Anoda. Kamień na szańcu

Okładka książki Anoda. Kamień na szańcu
Piotr Lipiński Wydawnictwo: Agora biografia, autobiografia, pamiętnik
272 str. 4 godz. 32 min.
Kategoria:
biografia, autobiografia, pamiętnik
Format:
papier
Data wydania:
2015-04-09
Data 1. wyd. pol.:
2015-04-09
Liczba stron:
272
Czas czytania
4 godz. 32 min.
Język:
polski
ISBN:
9788326822131
Średnia ocen

                7,1 7,1 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Anoda. Kamień na szańcu w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Anoda. Kamień na szańcu

Średnia ocen
7,1 / 10
55 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
397
397

Na półkach: ,

Od dłuższego czasu dostrzegam pewną szczególną alegorię. Umęczony „Rudy” i jego dzielna Matka, która stała się z czasem Matulą Polskich Harcerzy. Określone biblijne skojarzenie wydaje się jakże proste, ale też wyjątkowo wymowne. „Zośka”, „Rudy”, „Alek”, dalej „Anoda” i kilku innych stojących na piedestale. Jeszcze za życia za sprawą Aleksandra Kamińskiego opisywani piękni, bohaterscy, walczący.

„Rudy” stał się symbolem, męczennikiem za sprawę. Słowo „męczennik” może odrobinę jest na wyrost, ale jakże trafnie odnajduje się w tym kontekście. I to jego imiennik, Janek Rodowicz „Anoda” pierwszy rzucał butelki w akcji pod Arsenałem. Akcji, która również stała się symbolem, która odcisnęła swoje piętno na okupacji. „Anoda” po akcji odszedł spod Arsenału swobodnym krokiem, jakby nic się nie stało, jakby przed chwilą nie brał udziału w walce. (...)

W pełnym spojrzeniu do odkrycia
w poniższym linku:
https://bit.ly/1001ksiazek

Od dłuższego czasu dostrzegam pewną szczególną alegorię. Umęczony „Rudy” i jego dzielna Matka, która stała się z czasem Matulą Polskich Harcerzy. Określone biblijne skojarzenie wydaje się jakże proste, ale też wyjątkowo wymowne. „Zośka”, „Rudy”, „Alek”, dalej „Anoda” i kilku innych stojących na piedestale. Jeszcze za życia za sprawą Aleksandra Kamińskiego opisywani piękni,...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

128 użytkowników ma tytuł Anoda. Kamień na szańcu na półkach głównych
  • 69
  • 56
  • 3
47 użytkowników ma tytuł Anoda. Kamień na szańcu na półkach dodatkowych
  • 26
  • 6
  • 4
  • 3
  • 3
  • 3
  • 2

Tagi i tematy do książki Anoda. Kamień na szańcu

Inne książki autora

Okładka książki Azja 2. Opowieści podróżne Katarzyna Boni, Max Cegielski, Dorota Chojnowska, Iga Cichoń, Dariusz Fedor, Tomasz Fedor, Magdalena Gołębiowska, Rafał Grądzki, Jacek Konieczny, Magdalena Konik, Piotr Lipiński, Magdalena Rittenhouse, Barbara Rusinek, Michał Rusinek, Bartek Sabela, Paweł Smoleński, Katarzyna Stachyra, Piotr Tomza, Beata Wasilewska, Paulina Wilk
Ocena 7,0
Azja 2. Opowieści podróżne Katarzyna Boni, Max Cegielski, Dorota Chojnowska, Iga Cichoń, Dariusz Fedor, Tomasz Fedor, Magdalena Gołębiowska, Rafał Grądzki, Jacek Konieczny, Magdalena Konik, Piotr Lipiński, Magdalena Rittenhouse, Barbara Rusinek, Michał Rusinek, Bartek Sabela, Paweł Smoleński, Katarzyna Stachyra, Piotr Tomza, Beata Wasilewska, Paulina Wilk
Okładka książki Afryka. Opowieści podróżne Anna Alboth, Anna Arno, Artur Gutowski, Szymon Hołownia, Wojciech Jagielski, Marcin Jamkowski, Iza Klementowska, Marcin Kydryński, Piotr Lipiński, Mateusz Marczewski, Arun Milcarz, Marek Pernal, Bartek Sabela, Krzysztof Środa, Paulina Wilk
Ocena 6,6
Afryka. Opowieści podróżne Anna Alboth, Anna Arno, Artur Gutowski, Szymon Hołownia, Wojciech Jagielski, Marcin Jamkowski, Iza Klementowska, Marcin Kydryński, Piotr Lipiński, Mateusz Marczewski, Arun Milcarz, Marek Pernal, Bartek Sabela, Krzysztof Środa, Paulina Wilk
