Avengers: Na Zawsze, Część 2

Okładka książki Avengers: Na Zawsze, Część 2
Kurt BusiekRoger Stern Wydawnictwo: Hachette Polska Cykl: Wielka Kolekcja Komiksów Marvela (tom 66) Seria: Wielka Kolekcja Komiksów Marvela komiksy
160 str. 2 godz. 40 min.
Kategoria:
komiksy
Format:
papier
Cykl:
Wielka Kolekcja Komiksów Marvela (tom 66)
Seria:
Wielka Kolekcja Komiksów Marvela
Tytuł oryginału:
Avengers: Forever, Part 2
Data wydania:
2015-06-03
Data 1. wyd. pol.:
2015-06-03
Liczba stron:
160
Czas czytania
2 godz. 40 min.
Język:
polski
ISBN:
9788328203075
Tłumacz:
Tomasz Sidorkiewicz
Średnia ocen

                5,8 5,8 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Avengers: Na Zawsze, Część 2 w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Avengers: Na Zawsze, Część 2

Średnia ocen
5,8 / 10
45 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
349
179

Na półkach: ,

Mezalians stworzony przez Busieka w pierwszym tomie został bardzo ciekawie rozwiązany. Autor popisał się sporą wyobraźnią i nie zagubił się w tej zawiłej historii.
Pojawia się nawet delikatne nawiązanie do wydanego u nas crossoveru "Nieskończoność", choć w momencie tworzenia komiksu twórcy nie wiedzieli, że kiedyś takie wydarzenie nastąpi w uniwersum Marvela.

Mezalians stworzony przez Busieka w pierwszym tomie został bardzo ciekawie rozwiązany. Autor popisał się sporą wyobraźnią i nie zagubił się w tej zawiłej historii.
Pojawia się nawet delikatne nawiązanie do wydanego u nas crossoveru "Nieskończoność", choć w momencie tworzenia komiksu twórcy nie wiedzieli, że kiedyś takie wydarzenie nastąpi w uniwersum Marvela.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

118 użytkowników ma tytuł Avengers: Na Zawsze, Część 2 na półkach głównych
  • 71
  • 47
85 użytkowników ma tytuł Avengers: Na Zawsze, Część 2 na półkach dodatkowych
  • 38
  • 20
  • 9
  • 6
  • 5
  • 3
  • 2
  • 2

Inne książki autora

Okładka książki Thunderbolts Epic Collection. Redemption Mark Bagley, Kurt Busiek, Fabian Nicieza, George Pérez, Patch Zircher
Ocena 0,0
Thunderbolts Epic Collection. Redemption Mark Bagley, Kurt Busiek, Fabian Nicieza, George Pérez, Patch Zircher
Okładka książki Thunderbolts Epic Collection. Targeted for Death Mark Bagley, Norm Breyfogle, Kurt Busiek, Joe Casey, Leonardo Manco, Fabian Nicieza
Ocena 0,0
Thunderbolts Epic Collection. Targeted for Death Mark Bagley, Norm Breyfogle, Kurt Busiek, Joe Casey, Leonardo Manco, Fabian Nicieza
Okładka książki Marvels. Wydanie Jubileuszowe Kurt Busiek, Alex Ross
Ocena 8,1
Marvels. Wydanie Jubileuszowe Kurt Busiek, Alex Ross
Okładka książki Przewodnik po Astro City Tom 1 Brent Anderson, Kurt Busiek
Ocena 7,8
Przewodnik po Astro City Tom 1 Brent Anderson, Kurt Busiek
Okładka książki Amazing Spider-Man: Zielony Goblin powraca Saladin Ahmed, Mark Bagley, Kurt Busiek, Ryan Ottley, Humberto Ramos, Nick Spencer, Federico Vicentini
