rozwińzwiń

Lustrzany chłopiec

Okładka książki Lustrzany chłopiec autora Robert André, 8306012356
Okładka książki Lustrzany chłopiec
Robert André Wydawnictwo: Państwowy Instytut Wydawniczy Seria: Współczesna Proza Światowa literatura piękna
313 str. 5 godz. 13 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Seria:
Współczesna Proza Światowa
Data wydania:
1986-01-01
Data 1. wyd. pol.:
1986-01-01
Liczba stron:
313
Czas czytania
5 godz. 13 min.
Język:
polski
ISBN:
8306012356
Tłumacz:
Irena Dewitz
Średnia ocen

5,6 5,6 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Lustrzany chłopiec w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Lustrzany chłopiec

Średnia ocen
5,6 / 10
23 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Lustrzany chłopiec

Sortuj:
avatar
669
497

Na półkach:

To opowieść, która szczegółwo opisuje życie kilkuletniego chłopca i świat widziany jego oczami. I to byłoby ciekawe i okej, gdyby zostało napisane w interesujący sposób. Sam strumień świadomości kilkulatka, który ubiera świat i relacje jakich jest świadkiem w swoje spostrzeganie nie jest aż tak interesujące, jak mogłoby się wydawać. Ta książka mnie znudziła, a zdarza się to bardzo rzadko. Zwłaszcza, że jest mnóstwo interesującej prozy bardzo wsobno-biograficznej, dużo ciekawszej niż ksiażka Andre.

To opowieść, która szczegółwo opisuje życie kilkuletniego chłopca i świat widziany jego oczami. I to byłoby ciekawe i okej, gdyby zostało napisane w interesujący sposób. Sam strumień świadomości kilkulatka, który ubiera świat i relacje jakich jest świadkiem w swoje spostrzeganie nie jest aż tak interesujące, jak mogłoby się wydawać. Ta książka mnie znudziła, a zdarza się to...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
4716
392

Na półkach: , ,

Świat widziany oczyma dziecka jest zupełnie inny niż ten,który widzą dorośli, i co trzeba podkreślić jest lepszy, prostszy,nieskomplikowany,zawsze z alternatywnymi mniej lub bardziej moźliwymi do zastosowania rozwiązaniami.Jest też dla dziecka często nie zrozumiały, ale nie dlatego, że przekracza jego możliwości poznawcze, co raczej intryguje sposobem reakcji na sytuacje, które dziecko postrzega jako oczywiste, czarno-białe, tego przecież cały czas jest uczone kiedy kształtuje się jego wrażliwość i formułuje kręgosłup moralny, nazywając określone rzeczy i zachowania dobrymi a inne złymi, pokazując, co może a czego nie powinno robić, bo jest to dla niego niebezpieczne, szkodliwe, niedobre.To my, dorośli, taki obraz dobrego świata dziecku przekazujemy i do takiego świata go zapraszamy, ale jak to bywa powinniśmy w tym miejscu powiedzieć, że no cóż, to zbyt idealne a życie realne jest inne, przerasta nas i zaskakuje,również podważa wszystko to, co jako ideał przekazujemy dzieciom. Bo kiedy mówimy o miłości,to i tę miłość powinniśmy pokazać, bo kiedy opowiadamy o lojalności czy wierności, to sami tacy powinniśmy być.Takie wzorce wpadają do chłonnego i otwartego umysłu dziecka i pozostają w jego świadomości jako jedyne i prawdziwe obrazy świata, w którym żyje, i kiedy nagle słyszy i dowiaduje się, że rodzice się nie kochają, że się zdradzają,to ten budowany z takim mozołem świat legnie w gruzach, co dla nieukształtowanego emocjonalnie dziecka może być przyczyną powstania później poważnych zaburzeń czy problemów, zwłaszcza jeśli jest szczególnie delikatnym i wrażliwym.To my nie zdajemy sobie sprawy, jak to, co robimy nie jest obojętne dla psychiki dziecka i jego dalszego życia.Taki obraz świata z jego wszystkimi odcieniami spotykamy w tej niezwykłej na poły autobiograficznej książce. Zranienia, których doświadcza bohater, a które są jego udziałem kiedy jest jeszcze dzieckiem i staje się młodzieńcem pokazane są jako te, które wywarły wielki wpływ na to, kim stał się jako dorosły, i wychwytuje takie momenty, które mogą w istotny sposób zakłócić prawidłowy rozwój-przykładem jest niewłaściwa postawa matki nie widzącej niczego złego czy niewłaściwego w przebieraniu się w stroje kobiece i odgrywanie takich zachowań, jak również daleko idąca nadopiekuńczość przeradzająca się zaborczość i ograniczenie wolności, narzucenie określonych wyborów, silne ich egzekwowanie pod presją miłości matczynej.Obserwacja, jaka jest naszym udziałem, pozwala nam, choć z perspektywy, zobaczyć jak bardzo szkodliwe są i groźne zachowania dorosłych, i choć nie wiemy jak będzie wyglądalo, jak wygląda dorosłe życie bohatera, to patrzymy na nie z niepokojem i lękiem, który możemy przenieść na wszystkie dzieci, które uwikłane są w problemy dorosłych, i których dzieciństwo zostaje naruszone, zepsute, bo dorośli zajęli się sobą i zapomnieli, że troska o dobro dziecka powinna być na pierwszym planie.Lektura tej książki to doskonała okazja to swoistego rachunku sumienia, czy jako rodzice stanęliśmy na wysokości powierzonego nam zadania i decydując się na budowanie rodziny ustawiliśmy wszystko na właściwych półkach.