Piotr Lipiński
Piotr Lipiński
Reporter podejmujący tematy polskiej historii najnowszej, przez niemal dwadzieścia lat związany z „Gazetą Wyborczą”. Autor takich książek, jak Anoda. Kamień na szańcu, Raport Rzepeckiego, Absurdy PRL-u oraz cyklu: Bolesław Niejasny, Ofiary Niejasnegoi Towarzysze Niejasnego, opisującego ofiary i katów epoki polskiego stalinizmu. Kilkakrotnie wyróżniany przez Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich i nominowany do nagrody Grand Press. Laureat nagrody Prezesa Stowarzyszenia Filmowców Polskich za dokument Co się stało z polskim Billem Gatesem, który stał się punktem wyjścia książki Geniusz i świnie, opowiadającej o konstruktorze słynnego polskiego komputera K-202.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Ptaki drapieżne : historia Lucjana "Sępa" Wiśniewskiego, likwidatora z kontrwywiadu AK Michał Wójcik
Ptaki drapieżne : historia Lucjana "Sępa" Wiśniewskiego, likwidatora z kontrwywiadu AK
Michał Wójcik Emil Marat
Powracać do tytułu po raz drugi, gdy tyle jeszcze niedoczytane jestem gotowy tylko, gdy książka wraca w retrospektywie, intryguje i nie daje o sobie zapomnieć, zostaje w głowie na stałe. Książka jest wywiadem – rzeką dwóch dziennikarzy z Lucjanem Wiśniewskim „Sępem”, żołnierzem Armii Krajowej. Niezwykłość tego zapisu polega na wprowadzeniu nas opowieścią Sępa w tamten czas okupacji, walki o wolność, egzekwowaniu sprawiedliwości, buntu młodości przeciw tyranii, poszukiwaniu przygody i chwały. Oddział o kryptonimie 993/W składa się z bardzo młodych ludzi, nastolatków. Zaczynają swoją „robotę” likwidacji: niemieckich zbrodniarzy, konfidentów, kolaborantów i szmalcowników jako: 17-sto, osiemnastolatkowie. „Delikwentów” likwidują tylko na podstawie sądów AK i wyroków przez te wydanych. Nie analizują, nie oceniają, mają robotę do wykonania. Są dobrze zorganizowani, a każda akcja, głównie na terenie okupowanej Warszawy poprzedzona wywiadem i obserwacją skazanego zdrajcy czy zbrodniarza. Wywiązuje się rywalizacja o lepszą skuteczność oddziału wobec innego o podobnych zadaniach. Młodziki szybko muszą dorosnąć, wziąć odpowiedzialność i nie bać się, wykazać brawurą i niezwykłą odwagą. Członkowie 993/W przyjmują pseudonimy ornitologiczne i stają się ptakami drapieżnymi, że zdrajco zapomnij o bezkarności. Oni po ciebie przyjdą. Sprawiedliwość i nieuchronność kary, pomimo okupacji działa. Młodzi żołnierze – egzekutorzy rzeźbią swe charaktery, dyscyplinują się sami, szybko się uczą współpracy, marzą o odznaczeniach. Młodości wówczas to przypisane. Pomimo ogromnego ryzyka nie ulegają wątpliwościom. Jest wyrok sądu, trzeba go wykonać. Szczegółowy opis uczestnika tych akcji Lucjana Wiśniewskiego „Sęp” wprowadza nas do realiów okupacji. Trzyma w napięciu lepiej niż powieść sensacyjna. Jednak to nie fikcja. Wywiad ten daje czytelnikowi niezwykłą okazję wejścia w tą grupę, śledzić delikwenta ulicami Warszawy, obserwować znaki dawane przez koleżanki - wywiadowczynie oddziału, wejść do lokalu, czy do mieszkania, tramwaju, zachować spokój i uczestniczyć wraz z ptakami w „robocie”, jak nazywają swoje zadania. Książka jest ważnym dokumentem, zapisem chlubnej historii naszego narodu wobec tyrani niemieckiej okupacji. To ważna opowieść świadka tamtych czasów, pokazująca najbardziej wartościowe postawy młodzieńców, którym wolność osobista i kraju najcenniejszą. Polecam przeczytać, choć lektura to nie dla każdego.