Ocena 6,4
Amazing Spider-Man: Zielony Goblin powraca Saladin Ahmed, Mark Bagley, Kurt Busiek, Ryan Ottley, Humberto Ramos, Nick Spencer, Federico Vicentini
Okładka książki Thunderbolts Epic Collection. Wanted Dead or Alive Mark Bagley, Kurt Busiek, Barbara Kesel, Karl Kesel, George Pérez
Ocena 0,0
Thunderbolts Epic Collection. Wanted Dead or Alive Mark Bagley, Kurt Busiek, Barbara Kesel, Karl Kesel, George Pérez

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Uncanny X-Men: Druga Geneza Chris Claremont
Uncanny X-Men: Druga Geneza
Chris Claremont Dave Cockrum Len Wein
"Druga Geneza" pokazuje nam początki w teamie X-Men takich postaci jak: Wolverine, Storm, Colossus czy Nightcrawler. W związku ze spadającym zainteresowaniem pierwotną grupą mutantów, Marvel podjął drastyczne środki i postanowił wysłać ich na dłuższy urlop pozostawiając jedynie Cyclopsa w roli dowódcy dla nowych członków. Nie jestem zwolennikiem komiksów z lat 60/70 ponieważ w większości są to straszne ramotki. Ten album natomiast to esencja grupowego komiksu superbohaterskiego, prawdopodobnie fundament dla przyszłej popularności słynnej grupy mutantów. Chris Claremont stworzył interesującą fabułę, pełną humorystycznych elementów i dynamicznej akcji. Rysunki Cockruma są świetne, nowocześnie wykadrowane, a postacie wyrażają sporą gamę emocji. W albumie znajduje się wszystko. Jest hrabia który przejmuje władzę nad arsenałem nuklearnym a Avengers stwierdzają że nie mają na to czasu. Pojawiają się Stan Lee i Jack Kirby krytykujący "czasy współczesne". Ororo zrzuca ciuszki i przywołuje letnią mżawkę, ponieważ chce się odświeżyć. Xavier udaje się odpoczywać na Karaiby i pływa na statku nazywającym się "Dejah Thoris". Album jest rewelacyjny patrząc na czasy w których powstał. Dzięki niemu rozumiem już fenomen Chrisa Claremonta i późniejszą pozycję mutantów w świecie Marvela (zwłaszcza porównując ją do dzisiejszej sytuacji).
AliEns00 - awatar AliEns00
ocenił na 9 9 lat temu
Syn M David Hine
Syn M
David Hine Roy Allan Martinez
ZDZIESIĄTKOWANI Hine ciągnie to, czego Bendis w swoim evencie ukazać nam już nie zdołał. Tak w skrócie można podsumować ten tom. I to nie jedno, bo także to, co w „Rodzie M” wydawało się całkiem istotne, czyli alternatywne życie Spider-Mana było co prawda pociągnięte w tie-inach, ale w samym evencie okazało się nieco zaniedbane. A skoro był to jeden z nielicznych takich wątków – Benids skupiał się na odmianie świata, a nie poszczególnych postaci, a tym bardziej nie tych spoza świata X-Men – więc zdawało się, że wyjdzie z tego coś istotniejszego. Ale rękawicę podjął twórca „Syna M”, czyli zarazem swoistego aftermathu dla „Rodu” i jednocześnie jednego z najważniejszych elementów kolejnego x-wydarzenia, czyli „Decimation” (Zdziesiątkowanych). I to podjął godnie, bo wyszła mu naprawdę fajna, skupiona na bohaterach, depresyjna historia dobrze pokazująca świat