Świat widziany oczyma dziecka jest zupełnie inny niż ten,który widzą dorośli, i co trzeba podkreślić jest lepszy, prostszy,nieskomplikowany,zawsze z alternatywnymi mniej lub bardziej moźliwymi do zastosowania rozwiązaniami.Jest też dla dziecka często nie zrozumiały, ale nie dlatego, że przekracza jego możliwości poznawcze, co raczej intryguje sposobem reakcji na sytuacje,...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

84 użytkowników ma tytuł Lustrzany chłopiec na półkach głównych
  • 51
  • 31
  • 2
24 użytkowników ma tytuł Lustrzany chłopiec na półkach dodatkowych
  • 17
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Lustrzany chłopiec

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Drzewo człowiecze Patrick White
Drzewo człowiecze
Patrick White
«Widzę ludzi, bo gdy chodzą, dostrzegam ich niby drzewa» Mk 24,8 Drzewo Człowiecze – rodzice, ciało i najmniej zauważalna dla oka ludzkiego myśl – jeśli chcesz sprawności tego układu – musisz zdobyć coś więcej. Nie widzę. Nie widzę epickiego rozmachu, dlatego to nie będzie Księga Rodzaju, ale uzdrawianie niewidomego. Moja ślepota nie jest dowodem, że tego rozmachu tu nie ma. Widzę. Widzę wyraźnie człowieka niczym drzewo na wietrze – poddane prądowi losu, z trudem przytrzymuje listowie myśli swoich, które wciąż i wciąż na nowo w walce porywane przez wewnętrzny niepokój rozsypują się, a potem nowe rodzą się nieustannie – ten człowiek próbuje przypomnieć sobie albo odkryć swoją rolę i misję w tym nieubłaganym prądzie. W centrum opowieści oswajanie nie przestrzeni dla siebie, ale oswajanie siebie samego w losie swoim. Każdego z bohaterów rozłącznie. Stan, Amy, Ray, Thelma. Inni. Wszyscy obok. Czyż da się bowiem Im podzielić coś, co podzielnym być nie potrafi? Najskrytszy pierwotny smutek i trwoga, najskrytsze zmaganie z wiarą, najskrytsza pierwotna żądza i marzenie, najskrytsza samotność na dnie duszy kotłujące się, w samym centrum człowieka, nie dadzą dostępu do siebie. Człowiek nie wie jak się tym podzielić. Dlaczego? Bo rzadko jego oczy zwrócone są na teraźniejszość. Później. Nie teraz. Teraz jakby jeszcze na niby mój los. Raczej trwajmy ze swoimi niedookreślonymi pragnieniami jedynie na powierzchni myśli, dla bezpieczeństwa swojego przede wszystkim. Będziesz ze mną człowieku?! Czy rozkoszy w smutku szukasz, a przyjemności w udręce? Czemu grzech nie jest dla ciebie odrazą, a cnota cię nie pociąga? Nie wierzcie mi. Ktoś przecież powiedział znajdziesz tu wszystko, jak w życiu. Epicki rozmach. Autorze chciałeś tego?! Pisałeś tak? Jak to możliwe? Przecież nie dostrzegłam narodzin, suszy, powodzi i wojny w typowym epickim rozmachu. Przecież Ty chciałeś tylko Ich dusze rozszarpać na widoku wszystkich, a potem jedynie upływem czasu ukoić. Jedynie wybrane, inne w przepaść popchnąłeś. Tak? To o tym? Przecież: Deszcz trwający nieubłaganie, który nie wodą jest ale udręką, która z własnego życia cię wypiera i zabiera oddech. Zgubiona radość po długo wyczekiwanych narodzinach, a w zamian lęk i nieodkryte nowe życie mimo, że własną piersią karmione. Pożar, który nie zniszczeniem płonie, ale główną areną dla zatopienia się w sobie dwóch obcych dusz. A nieugaszony żar wyrzutem sumienia do końca dni. Wojna, która nie wybuchami i krwią jest, ale dotkliwą udręką, w której znękane ciało mężczyzny i