jest ta opowieść. Scenarzysta przedstawia genezę tego najsłynniejszego adwersarza Człowieka Nietoperza, ale oprócz świetnie poprowadzonej retrospekcji jego geniusz objawił się też w sugestii, że historia narodzin tego złoczyńcy ukazana w tym komiksie jest tylko jednym z wielu możliwych wariantów. Jeżeli chodzi o charakter i osobowość Błazeńskiego Księcia Zbrodni w niniejszej pozycji to jest to ta jego wersja, która najbardziej mi się spodobała i którą najbardziej cenię. Nemezis Batmana w interpretacji Alana Moore'a to człowiek złamany przez egzystencję w irracjonalnym świecie, pełnym okrucieństwa i braku głębszego sensu. Absurdalna rzeczywistość i rządzący nią ślepy los, które Jokerowi tak brutalnie objawiły się w chwili, kiedy doświadczył "najgorszego dnia w swoim życiu" sprawiły, że zamiast walczyć i buntować się przeciwko wszechobecnej niesprawiedliwości i stojącemu za nią złu wybrał najbardziej racjonalne rozwiązanie, jakie przyszło mu do głowy: mianowicie oszalał. W tym komiksie arcywróg Mrocznego Rycerza nie jest uosobieniem chaotycznego zła, psychopatycznym błaznem, seryjnym mordercą czy gangsterem o wyjątkowo zabójczym poczuciu humoru, tylko zrozpaczonym nihilistą, dla którego życie to chory żart. Jedynym remedium na potworność i bezsens egzystencji jest ucieczka w śmiech i obłęd, ponieważ walka jest z góry skazana na porażkę i podjęcie się jej również świadczy o pewnego rodzaju zaburzeniach psychicznych. Z tego też powodu Joker nieustępliwie próbuje udowodnić Batmanowi, że tak naprawdę obaj są szaleni, tylko każdy na swój swoisty sposób. Ten doskonale napisany konflikt światopoglądowy pomiędzy Mrocznym Rycerzem, a Błazeńskim Księciem Zbrodni doprowadzi do niezapomnianej konfrontacji w zrujnowanym wesołym miasteczku, po której nic już nie będzie takie jak dawniej. Na 46 stronach mamy do czynienia z ambitną, niejednoznaczną, klimatyczną a do tego niesamowicie wciągającą opowieścią pełną symbolicznych odniesień. Alan Moore wzorowo panuje nad materią fabularną, a każda scena jest perfekcyjnie powiązana ze swoją poprzedniczką i następczynią, dzięki czemu tworzą organiczną jedność. Na osobne uznanie zasługuje zakończenie komiksu, z jednej strony niesamowicie satysfakcjonujące, a z drugiej przez swoją niejednoznaczność umożliwia wielość interpretacji. Także warstwa graficzna, za którą odpowiada Brian Bolland swoją jakością dorównuje scenariuszowi. To jeden z najlepiej narysowanych komiksów, jaki przeczytałem, ilustracje są wręcz wybitne i zrobiły na mnie olbrzymie wrażenie. Doskonałe projekty postaci (fenomenalny wygląd Jokera), rozmach kompozycyjny i dynamiczne przedstawienie scen akcji, a także wzorowe ukazanie emocji na twarzach bohaterów i bohaterek składają się na perfekcyjną kreskę. Posiadam wersję "Zabójczego Żartu", w której rysownik własnoręcznie pomalował swoje plansze i osobiście dużo bardziej niż oryginalne kolory wykorzystane przez Johna Higginsa podoba mi się paleta barw wybrana przez Briana Bollanda, ponieważ dużo bardziej pasuje ona do klimatu całej opowieści i korzystnie wpływa na tę specyficzną atmosferę, jaką niniejsza pozycja może się poszczycić. Ten komiks pomimo genialnego scenariusza nie byłby aż tak udany, gdyby był narysowany przez inną osobę. Recenzowany tytuł to obowiązkowa pozycja dla fanów i fanek Batmana i/lub Jokera, a także wszystkich osób ceniących ambitne historie obrazkowe z pięknymi ilustracjami. Jest to komiks, który poleciłbym wszystkim nieprzekonanym do opowieści superbohaterskich. Jeszcze raz podkreślę, że Alanowi Moore'owi udało się napisać, a Brianowi Bollandowi narysować jedną z najlepszych powieści graficznych o Mrocznym Rycerzu, jakie powstały. Z pewnością jest to najlepsza historia, w której Joker jest ważną postacią i pełni w fabule istotną rolę. Jeżeli ktoś miałby w życiu przeczytać tylko jeden komiks o Batmanie, to powinien być to właśnie "Zabójczy Żart".