Andrzej Kujawa - awatar Andrzej Kujawa
oceniła na 9 3 miesiące temu
Made in Poland. Wspomnienia żołnierza Kedywu Stanisława Likiernika Michał Wójcik
Made in Poland. Wspomnienia żołnierza Kedywu Stanisława Likiernika
Michał Wójcik Emil Marat Stanisław Likiernik
W wielu muzeach, na przykład w Muzeum Powstania Warszawskiego, jest archiwum tzw. historii mówionej. Wywiady z powstańcami, z uczestnikami walk, z żywymi świadkami historii, która działa się na ich oczach. To najbardziej autentyczne świadectwo tego, jak przebiegały wydarzenia, o których uczymy się w podręcznikach. Relacje są, rzecz jasna, subiektywne, bo przecież nie każdy znał kulisy wydarzeń, nie zawsze autentyczny świadek znał prawdę z odmiennego punktu widzenia. Nie zawsze widział to, co działo się 100 metrów dalej lub za rogiem, nie zawsze wiedział, kto wydał rozkaz, kto zginął, a kto przeżył. Mimo to relacje te to bezcenny materiał dla historyków zajmujących się analizą tych wydarzeń. Wywiad Marata i Wójcika ze Stanisławem Likiernikiem z oczywistych względów można zaliczyć do tego rodzaju relacji. Likiernik to bohater AK, wieloletni żołnierz KEDYWu, uczestnik niezliczonych akcji sabotażowych, uczestnik powstania warszawskiego od początku do końca, świadek wielu wydarzeń znanych z kart opracowań historycznych. A przy tym przeżył, żył jeszcze długo, miał świetną pamięć, opowiadał ze swadą i bogactwem szczegółów. Przy tym poznał Emila Marata i Michała Wójcika i wygląda na to, że nie miał żadnych oporów przed odpowiadaniem na ich często bardzo dociekliwe pytania. Jeśli czegoś nie wiedział lub nie pamiętał, to mówił to bez ogródek. Jeśli o czymś nie chciał mówić, to oświadczał, że nie powie. A w życiu Likiernika było wiele elementów, które u niektórych budzą kontrowersje. Stanisław Likiernik pochodził z rodziny o żydowskich korzeniach, całkowicie zasymilowanej. Do tego stopnia, że jego ojciec był zawodowym żołnierzem, kawalerzystą, oficerem w II Oddziale Sztabu Generalnego, zresztą znakomitym gawędziarzem. Bardzo nietypowa biografia. Sam Stanisław Likiernik należał do harcerstwa. Toteż zdecydowanie odmówił rozmowy o swoim pochodzeniu, o tym, czy spotkał się z przejawami antysemityzmu itp. Jego kuzynem był Roman Mularczyk (Roman Bratny), pisarz, autor niezwykle popularnej powieści „Kolumbowie. Rocznik 20”, w której – opisał wiele faktów z życia kuzyna. A przy tym człowiek, który po wojnie opowiedział się po stronie władzy ludowej i z tego powodu odsądzany był od czci i wiary przez wielu prawdziwych Polaków. Którzy jednak powieść czytali, serial oglądali i używali określenia „pokolenie Kolumbów”, które weszło do języka potocznego. Ot, paradoks. Likiernik stanowczo odmawiał zgody na nazywanie go bohaterem. Przeciwnie, nie znosił bohaterszczyzny, wielkich słów, patosu i zadęcia. Swoje brawurowe akcje, wyrok na banschutzu o pseudonimie Panienka, zdobycie magazynów SS na Stawkach i wiele innych, określał na ogół jako zwykłą sprawę, a czasami jako skrajną głupotę, która tylko przypadkowo skończyła się szczęśliwie. Powstanie warszawskie spędził przez czas dłuższy w szpitalu, kilka razy dotkliwie ranny. Był świadkiem likwidacji szpitali, wybuchu czołgu-pułapki na Starówce przy ul. Kilińskiego, ewakuacji powstańców ze Starówki do Śródmieścia przez Ogród Saski, walk na Czerniakowie…. Jego życiorysu starczyłoby na kilka żyć. A jednocześnie odnosił się bardzo krytycznie do samego powstania, do głupoty i tromtadracji dowództwa, do bezmyślnego szafowania życiem uczestników walk. Brawura Okulickiego, chwiejność Bora-Komorowskiego, narwani i brak kompetencji Chruściela-„Montera” oburzały go do głębi. W powstaniu stracił większość przyjaciół, bardzo dzielnych ludzi, widział straszliwe skutki poniesione przez ludność cywilną. Uważał powstanie za skrajna głupotę, masakrę powstańców, największą klęskę narodową. Podobną ocenę powstania i jego dowódców podzielało wielu innych, z samym generałem Andersem na czele. Jednak na Likiernika spadła za to zmasowana krytyka. Mimo że jako bezpośrednio zainteresowany miał największe prawo do wypowiadania swoich opinii. Jak nikt. Wielu powstańców do końca życia uważało swój udział w walkach za najważniejsze wydarzenie życiowe. Mój ojciec, żołnierz batalionu Gustaw, również. Do końca zycia chodził na spotkania kombatantów, na cmentarz, spotykał się z kolegami i wspominali, wspominali. Ale takich chłopców i dziewczyny Likiernik rozumiał bardzo dobrze: całą okupację szykowali się do walki, chcieli bić Niemca nie patrząc na koszty. Sam bohater jednak brał udział w walce przez poprzednie kilka lat i nie była mu potrzebna taka porcja adrenaliny; tym bardziej mógł na chłodno ocenić sens powstańczego zrywu. I stawiał na zdrowy rozsądek, którego tu zabrakło. Dobrze, że przeżył. Dobrze, że nie zachował swoich wspomnień tylko dla siebie. Jeśli chcecie poznać historię z relacji uczestnika wydarzeń, wywiad z Likiernikiem jest dla Was nieoceniony. Polecam z całego serca!
