Queerowy Percy Jackson w świecie inspirowanym meksykańską mitologią z ciągotami do Igrzysk Śmierci i z wyraźnym klimatem licealnej dramy.
Dziwne? To było, kurczaczki, zajebiste!
I na wstępie – tak, tematyki queerowej jest tu sporo. Wiele postaci używa różnych zaimków, normą w tym świecie są też pary homoseksualne, a zmiana płci jest w pełni akceptowalna w społeczeństwie i traktowana trochę jak drugie urodziny. Tylko że nie o tym jest ta książka – to wyłącznie część składowa świata przedstawionego. Nawet jeśli główny bohater jest trans – to go nie definiuje. Tak, to część jego, ważna część i wpłynęła na to kim jest i jaki jest, ale historia w ogóle się na tym nie skupia. Poza kilkoma rozmowami kręcącymi się wokół tego, temat queer jest tylko częścią świata, ale nie wpływającą na historię. Nieważne jakich zaimków używasz, czy jesteś kobietą, mężczyzną, czy żadnym z tych, nieważne jaką płeć lubisz – wszyscy są równi, mogą być przeuroczymi bohaterami jak i totalnymi dupkami. Nikt i nic nie jest faworyzowane.
Choć muszę przyznać, że bardzo spodobał mi się motyw niemówienia wprost o pewnych rzeczach, ale przedstawiania tego chociażby na przykładzie skrzydeł Teo. Bo chłopak, jako dziecko bogini ptaków, tak jak i ona ma skrzydła. Zacząwszy od tego, jak Teo na początku sam postrzega swoje skrzydła, przez to jak zaczyna je akceptować jako część siebie, a na reakcjach innych (jak na przykład pytania, że skoro ma ptasie cechy, to czy wykluł się z jajka i lubi siedzieć na grzędzie, albo czy ma… kloakę) kończąc.
I wciąż mówimy tu o dzieciakach w wieku licealnym, dla których już dorastanie samo w sobie jest trudne. A co dopiero, gdy jest się trochę innym od reszty…
A o czym w ogóle to wszystko?
Największe i najpotężniejsze bóstwo – Sol – które stworzyłu świat poświęciłu się też, aby go ochronić przed Obsydianowymi bogami (których swoją drogą też niechcący swtorzyłu metodą prób i błędów…). Poza Obsydianowymi zostali też sworzeni Złoci bogowie (ci najpotężniejsi) oraz Jadeitowi (można powiedzieć ,,gorszy sort”). Po poświęceniu się Sol, co dekadę odbywają się Próby Słońca, które mają wyłonić spośród dzieci Złotów i Jadeitów Zwiastuna, który będzie gwarantem ochrony świata przed powrotem Obsydianów. A na czym polega ta ochrona? Otóż na złożeniu w ofierze uczestnika Prób, który wypadł najgorzej…
Porąbane? Tylko że mówimy tu o mitologii meksykańskiej. Mimo współczesnych realiów powieści, świat został wykreowany w klimatach Azteków i Majów – czy to chodzi o sam wygląd tego świata, czy wierzenia. I to było dla mnie trochę odświeżające, nawet mimo skojarzeń z serią Percy Jackson. Bo Teo też jest półbogiem – dzieckiem Quetzal, Jadeitowej bogini ptaków. I został wybrany na uczestnika Prób. On i jeszcze inny Jadeitowy – syn boga pecha. Wśród potężnych dzieci Złotów od razu zostali zakwalifikowani jako potencjalne ofiary do złożenia, nie mające większych szans w przejściu Prób. Dlatego dla Teo i Xio to nie miała być rywalizacja o zwycięstwo, ale dosłownie walka o przeżycie…
Dzieje się tu sporo, nie tylko jeśli chodzi o akcję, ale również dynamikę bohaterów. Teo, Xio i Niya to trio chodzącej katastrofy (najczęściej dla innych), ale jakże przeurocze! Szczególnie moją sympatię zdobyła Niya – dziewczyna bez żadnych hamulców i filtra, który pozwalałby jej zastanowić się nad tym, co gada i robi… a do tego jak przyłoży, to delikwent plecami ściany rozbija! A Teo, cóż… lubię go chyba najbardziej, choć jestem w stanie zrozumieć, że może kogoś irytować i doprowadzać do białej gorączki. Bo Teo jest uparty, czasem aż wbrew zdrowemu rozsądkowi i instynktowi samozachowawczemu. Na początku trudno mu przyznawać się do błędów (a tych popełnia sporo…), tylko idzie w zaparte w swoje, a później żałuje, bo konsekwencje przychodzą szybko. Tylko też w trakcie trwania historii uczy się, że to może jednak nie jest najzdrowsze podejście do życia i faktycznie wynosi jakieś lekcje ze swoich porażek. To wciąż dzieciak, ale całkiem sprytny dzieciak, który (powoli, bo powoli) otwiera oczy i zaczyna widzieć świat i innych takimi, jacy są naprawdę, a nie tylko przez pryzmat swojego uporu i uprzedzeń.
