Aforyzmy i sarkazmy

Okładka książki Aforyzmy i sarkazmy
Mark Twain Wydawnictwo: Prószyński i S-ka literatura piękna
60 str. 1 godz. 0 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Data wydania:
1999-05-09
Data 1. wyd. pol.:
1984-01-01
Liczba stron:
60
Czas czytania
1 godz. 0 min.
Język:
polski
ISBN:
83-7255-472-2
Średnia ocen

                7,5 7,5 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Aforyzmy i sarkazmy w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Aforyzmy i sarkazmy

Średnia ocen
7,5 / 10
49 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
391
388

Na półkach:

" Lepiej jest nie odzywać się wcale i wydawać się głupim , niż odezwać się i rozwiać wszelkie wątpliwości" - jedno z moich ulubionych powiedzeń , które często wykorzystuję w życiu [ ale nie dziś].
Nie zdawałam sobie sprawy , że to myśl Marka Twaina.
Aforyzmy zamieszczone w tej książeczce są ironiczne i mądre.
Np. podoba mi się : " wobec chorobliwej wyobraźni dowody nic nie wskórają". Skojarzyło mi się to z faktem , że pisząc recenzje na LC zorientowałam się , że brak logiki w kryminałach nie przeszkadza w zdobywaniu przez nie ogromnej popularności i wielotomowym kontynuacjom. Liczą się głównie emocje , zarówno w literaturze jak i poza nią. Może jestem zbyt surowa bo " prawda jest dziwniejsza od fikcji , a to dlatego , że fikcja musi być prawdopodobna . Prawda - nie".
Pozdrawiam.

" Lepiej jest nie odzywać się wcale i wydawać się głupim , niż odezwać się i rozwiać wszelkie wątpliwości" - jedno z moich ulubionych powiedzeń , które często wykorzystuję w życiu [ ale nie dziś].
Nie zdawałam sobie sprawy , że to myśl Marka Twaina.
Aforyzmy zamieszczone w tej książeczce są ironiczne i mądre.
Np. podoba mi się : " wobec chorobliwej wyobraźni dowody nic nie...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

256 użytkowników ma tytuł Aforyzmy i sarkazmy na półkach głównych
  • 191
  • 62
  • 3
27 użytkowników ma tytuł Aforyzmy i sarkazmy na półkach dodatkowych
  • 15
  • 4
  • 3
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1

Inne książki autora

Mark Twain
Mark Twain
Amerykański pisarz pochodzenia szkockiego, satyryk, humorysta, wolnomularz. Uważa się, że jego pseudonim artystyczny pochodzi z okresu kiedy pracował na parowcach pływających po Missisipi– w żargonie pilotów parowców rzecznych mark twain oznacza "zaznacz dwa (sążnie głębokości)". Mark Twain urodził się w osadzie Florida 30 listopada 1835 roku. Gdy miał 5 lat, jego rodzina przeniosła się do innej małej miejscowości – Hannibal. W wieku dwunastu lat z powodu śmierci ojca musiał przerwać naukę i rozpocząć pracę zarobkową. Początkowo był chłopcem na posyłki w drukarni, później kształcił się na zecera. Następnie uzyskał uprawnienia pilota parostatków pływających na Missisipi. Opisał to później w autobiograficznej powieści Życie na Missisipi. Uważa się, że jego pseudonim literacki pochodzi z tego okresu – w żargonie pilotów parowców rzecznych mark twain oznacza „zaznacz dwa (sążnie głębokości)”. W czasie wojny secesyjnej kolejno był żołnierzem obu walczących stron. Zarówno z armii Unii, jak i z armii Konfederacji zdezerterował. Następnie przeprowadził się na Zachód. Przez pewien czas pracował w kopalniach srebra w Nevadzie, a następnie jako poszukiwacz złota w Kalifornii. W tym okresie pobytu na zachodnim wybrzeżu zaczął, początkowo nieregularnie, pracować jako dziennikarz. Rozgłos przyniosło mu opowiadanie The Celebrated Jumping Frog of Calaveras County (1865, O sławnej skaczącej żabie z Calaveras), w związku z czym w 1867 roku Twain został zaangażowany jako reporter i korespondent przy grupie amerykańskich turystów odbywających podróż do Europy na pokładzie statku Miasto Kwakrów. Jego udział w wyprawie finansowany był przez gazety Alta California oraz New York Tribune. Twain opisał podróż w książce Prostaczkowie za granicą (The Innocents Abroad, 1869). Przez następnych parę lat Mark Twain wiele podróżował, głównie jako prelegent w różnych częściach Stanów Zjednoczonych. W roku 1870 ożenił się z Olivią Langdon, osiedlił się w północno-wschodniej części kraju – początkowo w Buffalo, później w Hartford, w stanie Connecticut. Wszedł w środowisko żony i pod wpływem Williama Deana Howellsa okrzepł jako literat i rozpoczął następną część swojej kariery. W autobiograficznej powieści Pod gołym niebem (Roughing It, 1872) opisał twardy, surowy los osadników oraz panoramę Ameryki od St. Louis przez Nevadę, Kalifornię aż po Hawaje. W książce Włóczęga za granicą (A Tramp Abroad, 1880) zawarł swoje przeżycia z drugiej podróży do Europy, podczas której zwiedził Niemcy, Szwajcarię i Włochy. Pierwszą powieść Pozłacany wiek (The Gilded Age, 1873) Twain napisał wspólnie z Ch.D. Warrenem. W skład cyklu o nazwie Epos rzeki Missisipi, napisanego w okresie 