Mahtias TheMightyLibrarian - awatar Mahtias TheMightyLibrarian
ocenił na 10 1 miesiąc temu
Batman: Zagłada Gotham Mike Mignola
Batman: Zagłada Gotham
Mike Mignola Richard Pace Troy Nixey
Niby Batman… a jednak Mignola nadaje mu swój bardzo charakterystyczny styl. Od pierwszych kadrów widać to, że Batman: Zagłada Gotham będzie historią mroczną, nieco nadnaturalną, prawie jak Hellboy. Mignola uwielbia wszelkie motywy demoniczne i ponadnaturalne. Tu też ich nie mogło zabraknąć. Właściwie fabuła nie różni się też od innych historii tego autora, chociaż jest on tylko jednym z twórców scenariusza. Drugim jest Richard Pace, ale to właśnie Mignola jest wiodący. To po prostu widać. No więc w skrócie fabuła sprowadza się do tego, że jest sobie Cthulopodobny stwór, który chce przejść przez bramę wymiarów i zniszczyć ludzkość. I tylko jedna osoba może temu zapobiec… 🦇 Grzechy Gotham I jak Nietoperza przystało to wszystko dzieje się z Gotham, które jest przeklęte przez grzechy swoich założycieli. A winy ojców przechodzą na synów, więc to właśnie Bruce Wayne ma za zadanie im zadośćuczynić, zamknąć bramę i wygnać stwora. W tym celu jednak musi bardzo wiele poświęcić… Akcja dzieje się w 1928 roku, co fajnie jest podkreślane na rysunkach, np. w technologii, której Batman używa, czy w kostiumach. Wgl cały komiks ma fantastyczny klimat. Mroczny, ale także specyficzny dla lat ‘30. 🦇 Świetna rozrywka Czy mimo podobieństw i znanych motywów podobał mi się Batman: Zagłada Gotham? Zdecydowanie tak. Bo stosunkowo prosta fabuła to jedno, zresztą prosta nie znaczy słaba. Ale to, to co mnie do niego ciągnie, to specyficzny mroczny klimat rysunków i rozwiązań fabularnych Mignoli i spółki. No i ta kreska, która choć stworzona przez Troya Nixeya, to jednak nie chce mi się wierzyć, że Mignola nie dorzucił swoich pięciu groszy. Albo Nixey się motzno Mignolą inspirował. W każdym razie wyszło świetnie. W tym komiksie znajdziemy też ulubione przez Mignolę postacie jak Ra’s Al-Ghul, Iog-Soth, czy rybopodobne demoniczne sługi. Dodatkowo są tu jeszcze dwie króciutkie historyjki – jedna o Batmanie narysowana w czerni, bieli i czerwieni. Druga jest o Demonie Etriganie, o jego początkach. W bardzo charakterystycznej kresce specyficznej dla lat ‘70. Kolorowo i dużo się dzieje. Te dodatkowe materiały są super, zawsze lubię gdy wydawca czymś mnie na koniec zaskoczy. Mignola nie zaskakuje, ale trzyma wysoki poziom. To kawał naprawdę przyjemnej historii.
PrzeCzytana - awatar PrzeCzytana
oceniła na 8 1 rok temu
Kryzys tożsamości Brad Meltzer
Kryzys tożsamości
Brad Meltzer Rags Morales Alex Sinclair Michael Bair
Wpadłem ostatnio mocno. W wir nowości, w permanentne śledzenie zapowiedzi, gorączkowe planowanie zakupów. Jakże łatwo się w tym zagubić, czytać średnie i średnie plus nowości, zapomnieć o tym, że są jeszcze Ważne Komiksy do przeczytania. Czasem jednak się udaje po nie sięgnąć, w dużym stopniu za sprawą warszawskiej Biblioteki Komiksowo. Toteż złapałem ostatnio “Kryzys tożsamości”, często wymieniany jako jeden z bardziej wartościowych komiksów ze stajni DC. Jego wyjątkowość ma polegać na tym co zwykle, czyli na Świeżym Podejściu do Superbohaterów, na uczłowieczeniu ich, pokazaniu bardziej obyczajowych dramatów i wyzwań. Jednak na początku wita nas ohydna kreska. Dobra, jestem uprzedzony trochę. Jest szczegółowa, dynamiczna, zrozumiała, to po prostu ta kiczowata, pstrokata kreska superhero lat dziewięćdziesiątych, której szczerze nie znoszę. Na tym tle nie ma pozytywnych zaskoczeń. Na poziomie scenariusza, cholera, są. Wszystko zaczyna się od tajemniczej śmierci żony jednego z mniej znanych superbohaterów, po której rozpoczyna się śledztwo (również wewnętrzne), budzi się nieufność, ale i strach o bliskich, których przecież nikt nie ma prawa mieć na celowniku, temu w końcu ma służyć ukrywanie tożsamości. To dość tragiczna historia, która zaiste z innej perspektywy patrzy na instytucję superbohaterów. Mimo ogromnej gwardii postaci, komiks ma w sobie ogrom intymności, opiera się w dużym stopniu na (zaskakująco wiarygodnych) dialogach. Widzimy tu bohaterów rozdartych, bohaterów złych, pogrążonych w żałobie, przerażonych. Widzimy żywe, przyziemne relacje. Pojawiają się tu też zaskakująco ponure, szokujące, ciężkie tematy i rozwiązania fabularne. Ktoś może powiedzieć, że próbują na siłę szokować, ale mną na pewnym poziomie ten komiks autentycznie wstrząsnął. A na pewnym wzruszył. Jest to też w końcu na pewnym poziomie naprawdę przyzwoity i sprawnie poprowadzony kryminał. To historia intensywna emocjonalnie, pełna żalu, przestrzeni na przemyślenia, opowiedziana z wyczuciem i delikatnością. Zapraszam na Instagram: @traczytanko