kobiety pragnie dotyku, który odwzajemniony, przywróciłby mu spokój. Dzieci na niewypowiedzianej słowami wojnie myśli i dusz o wolność i niezależność od rodziców. Jedno ukojenie znajdzie choćby w widoku drzewa wyrwanego z korzeniami. Drugie w próżności i przyzwyczajeniu, w którym na miłość nie można sobie pozwolić, a utraty przyjaźni lęka się nieustająco. Jedno i drugie ból, że korzeni swoich nie pojmuje. Wiara, która z tajemnicy niedościgłej przeradza się w głęboką urazę i pustkę, żeby dopiero na koniec błogim początkiem nowego się stała. Modlitwa, która nie niewolą, ale wolnością się staje. Czy to jest epicki rozmach ? Nie to serce człowieka ściśnięte wiecznie przez los. Tylko czy jest na pewno w człowieku coś, co warto poznać, jeżeli On patrzy gdzieś poza horyzont, ponad konarami drzew, zawieszony w niepokoju, w oczekiwaniu na coś innego niż teraz, na coś co się wydarzy, na coś co musi się wydarzyć? Wiedz jedynie Człowieku, że jeżeli chcesz więcej niż życie, więcej niż duszę, wieczna udręka i niepokój Cię czeka. Więc żyjesz? Jeszcze nie teraz. Drzewa nie zginą. Jest Ktoś, kto przez podarowane szkiełko witraża kolorami ożywi przestrzeń, napisze poemat o życiu. Tak, w końcu nie ma końca. „Jak wiatr co losem szarpie i kołysze Nie zna człowiecze drzewo czasu ciszy” Z wiersza A.E. Housmana. PS. Patricku Księga Rodzaju nie ma smutku w sobie. Nie byłeś szczęśliwy? Amy Parker. To ona uwagę mej duszy zdobyła. Nie Stan mimo, że On początkiem Jej losu stał się pewnego dnia na pustkowiu. Jednak On nie czuł potrzeby ujmowania w wielkie słowa swojego życia. Wystarczyło Mu, że je przeżywał. Och Amy, przyjaciółko moja.
Agnieszka - awatar Agnieszka
oceniła na101 rok temu
Farma John Updike
Farma
John Updike
Joey Robinson, konsultant reklamowy w firmie szkoleniowej na Manhatanie, ma za sobą rozwód z Joan, a także świeżo poślubioną drugą żonę. Peggy i jej nastoletniego syna chce przedstawić matce mieszkającej samotnie na rodzinnej farmie. Te trzy dni, jakie spędzą ze sobą, to delikatne balansowanie na granicy uczuć i zmysłów. To także walka dwóch kobiet o prawo do 'mężczyzny ich życia', ciąg wyznań, kłótni, wspomnień. Jestem oczarowana językiem pisarza, jego umiejętnością przykucia uwagi pozornie nieistotnymi zdarzeniami i opisami, przenikliwością obserwacji, psychologiczną głębią postaci. Bohaterowie Updike'a to ludzie żyjący w małym miasteczku, na przedmieściach, będący często na życiowym rozdrożu, w momencie kryzysu, popełniający błędy i miotający się. Zdradzają, rozwodzą się, zakochują się, odchodzą od kościoła lub do niego wracają, a wszystko to na tle zmieniających się czasów, obyczajowości, ważnych wydarzeń historycznych. Wszak Updike jest autorem m.in. cyklu o Eastwick. Wydane w 1984 roku "Czarownice z Eastwick" zyskały dużą sławę dzięki adaptacji filmowej George'a Millera z 1987 roku, z kreacjami Jacka Nicholsona i Michelle Pfeiffer. Jak napisał Czytelnik Czyniczny: "Doskonała, kameralna proza, smakołyk dla osób lubiących zagłębić się w postać; psychologiczna rozgrywka pomiędzy postaciami rozpisana jest mistrzowsko, a jednak opisy wewnętrznych dylematów, przeżyć i wspomnienia bohatera nie nużą i są zgrabnie przeplatane naturalnymi dialogami." Oprócz nagrody Pulitzera, Updike otrzymał on też m.in. nagrody National Book Critics Circle Award (1982 i 1990) i PEN/Faulkner Award (2004).