Ewa Szulc - awatar Ewa Szulc
ocenił na 10 8 miesięcy temu
Teraz '44. Historie Michał Wójcik
Teraz '44. Historie
Michał Wójcik Marcin Dziedzic
W albumie Teraz ’44: Historie zaintrygował mnie pomysł zmontowania zdjęć z powstania Warszawskiego z tymi z teraźniejszości, tak żeby się przenikały. Z wywiadu z autorem wiem już, że powstały już inne tego typu kolaże i sam pomysł nie jest oryginalny. Ale projektu, żeby to właśnie Powstańców Warszawskich umieścić we współczesnych miejscach, nikt inny jeszcze nie podjął. To jakby autor ożywił ich duchy i przetransportował do teraz. Robi to niesamowite wrażenie. Mówi się czasami, że jedno zdjęcie zamiast tysiąca słów. I trochę tak jest z tymi fotomontażami. Można czytać wiele historii o powstaniu, ale jest coś niezwykle obrazowego i dojmującego w zestawieniu bezpiecznej i spokojnej Polski dzisiaj, gdzie ludzie chodzą nieświadomi tego, że osiemdziesiąt lat temu (post z 2024) obok nich działy się dantejskie sceny. Ludzie umierali dziesiątkami… 📸 Zdjęcia i teksty Fotomontaże są przemieszane z historiami z różnych książek z przeróżnymi wspomnieniami i wywiadów. Niektóre są szokujące, jak ta historia z kobietą, która w dziewiątym miesiącu ciąży niewiarygodnym łutem szczęścia przeżyła rozstrzelanie. Człowiek czyta coś takiego i zaraz widzi na zdjęciu bezpośrednie okolice tych wydarzeń i to w dzisiejszym wyglądzie. Trudno opisać, co takie zestawienie robi w głowie. Same zdjęcia są bardzo ciekawe i nieźle zrobione, acz mój perfekcjonizm gdzieniegdzie krzywił oko na nieidealne proporcje czy inne drobne niedopięcia. Nie chcę pisać błędy, czy niedociągnięcia, bo zdanie autor miał mega utrudnione. Chciał zrobić zdjęcia współczesne z dokładnie takich kątów i w świetle, w jakich zostały wykonane w 1944. Natomiast większość z tych miejsc już zwyczajnie nie istnieje, bądź jest przebudowana, więc łatwo nie miał. Całość włożonego wysiłku robi robotę i zdjęcia są super interesujące. Nawet, jeśli forma ich druku mi osobiście mocno przeszkadzała w odbiorze. Zdjęcia wydrukowano na dwóch stronach, przepołowione w środku formatem książki. Bardzo nie lubię takiej prezentacji. No ale cóż, zawsze można je obejrzeć w pełnej krasie na stronie internetowej http://teraz44.pl/. 📸 Niezwykłe wrażenie To, że te zdjęcia uzupełniają zebrane przez Michała Wójcika historie, to dodatkowa wartość tej książki. Można uzbierać bardzo ciekawą bibliografię wspomnień powstańców z podanych na końcu tych tekstów źródeł. W ogóle autorzy postarali się o dopracowanie szczegółów. Pokazują także oryginały zdjęć użytych do fotomontaży wraz z opisami, gdzie, kiedy i w jakich okolicznościach zostały zrobione. Teraz ‘44: Historie robią coś w głowie, że w takim połączeniu znacznie bardziej obrazują i uwierzytelniają Powstanie Warszawskie. Wspomnienia uczestników są straszne i przejmujące, ale to właśnie patrząc na zdjęcia głowa przekonuje się, że tak to wyglądało, to się wydarzyło naprawdę. Gdyby mnie ktoś zapytał, jakie książki o powstaniu polecam, to obok Białoszewskiego i jego Pamiętnika…, będzie właśnie ta.
PrzeCzytana - awatar PrzeCzytana
oceniła na 8 1 rok temu
Dzieci Stasi. Dorastanie w państwie policyjnym Ruth Hoffmann
Dzieci Stasi. Dorastanie w państwie policyjnym
Ruth Hoffmann
"Dzieci STASI"... Wyjęty z kontekstu ten tytuł kojarzy się raczej familijnie, ale już my dobrze wiemy, co to za "Stasia" i dlaczego tak źle jej z oczu patrzy. "Tarcza i miecz partii" - poznajcie Ministerstwo Bezpieczeństwa Państwowego dawnej NRD. Czy chcecie czy nie chcecie go poznać, ono i tak pozna Was. Bardzo dobrze Was pozna. Nikt nie umknie uwadze jego służb. Świat jego funkcjonariuszy to z jednej strony życie z poczuciem misji. A konkretniej - bycie misjonarzem represji w służbie pokoju. To również poczucie przynależności do elity i przywileje. Ot, zwyczajne machnięcie legitymacją służbową otwiera szlabany i spławia patrole drogówki. Do tego lepsze zarobki, dostęp do dóbr i usług których zwykli obywatele nie mieli. Z drugiej strony, funkcjonariusz bezpieki sam nigdy nie mógł czuć się do końca bezpieczny. Musiał być ideologicznie nieskazitelny. On i jego rodzina - czy jej się to podobało, czy nie. Wielogodzinna służba, nieustana kontrola prawomyślności