Marvela, a mutantów przede wszystkim, po tym, co zrobiła Wanda. Po ostatnich wydarzeniach większość mutantów straciła swoje moce i teraz musi uczyć się, jak normalnie żyć. Wśród nich jest Pietro, brat Wandy, niegdyś najszybszy człowiek na Ziemi, dziś cień dawnego siebie. Chce coś zrobić, chce działać – niby dla innych, ale bardziej dla siebie – pytanie jednak, co właściwie może? A przecież obok są inni, którzy ucierpieli w Dniu M, może inaczej, ale wcale nie mniej, jak chociażby Spider-Man, który wciąż pamięta życie u boku zmarłej ukochanej i nie może poradzić sobie z tym teraz, szczególnie, że przecież ma całkiem inną żonę. A jaki to wszystko ma związek z Inhumans i dokąd to doprowadzi? http://ksiazkarniablog.blogspot.com/2023/10/syn-m-david-hine-roy-allan-martinez.html
Wkp - awatar Wkp
ocenił na 7 2 lata temu
Początki Marvela: Lata sześćdziesiąte Stan Lee
Początki Marvela: Lata sześćdziesiąte
Stan Lee Steve Ditko Don Heck Jack Kirby
Album zbiera pierwsze zeszyty przygód legendarnych bohaterów Marvela, wydane na początku lat 60-tych. Muszę przyznać, że znając już kilka klasyków z tamtych lat miałem spore obawy czy dam radę przebrnąć przez tę pozycję. Moje wątpliwości okazały się bezpodstawne, z odpowiednim podejściem i zrozumieniem realiów tamtych czasów, bawiłem się doskonale! Najlepiej wypadł debiut Fantastycznej Czwórki, Hulka oraz pary dzielnych insektów. Nie zdawałem sobie sprawy, że w ekipie FF, Reed Richards i Ben Grimm początkowo niespecjalnie za sobą przepadali a ich docinki i przekomarzania są ozdobą prezentowanej historii. Oczywiście dialogi ocierają się wręcz o autoparodię np. kiedy Richards zaczyna opowiadać jak "ogromna moc znalazła się w naszym posiadaniu", a Thing momentalnie go ripostuje tekstem: "nie musisz walić przemowy ważniaku, oczywiście musimy z niej korzystać dla dobra ludzkości". Czysta klasyka. Kirby też ma swoje momenty, tła oczywiście były wtedy bardzo ubogie, jednak zdarzają się naprawdę dobre kadry. Natomiast historia zielonego olbrzyma jest kwintesencją komiksu w czasach "zimnej wojny". Oczywiście cały album jest przepełniony propagandą i aluzjami do rywalizacji kapitalistycznego zachodu z komunistycznym wschodem. Jednak opowieść o Gargulcu, który udaje się do Stanów w "kabinie komunistycznej kopii amerykańskiego samolotu", najlepiej spełnia te założenia. Podobnie jest przy poznaniu pierwszej wspólnej przygody Ant-Mana i Wasp, jednak tutaj dochodzi jeszcze klasyczny patriarchalizm. Uśmiech rozprzestrzenia się po twarzy, czytając dialogi pomiędzy dwójką głównych bohaterów, gdzie kobieta ma uwielbiać protagonistę a nawet gdy posiada moce, lepiej żeby z nich specjalnie nie korzystała, przecież jest... kobietą. Reszta zeszytów trzyma poziom, warto się z nimi zapoznać, najlepiej posiadając już spory bagaż przeczytanego "superhero". Wtedy najłatwiej odnaleźć się i docenić "początki Marvela - lata 60-te".