1876-1882, weszły: Przygody Tomka Sawyera (The Adventures of Tom Sawyer, 1876) oraz Przygody Hucka Finna (The Adventures of Huckelberry Finn, 1884), oraz autobiograficzne Życie na Missisipi. Twain przedstawił w tych dziełach obraz Ameryki drugiej połowy XIX wieku. Dwa utwory – Książę i żebrak (The Prince and the Pauper, 1882) oraz Jankes na dworze króla Artura (A Connecticut Yankee In King Arthur’s Court, 1889) – rozgrywają się w Anglii. Pierwszy to historyczna powieść dla młodzieży o zamianie ról bliźniaczo podobnych chłopców z przeciwstawnych biegunów drabiny społecznej. Druga powieść to satyra na zakorzenione mity europejskiej poezji średniowiecznej oraz podwaliny ustroju społecznego krajów zachodniej Europy. Mark Twain pisał także (zwłaszcza po 1897 roku) coraz więcej małych form, w których krytykował amerykańską rzeczywistość. Z tego okresu pochodzą satyry antymieszczańskie, takie jak Człowiek, który zdemoralizował Hadleyburg (The Man Who Corrupted Hadleyburg, 1899) czy Tajemniczy przybysz (The Mysterious Stranger, 1916). W 1904 Twain zarzucił Teodorowi Rooseveltowi, że wygrał wybory skutkiem przekupstwa. W roku 1893 zbankrutowało przedsiębiorstwo wydawnicze, w które Twain zainwestował 200 tys. dolarów. Pisarz popadł w poważne tarapaty finansowe. W tej sytuacji wyruszył w długie tury objazdowych odczytów w USA i Europie, które cieszyły się olbrzymim powodzeniem, zapewniając spłatę długów oraz zgromadzenie nowej fortuny. W roku 1898 w jednym ze swoich opowiadań dał obraz pracy nauczycielskiej kolegi – Jana Szczepanika i perypetii związanych z porzuceniem pracy pedagogicznej na rzecz wynalazków. Podczas pobytu w Wiedniu pisarz odwiedził Szczepanika i zapisał w swoim dzienniku treść rozmów z wynalazcą. Posłużyły one następnie jako fabuła dwóch utworów: The Austrian Edison Keeping School Again (1898) oraz From the London Times of 1904. Zmarł na zawał serca kilka miesięcy po śmierci swojej córki.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Dom pani Tellier Guy de Maupassant
Dom pani Tellier
Guy de Maupassant
Zasłużony mecenat Flauberta; najwyższej światowej klasy nowelistyka. Utwory mądre, oryginalne, koherentne, wnikliwe. Mimo że pochodzą z etapu twórczości Francuza, który umownie nazywa się paryskim (czyli jeszcze nie naturalizm, i nie rollercastery w stylu „Horli”), to już wtedy Maupassant przedstawił się światu jak Fidiasz krótkiej formy. Gorzką nutę miesza z pełnym absurdu humorem, jakby Molier przemieszał się z Balzakiem. Dramaty społeczno-rodzinne doprawia postaciami takimi jak Fredrowski Cześnik (np. urzędnik Boissel ze „Spadku”, który każdemu dałby po pysku, ale powstrzymuje się, żeby nikogo nie zabić). GdM oczywiście nie zostawia żadnego komentarza, żadnego Tołstojowego programu naprawczego, zamiast tego kreśli opracowanie ludzkich ułomności, w tym wypadku mieszczańskiego urzędnictwa. SPADEK 9/10 Historia rodziny, która otrzyma spadek po bogatej ciotce, jeżeli para młoda w ciągu trzech lat doczeka się potomka, inaczej bajońska suma przejdzie na rzecz organizacji charytatywnych. GdM fenomenalnie obrazuje degeneracje życia rodzinnego i zawodowego oraz zmiany zachowań bohaterów w obliczu nadchodzącego „bankructwa”. Pikanterii scenariuszowi dodaje fakt, że w zasadzie warunek otrzymania spadku sprowadza się do krótkiej fizjologicznej czynności, co przywodzi dodatkowych frustracji. Bohaterów oczywiście nie zamartwia los rodzica, dobrobyt ewentualnego potomka, ani nawet czy samo małżeństwo ma jakiś niefinansowy sens. Kontrolowani jakby wyższą wolą podporządkowują swoje życie egoizmowi, ale – to największy dramat w „Spadku” – żaden z nas się temu nie dziwi i obserwujemy to wszystko współwinni z głównymi bohaterami, knując jak zjeść ciastko i mieć ciastko jednocześnie. Po drodze doświadczymy zalążków dyskusji mających miejsce w dzisiejszej humanistyce: o kryzysie męskości i przemocy domowej, a sam „Spadek” możemy traktować jako antenata współczesnych korpo-stories. NASZYJNIK 7,5/10 20-stronicowa igraszka, w której czytelnik wpada w typową pułapkę bajkowego schematu myślenia, w którym występki (w tym przypadku chciwość) zostają ukarane, a cnotliwość unosi rękę w znaku victorii. Rozbioru tego utworu mógłby bez trudu dokonać słynny rozkładacz bajek, Władimir Propp. W zakończeniu noweli jednak nie ma podziału nagród między cnotliwymi; jest przykra, jakże prawdziwa, ironia losu. Bajka przełamana finałem z życia wziętym, podsumowując. Morał sprowadzić można też do jakże wymownego: nie opłaca się być uczciwym i biednym. DOM PANI TELLIER Utwór tytułowy skomentował sam wydawca w opisie, jak i gremium czytelników w sekcji komentarzy. Z lenistwa nie będę się już produkował, dodam tylko na marginesie, że to kolejny utwór Francuza, który kompozycyjnie przypomina mi bajkę: trzy damy jak trzy świnki.