Krzysztof Traczyk - awatar Krzysztof Traczyk
ocenił na 8 1 rok temu
Batman: Śmierć w rodzinie Walter Simonson
Batman: Śmierć w rodzinie
Walter Simonson Mike Decarlo Alfredo Alcala Jim Aparo Adrienne Roy Jim Starlin Doug Moench Don Newton
Komiks narysowany w specyficznym stylu, nie mówię, że złym, jednym się spodoba innym nie, mi nie do końca. Kolorystyka jest zbyt jaskrawa i krzykliwa, co druga postać ma takie same granatowe włosy, a twarze Bruce'a i Supermana, nie wiedzieć czemu, są identyczne. Poza tym wizerunek Jokera nie podoba mi się w ogóle: nie wygląda złowieszczo i szaleńczo, jak powinien, ale po prostu śmiesznie, jak ryba wyrzucona z wody z tą swoją ciągle otwartą gębą. Komiks pod względem wizualnym po prostu nie pasuje mi do postaci Batmana. Sama historia jednak przedstawia się trochę lepiej, głównie za sprawą tytułowej śmierci i konsekwencji, które z niej wynikną. Może i tylko z tego powodu, bo gdyby Robin nie umarł, byłby to tylko przeciętny komiks. Cała akcja rozgrywa się praktycznie poza Gotham - Bliski Wschód, Etiopia - i tam Batman ugania się za terrorystami i szuka matki Robina. A Batman bez swojego Gotham City dużo traci. Nie czuć tu tego klimatu, zmiana scenerii nie wychodzi na dobre. Na szczęście jednak Robin umiera i ratuje komiks, nadając mu powagi i dramatyzmu i sprawiając, że Batman byłby w stanie przekroczyć swoją nieprzekraczalną granicę. 'Śmierć w Rodzinie' to dość przeciętny komiks, mający jednak mocnego asa w rękawie, więc jego znaczenie jest duże, aczkolwiek wolałbym, żeby to wydarzenie przyobleczono w inną historię.
Johnny_Malini - awatar Johnny_Malini
ocenił na 6 9 lat temu
JLA: Wieża Babel Mark Waid
JLA: Wieża Babel
Mark Waid Devin Grayson Howard Porter Arnie Jorgensen Pablo Raimondi Mark Pajarillo Steve Scott
Superbohaterskie drużynówki od dłuższego czasu nie stanowią głównej atrakcji wydawniczej wielkich komiksowych molochów. Oczywiście nadal znajdują się w ich ofercie, ale nie przyciągają już takiej uwagi, jak około dwadzieścia lat temu. To na przełomie mileniów, w 2000 roku, ukazał się komiks przez wielu okrzyknięty jednym z najlepszych team-upów w historii DC Comics. Mowa o „Wieży Babel”, która na polskim rynku ukazała się już wcześniej, w ramach Wielkiej Kolekcji Komiksów DC. Teraz powraca, wzbogacona o kilka zeszytów poszerzających obraz wydarzeń. Sprawdźmy, jak prezentuje się w takiej wersji. Amerykańska Liga Sprawiedliwości musi mierzyć się z zagrożeniem, jakiego do tej pory nie spotkała. Ktoś wykorzystuje największe słabości herosów i powoli eliminuje ich z gry. Skąd złoczyńcy znają pięty achillesowe obrońców ludzkości? Dlaczego przypuścili atak akurat teraz? Znalezienie odpowiedzi na te pytania da superbohaterom cień szansy na uratowanie świata. Zanim dojdziemy do dania głównego tego albumu (opowieść tytułowa znajduje się na końcu i stanowi mniej więcej połowę objętości całości), autorzy zaproponowali czytelnikom kilka krótszych, zamkniętych historii, które miały stanowić coś w rodzaju wprowadzenia. Jak wypadły? Cóż, w mojej opinii prezentują się zaledwie przyzwoicie. To po prostu trykociarskie opowiastki, zasadzające się na dość prostych założeniach. Chodzi w nich o to, żeby przybliżyć głównych bohaterów. To akurat wychodzi twórcom całkiem nieźle, jednak prostota ich konstrukcji ewidentnie nie powala. Czy zatem mają tylko zwiększać objętość albumu? Mimo wszystko nie byłbym taki surowy, bo ostatecznie scenarzysta rzuca kilka ciekawych pomysłów, takich