AliEns00 - awatar AliEns00
ocenił na 8 8 lat temu
Fantastyczna Czwórka: Koniec Alan Davis
Fantastyczna Czwórka: Koniec
Alan Davis
Wielka Kolekcja Komiksów Marvela wydawana przez Hachette to teoretycznie wyselekcjonowane najlepsze komiksy wszech czasów. Trafiają się tutaj świetne pozycje jak i nie wiedzieć czemu bardzo złe. Na szczęście pięćdziesiąty drugi tom należy do tych pierwszych. Co ciekawe nie jest to opowieść z głównego uniwersum, ale alternatywna rzeczywistość przesunięta o kilkanaście lat do przodu. Co w nim takiego dobrego? Mam nadzieję, że przekonacie się czytając ową recenzje. W odległej przyszłości członkowie pierwszej super rodziny Marvela są uwielbiani za przeniesienie ludzkości w nową złotą erę. Cały układ słoneczny został skolonizowany i jest chroniony przed najeźdźcami z zewnątrz. Bohaterska drużyna wiele lat wcześniej została rozwiązana, a jej członkowie ruszyli własnymi ścieżkami. Kiedy jednak tajemniczy łotr z przeszłości grozi zniszczeniem wszystkiego co starała się stworzyć przez te wszystkie lata Fantastyczna Czwórka, bohaterowie muszą się po raz kolejny zjednoczyć. W grę wchodzi nie tylko bezpieczeństwo i dobro własnej rodziny, ale również całej galaktyki. Alan Davis podjął się bardzo ciekawego zadania gdyż odpowiada zarówno za scenariusz jak i rysunki. Z jednej strony jest to bardzo dobry zabieg, gdyż mógł w pełni przelać na papier swoją wizję związaną z Fantastyczną Czwórką. Historie w alternatywnym uniwersum zawsze przykuwają uwagę fanów i przeważnie są to dobre opowieści. Tak też jest i w tym przypadku. Davis rzuca nas do przyszłości, gdzie pierwsza rodzina Marvela nie jest już rodziną. Każdy z jej członków prowadzi osobne życie i ma swoje problemy. Autor świetnie wykorzystuje każdą z postaci, wyciągając ich najważniejsze cechy na pierwszy plan. I tak u Thinga najważniejsza jest rodzina i jej bezpieczeństwo, u Pochodni bycie bohaterem i zwalczanie złoczyńców itd. Dostaniemy tu pełną paletę antagonistów z jakimi musiała się zmierzyć Fantastyczna Czwórka. Nie zabraknie Dr. Dooma, Inhumans, Mole Mana oraz wielu innych stworzonych przes Lee i Kirby'ego, a wszystko to mieści się w sześciu zeszytach. Nie zabraknie akcji i dynamicznych widowiskowych kadrów walk. Jako, że jest to alternatywne uniwersum autor mógł sobie pozwolić na zmiany w wyglądach bohaterów, co chyba jest najciekawsze w przypadku Avengersów. Scenariusz jest napisany dobrze i nie nudzi czytelnika, a wręcz przeciwnie siadamy i pochłaniamy komiks w całości za jednym zamachem. Alan Davis to ceniony aktor, który pomysły przelewane na papier trafiają w gusta fanów jak i nowych czytelników. Potrafi szanować klasyczny styl innych twórców i przekonwertować go przez siebie tworząc coś unikatowego. Fantastyczna Czwórka: Koniec to bardzo dobra miniseria, która spodoba się nawet osobą, które nie przepadają za F4.