Diabeł_Z_Caroc - awatar Diabeł_Z_Caroc
ocenił na 8 1 rok temu
Przygody barona Münchhausena Gottfried August Bürger
Przygody barona Münchhausena
Gottfried August Bürger
Książka napisana przez R.E. Raspego i wydana anonimowo w języku angielskim w 1794 r. W latach 1786/88 G. A. Burger dokonał jej przekładu na język niemiecki rozszerzając tekst oryginału. Odtąd jest też uważany za autora książki. Tytułowy bohater dorobił się naukowego określenia zaburzenia psychicznego tzw. zespołu Munchausena. To kompleksowa choroba, polega na kłamaniu na właściwie każdy temat: swojego życia, przeszłości, wykształcenia. Osoby chore wiedzą, że zmyślają, nie czerpiąc z tego żadnych korzyści manipulują otoczeniem wymyślając i zmyślając różne historie, często posługują się wieloma fałszywymi tożsamościami ( naturalnie nie jest to całkowita definicja schorzenia ). Książka to zbiór luźno powiązanych opowieści o nieprawdopodobnych i absurdalnych przygodach tytułowego bohatera. O jego podróżach, wyczynach wojennych, polowaniach i... czego tam jeszcze nie ma ? To utwór satyryczny, który ma bawić czytelnika, a absurd goniący absurd, to reguła. Historie Barona stały się bardzo popularne, doczekały się wielu adaptacji teatralnych i filmowych. Uprzejmie proszę o nie sugerowanie mi, że opisywana książka ma cokolwiek wspólnego z autorem opisywanego wcześniej "Cesarza " ( cha, cha, cha ). Uważam, że najważniejsze jest aby historia była interesująca i ciekawie opowiedziana !!! Chcesz się pośmiać ? TO POLECAM !!!
ando - awatar ando
ocenił na 8 8 miesięcy temu
Opowieści fantastyczne Herbert George Wells
Opowieści fantastyczne
Herbert George Wells
Biorąc pod uwagę cały dobytek literatury fantastyczno-naukowej – od najstarszych lat i chwil, wręcz pradziejów w tym względzie, do lat obecnych – nie da się określić, co w obiektywny sposób jest raczej nie możliwe, który z tych wielkich pisarzy jest dla tego gatunku twórcą najwybitniejszym, który z nich włożył najrozleglejszy, najbardziej znaczący, wręcz namacalny wkład w rozwój tego nurtu; który z nich był dla fantastyki jej Kamieniem Węgielnym, Świętym Graalem, czy Praojcem Stworzycielem. Z jednej strony można podać pewne nazwiska, jak: Jules Verne, Isaac Asimov, Herbert George Wells, Robert A. Heinlein, Arthur C. Clarke. Patrząc się na to krótkie zestawienie, nie da się nie określić tych pisarzy mianem ,,wizjonerów Science-fiction" – jednostek zajmujących bardzo wybitne miejsca wśród tysięcy pisarzy tego gatunku, nie tylko dlatego, że należą oni do jego prekursorów, lecz przede wszystkim dzięki swej twórczej oryginalności; dzięki głębokiemu znaczeniu tego, co przelewają oni na karty swych dzieł. Znaczeniu, które wyziera nawet z prostych nie aż tak znanych ich tworów, czyli dosłownie z całego repertuaru ich działalności literackiej. Przedstawione wyżej nazwiska, a nie jest to lista zamknięta, a jedynie przykład określonej części klasyków gatunku fantastyczno-naukowego, to prawdziwe wybitności. To autorzy piszący nie tylko ,,inaczej” niż pozwala na to przeciętność, ale i kreujący swe dzieła pod kątem wieloaspektowości: każdy czytelnik chwytający za powieści tych tuz literatury fantastycznej, na pewno znajdzie w nich znaczenie odpowiednie dla siebie. A to w pewnym sensie nazywa się ,,uniwersalizmem”, co sądzę jest w beletrystyce czymś bardzo potrzebnym dla entuzjasty tego gatunku, czymś ujmującym, niesamowitym. Czy zatem wśród wymienionych osobistości jednego z najbardziej pożądanych nurtów w literaturze popularnej; wśród tak popularnych, rozchwytywanych wśród fanów autorów, a docenianych przez krytyków i znawców popkultury, jest ktoś taki, kto odznacza się jednak tymi najsilniej przemawiającymi do czytelnika: stylem, estetyką pisarską i innymi elementami swej twórczości, trafiającymi do współczesnego, trapionego problemami społeczno-obyczajowymi czytelnika? Które z nakreślonych nazwisk, to nazwisko