jak polowanie na kosmicznego sobowtóra Bruce’a Wayne’a, czy zmianę struktury rzeczywistości za pomocą potężnego artefaktu i wynikające z tego konsekwencje. Pod kątem czystej zabawy te krótkie historie sprawdzają się dobrze i to wystarczający powód, by uzasadnić ich obecność na kartach nowego wydania „Wieży Babel”. Sedno albumu stanowi tytułowa, czterozeszytowa historia, która w wielu miejscach opisywana jest jako jedno z najciekawszych doświadczeń jeśli idzie o trykociarskie drużynówki. Byłbym bardzo ostrożny z werdyktami tego typu, ale trzeba przyznać, że „Wieża Babel” coś w sobie ma. Uwagę zwraca przede wszystkim bardzo interesujące założenie wyjściowe. Waid świetnie pokazuje charakter Batmana i to, że jest on przygotowany absolutnie na wszystko, dopuszcza do siebie każdą możliwość, także taką, że sojusznicy mogą pewnego dnia stać się wrogami. Obecnie nie jest to novum, ale takie potraktowanie drużyny było w 2000 roku czymś naprawdę świeżym i, co istotne, pozwoliło scenarzyście nieco głębiej wejść w relacje panujące między członkami JLA. Psychologia postaci jest mocniej rozwinięta w porównaniu do standardowej naparzanki (vide oblicze „Ligi Sprawiedliwości” z czasów „Odrodzenia”), a to sprawia, że opowieść ma jakąś stawkę. Bo może i konsekwencje tych wydarzeń nie są zbyt znaczące jeśli idzie o ich wpływ na losy świata przedstawionego, ale zasiały ziarno wątpliwości w umysłach bohaterów, którzy muszą skonfrontować się z myślą, że istnieją osoby potrzebujące podparcia zaufania innymi środkami i pewną dozą kontroli, a takie podejście wcale nie musi dezawuować ich szlachetności. Jednocześnie wydarzenia przedstawione w albumie mogą stanowić ostrzeżenie dla Batmana i uzmysłowić mu, jakie mogą być koszty jego paranoi. To ciekawe spojrzenie na sposób działania tej postaci. Ilustracje pracujących przy tym albumie artystów stoją generalnie na przyzwoitym poziomie. Każdy z nas wie, jak prezentują się drużynówki – kadry są efektowne i przedstawiają walkę pomiędzy postaciami. Istotne jest rozrysowanie wszystkiego tak, by uniknąć wrażenia przesytu i chaosu. I wydaje mi się, że rysownicy „Wieży Babel” wywiązali się z tego zadania dobrze. Komiks ogląda się bez oczopląsu i choć żaden kadr raczej nie przykuje niczyjej uwagi na dłużej, to całościowo warstwa wizualna wypada po prostu ok. Czy „Wieża Babel” to faktycznie tak dobry komiks, jak twierdzi wielu fanów? Wydaje mi się, że nie, ale na tle współczesnych superbohaterskich team-upów i tak prezentuje się zaskakująco dobrze. To opowieść oparta na interesujących założeniach, a jej twórcy, choć korzystają ze sprawdzonych w tego typu opowieściach patentów, robią to bardzo sprawnie, dzięki czemu opowieść potrafi utrzymać uwagę czytelnika na przestrzeni praktycznie całego albumu. Nie jest to jednak żadne objawienie, ale (tylko lub aż – zależnie od nastawienia) całkiem dobra rozrywka. Recenzja do przeczytania także na moim blogu - https://zlapany.blogspot.com/2023/11/jla-amerykanska-liga-sprawiedliwosci.html oraz na łąmach serwisu Szortal - https://www.facebook.com/Szortal/posts/pfbid0Vc3nc2ZPKWkjW66ymm5gd2jTzyYFozespDXiabSxDy23pUKnXgj2JPJzzVDTowNUl
Marek Adamkiewicz - awatar Marek Adamkiewicz
ocenił na 6 2 lata temu
Batman Noir. Trybunał Sów Greg Capullo
Batman Noir. Trybunał Sów
Greg Capullo Scott Snyder James Tynion IV Rafael Albuqerque
“Trybunał Sów” to moje czwarte podejście do komiksowego uniwersum Batmana po “Roku Pierwszym”, “Zabójczym Żarcie” i “Człowieku, Który Się Śmiał” - przez wielu moich znajomych, którzy od dawna siedzieli w tym uniwersum, “Trybunał Sów” miał być czymś co wyrzuci mnie z kapci i sprawi, że będę chciał czytać już tylko to co wymyślił Scott Snyder. Tymczasem okazało się wręcz odwrotnie, a mój szacunek do poprzednich komiksów o Batmanie jeszcze bardziej wzrósł. Brzmi to trochę jak początek skrajnie negatywnej recenzji, jednak ta wcale tak nie będzie wyglądała - chcę po prostu na początku zaznaczyć, że mimo styczności z dość dobrym komiksem, nie dał mi on aż tylu pozytywnych bodźców co inne komiksy o Batmanie wydane w serii