Michał Żołyński - awatar Michał Żołyński
ocenił na 7 10 lat temu
Kapitan Ameryka i Falcon: Tajne Imperium Sal Buscema
Kapitan Ameryka i Falcon: Tajne Imperium
Sal Buscema Mike Friedrich Steve Englehart
Ostatnimi laty zwyczajem polskiej młodzieży, z racji regularności wydawania tego oto cyklu komiksu superbohaterskiego, stało się kupowanie wydań zbiorczych komiksów Uniwersum Marvela z słynnej serii zatytułowanej "Wielka Kolekcja Komiksów Marvela", która za pośrednictwem wydawnictwa Hachette, rozpowszechniana jest w naszym kraju w formie dystrybucji kioskowej, głównie jako dwutygodnik. Każdy tom kolekcji wydawnictwa jest zbiorem zrealizowanych już wcześniej (w grę wchodzą nawet dekady lat temu) kilku zeszytów danej serii komiksowej, składających się zwykle na jeden lub dwa wątki narracyjne. Jestem tego typu osobą, która nieszczególnie przepada za kupowaniem wydań jakiejś komiksowej linii, tym bardziej jeśli w cyklu jest co najmniej 50 tytułów - każdy kosztujący około 30 do 40 zł. Mało tego, w przypadku hachettowskiej "WKKM" chęć nabycia przez czytelnika wielu jej tomów zależy od ich dostępności na rynku pozycji używanych tego typu. ,,Dystrybucja kioskowa” kiedyś się kończy, dlatego posiadający, przykładowo, tom nr 44 z tej serii sprzedając go zażądają za niego 80 czy 100 zł. Zebranie całej kolekcji "WKKM" i, analogicznie, podobnych do tej specyficznej linii: "Superbohaterowie Marvela", "Komiksy Uniwersum DC" etc., nie dość, że graniczy z cudem, to całkowity koszt przedsięwzięcia wyniósłby obecnie (a nie w edycji ,,kioskowej”, gdy ktoś rozsądny pomyślał w odpowiednim czasie o jej prenumeracie) od 3000 zł wzwyż. Nie jest to ,,przyjemna” dla oka kwota, ale fani, a szczególnie ci kochający kolekcjonować – w końcu kolekcje utrzymują nas w nostalgii, osiadają na uczuciach, także są pożywką dla sentymentu i mówią o tym, jakimi jesteśmy ludźmi – dla swego hobby, będącego czymś więcej niż tylko uzupełnieniem wolnego czasu po stresie dnia współczesnego, są zdolni do każdego rodzaju poświęceń. Nie jestem szczególnym fanem kupowania i kolekcjonowania serii komiksowych jak wspomniane "WKKM", czy "SUM". A dlaczego? Tylko i wyłącznie z powodu chłodnej kalkulacji, pragmatycznego podejścia, ot prostego powodu: jest to zbyt droga pasja, zajmująca zbyt dużo fizycznego miejsca; takich wydań są dziesiątki, jak nie setki, a narracje obrazkowe – cały dobytek komiksowej myśli i dziedziny poznania nie kończy się na komiksie superbohaterskim, nie jest on przez ten nurt komiksowy określany. Mało tego, na dzień dzisiejszy jestem jedynie skromnym posiadaczem tego typu wydawanych przez Hachette lub inne wydawnictwo, egzemplarzy; jest to jeden z numerów należących do cyklu "Superbohaterowie Uniwersum Marvela", które wychodziły (... cóż, chyba wciąż się to odbywa) w charakterystycznej czerwonej zewnętrznej oprawie - oprócz tytułu, nazwisk twórców i fotografii wstawionej na przedniej okładce. Jeden osesek, ot berbeć z całego spektrum tytułów z takich komiksowych cykli, jak na mnie, to zdecydowanie zbyt mało, dlatego też postanowiłem dłużej nie zwlekać i zaopatrzyć się w ,,kioskowo” dystrybuowane tomiszcze komiksowe pt. "Kapitan Ameryka i Falcon. Tajne Imperium", który przyznam się szczerze kupiłem na chybił trafił - jako dodatek