Melissa Tygrys - awatar Melissa Tygrys
ocenił na82 lata temu
Pomocnik Bernard Malamud
Pomocnik
Bernard Malamud
Brooklyn, Nowy Jork, lata 50. XX wieku. Przenosimy się w czasie i przestrzeni do nowojorskiej dzielnicy biedoty, do podupadającego sklepu spożywczego prowadzonego przez żydowskich imigrantów z Rosji, w wietrzny listopadowy ranek wciągamy do sklepu ciężkie skrzynki z mlekiem, przesypujemy bułki z torby do drucianego kosza, sprzedajemy jedną z nich za trzy centy siwowłosej Polce, zapalamy grzejnik gazowy, parzymy kawę w sczerniałym emaliowanym garnku, liczymy skromne dochody, zastanawiamy się, gdzie podziała się nasza młodość, dlaczego zmarnowaliśmy życie i jak przetrwać do pierwszego, czekamy na klienta, choć nie nadchodzi i uśmiechamy się ponuro przeglądając żydowską gazetę, jednym słowem, dzielimy troski i aspiracje bohaterów powieści. „Tyle się spodziewał po Ameryce, a dostał tak mało.” Jest w tej książce sporo biedy, cierpienia i trosk, ale niewątpliwie jest to powieść wysokiej duchowej urody, dodająca otuchy moralnej, a do tego czyta się świetnie, dlatego cenię, szanuję, uważam, admiruję i wysoko stawiam, Bernard Malamud, amerykański pisarz pochodzenia żydowskiego, wychowany na Brooklinie w rodzinie imigrantów z Rosji, wierzy, podobnie, jak Dostojewski, że szansę na odkupienie win ma największy nawet grzesznik i ta wiara jest w tym utworze czytelna, jest „zbrodnia”, jest „kara” i jest „nadzieja na odkupienie win”, jest także napięcie pomiędzy światem duchowym a materialnym, tak charakterystyczne dla najważniejszych dzieł Marca Chagalla oraz mnóstwo refleksji o tym, jak trudno jest zmienić kierunek życia. Powieść spodoba się czytelnikom czułego i niepomnego uraz serca. Książka wydana w roku 1957. „- Moja mama pyta - powiedziała prędko - czy pan mógłby jej dać na kredyt do jutra funt masła, bochenek żytniego chleba i małą butelkę octu jabłkowego. Kupiec znał matkę. - Nie będzie więcej kredytu. Dziewczynka wybuchnęła płaczem. Morris dał jej ćwierć funta masła, chleb i ocet. Odnalazł na podniszczonym kontuarze, obok kasy, pokreślone ołówkiem miejsce i dopisał liczbę pod pozycją „Pijaczka”. Suma ogólna wyniosła teraz dwa dolary i trzy centy, których nie miał nadziei nigdy zobaczyć. Ale Ida zrzędziłaby, gdyby zauważyła nową kwotę, więc zmniejszył sumę do jednego dolara i sześćdziesięciu jeden centów. Jego spokój - ta odrobina spokoju, jaką miał - wart był czterdzieści dwa centy.” Przewrotnie rzecz ujmując, można zaryzykować stwierdzenie, że jest to powieść również o tym, że z wiekiem spada zapotrzebowanie na zysk, a rośnie na święty spokój. ; )
Jeanne - awatar Jeanne
ocenił na81 rok temu
Faun z zimnymi różkami Hugo Raes
Faun z zimnymi różkami
Hugo Raes
Życie jest brutalną, chaotyczną rzeczywistością, stymulowaną popędami i instynktami, która przykryta jest estetyczną zasłoną sztuki i kultury. Tak Fryderyk Nietzsche widzi jedną z dróg ujmowania świata w kategoriach zjawiska estetycznego, apollińską postawę przedstawienia świata idealnego. Pod tą zasłoną toczy się bezforemny strumień instynktów, popędów, namiętności. Mroczny i okrutny. Powieść Hugo Raesa jest zdarciem estetycznej zasłony z oglądu rzeczywistości i stosunków międzyludzkich. Nie ma wzniosłych idei, uniesień, zachwytów, ekstatycznego przeżywania. Życie