Poza mitologią, to – o dziwo – właśnie dynamika między uczestnikami Prób również mocno przyciągnęła mnie do lektury. To dzieciaki dosłownie w wieku licealnym – i tak się zachowują. Trochę za pewni siebie, a inni znowu za mało pewni… jedni dupkowaci, inni przeuroczy. Podczas trwania Prób rodzą się między nimi przyjaźnie… a czasem i coś więcej, A i antypatie powoli zostają zweryfikowane.
Ale to nie jest szkolna wycieczka. Nawet jeśli na początku wszystkim humory dopisują, to z każdą kolejną Próbą zbliżają się do rozstrzygnięcia i zaczyna do nich docierać, że ktoś z nich wygra, a ktoś zostanie poświęcony… i patrząc po tym, co się dzieje w trakcie historii te dwie pozycje wcale nie były pewne dla nikogo. Zaczęło wchodzić napięcie i niepokój również i u mnie, bo skubańców polubiłam, nie tylko głównych bohaterów. Bo choć to była rywalizacja o wiadomą każdemu stawkę, to jednak zwyciężało sumienie i uczestnicy potrafili pomagać sobie nawzajem, tak po ludzku (nawet jeśli to byli półbogowie). Chociaż… kto powiedział, że zwycięstwo w Próbach zależało od samego suchego wyniku w wyzwaniach? Może było brane pod uwagę właśnie zaangażowanie uczestników, to jakie wartości wyznają i jakich wyborów dokonują w kryzysowych sytuacjach? W końcu Zwiastun to symbol obrońcy, Herosa, który ma chronić świat i ludzi.
No i zamordować swojego potencjalnego przyjaciela, przypomnijmy. Bo fakt, że ofiara to główna część tego rytuału to jedno. Jednak po wrzuceniu do jednego kotła nabuzowanych hormonami i adrenaliną nastolatków wystawionych na niebezpieczeństwa nie było bata, że nie wytworzą się między nimi jakieś relacje. Dlatego zakończenie, cóż… nie wiem, czy doczekam polskiego wydania drugiego tomu!
Powiem szczerze, że nie nastawiałam się na nic. Zaintrygowała mnie mitologia meksykańska i po trochu temat queer, bo choć ,,gejozy” trochę czytam, to jednak było dla mnie coś nowego. Skończyło się na tym, że nawet w pracy w wolnych chwilach czytałam po trochu… No, wciągnęłam się! To historia czysto rozrywkowa tak naprawdę, sama akcja i przygoda doprawione ciekawymi bohaterami oraz prostym, trochę szczeniackim humorem, który lubię. Nie wiem, czy mogę powiedzieć, że fanom Percy’ego Jacksona przypadnie do gustu – choć w moim wypadku przypadło i to bardzo.
Opinia
Wow!
Szczerze mówiąc, to nie spodziewałem się, że ta książka tak mnie wciągnie, że zanurzę się w tym świecie na tyle mocno, by wręcz uwierzyć, że sytuacja dzieje się naprawdę, a wydarzenia są prawdziwe.
Fabuła rozwija się w idealnym dla mnie tempie. Wszystkie wydarzenia są przemyślane i cudownie opisane. Praktycznie cały czas coś się dzieje, dzięki czemu nie czułem się znudzony.
Główni bohaterowie i relacja między nimi jest super napisana. Postacie nie są irytujące, zachowują się w miarę racjonalnie (biorąc pod uwagę, że jest to książka o "końcu świata";). Polubiłem Andrew i Jame'ego, są wyjątkowi na swój sposób. Postacie drugoplanowe są dobrze napisane, jest ich co prawda dużo, ale tego wymaga fabuła. Okładka jest bardzo ładna, zachęca do sięgnięcia po książkę.
Zakończenie daje dobrą furtkę do następnej części. Z przyjemnością sięgnę po kolejne wydanie przygód naszych dzielnych bohaterów.
Wow!
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toSzczerze mówiąc, to nie spodziewałem się, że ta książka tak mnie wciągnie, że zanurzę się w tym świecie na tyle mocno, by wręcz uwierzyć, że sytuacja dzieje się naprawdę, a wydarzenia są prawdziwe.
Fabuła rozwija się w idealnym dla mnie tempie. Wszystkie wydarzenia są przemyślane i cudownie opisane. Praktycznie cały czas coś się dzieje, dzięki czemu nie czułem się...