do innego komiksu, "Superman vs Aliens" od TM-Semic, którego lekturą również zajmę się w najbliższym czasie. WKKM, tom 71, czyli event komiksowy (częściowo także Crossover wewnątrz Uniwersum Marvela) z udziałem Steve’a Rogersa a.k.a. ,,Cap” i Falcona zmagających się z przeciwnościami losu, zdradą i podstępem sprytnych wrogów w dużym wydarzeniu zwanym "Tajne Imperium", jest częścią lekkiego ,,story arcu''. Tym przedsięwzięciem budowanym w sercu wydawnictwa ,,domu pomysłów” Stana Lee jest wspomiane "Secret Empire/ Tajne Imperium". Jako fan komiksowej myśli, miałem z nim do czynienia ,,za górami i lasami, hen daleko" lat temu, stąd chęć wybrania akurat tego numeru z kolekcji "WKKM". I już na wstępie niniejszego omówienia tego wydania zbiorczego muszę powiedzieć: w większości wrażeń nie żałuję wydanych 35 zł za ów numer 71 z tej linii wydawniczej od Hachette. Spojrzenie na myśl komiksową sprzed lat, tylko aby przypomnieć sobie co nieco z dziwnego rodzaju historii, czyli "Secret Empire", okazało się naprawdę bezcennym przeżyciem, i to na dodatek w głównej roli z Kapitanem Ameryką – w tym kryje się cały sekret numeru. Bo wyjątkowość "numeru 71" polega na tym, że obecnie komiksy mają znacznie wielowymiarowe, zawiłe scenariusze, mniej łopatologicznie prowadzące swoje historie. W tym wydaniu nakreślona stylem rysowania mocno archaicznym, fabuła jest częściowo przeciętna, a częściowo zupełnie przeciwnie. To jak zmienia się komiks, jak ,,montowana” jest jego całość – co powinniśmy wyobrazić sobie na zasadzie filmu – szczególnie w zmianie obszarów, penetrowania marvelowskiej przestrzeni nowymi postaciami i miejscami, zdaje się być anachroniczny do tej ,,prostoty”, zbyt pocięty. Sprawia to, że "Kapitan Ameryka i Falcon. Tajne Imperium" zyskuje nieco wyczekiwanej dynamiki. Scenarzyści i rysownicy narracji obrazkowych sięgają często po specyficzne środki, aby uczynić Uniwersum, które cały czas rozwijają jeszcze bardziej rozległym i o wiele bardziej przystępnym i atrakcyjniejszym dla czytelników. Tak było z komiksową macierzą "Marvela" – jednym z największych wydawnictw, ikon i propagatorów popkultury. Na łamach jego przepastnego Multiversum, i to dość niedawno, powstała seria wydawnicza, tzw. "Tajne Imperium". Nie dość, że jako wielkie komiksowe przedsięwzięcie, tudzież wydarzenie urozmaica płaszczyznę kreacji wydarzeń Marvela, to wprowadza do niego swego rodzaju ,,trzęsienie Ziemi” – burzące stereotypy landrynkowej, prostej, propagandowej superbohaterskiej historyjki. Sęk w tym, że numer 71 jest to komiks, który nie za wiele ma wspólnego z jądrem historii współczesnego eventu "Secret Empire". To w czym osadza się główna osnowa wydarzeń burzliwych, nawiązujących do sytuacji społeczno-politycznej sprzed lat, jest z lekka to ujmując innymi "Tajnymi Wojnami". To historia bardzo dramatyczna, jak wspominałem wyżej, dziwnie zarówno przez rysowników i scenarzystę dynamizowana – raz rozwijająca się równo, raz nie – stąd wrażenie odbiorcy, że przechodzi się przez komiks jakby jechało się czołgiem na autostradzie… dość mozolnie. I tak czytając zmagania ,,Capa” i Falcona, także innych postaci w trykotach, ujętych w "71 numerze WKKM" od Hachette, mimo różnic czasowych dzielących to wydanie od współczesnego, sprzed kilku