jest mechanicznym procesem, wyobcowaniem, zimnym odtrąceniem, pełnym bólu, gwałtów, bezsensownej przemocy. Tym samym, Raesowi bliżej jest do nietzscheańskiej postawy dionizyjskiej, choć brak w nim bezkrytycznej afirmacji życia samego w sobie. „Faun z zimnymi różkami” to historia z roku życia nauczyciela z flandryjskiej prowincji, Michaela Houtdragera. Rytm dni: praca w szkole naznaczona bardziej udręką niż powołaniem; kilka bezuczuciowych romansów; wybujała erotyka, choć zdehumanizowana; kilka wspomnień z dzieciństwa, kilka tragedii, kilka myśli depresyjnych. Pustka, samotność, obojętność. Na tym tle toczą się równolegle urywkowe życiorysy osób z kręgu Michaela, często oceniane przez narratora z dozą cynizmu. Powieść Raesa napisana jest w formie kolażu, co – w moim przypadku – początkowo wzbudzało natłok chaotycznych myśli, trudnych do spójnego odczytania, zwłaszcza że powieść nie ma linearnej konstrukcji. Choć opowiada rok z życia, fragmenty współczesnej narratorowi rzeczywistości przeplatają się z luźnymi wspomnieniami czy eseistycznymi rozważaniami nad życiem. Ten kolaż tworzy głęboko emocjonalną feerię świadomości, wtłoczonej w zimny, odpychający wręcz stan stosunków międzyludzkich. Nie jest to łatwa lektura. Mimo to - porusza.
madame_bov - awatar madame_bov
ocenił na75 lat temu
Wiwisekcja Patrick White
Wiwisekcja
Patrick White
Dobre, ale trochę niedobre: to przykład takiej powieści. Czyta się dobrze, zaczyna się bardzo dobrze i tak do połowy uznawałem ją za bardzo dobra, choć bez żadnej oryginalności w narracji czy fabule. Potem powieść moim zdaniem grzęźnie. Nadal czyta się dobrze, ale fabularnie jest mniej interesująca. Gdzieś koło 75% treści straciłem większość zapału do czytania, ale przeczytałem do końca. Fabularnie (spojler, uwaga),to czas gdy stary bohater zakochuje się w 13-14 latce i z nią śpi, a potem latami o niej myśli i ma o nią ból dupy. Nie mam nic przeciw takim wątkom, np. Lolitę uważam za wybitną, ale w tej powieści jest to drętwe, nudne, miałkie, czy jakie tam. W ogóle żałuję, że straciłem kilkanaście godzin na tą powieść. Postać niezrozumiałego cierpiącego artysty okazuje się nudna, podobnie wątki poboczne. Niby wszystko jest napisane dobrze, poprawnie, ale powieść traci szansę na zaskoczenie czytelnika, na powiedzeniu dużo więcej. Mamy za to długą treść bez niespodzianki w formie, treści, rozwoju akcji itd. W zasadzie wolę powieści nawet wyraźnie gorsze, które jednak nas zaskoczą niż takie całkowicie poprawne i dobre, które nie wychodzą w niczym dalej, więcej, nic nie ryzykują, tylko grzeją to samo przez kilkanaście godzin czytania. Jeśli ta powieść jest dla autora charakterystyczna, nie wrócę do niego. 6/10 mimo początkowej połowy 8/10. Postać Rhody oczywiście fajna.
Dzierzba - awatar Dzierzba
oceniła na65 miesięcy temu
Aleksander März Heinar Kipphardt
Aleksander März
Heinar Kipphardt