wydawniczej DC COMPACT. “Trybunał Sów” pióra Scotta Snydera, opatrzony ilustracjami Grega Capullo to najgrubszy z dotychczasowych tomów DC COMPACT traktujących o Batmanie i może być nie lada niespodzianką dla fanów Mrocznego Rycerza, bowiem zawiera w sobie wszystkie 11 zeszytów, a także dwa dodatkowe mini-opowiadania, stanowiące łącznie spójną opowieść o największej tajemnicy miasta Gotham, czyli o tytułowym Trybunale Sów. I muszę przyznać, że sama koncepcja owego komiksu z miejsca mnie kupiła, uwielbiam bowiem historie spiskowe oraz motyw organizacji rządzących światem, stąd też “Trybunał Sów” wydawał mi się komiksem idealnie skrojonym pode mnie. Okazało się jednak, że mimo świetnego pomysłu, sposób przedstawienia tej historii był daleki od ideału i sprawił, że końcowo zamiast czuć się tą opowieścią zafascynowany to byłem znużony. Wdzięczny za możliwość zapoznania się z tą historią, ale jednak znużony. Problem według mnie leży w tym, że niniejsza powieść graficzna, mimo swoich dużych rozmiarów, paradoksalnie nie mieści w sobie dużo uporządkowanej treści - narracja jest dość chaotyczna, wydarzenia wydają się być wplątywane w nić fabularną w zależności od potrzeby, i mimo świetnych konceptów, miejscami po prostu rozkojarzają, a nie nastrajają. Świetnym według mnie pomysłem było ukazanie psychologicznego aspektu tej opowieści i przedstawienie psychiki Batmana w bardzo, ale to bardzo mroczny sposób - to zdecydowanie największy atut “Trybunału Sów” i osobiście uważam, że gdyby autorzy skupili się jedynie na tym to byłby to jeden z najciekawszych komiksów o Batmanie w historii. Autorzy jednak nie koncentrują się jedynie na tym wątku i próbują wsadzić do swojego dzieła wszystko co się da, w konsekwencji czego powstaje nam dzieło pompatyczne, ale pełne ukrytych pułapek. Podobnie mają się ilustracje autorstwa Grega Capullo - z jednej strony zachwycające i dopieszczone (zwłaszcza we wspomnianych sekwencjach psychozy) by za chwilę zmienić się w przeciętne i nieinteresujące panele. Najbardziej widać to po profilach bohaterów - Bruce Wayne dosłownie wygląda jakby cierpiał na prognatyzm żuchwy, podczas gdy jak zakłada maskę Batmana to wada zgryzu magicznie się cofa. Takich głupotek jest więcej, jednak nie sposób zabrać Capullo tego, że gdy trzeba zachwycić czytelników nastrojowymi panelami to ten zdecydowanie potrafi to zrobić. Podsumowując, nie jest to komiks zły, wręcz powiedziałbym, że jest komiksem bardzo dobrym, jednak przez wzgląd na zbytni chaos i brak uporządkowanej konsekwencji nie jest on tak dobry, jak mógłby być w alternatywnej rzeczywistości. Otrzymujemy powieść graficzną z rewelacyjną koncepcją, jednak z brakiem odpowiedniego pomysłu na siebie przez co mimo fascynujących intryg, psychozy czy scen walki to nie pozwala czytelnikowi skupić się w dostateczny sposób na żadnej z tych kwestii i w konsekwencji powoduje znużenie. Niemniej jednak polecam ten komiks dla bardziej doświadczonych czytelników i fanów uniwersum, którzy wiedzą czego mogą się po “Trybunale Sów” spodziewać i znajdą przyjemność w odkrywaniu wielu ukrytych nawiązań i easter-eggów. Jeśli spodobało Ci się co tu napisałem to zapraszam na mojego Instagrama (kulturiada) po więcej recenzji i ciekawostek ze świata kultury, będę niezwykle wdzięczny za każdy rodzaj wsparcia :) https://www.instagram.com/kulturiada/
KULTURIADA - awatar KULTURIADA
oceniła na 6 3 miesiące temu
Batman: Batman i syn Dennis O'Neil
Batman: Batman i syn
Dennis O'Neil Andy Kubert Grant Morrison Dick Giordano Dave Stewart Guy Major Jesse Delperdang Bob Brown Tom Ziuko