lat, eventu marvelowskiego "Secret Empire", dowiedziałem się na tyle, aby mieć spojrzenie na ten słynny event. Słynny, nie znaczy, że najlepszy, bo trzeba przyznać komiks okazał się dość dziwmy, archaiczny, mało klarowny. Mamy tu od groma łopatologicznych wątków; archaiczność grafiki jest naprawdę ,,odmienna”. Da się to wszystko tolerować głównie za sprawą samego finiszu tych kilku zeszytów tworzących wydanie. Dość prostolinijny narrator, nie plastyczny język, ,,prastara szkoła przekazywania treści”, z propagandą postaw pro-obywatelskich. Ten komiks taki miał nie być, a okazało się inaczej. Do końca nie mogę zrozumieć przesłania komiksu; nie chodzi o to, że przeszkadza mi w tym jego warstwa wizualna – ta dziwna szata graficzna, kolory tła, sam tusz i mało rozróżnialne twarze i ich ekspresje. Nie. Sęk w tym, że musiałbym dokładnie żyć pod koniec lat 60-tych i 70-tych, aby w tych czasach, w których rozgrywały się ważne polityczno-społeczne momenty dla historii USA, ale i nie tylko, przyszło mi zrozumieć to dlaczego losy ,,Capa”, którego popularność w linii komiksowej po prostu zaczęła maleć, jak i jego kompana ,,Falcona” zostały przedstawione w tak dziwnym stylu. Komiks częściowo, mógłbym rzec uratowało pojawienie się ekipy mutantów Profesora Charlesa Xaviera. Obecność drużyny herosów posiadających ,,gen X” nie była przypadkowa – na pewno związane było to z wydarzeniami na łamach poszczególnych numerów cykli komiksowych Uniwersum Marvela z „Ziemi 616”, po których to zeszyty sięgnięcie obecnie graniczy praktycznie z cudem. Jak już się oni pojawili zdołali wprowadzić trochę jasności w fabule niniejszego wydania zbiorczego. Xavier i jego podwładni pomogli Falconowi i oskarżonemu, ba, wykluczonemu ze społeczeństwa Steve’owi Rogersowi, wrócić do łask, oczyścić swe imię i pokonać ,,prostolinijnie skonstruowaną” w archetypowy, jak na dziesiątki lat temu i szkołę tudzież epokę tworzenia komiksów Stana Lee, sposób, organizację "Tajne Imperium". Jak na okres ,,Zimnej Wojny”, w której zeszyty składające się na "WKKM nr 71" się ukazały – gdybym żył te dobre 40 lat temu – ów komiks, na dziewięćdziesiąt procent spełnił moje jak i wielu komiksomanikożerców oczekiwania. Trzeba wykazać się cierpliwością i nie lada odwagą, aby czytając "Kapitana Amerykę i Falcona" po prostu się nie uśmiechnąć, tym, jak bardzo prostym zbyt intencjonalnym, instrumentalnym i jednorodnym okazało się to tworem. Można odczuć swego rodzaju respekt do scenarzystów, że potrafili umieścić na ponad 160 stronach dość zgrabnie wydarzenia z udziałem całej gamy postaci z marvelowskiego domu pomysłów. Nie ma tu ,,epickości” i dramatyzmu kruszącego twardy mur bez empatii osobowości czytelnika, który miałby komiks przed sobą, którego to treści właśnie doświadczył. Herosi też potrafią dostrzegać błędy, nie tylko czyjeś, ale i swoje. A to jak ostatecznie Kapitan Ameryka zareagował na finał wydarzeń na linii ,,Tajne Imperium – on sam – Społeczeństwo amerykańskie”, powinno być poddane ocenie każdego czytelnika z osobna. Narracja ta okazała się dość dobra, niedoskonała do odbioru dla współczesnego komiksowego nerda, żyjącego w czasach stosunkowo bardziej poukładanych, niżeli wtedy gdy powstała historia zaprezentowana na łamach "WKKM nr 71" od Hachette.