Na pełną recenzję, z cytatami i zdjęciami, zapraszam na bloga. https://bit.ly/4mB1dvA *** Pewnego niedzielnego popołudnia naszła mnie ochota, by przeczytać książkę, o której nic nie wiem. Bez żadnych uprzedzeń, nadziei, oczekiwań. Pogrzebałem na nieco już zakurzonej półce i wyciągnąłem wciśniętą w kąt książkę ze słynnej czarnej serii PIW-u. Od razu zaatakowała mnie armia germańsko brzmiących imion i nazwisk. Heinar Kipphardt. Aleksander März. Brzmi tak topornie i kanciasto, że bardziej się już nie da. Wchodzę w to! Autor kompletnie mi nieznany, tytuł nie mówił nic, okładka za to intrygująca. Nada się idealnie. Zadowolony z siebie (chociaż nie do końca – zakurzona półka, skandal!) zatopiłem się w lekturze. Heinar Kipphardt opowiada historię pacjenta szpitala psychiatrycznego w Lohbergu, tytułowego Märza. Wychowywany w dysfunkcyjnej rodzinie, która wstydzi się go, nie pokazuje światu, a na imprezach rodzinnych zabrania się odzywać. Wszystkiemu winna zajęcza warga, szpecąca twarz naszego bohatera. Matka wyręcza go we wszystkim, zaś ojciec w nieporadny sposób próbuje wyrobić w nim odruchy „prawdziwego mężczyzny”. März przekracza próg dorosłości będąc kompletnie nieprzygotowanym do życia w społeczeństwie. W wieku 24 lat trafia do zakładu w Lohbergu, gdzie przebywać będzie przez kolejnych kilkanaście lat. Przez trzy lata nie odzywał się do nikogo. Pisze wiersze, listy, a pewnego dnia ucieka ze szpitala. Znajduje nawet miłość. Książka zbudowana jest w nietypowy sposób. Narratorów jest wielu, a fabuła (sama w sobie szczątkowa) rozdrobniona i pomieszana; jak okruszki po kilku posiłkach, pozostawione na stole przez jakiegoś flejtucha. Zgodnie z zasadą „od szczegółu do ogółu”, dostajemy do ręki lupę i ślęcząc na kolanach podążamy tropem tych drobinek. Z nich, powoli lecz systematycznie, ukazywać się będzie całościowy obraz. Puzzle Kipphardta są ułożone chaotycznie, niechronologicznie, pochodzą z różnych źródeł, mają odmienny styl, cel i długość. Część z nich to zapiski samego Märza, ale pomiędzy nimi znajdziemy też opinie innych lekarzy, relacje dra Koflera – zarządzającego szpitalem w Lohbergu, zeznania pielęgniarzy, listy Märza, jego wiersze, fragmenty dziennika Koflera, a okazjonalnie jeszcze inne źródła jak np. wypis z bawarskiego planu krajowego dla upośledzonych z roku 1974. Punkt widzenia zmienia się nieustannie. Oglądamy życie w zakładzie oczami schizofrenika, by za chwilę spojrzeć na tę samą scenę z perspektywy lekarza. Daje to niesamowite wręcz wrażenie autentyczności. Nieraz zapominałem, że to w ogóle książka; czułem się jakbym czytał materiały zebrane w jakieś grubej tece, stanowiącej fragment autentycznej historii szpitala psychiatrycznego w Lohbergu. Dostrzegam w tym pewną wartość terapeutyczną i uświadamiającą, mimo kilkudziesięciu lat, jakie upłynęły od czasu premiery tej książki (1976 rok, polski przekład - 1980). Mimo tego pozornego chaosu, namiastkę porządku wprowadzają kolejne rozdziały: „Odtworzenie przedklinicznej kariery”, „Opis klinicznej kariery”, czy „Społeczność terapeutyczna”. W tych suchych wycinkach tkwi ogromny ładunek emocjonalny. Gdy tylko zdamy sobie sprawę, jak tragiczna jest historia człowieka, który próbuje po prostu żyć, a społeczeństwo notorycznie go odrzuca; który nie ponosi żadnej winy za swój fizyczny defekt i sposób, w jaki wychowywali go rodzice, a jednak to właśnie on zbiera cierpkie owoce tych wydarzeń. Kipphardt uderza też w cały system. Nie byłem przygotowany na rozdział pt. „Dygresja”, w którym autor bez żadnej zapowiedzi podrzuca garść danych statystycznych. W RFN ponad 600 tysięcy osób cierpi na choroby mieszczące się w obrębie schizofrenii. Za każdego z nich kasa chorych zwraca tylko połowę stawki przeznaczonej dla innych