Piąty tom Wielkiej Kolekcji Komisków DC Comics zawiera historię Granta Morrisona, Andy’ego Kuberta i Dave’a Stewarta, którzy wspólnie stworzyli jedną z lepszych i emocjonujących opowieści o Batmanie i jego relacji z synem Damianem Wayne’em. Batman i syn pierwotnie został wydany w zeszytach Batman #655-658 i Batman #664-665 ukazujących się od września 2006 do czerwca 2007 roku. Skupia się na Brusie Waynie, Tali Ra’s al Ghul i Damianie, tworząc dziwną karykaturę rodzinny z terroryzmem w tle. Ale kto, sięgając po twórczość Granta Morrisona, spodziewa się zwyczajnej historii? Od razu wiadomo, że będzie to opowieść prześwietlająca bohaterów na wylot; a tu w połączeniu z talentem Andy’ego Kuberta, aż prosi się o przeczytanie. Oczywiście twórczość Morrisona, to nie tylko Batman. To również świetny Doom Patrol, Miracleman (Marvel) i Klaus (Valiant). Fanom DC trudno przejść obojętnie obok Azylu Arkham, psychodelicznej historii z pacjentami szpitalu psychiatrycznego w tle, czy nieco lżejszego Gotyku. Dodając do tej listy Batmana i syna, z powodzeniem można powiedzieć, że Bruce Wayne tylko zyskuje dzięki piórowi Morrisona. W omawianej pozycji scenarzysta odwołuje się do natury syna Gotham. Batman pozostaje wyobcowany i odizolowany od społeczeństwa, i nie mowa tu tylko o samej jego postawie, ale także tym, co dzieje się w tle – naśladowcy, Joker i skorumpowani policjanci. Wydawałoby się, że to codzienna mieszanka dla Batmana, jednak pod ręką Morrisona jest ona przytłaczająca, a wręcz szaleńczo gęsta. Batman musi sobie radzić zarówno z szarganą opinią superbohatera, jak i dbaniem o wizerunek Bruce’a Wayne’a. Ciężko oddać w słowach, jak Morrison świetnie prowadzi dialogi oraz wewnętrzne monologi Batmana, a także pokazuje jego lęki. Nawet Mściciel Gotham ma swoje “upiory”. Nie jest to co prawda klimat Azylu Arkham, ale niewiele mu brakuje. Mroczny Rycerz sprawia wrażenie bardziej przebiegłego i wyrachowanego. Czuć jak udaje, kiedy jest Bruce’em Wayne’em i jak pragnie zniszczyć wrogów, kiedy staje się Batmanem – jeden nie istnieje bez drugiego. Tym bardziej wstrząsająca jest dla niego postawa Tali, jak i odkrycie, że posiada pierworodnego. Młody dziedzic wychowany przez Ligę Asasynów znacząco odbiega od tego, czego mógłby oczekiwać po nim Batman. Konflikt na linii ojciec-syn aż nadto kipi wzajemnymi urazami, potrzebą uznania i co ciekawe bezwzględną postawą młodego Wayne’a. Morrison nie daje odetchnąć czytelnikowi, bo historia ze zwykłych problemów Batmana, zamienia się w przerażającą, a wręcz szaloną zabawę młodego Wayne’a. Po więcej wrażeń zapraszam na WYpowiemsie.pl: http://wypowiemsie.pl/recenzja-wkkdcc-005-batman-batman-i-syn/
WypowiemSię - awatar WypowiemSię
ocenił na 8 6 lat temu
Batman: Nawiedzony Rycerz Jeph Loeb
Batman: Nawiedzony Rycerz
Jeph Loeb Tim Sale
Album zawiera trzy luźne, niepowiązane ze sobą historyjki, które stanowią prequel legendarnego "Długiego Halloween". "Nawiedzony Rycerz" powstawał we wczesnych latach 90-tych i to widać, szczególnie patrząc na kreskę. Scenariuszowo i graficznie duet Loeb i Sale dojrzewali z biegiem czasu, dlatego niniejszy album nie wytrzymuje porównania ze wspomnianym "Długim Halloween", czy też z "Mrocznym Zwycięstwem". Mimo, że nie ma tu takiej brawury fabularnej, jak w przytoczonych wyżej klasykach, to komiks czyta się bardzo szybko i przyjemnie, a to za sprawą ukazania Batmana w bardziej ludzkim, aniżeli superbohaterskim, ujęciu. W części poświęconej zmaganiom ze Strachem na Wróble Mroczny Rycerz jest skrajnie wyczerpany fizycznie, dlatego popełnia błędy. Historia związana z Szalonym Kapelusznikiem ukazuje z kolei Batmana poturbowanego psychicznie, wspominającego matkę. Zaś ostatni segment komiksu serwuje Bruce'owi odwiedziny kilku duchów. Każda wizyta niesie jedno przesłanie – zbyt wielka obsesja na punkcie bycia Batmanem może zabić lub doprowadzić do szaleństwa panicza Wayne'a. Jak w praktycznie wszystkich pracach duetu Loeb i Sale, niniejszy album w sposób doskonały ukazuje relacje między bohaterami (patrz Gordon, który nie rozumie swojej dorastającej córki). Historie dzieją się we wczesnych latach działalności Batmana, zatem cały czas kształtują się jego relacje z Gordonem. Autorzy mają coś w sobie, że potrafią to pokazać bardzo przekonująco. Niższa nota komiksu pewnie wynika z faktu, o którym już wcześniej pisałem w innej recenzji – "Mroczne Zwycięstwo" i "Długie Halloween" znajdują się na tak wysokim poziomie, że siłą rzeczy inne prace Jepha Loeba i Tima Sale'a muszą zostać ocenione odrobinę niżej, będąc i tak dziełami bardzo dobrymi.