pisarza tworzącego równie entuzjastycznie i doskonale, dającego nam te naprawdę niezapomniane dzieła? Kto z nich, a może jest to ktoś kogo nie wymieniłem, był i jest wręcz najlepiej przyjmowanym twórcą beletrystyki fantastycznej - ,,tym kimś”: tym najpopularniejszym, będącym zarazem pisarzem oddziałującym wielowymiarowo, głęboko oryginalnie, oraz traktującym swoją pracę jako nie tylko spełnianie powinności zarobkowych i wypełnianie umów z wydawcami, ale i jako niepisany święty obowiązek, którym jest przekazywanie wizji swej twórczości społeczeństwu, niekiedy wizji będącej niezapomnianą, niepowtarzalną i bezcenną ideą? Aby odpowiedzieć sobie na stawiane wyżej pytania – kwestie, które ocierają się o naturę z lekka subiektywną, potrzeba by katorżniczej pracy umysłowej: multum godzin przemyśleń, porównań, wyciągania wniosków, czyli krwawicy decyzyjnej, aby wybrać tego twórcę, który osiągnął dla gałęzi gatunku i podgatunków fantastyki naukowej najwięcej. Dodajmy do tego ludzką naturę i ,,zmienność gustów”, a także konwenanse i upodobania epok (w których żyli poszczególni autorzy), a dostaniemy niełatwe do wykonania zadanie. Z mojej perspektywy, przy czym nie jestem osobą, która w powieściowym gatunku fantastycznym doświadczyła wszystkiego, nawet i chociażby po jednym z tytułów z ręki kilku wymienionych nieco wyżej nazwisk (w końcu jesteśmy ludźmi, nie maszynami, a czas naszej egzystencji jest ograniczony, dlatego też wszystkiego niestety nie zrobimy), mówiąc zwięźle i najrozsądniej posługując się przy tym słowem: najłatwiej, najlepiej w warstwie fabularnej i tej głębokiej, symbolicznej, najatrakcyjniej w ogólnym ujęciu swej twórczości, przyciągając w ten sposób nowych czytelników dziesiątki lat po końcu swej działalności, przemawia do mnie, jako czytelnika i pasjonata fantastyki naukowej, Herbert George Wells. Uważany za prekursora tzw. ,,wojny totalnej” w literaturze współczesnej Wells urodził się w 1866 roku, w bardzo ubogiej rodzinie. Życie miał niezbyt przychylne ku temu kim miał się stać w przyszłości – w końcu jego matka była pokojówką a ojciec ogrodnikiem. Herbert tułał się i tułał przez lata; z trudem zdobył wykształcenie, dlatego patrząc się z perspektywy czasów współczesnych można by rzec, że tym bardziej należy mu się odpowiednia doza szacunku, gdyż wykonał on kawał tytanicznej pracy, aby znaleźć się tu gdzie dziś jest obecnie: w zbiorowej świadomości milionów miłośników jego twórczości rozsianych po całym świecie. Co istotne, co czyni Wellsa wyjątkowym wśród piewców fantastyczno-naukowej beletrystyki, zanim zaczął cokolwiek pisać, ba, sprawnie poruszać się w tym gatunku, wiedział on, że na pewno chce to robić – że chce nie tylko czerpać z tego korzyści finansowe, ale i pisarstwu się poświęcić. Z Wellsa przez całą karierę autora beletrystyki bił niepoprawny optymizm – sądzę, że przed zabraniem się za jakąkolwiek mniejszą powiastkę lub powieść, ponad wszystko zamierzał przelać na papier to co w science-fiction jest dla niego najważniejsze: zarówno odpowiedni pomysł, ale i swój styl, pasję, nie zapominając przy tym o czytelnikach, którym poświęcił się przekazywaniu określonych idei pro-naukowych, socjologicznych i częściowo politycznych (bo to w jego twórczości da się zauważyć), i rozmaitych wizji futurystycznego świata, które on wyraża. W ten sposób Herbert George Wells odniósł sukces; najważniejsze dla niego wydarzyło się wiele lat po jego śmierci: duch jego działalności, jako pisarza fantastyczno-naukowego, krąży w eterze popkulturowych informacji do dziś. Bo to pisarz powiedziałbym kompletny, wielopokoleniowy, lubiący zachwycać czytelnika, pouczać, porażać i zamartwiać tym, co w jego dziełach będzie kiedyś prawdziwe, a co pozostanie w sferze ,,co by było, gdyby…”. Poznanie bogatego dziedzictwa literackiego Wellsa, jednego z najważniejszych dla literatury rozrywkowej, i to w wydaniu kompletnym, to