karpatkadobra - awatar karpatkadobra
oceniła na 6 5 lat temu
Doktor Strange: Bezimienna kraina poza czasem Stan Lee
Doktor Strange: Bezimienna kraina poza czasem
Stan Lee Steve Ditko
Zazwyczaj czytanie starych komiksów Marvela jest dla mnie drogą przez mękę, do której zmuszam się z różnych powodów: przygotowuję się do recenzji filmu z MCU, szukam ciekawostek, chcę poznać origin postaci i tak dalej. I nie dzieje się tak ze względu na rysunki, bowiem te w wykonaniu mistrzów pokroju Kirby'ego czy Ditko bardzo ładnie znoszą próbę czasu (o kolorach nie można tego samego powiedzieć), czy całą masę anachronizmów (ciągła ekspozycja!) a o scenariusz. Stan Lee jest po prostu grafomanem do siedemnastej potęgi i nawet najlepsze ilustracje tego nie ukryją, nie wspominając o tym, że te zeszyty zwykle są pełne rasizmu i seksizmu (to akurat czyni je ciekawymi, ponieważ dają świadectwo swoich czasów). Wyobraźcie więc sobie moje zdziwienie, kiedy z marsową miną przystąpiłem do lektury "Doktor Strange: Bezimienna Kraina Poza Czasem" (film nadchodzi, wypada więc zrobić research) i okazało się, że bawię się przy tym tomie naprawdę nieźle! Poza fantastycznymi, onirycznymi ilustracjami Steve'a Ditko (gość był abstynentem, w co naprawdę ciężko uwierzyć), widać też jak świetnie bawi się tutaj Stan Lee. W innych komiksach jego grafomaństwo okrutnie mnie razi, natomiast tutaj, wśród tych wszystkich "karmazynowych wstęg Cyttoraka" i innych pokręconych zaklęć wydaje się idealnie wpisywać w istotę komiksu. Jeśli cały ten uroczy kicz uda się przenieść na srebrny ekran, a przy tym wizualnie odtworzyć wytwory wyobraźni Ditko, czeka nas w kinie niezapomniana przygoda!
Czajnik - awatar Czajnik
ocenił na 6 10 lat temu
Thunderbolts: Wiara w Potwory Warren Ellis
Thunderbolts: Wiara w Potwory
Warren Ellis Mike Deodato Jr.
MIĘDZY WOJNĄ DOMOWĄ A MROCZNYMI RZĄDAMI „Wojna domowa” w Marvelu dobiegła końca, uniwersum się odmieniło – w ten, czy inny sposób – i trzeba było o tych zmianach, a raczej reperkusjach opowiedzieć. Już gdzieś mniej więcej na tym etapie różni twórcy planowali to, co potem stało się „Mrocznymi Rządami”, czyli daniem Osbornowi szansy dorwania się do władzy (co działo się na całego od „Tajnej inwazji”, po „Oblężenie”), a kluczową cegiełkę do podbudowy całego wątku dał właśnie Warren Ellis w swoim runie „Thunderbolts”. No i z tym polskim wydaniem to trochę problem jest, bo dostajemy równo połowę runu, kolejną niedokończoną opowieść, dość zamkniętą, ale jednak stanowiącą część większej całości i to się czuje. Druga sprawa, że nie jest to historia, którą można czytać tak z marszu, bo wymaga znajomości kontekstu i wydarzeń, w których jest osadzona. Ale gdy zna się to wszystko, rzecz wchodzi naprawdę dobrze i dostarcza konkretnej, niegłupiej, mimo iż opartej na dość absurdalnym pomyśle rozrywki. Wojna domowa dobiegła końca, rejestracja superbohaterów ma się dobrze, ale nadal nie wszyscy chcą się temu podporządkować. Dlatego powstaje nowy oddział Thunderbolts, bandytów działających teraz z ramienia prawa, kontrolowanych za pomocą wszelkich metod, byle sprawdzili się w akcji. A ta akcja to polowanie na herosów, którzy nie poddali się rejestracji, a jednak nadal działają. I tak to się kręci, a nad wszystkim czuwa Norman Osborn, który nie cofnie się przed niczym, by osiągnąć swoje cele. Ale czy może wyniknąć z tego coś dobrego? http://ksiazkarniablog.blogspot.com/2023/12/thunderbolts-wiara-w-potwory-warren.html
Wkp - awatar Wkp
ocenił na 7 2 lata temu

Cytaty z książki Avengers: Na Zawsze, Część 2

Więcej
Kurt Busiek Avengers: Na Zawsze, Część 2 Zobacz więcej
Więcej