nie tylko innych, ale i własnej przez innych, konieczność kablowania nawet na najbliższą rodzinę (i to szybciutko, zanim inni to zrobią) oraz starania, by być wzorowym "czekistą" (że też zgapili to słowo...) wywierały ogromną presję nawet na ludzi, którzy się do tego tajnego klubu zapisali dobrowolnie. A jak w takiej atmosferze odnajdowały się ich dzieci? Książka Ruth Hoffmann opisuje historie trzynaściorga z nich, które skutki życia w takiej atmosferze odczuwają do dziś. Zdrowe relacje w rodzinach STASI to w tej książce rzadkość. Wspominają przemoc i emocjonalny chłód, presję ideologiczną i wyśrubowane oczekiwania ojców-oficerów wobec własnych potomków, którzy mieli stać się wzorowymi obywatelami socjalistycznego raju, a najlepiej sami wstąpić na służbę. Małżonków też najchętniej dobierało się z "firmy". Niektóre "dzieci" starały się posłusznie dostosować do wymagań, inne się buntowały. I tu przechodzimy do plusów ujemnych: może i wolność była w NRD ograniczona, za to możliwości podpadnięcia władzy państwowej i STASI-rodzicielskiej - nieograniczone! Można było na przykład słuchać zachodniego radia, nosić długie włosy i żółte spodnie Lee, chadzać na nielegalne koncerty, odmawiać służby wojskowej, krytykować linię partii, nie wywiesić flagi w święto, spotykać się z niewłaściwą osobą, mieć kontakt z religią lub jakiekolwiek związki z Zachodem, próbować ucieczki z NRD... Ale dzieci STASI tak naprawdę nie miały wolnego, bezpiecznego wyboru. Konflikt między nimi a rodzicami nie był tylko pokoleniowy, ale i ideologiczny i nierzadko miał konsekwencje służbowe. Opowieści skupiają się na NRD, ale czasem przekraczają granice. Pokręcone były losy rodziny, która przebywała na tajnej misji w RFN i w wyniku dekonspiracji wróciła do NRD - kraju, który dla wychowanych na kapitalistycznym Zachodzie dzieci był obcy. A same dzieci dopiero teraz odkrywały prawdziwe przekonania swoich rodziców. Również inni rozmówcy często dopiero po latach dowiadywali się, czym tak naprawdę zajmowali się ich zapracowani, oddani socjalistycznej ojczyźnie ojcowie. Dowiadujemy się też, jak na sytuację na froncie ideologiczno-rodzinnym wpłynęło zjednoczenie Niemiec i upadek socjalizmu.Nie napiszę jak, przeczytajcie sobie sami. Książka jest świetna. Ludzkie historie i opisy enerdowskich realiów bardzo wciągające; narracja - jak wiele rzeczy u Niemców, poukładana; tło historyczno-instytucjonalne podane zwięźle i zrozumiale. Tę lekturę polecam każdemu. Po niej łatwiej jest docenić świat w którym żyjemy, oraz zrozumieć, dlaczego na statystycznych mapkach współczesnych Niemiec mimo upływu tylu lat od zjednoczenia nadal "widać zabory".
Warmiaczka - awatar Warmiaczka
oceniła na 8 15 dni temu
Kwiaty polskie na wygnaniu Wiesław Adamczyk
Kwiaty polskie na wygnaniu
Wiesław Adamczyk
Głównym autorem (obok Ewy Ledóchowicz oraz Barbary Dominiczak) recenzowanej przeze mnie książki jest Wiesław Adamczyk. Jako zaledwie siedmioletni chłopiec został on deportowany wraz z matką i rodzeństwem do Związku Radzieckiego. Jego ojciec został zamordowany w Katyniu. Po podpisaniu układu Sikorski-Majski i ogłoszeniu amnestii dla obywateli polskich w ZSRR, w 1942 roku Adamczyk wydostał się z „nieludzkiej ziemi”. Wojenne losy zaprowadziły go do Iranu, Libanu, Wielkiej Brytanii, a następnie do USA, gdzie nas stale zamieszkał. Z wykształcenia jest chemikiem i doradcą podatkowym. Swoje wspomnienia z okresu II wojny światowej, opublikował w książce „Kiedy Bóg odwrócił wzrok”, która ukazała się na polskim rynku wydawniczym w 2010 roku. Wspomniana książka, przyniosła autorowi duży rozgłos oraz liczne nagrody. Autor nie poprzestał jednak na opisie warunków życia na zesłaniu i o zbrodniach dokonywanych przez władze sowieckie, co stanowiło treść w wyżej wspomnianej pozycji. Uznał, że jego obowiązkiem wobec wszystkich ofiar sowieckich łagrów jest szerzyć wiedzę na temat deportacji Polaków podczas II wojny światowej oraz na temat zbrodni katyńskiej. Był to jeden z motywów napisania „Kwiatów polskich na wygnaniu”. Drugim były liczne rozmowy przeprowadzone przez Wiesława Adamczyka z deportowanymi do ZSRR. Wielu z jego rozmówców prowadziło w czasie zesłania niezwykłe pamiętniki, które udostępniło lub podarowało