rzecz niełatwa, niecodzienna, tym bardziej cięższe staje się to zrealizowania: poddanie krytyce osiągnięć tego pisarza ze strony czytelnika – w końcu jesteśmy tylko ludźmi, a każdy z nas ma inne gusta i upodobania; wiele osób Wellsa będzie odbierać odmiennie. Dlatego też ocenienie twórczości tego autora w odpowiedni sposób nie stanowiło dla kogoś, kto znał do momentu przeczytania tych dwóch tomów tylko dwie flagowe jego powieści, takie jak: "Wehikuł Czasu", "Wojna Światów", w miarę wygórowanego wyzwania. Sytuacja w tym względzie nieco mi się naświetliła, gdy, jak pisałem wstępnie wyżej, przeczytałem zbiór opowiadań i powieści Wellsa pt. "Opowieści fantastyczne", które to ukazały się w Polsce w ilościach dwóch tomów, przygotowanych przez Władysława Kopalińskiego za pośrednictwem Wydawnictwa Literackiego. Na rynku wydawniczym pojawiły się w naszym kraju w 1976 roku; dzisiaj minęło prawie że 45 lat od ich druku, jednakże dla każdego, kto chce uważać się za ,,tego zaznajomionego” z estymą twórczą Wellsa, te dwa tomy to powiedziałbym zupełny klasyk o biblijnym i mitologicznym znaczeniu, zwłaszcza, że obecnie trudno jest dostać większość tych nieznanych mniejszych opowiastek Wellsa w wydaniu polskim; nie łatwo więc zaznajomić się najbardziej szeroko z twórczością tego pisarza. Jak się okazuje, Herbert George Wells, to człowiek niezwykle zróżnicowany, jeśli chodzi o to, co pokazuje czytelnikowi swoją twórczością za każdym razem, gdy czytelnik dotyka tych nowych, nieodkrytych dotąd aspektów twórczości tego pisarza. W swych około dwudziestu niniejszym recenzowanych i omawianych opowiadaniach, które, co istotne, nie były tylko tą stricte ,,klasyczną fantastyką” (,,Wehikuł Czasu” – wykładnia o niepewnej przyszłości ludzkości, jaką niesie ze sobą nieznana technologia; to swego rodzaju wyzwanie cywilizacyjne), ale okazały się również czymś z pogranicza literatury podróżniczej, nawiązującej do legendarnego już wątku w tej kwestii, postaci Robinsona Crusoe ("Wyspa Aepyornisa"; "W głębinie"), oraz czymś nawiązującym do debaty filozoficzno-naukowej, jak specyficzny można by rzec traktat o nieograniczonej i boskiej mocy, którą mógłby posiąść człowiek ("Człowiek, który czynił cuda"), Wells udowodnił, że – z perspektywy odbiorcy jego powieści, nowelek, opowiadań etc. – jest on kreatorem uniwersalnym, ale za to trudnym w odbiorze. Generalnie rzecz ujmując, powiedziałbym, że 70 % tworów zawartych w owych dwóch tomach nie jest tą doskonałą, charakterystyczną dla Brytyjczyka wykładnią artystyczną – symbolem prawdziwej ,,fantastycznej literatury klasycznej” spod jego znaku, tak jakby to był ten jego towar eksportowy, rozlany na cały świat. Nie. Konstrukcja tych utworów niekiedy zdaje się być zbyt nużąca, epatując nadmierną ilością szczegółów, pomieszaną fabułą (zwłaszcza, gdy historia opowiadana jest z perspektywy pierwszej osoby – co dla Wellsa jest dość rozpoznawalne), w której ,,wytworność" słownictwa, blichtr i elegancja przeszkadza nieco płynności prowadzonej narracji. Jednak pan Wells to futurysta, wieszcz, człowiek niezwykle skoncentrowany w swych pracach literackich na omawianiu – choć bardziej skrytym pod powierzchowną warstwą narracji fabuły swych tworów – implikacji i konsekwencji postępu technologicznego i jego wpływu na losy ludzkości. Tak, to cały Herbert George Wells. Żyjący na przełomie dwóch wieków – końca XIX i połowy XX – Wells okazał się doskonałym futurystą, który potrafił wyciągać wnioski z teraźniejszości, a przede wszystkim z przeszłości, którą według niego należy dobrze zrozumieć, aby myśleć o przyszłości w ogóle. Brytyjczyk miał szczęście do epoki, w której żył; te czasy znacznie go ukształtowały, a on ukształtował przyszłe pokolenia, czego wpływ widzimy po dziś dzień. To koniec wieku XIX i początkowe lata XX stały się dla Wellsa dominantą wszelkich haseł; stały się niepewnością, którą można dostrzec we