Dominik Sobczyk - awatar Dominik Sobczyk
ocenił na 7 4 miesiące temu
Catwoman: Na tropie Catwoman Rick Burchett
Catwoman: Na tropie Catwoman
Rick Burchett Darwyn Cooke Cameron Stewart Ed Brubaker Lee Loughridge Matt Hollingsworth Mike Allred Brad Rader Giulia Brusco
Catwoman jest jedną z najpopularniejszych postaci bezpośrednio powiązanych z Batmanem. Jednakże doczekała się swojej regularnej serii komiksowej dopiero w 1993 r. Seria ta jest obecnie reliktem swojej epoki, kiedy to kobiety przedstawiano wyidealizowany sposób, a fabuła to głównie niezbyt pomysłowa sensacja. Trochę świeżości do komiksów z tą postacią postanowił wprowadzić Ed Brubaker, późniejszy autor znakomitej serii „Gotham Central”, w 2002 r. komiksem „Wielki Skok Seliny”. Tytuł okazał się na tyle dużym sukcesem, że ten sam scenarzysta zajął się później nową regularną serią z tą bohaterką. To właśnie komiksy o Catwoman ze scenariuszem Eda Brubakera zawiera omawiane wydanie zbiorcze. Tom rozpoczyna wspominany wcześniej „Wielki Skok Seliny”. Tytułowa bohaterka dowiaduje się o pociągowym transporcie pieniędzy należących do gangsterów. Selina zbiera więc zespół i postanawia ukraść gotówkę. Jest to typowa opowieść o skoku. Większą część komiksu zajmują przygotowania do samej akcji, by w finale ją ostatecznie przeprowadzić. Jednakże nie oznacza to, że nie ma tu żadnej intrygi. Na pociąg z pieniędzmi czyhają też inni, a w całą sprawę miesza się prywatny detektyw poszukujący Seliny. Dzięki temu akcja nie jest monotonna, a bohaterowie muszą zmagać z coraz to nowymi problemami. Przy tym też nie ma tu właściwie żadnych elementów typowych dla komiksów bohaterskich, a bohaterka nie zakłada nawet swojego kostiumu, przez co można się czuć jakby oglądało się dobry film sensacyjny. Podobały mi się tutaj drugoplanowe postacie. Najbardziej w pamięć zapada doświadczony złodziej Stark, z którym Selinę zdaje się łączyć szczere uczucie, do którego jednak żadne nie chce się przyznać. Dużą rolę też odgrywa tu detektyw Sam Bradley, który działa według swojego specyficznego kodeksu moralnego i niczym Batman ma relację z bohaterką na zasadzie wróg-sojusznik. Trochę gorzej wypada pewien młody przestępca, który pomaga bohaterom – miałem nadzieję, że bardziej go rozbudują. Za to bardzo poruszającym motywem jest trzecioplanowa postać Chantel, która jest trochę cichym bohaterem tej opowieści. Następna opowieść to tytułowa „Na tropie Catwoman”, która oryginalnie była publikowana w odcinkach łamach serii „Detective Comics” numery 759-762. Akcja rozgrywa się w tym samym czasie co początek „Wielkiego Skoku Seliny”. Głównym bohaterem jest prywatny detektyw Slam Bradley, któremu burmistrz Gotham zleca odnalezienie Seliny Kyle. Ta opowieść to z kolei kryminał noir, gdzie większą rolę odgrywa ponury klimat niż rozwiązanie zagadki. Detektyw musi mierzyć się z różnymi zbirami i w trakcie śledztwa sam zaczyna mieć wątpliwości moralne. Przy tym też sam bohater sięga często po brutalne metody, ale też gotowy jest do poświęceń. Świetna opowieść. Kolejna historia czyli „Coś na ból” to początek regularnej serii „Catwoman”. W East Endzie, dzielnicy Gotham City, dochodzi o serii morderstw na prostytutkach. Policja działa bardzo opieszale, więc Selina Kyle zakłada ponownie kostium Catwoman, żeby odnaleźć mordercę. Opowieść ta to całkiem istotne element ewolucji postaci. W wielu komiksach była ona głównie złodziejką i awanturniczką. Tutaj jednak staję się obrończynią East Endu. Opowiada się po stronie osób nieakceptowanych przez społeczeństwo, którym