chorych. Konkluzja jest porażająca: "dziecko urodzone dziś w Republice Federalnej (Niemiec) ma o wiele większą szansę znaleźć się w zakładzie leczniczym niż na uniwersytecie". Kilkanaście stron później, wśród zwyczajowych fragmentów różnych zapisków i opinii brutalnie uderzył mnie jeden: w latach 1942-1945 zamordowano 270 tysięcy psychicznie chorych i sterylizowano przymusowo nieznana bliżej liczbę ludzi. Osobny akapit należy się zapiskom Märza. Część z nich jest oczywiście niezrozumiała. Niektóre uderzają celnością spostrzeżeń i przenikliwością umysłu Märza. "W odniesieniu do szkoły powiedział März: - Wyrobiłem sobie zdanie, iż w lukach pomiędzy słowami kryje się rzeczywistość. - Czy według pana to, czego uczy szkoła, jest błędne? - Celem pedagogiki jest zatajenie przed uczniem, iż rzeczywistość kryje się przed nim za formułą dwa plus dwa równa się cztery". No i są jeszcze wiersze Märza. Koślawe i nieporadne, ale zakończone celną puentą, która kryje w sobie zaskakująco wiele głębi. Kipphardt zainspirował się publikacjami psychiatry Leo Navratila, które zawierały wiersze pewnego chorego psychicznie poety. Nie wiem ile w tym prawdy, ale März w swoich notatkach wspomina o kilku ciekawych postaciach świętych (święty Markariusz, który spał sześć miesięcy w bagnie, czy święty Sabeniusz, który jadł wyłączenie zgniłe zboże, nigdy nie zmieniał odzieży i nigdy się nie mył). Wspomina także o pewnym mordercy kobiet, który miał rzekomo przebywać w Piławie. Jakby tego było mało, mamy tu kilka wątków polskich. März, mimo parszywego umlauta w nazwisku, był Polakiem i za takiego też się uważał. Urodził się w Piławie Górnej. Sam Kipphardt z kolei, urodził się w Łagiewnikach w 1922 roku, a przez kilka lat mieszkał w… Piławie Górnej. Trudno oprzeć się wrażeniu, że niezwykły portret Aleksandra Märza, namalowany barwami terapeutycznych doświadczeń Kipphardta, posiada wyraźny odcień autobiograficzny… Pierwsza połowa książki jest bardzo dobra, druga słabsza – rozmywa się trochę w architektonicznych szczegółach dotyczących budynku szpitala i opisach odwiedzających go gości. I – aż do momentu ucieczki Märza – traci swą moc. Ciekaw jestem, jak "Aleksandra Märza" oceniłyby osoby, które mają na co dzień do czynienia ze schizofrenią i zaburzeniami psychicznymi. Ale Kipphardt zdaje się wiedzieć, o czym pisze. Pracował w jednym z berlińskich szpitali, a z wykształcenia jest psychiatrą. "März" to jego prozatorski debiut – w moim odczuciu wielce udany. Niecodzienna tematyka oraz sieć powiązań między przedmiotem powieści, jej bohaterami, a samym autorem, mozaikowy sposób prowadzenia akcji czynią z "Aleksandra Märza" zaskakująco dojrzałą, satysfakcjonującą lekturę. Nie ma tutaj żadnych zwrotów akcji ani wciągającej fabuły, to bardziej zbiór obserwacji i zapisków poświęconych schizofrenii i próbach jej leczenia, z czego wyłania się bardziej ogólny – i niewesoły – krajobraz leczenia psychiatrycznego w powojennych Niemczech. Bo wetknięte tu i ówdzie fragmenty prawodawstwa niemieckiego wyraźnie sugerują, iż Kipphardt przedstawiając historię jednego pacjenta, ma tak naprawdę inny cel, o wyraźnie szerszym horyzoncie.
MilczenieLiter - awatar MilczenieLiter
ocenił na78 miesięcy temu

Cytaty z książki Lustrzany chłopiec

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Lustrzany chłopiec