wszystkich jego utworach zawartych w "Opowieściach fantastycznych" Wydawnictwa Literackiego z 1976 roku. Jako autor nie eksploruje on tylko i wyłącznie różnych nurtów w literaturze popularnej; ,,bawi się” tą eksploracją odkrywając i zgłębiając w swych opowiadaniach możliwości i perspektywy, które stoją przed Cywilizacją otworem. Dla Wellsa nauka i postęp technologiczny są swego rodzaju odskocznią, czy też pomostem pomiędzy światem obecnej nauki i technologii, a tym co jest niezbadane: co czeka na nas w przyszłości, co w znaczący sposób będzie dotykać również niezbadane dotąd obszary społeczno-kulturalne. W "Opowieści fantastyczne", trzeba umieć odpowiednio się wczytać, zrozumieć to, co chce odkryć dla nas, dla przyszłych pokoleń Herbert George Wells. Te około dwudziestu tytułów wybranych przez Władysława Kopalińskiego nie jest dla każdego: można się tymi utworami zachwycić, ale i znudzić, czy zdziwić. Bo to, co i jak Brytyjczyk skłania nas do próby podjęcia wyzwania: postawienia się na jego miejscu, z uwzględnieniem otoczki epoki, w której Wells żył, i zawarcie podobnego, co on przekazu w jakiejś literaturze wybiegających futurystycznie w przyszłość. Czy byśmy tego dokonali? Kto wie. Wells tego dokonał, gdyż był wielki, i taki zostanie; zostanie on również nie do końca zrozumianym twórcą, zwłaszcza przez współczesną mało czytającą i wybrzydzającą młodzież, która przecież będzie budować nasze dziedzictwo, naszą przyszłość.
karpatkadobra - awatar karpatkadobra
oceniła na 6 5 lat temu
Brzechwa dla dorosłych - opowiadania drastyczne, humoreski, felietony, liryki, kabaretiana Jan Brzechwa
Brzechwa dla dorosłych - opowiadania drastyczne, humoreski, felietony, liryki, kabaretiana
Jan Brzechwa
„Uszy” „Czy przyglądaliście się kiedykolwiek uważnie uchu ludzkiemu? Ile staranności i wysiłku włożyła natura w ten szczątkowy i nieużyteczny ornament twarzy! (…)(s. 195) „Demony” „Usta Klary tylko z pozoru pozbawione były wyrazu. Dopiero gdy się rozchylały zaczynały wabić wilgotną świeżością, stawały się pełne obietnicy, przyprawiały o zawrót głowy.”(s. 202) „Quasi una fantasia” „Okazałaś się najcudowniejszą kochanką. Mówię ci to ja, stary Don Juan. Wiesz sama, że nie ja tego chciałem. Przeciwnie. Broniłem się.”(s. 230) Brzechwa dla dorosłych, Wybór i opracowanie Andrzej Możdzonek, Pruszyński i S-ka, Warszawa 1998. Wyjątkowość opowiadań na miarę ponadczasowej poezji. Zbiór jednakże otwierają liryki z „Wieczorem”„ Fatalizmem” i „Równoległymi liniami”, są też: wiersze satyryczne, humoreski, felietony, opowiadanie drastyczne i wreszcie Kabaretomania. Rozpiętość gatunkowa– niewiarygodna. Brzechwa zdumiewa i zachwyca otwartością oraz skalą poetyckiego i prozatorskiego ujęcia każdego tematu. Możliwości literackie Brzechwy zyskują wymiar uniwersalny. Wiek XXI stoi przed nimi otworem. Z biografii warto przypomnieć za A. Możdżonkiem: 1. Prawdziwe nazwisko poety to: Jan Lesman (to właśnie Leśmian wymyślił jego literacki pseudonim). 2. Pierwszy wiersz opublikował, mając 15 lat (pisze się, że był to najmłodszy debiut). 3. Studiował: medycynę (krótko), polonistyką, odbył 2-letnią służbę wojskową, był studentem prawa.(s. 5-6) Na zamknięcie: „Ludzie i zwierzęta” „Nikt z nas nigdy nie pamięta, Że prócz ludzi są zwierzęta, Które mają własne życie Nie zbadane należycie. Zwierzę zna się na higienie, Zwierzę ceni współistnienie, Zwierzę je, gdy głód poczuje, Kocha zaś, gdy czuje ruję. Ma w tych sprawach zakres węższy: Przez rok cały nie węszy I natrętnie się nie pęta. Takie właśnie są zwierzęta!”(s. 46) Brzechwa dla dorosłych – do czytania w każdym czasie, niezależnie od pogody za oknem i pogody ducha! Mistrzowska forma!!! 10/10
zoe - awatar zoe
ocenił na 10 2 miesiące temu
Bajki i przypowiastki Karel Čapek
Bajki i przypowiastki
Karel Čapek