autorowi książki. Sztambuchy deportowanych, były zupełnie niezwykłymi dokumentami. Prowadzone przez deportowane dzieci, pamiętniki były zbiorem nazwisk przyjaciół i ludzi, których podziwiali autorzy pamiętników, stworzonym „ku pamięci”. Niby podobnym do tych tworzonych w normalnych warunkach, ale jednak zupełnie innym. Taki pamiętnik stanowił zbiór mądrych cytatów czy własnych przemyśleń. Był polem do popisów artystycznych czy poetyckich. Posiadając taką arcyciekawą bazę źródłową oraz poczucie misji, autor, nie zważając na swój wiek oraz zdrowie, powziął postanowienie: "spiszę historię zesłanych dzieci, tych, które znam. Historie takie same, ale przecież indywidualne. I przy tym zawsze inne, odrębne. Zostanę kolekcjonerem i konserwatorem historii zesłanych dzieci. Będę spisywaczem, oddam głos historiom, bardziej indywidualny, osobny głos". Czytaj więcej: https://histmag.org/Wieslaw-Adamczyk-Kwiaty-polskie-na-wygnaniu-recenzja-11085
Kamil Kartasiński - awatar Kamil Kartasiński
ocenił na 9 6 lat temu
Chłopak z Warszawy. Powstanie warszawskie oczami szesnastoletniego żołnierza Andrzej Borowiec
Chłopak z Warszawy. Powstanie warszawskie oczami szesnastoletniego żołnierza
Andrzej Borowiec
„Chłopak z Warszawy: Powstanie Warszawskie oczami szesnastoletniego żołnierza” autorstwa Andrzeja Borowca. „Chłopak z Warszawy” to więcej niż autobiografia – to poruszające, osobiste świadectwo dojrzewania w piekle okupacji i heroicznego zrywu. Andrzej Borowca, ps. „Zych”, w serii krótkich, lecz niezwykle treściwych rozdziałów, z drobiazgową precyzją odtwarza swoje życie. Śledzimy jego przemianę z chłopca zafascynowanego wojskowymi opowieściami ojca (żołnierza armii Austro-Węgier i II Rzeczypospolitej) w niemal dorosłego, szesnastoletniego żołnierza Armii Krajowej, rzuconego w wir jednego z najbardziej tragicznych i heroicznych wydarzeń II wojny światowej – Powstania Warszawskiego 1944 roku. Początek tej liczącej ponad czterysta stron opowieści koncentruje się na codzienności okupuwanej Polsce, zniewolonej przez dwa zbrodnicze systemy: III Rzeszę i ZSRR. Na szczególne uznanie zasługuje niezwykła pamięć autora, który z płynnością i szczerością opisuje relacje z ojcem, czułą „Mateczką”, biologiczną matką oraz rówieśnikami. Ta wojenna codzienność, z jej małymi radościami i wszechobecnym strachem, stanowi przejmujące tło dla nadchodzącej burzy. Pewien dyskomfort może budzić wątek budzącej się sfery seksualnej młodego Borowca. Mimo że opisany z dużą skromnością i traktowany raczej jako marginalna ciekawostka, wydaje się nieco zbędny w tym kontekście. Na obronę autora należy jednak przyznać, że nie kryje się za tym żaden głębszy podtekst. To po prostu uczciwy element portretu nastolatka, który nawet w obliczu otaczającego go okrucieństwa, wciąż doświadczał zwyczajnych ludzkich potrzeb i marzeń. Im głębiej wciągamy się w lekturę, tym bardziej zapominamy, że opisane potworności przeżywał ledwie nastolatek. Okrucieństwo, bestialstwo i wynaturzenie, z jakimi przyszło mu się zmierzyć, wydają się niemal niepojęte z perspektywy bezpiecznego, współczesnego czytelnika. Narracja jest tym cenniejsza, że łączy bezpośredniość młodzieńczych wrażeń z dojrzałą refleksją mężczyzny spisującego wspomnienia po latach. Znajomość historycznego tła bije z każdej strony. Borowiec, choć fizycznie nie mógł być wszędzie, z reporterską wręcz skrupulatnością odnotowuje kluczowe momenty Powstania, od przedwczesnego wybuchu około godziny 14:00 na Żoliborzu, przez Rzeź Woli, po nieuniknioną kapitulację. Po poważnym zranieniu „Zych” trafia do niemieckich obozów jenieckich. Jego opis tego doświadczenia stanowi interesujący kontrast do walk w stolicy, mniej bezpośredniej grozy za to więcej wszechogarniającej monotonii, głodu i niepewności. Ku uldze czytelnika, relacja z pobytu w niewoli jest wstrzemięźliwa, pozbawiona nadmiernego epatowania okrucieństwem. Książka zyskuje dodatkowy, głęboki wymiar w ostatnich rozdziałach. To opowieść o trudnej powojennej rzeczywistości i traumie, która nie skończyła się wraz z ostatnim strzałem. Mimo zwycięstwa aliantów, młody Borowiec nie mógł czuć się bezpiecznie we własnym kraju. Polska, która znalazła się w strefie wpływów ZSRR, stała się miejscem prześladowań dla żołnierzy Armii Krajowej, uznawanych przez nowe, komunistyczne władze za wrogów systemu. Ta gorzka świadomość nadaje całej opowieści jeszcze bardziej tragiczny wydźwięk. Autor zamyka swoją historię krótkim skrótem dalszych losów: edukacji i kariery, którą budował już na emigracji. Szczerze polecam „Chłopaka z Warszawy” każdemu, kto chce zrozumieć nie tylko historyczne fakty, ale i ludzkie emocje stojące za tymi, którzy przetrwali najczarniejszy rozdział polskiej historii. To lektura, która nie daje o sobie łatwo zapomnieć