zarówno policja, jak i inni superbohaterowie nie są zbyt chętni do pomocy. Tutaj już twórcy nie unikają nawiązań do szerszego uniwersum. Powraca tu Holly Robinson, koleżanka głównej bohaterki znana z komiksu „Batman – Rok pierwszy”, a sama Selina korzysta z pomocy doktor Leslie Thompkins. Nawet Batman się tu pojawia się, ale jest on jedynie postacią epizodyczną – dzięki temu nie zabiera głównej bohaterce jej opowieści. Bohaterka może tutaj odegrać rolę detektywa. Posługuje się zarówno sprytem, jak i też brutalną siłą; ale w odróżnieniu od Batmana może też korzystać ze swoich kobiecych atutów. Mam mieszane uczucia co do rozwiązania samej zagadki, bo wolałbym coś bardziej przyziemnego, ale może zostanie to jeszcze później rozwinięte. Za rysunki w tym tomie do tej pory odpowiadał Darwyn Cooke, artysta znany z historii „Batman – Ego” czy „Nowa Granica”. Jego kreska może kojarzyć się z tą znaną z serialu animowanego „Batman – The Animated Series”, gdzie kobiety są zgrabne i drobne, a mężczyźni mocno zbudowani. Jednakże udaje mu się uniknąć nadmiernej seksualizacji wyglądu postaci, co widać chociażby po projekcie nowego kostiumu Catwoman. Odrzucony tu zostaje obcisły fioletowy strój z lat 90., a zamiast tego bohaterka dostaje bardziej praktyczne czarne wdzianko. Niestety czasami odnosiłem wrażenie, że artysta za bardzo się spieszył, bo niektóre kadry wychodzą bardzo niestarannie. Tom zamyka historia „Przebrania”, gdzie to Holly Robinson rusza tropem policjanta działającego w ukryciu. W wyniku tego Selina musi bardziej zainteresować się policją działającą w East Endzie. Będzie musiała przy tym zwrócić się o pomoc do starego przyjaciela. Początek historii opowiadany jest z perspektywy Holly Robinson. Można dzięki temu dokładniej poznać jej charakter, a także przeszłość. Okazuje się ona bardziej wnikliwą obserwatorką rzeczywistości niż Catwoman, ale przy tym jednak ma pewne ograniczenia i zmaga się z własnymi demonami. Opowieść ta porusza znany już z komiksu „Batman – Rok pierwszy” problem skorumpowania policji z Gotham. Podobnie jak Człowiek-Nietoperz we wspominanym komiksie, bohaterka ma tylko paru sojuszników, którzy jej pomogą. W odróżnieniu jednak o Batmana nie boi się grać nieczysto. Tutaj też w drobnych rolach pojawiają się postacie z szerszego uniwersum. Policjant Crispus Allen jest tu miłym smaczkiem. Jednakże prawdziwym szokiem może być ostatnia strona, która zapowiada bardzo sensacyjne wydarzenia w życiu bohaterki. Tutaj już rysują Brad Rader i Cameron Stewart. Ich rysunki wydają mi się bardziej sztywne i mnie pomysłowe niż te Cooke'a. Jednakże udaje im się stworzyć parę efektownych kadrów. Tom zawiera też posłowie Kamila Śmiałkowskiego. Jest to bardzo ogólne omówienie postaci Catwoman w różnych mediach, a także krótko opisani są twórcy. Szkoda, że więcej miejsca nie poświęcono na wcześniejsze przygody bohaterki z lat 90., bo przydałoby się chociażby wyjaśnienie dlaczego jest uważana za zmarłą. Jeśli ktoś kupuje ten komiks tylko dla Batmana, to się zawiedzie. Jeśli jednak poszukuje się dobrego komiksu o Catwoman, gdzie bohaterka nie jest jedynie miłym dla wzroku elementem, to trafił w dziesiątkę. Tom przekonał mnie do tej postaci i z chęcią sięgną po kolejne.
Grzegorz_S - awatar Grzegorz_S
ocenił na 8 5 lat temu

Cytaty z książki Batman: Długie Halloween

Więcej
Jeph Loeb Batman: Długie Halloween - Część 2 Zobacz więcej
Jeph Loeb Batman: Długie Halloween - Część 2 Zobacz więcej
Jeph Loeb Batman: Długie Halloween - Część 2 Zobacz więcej
Więcej