Mimo że tak wiele razy przekonywałam się o tym, że moja kobieca intuicja jest dobra w swojej roli, nadal nie potrafię jej zawierzyć kiedy czuje czasem jej wibracje. Tak było z Čapkiem kiedy pierwszy raz miałam z nim styczność w antykwariacie.  "Inwazja jaszczurow "..ten złoty jaszczur z okładki.. kilka razy powodował że brałam książkę do ręki, czułam że chce ją mieć, coś mnie w niej nęciło.. nie wiedziałam co, bo nie znałam Čapka, a że moja kupka książek do wzięcia była wystarczajaco wysoka, nie wzięłam jej. Kilka dni później przeznaczenie ;-) spowodowało że ktoś  napisał o "Fabryce absolutu" - przeczytałam.. oh jak bardzo pożałowałam swojej decyzji z antykwariatu.  Jednak Čapek czekał na mnie- dwa tygodnie- i latem tego roku przeczytałam pierwszą Čapkowa książkę. Wnikliwe analizy jednostki, grup i całego społeczeństwa to to co Čapek robić lubi najbardziej i ooojaaa jak on to potrafi!  To nie żadne marudzenie ani zwykle ani alkoholowe czy narkotykowe 😝 -nieznosze malkontentow!  To groteskowe, cynicznie, ironiczne zabawne i baardzo trafne opowieści w których zazwyczaj w rolach obsadzone są zwierzęta.  I właśnie w tej nie dużej objętościowo książce jest to wszystko. Część z bajkami jest komiczna nie tylko w treści ale i w formie, ponieważ większość bajek jest.. jednozdaniowa. Wrzucę kilka na końcu. Te jedno czy kilku zdaniowe bajki to nic innego jak ponadczasowe i uniwersalne prawdy o nas i wszystkim co nas otacza. O tym jak to ludzie uważają się za pępuszki świata, za kogoś zawsze lepszego i ważniejszego. I mimo że to śmieszne to tam się nikt nie śmieje. Napisane na totalnej powadze. Dobre to wrażenie robiło. Czytając miałam dejawu.. To było niesamowite uczucie  (ale miałam dokładnie takie samo przy "Inwazji..") kiedy czytając tekst napisany ponad 70 lat temu masz wrażenie że napisał je ktoś  t e r a z  przed chwilą o naszej Polsce o naszym świecie.  Np. przypowiastka (przypowiastki są  3-7 stronicowe) "Rozpustnik" o mężczyźnie tz. singlu który to chwali się jak mu nie jest zajebiście samemu, jak to ma codziennie inną kobietę i jakież one nie są wyuzdane i wspaniałe.. a co robi w domu? Łatwo zgadnąć?  😅 Albo "Wynalazca" o chopku który wynajduje absurdalne z dupy rzeczy które nikomu na nic nie są potrzebne tz.. są.. przepraszam.. np."taka dobrze wyposażona pospieszalnia musiałabybyć naturalnie zaopatrzona w cały szereg  śpieszaków, chybcików, popychaczy, samoruchów, hałasideł i łomocideł. Zleciłem już produkcję różnych opatentowanych zgrzytaków, trzaskaczy  i potykadeł". Znacie to? A może.. "Casus prawny" o gościu który niechcący potrąca autem kondukt pogrzebowy, w wyniku czego z roztrzaskanej trumny wylatuje dziadek i ożywa. Facet czuje szczęście w nieszczęściu, bo uratował dziadka od zakopania żywcem a tu zamiast podziękowań dostaje kupę wezwań do zapłaty: za pogrzeb który sie nie odbył a bedzie musiał za jakis czas odbyć się  drugi a rodziny dziadka na to nie stać, odszkodowań: za złamaną kostkę i straty moralne, za nie wypłacaną przez urząd emeryturę bo przecież zmarły raz, nie może dostawać jej ponownie. Dobre? Bardzo dobre.. ale ta Čapkowa książka czuje że nie jest dla wszystkich.  Bo nie jest ona tak genialna jak "Inwazja.." a z opini jakie przeczytałam  o "Fabryce.. wynika że też do niej daleko. Nie chciałabym chyba by ktoś zaczynał przygodę z Čapkiem o tej pozycji. Ona nie jest tak dopracowana.. są w niej zgrzyty. Ale fani Čapka czy Vonneguta a nawet fani Lema ewentualnie Topora (za czarno tu nie jest ale groteski nie brak ) będą baaardzo pocieszenii. Ślimak Mrówki to hałastra. Pomyślcie, przecież one nie wierzą nawet w to; że światem rządzi Wielki Ślimak. Kogut Jeszcze nie świta. Jeszcze nie dałem sygnału. Lis Wszystko co żyje, dzieli się na trzy rodzaje: na nieprzyjaciół, na konkurencję i na łup. Koza na postronku Jaki ten świat mały! Na ruinach Więc teraz jest znowu pokój. Najedzony Z tą nędzą na świecie to gruba przesada. Nie jest tak źle. Obywatel Przeklęty rząd! Znowu mi się nie pali cygaro.