NIELatwaHistoria - awatar NIELatwaHistoria
oceniła na 8 7 miesięcy temu
Osadnicy. Nowe życie kresowiaków na ziemiach zachodnich. Nadzieje i niemoc wobec władzy ludowej Michał Sobków
Osadnicy. Nowe życie kresowiaków na ziemiach zachodnich. Nadzieje i niemoc wobec władzy ludowej
Michał Sobków Jan Kurdwanowski Bronisław Kowacz Wiktoria Kwiatkowska Zdzisław Żaba Cyryl Priebe Stanisław Szymański
Osadnicy, uchodźcy, przesiedleńcy i najbardziej nieadekwatne dla Kresowian – repatrianci. To najczęściej używane określenia ludności, która opuszczała od 1943 roku wschodnie tereny należące przed II wojną światową do Polski, udając się na tereny zachodnie przyłączone do niej po wojnie. Na tak zwane Ziemie Odzyskane, jak określała je nowa władza komunistyczna. Świadomie nie użyłam określenia „musiała”, ponieważ obok zdecydowanej większości zmuszonej wyjechać, istnieli i tacy, którzy "znaleźli się na Zachodzie powodowani ciekawością czy chęcią łatwego zysku", jak pisze Agnieszka Knyt – autorka wstępu "Od Karty". Nie zmienia to jednak faktu, że migracja ludności cywilnej była efektem zmian politycznych przesuwających granice naszego kraju. Skutki ustaleń i decyzji podjętych przez Wielką Trójkę w Teheranie, Jałcie i Poczdamie odczuwam do dzisiaj również ja. Jestem trzecim pokoleniem Kresowian i mogłabym dopisać w imieniu moich dziadków kolejny rozdział do tej antologii wspomnień spisanych przez uczestników przesiedleń lub ich bliskich. Siedem relacji nieróżniących się przebiegiem wysiedlenia – przyczyną wyjazdu, samą podróżą w towarowych wagonach i ogromnym ładunkiem emocji człowieka skrzywdzonego materialnie, poniżonego moralnie i nierzadko oszukanego w rekompensacie utraconego majątku, ale przede wszystkim ogarniętego lękiem przed nieznanym. Różniących się natomiast celem podróży (każdy z bohaterów przyjechał do innej miejscowości – między innymi Szczecinka, Legnicy, Wrocławia, Strzelc), miejsca zamieszkania (dom na wsi, willa lub mieszkanie w mieście), stanu i zasobności zastanego majątku, postawą wobec mienia poniemieckiego i samych Niemców oraz podjętą pracą w nowym miejscu zamieszkania. Każde z tych wspomnień akcentowało jeden z wymienionych elementów, dając mi różnorodny i jednocześnie pełny obraz jednego zjawiska oraz skrajności ludzkich zachowań. Uważnie wsłuchiwałam się w relacje świadków nie tylko z powodu ciekawości ówczesnych formalnych procedur i nieformalnej strony ich przebiegu, ale i interesującego etapu funkcjonowania państwa tuż po zakończeniu wojny, kiedy na ziemiach zachodnich panował chaos informacyjny. Byłam nie tyle zaskoczona, ile przerażona totalnym bezprawiem, w którym "niedostatek jedzenia kompensowała nieograniczona wolność. Nie było żadnej władzy. Nie obowiązywało żadne prawo poza moralnym. Nie było własności prywatnej zatruwającej stosunki między ludźmi. Wszystko należało do wszystkich i do nikogo. Można było brać w posiadanie, nie odbierając innemu. Można było niszczyć, nie niszcząc cudzego". Włącznie z życiem. Również brakiem organizacji, sprzecznością polskich i sowieckich interesów, polityką silniejszego uzbrojonego w broń, grabieżą i wywozem wszystkiego, co wartościowe, do ZSRR, masowym szabrownictwem przez ludność cywilną ogarniętą „germanożerstwem” i „gorączką złota”. "To bogactwo, którego można było brać, ile się chciało, ale które miało wartość przysłowiowych diamentów na pustyni, wielu ludziom odbierało rozum. […] Nawet ja, choć z doktorskiej rodziny, traciłem chwilami zdrowy rozsądek na widok tych nagromadzonych przez wieki dóbr…" – wspominał Jan, opisując zasiedlanie Legnicy. Może dlatego niektórzy z opowiadających odważyli się mówić publicznie o tamtych czasach po bardzo wielu latach. Mój dziadek nie mówił o tym do śmierci. Babcia, w rzadkich chwilach słabości i przytłaczającej ją tęsknocie, wspominała jedynie z nostalgią pozostawiony orzechowy sad, którego nie mogła odżałować. Historię rodziny poznałam z relacji mamy, ale bardzo okrojoną i widzianą oczami malutkiej dziewczynki, pamiętającej przede wszystkim powszechny głód. Pamiętam emocje, kiedy po raz pierwszy zobaczyłam rodzinne strony mojej mamy na zdjęciach zrobionych przez wujka, który pojechał na Kresy. Wykorzenienie – tak ujęłabym to, co poczułam. Poza emocjami ta antologia dostarczyła mi również informacji na temat wzorcowego wykorzystania człowieka, pełnego energii i wiary w odbudowę kraju, do własnych interesów ludzi władzy i partii. Przewrotność systemu socjalistycznego, który pozwalał najpierw zrobić obywatelowi najtrudniejsze, by potem uczynić go wrogiem ludu działającym na szkodę państwa. Prześledziłam dwa mechanizmy niszczenia człowieka i specyfiki działania układów partyjnych, za którymi stała żądza władzy i zysku. Jeden ze wspominających odbudowywał szkołę, a drugi młyn. Za sukcesy, praktycyzm i logiczne myślenie można było ostatecznie trafić do więzienia. Nic dziwnego, że dopiero teraz jeden z nich mógł jawnie podsumować tamte lata pracy dla ludowego państwa – "straciłem wszystko, co miałem – na wschodzie i na zachodzie – i jeszcze mam dług na 22,5 kwintala żyta. Oto dorobek mojego życia". Rozgoryczanie Kresowian nie dotyczyło tylko wysiedlenia. Ono tam się dopiero zaczynało, budując poczucie żalu, który czuli do śmierci. I w jakimś wymiarze trwa on do dzisiaj, dziedziczony z pokolenia na pokolenie. Jestem tego przykładem. Warto czytać takie pozycje, by zrozumieć geografię podziałów politycznych na mapie Polski najbardziej uwidaczniających się podczas wyborów. By pojąć moje i mnie podobnym poczucie życia na cudzym, które czułam od zawsze. Budowano we mnie tożsamość, ucząc ogólnej historii Polski, bo ta regionalna jakoś tak zawsze, prędzej czy później, kończyła się na Niemcach. W szkole uczyłam się tańców narodowych od oberka na krakowiaku i kujawiaku skończywszy, bo jakiż to taniec regionalny był kultywowany na Pomorzu Zachodnim? Wielkie banery, które jeszcze w latach 80. widziałam w Szczecinie, zapewniające o polskości ziem trąciły fałszem, kiedy spod tynków domów w moim mieście do dzisiaj wyłażą niemieckie napisy, a na które, jako dzieci, natykaliśmy się stale. A piękny park, do którego chodzą właściciele z psami na „poranną i wieczorną toaletę”, to niemiecki cmentarz, którego części grobów jeszcze tu i ówdzie wystają spod ziemi, a których elementy zostały rozniesione po okolicy do różnych celów. Jeden z nich służy jako stoper przed wjazdem między garaże. Na szczęście polityka „germanożerności” już minęła. Jest dużo lepiej. O niemieckiej przeszłości mojego miasta mówi się wprost, a nawet pielęgnuje. Nawiązujemy przyjaźnie między miastami. Jdnak najciekawsze w tym wszystkim jest to, że dorastałam z Ukraińcami z akcji „Wisła”, będącymi w podobnej sytuacji, jak moja rodzina. Trochę groteskowej – my z Kresów uciekający przed Ukraińcami, Ukraińcy przesiedleni na siłę tak, jak my i oba narody na poniemieckich ziemiach. Nikt tak naprawdę u siebie. Takiego u siebie, z taką pewnością swojego z dziada pradziada, jak na przykład Podhalanie. I, mimo że jest już tyle lat po wojnie, moje odczucia nie różnią się od tych odczuwanych tuż po niej przez jednego ze wspominających na temat przesiedlanych Niemców – "Świadom byłem, że w jakimś stopniu łączy nas wspólny nieszczęśliwy los. Nas, zmuszonych przez banderowców do ucieczki z rodzinnych stron, i ich, którzy ponoszą teraz konsekwencje rozpętania wojny przez jednego diabła". Może dlatego tak bardzo utożsamiam się ze słowami jednej z relacjonujących kobiet – "Wędrówka, te wszystkie zabiegi, żeby urządzić się na Ziemiach Zachodnich, zasiedlając cudze kąty, jest bezsensowna, niesprawiedliwa. Sprawiedliwe jest powrócić do rodzinnego domu". Tylko, gdzie jest ten mój rodzinny dom Wyszyńskich? naostrzuksiazki.pl
Maria Akida - awatar Maria Akida
oceniła na 8 5 lat temu

Cytaty z książki Anoda. Kamień na szańcu

Więcej
Piotr Lipiński Anoda. Kamień na szańcu Zobacz więcej
Więcej