Patrycja Perzyna - awatar Patrycja Perzyna
oceniła na 7 8 lat temu
Kota Mruczysława poglądy na życie E.T.A. Hoffmann
Kota Mruczysława poglądy na życie
E.T.A. Hoffmann
E.T.A. Hoffmanna, „Kota Mruczysława poglądy na życie”. Wbrew pozorom jest to klasyka literatury, a wróciłam do niej nie dlatego, że jestem kocią matką (tu odchrząkuję znacząco), nie dlatego, że mam jakąś dziką potrzebę czytania klasyki właśnie (choć preferuję), ale dlatego, bo Kot Mruczysław jest zarozumiałym, cynicznym, zapatrzonym w siebie, narcystycznym reprezentantem swojego gatunku, który w sposób bezpośredni komunikuje światu swoją wyjątkowość, talent, bystrość umysłu. Mało tego, źle interpretując rzeczywistość, widzi tylko swoją kocią boskość! 🐱 Powieść zbudowana jest z dwóch – przeplatających się – historii: wspomnianego Kota Mruczysława, wielce osobliwego jegomościa oraz kapelmistrza Jana Kreislera. Wielki Kot Mruczysław, potomek „Kota w Butach”, kształci się na Wielkiego Kota; to figura zabawna, groteskowa – idealne odzwierciedlenie prawdziwej kociej natury. A Jana Kreisler, no cóż – wplątuje się nieszczęśnik w dziwną relację z dwiema kobietami, które reprezentują prawdziwą miłość i żarliwą namiętność. Panowie! No nie ma lekko 😂🤪 Powieść E.T.A. Hoffmanna to powieść humorystyczna, „nadziewana” ironią, satyrą, parodią, ale również filozoficzna – „nadziewana” (powtórzenie celowe) konkretną wiedzą, odniesieniami do poezji, literatury, sztuki. Lekka, łatwa i przyjemna nie jest – bynajmniej 🤔😎 Zmusza do myślenia tych, którzy chcą od książki tego czegoś, tego więcej i mocniej, intensywniej i bardziej, czymkolwiek to jest. Odstraszy pewnie tych, dla których „filozofujący” kot będzie męczący, no ale cóż – humorek ma specyficzny, wysublimowany i nie dla każdego.
Anna Kolińska - awatar Anna Kolińska
oceniła na 8 2 lata temu
Matka Courage i jej dzieci Bertolt Brecht
Matka Courage i jej dzieci
Bertolt Brecht
„Matka Courage i jej dzieci” to tragikomiczny utwór sceniczny osadzony w realiach wojny trzydziestoletniej (XVII wiek). Część dramatu toczy się na terenie Polski, co dla samej sztuki nie ma większego znaczenia, podkreśla jednak fakt, że swoim przesłaniem nawiązuje ona do aktualnych wydarzeń (Brecht napisał „Matkę Courage…” w 1939 r. w reakcji na wybuch drugiej wojny światowej). Utwór jest oczywiście antywojenny. Autor w krzywym zwierciadle groteski pokazuje ludzi żywiących się wojną – ludzi, dzięki którym konflikty zbrojne zawsze toczyć się będą. Brecht do tego stopnia chciał obrzydzić widzom postać Anny Fierling (tytułowej markietanki o pseudonimie „Matka Courage”), że już po premierze sztuki i jej pierwszych recenzjach wprowadził do tekstu kilka zmian (rzetelnie zaprezentowanych w niniejszym wydaniu). Ich celem było usunięcie lub przerobienie fragmentów, które za bardzo ocieplały wizerunek głównej bohaterki. Czy to się udało? Moim zdaniem – nie bardzo. Annę Fierling darzyłem bowiem sympatią do samego końca. Owszem, była rozgadaną i chciwą chytruską – ale swoje dzieci kochała. To, co robiła, robiła dla siebie i dla nich. Jakie wrażenia? Momentami było śmiesznie, momentami niekoniecznie (głównie za sprawą zbyt jaskrawej groteski), czasem też powiało nudą (tu z kolei najbardziej zawiniły piosenki). Utwór jednak niewątpliwie ważny. Pozdrawiam 6/10
Łukasz - awatar Łukasz
ocenił na 6 6 miesięcy temu

Cytaty z książki Aforyzmy i sarkazmy

Więcej
Mark Twain Aforyzmy i sarkazmy Zobacz więcej
Mark Twain Aforyzmy i sarkazmy Zobacz więcej
Mark Twain Aforyzmy i sarkazmy Zobacz więcej
Więcej